Co za czasy...

12.07.11, 16:48
Co za czasy ,
w TV informacje że babcie do pomocy to owszem ale można sobie dziś wynająć za oplatą na etat ,
moja matka obrażona bo jak nigdy nie proszę o pomoc w opiece nad dzieckiem wiedząc jakie ma do tego podejscie , dzis jest sfochowana bo poprosiłam by zajęłą się dzieckiem jeden dzien i je przenocowała. Pokolenie naszych matek regularnie było odciązane przy opiece nad dziecmi , ja , moje koleżanki mąż wszyscy byliśmy nańczeni przez babcie. Dziś jednorazowa dorazna pomoc większosci ejt nie na ręke i wykręca się jak może.
Beznadzieja że muszę znosić krzywy klimat bo matka raz na rok zajmie sie moim dzieckiem żeby sama to zaproponowała w ogóle nie ma szans , jest obrazenie że ja poprosiłam. MASAKRA
    • czar_bajry Re: Co za czasy... 12.07.11, 17:02
      Jak ja lubię takie posty...
      Generalnie rzecz biorąc, babcie i dziadkowie nie mają obowiązku zajmowania się wnukami. Jest to ich wolna wola. To, że im pomagali rodzice w opiece nad dziećmi nie oznacza iż oni też muszą, weź pod uwagę, że wiele współczesnych babć i dziadków jest aktywnych zawodowo i nie bardzo ma możliwość opieki nad wnukami.
      Moja mama siedziała z moimi dziećmi, teściowa już nie gdyż pracowała i nie miała takiej możliwości.
      Jednak mnie się wydaje, że w sytuacji opisanej przez Ciebie, problem jest zupełnie gdzie indziej.
      • kropkacom Re: Co za czasy... 12.07.11, 17:06
        Obowiązku nie ma, ale jak babcia nie szuka kontaktu z wnukami i córki nie poratuje raz do roku to trochę myślę niefajnie.
      • elejna Re: Co za czasy... 12.07.11, 17:12
        Moment ale tu nie chodzi żeby zwalniać sie z roli matki i przerzucać swoje obowiązki w 100% na babcie. Przeciez nie o to chodzi żeby narobic dzieci i kazac swojej matce się nimi zajmować asamemu żyć na luzie jak singiel , halo???? Tu chodzi o to że w dzisiejszych czasach większość babć ucieka przed doraźną opieką , taką raz na ruski rok , takie obserwacje mają moje koleżanki i ja sama. Bo moja matka dosyc ze nie zaproponuje to autentycznie się obraża więc ja tego nawet nie robię a jak zrobię raz na X miesięcy to zawoże dziecko pół spiące w poznych godzinach wieczornych i odbieram wczesnie rano zeby tylko sie przespało a babcia i dziadek na emeryturze nie musieli się nim zajmować.
        • elejna Re: Co za czasy... 12.07.11, 17:16
          cd ... a i tak matka ma focha że ja ją poprosiłam i chodzi skrzywiona.
        • attiya Re: Co za czasy... 12.07.11, 18:22
          Dziwisz się, że ucieka? Bo dzisiejsze pokolenie idzie na łatwiznę -podrzucić dzieci rodzicom i samemu nie uczestniczyć w ich wychowaniu. I o jakim uciekaniu mówimy? Jeśli kobieta pracuje do 60-tego roku życia a pracowała przez powiedzmy ostatnie 40 lat, to chyba ma prawo odpocząć na emeryturze. Poza tym jeśli ma małą, to często idzie do pracy a nie za free wykonywać ciężką pracę zajmując się po 10 ha na dobę wnukami.
          • mdmaj2371 Re: Co za czasy... 12.07.11, 18:31
            attiya napisała:

            > Dziwisz się, że ucieka? Bo dzisiejsze pokolenie idzie na łatwiznę -podrzucić dz
            > ieci rodzicom i samemu nie uczestniczyć w ich wychowaniu. I o jakim uciekaniu m
            > ówimy? Jeśli kobieta pracuje do 60-tego roku życia a pracowała przez powiedzmy
            > ostatnie 40 lat, to chyba ma prawo odpocząć na emeryturze. Poza tym jeśli ma ma
            > łą, to często idzie do pracy a nie za free wykonywać ciężką pracę zajmując się
            > po 10 ha na dobę wnukami.

