Do śmiechu Wam czy do płaczu...

08.11.11, 15:48
Pytanie o nastrój i koniunkturę losu.
Ja mam doła i nie z powodu jesiennej aury ,mam wciąż życiowy kanał , myślalam potrwa miesiac , dwa może pół roku , w końcu bo burzy przychodzi słońce .... a tu prosze już 1,5 roku czarnej d sad
kiedys byłam taka beztroska a dzis nie pamietam kiedy ostatni raz przeżywałam radość...masakra
    • kropkacom Re: Do śmiechu Wam czy do płaczu... 08.11.11, 15:56
      Bezsprzecznie to był najcięższy rok od dawna. Nie mam dołka tylko dlatego, że na jednej płaszczyźnie (no może na dwóch) jest jeszcze bardzo ok. big_grin
      • bi_scotti Re: Do śmiechu Wam czy do płaczu... 08.11.11, 16:13
        Ja nie mam dolka ale moja corka ma i cos tam popiskuje przez email, Skype i inne zrodla komunikacji. Jest teraz w PL i jest jej zle. Wlasciwie (chyba?) bez jakiegos konkretnego powodu. Wiec Bi_scotti - Mama Bear tez sie przejmuje i cierpi na odleglosc, ze nie ma jak wesprzec le Petit Ourson, wspomoc albo chociaz zabrac na lody Grycana czy inny alkohol ... wink
        Ze tez te dzieci nie moga byc po prostu szczesliwe jak nalezy suspicious
        • kropkacom Re: Do śmiechu Wam czy do płaczu... 08.11.11, 16:19
          > Wiec Bi_scotti - Mama Bear tez sie przejmuje

          Oj, znam to uczucie... sad
    • karolina17w Re: Do śmiechu Wam czy do płaczu... 08.11.11, 16:14
      Witam w klubie sad JA tak mam od 2 lat. I widzę, że się pogłębia dlatego chem skorzystać z pomocy specjalisty. Bo nie daje rady. Też nie wiem co to radość, beztroska... Było i jest ciężko, nie mam nawet nadziei na lepsze jutro sad
    • gazeta_mi_placi Re: Do śmiechu Wam czy do płaczu... 08.11.11, 16:24
      Sądząc po tytule myślałam, że chodziło o śmierć Hanki.
      • fogito Re: Do śmiechu Wam czy do płaczu... 08.11.11, 16:33
        JA od tygodnia chodzę i popłakuję. Ukochana babcia jest w szpitalu w ciężkim stanie. Ja wczoraj miałam wypadek, bo staranował mnie TIR. Na dodatek mąż zamiast wspierać chandryczy się jak dzieciak uncertain
    • amulka1987 Re: Do śmiechu Wam czy do płaczu... 08.11.11, 16:32
      Właśnie chciałam załozyc podobny wątek... Od 4 lat jest źle- raz lepiej, raz gorzej... Dziś jest ten dzień, kiedy opadam z sił, jestem psychicznie wyczerpana, boję się kolejnego poranka i następnego i następnego... Wiem też, że nic się nie zmieni, bo to,co się stało już się nie odstanie. Pozostało mi tylko cieszyc się radością i beztroską moich dzieci- tylko tyle tu mam i to mnie trzyma w kupiesmile Pozdrawiam smile
      • zuzanna56 Re: Do śmiechu Wam czy do płaczu... 08.11.11, 16:36
        Zawsze o tej porze roku jest mi źle bez powodusad
        • alanis11 Re: Do śmiechu Wam czy do płaczu... 08.11.11, 16:45
          Takie źle bez powodu to jest małe miki , człowiek zalicza różne stany , obniżony nastrój jak jest ciemno ,zimno brak słońca to jest norma. Gorzej jak sie faktycznie nie układa życiowo , a mi nawet bzdury i drobne rzeczy sie nie składają ,nie mówiąc już o powaznych sprawach. Oczywiście dodatkowo muszę być ze wszystkim zupełnie sama bo męża mi przenieśli na drugi koniec PL. Nie potrzebuje specjalisty tylko odmiany losu ehhhh
          • iuscogens Re: Do śmiechu Wam czy do płaczu... 09.11.11, 00:08
            No śmieszy mnie jak ktoś bez większych problemów życiowych i obiektywnych i subiektywnych twierdzi, że mu taaaak źle, bo słońca nie ma i deszczyk pada.
            No cóż pozostaje tylko zazdrościć.
            • bi_scotti Re: Do śmiechu Wam czy do płaczu... 09.11.11, 00:26
              iuscogens napisał:

              > No śmieszy mnie jak ktoś bez większych problemów życiowych i obiektywnych i sub
              > iektywnych twierdzi, że mu taaaak źle, bo słońca nie ma i deszczyk pada.
              > No cóż pozostaje tylko zazdrościć.

