redheadfreaq
01.10.11, 12:13
Od niedawna mieszkam ze swoim facetem, który pochodzi ze wschodu Polski. Wspomniał mi kiedyś, że jego babcia robiła wspaniałe kartacze, niestety, ze względu na postępującą demencję już ich raczej nie przygotuje.
Jako, że wczoraj wracał do domu po 10-dniowej nieobecności, postanowiłam uraczyć go tą potrawą. Przepis wydał mi się śmiesznie prosty, poza tym w swoim mniemaniu gotuję świetnie

Cóż za problem?
T. przez pół wieczoru z rosnącym zainteresowaniem obserwował moją walkę z materią - szarą, ziemniaczaną breją, w którą - według przepisu miałam pakować mięsny farsz.
Podsumowując - po jakichś dwóch godzinach poddałam się, wylewając do kanalizacji bury klajster pozostały po moich kartaczach. T. dostał kotleciki z farszu, a ja niezbyt smaczne placki ziemniaczane. Kuchnia zaś wygląda jak po przejściu tajfunu i błotnej lawiny...
Pierwszy raz w życiu zaliczyłam tak spektakularną kuchenną porażkę. Dopiero dziś moja mama, która doskonale wiedziała, jakie mam plany, przyznała mi się, że identycznie wyglądało jej podejście do pyz, na które porwała się "będąc młodą panią domu".
Jestem pewna, że chyba każda z pań tu obecnych miała w swoim życiu taki okołogarnkowy moment, w którym miała ochotę gryźć, a po latach wspomina go z uśmiechem. Pocieszcie mnie