            kobieto - autorka mowi a zajciu sie wnukami raz od wielkiego dzownu nie opiece codziennej lub cotygodniowej.
            • kali_pso Re: Co za czasy... 12.07.11, 21:31
              wink
              Cóż począć to taki stały manewr forumowy- przekroczenie granic absurdu w wypowiedzi ma niby podwyższyć skuteczność tejżewinkp
            • attiya Re: Co za czasy... 13.07.11, 08:38
              no i co z tego?
              autorka też pisze, że nasze matki kiedyś przerzucały opiekę na babcie
              i jak się to ma do rzeczywistości? Bo chyba moja matka nie była ta jedyną, która sama z moim ojcem opiekę sprawowała nade mną?
          • elejna Re: Co za czasy... 12.07.11, 18:36
            Czy długo jeszcze będziesz tak klepać od rzeczy? Przeciez to są wypowiedzi nie apropos , ja o doraznej pomocy a ty o pełnoetatowym niańczeniu cudzych bachorów przez babcie, masakra...
            • estelka1 Re: Co za czasy... 12.07.11, 20:43
              Ale to ciągle nie zmienia faktu, że Twoja matka ma prawo nie chcieć, nawet doraźnie zajmować się Twoimi dziećmi, a Ty za to nie masz prawa od niej tego żądać, czy co gorsza zmusić ją do tego. Smutne i przykre te Wasze relacje, ale co zrobić. Za jakiś czas sytuacja się odwróci, jak w przypadku mojej córki i jej babci. Babcia nigdy się nią nie zajmowała. Nie, przepraszam raz, jak był ślub mojej siostry i absolutnie nikt nie mógł z młodą zostać- nawiasem mówiąc przywieźliśmy ją babci już śpiącą. A tak minimum zainteresowania babci wnuczką, zero opieki nad nią. No i minęło już prawie 17 lat. Córka ma się dobrze, babcia znacznie gorzej. Synowie zajęci swoimi sprawami, jedne wnuki za małe, żeby pomóc babci, a moja młoda niestety zainteresowana babcią mniej więcej jak daleką znajomą, z którą łączy ją wymiana grzeczności na ulicy i rozmowa o pogodzie. Ja się w te relacje nie mieszam. Nie zabraniam, nie nakazuję, ale i mnie teściowa wisi, zwłaszcza że jest już byłą teściową. Mój ex tak zainteresowany matką, jak i ona nim niegdyś, więc młodą ciągnie do swoich rodziców dosłownie od święta. Za moimi rodzicami (teraz już tylko tatą) młoda poszłaby w ogień, podobnie jak za prababcią (babcią ex-a).
      • iwoniaw uwielbiam takie "babcia nie ma obowiązku" 12.07.11, 17:26
        Autorka wątku nie pisze o zmuszaniu matki/teściowej do pełnoetatowej opieki nad wnukiem, tylko o fochach, gdy poprosi się o sporadyczną pomoc. Ciekawe, czy taka babcia nigdy przenigdy nie będzie wyrażała śladu pretensji o brak zainteresowania ze strony wnuków nastoletnich ani oczekiwała pomocy na starość od dzieci i wnuków. No ale co zasiejesz, to zbierzesz, same zobaczą kiedyś.
        Mam identyczne obserwacje jak autorka wątku: są babcie - ekstrema z drugiego bieguna, które wręcz wychowują wnuki i odciążają ich rodziców w potrzebie i bez potrzeby, są takie, które pomagają swym dzieciom poproszone - w miarę możliwości, a jeśli odmawiają, to nie z zasady i sporadycznym prośbom, są jednak i takie, które na najlżejszą wzmiankę o zaopiekowaniu się wnukiem przez parę godzin wytaczają armaty o "niemaniu obowiązku" i "im nikt nie pomagał" - żeby było śmieszniej, jest to najczęściej wierutne kłamstwo, gdyż takie postawy prezentują głównie osoby, których dziećmi zajmowały się właśnie głównie matki/teściowe. Może zresztą to jest klucz do sprawy - są to osoby, które nie lubią dzieci, nie chce im się nimi zajmować, potrafiły skutecznie pozbyć się swoich i nie chcą sobie brać na głowę wnuków, choć przyzwoitość by nakazywała ten "dług" w sztafecie międzypokoleniowej odpracować wink
        • zuzi.1 Re: uwielbiam takie "babcia nie ma obowiązku" 13.07.11, 23:16
          Dokładnie iwoniaw 100 % trafienia, takie babcie nie lubią po prostu dzieci, nie czerpią żadnej przyjemności z przebywania z dziecmi, często są to osoby b. oschłe, zimne, takie "zimne ryby", nie mają nic dzieciom do zaproponowania, dzieci je ogromnie męczą, potrafią byc nawet agresywne w stosunku do dzieci. To jest właśnie przyczyna zachowań takich babc. Często można również wywnioskowac z rozmów z dziecmi takich babc, że jako mamy również b. kiepsko wypełniały swoje role. Niektóre to wręcz czysto toksyczne przypadki. Swoją drogą ciekawi mnie jak takie osoby zamierzają funkcjonowac na starosc, gdy już same nie będą mogły się sobą zając...
      • morekac Re: Co za czasy... 12.07.11, 18:07
        To, że im pomagali rodzice w opiece nad dziećm
        > i nie oznacza iż oni też muszą,

