Czy wierzycie w problem z dzietnością?

23.11.11, 21:57
Czy uważacie, że niska dzietność jest problemem? A jeśli tak - to jak zachęcić ludzi do tego, żeby rodzili i wychowywali więcej dzieci?

Bo jak pojawiają się pomysły zachęt takie jak: korzystniejsze ulgi - to nie; wcześniejszy wiek emerytalny dla wielodzietnych - to nie, jak przesuwa się dzieci do szkoły, żeby były miejsca w przedszkolach (kontrowersyjne delikatnie mówiąc - nie chcę się na tym skupiaćsmile) - to też nie.

To co w takim razie państwo może zrobić, żeby zachęcać ludzi, żeby mieli dzieci? A konkretnie - jak chcieliby demografowie - co najmniej 2 dzieci, a najlepiej więcej?

Ale - może problem demografów jest wydumany? Przesadzony? Jak uważacie?

Takie pytanie eksploracyjne - uwaga! nikogo nie atakuję!
    • kropkacom Re: Czy wierzycie w problem z dzietnością? 23.11.11, 22:11
      Nie martw się Chińczycy maja gdzieś zdanie ematek i się rozmnażają big_grin Po prostu zmienimy kształt oczu.
      • gazeta_mi_placi Re: Czy wierzycie w problem z dzietnością? 24.11.11, 10:36
        Niestety, ale całkiem możliwe, do tego dodałabym muzułmanki, które nie zastanawiają się, czy 5000zł na rodzinę to aby nie za mało na decydowanie się na drugie dziecko, nie histeryzują, że jak nie ma znieczulenia lub pieniędzy na prywatną położną to nie rodzą tylko biorą się do roboty.
        I są w TYM mądrzejsze od naszych Pań, które obudzą się kiedyś (i ich dzieci niestety) z ręką w nocniku a ich wnuczki będą nosić burki.
        • asiablues Re: Czy wierzycie w problem z dzietnością? 24.11.11, 13:17
          Gazeta, a ile Ty masz dzieci, bo jakoś nie odnotowałam tego faktu w pamięci?
          • gazeta_mi_placi Re: Czy wierzycie w problem z dzietnością? 24.11.11, 13:56
            Gdybym mogła to bym miała pięcioro albo czwórkę.To znaczy gdyby stać mnie było na surogatkę i nianię na 24 przez pierwsze trzy lata lub do momentu gdy przestanie sr... w pieluchy.
      • katia.seitz Re: Czy wierzycie w problem z dzietnością? 24.11.11, 11:23
        > Nie martw się Chińczycy maja gdzieś zdanie ematek i się rozmnażają
        Co za bzdury. Naprawdę igdy nie słyszałaś o polityce jednego dziecka w Chinach?
        Akurat Chiny mają jeden z najniższych wskaźników przyrostu naturalnego na świecie.
        • kropkacom Re: Czy wierzycie w problem z dzietnością? 24.11.11, 12:30
          Mimo to są nadal największą narodowością pod względem liczebności. Najbardziej typową osobą na planecie jest 28-letni Chińczyk big_grin
    • undoo Re: Czy wierzycie w problem z dzietnością? 23.11.11, 22:15
      Problem wydumany nie jest. Wg mnie wystarczylaby mozliwosc rozliczania sie razem calej rodziny, a nie tylko ze wspolmalzonkiem. Wiecej ulg nie potrzeba.

      A przedszkola i zlobki to juz inna para kaloszy. Tak naprawde miejsc pracy trzeba, bo matki po macierzynskim najczesciej nie maja gdzie wracac.
      • azjaodkuchni Re: Czy wierzycie w problem z dzietnością? 23.11.11, 22:18
        Nie tylko Chińczycy , ale również Filipińczycy , Hindusi mają po kilkoro dzieci, bo są to kraje bez emerytur dzieci utrzymują starych rodziców i jak nie masz dzieci lub nie są w stanie utrzymać rodzica to 80 latki pracują ... serio widziałam na własne oczy.
        • kai_30 Re: Czy wierzycie w problem z dzietnością? 23.11.11, 22:39
          azjaodkuchni napisała:

          > Nie tylko Chińczycy , ale również Filipińczycy , Hindusi mają po kilkoro dzieci
          > , bo są to kraje bez emerytur dzieci utrzymują starych rodziców i jak nie masz
          > dzieci lub nie są w stanie utrzymać rodzica to 80 latki pracują

          Rany boskie, zmilcz, kobieto, bo jeszcze kto z wierchuszki przeczyta i za jednym zamachem rozwiążą problem z dzietnością i emeryturami wink
          • azjaodkuchni Re: Czy wierzycie w problem z dzietnością? 23.11.11, 23:05
            No dobra, ale tu anty jest prawie za darmo i w aptece bez recepty... Dla każdego coś miłego.
            • asiablues Re: Czy wierzycie w problem z dzietnością? 24.11.11, 13:19
              Ale to jak - pigułki bez recepty? Przeciez to hormony są i nie kazda może przyjmowac...
              • azjaodkuchni Re: Czy wierzycie w problem z dzietnością? 25.11.11, 02:34
                Wychodzą tu z założenia, że twoje zdrowie twoja sprawa. Pierwsze opakowanie zwykle daje lekarz a potem do apteki i same kupują.
        • katia.seitz Re: Czy wierzycie w problem z dzietnością? 24.11.11, 11:26
          > Nie tylko Chińczycy , ale również Filipińczycy , Hindusi

