Rozumiecie same siebie?

15.09.11, 13:58
Jesteście dla siebie przewidywalne? Ja budzę się rano i nie wiem czy będę wesoła, energiczna, oklapnięta, wściekła, rozdrażniona, czy będę tytanem pracy, czy też nie będę się mogła skupić i tylko zrobię chaos. Jednego razu jestem super towarzyska a innego czuję się sztuczna jak zły aktor i unikam ludzi, żeby nie pomyśleli, że jestem dziwna. I nikt się nie domyśla smile
Myślałam że kwestia bycia kobietą, ale chyba nie. Pamiętam, że na początku liceum marzyłam o osiągnieciu harmonii. Objaw dorastania, ale ja nie dorosłam.
Coraz bardziej jestem sobą zmęczona i przeszkadza mi to w życiu. Muszę spać po 10 godzin inaczej się nie resetuję. Jestem sproro po trzydziestce i nic się nie zmieniło.
Mam wiele uzdolnień i jestem inteligentna. Ale siebie nie rozumiem, nie mam zakodowanego obrazu siebie. Wydaje mi się, że cały czas gram. Mniej więcej wiem w jaką rolę życiową i charakter się wpisuję i staram się być spójna, ale tak naprawdę mogłabym być kimkolwiek, mam wiele osobowości. Oczywiście nie na dłużej. Co godzinę kim innym, a aktorem jestem fatalnym, nawet do zdjęcia twarz wykrzywiam w konwulsji. Gdybym wiedziała coś więcej, to bym mogła mieć jakiś wpływ na swoje życie. Poruszam się po omacku i na logikę. A życiowych decyzji nie podejmuje się na logikę, za wiele zmiennych
Psychiatra napomknęła o aspergerze i to mnie trochę pocieszyło, bo mam prawo być inna. Potem robiłam internetowe testy i to się potwierdziło. Tylko, że tego się nie leczy, nie jeżeli można w miarę normalnie żyć.
Znacie kogoś takiego, a może same jesteście takie i to po prostu żeńska norma? Nie wiem, jacy są ludzie....
    • triss_merigold6 Re: Rozumiecie same siebie? 15.09.11, 14:07
      Zbadaj sobie tarczycę i poziom prolaktyny.
      • ozorek.debowy Re: Rozumiecie same siebie? 15.09.11, 14:26
        Ale ja tak mam od zawsze...
        Przy tarczycy ma się problem z płodnością a ja zaszłam od pierwszego strzału.
        Badałam tsh i wyszło w dolnej normie.
        Jestem szczupła, ale nie jakoś wybitnie chuda. Skórę mam kiepską... Może jeszcze raz zbadam, tym razem wszystkie hormony.

    • tosterowa Re: Rozumiecie same siebie? 15.09.11, 14:08
      To nie jest żadna "kobieca" przypadłość, ludzie są różni. Wkurza mnie takie zrzucanie swoich ułomności na płeć.
      W temacie: ja się robię z wiekiem coraz bardziej spójna, więc i rozumiem siebie coraz lepiej.
    • estragonka Re: Rozumiecie same siebie? 15.09.11, 14:13
      chyba jesteś mną.... dokładnie tak samo mogę opisac siebie. i jeszcze dodać, że ludzie mnie absolutnie inaczej postrzegają - zależy kto mnie keidy widział/spotkał/poznał, a każdy potrafi mieć kompletnie inny obraz mnie.
    • echtom Re: Rozumiecie same siebie? 15.09.11, 14:19
      Ja się już przyzwyczaiłam do dużych wahań poziomu serotoniny w cyklach 1-2 dobowych i się do nich dostrajam. Jak mam dobry dzień, robię dużo, jak gorszy, funkcjonuję według wzoru get up - survive - go back to bed (podpatrzone w sygnaturce Jelyfish smile) - ograniczam aktywność do czynności niezbędnych i sugeruję innym, żeby się ode mnie odp... Nie przeszkadza mi to, odkąd uwolniłam się od wyrzutów sumienia, że czasem robię mniej, niż powinnam - widocznie organizm tego potrzebuje.
      • estragonka Re: Rozumiecie same siebie? 15.09.11, 14:26
        echtom napisała:

        > Ja się już przyzwyczaiłam do dużych wahań poziomu serotoniny w cyklach 1-2 dobo
        > wych i się do nich dostrajam. Jak mam dobry dzień, robię dużo, jak gorszy, funk
        > cjonuję według wzoru get up - survive - go back to bed (podpatrzone w sygnaturc
        > e Jelyfish smile) - ograniczam aktywność do czynności niezbędnych i sugeruję innym
        > , żeby się ode mnie odp... Nie przeszkadza mi to, odkąd uwolniłam się od wyrzut
        > ów sumienia, że czasem robię mniej, niż powinnam - widocznie organizm tego potr
        > zebuje.
        >