        Po prostu wprawy nie mają... I kwalifikacji do opieki nad dziećmi. wink
    • wuika Re: Co za czasy... 12.07.11, 17:28
      Ale Twoja mama nie ma obowiązku zajmować się Twoim dzieckiem / dziećmi. Jeśli nie proponuje, znaczy, że tego nie chce. Ma prawo nie chcieć? Ma prawo.
      • elejna Re: Co za czasy... 12.07.11, 17:37
        tak ale sama nie miała oporów by wepchać mnie swojej matce która miała na głowie wiejską gospodarkę i przyjezdzała do mnie do 4 roku zyciu raz lub dwa razy w miesiącu , sama nie zajmie się wnuczkiem kilka godzin z czestotliwoscią raz na kilka miesięcy.
        To samo teściowa mojej koleżanki za komuny wymixowała sie za granicę zosatwiajć dzieci swojej matce dziś nie zostanie z małym nawet gdy kolezanka musi isc do lekarza.Tego typu postawy są faktycznie rewelacyjne i wciąż usprawiedliwone społęcznie bo kiedys nikt sie nie dziwił ze dzieci pod opieką babć to było powszechnie przyjęte a dziś nie ma się obowiązkubig_grin
        • kropkacom Re: Co za czasy... 12.07.11, 17:40
          Mam teorię, że owe panie dzieci raczej nie lubią. No, cóż... Tu faktycznie nic nie zrobisz.
          • elejna Re: Co za czasy... 12.07.11, 17:48
            najlepsze jest to że jak one kiedyś niemal w całosci zrzuciły swoje obowiązki na innych to było usankcjonowane społecznie nikt ich nie potępiał bo było normą babcie zajmowały sie dziecmi i tyle , dziś kiedy to one są babciami społecznie usankcjonowany jest brak nawet doraznej pomocy.Mają super.
            • falka32 Re: Co za czasy... 13.07.11, 14:02
              > najlepsze jest to że jak one kiedyś niemal w całosci zrzuciły swoje obowiązki n
              > a innych to było usankcjonowane społecznie nikt ich nie potępiał bo było normą
              > babcie zajmowały sie dziecmi i tyle , dziś kiedy to one są babciami społeczni
              > e usankcjonowany jest brak nawet doraznej pomocy.Mają super.

              No dokładnie.
              A wtedy jeszcze było dużo łatwiej, niż teraz, pozbyć się niechcianej ciąży.
        • attiya Re: Co za czasy... 12.07.11, 18:24
          no i co z tego wynika? Zazdroscisz matce, że podrzucała ciebie twojej babci a ty już nie masz komu podrzucic?
          • elejna Re: Co za czasy... 12.07.11, 18:34
            nie , bo ja nigdy nie podrzuciłabym nikomu mojego dziecka , jako że poczuwam się w 100% do obowiązków jakie nakłada na mnie bycie matką. Mówiłam o czymś zupełnie innym a mianowicie o kwestii nie CAŁKOWITEJ lecz DORAŹNEJ pomocy.Śmieszne ze lasie takie jak Ty mimo że doskonale wiedzą o czym mowa , burczą w ten sposób.
            • attiya Re: Co za czasy... 13.07.11, 08:39
              śmieszne jest to, że kiedyś ponoć wszystkie matki miały babci do pomocy
              podaj mi dane statystyczne tego jakże mi nieznanego zjawiska społecznego
          • kepucha Re: Co za czasy... 13.07.11, 09:46
            attiya napisała:

            > no i co z tego wynika?

            Z wątków na tym forum najczęściej nic, oprócz pyskówek, nie wynika wink.
        • deszcz.ryb Re: Co za czasy... 12.07.11, 18:38
          O rany, skoro twoja matka podrzucała cię babci, to powinnaś z tego wysnuć wniosek, że ona widocznie nie lubi dzieci/nie lubi się z nimi bawić/nie chce się nimi zajmować. Ciesz się, że jednak zostaje z twoimi dziećmi od czasu do czasu, kiedy tego naprawdę potrzebujesz.

          A to, że tak samo postępuje teściowa twojej koleżanki, to nie uprawnia cię do twierdzenia, że WSZYSTKIE babcie tak robią, bo taka jest moda. To nieprawda - są babcie, które chętnie zajmą się wnukami i są takie, które tego nie lubią. Ty trafiłaś akurat na ten drugi rodzaj.
          • elejna Re: Co za czasy... 12.07.11, 18:41
            ale moja matka twierdzi że jej koleżanki również nie zajmują sie wnukami , w rodzinie mojego męza tez jest podobnie , generalnie dużo mowi się o tym że jednak teraz ludzie żyją inaczej niż kiedyś i również z tego wynikają takie postawy babć.
            • kali_pso Re: Co za czasy... 12.07.11, 20:57

              E tam- szuka wytłumaczenia, bo to, że nie chce raz na kilka miesięcy zając sie wnukiem i strzela focha dziwne jest...a może własnie nie?winkp
        • kali_pso Re: Co za czasy... 12.07.11, 20:55


          To w sumie bardzo przykre, że jedynym argumentem w takich dyskusjach jest :"Mam prawo odmówić"..babcia "ma prawo", "nie ma obowiązku"- jałowe to jakieś i żadnego uczucia między ludzmi przecież sobie bliskimi...

