Nieumiejętnosć rozmowy w zwiazku

05.09.11, 13:58
Mój maż nie umie rozmawiać. Potrafi chodzić nasłupiony przez kilka dni, w trakcie których próbuję dowiedzieć, się, o co chodzi. O nic. Nie dobijam się zbyt często, ale interesuję się, niczym dobra żona. Ściana. Najczęściej kończy się to jego wybuchem, wyrzygiwaniem mi swoich żali. Czasem bywa tak, że ja w końcu nie wytrzymuje i robię awanturę,z pretensjami,że nie jest czuły, nie chce rozmawiać, nie mówi miłych rzeczy, nie przytuli, nie zaczepi. Następuje, wiadomo, miesiąc miodowy, który trwa bynajmniej nie miesiąc i apiać to samo.
Jego matka i ojciec mieszkają w oddzielnych pokojach, nie rozmawiają ze sobą. Ona manipulantka, on swoje dzieci i rodzinę miał w dupie. ( Mieszkają W swoim mieszkaniu, nie z nami, oczywiście).

Mąż jest pasywno-agresywny, docina, jest złośliwy, nie umie powiedzieć swoich racji wprost.

W skrócie: jestem zmęczona. Zmęczona dbaniem o nasze relacje, zagadywanie, rozbrajanie konfliktów, próbowanie otworzenia go. Zmęczona i rzygać mi się chce-o mnie nie dba nikt.

Z każda kłótnią nie jest mi łatwiej, wręcz przeciwnie-nie mogę się przyzwyczaić i za każdym razem wizualizuję siebie triumfalnie pakująca rzeczy, odchodząca w siną dal z dzieckiem, z wyłączonym telefonem w garściwink

Mam iść na terapię? Przyzwyczaić się?Te akcje rozwalają mnie psychicznie. Te złośliwości, te "ty nigdy", Ty zawsze", wbicie szpili-ja tego nie robię. Moglabym, ale nie nie chce mi się, to nie mój styl bycia.

Jeśli któraś z was ma taki egzemplarz, opowiedzcie mi,proszę, swoja historię-może mnie urzeknie.
    • default Re: Nieumiejętnosć rozmowy w zwiazku 05.09.11, 15:24
      Ja mam. Dosotosowanie go (w miarę) do moich standardów zajęło mi prawie 20 lat smile Z tym że faktycznie w pewnym momencie miałam dosyć owego dbania o relacje, o którym piszesz. Miał focha - OK, zajmowałam się swoimi sprawami, ograniczając komunikację do przekazywania niezbędnych informacji. Nie to że też demonstrowałam focha czy wyglądałam na obrażoną - po prostu : nie gadasz, to nie, nie będę z tego powodu płakać.
      Docinki i złośliwości albo ignorowałam, albo wprost mówiłam, że opowiada bzdury, obraża mnie i nie chcę tego słuchać (odwracajac się na pięcie i oddalając).
      Kiedy gromadzone w środku problemy wybuchały mu z hukiem i - tak jak u Ciebie - następowało wylewanie żali (z tym że to żale to takie nie do mnie - o pracę, o konflikt z siostrą itp), a potem napięcie schodziło i jakiś czas chłop, że do rany przyłóż. W takich momentach można z nim było rozmawiać normalnie i wtedy starałam się mu wytłumaczyć, że nie dość że mnie sprawia przykrość swoim zachowaniem, to i sobie robi krzywdę, bo zamiast zwierzyć się mnie, czyli najbliższej osobie, to fochami i zamykaniem się w sobie robi sobie ze mnie kolejnego wroga.
      Tak myślę, że to w końcu do niego dotarło - że jeśli ktoś może mu pomóc, chociażby przez wysłuchanie, to tylko ja i warto ze mną rozmawiać zamiast się boczyć - choćby dla własnej wygody i ulżenia sobie w nerwach smile
      U niego w rodzinie też komunikacja nie bardzo - zawsze tylko boczenie się na siebie i obgadywanie za plecami zamist otwartej i szczerej rozmowy. Dopiero ode mnie nauczył się być szczerym i otwartym (przynajmniej trochę smile) Ale to raczej orka na ugorze - ciężko o rezultaty.
      • kocianna Re: Nieumiejętnosć rozmowy w zwiazku 05.09.11, 20:05
        My bardzo prędko trafiliśmy na terapię. Tą z górnej sygnaturki. Nie powiem, że jest idealnie, bo nadal trzeba się napracować, żeby się dogadać, ale jest lepiej. Nam pomogło.
      • alexa0000 Re: Nieumiejętnosć rozmowy w zwiazku 05.09.11, 22:03
        >Miał focha - OK, zajmowałam się swoimi sprawami, ograniczając
        > komunikację do przekazywania niezbędnych informacji. Nie to że też demonstrował
        > am focha czy wyglądałam na obrażoną - po prostu : nie gadasz, to nie, nie będę
        > z tego powodu płakać.