          Chińczycy? Chyba w Singapurze. A to jest kraj za przeproszeniem malutki.
          W Chinach współczynnik płodności wynosi 1,54 dziecka na kobietę (poniżej poziomu zastępowalności pokoleń).
          • azjaodkuchni Re: Czy wierzycie w problem z dzietnością? 25.11.11, 02:38
            Chwilowo w Hong Kongu widzę same duże chińskie rodziny 2+3 co najmniej... nie wiem gdzie oni te dzieci chowają by się w politykę państwa zmieścić. Jak jedynak to malutki zwykle jest.
    • olena.s Re: Czy wierzycie w problem z dzietnością? 24.11.11, 05:48
      To prawie jakbyś zapytała, czy wierzymy, że 2+2=4
      Nie tu nic do wierzenia, są fakty, a one takie, niestety, że nie mamy nawet na tyle dzieci, żeby utrzymać stałą liczbę populacji.
      A mniej młodych, to za parę lat puste place zabaw, "sami" jedynacy, potem braki na rynku pracy.
      I wtedy co? Ano - dopuszczenie szerszej imigracji. I założę się, że nie robione z głową, czyli sięganie głównie po podobnych do Polaków (Polonia ze wschodu, Ukraińcy, Białorusini) a następnie po wyselekcjonowane bezkonfliktowe narodowości, ale na urrra, jak leci. W związku z czym możemy mieć za dużą koncentrację mało integrującej się grupy, innej od populacji całkowicie - aspiracjami, obyczajami, religią, tradycją.
      A jak doprowadzić do większej dzietności? Wyrównywanie praw/obowiązków kobiet i mężczyzn, na pewno rozliczenia całą rodziną, łatwo dostępne, tanie i dobre żłobki, przedszkola, szkoły. Wystarczy zerżnąć z Francuzów - oni mają chyba najlepszy w Europie przyrost rdzennej ludności.
      Ale wszystko to na nic się nie zda, jeżeli będzie krach gospodarczy, bo mało ludzi będzie rodziło dzieci w sytuacji zagrożenia i niepewności.
      • d.o.s.i.a Re: Czy wierzycie w problem z dzietnością? 24.11.11, 13:23
        > A mniej młodych, to za parę lat puste place zabaw, "sami" jedynacy, potem braki
        > na rynku pracy.

        A niektore forumki tu wieszcza, ze nie bedzie pracy dla starszych zmuszonych dluzej pracowac...
    • edelstein Re: Czy wierzycie w problem z dzietnością? 24.11.11, 08:07
      Taaa naukowcy trabia na alarm,ze w 2050roku bedzie ponad 7miliardow ludzi i to duzo za duzo.Wolalabym by moi potomkowie nie zyli na kupie jak kolonia mrowek.Pozostaje wojna tam gdzie sie rozmnazaja i dobrobyt tam gdzie dzoetnosc kuleje.
    • gladys_g Re: Czy wierzycie w problem z dzietnością? 24.11.11, 08:16
      Mnie co by zachęciło? Dostęp do państwowego żłobka i przedszkola, ulgi rodzinne i możliwość wspólnego rozliczania się z dziećmi, urlop wychowawczy płatny przez rok w wysokości 80% zarobków z ostatniego roku.
      Ale że nikt się nie kwapi no to ten. To ja postoję.
      • foro-estupido Re: Czy wierzycie w problem z dzietnością? 24.11.11, 11:09
        No to ten...Ja postoję z tobąsmile

        Bo własnie tylko tyle by mnie zachęciło,albo AŻ tyle...
        • aniaturek0409 Re: Czy wierzycie w problem z dzietnością? 24.11.11, 12:18
          dopisuję się rencami i nogami wink
        • asiablues Re: Czy wierzycie w problem z dzietnością? 24.11.11, 13:21
          No to i ja sie dopisuje.
          Ale ja i bez tego sie zdecydowałam na kolejne ( niestety, poki co zdrowie nie pozwalasad
    • kikimora78 Re: Czy wierzycie w problem z dzietnością? 24.11.11, 08:56
      pewnosc zatrudnienia dla mamy i tatu i dluzszy maciezynski (mieszkam w norwegii i mam rok pelnoplatnego maciezynskiego i pewny powrot do pracy - to jest mega wazne dla mnie)
    • dorotakatarzyna Re: Czy wierzycie w problem z dzietnością? 24.11.11, 09:30
      A ja nie widzę problemu z dzietnością. Matki - mężatki mają po dwoje-troje dzieci, nawet kilka znam z czwórką. Nieliczne przypadki bezpłodności, nawet in-vitro nie pomogło. A reszta bezdzietnych koleżanek nie ma męża. Aha, ponad połowa tych bez męża ma po jednym dziecku. No trudno wymagać od nich, żeby się o drugie starały, zwłaszcza że utrzymują dziecko z jednej niewielkiej pensji, bez alimentów. Takie czasy nastały, że rodzina rzecz nietrwała, a tylko to się liczy naprawdę. Żadne ulgi, zasiłki, emerytury nie dadzą nic dziecku, jeśli nie ma matki i ojca...
    • feel_good_inc Jaki problem? Że niby dzieci za mało? 24.11.11, 09:56
      Tylko bez chromolenia o emeryturach tutaj proszę, więcej dzieci przy wydłużonym okresie pracy i coraz większej wydajności oznacza tylko jedno - więcej bezrobotnych (starych i młodych), którzy nie dość, że się do emerytur nie dołożą, to jeszcze trzeba ich będzie utrzymywać. Oraz obsługiwać, więc powstaną nowe miejsca pracy w instytucjach, które nie przynoszą żadnych dochodów, tylko obciążają państwową kasę.
      Taka jest właśnie schizofrenia w rozwiniętych krajach Europy - ciągle krzyczy się, że jest za mało młodych pracujących na emerytury i... ciągle rośnie bezrobocie. Lekiem mieli być imigranci, którzy mieli pracować na te emerytury, a jak wyszło każdy widzi.