        podoba mis ie to podejscie smile

        tylko co jak TRZEBA cos zrobic i nei da sie tej aktyanowsci ograniczyc akurat w zly dzien sad
        • ozorek.debowy Re: Rozumiecie same siebie? 15.09.11, 14:52
          U mnie to nie tylko serotonina, to jest jakieś bardziej skomplikowane. Serotonina też, miewam fazy pałera i rozwlekłości, albo depresyjne na zmianę z super energią i samopoczuciem. To się jeszcze da zaakceptować, choć u mnie nie ma regularności. Jak mogę sobie odpuścić wykonanie czegoś, to odpuszczam, z wiekiem nauczyłam się olewać wiele spraw, kiedyś byłam dużo bardziej odpowiedzialna i miałam więcej silnej woli. Słabnę, i odnoszę wrażenie, że dlatego słabnę, bo męczy mnie walka ze swoją pokręconą osobowością.
          Jak coś muszę, nagle, już, na wczoraj to się mobilizuję niezależnie od bazowego samopoczucia...
          Nie da się natomiast znieść tego, że jest piękny poranek, budzę się w super humorku i po chwili okazuje się że jestem nabuzowana i muszę uważać, by nie zrzędzić o wszystko na domowników, i to nie pms.
          Ironią losu jest to, że inna psychiatra, nie ta od aspergera, powiedziała że "mam bogatą osobowość" i że "ma pani dużo autorefleksji" - czy coś takiego, w znaczeniu, że dużo wiem sama o sobie. A ja się męczę!
          • a.va Re: Rozumiecie same siebie? 15.09.11, 15:03
            No na samopoznanie to najlepsza jest psychoanaliza, tylko nie wiem, czy ci się chce.
            • ozorek.debowy Re: Rozumiecie same siebie? 15.09.11, 15:07
              Próbowałaś?
              Koszty mnie przerażają, chyba nie przysługuje za darmo, a żeby to miało sens, trzeba chodzić długo.
              Poszłam raz na psychoterapię, ale psycholog była głupsza ode mnie. Równie dobrze mogę się wygadać przed współpasażerem z pociągu.
              • a.va Re: Rozumiecie same siebie? 15.09.11, 20:47
                Nie, psychoanalizy nie próbowałam. Próbowałam psychoterapii analitycznej (to nie to samo) i owszem, dużo lepiej po niej rozumiem siebie, choć akurat nie to było celem mojej terapii, tylko leczenie depresji.
              • lolinka2 Re: Rozumiecie same siebie? 16.09.11, 11:01
                Terapię psychodynamiczną polecam u dobrego (koniecznie!!!!) terapeuty.
                Koszty spore owszem, natomiast nie jest tak sztucznie jak w psychoanalizie, jest "po ludzku" mocno i korzyść w postaci wglądu uzyskać się da.
                Ja jestem w takiej terapii od stycznia 2010 non-stop, raz w tygodniu - biorąc pod uwagę uzgodnione w kontrakcie cele pewnie jeszcze z rok pracy przede mną... no cóż, to jest właśnie to co robię dla siebie.
          • pasadena_35 Re: Rozumiecie same siebie? 15.09.11, 15:09
            Hehe, jak dla mnie to dorabianie piz..ie uszu, takie diagnozy. Swiat ogarniasz masz dziecko rodzine, zakladam, ze w miare udana. Wiec albo nie dojrzalas (czesc twoich przemyslen przypomina mnie z okresu ekhm... Bledow i wypaczen smile albo tez zycie nie dalo Ci w kosc i nie zorientowalas sie co jest najwazniejsze.
            Pewnie, ze mozna dlubac sobie w osobowosci do usioru bo to przyjemne, ale po co?
            Jakbys nie nazywala tych stanow, to tez by byly tylko nienazwane, ot zycie, ot czlowiek i jego natura.
            PrzeintelektualiZowanie to meczaca sprawa.
            Ja na taka Okolicznosc mam przyjaciolke taka down to earth i ladnie bardzo mi ona takie rzeczy sprowadza do odpowiedniego poziomu.
            • ozorek.debowy Re: Rozumiecie same siebie? 15.09.11, 15:49
              Ogarniam, dojrzałam. I nie dojrzałam, dokładnie tak jest. Mam bogate doświadczenie życiowe, dużą wiedzę i mądrość. Tak, mądrość, ale taką teoretyczną. Ja postępuje mądrze, a psychika dzika i nieujarzmiona, więc co jakiś czas wszystko się sypie. Może dlatego się sypie, ze tak bardzo się staram. Ja nie żyje w jakimś buncie przeciw rzeczywistości, chciałabym tylko wiedzieć dlaczego taka jestem zmienna i nieprzewidywalna.
              I dlatego coraz bardziej dochodzę do wniosku, że to nie jest niedojrzałość, tylko jakieś zaburzenie. Niestety aspergerycy, szczególnie kobiety, wyrabiają sobie wiele mechanizmów kompensacyjnych i maskują zaburzenie. Tylko że ta kompensacja wymaga ciągłęj koncentracji i przez to męczy. Dlatego jestem przeintelektualizowana, że gdybym w ogóle nie myślała jak postąpić, to narobiłabym głupot, wiem to. Wszystko muszę planować.
              Czy życie nie dało mi w kość, nie wiem, to sprawa względna. Co to znaczy dać w kość? Czy musi dać w kość, żeby ktoś dojrzał? Inni dojrzewają po prostu z wiekiem... Myślę, że moje życie było wystarczająco bogate, by dojrzeć. Mogłabym książkę napisać, ale niestety pisać nie umiem, poza tym rozproszyłabym się już po 1 stronie.
              Po urodzeniu dziecka i tak mi się trochę poprawiło "poród mnie wyzwolił" wink i depresja poporodowa, i uczenie się od dziecka. A ja jestem nadal sobą, czyli nie wiadomo kim.
              • pasadena_35 Re: Rozumiecie same siebie? 15.09.11, 19:09
                Uwielbiam jak amatorzy, czytaja cos na temat chorob psychicznych i nagle bingo, wszystko pasuje smile wypisz wymaluj ja na poczatku studiow.
                Moim zdaniem nic Ci nie dolega, jestes moze inteligentniejsza od partnera i paru bliskich Ci osob stad te wedrowki, niepotrzebne, acz intrygujace, nieprawdaz?
                Praca nad soba i jak byc lepszym dla siebie i po sprawie.
                Wszystkie w tym watku sie zgodzilysmy ze opisywanych rzeczy kazda by cos przytulila do siebie i tak jest kochana, nie odbieram Ci wyjatkowosci, ale jest tego wiecej.
                pozdr.
                • ozorek.debowy Re: Rozumiecie same siebie? 15.09.11, 21:57
                  Ej, asperger to nie choroba psychiczna. Poza tym sama bym na niego nie wpadła, że mam, psychiatryczka zasugerowała. A ja zrobiłam test na 150 pytan i to się potwierdziło.

