lakmowa
26.07.11, 14:05
konsekwencjami. Od stycznia nie mam pracy, jestem zarejestrowana w UP jako poszukująca pracy. Przez ten czas do UP chodziłam tylko co 2 m-ce podpisywać papier, nie mieli dla mnie ofert pracy, szukam na własną rękę głównie. Na lipiec zaplanowałam wyjazd z mężem i dzieckiem do rodziny na wieś w celu pomocy w cioci w gospodarstwie (jest wdową, bez innej rodziny). Wyjechaliśmy w połowie lipca, po kilku dniach dzwoni do mnie pani z UP, bo jest oferta stażu. Powiedziałam , że jestem na wakacjach, a pani na mnie z awanturą, że jak ja mogłam wyjechać bez powiadamiania UP i że szkoda, że nie może mnie za to wyrejestrować itp. Przemyślałam sprawę i stwierdziłam, że w sumie czemu nie, zawsze to jakieś doświadczenie i dalej mogę szukać pracy przecież w międzyczasie. Zadzwoniłam do UP czy to jeszcze aktualne, bo chciałabym wrócić z wakacji i podjąć staż. OK. Jechałam z drugiego końca Polski po skierowanie i zaniosłam je do urzędu w którym miałam podjąć staż, kazano mi przyjść następnego dnia po odpowiedź, bo mają wielu chętnych. Poszłam następnego dnia i otrzymałam odpowiedź zarówno ustną jak i pisemny wpis na skierowaniu, że nie przyjęto mnie z powodu wyboru innej osoby. Ok, trochę to przeżyłam psychicznie, że nawet na staż mnie nikt nie chce itp. i postanowiłam wrócić do męża i dziecka i jeszcze pomóc cioci na roli. Dziś znowu dzwoni do mnie ta sama pani z UP z wiadomością, że w tym urzędzie zmienili zdanie i chcą mnie przyjąć na staż. Na wiadomość, że nie ma mnie w mieście (że jestem na drugim końcu Polski) pani znowu zaczęła mnie straszyć konsekwencjami, wyrejestrowaniem i innymi plagami. Pod koniec rozmowy (straszenia) już nie było mowy o tym, że nie przyjęto mnie na staż, ale pani usiłowała mi wmówić ,że teraz w drugim etapie rekrutacji chcą mnie przyjąć (na skierowaniu mam wyraźnie napisane, że nie, bo wybrali kogoś innego) Bardzo zależy mi na znalezieniu pracy i nie wiem czy się przejąć czy to olać. Szczerze mówiąc aż tak b. na tym akurat stażu już mi nie zależy, bo wiem, że tam po stażach nie zatrudniają,a godziny pracy tam były takie, że przez te kilka miesięcy musiałabym zatrudnić opiekunkę do dziecka, a jak nawet wróciłabym ponownie z wakacji (musiałabym pożyczyć pieniądze na bilet) to też nie mam pewności, że jutro nie zmienią zdania co do zatrudnienia mnie. Co praktycznie UP może zrobić w takiej sytuacji? Czy zarejestrowani w UP są niewolnikami tego urzędu i pomimo, że od strony wizyt codwumiesięcznej wszystko jest ok, trzeba się tłumaczyć z każdego pierdnięcia? Sorki, żetak długo, ale wkurzyłam się od rana .