Udręczone matki i dzieckocentryzm

16.08.11, 08:23
Na fali wątków o zbliżającym się początku roku szkolnego i związanej z tym ulgą udręczonych 2 miesiącami spędzonymi z dziećmi matek (doskonale rozumiem) zaczęłam się zastanawiać, czy tak było zawsze - czy nasze matki i matki naszych matek również z ulgą wysyłały dzieci do placówek, ponieważ były zmordowane spędzaniem czasu z dziećmi? Czy może jednak miały inne podejście do wychowywania i do dzieci w ogóle, może wtedy dzieci nie były non stop w centrum uwagi i, co za tym idzie, nie wydawały się tak męczące? Pamiętam, że moja mama "siedziała" ze mną w domu do zerówki, ale nie zajmowała się mną non stop - głównie bawiłam się z sąsiadami lub sama. I mama dała radę, bez uszczerbku na psychice "poświęciła" mi 5 lat. A ja spędziłam z moim dzieckiem pierwsze 3 lata jego życia, poświęcając mu 99% mojej uwagi i po 3 latach padłam na twarz ;|
Mam wrażenie, że modny obecnie "dzieckocentryzm" przyczynia się do tego, że rodzicie zmuszają się do spędzania z dziećmi czasu, ale wyrabiają w tym 300% normy - a to może zabić każdego. Sama jestem ofiarą takiego myślenia. A co wy na to?
    • niya Re: Udręczone matki i dzieckocentryzm 16.08.11, 08:29
      A ja akurat bardzo bardzo żałuję, że wakacje się kończą, chętnie pociągnęłabym je jeszcze 2 miesiące smile
    • xxe-lka Re: Udręczone matki i dzieckocentryzm 16.08.11, 08:50
      Zgadzam się z tym dzieciocentryzmem
      Ja go nie uprawiam zdecydowanie i o dziwo lubię i cenię czas spędzony z dziećmi teraz i wcale jakos mocno nie odliczam do końca wakacji, ale nie oglądałam moich dzieci non stop podczas tych dwóch i pół miesiąca.
      Wcześniej rożnie bywało gdyż jestem zwolenniczką teorii, że dzieci powinno dostawać się gotowe i opakowane w kokardkę w wieku lat około 4 big_grin
      • monia.s01 Re: Udręczone matki i dzieckocentryzm 16.08.11, 09:06
        A ja aż się boję na myśl o zbliżającym się roku szkolnym, moja córa idzie do 4 klasy , a syn do zerówki. Przez wakacje naprawdę odpoczęłam od niekończących się testów, klasówek dyktand, biegania po sklepach za: brokatem, sizalem, kokardkami, wstążkami itp. pierdołami na zajęcia plastyczne. Od września czeka mnie podwójna powtórka z rozrywki, drżę na samą myśl co jeszcze w tej szkole wymyślą.
        • xxe-lka Re: Udręczone matki i dzieckocentryzm 16.08.11, 09:17
          brrr no nie gadaj wink
          przedszkole to jednak luksus, u mnie dopiero zerówka u starszego więc może jeszcze z rok spokojnie pożyję wink
    • marzeka1 Re: Udręczone matki i dzieckocentryzm 16.08.11, 09:17
      Jestem zwyczajnie za wygodna, aby podpaść po "dzieciocentryzm", za to mam taką matkę Polkę doskonałą w rodzinie, wolałabym chyba dzieci nie mieć w ogóle niż tak "poświęcać" się, dla mnie takie maksymalne skupienie na dziecku byłoby udręką. Bycie matką to jedna z życiowych ról.
      • xxe-lka Re: Udręczone matki i dzieckocentryzm 16.08.11, 09:18
        dla samego dziecka również dzieciocentryzm jest wybitnie szkodliwy moim zdaniem
        a ja też jestem zbyt wygodna i zbyt wiele we mnie miłości własnej coby dzieciątko na piedestale umieszczać wink
    • forumowiczka.to.ja Re: Udręczone matki i dzieckocentryzm 16.08.11, 09:29
      Na pewno winne są trochę media, i taka nowa moda na "bycie rodzicem". Głośno jest o tym, że z dzieckiem trzeba się bawić, poświęcać mu czas, dużo rozmawiać, tłumaczyć, karmić tylko zgodnie ze schematem żywienia, a do tego wyglądać jak modelka: zawsze starannie umalowana, włosy uczesane (broń boże odrost!), ubrana czysto i modnie, w domu sprzątnięte, ugotowane, a jeszcze mama wesoła, szczęśliwa, wypoczęta i uśmiechnięta. Czyż nie tak jest to przedstawiane w tv, gazetach? Dlatego, np w moim życiu miałam moment, że myślałam, że padnę na twarz, obwiniając się o wszystko, o to że w domu nie sprzątnięte, że dziecko samo się musi bawić, bo ja obiad MUSZĘ ugotować itp. Na szczęście rozum mi wrócił, z dzieckiem rozmawiam podczas gotowania obiadu, sprzątam jak mi się chce, w weekend chodzę do południa w piżamie a dziecko potrafi i godzinę bawić się samo. I jest dobrze.