                  >Wszystkie w tym watku sie zgodzilysmy ze opisywanych rzeczy kazda by cos przytulila do siebie i tak jest kochana, nie odbieram Ci wyjatkowosci, ale jest tego wiecej >

                  Każda coś, po jednej rzeczy, ale mało kto przyznaje się do totalnego chaosu osobowości. Pamiętam, że już w podstawówce miałam uczucie, że rozum wyprzedza panowanie nad emocjami. Ja tam bym się ucieszyła, że nie jestem wyjątkowa, bo może ktoś z podobnych do mnie umie sobie radzić lepiej niż ja. Asperger to nie jakaś wyjątkowość, wiele ludzi go ma i nie wie. U facetów bardziej widać.
                  • pasadena_35 Re: Rozumiecie same siebie? 16.09.11, 09:19
                    hehe, zacielas sie smile
                    dopsz. To jadziem.
                    Inteligentna acz nie geniusz?
                    Wyksztalcona acz nie wybitna?
                    Zadnych spektakularnych osiagniec mimo ewidentnych uzdolnien?
                    Zdolna we wszystkim acz w niczym konkretnie jako uznany ekspert?

                    Jak nic winny asperger wink

                    A tak serio, czlowiek, szelma jedna duzo zrobi aby wytlumaczyc lenistwo czy brak konsekwencji.
                    Moja rada, zbierz szanowna ass w troki i osiagnij cos konkretnego, cos co Cie bedzie kosztowalo duzo wysilku i systematycznosci, a nie marnuj zycia na zglebianie wlasnych ulomnosci z ktorych wiekszosc, wybacz ale wydumana wg mnie.(a idam reke uciac, ze czyta to teraz juz inna osoba, niz ta co splodzila ten watek wink

                    Jak Cie to pocieszy to czesc moje mlodosci uplynela pod znakiem takich jak twoje watpliwosci. Znalazlam nisze zawodowo i hobbystycznie, mam jedna przyjaciolke przed ktora nie musze nic udawac, urodzilam zdrowe cudowne dzieciateczko i zyje pelnia zycia... uff patetycznie dosc, ale tak jest.
                    Wiec mozna.
                    milego dnia smile
                    • ozorek.debowy Re: Rozumiecie same siebie? 16.09.11, 10:10
                      Geniuszy jest mało. Brak geniuszu nie jest moim problemem... Ja osiągnęłam dużo i nie jestem jakoś ponadprzeciętnie leniwa. Bywam ponadprzeciętnie pracowita, gdy mam ambitny cel, poza tym raczej norma. Jestem jedynym ekspertem z Polski z mojej dziedziny, a na wielu rzeczach znam się w stopniu bardzo dobrym. Staram się nie być przemądrzała, ale prawie na każdy temat wiem więcej niż otoczenie.
                      Problem nie jest w lenistwie, tylko w tym, że mnie dużo rzeczy interesuje i do wielu rzeczy mam talent, mam super pamięć i za dużo logicznego myślenia i planowania...więc się rozpraszam. I czasu mało i fizycznie się nie da wszystkiego pogodzić.
                      Asperger tu nie ma nic do rzeczy. Ja na pewno nie jestem typowym ZA, bo np. jestem bardzo elastyczna i kreatywna. Zawsze szukam dróg na skróty i nie lubię jednotorowego myślenia.
                      Asperger jest, bo nie rozumiem siebie i innych ludzi (popatrz na moją odpowiedź dla mamy kotuli) i w związku z tym moje życie jest jak osoby z upośledzonym słuchem lub wzrokiem. Czasem czuję się kompletnie ślepa, nie rozumiem niuansów życia społecznego, choć poprzez doświadczenie życiowe nauczyłam się prawidłowych reakcji, jeżeli sytuacja jest mi znana. Da się żyć, może nawet pod pewnymi względami lepiej niż inni, natomiast jest trudno. Trudno jest przede wszystkim ze sobą, bo jestem okropnie zmienna i nie mogę się skupić. Zmienia mi się nawet pismo w czasie pisania jednej strony tekstu.
                      Widzę, że odczuwasz wyższość nade mną. Gratuluję wysokiej samooceny smile A teraz weź d... w troki bo osiadłaś na laurach smile
                      Ja nie jestem zakompleksiona, nie mam powodu. Mam poczucie własnej wartości, nauczyłam się żyć z tymi wadami które mam (główną wadą jest właśnie niespójność. Jak ktoś jest nieśmiały, to wie z czym walczyć. A ja jestem śmiała, dzielna, nie mam tremy przed publiczną wypowiedzią, a do toalety w sąsiednim pomieszczeniu nie lubię chodzić, bo przechodzę koło kolegów z pracy i nie wiem co zrobić ze wzrokiem... To nie jest norma i tego na razie się nie nauczyłam... może kiedyś). Nie czuję też wyższości nad innymi, oni mają coś, czego mnie brak, a ja ze swoich wad umiem uczynić atut.
                      Np. to, że muszę wszystko przemyśleć, zanim zrobię i nie umiem reagować całkiem spontanicznie, powoduje, że dobrze wychowuję dziecko. Mam cudowne dziecko i jestem świetną mamą (choć na wychowawczym bym chyba ocipiała z nudów). W wychowaniu ciągle się uczę. Umiem zastosować doświadczenia własne, męża, literaturę, obserwację dziecka, intuicję (mam intuicję! nie mam wyobraźni...). Nauczylam się uczyć o sobie, i teraz uczę się dziecka. Życie to dla mnie ciagły trening... Nikt normalny tak nie robi....
                      Moje myśli ciągle galopują. Może to adhd? W pracy siedzę na piłce do ćwiczeń i się bujam. Lubię pykać długopisami, stukać, skubać itp. W zasadzie cały czas coś takiego robię, choć powstrzymuję się w towarzystwie, może dlatego długo nie wytrzymuję czyjejś obecności. Nie izoluję się od ludzi, lubię imprezy, rozmowy, sport (choć sporty drużynowe to już dla mnie nieosiągalne, nie skupiam się...). Tylko po takim wydarzeniu towarzyskim jestem przebodźcowana, pocę się, nie mogę się skupić ani spać. Jak niemowlak smile
                      • echtom Re: Rozumiecie same siebie? 16.09.11, 11:20
                        > Czasem czuję się kompletnie ślepa, nie rozumiem niuansów życia społecznego, choć poprzez doświadczenie życiowe nauczyłam się prawidłowych reakcji, jeżeli sytuacja jest mi znana.

