klawiatura_zablokowana
25.11.11, 22:49
Na fali dyskusji o teściowej i niespodziewanych gościach.
Mam wrażenie, że główny problem w wielu podobnych sytuacjach wcale nie leży w teściowej i jej zwyczajach. Moim zdaniem leży on w mężu.
Nie wyobrażam sobie, że miałaby mi przyjść do mojego domu teściowa i coś kazać, a mąż nie reagowałby. Podobnie nie wyobrażam sobie, że moja mama miałaby się wtrącać do naszego życia, a ja bym kiwała głową i kazała mężowi wypełniać jej polecenia.
Sprawy konfliktowe z teściami załatwia się przez tego małżonka, które jest dzieckiem. Synowa/zięć ma gorzej niejako na starcie, próbując zgłaszać uwagi nieswoim rodzicom. Nawet, jeśli małżonek zgadza się ze swoimi rodzicami, jego zadaniem jest mediowanie konfliktu na linii teściowie - zięć/synowa. Byłoby o wiele mniej rodzinnych waśni, gdyby sprawy sporne były załatwiane właśnie w ten sposób. "Kochanie, wytłumacz swojej mamie, że..., bo ja się z nią nie będę kłócić".