              Ale zdajesz sobie sprawe z tego, ze tysiace ludzi cierpiacych na depresje nie ma tak naprawde OBIEKTYWNYCH powodow do bycia w dolku? Paradoksalnie, wiele osob popada w depresje gdy juz wszystko "jest dobrze" i nie tych "wiekszych problemow zyciowych i obiektywnych i subiektywnych". To taka wredzizna tej akurat przypadlosci uncertain
              Ja przyjmuje, ze jak komus "zle" to zle i juz, chocby i wylacznie (?) z braku slonca i nadmiaru deszczu. I nie zazdroszcze, bo cierpienie duszy jest cierpieniem duszy - nie poddaje sie logice ...
              • iuscogens Re: Do śmiechu Wam czy do płaczu... 09.11.11, 06:31
                Oczywiście, że to rozumiem, ale z punktu widzenia osoby, która ma ostatnio również obiektywnie trudny okres nie wczuwam się w to, że komuś smutno, bo ma szaro za oknem. Zapewne jakbym sama nie miała problemów to bym miała większą wrażliwość. I wydaje mi się, że ti całkiem normalną reakcja.
                • kropkacom Re: Do śmiechu Wam czy do płaczu... 09.11.11, 08:25
                  Mnie nie śmieszą osoby, które chcą za wszelką cenę wygrać w konkursie pod hasłem - "Mam najbardziej skopane życie na świecie i największe prawo do bycia smutnym".
                • olena.s Re: Do śmiechu Wam czy do płaczu... 09.11.11, 09:55
                  Och rety, nie podejrzewałam cię o taki brak empatii.
                  To nie jest tak, że komuś smutno, bo ma szaro za oknem. To jest tak, że ktoś popada w beznadzieję, w czarny tunel bez promyka światła, i dla odczuć danej osoby nie ma znaczenia, czy po prostu dostaje za mało luxów w oczy, czy wywalili go z roboty. W obu przypadkach bowiem nie widzi niczego dobrego w teraźniejszości i przyszłości, osuwa się w rozpacz i kompletną niemoc.
                  Co najwyżej można powiedzieć, że ten, któremu siadają receptory serotoniny w skutek braku swiatła, ma spore szanse wyjśc z tego stanu za pół roku, kiedy dzień się wydłuży, więc ma lepsze szanse niż ten, któremu zmarł ktoś bliski, czy kto stracił dochody.
                  • iuscogens Re: Do śmiechu Wam czy do płaczu... 09.11.11, 10:06
                    Wymaganie czy tylko oczekiwanie emepatii od osoby pogrążonej w takiej beznadziei absolutnie nie świadczy o empatii. Chyba rozumiesz co mam na mysli.
              • iuscogens Re: Do śmiechu Wam czy do płaczu... 09.11.11, 09:10
                Zapominasz też, że czym innym jest depresja nawet bez obiektywnych powodów, a czym innym zły nastrój, bo deszcz pada i mało słonca jest. Jak ja ma naprawdę relane problemy, to gdy mnie próbuje pocieszyć osoba, która "to rozumie" bo jej też smutno, bo jesiennie i szaro za oknem, to no cóż, niestety moj poziom empatii spada.
                Z tym, że szczerze przyznaję się do tego, że w trudnych chwilach wyłazi ze mnie gorsza strona mojej osobowosci. Może z czasem się uwznioslę i uszlachetnię, podejrzewam, że wtedy jak mi sie problemy skończą.
              • mnb0 Re: Do śmiechu Wam czy do płaczu... 09.11.11, 12:44
                > tysiace ludzi cierpiacych na depresje nie m
                > a tak naprawde OBIEKTYWNYCH powodow do bycia w dolku? Paradoksalnie, wiele osob
                > popada w depresje gdy juz wszystko "jest dobrze"
                Po prostu maja ZA dobrze i w tyl.kach sie poprzewracalo.
                • asia_i_p Re: Do śmiechu Wam czy do płaczu... 09.11.11, 16:13
                  No jakoś interpretacja lekarzy jest inna. Coś wspominają o zrytej chemii w mózgu, o tym, że kiedy ustąpiło mobilizujące działanie stresu, to odsłaniają się jego efekty . . . Ale co oni tam wiedzą, konowały.
            • zuzanna56 Re: Do śmiechu Wam czy do płaczu... 09.11.11, 12:14