                        Spektrum autystyczne, ogólnie rzecz biorąc.
                        • lolinka2 Re: Rozumiecie same siebie? 16.09.11, 12:33
                          albo głębsze zaburzenia emocjonalne. Takie przetrwałe sprzed wielu wielu lat...
                          Co wy wszystkie (no, prawie wszystkie) z tym autyzmem....???
                      • pasadena_35 Re: Rozumiecie same siebie? 16.09.11, 17:22
                        uff.... przeczytalam.
                        doraznie proponuje diete: pomidory i kokaina (potas i wiadomo wink


        • echtom Re: Rozumiecie same siebie? 15.09.11, 15:03
          > tylko co jak TRZEBA cos zrobic i nei da sie tej aktyanowsci ograniczyc akurat w zly dzien sad

          No właśnie "survive" oznacza mobilizację do zrobienia tego, co bezwzględnie trzeba. U mnie ogranicza się to głównie do spraw zawodowych. Oznacza to, że przy najgorszym spadku formy zmobilizuję się, żeby oprowadzić po Gdańsku wycieczkę, ale tego dnia już nic nie zrobię w domu.
          • estragonka Re: Rozumiecie same siebie? 15.09.11, 19:49
            echtom napisała:

            > > tylko co jak TRZEBA cos zrobic i nei da sie tej aktyanowsci ograniczyc ak
            > urat w zly dzien sad
            >
            > No właśnie "survive" oznacza mobilizację do zrobienia tego, co bezwzględnie trz
            > eba. U mnie ogranicza się to głównie do spraw zawodowych. Oznacza to, że przy n
            > ajgorszym spadku formy zmobilizuję się, żeby oprowadzić po Gdańsku wycieczkę, a
            > le tego dnia już nic nie zrobię w domu.
            >

            eh, jestem samodzielnym rodzicem. czasem musze, MUSZE bo nikt za mnie nie zrobi niestety. takie dni sa najtrudniejsze.
            • echtom Re: Rozumiecie same siebie? 16.09.11, 09:14
              > eh, jestem samodzielnym rodzicem. czasem musze, MUSZE bo nikt za mnie nie zrobi
              > niestety. takie dni sa najtrudniejsze.

              Jestem samodzielnym rodzicem trojga dzieci i ustawiłam sobie od początku, że priorytetem jest ich nakarmienie, włącznie ze zdobyciem na to środków, a cała reszta może zaczekać.
      • jelyfish Re: Rozumiecie same siebie? 15.09.11, 18:21
        Haha smile Moja metoda na przetrwanie wink
    • jdylag75 Re: Rozumiecie same siebie? 15.09.11, 15:09
      Polubić sie trzeba.
      Tez tak mam jeno starsza jestem. Z wiekiem jest lepiej, opanowałam umiejętność radzenia sobie kiedy nie mam ochoty na aktywność a muszę coś robić, nie znaczy to ze jestem wtedy szczęśliwa. Co gorsza badałam się psychiatrycznie i psychologicznie i wyszło że jestem normalna. Czyli taki stan może u Ciebie jest tą normalnością do której dążysz i nie jest też wyjątkowy jak widać.
      Generalnie współczuję bo często sama sobą jestem zmęczona, czemu raz gnam a na drugi dzień snuję się? Nie wiem.
      • ozorek.debowy Re: Rozumiecie same siebie? 15.09.11, 16:08
        Ja tam nie wiem, czy siebie lubię. Toleruję siebie. Nie lubię siebie, bo mnie nie ma. Jest jakaś niepojęta układanka przeciwieństw.
        Mam parę cech, które sprawdziłam empirycznie, że są: jestem odważna odwagą typu adrenalinowego, czyli w sytuacji zagrożenia. Lubię tą cechę, mogłabym być żołnierzem. Jestem pacyfistką. Ale zarazem panicznie boję się śmierci, chorób, swoich i rodziny; wojny, końca świata. Mam lęki....
        Jestem kreatywna, to znaczy umiem znaleźć różne patenty w sytuacji, gdy inni sobie nie radzą, mam talent artystyczny, potrafię stworzyć ciekawe kompozycje, barwy, smaki, ale nie mam wyobraźni, nie potrafię sobie wyobrazić własnej twarzy, ani mojego psa, ani domu. Takie ameby widzę.
        Jestem niecierpliwa i bałaganię, a zarazem potrafię czasem super sprzątnąć. Obce osoby uważają mnie za oazę cierpliwości, dopóki nie doświadczą mojej ciemnej strony mocy. Która nota bene się czasem przydaje.
        Mogę przemawiać, występować w telewizji. A wstydzę się powiedzieć dzień dobry sąsiadowi...
        Itede itp
        • jdylag75 Re: Rozumiecie same siebie? 15.09.11, 17:27
          Mam mniej wiecej tak samo czyli pomieszanie z poplątanie poza tym, że wolę sąsiadowi powiedzieć dzień dobry niz występować publicznie.
          Boję sie smierci a potem tłumaczę sobie, ze co mi zalezy przeciez i tak nie będę żyła, itd
          Bawi mnie to.
          • ozorek.debowy Re: Rozumiecie same siebie? 15.09.11, 21:19
            Trema przed publicznym występem jest normalne, natomiast brak komfortu w zwykłych relacjach międzyludzkich już nie sad
        • tosterowa Re: Rozumiecie same siebie? 15.09.11, 17:33
          Jak już koniecznie potrzebujesz przedefiniować siebie w kontekście psychologicznym, to ja bym szukała bardziej w stronę nerwic. Poczytaj Kępińskiego.
        • baba06 Re: Rozumiecie same siebie? 15.09.11, 17:52
          "Nie lubię siebie, bo mnie nie ma.."