      Jeżeli ktoś już z uporem maniaka będzie się jednak upierał przy tym, że z jakichś powodów powinno się rodzić więcej dzieci, to problem z dzietnością w Polsce jest tylko jeden - ekonomiczny. Łatwo to zaobserwować u młodych emigrantów, którzy po załapaniu pracy lepszej niż zmywak zaczynają się taśmowo rozmnażać. Ewentualnie można wrócić do etapu gospodarki centralnie sterowanej, gdzie i tak dorobić się nie można było i wszyscy mieli równie prze***ane, to też dzietność podskoczy.
      • chipsi Re: Jaki problem? Że niby dzieci za mało? 24.11.11, 10:05
        Nareszcie ktoś napisał coś z sensem i logiką. Po kija nam więcej dzieci, żeby więcej bezrobotnych i bezdomnych było?
        Ja nie potrzebuję żadnych ulg czy dotacji. Ja potrzebuję mieć zapewnioną godną pracę i warunki mieszkaniowe oraz przedszkola żebym do tej pracy mogła spokojnie chodzić. I żebym nie musiała się martwić że moje dzieci nie będą miały gdzie mieszkać, co jeść, za co się uczyć i czy będzie miało pracę. Tylko tyle.
      • ola Re: Jaki problem? Że niby dzieci za mało? 24.11.11, 10:14
        zgadzam się z tobą w 100%.
        Coraz cześciej zastanawiam się, czy powszechny dostatek (zapewniany odgórnie przez państwo) od urodzenia po śmierć jest po pierwsze możliwy, a po drugie konieczny?
    • pomarola Re: Czy wierzycie w problem z dzietnością? 24.11.11, 10:01
      Ulgi, zasiłki, przedszkola - dla mnie to rzecz wtórna, skoro przede wszystkim nie ma pracy ! Jak można w ogóle myśleć o założeniu rodziny i o dzieciach, skoro pracy nie ma lub jest niepewna, słabo płatna, dorywcza. A jak już się szczęśliwie trafi coś bardziej rokującego, to przecież nie pójdzie się od razu na macierzyński, prawda ? Bo potem znowu zostanie się na lodzie.
      Wyobrażałam sobie tak: córka skończy studia, znajdzie pracę, popracuje parę lat, wyrobi sobie jakąś pozycję zawodową, to pomyśli o dziecku. I dupa, po studiach albo łapała jakieś dorywcze prace (umowy zlecenia np.) albo w ogóle po kilka miesięcy siedziała na bezrobociu. Potencjalny mąż też nie ma rewelacyjnych dochodów. Wcale im się nie dziwię, że nie palą się do robienia dzieci w tej sytuacji.
    • ola Re: Czy wierzycie w problem z dzietnością? 24.11.11, 10:06

      Po pierwsze: nie lubię stosować kazuistyki, ale teraz zrobię wyjątek.
      Wiem, że są różne przypadki,ale w sród moich znajomych tylko ja mam dzieci. Reszta moich trzydziestoparoletnich znajomych, gdy ich zapytać, tłumaczą się brakiem pieniędzy/odpowiedniego partnera czy zachęt ze strony Państwa, ale prawda jest taka, że lubia takie życie jakie prowadzą i nie chcą go zmieniać. Od dzieci wolą wypady na weekend do krakowskich klubów, wydawanie kasy na sztuczne rzęsy i szeroko pojętą wolnosć. Nam raczej współczują kul u nóg.
      Po drugie - nie bardzo rozumiem, po co zmuszać ludzi do produkcji dzieci. Jeśli potzrebujemy rąk do pracy, taniej szybciej i wydajniej jest sprowadzić do Polski siłę roboczą zewnątrz. Można zacząc od Polaków ze Wschodu, którzy bardzo chcieliby wrócić, ale administracja stwarza im problemy nie do przeskoczenia. A to często sa wykształceni ludzie, tylko nie stać ich na przeprowadzkę przez pół świata i budowanie wszystkiego od nowa.
      • iwoniaw Re: Czy wierzycie w problem z dzietnością? 24.11.11, 11:49
        I ja się z Olą zgadzam całkowicie, choć wśród moich znajomych akurat więcej dzietnych małżeństw niż innych. Ale oni też nie mają trzeciego, czwartego czy piątego dziecka nie dlatego, że fizycznie nie daliby rady wychować i wykarmić, tylko z obecną liczbą dzieci mają swoją "małą stabilizację" na jakimś tam poziomie, z którego nie chcą schodzić, a nastąpiłoby to na pewno (choćby w kwestii wygody rodziny) w przypadku kolejnego dziecka. I albo się im/nam status podniesie i chęci na kolejne dziecko przyjdą, albo nie zdążą/-ymy przed menopauzą, albo będą ew. jeszcze dzieci z wpadek i się je wychowa i tyle.
        Jeśli natomiast ktoś zdecydowanie dziecka nie chce, to go miał nie będzie, niezależnie od systemów podatkowych, ulg itd. Do podjęcia decyzji o kolejnym dziecku można namówić (za pomocą ww. elementów też) tych, którzy chcieliby dziecko i tak, ale jeśli nie wpadną, to się będą bali decydować świadomie.
        Lepiej ściągać imigrantów takich, o jakich pisze Ola - im się po przeprowadzce do PL poprawi z definicji, więc od razu osiągną ten stan poczucia bezpieczeństwa (jaki mają rozmnażający się emigranci z PL w UK, o których ktoś wspomniał) pozwalający na powiększenie rodziny.
      • jdylag75 Re: Czy wierzycie w problem z dzietnością? 24.11.11, 15:19
        Ola, wśród znajomych jesteśmy jednymi z nielicznych którzy w ogóle mają dzieci, a my to wielodzietni jesteśmy bo mamy 2-kę. Kiedyś zrobiłam przegląd znajomych i rodziny pod kątem dzieci i ponad połowa dzieci w ogóle nie ma i raczej miec nie będzie. Ja i moje rodzeństwo w kwestii dzieci jesteśmy ewenementem.
        Brak dzieci to głównie wygoda, brak pary na końcu przyczyny ekonomiczne, mam w otoczeniu jeden taki przypadek. Brak dzieci to też styl życia, którego nie potępiam bo rzeczywiscie bez dzieci ogólnie wygodniej jest.
    • gonia28b Re: Czy wierzycie w problem z dzietnością? 24.11.11, 10:08
      Oczywiście.
      Żeby z pracą bezrobociem takich problemów nie było, gdybym zarabiała rzeczywiście tę średnią krajową, pomijając już problem przedszkoli i szkół, to bardzo chętnie urodziłabym więcej jak tylko jedno dziecko.
    • sueellen Re: Czy wierzycie w problem z dzietnością? 24.11.11, 10:11
      moim zdniem problem wydumny. Jesli ludzie nie bedą sie rozmnażć, przyjmie się imigrantów. Jest nas i tak za duzo n tej plnecie, wcale nie trzeba więcej.
      • kropkacom Re: Czy wierzycie w problem z dzietnością? 24.11.11, 10:19
        > moim zdniem problem wydumny.