          U mnie podobnie- mieszkałam z dziadkami w dzieciństwie- mam pracowała, wychowywała nas babcia pratycznie- opierała, gotowała, przytulała...matka po powrocie z pracy wolała iśc do pracy w polu niż się nami zajmować w domuwink Było jej baaaardzo dobrze, wygodnie, teściowa zrobiła w domu wszystko...

          Niby teraz pomoże, ale żeby sama z siebie? Jakoś nigdy nie proponowała a ja też nie musiałam jej prosić, niemniej- rozumiem Twój żal i tak, - to nie jest normalna, zdrowa sytuacja...
      • kropkacom Re: Co za czasy... 12.07.11, 17:38
        Ciekawe czy jak wnusio do babci z laurką w jej dzień nie pobiegnie to jej to będzie pasować? big_grin Jak myślisz? Bo o ile jak babka musi dziecko córy wychować - zgadzam się - kijowo. O tyle pomóc okazyjnie swojemu dziecku i wnukowi powinna.
    • deela Re: Co za czasy... 12.07.11, 17:39
      a to faktycznie sk_synstwo
      rodzina jest od tego zeby sobie pomagac i basta
    • attiya Re: Co za czasy... 12.07.11, 18:20
      a skąd ty taką informacje wzięłaś??? Jakoś nie przypominam sobie aby któraś z moich babć zajmowała się mną. Odkąd pamiętam tylko rodzice zajmowali się mną. Jedna babcia obrabiała ziemię, druga pracowała, żeby mieć emeryturę. Ich dziecmi z ich opowieści też zajmowały się one same.
      W bloku w mojej klatce mieszkała trójka dzieci z mojej klasy, takoż nigdy nie widziałam aby któreś z nich było pod opieką babć. Po szkole świetlica a potem powrót do domu po odbiorze jednego z rodziców - jak wracał z pracy, to odbierał dziecko.
      • izabellaz1 Re: Co za czasy... 12.07.11, 20:18
        attiya napisała:

        > Jakoś nie przypominam sobie aby któraś z moich babć zajmowała się mną.

        No to jeśli babcie były zdrowe i w tym samym mieście, to pozostaje mi tylko współczuć Tobie i Twoim rodzicom.
        • attiya Re: Co za czasy... 13.07.11, 08:44
          ale czego mi współczujesz? big_grin
          że mną opiekowali sie i wychowywali rodzice a nie babcie? big_grin
          ze mieli zawsze dla mnie czas? Że nie podrzucali mnie wszystkim dookoła?
          Ja nie mam z tego powodu traumy, z dziadkami miałam kontakt taki jaki powinien mieć wnuk, czyli czasem weekendy, wakacje, święta. I to jest zdrowy układ big_grin
          Moi rodzice mieli naszą dwójkę i jakoś umieli sobie ułożyć czas aby mieć i dla siebie i dla nas i jeszcze pracować zawodowo - czyli można ale nie....widzę, że część forum twierdzi, że inaczej się nie da i jak babcia nie chce, to jest be.
          • izabellaz1 Re: Co za czasy... 13.07.11, 11:05
            attiya napisała:

            > ale czego mi współczujesz? big_grin
            > że mną opiekowali sie i wychowywali rodzice a nie babcie? big_grin
            > ze mieli zawsze dla mnie czas? Że nie podrzucali mnie wszystkim dookoła?

            Babcia i dziadek to nie są "wszyscy dookoła". To nie sąsiadka, ani ciocia Stasia.
            Poza tym:
            "Jakoś nie przypominam sobie aby któraś z moich babć zajmowała się mną. Odkąd pamiętam tylko rodzice zajmowali się mną."
            Nie ma tu słowa o tym, że spędzałaś wakacje czy weekendy stąd napisałam jak napisałam.
      • chloe30 Re: Co za czasy... 13.07.11, 23:20
        attiya napisała:

        > a skąd ty taką informacje wzięłaś??? Jakoś nie przypominam sobie aby któraś z m
        > oich babć zajmowała się mną.

