kropkacom
27.10.11, 10:10
Kiedyś myślałam, że takim newralgicznym miejscem, jeśli chodzi o dzieci i rodziców, jest piaskownica. Dzięki forum wiem, że dzisiejszych czasach jest to supermarket. Tutaj od wejścia do samej kasy są punkty zapalne, miejsca bonusowe i na odwrót.
Najpierw generalnie decyzja: z dzieckiem, czy bez? Albo w ogóle decyzja: czy iść? Przecież zakupy to tylko rozrywka dla gawiedzi. Żywić można się powietrzem. Oczywiscie jest opcja internet, ale jak nie ma tej opcji? Można jak Kaczyński do małego sklepiku pani Geni. No cóż... Mamy więc decyzję - duży supermarket. Kolejna decyzja - dzieci też chcą iść, a mi w to graj. Jesteśmy przy wózkach. Wepchać tam ośmioletni przychówek, czy kazać mu iść obok? Ośmiolatki stanowczo odmawiają wejścia do wózka

Zakupy robimy razem ze sporą grupą gawiedzi. Są dzieci co beczą, panowie blokujący przejście miedzy półkami, staruszkowie ledwo pchający wózki. Większość ma prywatne wielkie torby - na pewno już pół supermarketu ukradli. Jakaś pani pałaszuje batonika a dziecko pije Kubusia. Czy za to zapłacą? Jakiś pan wydziera się na dziecko, które chce lizaka. Jak nic - przemocowiec. Babcia z boku próbuje, mówić do ryczącego chłopca, że go tatusiowi zabierze jak się nie uspokoi. Przez megafon pani stwierdza, że mała Zuzia czeka na rodziców przy kasie numer trzy. Gawiedź tylko stwierdza półszeptem - nie upilnowali. Szczęśliwie dochodzimy do kasy. Stajemy w kolejce. W tle jakiś pan głośno komentuje, że tej pani nie przepości, a jej dziecko ma w odwłoku. Inna pani próbuje wynegocjować prawo do szybszej obsługi w kasie pierwszeństwa dla kobiet w ciąży. Komentarz: czemu z brzuchem na zakupy chodzi. No nic... Rachunek zapłacony
Oczywiscie powinnam dodać jeszcze kobietę karmiąca dziecko NIE butelką na sali supermarketowej. No i obserwacje typu: pani z panem ubrani w drogie ciuchy, a dzieciak w łachmanach. I tak dalej...
No to idę skonfrontować forum z realnym światem. Trzymajcie kciuki.