              > No śmieszy mnie jak ktoś bez większych problemów życiowych i obiektywnych i sub
              > iektywnych twierdzi, że mu taaaak źle, bo słońca nie ma i deszczyk pada.

              Ale do pogody mozna dodać jakieś problemy w pracy, inne problemy w dalszej rodzinie i...człowiekowi bardziej do płaczu.
              • mnb0 Re: Do śmiechu Wam czy do płaczu... 09.11.11, 12:39
                > Ale do pogody mozna dodać jakieś problemy w pracy, inne problemy w dalszej rodz
                > inie i...człowiekowi bardziej do płaczu.
                No rzeczywiscie. Innymi slowy - jak ktos nie ma PRAWDZIWYCH problemow, to jak dobrze poszuka, moze sobie znalezc wydumane. Deszcz pada, szef byl naburmuszony, a tesciowa poklocila sie ze szwagierka - nic tylko isc sie powiesic.

                • zuzanna56 Re: Do śmiechu Wam czy do płaczu... 09.11.11, 13:18
                  mnb0 napisała:


                  jak ktos nie ma PRAWDZIWYCH problemow, to jak d
                  > obrze poszuka, moze sobie znalezc wydumane. Deszcz pada, szef byl naburmuszony,
                  > a tesciowa poklocila sie ze szwagierka - nic tylko isc sie powiesic.


                  hm...bywają śmiertelne choroby w dalszej rodzinie, może wisieć groźba zwolnienia z pracy...jak dla kogos to nie problem...
                  • iuscogens Re: Do śmiechu Wam czy do płaczu... 09.11.11, 13:33
                    No tak ale mówimy o smierci w rodzinie czy o deszczu za oknem?? No wiem, że jestem osamotniona w tym poglądzie, ale ja tam widzę róznicę.
                  • mnb0 Re: Do śmiechu Wam czy do płaczu... 09.11.11, 13:43
                    > hm...bywają śmiertelne choroby w dalszej rodzinie, może wisieć groźba zwolnieni
                    > a z pracy...jak dla kogos to nie problem...
                    Jak juz pisalam, tylko pozazdroscic TAKICH problemow.
                    • echtom Re: Do śmiechu Wam czy do płaczu... 09.11.11, 14:10
                      A, to nawet śmiertelna choroba nie jest problemem? No tak, przecież każdy musi umrzeć, więc czym tu się przejmować.
    • noemi29 Re: Do śmiechu Wam czy do płaczu... 08.11.11, 23:40
      od 2 i pół roku dół, na każdej płaszczyźnie, są dni kiedy lepiej to znoszę, ale ogólnie to katastrofa sad
    • iuscogens Re: Do śmiechu Wam czy do płaczu... 09.11.11, 00:05
      Do płaczu, ostatnio ciąglę ryczę sad
      U mnie też źle od pewnego czasu i jakoś nie widzę szans na polepszenie sytuacji. Wszystko w porządku jest u mnie w sumie tylko w jednej dziedzinie, w innych średnio, kiepsko, zle albo beznadzieja uncertain
    • melancho_lia Re: Do śmiechu Wam czy do płaczu... 09.11.11, 07:28
      Mi generalnie do płaczu. Każde zakupy to więcej kasy- a kupuje to samo...
      Pracodawca męzowi nie płaci, no bo jemu nie płacą i mamy błędne koło... O oszczędzaniu czegokolwiek nie ma mowy...
      Lada moment starszak pójdzie do szkoły- czeka nas inwestycja w meble do pokoju dzieci (mają wspólny), kilka m-cy temu rozważaliśmy zmianę mieszkania na większe, teraz po prostu bez szans...
      sad
    • kali_pso Re: Do śmiechu Wam czy do płaczu... 09.11.11, 08:32