        Wcale nie wydumany. Co nie znaczy, że jeżeli Europejczycy nadal nie będą chcieli mieć dzieci, runie stary kontynent big_grin Zmieni się wygląd przeciętnego Europejczyka.

        __________
        "Nie pluj. Obrażaj, ale higienę zachowaj"
        • gazeta_mi_placi Re: Czy wierzycie w problem z dzietnością? 24.11.11, 10:38
          A E-mamy zaczną żałować że urodziły tylko jedynaka gdy ich wnuczki będą po Polsce (a przynajmniej terenie gdzie kiedyś była Polska) chodzić w burkach.
    • mantha Re: Czy wierzycie w problem z dzietnością? 24.11.11, 11:26
      Nie wierze, wszystko sie zmienia, za iles dziesiat lat do pracy, ktora teraz wykonuje kilka osob bedzie potrzebny jeden automacik, systemy sie zmienia, zus byc moze juz nie bedzie istnial - bzdury i tyle, jkas nagonka, manipulowanie ludzmi i wlazenie z butami w ich prywatne sprawy - teraz jest mniej dzieci, za kilka lat bedzie wiecej - wszytsko plynie. bez histerii.
    • mancipi Re: Czy wierzycie w problem z dzietnością? 24.11.11, 11:34
      wg mnie nie da się nikogo zachęcić do posiadania dzieci, ci co chcą mają, ci co nie chcą nie mają. jeżeli ktoś planuje dziecko zachęcony możliwością otrzymania becikowego/ulgi podatkowej/bezpłatnym przedszkolem itp. to nie powinien takiego dziecka mieć. dziecko to projekt finansowy na 18-25 lat, nikt nie jest zapewnić w tym czasie trwałości tego co jest w chwili zapłodnienia-gdy ja się rodziłam kończył się stan wojenny-trochę nie najlepszy czas na posiadanie dzieci, a mimo wszystko one się rodziły-przypominam to był największy rocznik w historii.
      ja bym wolała niższe podatki-te pośrednie i bezpośrednie, oraz niższe koszty pracy zamiast wszystkich wydumanych ulg i "bezpłatnych" świadczeń-pomoc państwa winna być kierowana dla tych którzy sobie nie radzą, a nie do tych, którzy sobie nie radzą bo państwo wcześniej zabrało im część pieniędzy aby potem im "pomóc".
      a i jeszcze dodam że właśnie zaczynamy starać się o dziecko-pierwsze z trójki (o ile będzie to możliwe) a w perspektywie mamy konieczność pomocy trójce naszych rodziców gdy ci przejdą na emeryturę i ich dochody zmaleją i nie to nas nie zniechęca
      • asiablues Re: Czy wierzycie w problem z dzietnością? 24.11.11, 13:25
        [b]A tu sie nie zgodze. Znam nie jedna pare, która wspomina, ze chetnie by sie na kolejne zdecydowała, no ale: braK złobków, przedszkoli, niania kosztuje multum, leki, wakacje, ubrania - drogie. mam wsród znaomych małzenstwo nauczycieli - bardzoby chcieli miec drugie, ale jedynak dał im w kosc - ciagłe choroby, ona cały czas na zwolnieniu ( nie stac ich na opiekunke, mąz zarabia sernią krajową, ona niecałe 2000, maja kredyt na mieszkanie), szefostwo jasno daje znac, ze nie jest ta sytuacja mile widziana. No i wez sie zdecyduj na drugie...
        • gazeta_mi_placi Re: Czy wierzycie w problem z dzietnością? 24.11.11, 13:58
          Znasz jakiekolwiek dziecko w Polsce które umarło z głodu (nie mówię o patologii co zostawiła samo dziecko na trzy dni w domu)?
          Nie przesadzajmy, Polska to nie Bangladesz. Dzieciak nie musi mieć wszystkiego aby się kształcić i dożyć w zdrowiu 18 lat.
          A już koło 15 roku życia może powoli zarabiać na swoje zachcianki.
          • joanna_poz Re: Czy wierzycie w problem z dzietnością? 24.11.11, 14:07
            > Znasz jakiekolwiek dziecko w Polsce które umarło z głodu (nie mówię o patologii
            > co zostawiła samo dziecko na trzy dni w domu)?
            > Nie przesadzajmy, Polska to nie Bangladesz. Dzieciak nie musi mieć wszystkiego
            > aby się kształcić i dożyć w zdrowiu 18 lat.