          "mnie nie ma"..., a piszesz "jestem odważna", "jestem inteligentna", "jestem kreatywna", "jestem niecierpliwa",


          " Jest jakaś niepojęta układanka przeciwieństw"
          Przeciwieństwa cechują większość ludzi.
          Hipokrates wierzył, że człowiek składa się z czterech elementów: ognia, ziemi, powietrza, wody, nic dziwnego,że jest czasami tak jak jest, skoro drzemie w nas tyle "demonów".

          • ozorek.debowy Re: Rozumiecie same siebie? 15.09.11, 21:48
            Przeciwieństwa może są i wspólne dla ludzi, dlatego założyłam ten wątek żeby zapytać.
            Ale mój problem jest też taki, że moje nastroje falują w sposób nie przewidywalny dla mnie i niezależny od obiektywnej sytuacji. W sumie to główny problem, bo z resztą da się żyć, a z tą nieprzewidzialnością nie umiem sobie poradzić.
            Piszę "jestem" bo taka jest prawidłowa forma gramatyczna. Z mojej perspektywy jest to bardziej "jesteśmy". Nie, to na szczęście nie schizofrenia. smile
        • spinkji Re: Rozumiecie same siebie? 16.09.11, 00:35
          ozorek.debowy napisała:

          > Mogę przemawiać, występować w telewizji. A wstydzę się powiedzieć dzień dobry s
          > ąsiadowi...


          przerabiam tak kazdego dnia.
          W tej chwili wszelkie kontakty initepresonlane sa dla mnie pogromem.
          Strasznie sie w przeciągu ostatnich 5 lat ozastrzylo, mimo porodu.

          Dobrze sie zawsze uczylam. Ale kontakt z drugim clzoweikkie nie do pokonania
          i maskuje sie.


          • ozorek.debowy Re: Rozumiecie same siebie? 16.09.11, 00:57
            Spinkji człowiek jest istotą społeczną, ja zawsze potrzebowałam ludzi, tylko z nawiązywaniem kontaktów jest ciężko, musiałam się tego długo uczyć. Ze spontanicznością do tej pory bywają problemy. Kontakt wzrokowy jest dla mnie ciągłym stresem. Nauczyłam się patrzeć ludziom w oczy nie jak wąż bez przerwy lub wcale. Umiem tym sterować, ale nie czuję się do końca komfortowo.
            Uczyłam się ćwicząc proste kontakty na treningach sztuki walki. Ponieważ na takich zajęciach się nie rozmawia, nie czułam presji a jakiś kontakt międzyludzki był. Druga rzecz, prowadziłam szkolenia, w których to ja nadawałam bieg dyskusjom i trenowałam proste rozmowy kosztem słuchaczy smile Trzecie to forum. Czytanie i pisanie na forum pod innym nikiem jest ćwiczeniem na sucho i już się parę razy przydało.
            Wiele rzeczy da się wyćwiczyć, asertywność, komunikatywność. Ucieczka przed światem to nie rozwiązanie.
            Radzę sobie coraz lepiej, na imprezach umiem się bawić bez alkoholu. Kiedyś bez napicia się byłam sztywna i sztuczna, a teraz luz. Mogę się napić, ale nie muszę, to jest cudowne.
            A mimo wszystko po niektórych trzeźwych spotkaniach mam kaca psychicznego, bo za długo grałam. Ja nie gram, by udawać kogoś innego, gram by udawać siebie sad
            • echtom Re: Rozumiecie same siebie? 16.09.11, 09:28
              > Druga rzecz, prowadziłam szkolenia, w których to ja nadawałam bieg dyskusjom i trenowałam proste rozmowy kosztem słuchaczy smile