      Różnie- jednego dnia spódnica mi spadła na przedstawieniuwink drugiego otrzymałam wyczekiwane od dawna info, że dostałam się na studia- także u mnie norma, raz pod górę raz z góry.
      • naomi19 Re: Do śmiechu Wam czy do płaczu... 09.11.11, 09:09
        jednego dnia spódnica mi spadła na przedstawieniu


        big_grin
    • echtom Re: Do śmiechu Wam czy do płaczu... 09.11.11, 09:41
      Od dwóch lat kiepsko, bo wykańcza mnie światowy kryzys - nierówny dopływ zleceń i problemy z wyegzekwowaniem kasy za te zrobione, właśnie doszłam do etapu prawnika uncertain Przy podwyżkach wszystkiego (oprócz pensji) całe moje życie kręci się teraz wokół zdobycia kasy na jedzenie i opłaty.
      • aga_sama Re: Do śmiechu Wam czy do płaczu... 09.11.11, 10:06
        witaj w klubie
        mój mąż zaczął mówić o trudnej planszy, kiedy prawie 2 lata temu zdiagnozowano u syna zaburzenia ze spektrum autyzmu.
        Przeprowadzka, większy kredyt, utrata pracy, niestabilna sytuacja zawodowa drugiej osoby, wydłużająca się lista zalecanych i oczywiście drogich terapii dziecka, rosnące ceny wszystkiego, wypadek męża.
        Teraz mam w domu 2 niepełnosprawnych i wielki dół finansowy...
        • alanis11 Re: Do śmiechu Wam czy do płaczu... 09.11.11, 10:26
          Też mam autystyczne dziecko natomiast ja żyję już wiele lat z diagnozą , jestem pogodzona z losem , aktualnie jest wiele możliwosci wsparcia , terapii , to nie jest koniec świata. Problem faktycznie zaczyna się gdy finanse nie pozwalają na zapewnienie dziecku odpowiednich warunków do funkcjonowania , bardzo mi przykro że doswiadczasz tego typu problemów , ja od jakiegoś czasu balansuję na krawędzi , ciągnę do przodu ale mam widmo krachu nad głową , i to jest b. stresujące , bo my mając niepełnosprawne dziecko wyjątkowo potrzebujemy stabilizacji finansowej ,poczucia bezpieczeństwa .Trzymaj się.
    • iuscogens Re: Do śmiechu Wam czy do płaczu... 09.11.11, 10:09
      alanis11 napisała:

      > kiedys byłam taka beztroska

      no własnie to strasznie smutne jest, jak sobie przypomniam siebie sprzed paru lat ;/
    • sarling Re: Do śmiechu Wam czy do płaczu... 09.11.11, 10:36
      Do płaczu nie, nie miałabym czasu płakać. Myślę, że najbliższy jest mi los wariata aktualnie, mam taki kociokwik od jakiegoś czasu, że sama się sobie dziwię, że jeszcze nie zwariowałam.
      I, co ciekawe, często się śmieję, to pewnie jakiś mechanizm obronny, bo inaczej, to po prostu bym wrzeszczała.
      • alanis11 Re: Do śmiechu Wam czy do płaczu... 09.11.11, 10:38
        A może zgłosi się ktoś komu się wiedzie i może napisać że jest szczęśliwy ( przynajmniej na tym etapie ) dla równowagi.
        • marianna72 Re: Do śmiechu Wam czy do płaczu... 09.11.11, 13:46
          Ja jestem i az sie boje pisac .Chociaz obiektywnie sytuacja nie jest ani gorsza ani lepsza niz przed kilku laty ale od kilku lat ( 3 ) mama taki spokoj wewnetrzny i poczucie ,ze jest dobrze.Chociaz mamy roznego rodzaju problemu i czasami nie jest latwo
          • echtom Re: Do śmiechu Wam czy do płaczu... 09.11.11, 14:15
            Nie bój się, tylko się ciesz smile Ja już się pozytywnie nakręcam, że niedługo zacznie się Rok Smoka i będzie należał do mnie wink
        • asia_i_p Re: Do śmiechu Wam czy do płaczu... 09.11.11, 15:18
          Ja w tej chwili jestem. Odebrałam wyniki dziecka z obniżonymi limfocytami - wygooglałam sobie białaczkę (przy jednym typie tak jest) i chłoniaka nieziarniczego i zdążyłam nieźle spanikować - po czym się dowiedziałam od lekarza, że to wynik choroby wirusowej. Jestem w stanie teraz pocałować każdego. Chyba sobie odetnę internet, bo dla ignoranta medycznego te terrabajty informacji medycznych są wyraźnie szkodliwe.
    • nisar Re: Do śmiechu Wam czy do płaczu... 09.11.11, 10:56
      Przesądna jestem, ale napiszę: moje obecne problemy to duperele, zdrowie w miarę dopisuje bo wieczne zasmarkanie dziecka to jednak pryszcz, nastolatka coraz łatwiejsza w porozumieniu, mąż czasem wkurza, ale generalnie bardzo się kochamy. Praca na razie jest i nieźle płatna, kredytów tudzież innych długów nie mamy. Na dzień dzisiejszy, tak, mogę powiedzieć że jestem naprawdę zadowolona z życia.
      • marzeka1 Re: Do śmiechu Wam czy do płaczu... 09.11.11, 11:03
        Mam podobnie jak nisar, i niech tak będzie jak najdłużej;
        Z tym, że u mnie w przyszłym roku dociera reforma ponadgimnazjalna i może być różnie; wiem,że zacznę nakręcać się i dołować gdzieś w maju/czerwcu.
        • zuzanna56 Re: Do śmiechu Wam czy do płaczu... 09.11.11, 12:19
          marzeka1 napisała:

