patsi
19.05.04, 13:32
wiecie co?ja jestem łagodnego charakteru, ale pewne sprawy mnie totalnie
wyprowadzają z równowagi, jedną z nich jest złodziejstwo. Zostałam sama
okradziona(banalnie, w autobusie), miałam włamanie do mieszkania - za każdym
razem poczucie bezpieczeństwa spadało mi do zera, rosła zaś bezsilna
złość...Dziś klasa mojego synka miała iść do kina. Dzieciaczki(I klasa
podstawówki) miały ze sobą pieniądze i na bilety i na jakieś przekąski kinowe.
Rano miały naukę tańca, po której miały zaczekać na świetlicy na
wychowawczynię. Dodam - szkoła jest mała, integracyjna, wszyscy się znają.
Ledwie weszłam do domu, po zostawieniu synka w szkole, zadzwonił telefon i
Gilbert cały zapłakany powiedział, że okradli troje dzieci, w tym jego. Jakiś
wredny typ po prostu miał czelność wziąć mały portfel z małego plecaczka, do
jasnej cholery! Jako że szkoła jest mała - jak już wspomniałam - sprawca
został ujęty(uczeń!!!), wezwano policję. No i co z tego? Nie ma 13 lat, więc
odpowiadają za niego rodzice...a zresztą kwota była zbyt mała, więc nie ma za
co odpowiadać(pieniądze przepadły, znaleziono tylko portfele). Mniejsza o
kasę, ważne jest samo paskudne przeżycie

przepraszam, ale będę bezwzględna - uważam, że złodziejom powinno się ucinać
łapy! może ktoś powie coś na obronę tego typa, bo aż się źle czuję ze swoją
złością i z tym, że nijak nie potrafię go usprawiedliwić....chociaż to
przecież jeszcze dziecko....