sueellen
11.11.11, 19:42
Po drodze ze spaceru wstapilam do Tesco po zakupy na obiad. Siąpiło, pogoda pod psem, młoda była już głodna i marudna. Zebrałam kilka produktów, wrzuciałm do wózka i popedziłam do najluźniejszej kasy. Przede mną stała babka z koszem zakupów. Kasa nabita na 80 funtów. I wtedy babka zaczęła wyciagać kupony, a kasjerka skanować jeden po drugim. Jeden nie wchodził, wstukiwala kody ręcznie. Nie, nie wszedł. Okazało się, że on pozwala zaoszczędzić 1 funt jesli się kupi mleko za 3 funty, a babka kupiła za 2,5 funta więc musiałaby kupić jeszcze jedno mleko aby zadziałał. Za nami już się ustawił sznurek, a moje dziecko zaczęło się wydzierać zniecierpliwione. A wiecie co baba zrobiła? Poszła na drugi koniec sklepu (mleko i chleb są oczywiście najdalej od kas) po kolejne mleko by przekroczyć te 3 funty. We mnie już się zagotowało i wyszlam z kolejki zostawiajac zakupy na taśmie myśląc sobie, ze w Polsce nikt sie tak nie guzdra przy kasach i nie wychodzi sobie kiedy już ma płacić, by donieść to czy tamto majac w du..ie że inni czekają.
Po drodze do domu wstąpiłam do polskiego sklepu gdzie panują polskie obyczaje i kupiłam łaciate (niech babie skisną te 4 litry mleka ze zniżką), keczup Pudliszki, oraz warzywa na patelnię Hortexu, a mloda na otarcie łez dostała od pana prince polo gratis. No, tak właśnie świetowałam 11 listopada - wspomagając polski biznes.