        a moja mama oddała mnie do babci na 1,5 roku (na weekendy zabierala) a teraz - pomimo, że ja NIE MAM DZIECI - już chodzi i głosi, że ewentualnym wnukiem sie nie zajmie, bo ona już swoje (sztuk JEDEN) odchowała
        szkoda, że jej moja babcia, matka trojga, tak nie powiedziała
        ale była kochana, najukochańsza i MNIE kochała
        w przeciwieństwie chyba do matki
        ale przykro jest, że nawet tym hipotetycznym bachorkiem mama nie chce sie zająć
    • anorektycznazdzira Re: Co za czasy... 12.07.11, 18:25
      To indywidualne sprawa, moja Mam odkąd jest na emeryturze ignoruje wszelkie cudne rady i cenne uwagi, zajmuje się swoim wnukiem ile wlezie, najpierw 2,5 roku żeby nie szedł do żłobka (jego wiek od 1 do 3,5 lat), potem w 90% chorób, dziwnych dni wolnych, w wakacje kiedy przedszkole zamknięte etc. Wnuk ją kocha wzajemnie jak wariat, kiedy sie dłużej nie widzą to poprostu woła babci.
      Ja zaś zamierzam ignorować w przyszłosci wszelkie światłe rady, że opieka nad strymi ludźmi jest bardzo mecząca i niewygodna a "takie fajne" ośrodki sa dostepne za odpowiednia opłatąwink
      • estelka1 Re: Co za czasy... 12.07.11, 20:46
        Mądrze prawisz smile
      • zuzi.1 Re: Co za czasy... 13.07.11, 23:24
        I słusznie i to jest prawidłowe i zdrowe podejście do życia. Pozdrowienia dla mamy i babci bo jest na pewno super osobą smile
    • joanna35 OT 12.07.11, 18:50
      Elejno, niczego nowego nie odkryłaś, tyle, że to nie dotyczy tylko i wyłącznie babć. Społeczeństwo(czyli my sami) mamy z jednej strony coraz bardziej egoistyczne z drugiej roszczeniowe i przebogate w najróżniejsze "misie"(mi się należy, oczywiście). Wiek i płeć tu nie gra roli i żadna ze stron nie chce zauważyć, że zdecydowana większość relacji oparta jest na tzw."transakcji wiązanej".
    • izabellaz1 Re: Co za czasy... 12.07.11, 20:15
      Współczuję Ci takiej sytuacji.
    • sotto_voce Re: Co za czasy... 12.07.11, 21:10
      Jeśli chodzi o chęci babć - obserwuję wśród rodziny i znajomych taki schemat: jeżeli obecna babcia wraz z obecnym dziadkiem zlecili kiedyś regularne wychowywanie dzieci swoim rodzicom - teraz niechętnie pomagają przy wnukach. Dziwi mnie to, bo rozsądek wskazywałby, że powinno być właśnie odwrotnie.
      • kropkacom Re: Co za czasy... 12.07.11, 21:43
        Jedna z forumek słusznie zauważyła: rodzice typu kukułki nie nauczyli się opieki nad dziećmi, a teraz dupa zbita. Ja jednak obstawiam, że dzieci małych po prostu nie lubią. Może to jakaś forma rozsądku właśnie big_grin
      • deszcz.ryb Re: Co za czasy... 12.07.11, 23:56
        > Jeśli chodzi o chęci babć - obserwuję wśród rodziny i znajomych taki schemat: j
        > eżeli obecna babcia wraz z obecnym dziadkiem zlecili kiedyś regularne wychowywa
        > nie dzieci swoim rodzicom - teraz niechętnie pomagają przy wnukach. Dziwi mnie
        > to, bo rozsądek wskazywałby, że powinno być właśnie odwrotnie.

        Co cię dziwi? To przecież logiczne - jeśli kobieta ma swoje dzieci i podrzuca je chętnie dziadkom to znaczy, że ona nie lubi dzieci/nie lubi się nimi opiekować. Dlaczego ta jej niechęć do dzieci miałaby się zmienić kiedy sama zostanie babcią? Starcze zdziecinnienie? tongue_out

        Nie wierzę w "sprawiedliwość dziejową" i w wymianę pokoleń - nie jest dla mnie sprawiedliwym oczekiwanie, że "podrzucała dzieci dziadkom, więc jej też będą kiedyś podrzucać". A to dlatego, że ludzie są różni, mają różne poglądy, niechęć i zamiłowania do różnych rzeczy, więc nie występuje tu takie proste przełożenie.
        • falka32 Re: Co za czasy... 13.07.11, 14:32
          > Co cię dziwi? To przecież logiczne - jeśli kobieta ma swoje dzieci i podrzuca j
          > e chętnie dziadkom to znaczy, że ona nie lubi dzieci/nie lubi się nimi opiekowa
          > ć.

          Nie rozumiem tej logiki. W moim świecie kobiety najczęściej podrzucają dzieci dziadkom, ponieważ potrzebują POMOCY, czyli nie mają z kim zostawić dziecka a muszą iść gdzieś, gdzie z dzieckiem nie można. I babcie odmawiające zaopiekowania się wnukiem odmawiają tym samym POMOCY swoim dzieciom. Te kobiety, które nie potrzebują pomocy (mają kasę na nianie, nie chodzą do ginekologa, nie chodzą do pracy, nie chodzą do urzędów), a wtykają dzieci babciom notorycznie, stanową rzadkość i margines.

