zebra12
25.09.11, 18:05
Rodzinka: tata, mama, dziecko w wózku i około pięcioletni chłopiec idą wzdłuż ogrodzenia placu zabaw. Nagle chłopiec idący z rodzicami dostrzega kolegę. Wymieniają "cześć" i ten idący błaga rodziców, by chwilę mógł się pobawić. Rodzice nie bardzo chcą, tłumaczą, że trzeba iść do kościółka. W końcu ulegają i pozwalają mu na 20 minut zabawy. Czas szybko mija i chłopiec znów się ociąga. Kolega zostaje na placu zabaw, a ten musi iść. Tata tłumaczy, że kościółek jest ważniejszy, że jutro siostry będą pytać czy był... itd w ten deseń.
W końcu młody idzie się pożegnać. Stoję obok, bo czekam na córkę i słyszę jak "kościółkowy" pyta drugiego:
- Paweł, a Ty kiedy idziesz na mszę?
Tamten wzrusza ramionami:
- Nie chodzę...
- Ciesz się, że nie masz moich rodziców, bo byś musiał...
I tak sobie pomyślałam, że za parę lat jego noga w kościele nie postanie.