      Jeśli zaś chodzi o dawne czasy, to pamiętam, że jak nie byłam na koloniach czy u ciotek pod miastem, to cały dzień bawiłam się z dzieciakami pod blokiem, krzyczałam "mama, rzuć kanapkę!!" i mama rzucała, zjadłam i do obiadu, potem do kolacji był spokój. Dlatego kiedyś matki nie były umęczone, bo teraz strach dziecko wypuścić z domu, więc niech lepiej siedzi przed komputerem, gra 8 godzin dziennie, niż pojdzie na dwór.
    • mruwa9 Re: Udręczone matki i dzieckocentryzm 16.08.11, 09:34
      Mysle, ze ow dzieciocentryzm ma dwa podloza: jedno o wszechobecnym parciu na bycie rodzicem idealnym, misja, zeby, dziecko stymulowac non stop, cala dobe, zeby nie zaprzepascic potencjalu progenitury. Druga , a moze nawet ta istotniejsza przyczyna, to mala dzietnosc wspolczesnych kobiet- dawniej dzieci rodzilo sie w rodzinie wiecej, czesciej, o mniejszej roznicy wieku, obecnie wiele kobiet decyduje sie na jedynakow, a jesli juz pojawi sie kolejne dziecko, to po kilkuletniej przerwie, wiec kazde dziecko wychowuje sie, jak jedynakow, a za cale towarzystwo do zabawy musza sluzyc dorosli. pamietam z mojego dziecinstwa, byla nas trojka praktycznie rownolatkow, byly dzieci sasiadow, bawilismy sie razem, sami, nasi rodzice nigdy nie slyszeli tekstu: Maamoo! Pobaw sie zeee mna!!! Ja sie nuuudze!! I nasi rodzicie mieli calkiem sporo okazji do spotkan ze znajomymi, kawa z sasiadami, itd. Tego lata doswiadczylam tego stanu: w domu czworka dzieci ( do moich dzieci dolaczylo kuzynostwo) , czasem jeszcze pojawialy sie kolezanki i koledzy moich dzieci,w domu bywalo jednorazowo po 5-6 dzieci, a ja moglam sobie wypoczac, jak to mi sie dawno nie zdarzylo. Bo dzieci bezobslugowe, bawily sie same, bez zawracania glowy doroslym.
      Paradoksalnie- wiecej dzieci w domu to mniej roboty dla rodzicow, od pewnego wieku, oczywiscie.
      • marzeka1 Re: Udręczone matki i dzieckocentryzm 16.08.11, 09:43
        Słuszne spostrzeżenia - mruwa9- sporo racji w tym, co piszesz.
    • donkaczka Re: Udręczone matki i dzieckocentryzm 16.08.11, 09:52
      mylicie pojecia i to co dobre dla dziecka ze zbytnim zaangazowaniem w jego codzienna egzystencje
      kazdy powinien przeczytac obowiazkowo ksiazke liedloff "w glebi kontinuum"
      tu mozna przeczytac skrot:
      dziecisawazne.pl/jean-liedloff-o-niefortunnych-konsekwencjach-skupiania-sie-na-dziecku/
      dzieciocentryzm to odwrocenie rol i blad jaki popelniaja zachodnie matki
      paradoksalnie wiekszosc matek odmawia niemowlakom bliskosci - nie nosza, klada spac w osobnym pokoju, ucza "samodzielnosci" byle tylko dziecko nie absorbowalo zbytnio (co sie czesto konczy szarpaniem z kilkumiesieczniakiem chcacym do mamy), a potem gdy czas dla dziecka na wyruszanie w swiat i samodzielne zajecia - zaczyna sie wspolne zabawa, zajmowanie dziecka edukacyjnymi grami i zabawami, "inwestowanie w rozwoj"
      zupelnie odwrotnie niz byc powinno

      ja jestem w domu piaty rok, z trojka malych dzieci
      co mnie meczy, to logistyka i czasem ich dziamganie, gdy pragne chwili ciszy, ale nie moge powiedziec, ze dzieci jako takie sa absorbujace i zajmujace - mialy mnie dla siebie, gdy byly malutkie, potem odpadly i zajely sie odkrywaniem swiata, pomijajac skladanie lego, wieczorne czytanie i okazjonalne podziwianie ich produkcji, jakos nam sie zajecia nie zazebiaja - chyba ze przychodza mi pomagac smile
Inne wątki na temat:
Pełna wersja