          > wiem,że zacznę nakręcać się i dołować gdzieś w maju/czerwcu.

          Ja się nakręcam zawsze w maju i czerwcu, bo nie wiem czy nadal będę mieć 1,5 etatu plus inna praca - to wszystko zależy od naboru. Zwykle jest dobrze, ale to wiem zwykle w sierpniu a nawet we wrześniu, co się nakręcę to mojewink
          • marzeka1 Re: Do śmiechu Wam czy do płaczu... 09.11.11, 13:35
            No mam identycznie.
    • zebra12 Re: Do śmiechu Wam czy do płaczu... 09.11.11, 11:08
      Dla mnie najcięższym rokiem był 2008. Mam nadzieję, że nic go nie przebije.
    • mnb0 Re: Do śmiechu Wam czy do płaczu... 09.11.11, 12:32
      Do placzu. I tez mnie smiesza ludzie, ktorych problemy to:
      - jestem za gruba
      - mam za malo pieniedzy
      - krolik mi zmarl
      - za oknem szaro
      Ale jest to gorzki smiech, bo tak naprawde im zazdroszcze. Chcialabym miec "depresje", na ktora mozna wziac tabletke i przejdzie. Niestety, sa sprawy na ktore nie ma tabletki.
      • iuscogens Re: Do śmiechu Wam czy do płaczu... 09.11.11, 13:41
        Mi to nie przeszkadza do momentu, w którym ktoś nie próbuje mnie niby pocieszyć i w związku z tym też na taką nieszczęsliwą osobę zaczyna się kreować, żebym chyba się pocieszyła, że nie jestem sama. No i wyskakuje z tekstami, że mnie rozumie, bo jej smutno, bo brzydka pogoda. No niefajne to jest.
      • echtom Re: Do śmiechu Wam czy do płaczu... 09.11.11, 13:42
        To może wymień te "prawdziwe" problemy, skoro śmierć domownika i zagrożenie bytu rodziny to dla Ciebie śmieszne bzdety.
        • iuscogens Re: Do śmiechu Wam czy do płaczu... 09.11.11, 13:49
          Wiesz echtom, za mało pieniędzy to może być naprawdę za mało pieniędzy, czyli stracza Ci do 15, a potem dług na długu, podejrzewam, że przy takiej sytuacji bardzo szybko bym psychicznie wysiadła, może byc też opcja rany julek nie pojadę w tym roku w Alpy na narty, naprawdę znam tez takie opcje i w tym wypadku rozpaczanie nad swoją sytuacją finansową, szczególnie przy innych, którzy z reguły w ogóle w Alpy nie jezdzą jest po prostu smieszne. I dość żałosne.
          Problem problemowi nie równy, ale już nie silny się na taką ą ę poprawnośc, żeby stwierdzać, że sytuacja osoby, której umiera dziecko jest taka sama jak tej którą smuci deszczyk i mgła za oknem.
          • echtom Re: Do śmiechu Wam czy do płaczu... 09.11.11, 14:04
            Wiem, że problem problemowi nierówny i nie uważam, że moje są największe. Mam tylko alergię na ludzi, którzy obnoszą się ze swoimi tajemniczymi "prawdziwymi" problemami, wyśmiewając innych. Chodziłam kiedyś (bardzo krótko) z takim kolesiem. Lekceważył wszystkie moje sprawy, bo przecież tylko on miał monopol na "prawdziwe" problemy. Co prawda przez miesiąc znajomości nie poznałam żadnych konkretów, ale roztaczał wokół siebie aurę młodzieńca dramatycznie doświadczonego przez los.
            • iuscogens Re: Do śmiechu Wam czy do płaczu... 09.11.11, 15:02
              Nie rozumiesz, tak trudno załapac, że problemy są rózne, że ludzie są rózni i tak mogą przezywać róznie. Naprawdę. I osobiscie uwazam, że jak najbardziej mogę uwazać, że wg mnie powazna choroba w rodzinie jest większym problemem niż katarek dziecka. Sorry, jak już tu tak o tej emaptii gadacie, to może same się nią wykazcie i nie przywalajcie się do tych, którzy swoje problemy przezywają po swojemu a nie zgodnie z forumowymi wytycznymi.
              Załozycielka wątku załozyła temat, żeby się wyzalić a tu zaraz zbiegły się hiper poprawne panie, które są pierwsze do wyznaczania jak kto powinnien przezywać swoje problemy. Dajcie se siana, dobrze??
              I żeby nie było, to uwaga ogólna, nie skierowana personalnie do nikogo, bo naprawde ani ochoty ani chęci na pyskówki z tymi, które się obrazone poczują, nie mam.
              • echtom Re: Do śmiechu Wam czy do płaczu... 09.11.11, 15:15
                > Nie rozumiesz, tak trudno załapac, że problemy są rózne, że ludzie są rózni i tak mogą przezywać róznie.

