volta2 Re: Odwieczny problem świąteczny 17.11.11, 23:05 my jak mieszkamy w kraju to zapraszamy rodziców i teściów do siebie, żeby właśnie uniknąć jeżdżenia, ja nie mam rodzeństwa, więc sprawa ułatwiona. teraz na święta przyjeżdżamy z zagranicy, więc niejako jesteśmy bezdomni, i nie możemy zorganizować ani wigilii ani sylwestra(dla znajomych) skazani jesteśmy na czekanie na zaproszenie (to formalność) i zwykle wypływa ono od nie tylko rodziców ale i dalszych członków rodziny męża, raz jest to jego wujek, raz siostra cioteczna, a jeszcze inny raz jest to kolejna siostra cioteczna. oczywiście wiąże się to z tym, że potem te siostry i wujka z dziećmi i ich narzeczonymi trzeba zapraszać do siebie i robi się wigilia na 30 osób. nieskładkowa. każdy zapraszający zapewnia dosłownie wszystko, co na wigilii ma być. Odpowiedz Link Zgłoś
kitty4 Re: Odwieczny problem świąteczny 17.11.11, 23:19 Odkąd mam dzieci - Wigilie robię dla mojej rodziny najbliższej - mąż, dzieci w domu i nie ma mowy zebym gdzieś jeździła tego dnia. Zarówno do swoich jak i jego rodziców. Teściowa mamrocze oczywiście synkowi że jej się to nie podoba, ale mam to głeboko gdzieś ! Jak mu się nie podoba to powrót do mamusi i koniec. Jak raz chciałam teściową na wigilię składkową do nas zaprosić, to po jej odpowiedzi zwątpiłam. "ja mam swój dom i tam będę spędzała wigilię". Więc suma sumarum powiedziałam jej że też mam swój dom i też tylko tam będę spędzała wigilię. Zamknęła otwór gębowy i juz. Odpowiedz Link Zgłoś
mondovi Re: Odwieczny problem świąteczny 18.11.11, 13:35 Teściowie, moi rodzice i brat mieszkają w jednym mieście, my 100km dalej. Moi rodzice jeżdżą na Święta do rodzinnego miasta mojej mamy, do babci. My zwykle jeździmy do teściowej i odwiedzamy mojego brata - tak, jemy dwie kolacje wigilijne U teściowej jest tzw. pełna chata, przyjeżdża też siostra męża z rodziną, druga mieszka z nimi i z bliźniakami u nich na stałe. Bardzo lubię spędzać tam święta, wszyscy dorośli gotują na zmianę, w zależności - od czego kto jest "specjalistą", dzieciaki się bawią i jest naprawdę świetnie. Co jakiś czas mąż wnosi weto, że nie jedziemy, bo za gęsto, bo kolejki do łazienki, ale potem jego mama zwykle go przekonuje, ku radości naszego syna, który ma okazje wybawić się za wszystkie czasy z kuzynami. Odpowiedz Link Zgłoś
joanna29 Re: Odwieczny problem świąteczny 18.11.11, 13:36 W nas święta organizowane są w naszym domu. Mama i teściowa coś przyniosą, ja resztę i jest za dużo. Do tego brat i ciocia, czasem jeszcze ktoś się trafi. Wigilia ma być przyjemnością i nie wyobrażam sobie pośpiechu w przejazdach i patrzenia na zagarek. Odpowiedz Link Zgłoś
irima2 Re: Odwieczny problem świąteczny 18.11.11, 13:56 My po kilku razach jeżdżenia z wigilii na wigilę, gdzie i tak każdy był niezadowolony powiedzieliśmy że jesteśmy rok tu a rok tu. Oczywiście były awantury, które robili rodzice eMa, że zostają sami a mają 3 synów - ale to nie była nasza wina, bo my zawsze co drugi rok u nich jesteśmy. Powiedzieliśmy że mogą sobie zaplanować 30 wigilii na przód i my nie będziemy zmieniać schamatu (jak np. bracia eMa którzy na tydzień przed, stwierdzają że jednak pójdą gdzieś indziej) a jak będą problemy z którejkolwiek strony to będziemy święta spędzać w czwórkę bez stresów i awantur, ciesząc się atmosferą świąt. Odpowiedz Link Zgłoś
eliszka25 Re: Odwieczny problem świąteczny 18.11.11, 16:29 my nie mamy problemu w swieta. od poczatku raz spedzamy wigilie u moich rodzicow, raz u tesciow. dla mnie swieta sa po to, zeby spotkac sie z rodzina. my jedziemy do polski 1500 km, zeby ich wszystkich zobaczyc. zaproszenie wszystkich do nas nie wchodzi w gre, bo przede wszystkim nie pomiescilibysmy sie w 4-pokojowym mieszkaniu, gdybym zaprosila wszystkich tych, ktorych co roku spotykamy podczas wiat. nie rozumiem dlaczego niby wyjazd do rodziny na swieta ma przeszkadzac w odczuwaniu atmosfery swiatecznej? my dekorujemy nasze mieszkanie, dzieci maja powieszone kalendarze adwentowe, z ktorych co rano wyjmuja slodycze, pieczemy razem piernik, ktory zawozimy do polski, w domu zostaje wspolnie zrobiona chatka z piernika, wiec nawet pachnie swietami. za to swieta ze wszystkimi wujkami, ciociami, babciami, kuzynami i kuzynkami sa o wiele weselsze, niz spedzane we czworke. gdybym miala rodzine gdzies blisko i moznaby sie bylo z nimi spotkac np. w 1 i 2 dzien swiat bez wyjezdzania z domu, to wigilia moglaby byc u nas, dlaczego nie, ale tak, to innej mozliwosci nie widze. poza tym jak bylam jeszcze mala, to moi rodzice robili naprzemiennie wigilie raz u rodzenstwa mamy, raz u rodzenstwa taty. spotykala sie cala rodzina, mnostwo dzieciakow, wielka choinka, a pod nia gory prezentow, bo kazdy dal chociaz drobiazg. to byly super wigilie, ktore bede pamietac do konca zycia i podejrzewam, ze moje dzieci tez beda wspominac wigilie u dziadkow. moj starszy syn juz od wrzesnia odlicza dni do wyjazdu na swieta . za to "odbebniania" jednego dnia dwoch czy nawet trzech wigilii nie rozumiem i w zyciu nie dalabym sie wrobic w cos takiego. dla mnie to bez sensu. Odpowiedz Link Zgłoś
ga-ti Re: Odwieczny problem świąteczny 18.11.11, 18:30 Mieszkam bardzo blisko teściowej, a około 3 godziny jazdy od rodziców. Przed ślubem wigilię i święta spędzaliśmy umoich rodziców. Po ślubie przez chyba 3-4 lata też u moich rodziców, czasem zabieraliśmy teściową. Bo u nas nie było wtedy warunków lokalowych, bo nie wyobrażałam sobie inaczej, bo tak było wygodniej (przyjeżdżałam na gotowe, przywoziłamjkieś ciasto, sałatkę, trochę pomagałam mamie). No i stało się, że mąż zmienił pracę i w wigilię miał dyżur. Postanowiliśmy więc zrobić u nas. Zaprosiliśmy rodziców i teściową. Roboty miałam od groma, chociaż mama sporo ze sobą przywiozła. Ale wiem, że rodzice tęsknili do siebie, dla nich to był pierwszy raz od bardzo dawna, gdy na wigilii nie byli u siebie. I brat trochę się obraził, że rodziców nie było w domu (brat u teściów był). Rok temu byliśmy też u nas, ale sami z teściową. Dzieciaki się pochorowały, a rodzice nie chcieli przyjeżdżać do nas na całe święta, przyjechali na Sylwestra. Jak bedzie w tym roku nie wiem Żal mi wigilii bez rodziców, nie chcę im teściowej na święta zwozić, mąż nie chce mamy zostawiać, rodzice nie chcą do mnie, brat się burmuszy, mnie nie uśmiechają się całe święta z teściową, ech... Najchętniej bym chyba siedziała sobie w domu z dziećmi i mężem, ale wtedy mam wrażenie, że dzieciom coś odbieram... że babcia moje może już następnych świąt nie dożyć, że rodzicom smutno... Odpowiedz Link Zgłoś
baba06 Re: Odwieczny problem świąteczny 18.11.11, 18:39 od kilku lat robimy święta, całe święta nie tylko Wigilię, u siebie i nasi rodzice, rodzeństwo przyjeżdżają, a mają ponad 150km i jest trochę roboty i zamieszania, ale jest cudnie i moje dziecko nie wyobraża sobie świąt inaczej Odpowiedz Link Zgłoś
shellerka Re: Odwieczny problem świąteczny 18.11.11, 20:19 no coż... dopóki żył mój ojciec problemu nei było. jako że mąż z drugiego końca polski i rzadko rodzinę widuje, to i jeździliśmy do nich na święta. każde. z wyjątkiem jednych - kiedy urodziłam dziecko w październiku i nie chciałam targać w dość dziwną atmosferę trzymiesięcznego niemowlaka, zwłaszcza że niedoświadczoną wtedy matką byłam. drugi raz odmówiłam wyjazdowych świąt po urodzeniu drugiego dziecka - w podobnym jak pierwsze czasie. zrobiliśmy wtedy święta rodzinne czyli ja, mąż i dzieci u nas w domu w wigilię - było przecudownie, ale jakoś tak... cicho?, a w pierwsze święto u moich rodziców. no i zeszłe święta, po śmierci mojego taty. mama sama z babcią miała być, więc przekonałam męża, żebyśmy zostali. on ciągle ma poczucie winy, że jego babcia zaraz umrze, a on tak rzadko bywa u niej, że rzadko widuje mamę (co tydzień na skype, a do tego praktycznie codzienne rozmowy tel) w tym roku oznajmiłam, że robię wigilię u nas, zwłaszcza że po wielkiejnocy mam dość niemiłe wspomnienia - babcia męża na moje, że ostatni raz tu jestem, bo za każdym razem czuję, że wszystko jest z łaską i nieszczere, a najważniejszy jest mój mąż, a nie nasze dzieci, a już tym bardziej ja oznajmiła, że i bardzo dobrze. ja na to, że zawsze tak czułam. no ale święta coraz bliżej i babcia coraz gorzej się czuje.... ale oczywiście teraz na zachętę babcia twierdzi, że wszystko przemyślała, że zadba o miłą atmosferę, że już rozumie i takie tam. no i z jednej strony -chciałabym spędzić ten czas z mamą i babcią. one mimo wszystko są zawsze wesołe i nawet jak grzmią, kiedy otwieram wino do kolacji, to zawsze jest wesoło i radośnie. nawet kłótnie z nimi są takie "włoskie", mocne i głośne, ale krótkie i za każdym razem wiadomo, że nawet jak krzyczymy na siebie, to się kochamy. tam... panuje atmosfera obłudy i sztucznych uprzejmości. nigdy nie czuję się w pełni zintegrowana z rodziną. takie "pitu pitu, jakaś ty ładna, miła i grzeczna", ale wiem, ze najchętniej widziano by tam mojego męża samego, ewentualnie ze starszym synem, co to dużo uwagi nie potrzebuje, a rozrywki dostarczy. i tyle. Odpowiedz Link Zgłoś