          Znam wiele rodzin, gdzie polityka "pomogę ci tylko wtedy, kiedy ja mam na to ochotę i w takim zakresie, na jaki ja mam ochotę, bo jako babcia nie mam obowiązku a twoje dzieci to twój zas.any problem" zaowocowała tym, że dorosłe dzieci również czują się uprawnione do pomagania babci tylko wtedy, kiedy one mają ochotę i tak, jak maja ochotę, np. wymiana pampersa dla dorosłych jest nieprzyjemna, więc z tym babcia musi poradzić sobie sama, w końcu to jej pampers i jest dorosła. A zakupy babci można zrobić oczywiście, chyba, że się leci właśnie na wyprzedaże do Tarasów i się nie ma czasu, w końcu to nie mój problem. W końcu muszą się też zajmować swoimi dziećmi.

          Babcie i dziadkowie dali się wkręcić w "misięnależy" zapominając, że z biologicznego punktu widzenia i z perspektywy "stada" czy "plemienia" opieka nad wnukami jest uzasadniona jak najbardziej, zaś nad starcami - jest tylko kosztem tongue_out i im więcej wysiłku włożą w nauczenie młodzieży, że każdy ma pilnować swojego nosa, tym bardziej kręcą sobie bat na własne pupy.

          Ja jestem zwolenniczką tezy, że żeby wychować dziecko, potrzebna jest cała wioska. Jeżeli starszyzna się wypina na młode pokolenia i wszystko zmierza do tego, że całym światem dziecka mają być tylko i wyłącznie rodzice, którzy następnie, odgibawszy swoją (zwiększoną przez to) harówkę, mają prawo wypiąć się i na dorosłe dzieci i na wnuki, a ci z kolei nie mają żadnych zobowiązań wobec tych, którzy ich wychowali (bo to był ich psi obowiązek) to dla mnie to jest chore.
          • zuzi.1 Re: Co za czasy... 13.07.11, 23:27
            Dokładnie tak falka, zgadzam sie z Tobą.
      • madzioreck Re: Co za czasy... 12.07.11, 23:58
        Dziwi mnie
        > to, bo rozsądek wskazywałby, że powinno być właśnie odwrotnie.

        Nie, to proste: jeśli kogoś męczy opieka nad dziećmi, to jest całkiem zrozumiałe, że od nich ucieka. Przykre, owszem, ale zrozumiał i dość logiczne.
    • chusteczka4 Re: Co za czasy... 12.07.11, 21:26
      Ja na szczęście jestem w takiej sytuacji, ze bez problemu mogę zostawić na jakiś czas syna u mamy, zresztą ona mogłaby spędzać z nim czas codziennie.
      • aga_sama Re: Co za czasy... 12.07.11, 21:30
        Ja mam podobne obserwacje co autorka wątku.
        Co prawda moich rodziców i teściów takie podejście dotyczy w niewielkim stopniu.
        • dolores12 Re: Co za czasy... 12.07.11, 22:50
          Moi rodzice także twierdzą, że moje dzieci to moja sprawa, a życie toczy się dalej. Mnie wychowywała przez 4 lata babcia, gdy oni robili karierę zawodową...Na to rady nie ma, po paru latach człowiek uczy się już dawać sobie radę bez ich pomocy, ale jest trudno.
    • karro80 Re: Co za czasy... 12.07.11, 22:58
      To do banisad moja chętna jest ale pracuje, tylko w te dni kiedy ma wolne to ja dorabiam, ona bierze małą. I to nie jest z łaski na uciechę mi, tylko dla babci przyjemność.
      A od sytuacji naprawdę awaryjnych(raz skorzystałam na 2 godzinki, bo miałam już umówiona wizytę u lekarza, a normalnie cała rodzina w pracy) mam jeszcze mamę przyjaciółki mojej.

      A moja matka jest z tych co babci oddali dziecko - dziś uważa to za błądwink
    • aneta-skarpeta Re: Co za czasy... 13.07.11, 00:19


      wychodze z zalozenia, ze rownowaga w przyrodzie musi byc- ktos mi kiedys pomoagal przy dziecku- to ja teraz pomagam komus innemu- obecnie mojemu bratu. jesli mamy zdrowe zstosunki rodzinne to jestesmy po to aby sie nawzajmen wspierac, i pomagac sobie w potrzebie
      jesli nasi rodzice korzystali ochoczo z pomocy swoich rodzicow czy dziadkow to powinni "niesc dobrą nowinę" dalej- oczywiscie o ile zdrowie pozwala i wykluczam czysty wyzysk

