Czy naprawdę trzeba być motywowanym

18.07.11, 09:43
do robienia czegoś żeby to lubić?
Tak mi się nasunęło po przeczytaniu kilku wątków. Kiedyś zakładałam wątek o szkole muzycznej i moich wątpliwościach w kwestii stwierdzenia czy 5/6 letnie dziecko nadaje się do takowej. Mnóstwo było odpowiedzi że dziecko tzreba odpowiednio motywować, że będzie miało chwile załamania, itd. Ktoś podawał jako przykład syna na zajęciach aikido/karate na które nagle przestał chcieć chodzić i dopiero jakaś tam rozmowa pomogła.
No i się zastanawiam czy aby taka motywacja i rozmowa jest na pewno potrzebna jeżeli ktoś lubi coś robić? Patrzę na przykładzie kilkorga znajomych i dzieci znajomych czy rodziny, na swoją córkę. Są zajęcia z których rezygnowała od razu, są takie z których rezygnowała po jakimś czasie, są takie na które chodzi od dawna i każdych kolejnych doczekać się nie może a są i takie z których zrezygnowała a po jakimś czasie jednak znowu chodzić chciała i żadne motywowanie, zmuszanie nie było jej do tego potrzebne-po prostu sama uznała że jednak jej tego brakuje. Pozwalam jej na takie wybory, nie zmuszam, zapisuję na co ma ochotę i wypisuję jak nie chce chodzić-ma 5 lat i prawo do prób. Znajoma zapisuje syna na kolejne zajęcia ale pod warunkiem, że będzie na nie chodził cały semestr i po tym semestrze zdecyduje co dalej. Nie wiem czy robię źle czy dobrze, czy nie lepsza jednak taka opcja....
Ostatnio rozmawiałam z ciotką. Miała dwie córki. Pianino. Obie były motywowane do gry na nim. Jedna miała talent , dla drugiej było to formą rehabilitacji. Ta z talentem nienawidziła lekcji muzyki, nie siadła do pianina od ponad 20 lat. Ta druga kochała grać i grała(do niedawna jeszcze-zmarła) przy każdej możliwej okazji dla siebie- nie dla innych, talent miał drugorzędne znaczenie.
Czy talent człowiek musi spożytkować jakoś?
Czy można po prostu pozwolić dziecku wybierać, rezygnować z tych wyborów, zmieniać je dowolną ilość razy? Czy upierać się aby jednak chodziło na coś miesiąc, pół roku rok i dopiero zrezygnowało?
jak to wygląda u Was?
    • gabi683 Re: Czy naprawdę trzeba być motywowanym 18.07.11, 09:51
      Przede wszystkim nigdy moich dzieci nie namawiałam do niczego to były ich wybory i trafne .Damian mój już 11 lat gra w piłkę nożną od dwóch lat doszła piłka ręczna.Ola 6 lat trenuje karate ,nie namawiałam to wyszło samo z siebie .Dopinguje ale nic na silę .Kiedyś mój syn był w szkole sportowej o profilu pływackim po trzech latach się wyleczył "moje ambicje" wyluzował i przysięgłam sobie nigdy więcej na siłę !
    • lila1974 Re: Czy naprawdę trzeba być motywowanym 18.07.11, 10:40
      Myślę, że odrobina motywacji nie jest zła. Czasami dziecko ma moment zniechęcenia i wtedy warto dodać mu wiary, że to co robi ma sens. Jesli ma talent tym bardziej, ale zmuszać na pewno nie.

      Moi rodzice pozwalali mi na własne wybory - interesuje mnie wszystko, ale nic na takim poziomie, by powiedzieć, że jestem ekspertem w danej dziedzinie. Żałowałam, że rodzice mnie bardziej nie "cisnęli", ale oczywiście taką wiedzę, że jednak warto to robić posiadłam jako dorosła smile
      • slonko1335 Re: Czy naprawdę trzeba być motywowanym 18.07.11, 13:43
        Czasami dziecko ma moment zniechęcen
        > ia i wtedy warto dodać mu wiary, że to co robi ma sens.

