tadreko
26.07.11, 01:46
Po urodzeniu dziecka, żona mojego brata (są 3 lata po ślubie, dziecko skończyło 2 lata) przestała przejawiać jakiekolwiek zainteresowanie podjęciem pracy zawodowej. Wcześniej normalnie pracowała. Mieszkają w kawalerce którą wniósł do małżeństwa mój brat (1 pokoik), chłopak (wykształcenie wyższe) pracuje na etacie i dodatkowo ima się wszelkich możliwych prac dorywczych. Czasami zdarzają się dni kiedy pracuje od 4 rano do 7 w piekarni, następnie na godz. 8.00 do pracy podstawowej i po jej zakończeniu ok. 17 dalej do kolejnej pracy aż do 22-23.00. Razem z pracami dodatkowymi zbierze ca. 2 800 - 3 000 PLN. Rozmowy nic nie dają. Prośby i groźby też nie. Próbował wymusić na niej jakiekolwiek działania poprzez pomoc w załatwieniu pracy dzięki gronu znajomych, ale gdy pyta tych znajomych po pewnym czasie czy coś się uda z pracą dla żony... oni robią wielkie oczy (nawet nie wysłała CV). Sporadycznie wysyła jakieś CV z ogłoszeń, ale rzekomo bezskutecznie mimo, że w mieście bezrobocie jest na poziomie 3-4%!!!!. Zapytana przez brata o fakt nie wysłania "cefałek" do firm z polecenia znajomych odpowiada, że wysłała ale widocznie nie dotarły. Kiedy prosi aby pokazała mu w mailu rzuca hasło: "to ty mi nie ufasz"?!!! i awantura gotowa. Koszty utrzymania rodziny, czynszu za mieszkanie i kredytu na samochód są dla nich bardzo wysokie, a małżonka ma to kompletnie w d...e. Dziewczyna spędzająca codziennie po kilka godzin w internecie zapomniała zgłosić dziecko do żłobka i szansa przepadła. Ostatnio chłopak chodzi totalnie załamany, bo gdy nie daje jej absolutnie żadnych pieniędzy na jej osobiste potrzeby (fryzjer, kosmetyki, ciuchy itp.) - ona otrzymuje je od matki, własnego brata (czarno-sukiennik) lub siostry. I ostatni rzeczowy motywator mu się w ten sposób skończył. Teraz przez przypadek wyskoczyła jakaś dziwna sytuacja z brakiem jej dyplomu ze studiów, które rzekomo skończyła.
Przyjechał pogadać do starszego brata (autora tych wypocin), a mnie poziom bezmyślności i brak odpowiedzialności tej kobiety (32 lata) powalił na łopatki. Zaproponowałem mu, żeby zawiózł ją do mamusi i tatusia na miesięczne "wakacje" oraz sam przedstawił teściom sytuację w jakiej się znajdują. Ona mu na to, że wręcz musi odpocząć od tej sytuacji, ale... bez dziecka. POMOCY, bo mimo sporego doświadczenia życiowego nie wiem co mógłbym mu jeszcze poradzić. Z góry dziękuję za wszelkie konstruktywne wypowiedzi i podpowiedzi.