      bo jednak co by nie mowic, nie jest fajnie widziec, jak matka podrzucala swojej matce dzieci za kazdym razem, albo ta zajmowala sie dziecmi na caly etat, a sama robi problem gdy ma sie zajac czasem wnukiem
      az chce sie powiedziec- zapomniał wół jak cielęciem był
      • deszcz.ryb Re: Co za czasy... 13.07.11, 13:13
        Nie ma czegoś takiego jak "równowaga w przyrodzie" - ludzie różnią się od siebie, nawet dość drastycznie. Jeden ma np. gorsze geny i zachoruje na raka w wieku 35 lat, inny dożyje setki. Jeden jest bogaty, drugi biedny. Jeden jest przedsiębiorczy, drugi bierny. I to samo dotyczy zachowania ludzi względem dzieci - są ludzie, którzy dzieci nie lubią i nie chcą się nimi opiekować, nawet jeżeli to są ich własne dzieci/wnuki i nawet, jeśli w młodości podrzucali swoje dzieci dziadkom.
    • buuenos Re: Co za czasy... 13.07.11, 00:51
      takie czasy no...znikad pomocy a i dziadki jakies takie swiadome praw swych..ne ne az strach wnuki rodzicsmile
    • wyssana.z.palca Re: Co za czasy... 13.07.11, 10:14
      To nie czasy, to Twoja matka.
    • tully.makker Re: Co za czasy... 13.07.11, 10:35
      MOja matka korzystala z pomocy swojej matki w bardzo duzym zakresie, ale co zabawniejsze, wcale o tym nie pamieta i twierdzi, ze JEJ nikt nie pomagal. Inna sprawa, ze korzystala z tej pomocy w czasie, gdy pracowala, a nie w celach rozrywkowych i po powrocie z pracy zajmowala sie mna bardzo troskliwie.

      Jedyne, co moze cie pocieszac, ze kiedys twoja matka bedzie potrzebowac pomocy, a wtedy bedziesz mogla jej powiedziec, ze twoje kolezanki tez nie zajmuja sie swoimi matkami tongue_out
    • jantarowo Re: Co za czasy... 13.07.11, 10:46
      ale to nawet ma sens...nasze matki przerzucaly opieke na swoje matki bo nie przepadaly za dziecmi:p i dlaczego teraz cos mialo sie zmienic? Dalej dzieci malych nie lubi nianczyc to strzela fochasmile i nie ma ochoty...Mnie tez wychowala babcia bo widocznie mama moja za tym nie przepadala, ja jak poprosze ja zeby zostala z wnuczkiem to tez kombinuje zeby sie jak najmniej zmeczyla, czyli wychodze jak juz poloze malego, rano juz jestem na nogach zwarta i gotowasmile Natomiast moja tesciowa, ktora czasami wspomina jak to nigdy nie miala pomocy przy dzieciach, sama bardzo chetnie chce brac wnuki do siebie i nawet sie upomina, zeby na twarz padala to pewnie by nie odmowila pomocy. My tego nie wykorzystujemy, ale taka jest prawda, ze wole tesciowa poprosic niz matke.
      • zuzi.1 Re: Co za czasy... 13.07.11, 23:31
        Dokładnie tak jak piszesz.
    • whitney85 Re: Co za czasy... 13.07.11, 14:37
      Oj prawda. Moja mama po 1. miała płatny wychowawczy, po 2. żłobek/przedszkole i po 3.codzienną pomoc swojej teściowej przez jakieś 10 lat.
      Jeszcze nigdy nie przenocowała mojej córki. Raz została na 3 godziny, również z fochem.
      • zuzi.1 Re: Co za czasy... 13.07.11, 23:31
        Masakra...
    • kotbehemot6 Re: Co za czasy... 13.07.11, 14:39
      We wszytskich postach uderzyło mnie jedni-NIKT, absolutnie NIKT nie napisał o takiej kwestii jak uczucia. Przepraszam bardzo,ale wydaje mi sie,ze jak w rodzinie panuja w miare normalne stosunki to dziadkowie ciesza sie,ze mogas miec kontakt z wnukiem-nawet jezlei polega na opiece ,a nie na wizycie na herbatce. Coc faktycznie sie "popsowało" w stosunkach miedzyludzkich jeżlei wszytsko jest pzreliczane na piniadze i tarktowane jako forma wykorzystania.
      • falka32 Re: Co za czasy... 13.07.11, 16:26
        > We wszytskich postach uderzyło mnie jedni-NIKT, absolutnie NIKT nie napisał o t
        > akiej kwestii jak uczucia. Przepraszam bardzo,ale wydaje mi sie,ze jak w rodzin
        > ie panuja w miare normalne stosunki to dziadkowie ciesza sie,ze mogas miec kont
        > akt z wnukiem-nawet jezlei polega na opiece ,a nie na wizycie na herbatce.

        Z autopsji powiem, że współczesna babcia bardzo często darzy wnuka gorącym uczuciem, rozpieszcza i mizia, ale tylko wtedy, kiedy ONA ma ochotę na kontakt. Czyli: wzywamy rodziców na herbatkę, bo dawno wnusia się nie widziało, bawi się z wnusiem, rozpływa nad ukochanym maleństwem, po czym mówi papa i do domku już jedźcie. NAtomiast na hasło "czy może mama pomóc i zająć się Kaziem dzis po południu, bo jadę do dentysty " współczesnej babci włącza się syrena alarmowa "heloł, mam przecież prawo do odmowy, chcą mnie wykorzystać, a ja już swoje dzieci odchowałam i nie mam żadnego obowiązku się zajmować, są dorośli to niech sobie radzą". Nie przeszkadza to wcale, a nawet pomaga, wezwać mamę z Kaziem na następny dzień na herbatkę i strzelić focha, że mama Kazia nie może, nie ma czasu czy ma inne obowiązki, bo ogranicza jej kontakty z wnukiem.
      • deszcz.ryb Re: Co za czasy... 13.07.11, 22:44
        O rany, to dlatego, że są osoby, które NIE LUBIĄ dzieci - to jest ich uczucie. Mają do tego prawo? Ano mają, tak samo, jak osoby, które nie lubią np. kotów.

