aniaaap
27.10.11, 13:19
Tusia ,króliczka minaturowa,miała 3 latka,była naszym pierwszym zwierzakiem(potem doszły kolejne),oswojona ,cudna,wszędobylska no cudna.
Ja bardzo kochająca zwierzaki ,kazde bez wyjatku,mama 6 letniego synka.
Tuśka kupiona była jako chłopak po jakimś czasie okazała sie być dziewczynką(tak ja nazywałam dziewczynko...),tak więc jej imię to przekształcone imię Tuptuś.była z nami 3 lata,zaakceptowała psa,jadła z jego miski,piła jego wodę,zawsze w centrum zainteresowania.Dzielna,ufna i wspania ła.
Chciałam jej dać potomstwo,okazuje sie ze to był mój bład,zaprzyjażniłam ja z samcem koleżanki.Byłam prawie ze pewna że do pokrycia nie doszło ,okazało sie inaczej ,ale nie w tym rzecz.Tusieńka dała do zrozumienia że spodziewa sie maluchów.Zagarneła sobie psie legowisko na nim sibie kimała.czekałam na maluchy ,az pewnego dnia niespodziewanie znalazłam w klatce martwego oseska.Wyczyszczony wylizany,zajęła sie nim kochana.Cóz z tego jak malec martwy

Udałam sie po poradę do weta,majac na uwadze to ze królisie rodzą raczej wiecej osesków,miałam czuja,okazało się ze w brzuszku siedzi jeszcze jeden ,niestety też martwy.Trzeba było wiec tuśke wysterylizować.Tusia dostała oksytocynę,parła dzielnie,chciałam jej pomóc w jakikolwiek sposób ale u królików ludzka pomoc nic nie zdziała.Niestety kolejne dawki oksy nie przyniosły rezultatu.Tusienkę wiec tzreba było operować.Nie zastanawiałam sie ani chwili.
Koszt operacji był duży ale byłam w stanie sie zapożyczyc by ją uratować.
W oczekiwaniu na panią wet.wziełam ja na kol a ona jak nigdy(raczej na rękach być nie lubiała)ulłożyła mi sie na kolanach i lizała moje dłonie.Oddałam ja do zabiegu,dostała narkoze ,zasnęła w zasadzie na moich rękach.byłam pewna sie sie uda,poleciałam do sklepu bo termofor by sie nie wyziębiała juz po zabiegou.Niestety ,sam zabieg sie udał (okazało sie ze rzeczywiscie jeden maluch w srodku był ,doszło do skrętu macicy),tuska wybudziła sie o ponoć juz nawet łepek dzwigała,niestety serduszko nie wytrzymało,dostała spazmu,pani wet próbowała ja ratować adrenaliną,niestety na nic.Odeszła zostawiając w moim sercu ogromną teknotę.Była "tylko" królikiem dla mnie moja Tuska którą kochałam.Ryczę zanią jak głupia.Nowy króliś nie zastąpi mi jej.
Jestem strasznie wrażliwa na krzywdę zwierzat,mam zal do siebie ze jej tego samca do zabawy przyprowadziłam,choć wet zapewniała mnie ze absolutnie na nic w przebiegu ciąży i porodu nie mialam wpływu.Tak mi jej zal...
Zakopaliśmy ją w lesie pod drzewem.....