Moja babcia opowiedziała taką historię

04.12.11, 00:00
Kiedy mój ojciec miał ok 2,5 - 3 lat, zostawiała go samego w domu i szła do pracy. Mieszkali wtedy w Szczecinie, na I piętrze. Kiedy go zostawiała, on spał. Na stoliku zostawiała mu herbatę, kanapki na talerzu Wiedziała, że dopóki nie wróci do domu, on - po obudzeniu się - zje te kanapki, popije herbatą i zajmie się zabawą.
Raz się pomyliła, bo on - po zjedzeniu kanapek nudził się, wspiął się po taborecie, otworzył okno i siedząc na parapecie dyskutował z dziećmi bawiącymi się na dole, rzucając im przy okazji guziki i inne gadżety, które znalazł w pokoju. Że nie spadł to był cud.

30 lat później (inna historia opowiedziana przez współbiesiadowicza).
Pewna rodzina w bloku zorganizowała imprezę. Dwójka bardzo małoletnich dzieci szwędała się obok. W końcówce imprezy wyszło, że jedno dziecko lat ok 3 gdzieś znikło. Nic, tylko wyszło na zewnątrz. Więc wszyscy goście - co do jednego pijani - poszli na zewnątrz szukać zaginionego chłopca. Małą dziewczynkę zostawili całkowicie samą w mieszkaniu. Kiedy wrócili (z odnalezionym chłopcem), okazało się, że 2-letnia dziewczynka śpi pijana między butelkami, z których pospijała, co zostało.

Żadna z przedstawionych sytuacji nie opisuje życia patologii z żulami w roli głównej.
Dzisiaj nie mieści się to w głowie. Kiedyś tak bywało. I zastanawiam się - czy ci ludzie byli jakoś ograniczeni umysłowo?? Czy nasze pokolenie jest bardziej inteligentne, bardziej przewidujące i jeśli tak to dlaczego??
    • mamaemmy Re: Moja babcia opowiedziała taką historię 04.12.11, 00:09
      NIe wiem,ale jak z moją siostra cioteczna wspominamy nasze dzieciństwo to chyba 5 Aniołów Strózy stało na strazy smile bo inaczej marny byłby nasz los..
      kiedys był taki watek coś w stylu jak cudem przezyłam dziecinstwo i my mogłybysmy sie pod nim podpisac.
    • andaba Re: Moja babcia opowiedziała taką historię 04.12.11, 00:10
      > Dzisiaj nie mieści się to w głowie. Kiedyś tak bywało. I zastanawiam się - czy
      > ci ludzie byli jakoś ograniczeni umysłowo?? Czy nasze pokolenie jest bardziej i
      > nteligentne, bardziej przewidujące i jeśli tak to dlaczego??

      Teraz za to przeginają w druga stronę.

      Co do historii twego ojca - sama pamiętam historię dziewczynki, która zostawała sama w domu podczas gdy rodzice się zmieniali ojciec wychodził do pracy na 6, matka kończyła pracę o 7, przez te ok 2 godziny dziewczynka zostawała sama w domu. Bardzo mądra, dziewczynka, 4-5 letnia. Przeważnie siedziała w oknie i czekała na matkę. A pewnego razu tak się ucieszyła, że mama idzie, że wypadła przez okno. Z pierwszego piętra. Nic jej się nie stało. Po tym incydencie nadal zostawała sama, bo matka była bewna, że tym razem to już na pewno nie wypadnie, bo dostała nauczkę.
      Historia nie dotyczy zamierzchłych czasów, matka tej dziewczynki jest 6 lat starsza ode mnie.

      I ogólnie rzecz biorąc takie historie o dzieciach zostajacych w domu to chleb powszedni, albo dla odniany chodziły same do ochronki. Mój wujek twierdzi, ze chodził sam do przedszkola z Podwala do Wodociągów - kto z Krakowa, to wie, że to kawałek jest. Mam wrażenie, iz mówił, że od 3 roku życia tak chodził, dopytać muszę, bo az mi trudno uwierzyć.
      • jowita771 Re: Moja babcia opowiedziała taką historię 04.12.11, 11:29
        U nas na osiedlu też dziecko wypadło przez okno, z drugiego piętra. Skończyło się na jakimś złamaniu, ale tam są krzaki pod oknem, mogło być gorzej.
        A w moim mieście została zgwałcona i zabita dziewczynka. Miała kilka lat i bawiła się pod blokiem. To było parę lat przed moim urodzeniem, a mordercą okazał się sąsiad, dziewczynka go znała, pomagał jej szukać.
        • gazeta_mi_placi Re: Moja babcia opowiedziała taką historię 04.12.11, 11:54
          Obecnie dzieci też wypadają z okna, a pedofile niestety są i będą (chyba że wynajdą w końcu jakieś lekarstwo na to) tylko metody działania najwyżej się zmienią, pedofil zamiast czatować w krzakach za rogiem loguje się do sieci jako "Ania 9 lat, szukam przyjaciółki" i nagabując Wasze dziecko w Waszym własnym domu przed komputerem.
          • przeciwcialo Re: Moja babcia opowiedziała taką historię 04.12.11, 12:00
            Ludzie pedofili szukają na zwenatrz ich spokojnych i bezpiecznych domów. Wiekszośc przypadków molestowań ma miejsce w rodzinie i najbliższym, znanym dziecku otoczeniu.
          • indigo_kid Re: Moja babcia opowiedziała taką historię 05.12.11, 23:40
            Dlatego propaguję aby dziecko długo nie miało swojego osobistego komputera w swoim pokoju. Dla jego własnego bezpieczeństwa komputer powinien być rodzinny i stać w miejscu gdzie się toczy życie rodzinne.
            Ale teraz taka moda, ze komputer chrzestni muszą kupić na komunię - paranoja. Potem rodzice posyłają biedne dzieci do komunii, żeby dostały ten komputer / laptopa.
      • mathiola Re: Moja babcia opowiedziała taką historię 05.12.11, 22:55
        No ja wiem, sami wychowywaliśmy się sami wink
        Tzn. przesadzam, mama wiedziała z cała trójką na wychowawczym, ale kiedy najmłodszy brat miał 3 lata a ja 7, wróciła do pracy. I jakoś to było. Brat w przedszkolu, sama osobiście kilka razy go odbierałam (!!), my samopas póki rodzice nie wrócą. Potem - brat w zerówce, sam się ubierał (my z siostrą szłyśmy wcześniej), jadł śniadanie, zamykał drzwi na klucz i wychodził do szkoły - w wieku lat 6. Uważam, że dzięki temu wyrośliśmy na samodzielnych ludzi.
        Ale ja tu mówię o 2,5 - 3 letnim dziecku, które zostaje samo w domu póki mama nie wróci z pracy. Kilka razy pytałam się: jak długo on był sam?? - No póki pracy nie skończyłam, do popołudnia (!!).
        No wiesz co, to jednak jest różnica.
    • wimperga Re: Moja babcia opowiedziała taką historię 04.12.11, 00:14
      Też się nad tym kiedyś zastanawiałam. Czy to brak czasu, czy przeświadczenie, ze jak jedno dziecko umrze to zrobi się następne, brak wyobraźni? Jak sobie przypomnę, że w wieku 7 lat chodziłam ze szkoły sama, 2 kilometry, w zimie w ciemnościach to zupełnie tego nie rozumiem. I to była norma. Z drugiej strony dziś moja znajoma nie pozwala swojemu 13 latkowi posmarować chleba masłem a do szkoły (5 minut od domu) odprowadza go dziadek.
      • z_lasu Re: Moja babcia opowiedziała taką historię 04.12.11, 09:17
        > Jak sobie przypomnę, że w wieku 7 lat chodziłam ze szkoły sama, 2 kilometry, w zimie w
        > ciemnościach to zupełnie tego nie rozumiem.

        Ale widzisz - z perspektywy czasu - jakieś zagrożenia dla tej ówczesnej 7-latki? Bo ja też chodziłam (nie sama, z koleżanką) i nie uważam, żeby to było niebezpieczne (wówczas). Ale ja mieszkałam na wsi i chodziłam do szkoły do maleńkiego miasteczka.
        • gku25 Re: Moja babcia opowiedziała taką historię 04.12.11, 10:22
          Myślisz że wtedy nie było pedofilii? Morderstw? Był słabszy dostęp do mediów to i ludzie mniej się bali.
          • z_lasu Re: Moja babcia opowiedziała taką historię 04.12.11, 11:43
            > Myślisz że wtedy nie było pedofilii?

            Była, najczęściej w rodzinie. Przed pedofilią chroni dzisiaj przede wszystkim wiedza o tym zjawisku (czy raczej o jego skutkach) i brak zgody na nie. Przez całe moje dzieciństwo i dorosłość nie zdarzył się ani jeden przypadek pedofilii "pozarodzinnej" w tej gminie, a morderstwo jedno - na dorosłej osobie.

            > Był słabszy dostęp do mediów to i ludzie mniej się bali.

            Za to teraz boją się bardziej niż powinni, bo wydaje im się, że tych przestępstw jest o wiele więcej niż faktycznie jest.
        • jowita771 Re: Moja babcia opowiedziała taką historię 04.12.11, 11:34
          > Ale widzisz - z perspektywy czasu - jakieś zagrożenia dla tej ówczesnej 7-latki
          > ?

