alexa0000
05.09.11, 13:58
Mój maż nie umie rozmawiać. Potrafi chodzić nasłupiony przez kilka dni, w trakcie których próbuję dowiedzieć, się, o co chodzi. O nic. Nie dobijam się zbyt często, ale interesuję się, niczym dobra żona. Ściana. Najczęściej kończy się to jego wybuchem, wyrzygiwaniem mi swoich żali. Czasem bywa tak, że ja w końcu nie wytrzymuje i robię awanturę,z pretensjami,że nie jest czuły, nie chce rozmawiać, nie mówi miłych rzeczy, nie przytuli, nie zaczepi. Następuje, wiadomo, miesiąc miodowy, który trwa bynajmniej nie miesiąc i apiać to samo.
Jego matka i ojciec mieszkają w oddzielnych pokojach, nie rozmawiają ze sobą. Ona manipulantka, on swoje dzieci i rodzinę miał w dupie. ( Mieszkają W swoim mieszkaniu, nie z nami, oczywiście).
Mąż jest pasywno-agresywny, docina, jest złośliwy, nie umie powiedzieć swoich racji wprost.
W skrócie: jestem zmęczona. Zmęczona dbaniem o nasze relacje, zagadywanie, rozbrajanie konfliktów, próbowanie otworzenia go. Zmęczona i rzygać mi się chce-o mnie nie dba nikt.
Z każda kłótnią nie jest mi łatwiej, wręcz przeciwnie-nie mogę się przyzwyczaić i za każdym razem wizualizuję siebie triumfalnie pakująca rzeczy, odchodząca w siną dal z dzieckiem, z wyłączonym telefonem w garści
Mam iść na terapię? Przyzwyczaić się?Te akcje rozwalają mnie psychicznie. Te złośliwości, te "ty nigdy", Ty zawsze", wbicie szpili-ja tego nie robię. Moglabym, ale nie nie chce mi się, to nie mój styl bycia.
Jeśli któraś z was ma taki egzemplarz, opowiedzcie mi,proszę, swoja historię-może mnie urzeknie.