forumowiczka.to.ja
16.08.11, 22:22
Spotkałam dzisiaj znajomą i jej mamę, pogadałyśmy co słychać, ja się pochwaliłam, że mój idzie do żłobka, na to mama koleżanki, że jej wnuczek (syn jej syna) chodził, ale chorował, no i gadka toczy się dalej, pamiętam że ten jej syn to taki straszny pijus był, więc mówię: to fajnie, że syn sobie życie poukładał. Na to ona: syn tak, ale córka cały czas sama, i dziecka na horyzoncie nie ma. Córka ma jakieś 38 lat. Na co ja, w domyśle chcąc jej dodać otuchy, palnęłam "e tam, nie ma się do czego spieszyć, jeszcze zdąży", na to ta córka - tak myślisz? No więc ja brnę dalej: no jasne, a gdzie ci się spieszy? do obowiązków, pieluch? Przeszłyśmy na inny temat, a ja potem stwierdziłam, że nieraz zamiast się zastanowić to palnę taką głupotę i potem jestem zła na siebie. Bo przecież wydźwięk moich słów to było negatywnie o macierzyństwie, a wcale tak nie myślę, ale chciałam być miła, i teraz w jej oczach wyszłam na jakąś chyba trochę wariatkę.
Miewacie takie właśnie sytuacje, że najpierw powiecie, a potem żałujecie?