forumowiczka.to.ja
05.08.11, 14:20
Mój kolega, super facet, wykształcony, na poziomie, kochający rodzinę na zabój właśnie poinformował mnie, że rozstał się z żoną. I nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że jak jego żona urodziła 2 dziecko okazało się, że ma raka. Walka była ciężka, długa, przeszli przez wszystko razem, on ją wspierał, całkowicie przejął opiekę nad dziećmi, woził ją po szpitalach, naprawdę sprawdził się w tych ciężkich chwilach. Minęło kilkanaście miesięcy i bach, rozstanie. Okazało się, że bardzo buntowała ją jej rodzina, wytykając mu błędy (nie umiał gotować, więc na początku kupował obiady w barze - dla siebie i starszego syna i tego typu "błędy"), czarę goryczy przelało zdanie teściowej, że "nie wiadomo czy to nie on jest winien tego, że ona zachorowała na raka"!!! No k..wa jego mać, cios prosto w serce.
Do tego, żona się odrealniła, zajęła się całkowicie działaniem w fundacji, dziećmi zajmują się albo jej (prawie były) mąż, albo jej rodzice - dlatego tak bezwarunkowo ich słucha.
Piszę to, bo jestem oburzona. Nie tylko faceci są sk....lami, którzy biją i piją, porzucają i zdradzają, baby to też niezłe wariatki.
I wiem, że zaraz mnie tu zlinczujecie, bo na pewno nie był taki dobry itp. Ale to nieprawda. Był chyba za dobry....