        Tę taktykę staram się stosować, z naciskiem na "staram się'.

        > Docinki i złośliwości albo ignorowałam, albo wprost mówiłam, że opowiada bzdury
        > , obraża mnie i nie chcę tego słuchać (odwracajac się na pięcie i oddalając).

        To też, tylko czasami docinki pojawiaja sie w momencie, gdy chcę cos ważnego ustalić lub wyegzekwować, a wtedy nie mogę za bardzo obrócic się na pięcie, bo gie osiagnę, a na przyklad pilnie muszę.

        > Tak myślę, że to w końcu do niego dotarło - że jeśli ktoś może mu pomóc, chocia
        > żby przez wysłuchanie, to tylko ja i warto ze mną rozmawiać zamiast się boczyć
        > - choćby dla własnej wygody i ulżenia sobie w nerwach smile

        Ja jestem dla niego najbardziej zyczliwą osobą. On o tym wie, a i tak to jest silniejsze od niego. Jak jego mamuska, doslownie-przyznanie sie do błedu,przeproszenie to kaplica. Najlepiej odwrócic kota ogonem, dorobic historię, wymyslic nowe fakty lub je przekręcić, a potem w to swięcie uwierzyć-to jest sposób na załatwienie sprawy.

        >Ale to raczej orka na ugorze - ciężko o rezultaty.

        20 lat, powiadasz? Czyli 14 przede mną? Nie wiem, czy dożyję...lub on.



        • default Re: Nieumiejętnosć rozmowy w zwiazku 06.09.11, 11:37
          > przyznanie sie do błedu,przepro
          > szenie to kaplica. Najlepiej odwrócic kota ogonem, dorobic historię, wymyslic n
          > owe fakty lub je przekręcić, a potem w to swięcie uwierzyć-to jest sposób na za
          > łatwienie sprawy.

          O to, to. Dokładnie ten typ. Czy Twój mąż to Panna ?
          Nawywijał, zrobił awanturę o nic - a potem zamiast przeprosić, wymyślał niestworzone historie albo czepiał się durnych szczegółów, na zasadzie "a bo ty za to zrobiłaś to i tamto". Najgorszy błąd to dać się wciągnąć w takie przepychanki i nie daj Boże zacząć się tłumaczyć.
          Obecnie mąż umie już przeprosić, aczkolwiek zawsze sprawia mu to dużo trudu i na ogół stara się jakoś te przeprosiny "umniejszyć", np. "no przepraszam, ale ty też nie powinnaś... itd". A najwygodniej dla niego to w ogóle nie przeprosić tylko np. kupić kwiatek, prezent czy zaprosić na obiad - ale niby że to ot tak sobie, absolutnie nie w ramach przeprosin smile
          • alexa0000 Re: Nieumiejętnosć rozmowy w zwiazku 06.09.11, 11:43
            Tak, mój mąż to Panna.

            > O to, to. Dokładnie ten typ. Czy Twój mąż to Panna ?
            > Nawywijał, zrobił awanturę o nic - a potem zamiast przeprosić, wymyślał niestwo
            > rzone historie albo czepiał się durnych szczegółów, na zasadzie "a bo ty za to
            > zrobiłaś to i tamto". Najgorszy błąd to dać się wciągnąć w takie przepychanki i
            > nie daj Boże zacząć się tłumaczyć.
            > Obecnie mąż umie już przeprosić, aczkolwiek zawsze sprawia mu to dużo trudu i n
            > a ogół stara się jakoś te przeprosiny "umniejszyć", np. "no przepraszam, ale ty
            > też nie powinnaś... itd". A najwygodniej dla niego to w ogóle nie przeprosić t
            > ylko np. kupić kwiatek, prezent czy zaprosić na obiad - ale niby że to ot tak s
            > obie, absolutnie nie w ramach przeprosin smile

            Policzyłam sobie, wychodzi mi, że Twój jest starszy od mojego, na pewno,o kilka lat co najmniej. Albowiem ponieważ zaczęłam mieć głupie myśli po przeczytaniu Twojego postu.
            • default Re: Nieumiejętnosć rozmowy w zwiazku 06.09.11, 12:37
              > Albowiem ponieważ zaczęłam mieć głupie myśli po przeczytaniu
              > Twojego postu.

