asiablues
17.08.11, 13:14
Jestem juz po 30, mam jedno dziecko (poczatek szkoły podstawowej), i nie powiem, po tych wszystkich nieprzespanych nocach, ząbkowaniach, buntach trzylatka ( cztero, pięcio i szescio

zaczynam wracac do pracy i zycia towarzyskiego. A tu mój M. zaczyna coraz dobitniej wspominac o drugim potomku a... mnie sie chyba juz nie chce. Pirwsze dziecko, mimo ze wpadka, to ogromna radosc, i mimo trudów zycia codziennego, frajda z całego zyci "okołodzieciowego" - spacerki, nauka chodzenia, pierwsze słowa, malutkie ubranka i etc. A teraz, jak sobie pomysle, ze miałabym od nowa dobierac butelki, spioszki, nosic na rekach, karmic i tym podobne to odczuwam raczej znuzenie niz eksytację...
A jak było u Was? Przy którym dziecku czułyscie sie najbardziej radosne i pełne zycia, czując, że "to jest ta chwila" - przy kazdym, przy pierwszym, czy tez dopiero druga latorośl pozoliłam sie Wam tak naprawde rozsmakowac w macierzynstwie?