                Raczej Ty nie rozumiesz. Nie chodzi mi o licytację, któ ma gorzej, tylko, nazwijmy to, uczciwość w rozmowie. Tzn. takie normalne rozmawianie o problemach, zamiast podsycania atmosfery półsłówkami, by skupić na sobie uwagę i protekcjonalnych tekstów "Chciał/a/bym mieć takie problemy jak ty".
                • iuscogens Re: Do śmiechu Wam czy do płaczu... 09.11.11, 15:25
                  Rozumiem, ale ja akurat mówiłam o czymś innym, nie będę pisać na forum jakie dokładnie jakie mam problemy, zeby Ci udowodnić, że są większe niż deszczyk za oknem, bo jakieś forumowe chamidło za 3 miesiaće mi to wyciagnie tudież przyjdzie domorosły psycholog-amator w stylu kropki i będzie rozstrzasał moj stan psychiczny i złote rady dawał. Nie jest to ani fajne ani miłe.
                  Co nie znaczy, że w moim prywatnym odczuciu nie mogę mieć cięzkiego okresu i problemów większych niż katar. Ty piszesz, że denerwują Cię osoby, które chodzą i jakieś pólsłowka rzucają, rozumiem, też by mnie wkurzały chociaż nie spotkałam takich. Za to mnie denerwują te, które chodzą i twierdzą, że wiedzą w jakiej ktoś jest sytuacji, bo im smutno z powodu deszczu. No sorry, trochę taktu się w zyciu przyda.
                  Nie pojdziesz do świezej wdowy i nie powiesz, ze rozumiesz jej ból bo Ci portfel ukradli.
              • echtom Re: Do śmiechu Wam czy do płaczu... 09.11.11, 15:20
                > Załozycielka wątku załozyła temat, żeby się wyzalić