              No właśnie. Z natury jestem introwertyczna i nieśmiała, w podstawówce nigdy nie wystąpiłam na szkolnej akademii, choć byłam jedną z lepszych uczennic. Pomogły mi lata pracy w szkole, potem zostałam przewodnikiem turystycznym, co świadczy o tym, że nawiązywanie kontaktu wzrokowego nawet z dużą grupą ludzi spokojnie można wyćwiczyć.
              • ozorek.debowy Re: Rozumiecie same siebie? 16.09.11, 10:23
                Z dużą grupą jest łatwiej, raz patrzysz na jednego a raz na innego smile
                A z jedną osobą trzeba wypośrodkować między wgapianiem się w czyjeś źrenice, a prześlizgiwaniem wzrokiem po otoczeniu smile
                Nie jestem tak do końca introwertyczna, zresztą nie wiem. Czasem jestem niemalże duszą towarzystwa, innym razem nie umiem się uśmiechnąć do kolegi z pracy. I sama nie wiem kiedy jak się zachowam sad
    • kali_pso Re: Rozumiecie same siebie? 15.09.11, 17:35

      Nie- ja siebie samą ciągle zaskakuję - że stac mnie na to, czego nigdy bym nie przyszpuszczała, że zrobię...to bywa inspirujące...to bywa dołujące...
    • mama_kotula Re: Rozumiecie same siebie? 15.09.11, 18:03
      Jak dla mnie, to nie wygląda to na aspergera.

      Niemniej jeśli psychiatra twierdzi inaczej, to tak, znam takich ludzi, oraz tak, da się z tym żyć.
      • ozorek.debowy Re: Rozumiecie same siebie? 15.09.11, 21:43
        Asperger bo: nie rozumiem ludzi ani siebie, bardziej skomplikowane relacje np. w pracy byłyby dla mnie nie do opanowania, nie mogę pracować w strukturze hierarchicznej.
        Dobrze sobie radzę w relacjach zawodowych, a w zwykłych kontaktach średnio. Teraz lepiej, ale dużo pracowałam nad sobą. Im bardziej sformalizowany kontakt tym lepiej. Nie umiem reagować spontanicznie na nie przećwiczone wcześniej sytuacje, szybka puenta to dla mnie coś nieosiągalnego. Choć i to mi się zdarzało, dlatego tak trudno mi pojąć o co chodzi. Wydaje mi się, że w rozmowie cały czas się uśmiecham, mam obawy, że to nie wygląda naturalnie, ale nie umiem przybrać jakiejś sensownej neutralnej miny. I wiele innych drobnych dziwactw. Nerwica jest na pewno, ale ona jest dodatkowo, moje lęki są nerwicowe... Mam do nich pewien dystans więc póki co nie zdecydowałabym się na leczenie farmakologiczne.
        Sama bym nigdy nie wpadła na aspergera, bo mnie aspergerycy wydawali się skupieni na jednym temacie a ja jestem rozproszona na drobne, ale psychiatra o tym wspomniała więc zaczęłam drążyć temat. Zrobiłam test na 150 pytań i wyszło, że jestem ZA, choć raczej w stronę normalności niż jakiś głęboki.
        Pierwsza psychiatryczka, ta co twierdziła, że mam dużą umiejętność samoanalizy, zasygnalizowała też, że jestem wykreowana. A ja jestem wykreowana, bo nie znam innego sposobu na opanowanie mojego chaosu.
        Da się z tym żyć, ja żyję i jest nawet fajnie. Tylko dlaczego tak męcząco. Codziennie się składam na nowo, a z wiekiem jest coraz trudniej.
        • spinkji Re: Rozumiecie same siebie? 16.09.11, 00:43
          Oj.. zaniepokoiłaś mnie. Ciesze ie, ze ktoś ten problem poruszył. Bardzo przypomina mi to, co ze mną się dzieje. Chyba pomogłaś mi się zdiagnozować.. Po części.

          Ja:
          kontakty tylko formalne, ściśle określone, od-do. Oficjalnie. Nienawidzę i panicznie boję się spoufalenia, sytuacji żartobliwej, luzu. Zmykam od tego.
          Brak błyskotliwości. Nie dam rady od razu odpowiedzieć, potrzebuje namyślenia się.
          Nie usmeicham sie w rozmowie. Brakuje mi uśmiechu. Nie moge sie przemoc. nie jestem w stanie utrzymać wzorku. Miotam sie. Patrze w bok. Uciekam wzrokiem.
          mecze sie z sobą, bo jestem sama dla siebie nieprzewidywalna. OKROPNIE zapadam sie w sobie. Mam swój swiat. Rzadko wychodzę z nim do ludzi.
        • mama_kotula Re: Rozumiecie same siebie? 16.09.11, 10:31
          Cytat
          Da się z tym żyć, ja żyję i jest nawet fajnie. Tylko dlaczego tak męcząco. Codziennie się składam na nowo, a z wiekiem jest coraz trudniej.


          Bo oprócz tego ewentualnego aspergera masz coś dodatkowo - nerwicę, depresję?
          Diagnozowałaś cokolwiek innego u psychiatry?

          Sam asperger nie utrudnia życia w sposób pt. "codziennie muszę się składac na nowo". Utrudnia życie na masę innych sposobów, ale można to wypracować, można sobie taki styl zycia wypracować, aby całkiem nieźle współgrał z ZA (i dlatego np. nie pracuję stacjonarnie, po pół roku w pracy w urzędzie siadło mi na głowę).

