upartamama
17.11.11, 14:39
Jak rozwiązujecie "problem" wigilijny. Wiadomo, że kobieta ma rodziców i mąż ma rodziców. U kogo jesteście na wigilii? Sami u siebie, u rodziców męża/żony? Dwie wigilie?
Ja z mężem mieszkami w domu moich rodziców, oni swoje piętro my swoje ale kuchnia wspólna u nich. I co roku odbywa się to tak - jedziemy do jego rodziców, tak żeby już być po wigilii o 16, żeby przejechać 50 km do domu na wigilie do nas. W drugi rok odwrotnie - najpierw w domu z rodzicami (i brat z rodziną), potem 50 km do teściów i tam już nocleg.
Ale jest to bardzo męczące szczególnie z dwójka małych dzieci.
Nie mam mowy żeby się rozdzielić - mąż do swoich ja do swoich. Bo to nie rodzinnie i wogóle nie ma o czym gadać.
Drugie wyjście to wigilia w jednym roku u moich rodziców, drugi rok u teściów - to byłoby najsensowniejsze ale.............
pochodzę z domu gdzie jak żyli rodzice moich rodziców na wigilii było ok 20 osób. Zjeżdżała się rodzina. Jestem przyzwyczajona do takiego rodzinnego spędzania wigilii i nie miałabym sumienia spędzać jej bez rodziców a z teściami. Mój małżonek jako nastolatek - przed ślubem tylko patrzył żeby kolacja się skończyła i wybywał do kumpli.
narzekania swojej mamy nie znosi z ojcem drze koty - ale wigilia z nimi musi być. Normalnie patowa sytuacja.