szczypiorek85
27.08.11, 21:15
Chodzi o wyjazd mojego męża (wycieczka z pracy od środy do soboty). Mąż zapisał się stawiając mnie właściwie przed faktem dokonanym. Wyjazd za dwa tygodnie.
Problem w tym, że mamy 10-miesięczne dziecko. Ja na razie pracuje w domu prywatne zlecenia (popołudniami jak mąż wraca z pracy a bywa że i w nocy jak mam dużo pracy i się niewyrabiam) po jego nieobecność będę miała najwięcej pracy, oddanie projektów do realizacji.
Na etat do firmy wracam zaraz po jego poworcie w poniedziałek. Więc będę miała na głowie też nianię która ma przychodzić zapoznawać się z dzieckiem. Do tego do ogarnięcia wielkie mieszkanie (jakoś nie umiem żyć w bałaganie do tego nie chcę żeby niania wzięła nas za brudasów). Czasami w opiece nad małą pomaga nam teściowa ale ona też w tym czasie wyjeżdża więc zostaje sama sobie.
Mąż generalnie ma to gdzieś twierdzi że jedzie a główny argument jest taki że jego koledzy którzy mają małe dzieci też jadą. Do tego wyjeżdżał też na szkolenia (ale wtedy musiał jechać) a ja nie pracowałam, popołudniami przychodziła teściowa . Wiec jakoś to było.
Kolejny argument jest taki że nie muszę dodatkowo pracować bo on dobrze zarabia ale ja już te zlecenia wzięłam, podpisałam umowę, wcześnie jakoś mu nie przeszkadzało.
Jestem załamana, zła i generalnie jest mi przykro. W domu jedna wielka awantura o tą wycieczkę.
Dodam że mój mąż nigdy wcześniej tak się nie zachowywał. Małą opiekował się na super i generalnie zawsze mi pomagal. A teraz nie wiem co się stało...