        Dla mnie "normalna" rodzina to taka, w której każdy jest szczęśliwy, a nie taka, w której babcia jest skwaszona, bo musi pilnować wnuka, a matka jest skwaszona bo babcia nie jest zbyt chętna do pomocy przy dziecku. Każdy ma jakieś kwasy, ale nie zrozumie drugiego.

        A poza tym nie ma co się czepiać babci, o której pisała autorka wątku - zaopiekowała się dzieciakiem? Zaopiekowała. I git. A że sobie przy tym ponarzekała, to jej sprawa smile
    • lejla81 Re: Co za czasy... 13.07.11, 16:48
      Ja się zgadzam z tymi dziewczynami, które uważają, że to zależy od charakteru człowieka.
      Moja mama chętnie zajmuje się wnukiem, bardzo go kocha, a każdą głupotą przejmuje się aż za bardzo. Kilka dni temu syn wrócił z dwutygodniowych wakacji u babci. Babcia sama się zobligowała, że weźmie 3,5 latka do siebie na tyle czasu. Pomimo moich obaw dali sobie radę.
      Co więcej - babcia uważa, że zajęcie się trzylatkiem było głównie z korzyścią dla niej, bo się nudzi i kapcanieje.
      Teściowie też chcą się nim zając.
    • jufalka Re: Co za czasy... 13.07.11, 21:11
      myślałam, że moja matka jest jedną z nielicznych, które nie chcą się zajmowac wnukami, a same korzystały z pomocy swoichch rodziców, ale tego nie pamiętają (!), jednak widzę, że jest to taka obecna tendencja wśród dużego % babć. Moja zawsze twierdzi, że "ma robotę" i dlatego nie może zostać z wnuczką (A nie pracuje zawodowo) Jest to przykre, że nie chcą pomagać swoim dzieciom.
      • zuzi.1 Re: Co za czasy... 13.07.11, 23:35
        Dokładnie tak, jest to zwyczajnie przykre, że nie chcą pomagac dzieciom w opiece nad wnukami...Ciekawe, czy kiedys dzieci im pomogą a jeśli tak, to jaki będzie ich poziom zaangażowania w opiece....
      • alexandra74 Re: Co za czasy... 13.07.11, 23:43
        zgadzam się, pamięc dobra, ale ktrótka. Ja nie pamiętam mojej mamy ze mną w piaskownicy pod blokiem, nie pamiętam, żeby się ze mna bawiła. Dobrze natomiast pamiętam kilka wakacji z rzędu w leśniczówce, gdzie mieszkała mamy siostra, a ja tam jeździłam z babcią. Mama przyjechała raz na urlop na tydzień. Minęło 30 lat a ja te wakacje z babcią wspominam bardzo sympatycznie. Jechałysmy pociągiem z kuszetką na drugi koniec Polski. Nie wyobrażam sobie mojej mamy z moimi dziećmi w takiej sytuacji.
    • alexandra74 Re: Co za czasy... 13.07.11, 23:39
      nawet nie chce mi się czytać tych pierdu, pierdu do końca. Do unudzenia: babcia nie ma obowiązku, ma prawo odpocząc, z dupy wzięte porównania, gdy Ty piszesz o doraźnej pomocy, bo musisz isc do lekarza, a nie na cotygodniową weekendową balangę. Tez mnie wkurza takie podejście, chociaz u mojej mamy to zmieniło się na plus odkąd jest na emeryturze i dzieciaki moje troche juz podrośnięte. Także nie narzekam, ale długo to trwało i rozmów było wiele, więc znam problem i Ciebie rozumiem.
      • zuzi.1 Re: Co za czasy... 13.07.11, 23:59
        Normalni dziadkowie będący na emeryturze chcą zajmowac się swoimi wnukami z miłą chęcią, dzieci sprawiają im radośc swoją obecnością, tacy dziadkowie uwielbiają dzieci przytulac, bawic się z nimi, są to często b. ciepłe i życzliwe osoby. Nie stroją fochów odnośnie opieki a wręcz sami dopraszają się o obecnośc wnuków w ich domu. Tak jest normalnie, a nie opieka od wielkiego dzwonu i to jeszcze z wielkim fochem. Bardzo Ci współczuję autorko wątku takiej mamy...i takiej babci dla dzieci...
Inne wątki na temat:
Pełna wersja