                Nie, autorka zadała konkretne pytanie. I jedni szczerze na nie odpowiadają, a drudzy ich wykpiwają, otaczając się aurą tajemniczości. I, jak wspomniałam wyżej, jest to nieuczciwy sposób prowadzenia rozmowy.
                • iuscogens Re: Do śmiechu Wam czy do płaczu... 09.11.11, 15:28
                  Echtom widzisz to co chcesz wiedzieć, ja chcę sobie posmęcić i napiszę, że mam niezbyt dobry okres, ale nie będę pisać dokładnie o co chodzi, z powodów o których pisałam wczesniej. Nie ma w tym nic nieuczciwego.
                  • echtom Re: Do śmiechu Wam czy do płaczu... 09.11.11, 15:50
                    Bardziej wkurzyły mnie szyderstwa Mnb0.
          • kropkacom Re: Do śmiechu Wam czy do płaczu... 09.11.11, 14:40
            iuscogens, na Boga, to nie jest konkurs kto ma gorzej! Każdy ma swoje prywatne problemy i niech nimi one zostaną. Dla jednego to będzie bieda, a dla kogoś katarek dziecka. Wszystko dla danej bardzo ważne!
            • iuscogens Re: Do śmiechu Wam czy do płaczu... 09.11.11, 14:53
              Sorry, ale nie rozumiem co Cię obchodzi jak ja sobie radzę z moimi problemami i z moim dołem, jak ty czujesz taką potrzebę to wczuwaj się w każdy katarek cudzuch dzieci, to nie moja sprawa. Ja przyznałam się szczerze, że taka empatyczna nie jestem, to zaraz na mnie naskakujecie. Lepiej wciskać bullshit jak to wszyscy się przejmują cudzym katarkiem. Jak takie tolerancyjna i wspólczująca wobec cudzego kataru jesteś to podejdz tolerancyjnie wobec tych, którzy inaczej niż ty postrzegają rzeczywistosc.
              • kropkacom Re: Do śmiechu Wam czy do płaczu... 09.11.11, 15:03
                Kochana, jesteś sfrustrowana własną ciężką sytuacją. To widać jak na dłoni w Twoich wpisach na tym forum. Nie celebrowałabym jednak tej frustracji, a poszukała pomocy. Pomocy u ludzi dla których katarek to główny problemem.
                • iuscogens Re: Do śmiechu Wam czy do płaczu... 09.11.11, 15:11
                  Mogłabyś miec tyle taktu, żeby sobie to ostatnie zdanie darować.
                  Jak widać musiałaś dodać. Może weź se założ watek pt. rady dobrej cioci kropki i tam wal takie głupawe uwagi co a ode mnie się odstosunkuj, co??
                  • kropkacom Re: Do śmiechu Wam czy do płaczu... 09.11.11, 15:20
                    Jak tam sobie chcesz...
        • mnb0 Re: Do śmiechu Wam czy do płaczu... 09.11.11, 13:57
          echtom napisała:
          > To może wymień te "prawdziwe" problemy, skoro śmierć domownika i zagrożenie byt
          > u rodziny to dla Ciebie śmieszne bzdety.
          Smierc domownika? Wybacz, ale obrazasz ludzi, ktorzy naprawde stracili domownika.
          Strata pracy to nie koniec swiata. Nie ta, to inna.
          Ciesz sie swoim beztroskim zyciem i napawaj faktem, ze nigdy Cie nie spotkalo prawdziwe nieszczescie.
          • echtom Re: Do śmiechu Wam czy do płaczu... 09.11.11, 14:07
            Tak jak inni napawają się faktem, że dostąpili szczególnego wtajemniczenia i mogą patrzeć z pogardą na resztę rodzaju ludzkiego.
            • mnb0 Re: Do śmiechu Wam czy do płaczu... 09.11.11, 14:13
              Nie obawiaj sie. Z pewnoscia tez kiedys dostapisz szczegolnego wtajemniczenia.
          • asia_i_p Re: Do śmiechu Wam czy do płaczu... 09.11.11, 16:09
            Mnie zmarła mama i mnie to nie obraża. Co więcej, dwa lata po śmierci mamy umarł mój pies i okazało się, że większa żałoba wcale nie znieczula na mniejszą. W żaden sposób, mimo że miałam porównanie do utraty członka rodziny, nie potrafiłam sobie wytłumaczyć, że to tylko pies.
            Strata pracy, brak pieniędzy mogą być problemami. I tak, wiem, że są problemy większe, ale to nie znaczy, że wszystkie mniejsze nimi nie są. Inaczej na świecie byłby tylko jeden człowiek z problemami - ten co ma je największe, a reszta w zasadzie miałaby beztroskie życie.
