azile.oli
29.09.11, 17:21
Problem w tym, że choć mieszkamy blisko, widujemy się z matką rzadko. A to dlatego, że po prostu ona mnie drażni. Chce niby dobrze, ale prawie na każdym kroku mnie denerwuje. I , niestety, ale jest tak od czasu mojego dzieciństwa. Problem tkwi w tym, że muszę trzymać ją na dystans, bo inaczej popadłabym w paranoję. O wielu rzeczach nie mogę jej powiedzieć, bo po prostu ona mnie potem bombarduje (na szczęście telefonicznie), katastroficznymi wizjami , a jej dobre rady to po prostu zwyczajne trucie. Bardzo długo trwało, zanim wyzwoliłam się z poczucia winy, że nie zadzwoniłam do cioci z okazji imienin itd.
Mojej matce marzy się otwarta rodzina, częste spotkania, wspólne przeżywanie wszystkiego, nawet kłótnie. Ja ją rozumiem, bo jest sama, ale zatruła mi młodość, ingerowaniem we wszelkie, nawet intymne sfery mojego życia.
Dodam, że matka ma 60 lat, nie jest staruszką.