              Że mamy tego samego męża ? smile Mój ma 51 lat i o dziwo - z wiekiem jednak mu się polepsza, a nie pogarsza. Potrafi nabrać większego dystansu (wdupiemania), przez co mniej się napina, do problemów podchodzi bardziej na luzie. Ale najważniejsze - nauczył się nie przekładać swojego osobistego napięcia (wywołanego np. kłoptami w pracy) na stosunki ze mną. Tyle lat tłukłam mu to do głowy i wreszcie doczekałam, że kiedy przychodzi wku...ony z pracy to nie robi awantury, tylko normalnie mówi "ojej, ale mnie dzisiaj zeźlili, muszę chwilę odetchnąć, bo mnie nerwy trzepią". I ewentualnie opowiada szczegóły, albo nie, jeśli nie ma ochoty - w każdym razie ODDZIELA te nerwy od atmosfery w domu. Wtedy może nawet sobie dalej siedzieć milczący, ale ja przynajmniej wiem dlaczego i wiem że do mnie nic nie ma. Niby takie proste, a tak trudne do wpojenia....
              Ale widziasz, jak to jednak jest z tymi Pannami... Mam też siostrzeńca Pannę, z tego co mówi jego żona - toczka w toczkę smile
          • alexa0000 Re: Nieumiejętnosć rozmowy w zwiazku 06.09.11, 11:46
            >na zasadzie "a bo ty za to zrobiłaś to i tamto".

            Wtedy oczy zachodzą mi czerwoną mgłą.
            • budowniczy1234 Re: Nieumiejętnosć rozmowy w zwiazku 06.09.11, 12:36
              coś podobnego jest u mnie, ale mój mąż jest spod innego znaku
              czasami mam wrażenie, że czeka na możliwość bycia agresywnym
              a już nie daj boże jak powiem co mi się nie podoba w jego rodzinie (tylko opinie między nami) to obraza i wytykanie zaszłości, jakbym stawała sie najgorszym wrogiem
              oczywiscie też mam wrażenie, że ja walczę o związek, ale ile można
              oczywiście on widzi problemy ale...........w większości u mnie
              powoli ręce opadają
              myślałam o terapii małżeńskiej, ale czy nie jesteśmy na to za starzy (przed 40), wiadomo, że nasze spojrzenie na swiat kształtuje się bardzo wcześnie
              dobrze Cię rozumiem autorko wątku, to tak jakby walka z wiatrakami
    • zolla78 Re: Nieumiejętnosć rozmowy w zwiazku 06.09.11, 12:36
      Mam to samo i też Panna i też jestem na wstępie walki z tym. Dziewczyny na tym forum radziły mi fochy głównie ignorować - wdrażam.
      Z tymi złośliwościami, to mam metodę by wypominać mu je, niby przy jakiejś rozmowie z innymi - znajomi, rodzina (którzy znają problem i wiedzą, że to metoda edukacyjna) - jaki bywa nieprzyjemny. Jak się wszyscy dookoła wsiadają mu na głowę za to, to potem nawet i przepraszam się zdarzy i przez jakiś czas się powstrzymuje.
      Inna metoda to mówienie mu spokojnie o absurdalności i niekulturalności jego zachowania w momentach kiedy ma dobry nastrój - wtedy wysłuchuje spokojnie i mam wrażenie, że czasem coś do niego dotrze.
      Metoda na załatwianie spraw kiedy on ma focha lub jest jak to ładnie napisałaś pasywno - agresywny i nie można się z nim dogadać - mówię, że albo zacznie rozmawiać, albo zrobię tak jak ja uważam. I stawiam go przed faktem dokonanym. I tak jest obrażony, zatem nie może się na mnie za to ponownie obrazić smile
      Powodzenia
    • alexa0000 Re: Nieumiejętnosć rozmowy w zwiazku 06.09.11, 13:40
      Dziękuję Wam, nie czuje się taka "sama".

      Zolla napisała coś na temat wypominania przy innych i chciałabym do tego nawiązać.

      Mąż lubi docinać mi w towarzystwie. A alexa to, a tamto, a opowiem wam, jak zgubila ostatnio klucze, a słyszeliście już, jak zrobiła to czy tamto?

      Czasem jest to lekkie i zabawne,czasem już przegina i inni tez mają dość. Takie durne dowartościowanie się moim kosztem, zabawianie towarzystwa.

      Ostatnio znów były dni tajemniczości, milczenia i zasępienia. Pojechaliśmy ze znajomymi nad morze. Tam, gdy wieczorem we krwi znalazło się trochę etanolu, język nagle się rozwiązał i poszły żale na mnie. I szły i szły, nawet się nie zagotowałam, bo mi ręce opadły. Posiedziałam trochę i poszłam do pokoju, bo i tak byłam zmęczona. Żale szły jeszcze przez godzinę, po czym towarzystwo rozeszło się. Dodam,że znajomi, to racy naprawdę dobrzy znajomi, którzy próbują kłaść mu do głowy różne sensowne rzeczy i tłumaczyć zjawiska.

