vampire-freak
13.11.11, 17:44
Nie będę wchodzić w szczegóły, bo to długa historia. Sytuacja wygląda tak, że mam dziadka po wylewie, w połowie sparaliżowanego. Dziadek był w ośrodku rehabilitacyjnym sióstr zakonnych, wrócił w jeszcze gorszym stanie (szczególnie o kondycję psychiczną chodzi), niż wcześniej. Obecnie jest u nas. Opiekuje się nim moja mama (synowa dla niego), reszta dzieci dziadka ma go w poważaniu. Tzn. przyjadą, poprzytulają, pogadają i nic więcej.
A ja nie umiem się pogodzić z faktem, że moi rodzice całe życie harujący, nawet teraz, w jesieni życia, kiedy mogliby wreszcie skorzystać z niezależności są zdani na samotną walkę z chorobą najbliższej osoby. Ja pomagam, ale sama pracuję i wychowuję córkę, więc czasu mało. Żal mi ich i nie wiem dlaczego tak jest, że inni nie mają skrupułów i nie poczuwają się do obowiązku. Nie umiem też chyba przetrawić faktu, że mój dziadek - facet silny i niepotrafiący usiedzieć w miejscu stał się nagle niemowlęciem wtórnym, zależnym i poddanym całkowicie. Chyba zawsze tak jest, że zmiana w życiu wywołuje strach i stres. Tylko, czy to się zmieni? Czy kiedy się już wszyscy przyzwyczaimy będzie inaczej, czy ciągle tak dziwnie?