eniac_woman
16.08.11, 08:23
Na fali wątków o zbliżającym się początku roku szkolnego i związanej z tym ulgą udręczonych 2 miesiącami spędzonymi z dziećmi matek (doskonale rozumiem) zaczęłam się zastanawiać, czy tak było zawsze - czy nasze matki i matki naszych matek również z ulgą wysyłały dzieci do placówek, ponieważ były zmordowane spędzaniem czasu z dziećmi? Czy może jednak miały inne podejście do wychowywania i do dzieci w ogóle, może wtedy dzieci nie były non stop w centrum uwagi i, co za tym idzie, nie wydawały się tak męczące? Pamiętam, że moja mama "siedziała" ze mną w domu do zerówki, ale nie zajmowała się mną non stop - głównie bawiłam się z sąsiadami lub sama. I mama dała radę, bez uszczerbku na psychice "poświęciła" mi 5 lat. A ja spędziłam z moim dzieckiem pierwsze 3 lata jego życia, poświęcając mu 99% mojej uwagi i po 3 latach padłam na twarz ;|
Mam wrażenie, że modny obecnie "dzieckocentryzm" przyczynia się do tego, że rodzicie zmuszają się do spędzania z dziećmi czasu, ale wyrabiają w tym 300% normy - a to może zabić każdego. Sama jestem ofiarą takiego myślenia. A co wy na to?