      Zamiast powiedzieć mnie, o co chodzi, wyrzygało mu się komu innemu. I powiem Wam, że miarka się przebrała. Na drugi dzień nastapilo znajome odwracanie, rozmydlanie, a bo ty za to, a bo...

      Jestem wku...ona. On miły, ja dystans. Przepraszam nie usłyszałam, nie upominam się o nie. Ale nie może to przejść bokiem. Musi być zadośćuczynienie. Myślę o tym,żeby poinformować go,że oczekuje przeproszenia znajomych i ..no nie wiem, odwołania słów? Albo przeproszenia mnie przy nich? Rozumiecie, nie chodzi mi o jakieś głupie gierki, ale naprawdę o coś w ten deseń. Bo czuje się zdradzona i chyba czas, żeby to uciąć. Nie wiem nawet, czy się uda, bo te teksty jakby pchały mu się na usta same.
      Jak WY byście zareagowały?
      • default Re: Nieumiejętnosć rozmowy w zwiazku 06.09.11, 15:19
        No nie, takie jazdy to już przegięcie, to się nie mieści w schemacie, o którym mówię. Mój mąż owszem, czasem mi przygaduje przy innych, ale wyłącznie na zasadzie żartu i nie są to nigdy takie "prawdziwe" docinki, raczej przekomarzanie. Jest odwrotnie - w cztery oczy zjedzie mnie niemiłosiernie, wytknie milion wad, a do znajomych wynosi moje zalety pod niebiosa i przechwala się jaką to ma super żonę. Co też jest przykre, bo chciałoby się osobiście od niego usłyszeć te pienia, a nie od kolegi ("ale ten twój mąż cię wychwala").
        Opisana przez Ciebie sytuacja nie kwalifikuje się do zignorowania, jak inne powyżej wspomniane "fochy" - to już jest faktycznie zdrada i nielojalność. Nie wiem co bym zrobiła, na pewno jasno bym powiedziała co o tym myślę, jak to odbieram i że takie zachowanie stawia pod znakiem zapytania przyszłość związku. I foch. Niech staje na głowie, żeby to odkrecić.
      • heja5 Re: Nieumiejętnosć rozmowy w zwiazku 06.09.11, 18:27
        znam takich dla których "przepraszam" to "słowo jeż" lub "słowo kaktus" jak to nazywam. wyznaję zasadę, że jeśli zawiniłeś/aś to powinieneś/aś przeprosić (tak szczerze, od serca, a nie jakieś tam kwiatki, obiadki itp.). Według mnie dobrze jet napisać o swoich uczuciach - czy to list czy mail, sms) - ale nie w formie "bo Ty..." tylko "ja czuję się z tym...", nie wylewać żali, obwiniać tylko napisać o tym co się czuje, tak z głębi serca i co w związku z tym. Jak przeczyta i zostawi się go z tym sam na sam to może pomyśli, głębiej się nad tym zastanowi i coś do tego zakutego łba dotrze wink może z pozoru śmieszny pomysł, ale zastanówmy się nad tym głębiej.
      • heja5 Re: Nieumiejętnosć rozmowy w zwiazku 06.09.11, 18:32
        ...a co do docinania przy znajomych to nie znoszę tego i doprowadza mnie to do furii. Swoje sprawy rozwiązuje się na swoim podwórku i tej zasady się trzymam. Poproszenie na stronę i powiedzenie o tym powinno poskutkować - chociaż zdarzało mi się powiedzieć przy wszystkich, że o "tym" porozmawiamy sami w domu.
      • zolla78 Re: Nieumiejętnosć rozmowy w zwiazku 06.09.11, 23:43
        alexa0000 napisała:
        > Mąż lubi docinać mi w towarzystwie. A alexa to, a tamto, a opowiem wam, jak zgubiła ostatnio klucze, a słyszeliście już, jak zrobiła to czy tamto? Czasem jest to lekkie i zabawne,czasem już przegina i inni tez mają dość. Takie durne dowartościowanie się moim kosztem, zabawianie towarzystwa.>

        Też to znam. Ja albo daję sygnał ostrzegawczy, że przesadza, a jak nie działa, to grożę, że zaraz ja zacznę opowiadać równie zabawne historyjki o nim.
        Jak to nie zadziała, to jak to jest jakaś dyskusja, w której mnie dyskredytuje, to rzucam tekstem typu "nie bardzo rozumiem jaki masz cel w udowodnieniu wszystkim tu obecnym, że związałeś się z idiotką" albo "skoro brak ci argumentów merytorycznych to wyłącz się z rozmowy, a nie dyskredytuj moje wypowiedzi". Potem mam wprawdzie zwykle focha, ale też szansę, że podobne zdarzenie długo się nie powtórzy. A czasem nawet słyszę wtedy, że przeprasza i że wiem, że on uważa mnie za najmądrzejszą na świecie.
        Jak to tylko zbyt dużo mało zabawnych historyjek o mnie, to serwuję jakąś dość żenującą o nim. Efekt jak wyżej, tj. albo zaczyna zachowywać się jak człowiek albo foch.
        Ale jakoś bronić się trzeba.