    • mathiola Re: Do śmiechu Wam czy do płaczu... 09.11.11, 12:55
      A ja po raz pierwszy od baardzo dawna nie cierpię na doła jesiennego.
      Mimo, że rok, który mija był dla nas mega ciężki, jeden z najcięższych jakie przeżyliśmy wspólnie.
      Nawet ogromne kłopoty finansowe i problemy z niektórymi członkami rodziny mnie nie złamały.
      Jem chleb z masłem, sery pleśniowe musiałam zamienić na serki topione..... i mi wesoło. Ciekawe zjawisko.
      Normalnie miałam doła jesiennego nawet jeśli reszta życia układała się pomyślnie.
      • a-inka Re: Do śmiechu Wam czy do płaczu... 09.11.11, 13:11
        Hm,nie moge narzekać,czarną d. to miałam w 2009,teraz wyszlismy na prostą.Rok 2011 mogę zaliczyć do dobrego czasu dla naszej rodziny,nawet nie pamiętam kiedy ostatni raz miałam doła.Mam nadzieję,że przyszły rok będzie równie udany...
        • bi_scotti Re: Do śmiechu Wam czy do płaczu... 09.11.11, 14:23
          Ja wiem, ze to banal ale w sumie tak jest: poczucie szczescia czy nieszczescia nie jest zalezne od sytuacji obiektywnej. I tu lezy pies pogrzebany. Te tajemnicze horrendalne problemy, ktore Echtom probowala wyciagnac od osob dajacych do zrozumienia, ze je maja zapewne dla wielu nie beda ani tak horrendalne, ani tak dolujace ALE dla osoby je przyzywajace sa. I odwrotnie: kazda z nas ma w kieszeni/za pazucha te swoja tragiczna tajemnice, z ktora chodzi po swiecie ALE wiele z nas wciaz pozostaje slonecznymi bytami, bo taka mamy konstrukcje psychiczna. Czasem jest ona nadwyrezana przez hormony i na to ma sie malo wplywu albo przez leki brane na rozne schorzenia a mojace np. depresjonujace skutki uboczne. I to wcale nie jest takie proste "wziac tabletke przeciwko depresji" i szafa gra. Najczesciej zanim dojdzie do brania tabletek czlowiek przechodzi przez pieklo wewnetrznej czarnej dziury a i samo branie niczego nie gwarantuje. Bol jest w nas i trzeba go uszanowac. Ale tez mozna z nim powalczyc - wiele z nas walczy latami nie pozwalajac sobie bardzo swiadomie na pewne mysli, unikajac okreslonych sytuacji, unikajac okreslonych ludzi z pelna wiedza, ze slipper slope jest zawsze tuz-tuz. Wyczolganie sie z depresji nie gwarantuje niczego ale tez male, drobne, jesienne smuteczki wcale nie zawsze sa tylko taka niewinna reakcja na brak slonca. I to jest ten problem, ze tak trudno zaraz na dzien dobry zobaczyc/wysluchac czy mamy do czynienia z kims, kto ma niegrozna sezonowa melancholie i gdy spadnie pierwszy snieg i slonce sie na nim zaiskrzy to smutas bedzie znow happy, czy z kims kogo po prostu zycie boli i bolec bedzie coraz bardziej dopoki nie otrzyma fachowej pomocy. Bo jak wyzej - ten brak oddechu z poczucia nieszczescia ma bardzo, bardzo niewiele wspolnego z jakims faktami z zyciorysu typu smierc matki, brak pracy, zero na koncie czy maz alkoholik. Naprawde jestesmy skomplikowanymi maszynkami ... uncertain
        • lannntana Re: Do śmiechu Wam czy do płaczu... 09.11.11, 14:29
          Z ulgą pożegnam ten rok, dla mnie był bardzo ciężki. Pod względem finansowym,rodzinnym i zdrowotnym. Szamoczę się też z prawem jazdy, już sześć egzaminów za mną. Miałam też trochę schudnąć do końca roku,chociaż 20kg - też mi się nie udało. Niech ten rok się już skończy,chociaż....w przyszłym ma być przecież KONIEC ŚWIATA!!! chyba założę o tym wątek...
    • suazi1 Nie zastanawiam się nad tym 10.11.11, 09:42
      Owszem różowo nie jest, ale mam tyle przyziemnych spraw na głowie, że nie mam czasu na rozmyślanie nad tym. Zresztą od dołowania samego siebie jeszcze nikomu się w życiu nie polepszyło.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja