ola
28.09.11, 15:36
Dziś wyjątkowo postanowiłam do centrum pojechać autobusem, zeby nie łapać stresa z powodu braku miejsc parkingowych i tego, ze moje dziecko zawsze zasypia wtedy, kiedy właśnie parkujemy, a potem się drze kiedy muszę ją wyjąć...
I:
- najpierw przez dłuższą chwilę nie mogłam połapać się, jak z Żoliborza dojechać na Nowy Świat, bo NIC nie jeździ już tak, jak jeździło, kiedy jeszcze nie miałam samochodu.
- kiedy już udało mi się znaleźć autobus, okazało się, że w miejscu, gdzie mozna jechać z wózkiem (drugie drzwi) tych wózków jest 6. Dodatkowo absoltunie WSZYSTKIE emerytki i tak muszą wchodzić tymi drzwiami, tak jakby autobus nie miał jeszcze trzech innych wejść oznaczonych zakazem wjeżdżania wózkami (przy których było puściutko jak w miejskiej bibliotece).
Z tego też powodu pomiędzy stowarzyszeniem emerytek a jedną z matek doszło do wymiany zdań pod tytułem "niech się pani posunie z tym wózkiem bo ja wsiąść nie mogę" i "po cholerę tak jeżdżą, siedzieć w domu nie mogą?"
Tak więc ja i moje dziecie zostałyśmy stratowane przez emerytki i inne wózki, dziecię i tak się rozdarło na widok współpasażera wcinającego chrupki kukurydziane (mea culpa - wzięłam tylko drożdżówkę), a ja już chyba więcej autobusem nie będę jeździć

A wy? Jakie macie doświadczenia z zakresu percepcji znaków graficznych przy wejściach do autobusów?
p.s tak, nie mam dziś większych problemów, poza napisaniem listu motywacyjnego, który mi zupełnie nie idzie, więc wymyślam głupie watki