        A co do tych żalów. Tu przyznam, że rady z mojej praktyki dać nie mogę, gdyż takich sytuacji nie ma. Ale gdyby się zdarzyła, to nie odpuściłabym. W takich sytuacjach chyba nie innego wyjścia jak pokazać, że sobie nie pozwalasz na takie traktowanie.
        Uważam, że bardzo dobrym pomysłem jest tekst o konieczności przeproszenia znajomych za jego żenujące zachowanie i zepsucie i wyjazdu.
        • dzoaann Re: Nieumiejętnosć rozmowy w zwiazku 06.09.11, 23:54
          jeny, moj bratt o Panna i ma podobne historei w malzenstwie... a ja mam syna spod tego znaku i tez niezla maruda... jest jakas sznasa, zeby wychowac go inaczej?smile
          biedna przyszla synowa...
      • zolla78 Re: Nieumiejętnosć rozmowy w zwiazku 07.09.11, 00:29
        alexa0000 napisała:
        <Zolla napisała coś na temat wypominania przy innych i chciałabym do tego nawiązać.>

        Tak tylko jeszcze uściślę, że nie miałam na myśli "wypominania" jakie w opisanej przez Ciebie sytuacji wykonał Twój mąż. Moje "wypominanie" to raczej takie żarty, które mogą wkurzyć. Czyli jeżeli mój M w ramach nastroju pasywno - agresywnego, co godzinę niby zażartuje, że mu życie zmarnowałam albo że jestem dla niego niedobra, to zdarza mi się, jak przegnie z tym, przy znajomych, którzy np. pytają co słychać, zażartować, że chyba muszę się z domu wyprowadzić, gdyż M już tyle życia zmarnowałam, co mi co godzinę od 3 dni powtarza, że aż mi się żal jego zrobiło. Albo na każdy jego taki tekst odpowiadać właśnie czymś takim. I wtedy czasem dociera do niego, co on tak naprawdę mi gada od kilku dni i przestaje i zapewnia, że to tylko takie żarty były.
    • turzyca Re: Nieumiejętnosć rozmowy w zwiazku 07.09.11, 00:12
      Kocianna ma racje doradzajac terapie. A ja slyszalam mnostwo pozytywow o polecanym przez nia miejscu, wiec jesli maz sie da ugadac, to ja bym sie decydowala bez namyslu.