        Właśnie zastanawiam się czy jak naprawdę to lubi, to jest coś co powinno robić to samo do tego nie dojdzie, choćby po jakimś czasie, czy nawet jak zrezygnuje nie będzie mu tego brakować i wróci z powrotem.
        Miałam ojca marynarza-nie wiem czy miał przemyślenia podobne do przemyśleń Twojego taty ale wiem, że jak był w rejsie odliczał dni do czasu aż będzie mógł być w domu, gdy był na lądzie po jakimś czasie nie myślał o niczym innym jak o tym aby znowu wypłynąć, kochał morze po prostu i zawsze go ciągnęło i chyba byłoby tak bez względu na wszystko, on nie płynął po to aby zarobić, aby utrzymać rodzinę ale po to aby tam być i nie liczyło się nic innego.
    • hellulah Re: Czy naprawdę trzeba być motywowanym 18.07.11, 11:40
      To u nas mniej więcej jak u Ciebie.

      Pewną formą motywowania, jeśli już, jest jak to określić? zawarcie umowy i dopilnowanie jej dotrzymania - a umowa dotyczy "okresu próbnego". Wyjaśniam smile Chodzi o to, żeby nie rzucać w kąt nowych zajęć bez wypróbowania, czy warto czy nie warto, żeby się nie zarażać/nie uprzedzać na starcie, i na odwrót, żeby nie iść jak burza w nie wiadomo co. W zależności od zajęć dotyczyło to pierwszego spotkania, albo spotkań w ciągu miesiąca. Decyzja ostatecznie córki. Przy czym u nas była ostra jazda z pewnymi zajęciami powiedzmy sportowymi, za pierwszym podejściem trafiliśmy na osobę zachowująca się jak sadysta-psychopata, a nie trener uprawniony do zajęć z dziećmi, i córka zraziła się do ćwiczeń en masse. Stąd potem, nawet przy czymś tak pozornie banalnym jak basen, trzeba było wynegocjować ten okres próbny.

      Inna sprawa, córka ćwiczy rekreacyjnie (obecnie już wiele dobrych lat). Swój sport uwielbia, ale zawsze bywają pewne momenty załamania, a bo to pogoda nie ta, a bo to "mooooże dzisiaj nieeeee...". Nie chodzi o zmuszanie, ale o takie drobne hmm mentalne szturchnięcie: hej, to sa zajęcia, które kochasz robić, ale jeśli opuścisz za dużo, będziesz słabsza, nie nauczysz się nowych rzeczy, zastanów się, czy dzisiaj warto nie iść. I czasem dziecko mówiło, że nie warto, bo się czuje naprawdę zmęczona (i nie było treningu), a czasami westchnęło i chwytało za torbę ze sprzętem smile

      Typ zajęć sportowych wybraliśmy z premedytacją sami, ale chwyciło, pasuje do osobowości i innych zainteresowań, pasuje do możliwości fizycznych, spodobało się. Inne zajęcia - różnie, jak była mała w sumie większość wyszukiwaliśmy sami (albo ktoś nam polecał), były także, a teraz głownie są jej pomysły.

      Kolejna rzecz, to problem ze zbyt dużą liczbą zajęć. Na pewnym etapie córka uparła się na kilka różnych form, i to zaczynało być dla niej zbyt obciążające, dosłownie. Znowu musieliśmy negocjować, z czego powinna czasami odpuścić, i przekonywać, że już kolejnych nie powinna na siebie brać. Ten problem lubi powracać smile - dziecko twierdzi np. z kamienną twarzą, że ona jeszcze to i tamto, no maaaamoooo, przecież nie muszę się spotykać z dziewczynami.... (oczywiście że musi, ja uważam, że to niezbędne) Generalnie - mamy bardzo sumienne dziecko smile które jak już coś kontynuuje, to kontynuuje i nie rezygnuje łatwo z tego, co sprawia jej w ostatecznym rozrachunku radość.
      • slonko1335 Re: Czy naprawdę trzeba być motywowanym 18.07.11, 12:32
        Moja młoda jeszcze i chce spróbować wielu rzeczy a ja się zastanawiałam jak do tego podchodzić Czy nie lepiej aby skupiła się na jednej czy dwóch a nie łapała pięć srok za ogon z drugiej stron skąd ma wiedzieć jak nie spróbuje....Ostatnio miała etap szkoły muzycznej, nie wiedziała do niedawna co to w ogóle jest, chciała bardzo grać na czymś i SM w zasadzie wmówiła jej nauczycielka w przedszkolu i tatuś, przeszła test i stwierdzono że ma bardzo dobry słuch i rewelacyjne wyczucie rytmu. Teraz jej przeszło, na szczęście nie zapisałam jej, zdecydowałam, że jest zbyt mała na taką decyzję i poczekamy jeszcze rok choć pewnie wcale odpowiedniego wieku dalej mieć nie będzie....zapiszemy ją na jakiś instrument bo grać chce a potem niech zdecyduje choć się boję że ejdnak wybierze opcję SM a potem znowu jej przejdzie-no chyba że będę widziała, że jest tak jak z zajęciami które uwielbia-może wtedy pozbędę się części wątpliwości.
        Od jakiegoś czasu chce strasznie iść na balet, nie ma do tego predyspozycji absolutnie i też zastanawiałam się czy ją uświadomić o tym fakcie czy jednak dać spróbować, bałam się że się rozczaruje i nie wiem sama czemu bardzo chciałam ją przed tym uchronić, w końcu stanęło na tym, że pójdzie, spróbuje-nie musi być primabalerinną, wystarczy że będzie to lubiła, a jak nie trudno spróbuje czegoś innego zapewne, gorzej jak będzie lubiła a predyspozycje nie pozwolą ....ot takie dylematy.....
        • hellulah Re: Czy naprawdę trzeba być motywowanym 18.07.11, 13:18
          > spróbuje-nie musi być
          > primabalerinną, wystarczy że będzie to lubiła

          I to jest według mnie bardzo dobre podejście.

          Ja bym nie "uświadamiała", że dziecko nie ma predyspozycji, to chyba zawsze dla każdego jest przykre, poza tym możesz się mylić smile. Wiele umiejętności można wyćwiczyć, wypracować, predyspozycje to nie wszystko. Jeśli nie ma to być poziom zawodowy, to ok. według mnie, niech się tym bawi. Warto chyba podkreślać, że to jest etap próbny - nawet jeśli w założeniu dość długi, że jeśli jej nie wyjdzie, to nie jest porażka, tylko właśnie sukces - bo się dowie, że nie musi tego robić, nie musi na to akurat tracić energii i ma tyle innych opcji!

          Nauka rozczarowywania się też jest potrzeba, ale mama zawsze powinna w córkę wierzyć (jak nie w sukces, to w pozytywne nastawienie do ewentualnej porażki). Nie chodzi mi o patrzenie przez różowe okulary i negowanie przeszkód, ale w takie spokojne ale silne wsparcie, na zasadzie: te zajęcia wymagają tego i tego, są trudne bo to i to; trzeba na nich regularnie ćwiczyć, wymagają tego i tego, co może być trudne; wierzę, że możesz spróbować.

          Moja córka tak mniej więcej w wieku Twojej próbowała z tańcem sportowym. Została wytypowana w przedszkolu do grupy sportowej (klubowej). Ja się napaliłam smile że o, mamy jakiś sport (bo programowo chcieliśmy, aby córka coś ćwiczyła), może się wkręci. No ale moje dziecko mimo swoich rozlicznych talentów, akurat wyczucia muzyki, rytmu oraz refleksu za wielkiego na tym etapie nie posiadało smile i po miesiącu zrezygnowaliśmy (...córka solidnie odstawała od swojej grupy). Dziecko chodziło ze względną przyjemnością na te zajęcia tylko z powodów społecznych (spotkań z koleżankami), natomiast w rozmowie doszliśmy do tego, że sam taniec jej nie bawi, jest zbyt trudny, nie nadąża za trenerką, nie wie, jak ćwiczyć. Nie traktowaliśmy tego jako porażki, tylko jako ważne doświadczenie, jednocześnie skupiając się na tym, co jej wychodziło doskonale.

          Inne zajęcia, które się nie sprawdziły to dyscyplina sportowa, uprawiana przez wielu naszych znajomych i dla córki bardzo atrakcyjna, ale na etapie treningów raczej nudna i monotonna oraz o wiele intensywniejsza aerobowo (w porównaniu ze sportem, który młoda uprawia); dodatkowo, były to kolejne zajęcia w bardzo napiętym grafiku - ulżyło nam rodzicom, gdy córka sobie odpuściła smile No i harcerstwo, spróbowała kilku spotkań, zrezygnowała.


          • slonko1335 Re: Czy naprawdę trzeba być motywowanym 18.07.11, 13:34
            Ona nie ma predyspozycji z uwagi na rozwój fizyczny, ma problemy neurologiczne, obniżone napięcie, wklęsła klatkę, koślawe piętki. Ruch ma jak najbardziej wskazany w każdej ilości aczkolwiek na baletnicę średnio chyba z tymi problemami, i jakoś tak strasznie się bałam na ten balet ją zapisywać, na forum przegadałam z dziewczynami i uznałam, że to jednak głupie podejście, bo ma jej to sprawiać frajdę a nie musi być w tym od razu najlepsza. Tylko to taka wrażliwa istota i bałam się, że bardzo przeżyje porażkę i właśnie fakt odstawania od grupy....normalnie matka kwoka....
            Zakupiliśmy już strój na balet-młodej siłą wydrzeć musiałam bo ściągnąć nie chciała nawet do spania, baletek z nóg nie ściąga, choć widzę, że nogi poodciskane, niech próbuje więc chyba większy żal by do mnie miała jakbym jej na ten balet nie zapisała niż jak się na nim przejedzie...
        • hellulah Re: Czy naprawdę trzeba być motywowanym 18.07.11, 13:32
          Jeszcze o tych predyspozycjach i motywowaniu. Córka miała problemy z szybkim liczeniem w pamięci, z tabliczką mnożenia. Z matematyki raczej średnio jej szło. No i wymyśliła, że jest humanistką (jak chłe chłe rodzice), że ona to nie ma głowy do liczb... Ja na to, ok dziubuś, ale twoja mama jakby nie było skończyła mat-fiz w liceum, w rodzinie posiadamy typowych ściślaków (więc potencjał genowy pewnie jest), poza tym cóż to za stereotyp genderowy smile, wiesz, może by tak to sprawdzić? przekonać się? No bo obawiam się, że trochę to zbyt pochopny wniosek... Sprawdzimy?

          No i po dodatkowych lekcjach, ale takich ukierunkowanych na rozwinięcie zainteresowań (żeby ją trochę odblokować), no i z czasem, gdy na matmie pojawiły się zadania "na myślenie", oparte o logikę i kojarzenie, a nie wyłącznie zdolność szybkiego rachowania, okazało się, ku jej zaskoczeniu, że z matematyki i ogólnie przedmiotów ścisłych córka jest bardzo dobra, świetnie sobie radzi smile nawet bez znaczącego dodatkowego wsparcia. I sama to ciągnie, bo lubi smile
    • karra-mia Re: Czy naprawdę trzeba być motywowanym 18.07.11, 13:27
      Motywacja nie jest zła sama w sobie, o ile nie mylimy motywacji z niespełnionymi ambicjami rodziców bądź z wyścigiem szczurów. Ja równiez daję możliwość wyboru synowi. Jeżeli coś mu się podoba, coś chce robić, to czemu nie spróbować, ale nie mam zamiaru go do niczego zmuszać, gonić inne dzieci, bo będzie gorszy, na szarym koncu w rankingu. Wiem, jak można unieszczęśliwić dziecko, jeżeli narzuca mu się swoje ambicje, jezeli nie słucha się tego, co ono do nas mówi. Zamiast motywować, dołujemy jeszcze bardziej i w efekcie czynność jakaś staję się wręcz znienawidzona, bo musiało to robić, bo Asia, Kasia i Tomek tez na to chodza, bo odnoszą sukcesy.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja