iuscogens
28.09.11, 18:48
Mam problem, proszę o radę jakieś mądrzejsze ode mnie osoby. Mam młodszą, niepełnosprawną intelektualnie siostrę, która ze względu na dość skomplikowaną sytuację rodzinną mieszka ze mną. Siostra chodzi do szkoły specjalnej, ma 23 lata. Z naszego punktu widzenia problemy są dwa, po pierwsze ma niestety okropną skłonność do kłamstwa, potrafi ściemniać na zawołanie i jest w tym bardzo wiarygodna, sama wiele razy się nabrałam, druga sprawa jest bardzo podatna na wpływy innych, już jakiś czas temu były z nią problemy w szkole, bo robiła wszystko co jej koleżanka powiedziała, że ma robić. Na wszystko ma jedno wytłumaczenie: "Bo X powiedział(a), mi że mam to zrobić. No i robi. W domu oczywiscie, gdzie czuje sie pewnie, jest całkiem odwrotnie. Sprawa chwilowo przycichła, bo koleżanka zaciążyła, chwilę był spokój, potem była kolejna kolezanka

. Siostra jest bardzo ładna i absolutnie po niej nie widać, tego, że jest niepełnosprawna, a do tego jest naiwna jak młody pelikan, łyka wszystko, wystarczy jej jeden komplement i już jest zakochana do szaleństwa. Latem przezylismy po kolei trzy miłości, jedną lepszą od drugiej

Jeden jak chciał zerwać znajomość wmówił jej, że umiera na raka watroby i ona ryczala przez 2 dni z rozpaczy i nic nie dało jej się wytłumaczyć, z innym całkowicie nieznajomym umówiła się w domu (podała adres obcemu facetowi) bo tak jej powiedziała koleżanka (oczywiscie nic o tym nie powiedziała mi ani mamie). Ogólnie była masakra, kłamała jak najęta, na rozpoczęciu roku rozmawialiśmy z wychowawcą i poprosiliśmy o pomoc psychologa.
Potem był względny spokój, aż do dzisiaj. Ja siedzę w pracy, dzwoni do mnie siostra, że tramwaje nie jeżdzą. Ona dojezdza do szkoły sama, zna trasę, ale nie potrafi jezdzić sama po miescie po terenach, których nie zna. Nie orientuje się w takich rzeczach. Jako, że takie obsuwki zdarzają sie dośc często (nasze cudowne warszawskie ztm) powiedziałam, że sprawdzę czy nie ma w necie jakiejś informacji o awarii. Sprawdziłam, nic nie bylo, miała jeszcze chwilę poczekać. Nie dzwoniła, założyłam, że dojechała spokojnie. Nagle dzwoni, że nie wie gdzie jest, bo koleżanka jej kazała wsiąść w jakiś autobus, gdzieś pojechała i teraz nie wie gdzie jest (ona do szkoły dojeżdza metrem i tramwajem/ autobusów na tej trasie nie zna, bo nie jadą w naszą stronę), udało jej sie jakoś dowiedzieć gdzie są, powiedziałam jak ma wrócić do domu (wyjechała dość daleko, ale było stamtąd w miarę bezposrednie połączenie z naszą dzielnicą). Powiedziała, że dobrze, potem jeszcze zadzwoniła do mnie i mówi, ze już jedzie tym tramwajem, o którym jej powiedziałam. No i ok, jakoś dojechała, ja wróciłam później, rozmawiam z nią, mówię jej, że nie może wsiadać do pierwszego lepszego autobusu, bo tak jej powiedziała koleżanka, tylko ma się skontaktować ze mną albo z mamą. Przypominam, że mówię o osobie z umiarkowaną niepełnosprawnością intelektualną i o Warszawie, gdzie mogą pogubić się i całkowicie zdrowe osoby. I wydawało mi się, że ok - sprawa skonczona, ale ona nagle cos zaczyna mówić o awarii w metrze, ja się zastanawiam jaka awaria w metrze, skoro metrem teraz nie jechała, a rano jechałyśmy razem. No i co się okazało?? Że nie pojechała tak jak jej powiedziałam, bo uwaga, koleżanka jej powiedziała, że ten tramwaj tam nie jedzie, i że ma pojechać innym. A ona jak bezwolne cielę zrobiła to co jej kazała ta koleżanka i jeszcze zadzwoniła do mnie z tramwaju i okłamała, że jedzie tym, którym powinna. Koniec końców objechała z koleżanką pół Warszawy, jakoś do domu trafiła (koleżanka okazało się, kazała jej potem wsiąść w metro - w całkiem innej częsci Wawy i tak dojechała.
No i wkurzyłam się, po pierwsze dlatego, że znowu bezwolnie zrobiła to co jej kazała koleżanka, po drugie dlatego, że znowu mnie okłamała. Poza tym jakby cokolwiek jej się stało, to nikt nawet nie wiedziałby gdzie jest. Rozmawiałam z mamą, ona z nią, siostra twierdzi, że zrobiła tak, bo jej koleżanka kazała i na tym rozmowa się kończy. Następnym razem jak jej kurde każą wyskoczyć z okna to wyskoczy i jeszcze w miedzyczasie zadzwoni i powie, że własnie wchodzi do metra

Mam wrażenie, że odbijamy się od sciany, wszelkie próby rozmowy i tłumaczenia siostra przyjmuje a potem znowu to samo. Niech mi ktoś mądrzejszy coś poradzi i proszę się nade mną nie znęcąć. Wiem, że sytuacja byłaby łatwiejsza jakby siostra mieszkała z mamą, ja jednak jestem tylko siostrą, ale to jest technicznie po prostu niemożliwe

Po każdej akcji z okłamywaniem, zarzeka się, ze już nie będzie, a potem znowu to samo