      Sporo mozna zalatwic tez wlasna terapia, bo zmiana wlasnych zachowan tez sporo daje, kazda akcja wywoluje przeciez reakcje. Maz od naszej terapii nie zmadrzeje, ale my nauczymy sie nie zaganiac sie caly czas w kozi rog.
      Ja np. nauczylam sie, gdy juz widze te czerwona mgle (a czasem ja widuje, w innych sytuacjach niz Wy, ale jednak) wypowiadac dosc spokojnie zdanie w stylu "wlasnie zaczynam byc strasznie wkurzona, jesli bedziemy dalej w ten sposob rozmawiac, to sie poklocimy. [Kocham Cie, nie chce sie z Toba klocic.] Ide sie uspokoic." Czasem chlop sie reflektuje i gwaltownie zmienia ton, a czasem pozostaje zacietrzewiony, a ja faktycznie ide sie uspokoic. Co zazwyczaj konczy sie ogladaniem czegos komediowego, bo tak bardzo latwo wprawic sie w diamteralnie odmienny nastroj. Bo sama umiem sie uspokoic, ale jak wracamy do tematu, to czesto znowu sie zaczynamy denerwowac. A jak sobie pochichocze jakis kwadrans, to powrot do tematu jest duzo bardziej na luzie. A jak ja jestem na luzie, to i chlop sie mniej spina i klotni brak. smile
      Metoda z "ide sie uspokoic, bo nie chce sie z Toba klocic" pochodzi z ksiazki "7 zasad udanego malzenstwa", ktora nieodmiennie polecam niezaleznie od amerykanskosci jej stylu. Rady sa naprawde sensowne, bo przede wszystkim wdrazalne, a poza tym skuteczne.
      • hamerykanka Re: Nieumiejętnosć rozmowy w zwiazku 07.09.11, 02:32
        Chyba sobie tez te ksiazke kupie.
        Moj tez Panna i wczoraj wkurzyl mnie tak, ze powaznie rozwazam rozwod. Bo czepia sie dupereli, sam sie nakreca az mi robi awanture. A potem udaje ze nic sie nie stalo, przytula itp, ale nie splami sie przeprosinami. I odwraca powod kota ogonem, az w koncu ja jestem winna i powinnam przeprosic jego.
        Przyklad?
        Remontujemy kuchnie tzn remontuje ja-bo on pracuje i na nic nie ma czasu/ochoty (praca przy kompie, 8 godzin). Wiec w ciagu ostatniego tygodnia zerwalam panele podlogowe, zerwalam stare szafki (robione na miejscu wiec wymagaja lomu i mlotka) robie nowa podpodloge z drewna i plyt cementowych, skrecilam czesc szafek, znalazlam i zamowilam nowe AGD, sama laduje pickupa materialami budowlanymi (jedna plyta cementowa wazy ok 20 kg, a jest ich 14, plus worki zaprawy). No i wczoraj zaoferowal sie ze przykreci mi pare plyt. Ja caly dzien spedzilam na zrywaniu szafek wzdluz sciany razem z blatem, odkrecaniu zlewu i zmywarki itp, tak wiec z checia przyjelam pomoc. On przycisnal plyte mocniej, wylazlo nieco zaprawy z boku, ubrudzil sobie palce. Wydarl sie, wiec powiedzialam ze czego sie spodziewal. No to wydarl sie jeszcze bardziej ze to bylo chamskie z mojej strony, trzasnal wszystkim o glebe, i powiedzial ze ma to w d. I poszedl sobie. Po drodze wydarl sie ze ma dosc remontu (tydzien), i ze zaluje ze sie zgodzil. Tyle ze sam te nowe szafki kupil i przywiozl, sam zaproponowal wymiane drewnianej podlogi na kafelki. Ale to i tak moja wina. Powiedzialam mu ze staram sie jak najszybciej i jak najlepiej(budowlancem nie jestem, a za fachowca placic nie chce), ale nie pomoglo, w koncu rozryczalam sie bo zamisat kurcze, docenic ze zona wszystko robi to jeszcze ryja drze. No to powiedzial ze ma prawo byc sfrustrowany. Odpowiedzialam ze jak najbardziej, ale nie ma prawa na mnie ( i dziecku) odreagowywac. Zamknal sie i wieczorem probowal przytulac i zagadywac jakby nigdy nic. A we mnie cos peklo. Bo to nie pierwszy i nawet nie dziesiaty raz. Za kazdym razem mowie mu ze nie jestem workiem treningowym by odreagowywac frustracje, on sie zgadza, przez paree dni jest milo i znowu wrzeszczy o cos. A ja mam dosc.
        Rano podalam mu kartke z nr tel do psychologa, ma sie zapisac na kursy kontrolowania gniewu/terapie malzenska. Jesli tego nie zrobi, powaznie porozmawiam o rozowodzie. Bo zyc, tak na wulkanie, sie nie da.
        • turzyca Re: Nieumiejętnosć rozmowy w zwiazku 07.09.11, 07:37
          Zamknal sie i wieczorem probowal przytulac i zagadywac jakby nigdy nic
          > . A we mnie cos peklo. Bo to nie pierwszy i nawet nie dziesiaty raz. Za kazdym
          > razem mowie mu ze nie jestem workiem treningowym by odreagowywac frustracje, on
          > sie zgadza, przez paree dni jest milo i znowu wrzeszczy o cos.

          Niektorzy nie umieja przepraszac. Np. moja wlasna matka, co mnie tez nieodmiennie wkurza. Ale jakos przygotowalo na chlopa. smile I my mielismy z chlopem wieki temu taka rozmowe o przepraszaniu, przebaczaniu, wyrazaniu uczuc. Ze ja potrzebuje wyraznego zamkniecia klotni, z przepraszam, nie chcialem, itd z obydwu stron. A on dla odmiany ma tak, ze jak jest wzburzony, to nie chce przepraszac, a jak juz sie uspokoi, to nie chce wracac do zlych emocji. I dla niego podejscie do mnie i umozliwienie nam powrotu do codziennosci bylo prozwiazkowe. A u mnie wywolywalo czerwona mgle, bo ja nie umiem zachowywac jakby sie nigdy nic nie stalo i takie wieczorne przytulanki konczyly sie kolejna klotnia. Wypracowalismy sobie w koncu metody wychodzenia z tego impasu, ale tez mniej sie klocimy.