            pewnie nie umarł.
            co nie zmienia faktu, ze wychowanie dziecka moze być drogie.

            wystarczy, ze w okolicy nie ma zlobka, a babcia mieszka 300 km dalej/pracuje/ nie ma ochoty zając się wnuczkiem - i bulisz jak za zboże za opiekunkę.
            a następnie dziecię nie dostanie się do przedszkola panstowego i dajesz je do prywatnego - i znowu bulisz jak za zboze.

            zdajesz sobie sprawę jakie sa to kwoty?
            a gdzie reszta? jedzenie? ubranie?
            mowię tu raczej o podstawowych potrzebach, nie fanaberiach.
            • gazeta_mi_placi Re: Czy wierzycie w problem z dzietnością? 24.11.11, 14:11
              Jak nie ma kasy na opiekunkę zostajesz z dzieckiem w domu, same plusy - oszczędzasz od 1000-2000 zł miesięcznie (kwota którą musiałabyś płacić opiekunce), nie denerwujesz się że wszystko na Twojej głowie: humory szefa w pracy i dziecko.
              Dla dziecka też najlepiej jeśli do trzeciego roku życia jest z Mamą.
              Same plusy.
              Do pracy zawsze zdążysz wrócić, no chyba że dziecko rodzisz przed 50-tką, ale jak nie to kobiety w wieku do 40 lat bez większych trudności prędzej czy później coś znajdują.
              • joanna_poz Re: Czy wierzycie w problem z dzietnością? 24.11.11, 14:22
                > Jak nie ma kasy na opiekunkę zostajesz z dzieckiem w domu, same plusy - oszczęd
                > zasz od 1000-2000 zł miesięcznie (kwota którą musiałabyś płacić opiekunce), nie
                > denerwujesz się że wszystko na Twojej głowie: humory szefa w pracy i dziecko.
                > Dla dziecka też najlepiej jeśli do trzeciego roku życia jest z Mamą.
                > Same plusy.

                pod warunkiem, ze rodzina jest w stanie godnie przeżyc z jednej pensji taty i tata przypadkiem w obliczu kryzysu wypowiedzenia nie dostanie.

                > Do pracy zawsze zdążysz wrócić, no chyba że dziecko rodzisz przed 50-tką, ale j
                > ak nie to kobiety w wieku do 40 lat bez większych trudności prędzej czy później
                > coś znajdują.

                no, no.
                gorzej jak to faktycznie będzie "coś", a nie godna praca i gorzej, jak zamiast prędzej jednak bedzie później.
                • gazeta_mi_placi Re: Czy wierzycie w problem z dzietnością? 24.11.11, 15:41
                  Zależy co rozumiesz pod słowem "godnie", Kulczyk zapewne trzy razy w roku zagraniczne wycieczki do pięciogwiazdkowych hoteli i możliwość utrzymanie 7 domów, w tym trzech za granicą.
                  Dla mnie godnie oznacza możliwość zjedzenia trzech posiłków w tym jednego ciepłego, podstawowych ubrań (czystych, odpowiednich do pory roku, bez dziur, mogą być z ciucholandów), rzeczy do szkoły typu zeszyty oraz opłaty związane z mieszkaniem.
                  A dla Ciebie?
                  • olena.s Re: Czy wierzycie w problem z dzietnością? 25.11.11, 00:07
                    Godnie - to znaczy bezpiecznie. Bez codziennych obaw, że jakiekolwiek obsunięcie spowoduje katastrofę.
                    W GB Polki rodzą, aż świszczy. Nie dlatego, że zarabiają tam miliony, tylko dlatego, że to, co zarabiają plus warunki zewnętrzne (ubezpieczenie, szkoły publiczne) wystarcza właśnie na godne życie.
                    • joanna_poz Re: Czy wierzycie w problem z dzietnością? 25.11.11, 09:51
                      > Godnie - to znaczy bezpiecznie. Bez codziennych obaw, że jakiekolwiek obsunięci
                      > e spowoduje katastrofę.

                      dokladnie.
                      i żeby jednak starczalo na cos wiecej, niż tylko zaspokojenie najnizszych potrzeb - najesc sie, ubrac i zaplacic za prad, ktore to potrzeby wymienila gazeta.
      • policjawkrainieczarow Re: Czy wierzycie w problem z dzietnością? 24.11.11, 15:15
        nikt nie jest zapew
        > nić w tym czasie trwałości tego co jest w chwili zapłodnienia-gdy ja się rodził
        > am kończył się stan wojenny-trochę nie najlepszy czas na posiadanie dzieci, a m
        > imo wszystko one się rodziły-przypominam to był największy rocznik w historii.

        wiec nie mozesz pamietac, ze przez kilkanascie miesiecy wczesniej niemal co wieczor elektrownia w zimie wylaczala prund, czasem na godzine, czasem na caly wieczor, no to co mieli ludzie robic po ciemku i w niedogrzanych mieszkaniach, do lozek wskakiwali wink
    • irima2 Re: Czy wierzycie w problem z dzietnością? 24.11.11, 12:26
      Jakiś czas temu był arytukuł zaprzeczający potrzebie zwiększania dzietności:
      wyborcza.pl/1,76842,8942048,Fetysz_dzieciorobstwa.html
      P.S. Autor ma trójkę dzieci smile
    • bri Re: Czy wierzycie w problem z dzietnością? 24.11.11, 12:26
      W skali naszej krajowej ekonomii może i ma sens to parcie na wiekszą dzietność, ale w skali bezpieczeństwa całej planety wydaje mi się, że mniejsza populacja ludzi byłaby zbawienna.

      W końcu ludzie muszą jeść a powierzchnia Ziemi jest ograniczona i jeśli będzie nas wciąż przybywać to zabraknie dla wszystkim miejsca, żywności i wody.
    • wuika Re: Czy wierzycie w problem z dzietnością? 24.11.11, 12:42
      Dla mnie zachętą do w miarę szybkiego posiadania 3 dziecka byłaby gwarancja miejsca w żłobku / przedszkolu z opłatami, które nie zjedzą mi całej pensji. Aktualnie panny mają miesiąc, są już zapisane do żłobka państwowego, powinny iść we wrześniu, czyli w idealnym momencie (duże grupy odchodzą do przedszkoli), niby się otwierają nowe placówki, a nie mam pewności, że uda mi się załatwić opiekę za 500zł miesięcznie (za jedno dziecko), a nie za 1000 w prywatnym. Przy kosztach rzędu 2000zł za opiekę nad dwójką dzieciaków, wizja trzeciego jest nierealna przez co najmniej okres żłobkowo - przedszkolny obecnej dwójki, co znaczy, że dalsze plany prokreacyjne musiałyby być odłożone na czas, kiedy miałabym min. 36 - 37 lat. Dla mnie to stanowczo za późno (ryzyko chorób).
      • andaba Re: Czy wierzycie w problem z dzietnością? 24.11.11, 13:03
        Nie wierzę, głównie dlatego, ze znacznie wiecej znam rodzin wielodzietnych (z piątką i więcej dzieci) niż takich, które mają jedynaków (jako jedynaków nie liczę dzieci 2-letnich, których rodzice są 3 lata po slubie, tylko takie co najmniej 7 letnie).

        Fakt, że sa tendencje wzrostowe tych jedynaków, gdy moje starsze dzieci były w pierwszych klasach SP jedynaków było 1-3 na klasę, teraz jest 4-5.
    • policjawkrainieczarow Re: Czy wierzycie w problem z dzietnością? 24.11.11, 13:25
      zalezy, jak ten problem zdefiniowac.
      Jesli chodzi o polityke spoleczna - wierze, bo dobrobyt potrzebuje konsumpcji wiec nic krajowi po tym, ze bedziemiec: bogatych singli, ktorzy beda swje zarobione tutaj pieniadze wydawac na zagraniczne luksusowe towary i podroze ani dzielnych imigrantach z ubogich krajow, ktorzy co prawda beda pracowac tu za grosze, ale zarobione pieniadze beda wysylac swoim gromadkom dzieci do ojczyzny (dlatego jestem za pomoca wielodzietnym i nie na zasadzie "a wielodzietna matka to nie ma na wizyte w SPA, mino, ze haruje za troje i nikt jej za to nei placi", a na takiej zasadzie, na jakiej np. USA zdecydowalo sie na pomoc bankom i wielkim przedsiebiorstwom - po prostu panstwa nei stac na to, zeby to pie...elo, bo do tego, ze ludzie i przedsiebiorstwa nie pobankrutowali, sa potrzebni konsumenci z jakas sila nabywcza, ktora rodziny wielodzietne sila rzeczy maja mniejsza, inna sprawa to system rozliczen za te pomoc itp, ale sama idea jest dla mnei oczywista).

      Jesli zas chodzi o skale planety - no coz, nigdy na Ziemi nie bylo tylu ludzi, co teraz, ani tak rabunkowej gospodarki zasobow, co do ktorych juz wiadomo, ze ich dla wszystkich nei styknie. Niech mnie ktos z backgroundem naukowym poprawi, ale zazwyczaj jest tak, ze jak na jakims terenie populacja jakiegos stworzenia w jakims okresie w szybkim tempie rosnie, to zawsze dochodzi do punktu krytycznego i potem w podobnym okresie w podobnym tempie o podobna liczbe spada, znaczy sie - czeka nas wojna o zasoby, ktora w ciagu najblizszych stu czy ilus tam lat nas przetrzebi o jakies 2/3.
    • lejla81 Re: Czy wierzycie w problem z dzietnością? 24.11.11, 13:48
      Napiszę, co mnie by zachęciło do świadomego rozmnożenia się:
      - przede wszystkim stabilizacja finansowa, czyli pensja, za którą jestem w stanie zaspokoić wszystkie potrzeby rodziny (powiedzmy 5.000 netto, czy to tak dużo?) praca, do której mogłabym wrócić po urlopie.
      - roczny, płatny urlop wychowawczy.
      Wszystkie inne rzeczy są jak dla mnie drugorzędne. Dostępne żłobki, przedszkola - ok, ale jak masz pieniądze to i z niepublicznego skorzystasz. Ulga i becikowe są fajne (za ulgę zawsze mamy wakacyjny wyjazd), ale to tylko jakiś tam dodatek, bez którego też by dało radę.
      • gazeta_mi_placi Re: Czy wierzycie w problem z dzietnością? 24.11.11, 13:59
        Nie trzeba co roku wyjeżdżać za granicę całą rodziną aby mieć szczęśliwe dzieciństwo.
        • lejla81 Re: Czy wierzycie w problem z dzietnością? 24.11.11, 14:07
          Czy ja coś gdzieś takiego napisałam?
          Wiesz, ja myślę, że ogólnie nie wiele potrzeba, żeby mieć szczęśliwe dzieciństwo. Wystarczy kochający rodzic i coś, czym można napchać sobie brzuszek. Ale ja nie rozważam problemu dzietności z punktu widzenia dziecka, tylko z punktu widzenia matki. A ja, jako matka, nie chcę mieć dylematów typu: czy kupić dziecku nową kurtkę, czy raczej zimowe buty, wysłać dziecko na kolonie, czy zrobić mu np. jakieś płatne badania.
          • gazeta_mi_placi Re: Czy wierzycie w problem z dzietnością? 24.11.11, 14:15
            Kurtka dla dziecka w ciucholandzie kosztuje grosze, ciucholandy chyba nawet mają lepszy wybór ubrań dziecięcych niż dla dorosłych jak czasem chodzę i patrzę, są to z reguły ładne rzeczy. Po co dziecku nowa kurtka ze sklepu za 200zł?
            Mój najbardziej ulubiony sweter nie kupiłam w butiku za 200zł tylko za 10 zł w ciucholandzie.
            W czasach ciucholandów i ciuchów dla dziecka od 1 zł na Allegro bać się, że dziecko nie będzie miało w co się ubrać? Chyba żart jakiś.
            A jeśli dziecko choruje bezpłatne badania należą mu się jak psu buda.
            • joanna_poz Re: Czy wierzycie w problem z dzietnością? 24.11.11, 14:25
              > A jeśli dziecko choruje bezpłatne badania należą mu się jak psu buda.

              badania - tak,
              ale za leki juz płacisz (czesto sporo).
            • lejla81 Re: Czy wierzycie w problem z dzietnością? 24.11.11, 14:57
              Kupuję bardzo często w ciucholandzie, głównie sobie, ale dziecku też. Z tym lepszym wyborem to bym jednak tak nie szalała, bo w ciucholandach, jak to w ciucholandach - są pojedyncze sztuki. Kurtka za 200 zł? Chyba sobie żartujesz, w życiu nie kupiłabym dziecku takiej drogiej kurtki.
              > A jeśli dziecko choruje bezpłatne badania należą mu się jak psu buda. - widać, że nie masz dziecka. Serio sądzisz, że jak dziecko mi się w sobotę rozchoruje, to czekam do poniedziałku, żeby z nim iść do przychodni? Nie - wyobraź sobie, że idę do prywatnego pediatry. Inny przykład - okulista. Jak sądzisz, ile razy udało mi się dostać na fundusz? 0. Musiałabym chyba przyjść o 5 rano, żeby się zapisać. Pobyt dziecka w szpitalu - dziecko oczywiście nie płaci nic, ale ja, jeśli chcę z nim być, płacę 10-20 zł za noc. No i jak słusznie zauważyła koleżanka - leki... W momentach kiedy mój syn więcej chorował, zostawiałam w aptece 150 - 200 zł. Myślisz, że dla kogoś, kto zarabia w biedronce 1200 zł to jest mało?
              Oczywiście zgadzam się z Tobą, że dziecko da się wychować w znacznie, znacznie gorszych warunkach, ale przepraszam bardzo, my nie mówimy o jakimś minimum, przy którym dziecko nie umiera z głodu, tylko o tym, co ma zachęcić kobiety do posiadania większej ilości dzieci. No więc odpowiadam - do posiadania większej ilości dzieci może zachęcić jedynie ekonomiczna stabilizacja, sensowna pensja, a nie jakieś nędzne grosze, za które po prostu nie umiera się z głodu.
            • dorotakatarzyna Re: Czy wierzycie w problem z dzietnością? 25.11.11, 09:58


              gazeta_mi_placi napisała:

              > Kurtka dla dziecka w ciucholandzie kosztuje grosze, ciucholandy chyba nawet maj
              > ą lepszy wybór ubrań dziecięcych niż dla dorosłych jak czasem chodzę i patrzę,
              > są to z reguły ładne rzeczy. Po co dziecku nowa kurtka ze sklepu za 200zł?
              > Mój najbardziej ulubiony sweter nie kupiłam w butiku za 200zł tylko za 10 zł w
              > ciucholandzie.
              > W czasach ciucholandów i ciuchów dla dziecka od 1 zł na Allegro bać się, że dzi
              > ecko nie będzie miało w co się ubrać? Chyba żart jakiś.
              > A jeśli dziecko choruje bezpłatne badania należą mu się jak psu buda.


              Oj, gazeta, ty na pewno nie masz dzieci. A juz na tysiąc procent nie masz w domu nastoletniej panienki. Myślisz, że założyłaby coś kupionego w szmateksie? Taka panienka, żeby się dobrze czuć, to musi mieć furę modnych ciuchów. Żeby nie być gorsza od innych. Pamiętam, że ja zawsze byłam gorsza - chociaż nigdy nie byłam głodna, goła czy bosa. ale to były lata "przemian ustrojowych", stan wojenny itp. Ciebie pewnie wtedy jeszcze na świecie nie było... Moje dzieci nie mają być gorsze - mają być szczęśliwe.
              Po co kurtka za 200 zł? A co powiesz na trampki za 200, kurtkę za 500, skórę za 300, glany za drugie 300? A do tego różnorakie zajęcia pozalekcyjne?
              Tak, mam troje dzieci. Wszystkie są ubrane w nowe ciuchy, wszystkie wyjeżdżaja na wakacje, chodzą na zajęcia pozalekcyjne, jeżdżą konno. Uświadomiłam sobie, że czwarte dziecko jest nie do przyjęcia - bo obnizyłoby komfort życia starszych.
    • bezpocztyonline Re: Czy wierzycie w problem z dzietnością? 24.11.11, 14:02
      joxanna napisała:


      > To co w takim razie państwo może zrobić, żeby zachęcać ludzi, żeby mieli dzieci
      > ? A konkretnie - jak chcieliby demografowie - co najmniej 2 dzieci, a najlepiej
      > więcej?

      Praca, mieszkania, żłobki, przedszkola, stołówki, świetlice szkolne.
      Za komuny problemów z dzietnością nie było.
      • andaba Re: Czy wierzycie w problem z dzietnością? 24.11.11, 14:06
        bezpocztyonline napisała:

        > Praca, mieszkania, żłobki, przedszkola, stołówki, świetlice szkolne.
        > Za komuny problemów z dzietnością nie było.


        Taaa, zwłaszcza warunki mieszkaniowe były doskonałe.

        Ludzie mniej wygodni byli i tyle. I może jeszcze mniej możliwości zapobiegania ciąży było i więcej osób wierzących.
    • mnb0 Re: Czy wierzycie w problem z dzietnością? 24.11.11, 14:10
      > Czy uważacie, że niska dzietność jest problemem?
      Wrecz przeciwnie. Ludzi na swiecie jest ZA DUZO, nie za malo. Myslmy troche bardziej perspektywicznie, niz tylko o wlasnej emeryturze, a "po nas chocby wojna".
    • longpath Re: Czy wierzycie w problem z dzietnością? 24.11.11, 14:12
      W fakty się nie wierzy, fakty się komentuje. Powinni w końcu wziąć się za szarą strefę i umowy śmieciowe, nie iść w wielki socjal, za to inwestować w przedszkola i żłobki w dużych miastach. Ulżyć pracodawcom z podatkami, ustalić rozsądne prawa pracownicze.
      Jeśli Polacy pracują we dwójkę po 10 h, zarabiając tak, że wystarcza im akurat na życie, to nie mogą sobie pozwolić na dziecko, bo: co z nim zrobić? z jednej pensji nie wyżyją, na opiekunkę nie stać. W małych miastach za dużo żlobków, a nie ma pracy. W dużych miastach praca jest, a żłobków mało.
      • mancipi Re: Czy wierzycie w problem z dzietnością? 24.11.11, 15:08
        > Powinni w końcu wziąć się za szarą
        > strefę i umowy śmieciowe, nie iść w wielki socjal, za to inwestować w przedszk
        > ola i żłobki w dużych miastach. Ulżyć pracodawcom z podatkami, ustalić rozsądne
        > prawa pracownicze.
        a przepraszam czy mozesz wyjasnic dlaczego legalne umowy: o dzielo, czy zlecenia okrelasz mianem "smieciowych" i stawiasz je zaraz obok szarej strefy? przeciez od tych umow placi sie podatki, od umowy zlecenia odprowadza skladki-co w nich jest zlego
        • longpath Re: Czy wierzycie w problem z dzietnością? 24.11.11, 21:51
          A mogę. Przez umowy śmieciowe rozumiem niezatrudnianie ludzi na etat, tylko na umowę o dzieło właśnie. To wygodne dla pracodawcy, bo nie opłaca ZUSu, nie mylić z podatkiem, ale pracownik nie ma ubezpieczenia i przez cały okres takiej pracy nie wnosi składek na ZUS. Oczywiście może to zrobić w swoim zakresie, ale zazwyczaj go nie stać. Nie wiem, czy czas takiej pracy liczy się do emerytury, ale wątpię. Np. Rząd podniósł ostatnio najniższą pensję, na co częśc drobnych przedsiębiorców zwolniła pracowników, po czym zatrudniła ich z powrotem, ale już na umowę o dzieło. Oczywiście, że te umowy są legalne, ale ludzie wykorzystują je do bólu. Dla wielu ludzi praca w tak niestabilnych warunkach równa się rezygnacji z powiększania rodziny.
          • policjawkrainieczarow Re: Czy wierzycie w problem z dzietnością? 25.11.11, 02:26
            To wygodne dla pracodawcy, bo nie opłaca ZUSu, nie myli
            > ć z podatkiem, ale pracownik nie ma ubezpieczenia i przez cały okres takiej pra
            > cy nie wnosi składek na ZUS. Oczywiście może to zrobić w swoim zakresie, ale z
            > azwyczaj go nie stać.

            takie umowy powinny opiewac na wieksza stawke - czyli wieksza kasa do reki albo mala stabilizacja - i tak w cywilizowanych mejscach jest.
    • anorektycznazdzira Re: Czy wierzycie w problem z dzietnością? 24.11.11, 19:13
      Najlepszy program prorodzinny to każdy program obniżajacy bezrobocie. Plus tanie przedszkola- i styka.
    • burza4 Re: Czy wierzycie w problem z dzietnością? 24.11.11, 21:41
      Statystyki co do ilości urodzeń nie kłamią, tu akurat nie ma pola do interpretacji.

      Interpretuje się przyczyny zjawiska, osobiście uważam że mało trafnie, bo absolutnie wszystkie znajome kobiety, które mają 1 dziecko mają je wyłącznie z powodów osobistych, czyli braku odpowiedniego tatusia. A na to żadne akcje państwa nie pomogą.

      Nie znam nikogo, kto zrezygnowałby z drugiego dziecka wyłącznie ze względów finansowych.
      • woman-in-the-city Re: Czy wierzycie w problem z dzietnością? 25.11.11, 10:38
        burza4 napisała:


        >
        > Nie znam nikogo, kto zrezygnowałby z drugiego dziecka wyłącznie ze względów fin
        > ansowych.

        A ja znam . Nie kazdy też będzie się tłumaczył i nie wszyscy czuja potrzebę dzielenia się z otoczeniem swą osobistą refleksją i tylko im znanym powodem zaniechania prokreacji. Z powodów lokalowo-mieszkaniowych niejedna para rezygnuje z kolejnego dziecka i takich znam na pęczki.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja