mathiola
04.12.11, 00:00
Kiedy mój ojciec miał ok 2,5 - 3 lat, zostawiała go samego w domu i szła do pracy. Mieszkali wtedy w Szczecinie, na I piętrze. Kiedy go zostawiała, on spał. Na stoliku zostawiała mu herbatę, kanapki na talerzu Wiedziała, że dopóki nie wróci do domu, on - po obudzeniu się - zje te kanapki, popije herbatą i zajmie się zabawą.
Raz się pomyliła, bo on - po zjedzeniu kanapek nudził się, wspiął się po taborecie, otworzył okno i siedząc na parapecie dyskutował z dziećmi bawiącymi się na dole, rzucając im przy okazji guziki i inne gadżety, które znalazł w pokoju. Że nie spadł to był cud.
30 lat później (inna historia opowiedziana przez współbiesiadowicza).
Pewna rodzina w bloku zorganizowała imprezę. Dwójka bardzo małoletnich dzieci szwędała się obok. W końcówce imprezy wyszło, że jedno dziecko lat ok 3 gdzieś znikło. Nic, tylko wyszło na zewnątrz. Więc wszyscy goście - co do jednego pijani - poszli na zewnątrz szukać zaginionego chłopca. Małą dziewczynkę zostawili całkowicie samą w mieszkaniu. Kiedy wrócili (z odnalezionym chłopcem), okazało się, że 2-letnia dziewczynka śpi pijana między butelkami, z których pospijała, co zostało.
Żadna z przedstawionych sytuacji nie opisuje życia patologii z żulami w roli głównej.
Dzisiaj nie mieści się to w głowie. Kiedyś tak bywało. I zastanawiam się - czy ci ludzie byli jakoś ograniczeni umysłowo?? Czy nasze pokolenie jest bardziej inteligentne, bardziej przewidujące i jeśli tak to dlaczego??