          Ja widzę. Mało tego, teraz będąc dorosłą kobietą w biały dzień tamtędy. Ale do mojej szkoły droga prowadziła nad rzeką, pomiędzy gęstymi krzakami. Jak szłam sama, to zdarzało mi się całą drogę nie spotkać żywej duszy. Czasami dla odmiany zdarzało się spotkać pana, który pokazywał to, co miał najlepszego. Raz moja mama zabrała mnie i moją koleżankę (za zgodą jej mamy) na komisariat, żebyśmy opisały pana. Nikt inny się nawet nie kwapił, kazali przechodzić i nie patrzeć na faceta. Policjanci obiecali się tam pokręcić. Żadnego policjanta nie spotkałam, ale coś musieli zrobić, bo pan faktycznie zniknął.
          • z_lasu Re: Moja babcia opowiedziała taką historię 04.12.11, 11:48
            > Czasami dla odmiany zdarzało się spotkać pana, który pokazywał to, co miał najlepszego.

            I pamiętasz to jako traumę? Zrobił Wam coś kiedyś?

            > Mało tego, teraz będąc dorosłą kobietą w biały dzień tamtędy.

            Cokolwiek byś zrobiła lub nie "w biały dzień tamtędy" wink - ja nie pytam o to, co jest teraz tylko o to co było 30 lat temu. A 30 lat temu - przynajmniej w małych miejscowościach - była przede wszystkim nieporównanie mniejsza anonimowość.
            • jowita771 Re: Moja babcia opowiedziała taką historię 04.12.11, 12:22
              To nie taka mała miejscowość - miasto 40 tys. na Śląsku. Ja tego pana kompletnie nie znałam z widzenia, mógł być np. z Katowic i przyjeżdżać na gościnne występy autobusem - 20 minut.
              • naomi19 Re: Moja babcia opowiedziała taką historię 05.12.11, 08:00
                Jesteś z Mikołowa?smile
      • mathiola Re: Moja babcia opowiedziała taką historię 05.12.11, 22:57
        moja nauczycielka z podstawówki, której synowie tak samo się prowadzali jak my - czyli samodzielnie od małego - obecnie swoją 11-letnią wnuczkę odwozi do szkoły i przywozi na bagażniku roweru. Właściwie nie przywozi, bo nie ma siły ujechać - ona siedzi na bagażniku, a babcia rower prowadzi.
        Małe miasto jak wiesz.
    • ga-ti Re: Moja babcia opowiedziała taką historię 04.12.11, 00:23
      W naszym mieszkaniu z czasów dzieciństwa okna otwierały się z ogromnym trudem. Do mycie niektóre tata musiał otwierać, bo mama nie dawała rady smile
      Ja w swoich wymieniłam klamki na takie z kluczykiem.

      Teraz jak czytam w wątkach o nauczycielach pretensje i pytania "co ja z dzieckiem zrobić mam, gdy nauczyciele wolne mają" to się zastanawiam, co robili nasi rodzice z nami? Też wolne było w wakacje i w ferie (może weekendów mniej). Moi pracowali oboje od 7 do 15, urlop brali wymiennie, ale też trochę się zazębiał, bo wyjeżdżaliśmy całą rodziną. Zostawaliśmy w domu sami i już.
      Mojej 4 latki samej nie zostawię, 7 latka czasem tak.
      • mandziola Re: Moja babcia opowiedziała taką historię 04.12.11, 00:53
        Tia. Kiedyś było - czy się stoi czy się leży 5 tysięcy się należy. Nie wiem, w którym to roku u Ciebie było, ale za komuny po prostu brałaś zwolnienie, urlop itp i nikt na Ciebie krzywo nie patrzył.
        • dorry Re: Moja babcia opowiedziała taką historię 04.12.11, 08:56
          Nieprawda.
        • kura28 Re: Moja babcia opowiedziała taką historię 04.12.11, 13:43
          Wychowywali mnie rodzic właśnie w czasie komuny. Chorowałam rzadko, więc mama średnio raz na rok brała tydzień zwolnienia, żeby ze mną zostać.
          Moi rodzice chorowali jeszcze rzadziej. O ile pamiętam oboje w ciągu całej swojej kariery zawodowej byli może ze 3 razy na kilkudniowym zwolnieniu kiedy naprawdę źle się czuli.
          Od 4 klasy szkoły podstawowej wracałam sama ze szkoły do domu i czekałam na rodziców. Wcześniej była świetlica + babcia (która też pracowała zawodowo w tym czasie).
        • mathiola Re: Moja babcia opowiedziała taką historię 05.12.11, 22:50
          nieprawda Mandzi. Znaczy może i prawda ale nie zawsze a nawet tylko czasami.
      • przeciwcialo Re: Moja babcia opowiedziała taką historię 04.12.11, 09:37
        No i soboty były pracujące.
        W ferie w szkole było lodowisko i wypozyczalnia łyżew za friko bo były szkone. W wakacje kolonie. Nikt nie trząsł się nad dzieckiem które z kolegami i koleżankami z podwórka szło na sanki na parę godzin. W lecie to jeszcze wiecej zabaw sie wymyslało. No ale dzieciaki nie były zaparkowane w domach tylko bawiły sie na podwórkach. Teraz i dziesięciolatki sa prowadzane do szkoły i z powrotem.
        • mgla_jedwabna Re: Moja babcia opowiedziała taką historię 04.12.11, 14:57
          Kiedyś też na tych samych podwórkach były place zabaw albo np. górka do zjeżdżania na sankach, trawnik, ławeczka i parę krzaków. Teraz są tam parkingi albo zabudowania typu garaż, supermarket, zaplecze sklepu.

          Ogólnie w temacie wątku: kiedyś wiele rzeczy, które leżą w obszarze odpowiedzialności rodziców, uważano za wypadki losowe, tzn. takie, którym nie dało się zapobiec (w granicach rozsądku - wiadomo, że wszystkiemu prawie można zapobiec, przykuwając dziecko do kaloryfera). Dziecko wypadło z okna? "Tak się w życiu zdarza". Dziecko zginęło w wypadku samochodowym? "Ojej jakie nieszczęście" i zero refleksji, że można było zapiąć pasy.

          Kiedyś np. były małe szkoły na wsi. Teraz się je zamyka, a dzieci chodzą do szkół zbiorczych w miejscowościach oddalonych o kilka km. Albo w mieście do szkół oddalonych o kilka ulic (wydaje mi się, że teraz częściej niż kiedyś wybiera siędziecku szkołę z rozmysłem, zamiast posyłać do najbliższej). W dodatku mamy dużo intensywniejszy ruch samochodowy. Do tego jeszcze dzieci noszą przy sobie więcej rzeczy wartościowych (komórka, jakaś gierka), które można im ukraść. Naprawdę odprowadzanie dzieci może wynikać z racjonalnej potrzeby, nie z paranoi rodzicielskiej.
    • goodnightmoon Re: Moja babcia opowiedziała taką historię 04.12.11, 00:24
      Pewnie brak wyobraźni.
      Nie trąbiono w mediach o licznych tragediach, które się przydarzyły niepilnowanym dzieciakom, to i nie myśleli rodzice, że coś może się złego wydarzyć.

      Tak samo jak kiedyś - spokojnie odwiedzaliśmy sąsiadów (tych bezdzietnych też), zdarzało się, że sąsiad zabierał czyjeś dzieciaki do kina czy na wycieczkę i było OK. Ja, po obejrzeniu niejednego programu o pedofilach, w życiu a coś takiego nie pozwolę.
      • jul-kaa Re: Moja babcia opowiedziała taką historię 04.12.11, 01:19
        goodnightmoon napisała:
        > Pewnie brak wyobraźni.
        > Nie trąbiono w mediach o licznych tragediach, które się przydarzyły niepilnowan
        > ym dzieciakom, to i nie myśleli rodzice, że coś może się złego wydarzyć.

        A jak z rok temu pojawił się ten megadurny, idiotyczny artykuł o tym, jak to za "naszych czasów" piękne dzieciństwo było, jaka wolność itd., to dziewuchy na forach wspominały, jakie to cudowne czasy były, jak to nikt nie słyszał, żeby dzieci umierały itp.
        Jasne, że nie słyszał, bo skąd?
        • gazeta_mi_placi Re: Moja babcia opowiedziała taką historię 04.12.11, 12:02
          Dzieci zawsze umierały i będą umierać na skutek różnych wypadków niezależnie od czasów.
          Będą też umierać na skutek nieszczęśliwych wypadków i zbiegów okoliczności będąc także pod opieką rodziców, zawsze tak było i będzie, obecność rodzica nie chroni przed śmiercią.
    • jak_matrioszka Re: Moja babcia opowiedziała taką historię 04.12.11, 01:36
      Schlebiasz sobie, mathiola smile Bardziej inteligentne i przewidujace pokolenie, he he big_grin A moze po prostu pokolenie twoich rodzicow bylo z natury bardziej ostrozne, bo tylko ostrozne osobniki przezywaly? wink Za to pokolenie obecnych dzieci jest tak niezaradne zyciowo, ze za reke trzeba do liceum odprowadzac, a rodzice sikaja tylko wtedy kiedy maja pod czyja opieka dziecko zostawic bo przeciez rozsadny i przewidujacy rodzic wie ile sie przez taka minute moze przydazyc i nigdy by do tego nie dopuscil...