          Za to - codzienne "składanie się", kompletnie niezależne od ZA, miałam przy depresji - po wyleczeniu depresji wszystko ustąpiło (poza standardowymi objawami ZA, które bywają upierdliwe, ale nie siadają na psychice; no, obsesyjno-kompulsywne bywają upierdliwe dla środowiska, ale sobie też radzi, to środowisko tongue_out).
          • ozorek.debowy Re: Rozumiecie same siebie? 16.09.11, 11:01
            To na pewno nie jest tylko asperger, bo nie mam bardzo silnego. Jestem trochę dziwaczna, ale da się to polubić i nawet ludzie mnie lubią. Nie wiem, adhd, zaburzenie dwubiegunowe, depresja, nerwica?
            Psychiatryczka zapisała mi leki na depresję, ale było tak:
            Kiedy się do niej zapisywałam, było bardzo źle, dół, lęki. Po miesiącu nadszedł czas wizyty a mnie już było dobrze. Opisałam jej moje samopoczucie sprzed miesiąca, bo tak bywa, okresowo.
            Zbliżalo się lato, ja czułam się dobrze, w planach starania o dziecko za pół roku. Nie wzięłam leków, bo zanim zadziałają minie miesiąc, a przed ciążą chciałabym odstawić. W poprzedniej ciąży czułam się świetnie psychicznie.
            Za to po urodzeniu depresja była przez pół roku... zanim doszłam, że to ona, minęło... choć przez kolejne pół roku byłam bardzo nerwowa, a to też chyba oblicze depresji. Potem było już dobrze, z okresowymi pogorszeniami, jak np. długo pada albo jestem chora.
            Myślę, że trochę z mojego składania się co rano jest spowodowane za dużą zmiennością życia. Choć przeprowadziliśmy się już 6 lat temu, to w domu są ciągłe zmiany, niektóre rzeczy nadal nie znalazły swojego miejsca. Dawno temu mogłam wszystko znaleźć i nie było tego stresu, poczucia chaosu. Lubię zmiany chwilowe typu podróże, ale przystosowanie się do nowego domu, innych dojazdów, innego krajobrazu za oknem? Ile to może trwać. W myślach widzę za oknem krajobraz sprzed 20 lat i słyszę szczekanie psa, którego tam nie ma.
            W urzędzie też bym nie wysiedziała smile
    • mathiola Re: Rozumiecie same siebie? 15.09.11, 23:03
      ja siebie jak najbardziej ogarniam, co nie znaczy, że wiem, jaki humor będę miała jutro wink
      Ogólnie wydaje mi się, że moje przywary są zaletami i nie rozumiem, czemu niektórzy zarzucają mi splątanie emocjonalne wink
    • spinkji Re: Rozumiecie same siebie? 16.09.11, 00:30
      Mma tak samo. Przeczytaj moje posty.
      Aspolecznosc tak m isie nasilila, ze nie daje rady przy kontakcie wzrokowym dluzszym niz kwadrans..
    • lilly_about Re: Rozumiecie same siebie? 16.09.11, 09:30
      Coraz mniej.
      • ozorek.debowy Re: Rozumiecie same siebie? 16.09.11, 10:25
        Jak to coraz mniej? Ja tam robię postępy, ale widzę że celu "harmonii wewnętrznej" nie osiągnę do osiemdziesiątki w tym tempie.
        • lilly_about Re: Rozumiecie same siebie? 16.09.11, 11:49
          Kiedyś mi się wydawało: nie zrobię tego, nie wybaczę tego, za nic w świecie nie zgodzę się na... Często podejmuję teraz decyzje, które kiedyś nie mieściły mi się w głowie, bardzo poważne decyzje życiowe. Jestem mniej radykalna niż kiedyś. I sama się sobie dziwię.
          • bez_seller Re: Rozumiecie same siebie? 16.09.11, 11:55
            To normalne. Budujemy wyobrazenie o sobie, a zycie nam je weryfikuje.
            • lilly_about Re: Rozumiecie same siebie? 16.09.11, 12:02
              Tak. Coraz częściej myślę, że właściwie to siebie nie znam.
              • bez_seller Re: Rozumiecie same siebie? 16.09.11, 12:34
                Na to by poznac siebie potrzeba czasu i roznorodnych doswiadczen, a te moga pojawic sie lub nie. Bo np. nie wiesz, ze przechowywalabys Zyda w piwnicy, bo niby skad masz to wiedziec? Przeciwniczki aborcji na przyklad zmieniaja zdanie w momencie, kiedy ich corki zachodza w niechciane ciaze, gardzacy narkomanami zmieniaja swa optyke, gdy ich dzieci staja sie narkomanami, nienawidzacy kotow, pokochuje nagle przyblede przywleczona przez dziecko do domu, z zalozeniem, ze tylko na tydzien, dwa.Itd. Wlasciwie nic o sobie nie wiemy, bo nawet na takie samo doswiadczenie mozemy zareagowac roznie, w zaleznosci od miesca, czasu, zdrowia i psychicznych dyspozycji.
                • ozorek.debowy Re: Rozumiecie same siebie? 16.09.11, 12:53
                  Pamiętam moje rozbawienie w liceum gdy prawicujący młodzian deklarował, że jest zdecydowanym przeciwnikiem eutanazji. Nie życzę mu, ale życie weryfikuje.
                  Nikt nie wie, jak się zachowa w sytuacji ekstremalnej. Dlatego ja nie oceniam, nie stawiam się ponad. Menel też człowiek smile Choć pewnego rodzaju świństw, przestępstw i podłości nie akceptuję i umiem się im przeciwstawić.
                  Ale ja nie wiem, jak się zachowam za chwilę. Np. wchodzę do pracy, super rozmawiam, ok. Nazajutrz pogoda piękna, sytuacja ta sama, a ja próbuję rozmawiać i czuję się sztuczna, więc się chowam, żeby przeczekać. Może każdy tak ma.
                  • bez_seller Re: Rozumiecie same siebie? 16.09.11, 13:25
                    ozorek.debowy napisała:

                    Np. wchodzę do pracy, super rozmaw
                    > iam, ok. Nazajutrz pogoda piękna, sytuacja ta sama, a ja próbuję rozmawiać i cz
                    > uję się sztuczna, więc się chowam, żeby przeczekać. Może każdy tak ma.

