piekielna-diablica
13.11.11, 13:01
Normalnie aż od wczoraj we mnie buzuje.
W almie zamawiam bardzo często zakupy i przeważnie płacę kartą w terminalu u kierowcy.
W czwartek zrobiłam zamówienie z dostawą na wczoraj między 20 a 22.
Przyjechał kierowca (był kwadrans po 20), wyłożył zakupy, przeszliśmy do płacenia. Chłopak wbił kwotę, porem podałam pin i terminal się zawiesił - czekał ze 3 minuty na jakąkolwiek odpowiedź terminala i po tym czasie terminal ręcznie zrestartował.
Potem po ponownym uruchomieniu próbował jeszcze 3 razy i już wtedy transakcja była odrzucana (myślę sobie WTF? przecież wiem ile miałam kasy na koncie bo dosłownie pół godziny wcześniej sprawdzałam elektronicznie stan konta bo poszalałam w castoramie dwie godziny wcześniej i sprawdzałam czy mi starczy - więc byłam pewna że kasa jest), no nic mówię do dostawcy to ja pójdę do bankomatu - w bankomacie (dwóch pod rząd) wyskakuje mi info że nie mam wystarczających środków na wypłacenie - tu już moje zdziwienie sięgnęło zenitu - w końcu udało mi się wypłacić 200 zł) - wracamy z kierowcą i mówię do niego że może pobrało z konta kwotę za zakupy bo to by mi się zgadzało w ogólnym rozrachunku ponieważ kwota zakupów plus to wypłacone 200 zł było prawie dokładnie taką kwotą jaką miałam na koncie - wchodzimy do domu i mówię do kierowcy, że sprawdzimy w internecie czy przypadkiem nie pobrało tej kwoty na zakupy.
Wchodzę na konto a tam jak wół, że pobrano i kwota zablokowana czeka do rozliczenia bo jest sobota (z castoramy wcześniej też kwota zablokowana - sytuacja identyczna), mówię do kierowcy proszę zadzwonić do biura i zapytać czy nie będzie miał Pan potwierdzenia z terminala to nie będzie miał Pan problemów - na co on dzwonido kierownika i tamten mu mówi że ma zabrać zakupy bo za nie nie zapłąciłam - biorę telefon i na początku kulturalnie tłumaczę człowiekowi, że ja tej kwoty nie mam wisi w systemie jako zablokowana dla nich do rozliczenia zapewne w poniedziałek a on mi na to że mam oddać zakupy.
Na co ja mówię mu że jakby się okazało że ta kwota do mnie wróc jakimś cudem to ja ją uczciwie zapłacę - proszę go żeby sprawdził że jestem stałą klientką i robię u nich zakupy co miesiąc od ponad pół roku i na niemałe kwoty, więc raczej jestem wiarygodna.
Pan dalej się upiera, że mam oddać zakupy. Na co ja do niego, że nie oddam bo wśród zakupów jest min mleko dla dziecka i nie będę teraz jeździć po nocy do marketu i kupować mleka, a poza tym ja też tych pieniędzy nie mam. Człowiek z który rozmawiałam był bardzo młody (nie tylko głos ale i sposób prowadzenia rozmowy), mówi do mnie ze wzywamy policję! Proszę bardzo.
W końcu skończyłam z nim rozmawiać przez telefon, kierowca bardzo fajny chłopak, powiedziałam mu że zakupów nie oddam i zapytałam tylko czy on nie będzie miał z tego tytułu problemów, powiedział że nie.
Bardzo kulturalnie się pożegnaliśmy, za 5 minut on do mnie dzwoni, że ten kierownik kazał mu wezwać policję. Biedny dzieciak czekał na tą policję do prawie 23 w samochodzie (chciałam, żeby wszedł na górę, ale chyba było mu głupio).
W końcu prawie koło 23 dzwoni mi telefon - kierowca przekazuje słuchawkę policjantowi i pan się mnie pyta co zaszło, więc wykładam całą sprawę jak należy na co policjant mnie przeprasza, że o tej godzinie i w ogóle i że sprawa jest bzdurna i oni naprawdę w sobotę wieczorem mają na rejonie ważniejsze sprawy niż takie bzdety i widzimisię jakiegoś człowieka. Powiedziałam że jestem stałą klientką podałam kwotę zakupów zsumowaną (w międzyczasie to podliczyłam) przez cały okres i że zawsze było ok). Życzyli miłej nocy i tak to się skończyło.
Skończyło się dla mnie - bo jutro jak wezmę w obroty tego człowieka to mam szczerą i nieodpartą nadzieję, że straci pracę, bo na kierownika się nie nadaje i źle prowadzi politykę zarządzania swoim działem.
Ponadto mam zamiar zwrócić się o zwrot kosztów wykonanych połączeń do banku w celu potwierdzenia 3 razy że to ja mam racje.
W dniu wczorajszym alma straciła stałą klientkę.
Od dziś almy nie polecam ,dopóki pracuje tam ten człowiek.
Wiecie co mnie najbardziej rozwścieczyło? że on temu biednemu kierowcy kazał warować dwie godziny pod moim blokiem i czekać na policję a sam w ciepełku siedział pewnie przed kanapą.