      Zycie sie zmienia, zadne pokolenie nie jest takie samo jak poprzednie, ale to nie znaczy ze w ciagu polwiecza calkowicie zmienily sie metody postepowania z dziecmi. "Przewidujacy" rodzice zyli kilka pokolen wstecz, a w dzisiejszych czasach kazdego dnia rodza sie dzieci malo przewidujacym rodzicom. To ze Ty sie z czyms nie spotkalas, to jeszcze nie znaczy ze tego nie ma. Jezeli w wiadomosciach podaja ze pijany 2-3 latek wypadl przez okno z 10 pietra, to o czym to swiadczy? Wypadl rodzicom pokolenia twojej babci gdzies kolo 1965 roku i dopiero w 2011 dolecial na ziemie, czy wypadl rodzicom obecnego, "inteligentnego i przewidujacego" pokolenia?
    • szyszunia11 Re: Moja babcia opowiedziała taką historię 04.12.11, 01:39
      do pracy szła? na 8 godzin? i 2,5 - 3 latek sam w domu? nie, z całym szacunkiem, ale "brak wyobraxni" to zdecydowanie zbyt łagodne określenie. To babcia nie widziała "czym się charakteryzuje" dziecko w tym wieku? choćby z tych chwil, które spędzali razem? że co chwila cos chce, że jak nie dostanie to płacze, że próbuje robić rzeczy niebezpieczne (!!!), że domaga się czyjejś obecności i jej potrzebuje!! nawet gdyby zamknąć takie dziecko w pokoju bez klamek, zabezpieczonym na wszelkie sposoby, z miękkimi i bezpiecznymi zabawkami, to przecież chyba - jeśli normalne - zapłakałoby się na przysłowiową śmierć... Żeby to zauważyć, to nie trzeba edukacji, świadomości, kampanii społecznych. Nota bene owszem - cud - że Tata przeżył takie eksperymenty, ale nie wierzę, że bez uszczerbku na psychice.
      A jak czytam, że 3-latek idzie sam z Podwala do Wodociągów (2 godziny idzie co najmniej, znając tempo jakim porusza się dziecko w tym wieku), to jest to dla mnie bez żadnej różnicy taka sama abstrakcja, jak bym czytała, że niemowlak rozwiązuje równania z 3 niewiadomymi, albo pies albo pies jest instruktorem jazdy samochodem...
    • exina Re: Moja babcia opowiedziała taką historię 04.12.11, 01:44
      mathiola napisała:

      czy nasze pokolenie jest bardziej i
      > nteligentne, bardziej przewidujące i jeśli tak to dlaczego??

      Dużą rolę gra internet. Tylko totalne kretynki z tego nie korzystają i nie angażują się, chocby tylko czytając, w fora. A są one kopalnią wszelakiej wiedzy na temat rodzicielstwa. I chyba jedynej rzetelnej wiedzy.

      W temacie - ja sama, w wieku 5 lat pozostawiona na pół godziny sama w domu postanowiłam zrobic eksperyment - i podpaliłam poduszke. Została ona znleziona rok póżniej za szafą. Pamiętam to do dzis - jarało sie pieknie i trzeba było duzo szklanek wody z kuchni, zeby to ugasic.

      Teraz cos mniej zabawnego - jako kilkulatka wychodziłam sama z domu, tak jak inne dzieci. Wielokrotnie byłam napastowana seksualanie. Pan w windzie wkładający rękę w majtki. Facet w parku wywijający penisem przed oczami 5-6 letnich dzieci. W koncu pan, ktory zwabił nas cukierkami i kazał patrzec, jak fajnie mleczko wypływa. Niektórzy dawali sie namawiac na "dojenie". Ojej, dyskomfort? Tak to kiedys bywało w tych "cudownych" czasach. Ale o tym nikt nie pisze, za duzy dyskomfort.
      Każdą matkę, która chroni swoje dziecko, nawet do przesady, zrozumiem doskonale. Uwazam, ze i tak mogłaby chronic bardziej. A całe pokolenie naszych rodziców - cóż, nadaje sie tylko do ograniczenia/odebrania wladzy rodzicielskiej. Lepiej w ogóle tego nie wspominac, nie mówiac o nostalgii...
      • jak_matrioszka Re: Moja babcia opowiedziała taką historię 04.12.11, 02:02
        Hyhy, te twoje wspominki to mi cos przypomnialy: bylam z wujostwem na wczasach i chrzesnica wujka w moim wieku. Jednego dnia poszlismy do parku i troche sie towarzystwo rozlazlo, ja do jednej budki, Goska do drugiej, wujostwo czekali mniej wiecej po srodku parku. W koncu wujkowi sie znudzilo i poszedl do hotelu, a my z ciotka wrocilysmy po godzinie. Wchodzimy do pokoju a wujas tylko na nas rzucil okiem i pyta: a te dwie co takie naburmuszone? A ciotunia na to wesolym glosem: bo jedna spotkala w parku ekshibicjonste i jest zniesmaczona, a druga sie na seans nie zalapala i ma focha! Ja mialam focha, tyle co ja sie nasluchalam o roznych panach w prochowcach, a nigdy sama nie widzialam! I to nie jest wina czasow, jednym w nadmiarze, a innym wcale wink
        • dziennik-niecodziennik Re: Moja babcia opowiedziała taką historię 04.12.11, 02:04
          > I to nie jest wina czasow, jednym w nadmiarze, a innym wcale wink

          ano, dokładnie...

      • dziennik-niecodziennik Re: Moja babcia opowiedziała taką historię 04.12.11, 02:03
        > A całe pokolenie naszych rodziców
        > - cóż, nadaje sie tylko do ograniczenia/odebrania wladzy rodzicielskiej. Lepiej
        > w ogóle tego nie wspominac, nie mówiac o nostalgii...

        bo ja wiem. zależy jakie kto miał dzieciństwo chyba.

        > Dużą rolę gra internet. Tylko totalne kretynki z tego nie korzystają i nie anga
        > żują się, chocby tylko czytając, w fora. A są one kopalnią wszelakiej wiedzy na
        > temat rodzicielstwa. I chyba jedynej rzetelnej wiedzy.

        wiesz co, wybacz ale BUHAHAHAHAHAHAHHAHAHA. nie wymawiajac nikomu nawet na tym forum mozna sobie poczytać głupot do kwadratu, a na "dzieciowych" to już całkiem. internet to nie jest medium wiarygodne, własnie dlatego że zbyt dużo ludzi ma do niego dostęp i moze nie tylko czytac ale tez pisac big_grin

        • bi_scotti Re: Moja babcia opowiedziała taką historię 04.12.11, 04:39
          Trudno mi sie zdecydowac czy wieksze wrazenie robi na mnie opowiesc o 2.5-3-latku zostajacym na 8 godzin samotnie w domu czy o 13-latku, ktory nie smaruje sam chleba maslem i jest odprowadzany do szkoly przez dziadka ... Skrajnosc w zadnym w kierunku nie jest ani zdrowa, ani sensowna. Najlepsze jest jakies happy medium, w ktorym 2.5-3-latek ma odpowiednia opieka a 13-latek odpowiednia doze samodzielnosci! Mysle, ze mimo wszystko, zarowno w pokoleniu naszych babc i rodzicow jak i w naszym czy naszych dzieci, procent ludzi rozsadnych przewyzsza procent tych ze skrajnych koncow.
      • przeciwcialo Re: Moja babcia opowiedziała taką historię 04.12.11, 09:42
        Ja piernicze, gdzie ty sie wychowywałas???
        • annajustyna Re: Moja babcia opowiedziała taką historię 04.12.11, 11:42
          Dokladnie - ja wiedzialam, ze trzeba uwazac na obcych i na panow oferujacych cukierki (lata 70.).
        • turzyca Re: Moja babcia opowiedziała taką historię 05.12.11, 00:06
          Wiesz, zeby daleko nie szukac - moja przyjaciolka spotkala ekshibicjoniste co najmniej kilka razy. Ja ani razu. Ona mieszkala na Bemowie i chodzila do szkoly na Woli, ja na prawym brzegu i szkola w centrum.
          A the worse of w postaci faceta, ktory zalatwil podrecznik, spotkalo moja kolezanke w tramwaju z Mokotowa do Srodmiescia.
          Caly czas to samo miasto, niby moje okolice najgorsze, a przezycia zdecydowanie rozne. Kwestia szczescia.
      • jajko54 Re: Moja babcia opowiedziała taką historię 04.12.11, 13:28
        exina napisała:
        > Teraz cos mniej zabawnego - jako kilkulatka wychodziłam sama z domu, tak jak in
        > ne dzieci. Wielokrotnie byłam napastowana seksualanie. Pan w windzie wkładający
        > rękę w majtki. Facet w parku wywijający penisem przed oczami 5-6 letnich dziec
        > i. W koncu pan, ktory zwabił nas cukierkami i kazał patrzec, jak fajnie mleczko
        > wypływa. Niektórzy dawali sie namawiac na "dojenie". Ojej, dyskomfort? Tak to
        > kiedys bywało w tych "cudownych" czasach. Ale o tym nikt nie pisze, za duzy dy
        > skomfort.