          On przycisnal plyte mocniej, wylazlo nieco zapra
          > wy z boku, ubrudzil sobie palce. Wydarl sie, wiec powiedzialam ze czego sie spo
          > dziewal. No to wydarl sie jeszcze bardziej ze to bylo chamskie z mojej strony,
          > trzasnal wszystkim o glebe

          Wiesz, jak sie patrzy z boku, to latwiej zauwazyc, gdzie sa punkty do wyjscia z konfliktu. Np. moglas wyrazic sie empatycznie, ze faktycznie obrzydliwe sa takie niespodzianki i podac mu mokra szmate do wytarcia palcow. A jak by z niego napiecie zeszlo, to spokojnie i smutno powiedziec cos typu "ale wiesz, przykro mi sie wlasnie zrobilo, ze na mnie nakrzyczales". Po prostu ze swojej strony deeskalowac konflikt.
          I tak, we mnie tez czasem cos warczy "dlaczego to ja mam deeskalowac?", ale zrobilam dosc przewrotna kalkulacje. Tzn. moge kierowac sie zraniona duma, a moge sie kierowac dobrem zwiazku, pytanie, co mi sie bardziej oplaca. I czesto gesto lepiej ugryzc sie w jezyk i deeskalowac niz pielegnowac wlasne ego. Ale po deeskalacji mozna popielegnowac, popatrzyc na faceta smutnymi oczami i sam sie wtedy zalamie, ze nam takie swinstwo zrobil. smile
          • alexa0000 Re: Nieumiejętnosć rozmowy w zwiazku 07.09.11, 13:05
            > I tak, we mnie tez czasem cos warczy "dlaczego to ja mam deeskalowac?", ale zro
            > bilam dosc przewrotna kalkulacje. Tzn. moge kierowac sie zraniona duma, a moge
            > sie kierowac dobrem zwiazku, pytanie, co mi sie bardziej oplaca. I czesto gesto
            > lepiej ugryzc sie w jezyk i deeskalowac niz pielegnowac wlasne ego. Ale po dee
            > skalacji mozna popielegnowac, popatrzyc na faceta smutnymi oczami i sam sie wte
            > dy zalamie, ze nam takie swinstwo zrobil. smile

            Wiesz co? Ja mogę deeskalować, nie patrząc na własne ego, bez problemu. Właściwie zawsze to robiłam-oczytana jestem w teoriach i poradnikach bardzo, a i inteligencji emocjonalnej nie można mi odmówić; potrafię tez doskonale wyczuć, co mi się w danej chwili opłaca.

            Ale jakieś mi się to ostatnio...mało wydolne wychowawczo zrobiło. Nie ma rezultatów, no nie ma. I zastanawiam się, czy jej nie zmienic.
            • turzyca Re: Nieumiejętnosć rozmowy w zwiazku 08.09.11, 08:24
              > Ale jakieś mi się to ostatnio...mało wydolne wychowawczo zrobiło. Nie ma rezult
              > atów, no nie ma. I zastanawiam się, czy jej nie zmienic.

              No to moze. Jak nie kijem, go to palka.

              Albo trzecia osoba, ktora pomoze Wam wyjsc z impasu. Czasem trudno uwierzyc, jak odmiennie dwie osoby widza to samo wydarzenie, ktos kto pomaga rozmawiac bardzo sie przydaje.
              • alexa0000 Re: Nieumiejętnosć rozmowy w zwiazku 08.09.11, 10:19
                > Albo trzecia osoba, ktora pomoze Wam wyjsc z impasu. Czasem trudno uwierzyc, ja
                > k odmiennie dwie osoby widza to samo wydarzenie, ktos kto pomaga rozmawiac bard
                > zo sie przydaje.

                Myślę,że prędzej czy później będzie to absolutnie konieczne. Nie wiem tylko, czy mąż będzie uważał to za potrzebne. Wiesz, czego się boje? Że teraz , kiedy mi zależy na tym małżeństwie, sytuacja nie polepsza się-brak chęci pracy, rozmowy z jego strony. A kiedy będę już mieć to wszystko w dupie, zacznie mu nagle zależeć. I tak będzie na bank, zawsze jest.
          • hamerykanka Re: Nieumiejętnosć rozmowy w zwiazku 07.09.11, 16:17
            Powiedzialam mu tak, bo to jest dokladnie to co on sam mi mowi i to czesto.
            Deeskalowac tez probowalam, ale ile mozna, w dodatlu kiedy jest to ewidentnie jego wina dalej wini mnie! Kiedy wymienil rozdzielacz wody na glownym kranie na zewnatrz(moje podlewanie ogrodu jest podlaczone do niego) zamknal poszczegolne wyjscia wody, zorientowalam sie po tygodniu kiedy zaczely padac rosliny-stracilam pare rzadkich iglakow i klonow chinskich, pomidory itp. Na moja spokojnie powiedziana uwage , dlaczego po wymianie nie otworzyl wyjsc z powrotem powiedzial ze ja powinnam byla po nim sprawdzic!
            Widzisz, on wychodzi z zalozenia ze jak chodzi do pracy, to po powrocie ma prawo do odpoczynku i siedzenia z piwkiem przed kompem. A ja jako niepracujaca (wspolna decyzja, z wielu wzgledow), mam rano z nim wstac, przygotowac dziecko do przedszkola bo on musi swoja godzine przed kompem z kawka odsiedziec i powoli przygotowac sie psychicznie do pojscia do pracy), potem kontynuwac remonty, w miedzyczasie zajmujac sie dwoma psami, przed jego przyjazdem przerwac, posprzatac po sobie, ugotowac kolacje, podac ja, zajac sie dzieckiem (ruchliwa 3 latka), psami, zrobic pranie i ponosic do szaf, nakarmic dziecko, pozmywac. Zakupy ja, zalatwianie roznych rzeczy tez ja, obsluga trzech samochodow (wymiana oleju, zabieranie do serwisu) tez ja.
            I on mi wieczorem, kiedy padlam na twarz, zrobil awanture o niezgaszone swiatlo w pokoju ze on musi wszystko w domu robic a ja tylko remont!
            Ile mozna byc empatycznym do kogos, kiedy ktos traktuje cie jako robot wieloczynnosciowy ktory nie ma prawa do bycia zmeczonym?
            • turzyca Re: Nieumiejętnosć rozmowy w zwiazku 08.09.11, 08:32
              Wiesz, im wiecej piszesz tym bardziej wychodzi, ze naprawde przydalaby sie Wam terapia. Bo to nie jest tylko tak, ze Twoj maz nie umie rozmawiac, macie troche wiecej problemow i one sie Wam nawarstwiaja, zahaczaja i robia coraz wiekszy balagan. Moze byc trudno rozplatac to bez pomocy kogos madrego. Dla nas nasze zycie jest wyjatkowe, terapeuta widzial juz setki podobnych par i wie, jakie rozwiazania maja wieksze, a jakie mniejsze, szanse powodzenia.

              PS a w ogole to zacznij od zmiany narracji "A ja jako niepracujaca (wspolna decyzja, z wielu wzgledow)," - jaka do jasnej anielci niepracujaca??? Popatrz sama, ile obowiazkow wymienilas. Wez kartke i spisz, ile wnosisz do gospodarstwa domowego, ile kosztowalaby nianka, opiekun do psow, robotnik budowlany, sprzataczka i kucharka/gotowanie na miesci.
              On Cie traktuje tak, jak Ty sama sie okreslasz, jak niepracujaca. A nie jako robot wieloczynnosciowy.
        • default Re: Nieumiejętnosć rozmowy w zwiazku 07.09.11, 07:56
          Hamerykanko,
          znam takie sytuacje jak opisałaś ! Taki przykład: mąż robi nowy płot (od początku wakacji, trochę powoli mu idzie smile). Przeważnie w soboty i w niedziele, kiedy nie pracuje. No i w niedzielę z namaszczeniem zabiera się do pracy. Majestatycznie szykuje sobie kolejne sztachety, układa śruby, podłącza wiertarkę itp. Ja - sprzątam, piorę, gotuję obiad, kręcę się jak chomik w kołowrotku. W pewnym momencie mąż przyłazi i mówi: "Musimy pojechać do castoramy, bo mam mało śrub". Ja no to : "Jedź sam, ja nie mam czasu". Na co on wpada w szał, że mnie to nic nie obchodzi, że on tyra przy tym płocie, a ja mam to w dupie, że jestem leniem itd. Na koniec rzuca: "To w takim razie ja też nic nie robię i też mam w dupie". Chowa narzędzia, wyciąga piwo i sącząc je pozostaje milczący i nadęty do końca weekendu.
          Takie akcje zdarzają się coraz rzadziej - jednak jakoś tam go "wyprowadziłam na ludzi". Ja akurat nawet nie proponowałam mu żadnej terapii - wyśmiałby mnie i nawet nie chciał wysłuchać, on niestety należy do tych staroświeckich osób, które psychiatrów i psychologów nie uważają za lekarzy - no chyba że dla "czubków". Natomiast korzystanie z ich usług przez "zwykłych" ludzi uważa za wymysł i fanaberię smile Przez pewien czas leczyłam się na depresję - uważał moje wizyty u psychiatry za stratę czasu i pieniędzy, a moje antydepresanty nazywał "dragami" smile
        • alexa0000 Re: Nieumiejętnosć rozmowy w zwiazku 07.09.11, 11:32
          > . A we mnie cos peklo. Bo to nie pierwszy i nawet nie dziesiaty raz. Za kazdym
          > razem mowie mu ze nie jestem workiem treningowym by odreagowywac frustracje, on
          > sie zgadza, przez paree dni jest milo i znowu wrzeszczy o cos. A ja mam dosc.

          Yhy.

          No bo ile razy mozna tłumaczyć,pisać listy, esemesy, mnie jest przykro, robisz mi przykrość, jest mi smutno, kiedy ty...bblablablarzygrzygrzyg.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja