d.o.s.i.a
23.11.11, 18:45
Na fali watku o mezczyznie do poprawki, jakie macie przemyslenia o sytuacji odwrotnej? Co jesli to facet znajduje sobie taka zaniedbana, szara myszke, dziewice? Kobiete zupelnie nieswiadoma swojej kobiecosci, nie potrafiaca sie ubrac, zachowac. Co wtedy? Czy ona to tez taki "odpad poatomowy", w ktory inwestowac nie warto, czy moze klasyczny przyklad kopciuszka, ktorego ratowanie jest cnota sama w sobie, jak to w bajce?
Zebym nie byla goloslowna i zupelnie teoretyczna w swych przemysleniach - mam owszem taka kolezanke. Wiecznie nieubrana, z depresja i syndromem staropanienstwa. Ktora to czeka na mezczyzne ktory docenia ja taka jaka jest. Ktory nie bedzie patrzyl na jej wyglad, tylko w jej serce. Oczywiscie. Ktory uwaza, ze jakakolwiek zmiana wizerunku to bylaby zdrada, bo przeciez on powinien ja pokochac taka jaka jest, tak wiec ona sie nie bedzie zmieniac, bo to sztuczne i w ogole klamstwo. Ona szuka zbawcy.
I co Wy na to?