                    Sytuacje tylko z pozoru sa takie same? Ja bym przeanalizowala kazdy detal obu tych sytuacji i znalazla te mala, zupelnie malutka byc moze, roznice. : Wiesz, diabel tkwi w szczegolach. Mozna dotrzec do zrodla danego zachowania, trzeba tylko byc pilnym, zdystansowanym obserwatorem swoich mysli i uczuc.
                    • baba06 Re: Rozumiecie same siebie? 16.09.11, 17:36
                      naprawdę trzeba takie rzeczy tak dokładnie analizować?
                      ja tak mam, ale nie rozbieram tego na czynniki pierwsze / a może powinnam?/ tylko zakładam,że tak jest i już.
                      • bez_seller Re: Rozumiecie same siebie? 16.09.11, 19:37
                        baba06 napisała:

                        > naprawdę trzeba takie rzeczy tak dokładnie analizować?
                        > ja tak mam, ale nie rozbieram tego na czynniki pierwsze / a może powinnam?/ tyl
                        > ko zakładam,że tak jest i już.

                        Jezeli chce sie znac przyczyne swoich zachowan, to powinno sie rozbudzic samoswiadomosc, a to mozna osignac poprzez analize i samoobserwacje, przynajmniej przez jakis czas.
    • lolinka2 Re: Rozumiecie same siebie? 16.09.11, 10:58
      ozorek - zaburzenie afektywne dwubiegunowe????????

      Co do rozumienia siebie - jestem dla siebie samej częściowo nieprzewidywalna, a uściślając - mój nastrój danego dnia jest nieprzewidywalny. Natomiast intensywnie pracuję nad zrozumieniem pewnych mechanizmów kierujących moim życiem i chyba z niezłym skutkiem w zasadzie...
      • ozorek.debowy Re: Rozumiecie same siebie? 16.09.11, 11:03
        Właśnie praca nad zrozumieniem siebie smile jest cholernie męcząca smile
        • bez_seller Re: Rozumiecie same siebie? 16.09.11, 11:45
          ozorek.debowy napisała:

          > Właśnie praca nad zrozumieniem siebie smile jest cholernie męcząca smile


          Mysle, ze rozumiesz siebie i to bardzo dobrze, tylko nie akceptujesz, chcesz sie zmienic, a to inna sprawa. smile
          • ozorek.debowy Re: Rozumiecie same siebie? 16.09.11, 11:55
            Nie chcę się zasadniczo zmieniac, tylko pewne cechy. Chcę zapanować ad pewnymi uczuciami, których nie akceptuję, bo są bez uzasadnienia (np. wkurzenie przed sobotnim śniadaniem) i chcę lepiej funkcjonować w sytuacjach międzyludzkich. Ponieważ nie jestem w stanie tak po prostu nad tym zapanować, muszę ciąglę myśleć, analizować, trenować...
            • bez_seller Re: Rozumiecie same siebie? 16.09.11, 12:19
              Moze w kierunku wschodniej filozofii sie pofatyguj i poszukaj w niej rozwiazan dla siebie. Znam osobe, ktora przypomina Ciebie i ulge znalazla w buddyzmie. Nie znaczy to, ze masz zostac buddystka, ale mozesz tam szukac odpowiedzi na pytania i posiasc umiejetnosc rozwiazywania swoich problemow. BTW, na pewno Ci nie zaszkodzi poznac te filozofie. smile
            • lolinka2 Re: Rozumiecie same siebie? 16.09.11, 12:32
              dobrze kombinujesz, tyle ci powiem
              parę lat temu bylam w b. podobnej sytuacji - i podobnie mi odpowiadano, że sobie wydumałam, przeintelektualizowuję, że mi się "w dupie poprzewracało" (by znana psychoterapeutka i psychiatra z m. st. W-wa) a ja czułam, że coś mam w sobie, czego nie znam a co chcę poznać i to na pewno gdzieś jest, ale ja jeszcze nie trafiłam na "umnego" coby to ze mnie wyciągnął...

              No i wreszcie na porządnego terapeutę trafiłam, któremu nawet powieka nie drgnęła na moje rozterki - autentycznie je rozumie (to się wyczuwa) i jest je w stanie ogarnąć, ba - szybko zaczęły być widoczne efekty tego ogarniania.
              • ozorek.debowy Re: Rozumiecie same siebie? 16.09.11, 12:37
                Ja też z okolicy wawy, więc podaj kontakt, jak możesz, może być na priva smile
                • lolinka2 Re: Rozumiecie same siebie? 16.09.11, 17:29
                  z Rzeszowa aktualnie niestety, dojeżdża raz w tygodniu do Lublina i tam się spotykamy smile
                  a do niedawna jeszcze był w stolicy

                  Chociaż jeśli masz ochotę na wycieczki do Lublina to chętnie udzielę namiaru.
                  W W-wie znam kobietę-terapeutkę fajną (moją córkę prowadzi, ale z dorosłymi też pracuje) i wiem, że jeśli z jakichś przyczyn zakończę terapię w Lublinie a będę miała nadal potrzebę korzystania z tej formy pomocy, to do tej pani pójdę.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja