mada27
17.05.04, 14:23
Zacznę od początku. Mieszkam w "bliźniaku" - w sąsiedniej części mieszka mój
brat z bratową i 3 i pół letnim Krzysiem. Ja obok wraz z mężem i 2 i pół
letnim synkiem. Moje kontakty z bratową nigdy nie były zbyt dobre ale odkąd
mieszkamy obok obie starałyśmy się żeby były poprawne. Poza tym nasi synkowie
bardzo lubią razem się bawić więc siłą rzeczy często przebywamy razem.
Wczoraj jednak doszło do sytuacji która stawia nasze sąsiedztwo pod znakiem
zapytania. Poszło o dzieci. Krzysio jest i był dzieckiem agresywnym, mój
Tomek nie ma w sobie agresji (nawet niestety tej zdrowej agresji w
samoobronie). Odkąd pamiętam to Krzysio zawsze dominował właśnie używając
siły - a to popchnął, a to uderzył, a to zabrał zabawkę. Wreszcie jest
większy i silniejszy. Ale ponieważ Tomek bardzo go mimo to lubi to jakoś to
wszystko rozwiązywaliśmy - różnie raz oni, raz my.
Od jakiegoś czasu moja bratowa i mój brat niestety przestali reagować gdy
Krzysio robi coś Tomkowi. Do standardu przeszło że podczas wspólnej ich
zabawy Tomek wiecznie płacze, a Krzysio robi coś na złość jemu. Fakt jest
więc faktem, że to ja bardzo często zwracałam uwagę ich dziecku, bo uważam,
że wspólna zabawa nie powinna polegać na tym, że jedno dziecko ciągle płacze.
Wczoraj zarzucono mi (niestety dość głośno i przy dzieciach), że ciągle
krzyczę na Krzysia i że to rodzice powinni go wychowywać, a w ogóle to dzieci
powinny rozwiązywać swoje konflikty same. Zgadzam się z tym - odrzekłam, ale
wy nie reagujecie w ogóle na to co robi Tomkowi, (co ciekawe gdy są jeszcze
inne dzieci, a Krzysio zrobi coś złego to spotyka się to z ich zdecydowaną
reakcją) a poza tym to gdzie jest ta granica w której rodzic musi
interweniować, tłumaczyć, wychowywać?
Doszło do bardzo nieprzyjemnej kłótni. Niestety i teraz nie wiem co robić.
Fakt, że ostatnio jestem bardziej zmęczona i częściej poirytowana, ale jestem
w ciąży i to w dodatku wysokiego ryzyka. I faktycznie mniej mam cierpliwości
na tłumaczenie a częściej zdarza mi się krzyknąć. Nie jestem bez winy.
Ale jakże często opiekuję się obiema chłopcami, a czasami kiedy ja już
naprawdę nie mam siły na opiekę nad Tomkiem przychodzi Krzysio, żeby pobawić
się. I pytam się gdzie są wtedy jego rodzice?
Co mam robić? Mieszkamy obok. Nasze dzieci mimo wszystko do siebie lgną. Ale
na jak dużo można pozwolić dziecku bezkarnie i bez uwagi? Czy to, ze ktoś
jest słabszy i młodszy automatycznie oznacza, że nie ma prawa do zabawy.
Dodam, że naprawdę Tomek rzadko kiedy płacze przy innych dzieciach. To
dlaczego przy Krzysiu podczas godzinnej zabawy zdarza mu się to kilkakrotnie.
Przepraszam i nie wiem czy coś zrozumiałyście, ale całą noc przepłakałam i
myślałam i nic nie wymyśliłam.