jjod
30.11.11, 20:50
,,To za tydzień do ciebie przylatujemy i zabieramy chłopaka. Nie chcesz go puścić później, to chociaż daj go teraz na trochę''. Łatwo się domyślić od kogo taki telefon. Już nie wspomnę o mojej reakcji. I o tym, co mu odpowiedziałam, I o tym, co on sam mówił (że do Polski to już nigdy nie przylecą). Za tydzień? Zabrać a ile? ,,Nie więcej, niż dwa tygodnie, przecież go nie porwiemy''. Zaczyna się od nowa. Tyle, że coraz gorzej. Tak, jak gdyby nigdy nic. I po tym wszystkim, co z nimi miałam, mam ich ot tak wpuścić? W obecnej sytuacji?
Chyba wyjechać najlepiej i najbezpieczniej.
Wiem, ze to nie miejsce na to. Ale takie telefony ścinają skutecznie z nóg.
A już się trochę zaczęło poprawiać. I uspokajać.