        o, jak doskonale znany mi temat. mieszkałam w centrum dużego miasta, blisko basen na który zjeżdzała się żuleria z całego miasta. nie było miesiąca żeby nie było słychać o gwałcie lub napastowaniu. obnażający się faceci w windzie to był standard i ten tekst o mleczku. w szkole raz jak byłam po południu to jeden mnie przydybał w pustej sali, na szczęście udało mi się uciec. mimo wszystko doceniam że nie byłam ubezwłasnowolniona. moja matka przyznała się że jak miałam 2 lata i spałam to szła do teatru z ojcem a ja zostawałam sama. a teraz histeryzuje jak pozwalam prawie 9latkowi iść samemu do szkoły.
        babcia, to też ciekawe historie. 2letniego syna zostawiała siedzącego na stole (!) i szła kilka km po zakupy. jak wracała siedział w tym samym miejscu. mój ojciec jako 4latek chodził do przedszkola kilka km przez las sam.
    • 3-mamuska Re: Moja babcia opowiedziała taką historię 04.12.11, 04:51
      mathiola napisała:

      > Kiedy mój ojciec miał ok 2,5 - 3 lat, zostawiała go samego w domu i szła do pra
      > cy. Mieszkali wtedy w Szczecinie, na I piętrze. Kiedy go zostawiała, on spał. N
      > a stoliku zostawiała mu herbatę, kanapki na talerzu Wiedziała, że dopóki nie wr
      > óci do domu, on - po obudzeniu się - zje te kanapki, popije herbatą i zajmie si
      > ę zabawą.
      > Raz się pomyliła, bo on - po zjedzeniu kanapek nudził się, wspiął się po tabore
      > cie, otworzył okno i siedząc na parapecie dyskutował z dziećmi bawiącymi się na
      > dole, rzucając im przy okazji guziki i inne gadżety, które znalazł w pokoju. Ż
      > e nie spadł to był cud.
      >
      > 30 lat później (inna historia opowiedziana przez współbiesiadowicza).
      > Pewna rodzina w bloku zorganizowała imprezę. Dwójka bardzo małoletnich dzieci s
      > zwędała się obok. W końcówce imprezy wyszło, że jedno dziecko lat ok 3 gdzieś z
      > nikło. Nic, tylko wyszło na zewnątrz. Więc wszyscy goście - co do jednego pijan
      > i - poszli na zewnątrz szukać zaginionego chłopca. Małą dziewczynkę zostawili c
      > ałkowicie samą w mieszkaniu. Kiedy wrócili (z odnalezionym chłopcem), okazało s
      > ię, że 2-letnia dziewczynka śpi pijana między butelkami, z których pospijała, c
      > o zostało.
      >
      > Żadna z przedstawionych sytuacji nie opisuje życia patologii z żulami w roli gł
      > ównej.
      > Dzisiaj nie mieści się to w głowie. Kiedyś tak bywało. I zastanawiam się - czy
      > ci ludzie byli jakoś ograniczeni umysłowo?? Czy nasze pokolenie jest bardziej i
      > nteligentne, bardziej przewidujące i jeśli tak to dlaczego??


      Nas tez zostawiano samych,moze nie wieku 3 lat ale 5 to juz tak.
      Pamietam jak z kuzynka musialysmy opiekowac sie jej 2 letnia siostra,jestemy od niej starsze o 6 lat mialysmy po 8 lat,pamietam jak ona spala w wozku a my gralysmy w gume.

      Mysle ze teraz nad dziecmi za bardzo sie piescimy ,dzieci nie sa odpowiedzialne za swoje czyny,trzyma sie je pod kloszem,jak dla mnie o wiele za mocno.

      Moze to jak kiedys bylo z dziecmi nie bylo do konca ok,ale teraz znowu przegiecie w druga strone.

      Oczekuje sie od 2- latka chodzenia bez wozka bo wstyd, bez pieluchy ,samodzielnego jedzenie,a z drugiej strony matka na chwile go nie zostawi samego.
      Ma problem z pojscie do toalety czy umyciem sie bo w domu dziecko 2-3 letnie.
      Jak dla mnie koszmar.
      Ja zostawiam swoje dzieci czesciej pewnie niz nie jedna z was,i to w roznym wieku.Juz 18 miesiecznieka zostawialam samego,i szlam z psem na spacer(a raczej na poranne siku i kupe) a mlody siedzil na balkonie i patrzyl na mnie rozmawialismy, spasc nie mogl bo barierka bardzo wysoka,a ja bylam w odleglosci 2-3 metrow,potem biegiem i w ciagu 20 sekund bylam w domu,bo mieszkalam na parterze.
      Zostawialm corke w wieku 2 lat i szlam ze starszym do szkoly,nie bylo mnie 7 minut.Ona najczesciej spala ,zostawialm wlaczone bajki tak cicho, jak sie budzila to ogladala.
      Najmlodszy spal w lozeczku jak mial 18 miesiecy kiedy wychodzilam i zaprowadzalam dzieci pod szkolna brame zajmowalo mi to okolo 2-3 minut,nie oplacalo mi sie go budzic ubierac i ciagnac na deszcz czy mroz.
      Mysle ze to zaufanie,ja np.mowilam corce ze jakby mnie nie bylo jak sie obudzi to ma nie bac sie i nie plakac, bo ja ide tylko syna podprowadzic i szybko wroce,wiedzialam ze jak oglda bajke to spokojnie 15 minut jest tak zajeta ze nawet nie drgnie.
      Ale moje dzieci sa nauczone,ze nie wisze nad nami,moga np.przez godzine bawic sie w pokoju obok bez ciaglego sprawdzania gdzie mama.Nie trzymaja sie mojej nogi kurczowo jak chce gdzies wyjsc,a ona maja z kims zostac.Nie panikuja jak mnie nie ma przez chwile.
      Moge np.dluzej pospac,w wolny dzien bo dzieci zadne mnie nie budzilo tylko sie bawilo,same.

      Wszystkie kolezanki mi sie dziwily jak ja to robie ze moje dzieci nie dostaja ataku paniki jak znikam w toalecie czy w drugim pokoju,wiekszosc ktore znam to dzieci chodza w krok w krok,nawet jedna teraz 4-latka nie pojdzie sie bawic tylko siedzi na kolanach mamy,bo mama ma isc z nia,mimo ze zna nas dzieci dom w ktorym sie spotykamy na kawe z dziewczynami.jak dla mnie kosmos.

      Mozecie pisac co chcecie,ale dla mnie dzieci ktore nie sa wstanie zajac sie soba kilk mimut,to dzeici chyba ograniczone umyslowo,to samo matki kwoki to te znie jest normalne.
      pamietam jak szlam z synem z urodzin jego kolegi ze znajomym mielismy wrocic do domu jego samochodem,poszlam szybciej z chlopcami 8-latkami ,przez parking,szlam za nimi w odleglosci 50 cm,bokiem parkingu ,parking prawie pusty,oni szli rozmawiali ,doszlismy do auta ,i wtedy dogonil mnie znajomy i z wrzaskiem do mnie jak moglam dzieci tak bez opieki prowadzic,przez parkign powinnam ich za reke trzymac,facet ma totalnego swira na punkcie bezpieczenstwa dzeici,jak nienormalny,myslam ze 8-latek spokojnie idacy nagle rzucie sie pod kola samochdu ,chyba dla zabawy.cala droge robil fochu ,miny i nie odezwal sie do mnie.

      Ostatnio byla jakas dyskusja na forum wlasnie, ze teraz taka panika ze nawet nastolatkowie sa doprowadzani/doworzeni do bram szkoly/czy jakis zajec,matki strzega gorzej jak kwoka jajek.

      A i mysle ze w domu jest o wiele bardziej bezpiecznie niz na ulicy,i nie jestem zwolennikiem puszczania samopas po dworze,bo jednka zawsze moga trafic na jakiegos czlowieka, ktory zrobi im krzywde,ale w domu jak u mnie sa bardzo bezpiecznie.

      I nie czuje sie ani patologia,ani gorsza matka,bo poprostu widze jak moje dzieci sa smiale i zaradne,a nie jak niektore nie zejda z mamy,i caly czas wisza na mamie nawwet do taty nie pojda,a matki zachowuja sie jak niewolniece dzieci.
      • koza_w_rajtuzach Re: Moja babcia opowiedziała taką historię 04.12.11, 07:42
        > Wszystkie kolezanki mi sie dziwily jak ja to robie ze moje dzieci nie dostaja a
        > taku paniki jak znikam w toalecie czy w drugim pokoju

        Ale to też kwestia charakteru dziecka. Swojej córce pozwalałam wychodzić samodzielnie na dwór jak miała 18 miesięcy. Podwórko ogrodzone, na boku, daleko od ulic, więc niewiele mogłoby się stać, obserwowałam ją przez okno, a ona potrafiła przez bite 2 godziny bawić się w piasku. Zawsze była samodzielna i zaradna, nadal taka jest. Też mnie dziwi jak wraca z kolegą z zerówki do domu i mama tego chłopca drży z lęku, że jej syn wyskoczy na ulice, każe mu chodzić przy swojej nodze, a ja mam luz, bo wiem, że nic nie może się stać...
        Mój syn już zaczyna "wyrastać", mogę go zostawić na troszkę na podwórku samego, ale mimo wszystko bardziej mnie pilnuje, jest mniej samodzielny i większy maminsynek. Do 2,5 roku trzymał się mojej nogi lub nogi swojej siostry, najczęściej to wymuszał żebyśmy obie były przy nim wink)... ale teraz już wyrasta, codziennie prosi, że chce do przedszkola chodzić wink
      • z_lasu Re: Moja babcia opowiedziała taką historię 04.12.11, 09:23
        > Mozecie pisac co chcecie,ale dla mnie dzieci ktore nie sa wstanie zajac sie soba kilk mimut,to
        > dzeici chyba ograniczone umyslowo,

        Moje dziecko doskonale jest w stanie zająć się sobą nawet dłużej niż przez kilka minut, ale niekoniecznie w sposób akceptowany przez dorosłych. Dziecko, które tylko siedzi i bawi się klockami wyłącznie w sposób przewidziany przez dorosłych to chyba ograniczone umysłowo... suspicious

        • claudel6 Re: Moja babcia opowiedziała taką historię 04.12.11, 22:57
          no, moje dziecko się potrafi fantastycznie sobą zająć wciskając np. wszystkie guziki audiofilskiego sprzętu tatusia albo wyjmując całą zawartość szafek w kuchni. mogłaby tak godzinami.
          w tym rzecz - dzieci potrafią znaleźć sobie tysiąc zajęć, tylko większość z nich albo jest niebezpieczna dla nich samych albo wiąże sie ze zniszczeniami, ktorych dorośli chcą uniknąć
      • fajnyrobal Re:3-mamuśka 04.12.11, 11:15
        Nie chwal się tym głośno, bo na ciebie opiekę z policją naślą ty nieodpowiedzialana matko ty wink

        Teraz taka moda - kwoczyć nad dzieckiem do upadu, ubezwłasnowolnić je całkowicie, sikać, jeść, myć się tylko wtedy kiedy pociecha śpi (chociaż wtedy też należy robić to nie spuszczając maleństwa z oka bo w czasie snu jeszcze może mu się coś stać i wyżej wymienione czynności należy robić przy jego łóżeczku) albo ma opiekę.Odrabiać za nie zadania domowe, jakby się dało to zdać maturę I tak do 18 roku życia. Padać na ryj po całym dniu i płakać, z mieszaniną dumy ( jaka to ja dzielna i dobra matka jestem), na forach, że się zamieniło w kurę domową . I z tęsknotą wypatrywać momentu, kiedy wypruje się do pracy i oderwie od tego nieustannego kwoczenia. Paranoja.
        Przegięcie w każdą stronę jest głupotą i trzeba znaleźć zloty środek. Fakt, w czasach naszych rodziców nie było wielu zagrożeń, które są teraz - bateryjek do połknięcia, żrących środków czystości ( bo ich po prostu nie było, nawet srajtaśmy nie było smile), ale były gniazdka elektryczne, rury i wykopy. Zboczeńcy byli zawsze.
        Zostawienie małego dziecka na 8 godz same w domu to przegięcie ( w tamtych czasach dzieci często wypadały z okien i nie przeżywały tego) ale i ciągłe wiszenie nad nim to przegięcie.
        • gazeta_mi_placi Re:3-mamuśka 04.12.11, 11:59
          Jedna z e-mam bierze prysznic dopiero gdy mąż wraca z pracy aby dziecko było wtedy pod opieką.
          Teraz już wiem kto śmierdzi w autobusach i na ulicy - to samotne matki lub te których mąż miał pecha wyjechać na kilkudniową delegację.
          • a.nancy Re:3-mamuśka 04.12.11, 21:52
            gazeta_mi_placi napisała:

            > Jedna z e-mam bierze prysznic dopiero gdy mąż wraca z pracy aby dziecko było wt
            > edy pod opieką.
            > Teraz już wiem kto śmierdzi w autobusach i na ulicy - to samotne matki lub te k
            > tórych mąż miał pecha wyjechać na kilkudniową delegację.

            B-O-S-K-I-E!!!!
        • 3-mamuska Re:3-mamuśka 04.12.11, 14:27
          fajnyrobal napisała:

          > Nie chwal się tym głośno, bo na ciebie opiekę z policją naślą ty nieodpowiedzia
          > lana matko ty wink
          Teraz mam juz duze dzieci i moga mi wiesz,no mlodego piluje wiecej ale powodem nie jest moja naopiekunczosc ale autyzm wiec,trzeeba.
          > Teraz taka moda - kwoczyć nad dzieckiem do upadu, ubezwłasnowolnić je całkowici
          > e, sikać, jeść, myć się tylko wtedy kiedy pociecha śpi (chociaż wtedy też należ
          > y robić to nie spuszczając maleństwa z oka bo w czasie snu jeszcze może mu się
          > coś stać i wyżej wymienione czynności należy robić przy jego łóżeczku) albo ma
          > opiekę.Odrabiać za nie zadania domowe, jakby się dało to zdać maturę I tak do 1
          > 8 roku życia. Padać na ryj po całym dniu i płakać, z mieszaniną dumy ( jaka to
          > ja dzielna i dobra matka jestem), na forach, że się zamieniło w kurę domową . I
          > z tęsknotą wypatrywać momentu, kiedy wypruje się do pracy i oderwie od tego ni
          > eustannego kwoczenia. Paranoja.

          Tak jak syn byla maly ten 1 i tesiowa slyszala ze ja ksiazke czytam a syn sie troche bawi sam to myslam ze mnie zje,zreszta pozniej slyszalam ze chcial mi dziecko zabrac,bo jak moge czytac i umyc glowe jak dziecko obok samo w pokoju.

          > Przegięcie w każdą stronę jest głupotą i trzeba znaleźć zloty środek. Fakt, w c
          > zasach naszych rodziców nie było wielu zagrożeń, które są teraz - bateryjek do
          > połknięcia, żrących środków czystości ( bo ich po prostu nie było, nawet srajta
          > śmy nie było smile), ale były gniazdka elektryczne, rury i wykopy. Zboczeńcy byli
          > zawsze.
          No tez racja.
          > Zostawienie małego dziecka na 8 godz same w domu to przegięcie ( w tamtych czas
          > ach dzieci często wypadały z okien i nie przeżywały tego) ale i ciągłe wiszenie
          > nad nim to przegięcie.

          No przegiecie ,ale niestety wtedy tak bylo,ale to co sie teraz wyprawia to paranoja.
      • mathiola Re: Moja babcia opowiedziała taką historię 05.12.11, 23:02
        A jako matka trojga masz ty jakieś poczucie upływu czasu i zmian rozwojowych u dzieci?
        iedy moje dzieci miały3 lata, zostawiałam je najdalej na kilka minut. W wieku lat 5 siedzą same póki zakupów nie zrobię. Fakt, że ze starszym bratem i psem wink
        No ludzie, między 2,5 latkiem a 5 latkiem jest jakaś niezdefiniowana wręcz na chwilę dla mnie obecną przepaść rozwojowa.
    • z_lasu Re: Moja babcia opowiedziała taką historię 04.12.11, 09:13
      > I zastanawiam się - czy ci ludzie byli jakoś ograniczeni umysłowo??

      Nie, po prostu było całkowicie inne podejście do dziecka. Dziecko nie miało praw, za to miało obowiązki. Jednym z tych obowiązków było dbanie o własne bezpieczeństwo. Jak się dziecku stała krzywda, to było samo sobie winne. Teraz jest za to odwrotnie: dzieci nie mają żadnych obowiązków, za to mają prawa.
      • kub-ma Re: Moja babcia opowiedziała taką historię 04.12.11, 09:25
        z_lasu napisała:

        > Teraz jest za
        > to odwrotnie: dzieci nie mają żadnych obowiązków, za to mają prawa.

        I mamy przegięcie w drugą stronę.
        • kropkacom Re: Moja babcia opowiedziała taką historię 04.12.11, 09:57
          To nie przegięcie. Po prostu po latach wojny, siermiężnej komuny dzieci traktowane są dzisiaj inaczej. Nie postuluje, że matki czy babki nie kochały swoich dzieci. Kochały. Decyzja o dziecku była prostsza. Dzieci się po po prostu miało. Dzisiaj dzieci się chce (albo nie).
      • blekitny.zamek Re: Moja babcia opowiedziała taką historię 04.12.11, 09:36
        > I zastanawiam się - czy ci ludzie byli jakoś ograniczeni umysłowo??

        Moi Rodzice byli jak najbardziej normalni.
        Nie zostawiali 2 letnich dzieci samych w domu na 2h,ale dzieci szkolne jak najbardziej.
        Kładliśmy się spać,a oni szli do kina.
        W zerówce byłam odprowadzana przez Mamę do szkoły,ale od pierwszej klasy chodziłam już sama,tak samo jak sama zbiegałam na dół do sklepu,albo po gazetę.
        Z moimi dziećmi robię tak samo,no prawie,bo w pierwszej klasie jeszcze odprowadzałam.
        I dzięki temu nie są tak niesamodzielne ,jak inne dzieci z ich klasy,które wiecznie odwożone samochodami,nie znają nawet drogi ze szkoły do domu.
        Mało tego niektóre Mamusie do końca trzeciej klasy wchodziły za swoimi dziećmi do szatni,żeby im buciki zawiązać,albo przynosiły/przynoszą gorącą herbatkę do popicia,zanim maleństwo na dwór wyjdzie,żeby się nie przeziębiło.
        • sanrio Re: Moja babcia opowiedziała taką historię 04.12.11, 10:35
          > I dzięki temu nie są tak niesamodzielne ,jak inne dzieci z ich klasy,które wiec
          > znie odwożone samochodami,nie znają nawet drogi ze szkoły do domu.

          co wy z tym odwożeniem samochodami? Rodzice odwożą samochodami bo, wyobraźcie sobie, muszą zdążyć do pracy również na godzinę 8 lub 9, chcąc zdążyć muszą zawieźć dziecko po drodze. To jest rozwiązanie szybsze i wygodniejsze niż wstawać 5 godzin wcześniej, odprowadzić dziecko do szkoły pieszo, żeby poznało drogę jak jest małe, a jak jest duże niech samo idzie w deszcz, śnieżycę, mróz, bo przecież musi być samodzielne - no ludzie, po to są te samochody - żeby szybciej, łatwiej i bardziej komfortowo dotrzeć do celu! Dlaczego rodzic może jechać do pracy samochodem a dziecko powinno chodzić pieszo do szkoły?
          • gazeta_mi_placi Re: Moja babcia opowiedziała taką historię 04.12.11, 11:51
            A nie boicie się jeździć samochodem z dzieckiem? To dopiero na dziurawych polskich drogach i z polskimi "miszczami" kierownicy niebezpiecznie.
            Wiadomo, że więcej i bardziej niebezpiecznych wypadków to wypadki samochodowe a nie te dotyczące pieszych.
          • blekitny.zamek Re: Moja babcia opowiedziała taką historię 04.12.11, 21:34
            > co wy z tym odwożeniem samochodami? Rodzice odwożą samochodami bo, wyobraźcie s
            > obie, muszą zdążyć do pracy również na godzinę 8 lub 9, chcąc zdążyć muszą zawi
            > eźć dziecko po drodze. To jest rozwiązanie szybsze i wygodniejsze niż wstawać 5
            > godzin wcześniej, odprowadzić dziecko do szkoły pieszo, żeby poznało drogę

            Musiałabyś wstać 5 godzin wcześniej,żeby odprowadzić dziecko do szkoły smile ???
            Nie pisałam o takich Rodzicach,którzy jadąc rano do pracy odwiozą przy okazji dziecko.Znam mnóstwo takich,którzy mieszkają 5,10 minut drogi spacerkiem od szkoły i wcale do pracy się nie śpieszą..
            A już ekstremalna sytuacja,jaką zaobserwowałam,to Mama która odwozi swoje dzieci do szkoły,chociaż wyjście z jej domu jest dokładnie na wprost szkolnego płotu.
            Mało tego,ona jeździ naokoło,żeby nie było za blisko,a potem wraca do domu wink
          • claudel6 Re: Moja babcia opowiedziała taką historię 04.12.11, 23:02
            no kurde w imię zasad! big_grin niech się uczy samodzielności, samochodem będzie jeździć jak sobie kupi! wink
      • przeciwcialo Re: Moja babcia opowiedziała taką historię 04.12.11, 09:53
        z_lasu napisał
        Teraz jest za
        > to odwrotnie: dzieci nie mają żadnych obowiązków, za to mają prawa.
        I to powoduje że rosną kaleki społeczne.
    • przeciwcialo Re: Moja babcia opowiedziała taką historię 04.12.11, 09:33
      Pomiedzy bezmyslnośćią a współczesna nadopiekuńczościa jest cały szereg zachowań jak najbardziej prawidłowych.
      Złoty srodek trezba znaleźć w każdej sytuacji.
    • echtom Re: Moja babcia opowiedziała taką historię 04.12.11, 09:38
      > Dzisiaj nie mieści się to w głowie. Kiedyś tak bywało. I zastanawiam się - czy ci ludzie byli jakoś ograniczeni umysłowo?? Czy nasze pokolenie jest bardziej inteligentne, bardziej przewidujące i jeśli tak to dlaczego??

      Rodzice zapewniają dzieciom taką opiekę, na jaką pozwalają realia. Przez kilka lat mieszkałam sama z trójką małych dzieci i nieraz ściągałam na siebie święte oburzenie mojej matki, że ja taka nieodpowiedzialna jestem i zostawiam dziecko/dzieci bez opieki. Ale ona żyła w innym świecie, bo przy jedynaczce miała do pomocy 2 osoby.
    • kropkacom Re: Moja babcia opowiedziała taką historię 04.12.11, 09:42
      Dzisiaj dzieci to dobro a nie tylko naturalny dodatek do życia. Niektórych to nadal szokuje...
      • kropkacom Re: Moja babcia opowiedziała taką historię 04.12.11, 09:46
        Moja babcia wychodziła na zakupy i zostawiała małe dzieci w łóżeczkach. No cóż, ja wolałam zabrać dzieci. Uważam, ze miała nerwy ze stali i nadzieję połączoną z jakimś odurzeniem. Nas (wnuków) samych nie zostawiała.
        • sabka22 Re: Moja babcia opowiedziała taką historię 04.12.11, 09:56
          Czasy teraźniejsze...znajoma zostawia 18mies dziecko i idzie po dwójkę starszych do szkoły...nie ma jej ok 40min,w tym czasie młody śpi lub siedzi w łóżeczku(z którego umie wychodzić).
          Dla mnie to nieporozumienie totalne.
          A kiedyś no faktycznie tak było ale też dzieci były inaczej chowane,szybciej musiały sprostac obowiązkom itp.
          Moja mama mi opowiadała jak jako nastolatka 13-14 lat musiała roznosic mleko na ulicach od 4rano a na 8 do szkoły i nie ma zmiłuj...to samo jak była zima 100lecia to odśnieżała tory kolejowe.No wyobraźmy sobie dziś 13latka który musi o 3 wstać iść mleko roznosić...


          Jak byłam mała to sąsiadka zostawiła dwoje dzieci na noc same i poszła na impreze...koniec był taki że pod ich domem stało mase straży pożarnej bo jedna z dziewczynek postanowiła poszukać mamy na balkonie jak się przebudziła...wspieła się na barierkę i ludzie z dołu wezwali straż.Było to jakieś 20lat temu.
          • przeciwcialo Re: Moja babcia opowiedziała taką historię 04.12.11, 10:09
            W sklepach jest wszystko. Ja pamietam jak jako kilkuletnie dziecko byłam budzona ja i rodzeństwo i stalismy z mamą i ojcem za masłem - stan wojenny. Albo nas obudzono albo nie było masła. Przypadała kostaka na łepka stojącego w kolejce. To było cos za coś. Teraz po masło mozna iść o każdej porze dnia.
            • kropkacom Re: Moja babcia opowiedziała taką historię 04.12.11, 10:13
              Wiesz gdyby dzisiaj trzeba było po masło stać w kolejce to też nie podejrzewam matek o to aby masowo zostawiały dzieci w łóżeczkach. Władowały by w wózek i wio...
              • gazeta_mi_placi Re: Moja babcia opowiedziała taką historię 04.12.11, 11:49
                Ciekawe czy miały pierwszeństwo w kolejkach i były obsługiwane poza kolejnością jako matki z dziećmi.
                Wyobrażacie sobie w tych kilometrowych kolejkach współczesne roszczeniowe e-mamy oburzające się, że w kolejce na 5 minut stania nikt ich nie przepuścił mimo, że z dzieckiem były?
                • kropkacom Re: Moja babcia opowiedziała taką historię 04.12.11, 11:52
                  Stjaśne big_grin
                • przeciwcialo Re: Moja babcia opowiedziała taką historię 04.12.11, 12:02
                  Po masło nie było ulg, stali karnie wszyscy.
                  • gazeta_mi_placi Re: Moja babcia opowiedziała taką historię 04.12.11, 12:40
                    Matki z małymi dziećmi nie buntowały się, że należy im się pierwszeństwo z tytułu posiadania dziecka?
                    • przeciwcialo Re: Moja babcia opowiedziała taką historię 04.12.11, 12:45
                      Wtedy nie. Ludzie godzinami stali w kolejkach więc nie wpuszczali z dzieckiem.
                      • gazeta_mi_placi Re: Moja babcia opowiedziała taką historię 04.12.11, 12:49
                        Dzisiejsze matki wydelikacone, 10 minut w zwykłej kolejce do kasy nie wystoją bo "dzieciak im wariuje" i jak tak można nie przepuścić matki z maluszkiem tongue_out
                        • kropkacom Re: Moja babcia opowiedziała taką historię 04.12.11, 13:28
                          Ale kochany, z drugiej strony są watki o bachorach wrzeszczących w kolejce. Się zdecyduj co wolisz?
                          • gazeta_mi_placi Re: Moja babcia opowiedziała taką historię 04.12.11, 19:35
                            Ależ ja nic nie mówię, po prostu jakoś nie mogę sobie wyobrazić mimo bardzo bujnej wyobraźni współczesnych roszczeniowych Kwoczek nie mogących wystać w kolejce 10 minut w długich kolejkach gdzie nie są uprzywilejowane wyłącznie dlatego, że posiadają dziecko i muszą stać pokornie, równo z innymi.
                            • indigo_kid Re: Moja babcia opowiedziała taką historię 06.12.11, 00:24
                              Mój syn włączał taką syrenę, że mnie z kwaśną miną i rozkazującym tonem przepuszczali wszędzie nawet do rtg. To były czasy. Ja tam do syreny byłam przyzwyczajone ale inni nie przywykli, albo odwykli to woleli poczekać ale w spokoju chociaż smile
                • bezpocztyonline Re: Moja babcia opowiedziała taką historię 04.12.11, 16:21
                  gazeta_mi_placi napisała:

                  > Ciekawe czy miały pierwszeństwo w kolejkach i były obsługiwane poza kolejnością
                  > jako matki z dziećmi.
                  > Wyobrażacie sobie w tych kilometrowych kolejkach współczesne roszczeniowe e-mam
                  > y oburzające się, że w kolejce na 5 minut stania nikt ich nie przepuścił mimo,
                  > że z dzieckiem były?

                  Były uprzywilejowane matki z dzieckiem na ręku. Zdarzało się "wypożyczanie" dzieci w tym celu. Kolejka dla uprzywilejowanych była krótsza, ale też była.
                  Obsługa: 1 osoba z kolejki uprzywilejowanej, jedna osoba ze zwykłej. Na przemian.
                  W kolejce dla uprzywilejowanych stali inwalidzi, inwalidzi wojenni i matki z dziećmi na ręku. Dzieci normalnie stojące po prostu stały.
          • najma78 Re: Moja babcia opowiedziała taką historię 04.12.11, 10:17
            Skrajnosci nie sa dobre, a skrajnoscia jest dla mnie zostawianie w domu malych dzieci nawet na kilka minut i nie chodzi o to, ze dostana ataku paniki gdy sie zorientuja, ze sa same, ale o to ze nawet doroslemu moze sie cos przytrafic, potraci go samochod, straci przytomnosc i nikt nawet nie bedzie wiedzial, ze w domu zostalo dziecko. Podczas nieobecnosci rodzicow moga zdarzyc sie rozne rzeczy, ktore moga miec tragiczny final. Kwestia zaufania do dziecka 18 m-cy albo 2-5 latkow jest absurdalna, osoba, ktora taka zasada sie kieruje jest zwyczajnie niedojrzala do macierzynstwa i ma wyobraznie na poziomie dziecka kilkuletniego.
            • kropkacom Re: Moja babcia opowiedziała taką historię 04.12.11, 10:27
              Kwestia zaufania do małego dziecka to racjonalizacja.
              • najma78 Re: Moja babcia opowiedziała taką historię 04.12.11, 10:38
                kropkacom napisała:

                > Kwestia zaufania do małego dziecka to racjonalizacja.

                Nie ma o tym mowy, zadnego zastosowania do dzieci kilkuletnich.
                • 3-mamuska Re: Moja babcia opowiedziała taką historię 04.12.11, 15:15
                  najma78 napisała:

                  > kropkacom napisała:
                  >
                  > > Kwestia zaufania do małego dziecka to racjonalizacja.
                  >
                  > Nie ma o tym mowy, zadnego zastosowania do dzieci kilkuletnich.
                  A dlaczego nie?,ja wiem ze moje dziecko ogniem sie bawic nie bedzie,ze nie wejdzie na szafke ktora moze mu spasc na glowe,ze nie bedzie wkladac nic do gniazdka elektrycznego.
                  JAk dla mnie abstrakcja jest ze 6-latka wchodzi na komode z telewizorem i ten spada jej na glowe bo biede glupie dziecko nie wiedzialo, ze mu na leb spadnie.Dla mnie takie dzieci sa glupie lub jak ktos woli niewychowane,bo rodzice niczego ich nie ucza.
                  MOje dzieci sa madrzejsze od glupich angielski bachorkow ktore nie wiedza jak sie zachowac i zostaje im to potem na dlugie lata,np.w autobusie po gimnazjum jak wracaja do domu, wejsc nie mozna bo zachowuja sie jak stato baranow.

                  Jak masz swoje dzieci za glupie to trudno, moja sa na tyle ok i wiem ze moga zostac same,a ze maja juz po 13, 8 lat i jakos nie umarly, nigdy nie byly ani polamane ani zranione,wiec chyba maja instynkt samozachowaczy,tylko rodzice zaburzaja u dzieci ich naturalne odruchy swoim "kloszem".
                  • kropkacom Re: Moja babcia opowiedziała taką historię 04.12.11, 15:28
                    Mamuska, wystawiasz sobie samej fatalne świadectwo tym w jaki sposób piszesz.
                    • 3-mamuska Re: Moja babcia opowiedziała taką historię 04.12.11, 16:02
                      kropkacom napisała:

                      > Mamuska, wystawiasz sobie samej fatalne świadectwo tym w jaki sposób piszesz.
                      Moze i fatalne,ale prawdziwe,dzieci sie tu niestety nie umieja zachowac,i nie jest to ich wina,poprostu system opieki, tu robi z z dzieci kaleki zyciowe w tej konkretnej sprawie.
                      Bo moze i inteligente sa,ale zachowanie ich pozostawia wiele do zyczenia.Sami anglicy maja ich dosc,np.coraz czesciej spotykam sie z tym ze starsi ludzie podczas jazdy autobusem mowa ze nienawidza jezdzic o tej porze kiedy one wracaja do domu.
                      Smutne ale prawdziwe.
                      Weis z woekim sie nie da wysiac tym bardzij,kierowca wielkorotnie prosi o spokoj o to aby szli w glab autobusu a oni stoja jak kaleki,bo nikt im nie powie,co maja zrobic.
                      Wystrczy to ze policja piluje przystankow w godzinach ich powrotu ze szkoly,na kazdym przestanku po 2 policjantow.Musza nawet pilnowac, zeby nie wepchneli sie nawzajem pod kola zatrzymujacego sie autobusu.I to nie sa male dzieci bo wiek okolo 13-14 lat.

                      Jak by ci jeden drugiego pchnal w wozek z dzieckiem i usiadl 2-latkowi, kon wieszy odemnie dziecku na glowie tez bys miala takie zdanie.Na drugi dzien bylo to samo,tez sie popychali i za krawaty ciagneli ,niestety wsiedali w ten sam wagon metra co jak kilka dni pod rzad,dobrze ze taki facet miesniak zareagowal bo nawet przepraszam nie powiedzieli.
                      gdyby jeszcze raz sie to zdarzylo poszla bym do szkoly.(naszczescie maja mundurki wiec wiadomo do jakiej szkoly chodza)Zreszta nauczyciele tez nie moga sobie poradzic.
                      Nie bede sie rozpisywac co sie stalo z niepelnosprawnym polskim chlopcem, ktorego tak pobili ze lezal w szpitalu po respiratorem.Od tamtej pory 3 lata policja pilnuje.
                      Jak dla mnie dzieci ktore nie umieja zachowac norm spolecznych bez krzywdzenia siebie czy innych sa po prostu glupi.
                      • noname2002 Re: Moja babcia opowiedziała taką historię 04.12.11, 18:59
                        Ale to o czym piszesz to są dwie kompletnie różne rzeczy, niewychowane nastolatki a zostawianie malutkich dzieci samych w domu, c to ma ze sobą wspólnego?
                        • gazeta_mi_placi Re: Moja babcia opowiedziała taką historię 04.12.11, 19:14
                          Że od dzisiejszych dzieci się nie wymaga (no może oprócz nauki) niczego? Ani samodzielności ani drobnych obowiązków ani kultury i szacunku do innych?
                          Są chowane jak bydło na tucznik, jedyny obowiązek jaki mają to chodzenie do szkoły i nauka, ale cała reszta, samodzielność, szacunek do innych ludzi, umiejętność zachowania się w różnych innych sytuacjach, czasem pomoc przy młodszym rodzeństwie to już nie.
                          Jedynie co wymagają współcześni rodzice od dzieci to samo ich bycie oraz jako taka nauka.
            • gazeta_mi_placi Re: Moja babcia opowiedziała taką historię 04.12.11, 19:08
              >nawet doroslemu moze sie cos przytrafic, potraci go samochod, straci przytomnosc i nikt nawet nie bedzie wiedzial, ze w domu zostalo dziecko.

              A ten dorosły to bezrobotny (bez kolegów z pracy) typ samotnika (bez żadnych innych przyjaciół i znajomych) rodzic bez najbliższej rodziny (bo z domu dziecka) z najbliższymi sąsiadami 10 km dalej?
              A jeśli tak to niestety, ale w domu może zasłabnąć czy umrzeć i co zrobi takie dziecko z nieprzytomnym rodzicem w domu? Na klatkę nie wyjdzie samo po pomoc bo za małe, nie mówiąc już o tym gdyby mieszkało w domu jednorodzinnym gdzie do najbliższego sąsiada zwykle dość daleko i płaczu dziecka może nie słyszeć.
              Pamiętacie półtoraroczne dziecko, które umarło z głodu? W tym samym mieszkaniu był rodzic (ojciec) tego dziecka, zmarły rodzic.
    • notabelle Re: Moja babcia opowiedziała taką historię 04.12.11, 10:34
      W "Daleko od szosy" (lata 70-te) jest taka scenka - Leszek siedzi na lawce w parku, czeka az Ania zda egzamin. Podchodzi do niego nieznajoma kobieta z wozkiem i prosi o popilnowanie niemowlaka, bo wlasnie papier toaletowy rzucili. On sie zgadza. Kobiety dlugo nie ma, wiec Leszek z wozkiem idzie pod uniwerek spotkac Anie, potem szybko wracaja do parku, gdzie matka juz czeka, nieco roztrzesiona. Leszek oddaje wozek, dostaje rolke papieru w podziekowaniu. (chyba nic nie przekrecilam).
      Ogladajac to zastanawialam sie, czy to z zycia wziete, czy na potrzeby filmu??? Czy teraz komus by cos takiego przyszlo do glowy?? W naszych czasach a scenka to surrealizm, z kilku powodow.
      • przeciwcialo Re: Moja babcia opowiedziała taką historię 04.12.11, 11:31
        Z życia wziete, pilnowanie wózka czesto się zdazało tak jak zostawianie wózka pod sklepem.
    • goodnightmoon Mały OT 04.12.11, 11:06
      blekitny.zamek napisała:

      > Mało tego niektóre Mamusie przynoszą gorącą herbatkę do popicia, zanim maleństwo na dwór wyjdzie, żeby się nie przeziębiło.

      Boszzzz, a to przed wypuszczeniem dziecia na dwór należy mu dać gorącą herbatkę? I to zapobiega przeziębieniu??? W życiu bym na to nie wpadła ...
      Jednak forum kształci smile
      • blekitny.zamek Re: Mały OT 04.12.11, 21:25
        Boszzzz, a to przed wypuszczeniem dziecia na dwór należy mu dać gorącą herbatkę
        > ? I to zapobiega przeziębieniu??? W życiu bym na to nie wpadła ...
        > Jednak forum kształci smile

        no widzisz,ja też nie...
        pewnie jeszcze wielu ciekawych rzeczy dowiesz się z forum.
    • jowita771 Re: Moja babcia opowiedziała taką historię 04.12.11, 11:23
      Teraz nikt normalny małych dzieci nie puszcza samych, ale dawniej było inaczej. Pamiętam, jak się bawiłam pod blokiem mając niespełna pięć lat, jak wracałam z przedszkola, to na placu zabaw czekała koleżanka, która jest ode mnie dwa lata młodsza i była bez nikogo dorosłego. Moja córka ma sześć lat i nie wyobrażam sobie, że mogłabym ją tak puścić. Pamiętam też zabawę na wsi u babci. Babcia miała tyle zajęć, że nie chodziła z nami, a my wypuszczaliśmy się do lasu, na tory i w takie miejsce, gdzie wydobywano piach. Nie puściłabym mojej córki. Kiedyś na tym forum przeczytałam, że są ludzie, którzy puszczają dzieci, a jednocześnie nie mieści im się w głowie zostawić męża na tydzień samego i nie przygotować mu obiadów na ten czas. I zaraz o babci pomyślałam.
      A co do takiego głupiego tekstu o tym, jak to kiedyś nad nami się nikt nie trząsł i żyjemy - kolega z klasy mojej siostry zginął bawiąc się właśnie dokładnie tak, jak ja się bawiłam parę lat wcześniej.
      • claudel6 Re: Moja babcia opowiedziała taką historię 04.12.11, 23:09
        są ludzie, którzy puszczają dzieci, a jednocześni
        > e nie mieści im się w głowie zostawić męża na tydzień samego i nie przygotować
        > mu obiadów na ten czas.

        co Ty opowiadasz, przecież z głodu by zdech!
    • mruwa9 Re: Moja babcia opowiedziała taką historię 04.12.11, 11:40
      Nie czytalam wszystkich komentarzy, wiec moze sie powtarzam, ale dla mnie sytuacja , gdy podczas imprezy wszyscy dorosli sie upijaja, JEST patologia.
      Nie jestem przeciwnikiem alkoholu, lubie, ale trzeba znac umiar i dla upijania sie nie mam ani usprawiedliwienia, ani zrozumienia. Zwlaszcza, gdy w gre wchodzi jeszcze bezpieczenstwo dzieci.
      • gazeta_mi_placi Re: Moja babcia opowiedziała taką historię 04.12.11, 11:46
        A jak wypiją 2-3 kieliszki wina lub drinka? I to na oczach dzieci? Raz zaprosiliśmy znajomych z dwójką dzieci, wszyscy pili (nie na umór, ale 2-3 drinki, wracali taksówką), czy to patologia? Dzieci oczywiście nie piły, to znaczy piły - sok tongue_out
        • jowita771 Re: Moja babcia opowiedziała taką historię 04.12.11, 12:28
          Ja bym się bała, że trzeba będzie dziecko wieźć na pogotowie i rodzice z promilami.
          Niedawno była sprawa, że oboje rodzice mieli promile, ale była trzeźwa babcia i policja się czepiła. Przegięcie, bo rodzice mają prawo cyknąć, nawet oboje naraz, przecież dziecko miało zapewnioną opiekę trzeźwej osoby.
          • gazeta_mi_placi Re: Moja babcia opowiedziała taką historię 04.12.11, 12:35
            Sorry, ale dzieciaki cały czas mieliśmy na oku, co się mogło im stać pod naszą opieką? Pit bulla w domu nie trzymamy, noże pochowane (zresztą dzieci w wieku 5 i 7 lat więc nie całkiem maluchy przed którymi wszystko trzeba chować), rodzice nie spici w trupa, my też nie, no najwyżej na lekkim rauszu.
            Ja gdybym miała 24 na 24 schizować że dziecku może stać się wypadek (wszędzie - w domu, przedszkolu, w sklepie, na placu zabaw, w trakcie snu, gdy jestem po piwie albo zmęczona ciężką pracą śpię twardym snem) to chyba połowa rodziców by lądowała w wariatkowie.
      • przeciwcialo Re: Moja babcia opowiedziała taką historię 04.12.11, 12:04
        O jakim upijaniu mówisz? Wystarczy że mają po szklaneczce piwa, nikt się tym nie upije a dziecko które pociagnie z paru szklanek niedopitego piwa padnie jak mucha. Inna sprawa że dziecko nie powinno mieć dostepu do tych szklanek.
        • mruwa9 Re: Moja babcia opowiedziała taką historię 04.12.11, 12:14
          Mathiola napisala wyzej, ze wszyscy dorosli byli pijani, gdy poszli szukac zaginionego dziecka. I nikt nie pomyslal o bezpieczenstwie pozostawionego samotnie w domu malucha. czyli musialo byc wiecej, niz 2-3 lampki wina. No, chyba, ze ktos jest pijany po wypiciu 3 lampek wina, wtedy sam powinien wiedziec, zeby zakonczyc swoja aktywnosc alkoholowa po np. 2 lampkach. Doroslosc zobowiazuje.
          • claudel6 Re: Moja babcia opowiedziała taką historię 04.12.11, 23:10
            no jak to było w tamtych czasach to z cała pewnością to nie było wino, tylko gorzała
    • gazeta_mi_placi Re: Moja babcia opowiedziała taką historię 04.12.11, 11:44
      Za moich czasów chodziło się bandą 8-10 osobową od 4-11 roku życia do lasu (zwłaszcza w okresie wakacyjnym), rodzice lub babcie pakowali nam kanapki, koce i termos z piciem, brało się psy (nie nosiły kagańca, sprzątać po nich też nie sprzątaliśmy tongue_out, zresztą w rodzinach z dziećmi gdzie był pies rzadko wychodzili z tym psem sami dorośli najczęściej dzieci) i heya do lasu.
      Czasami sąsiadka (samotna matka) prosiła nas abyśmy wzięli też jej syna (czterolatka), więc go braliśmy ze sobą (jedynak, więc nie miał w naszej grupie brata czy siostry, same obce dzieci, w sensie nie z rodziny, był pod naszą wyłączną opieką, potem go odprowadzaliśmy do domu, zresztą żaden problem bo wszyscy byliśmy z jednego osiedla).
      Najstarsze z naszej grupy miało 10-11 lat, najmłodsze tałatajstwo które ciągnęło z nami 4-5 lat.
      Zawsze się zwracało baczniejszą uwagę na najmłodsze tałatajstwo, pilnowaliśmy się wzajemnie.
      Kanapkami, termosami z piciem sprawiedliwie się dzieliliśmy, nie było z nami nikogo dorosłego. Psy spuszczaliśmy ze smyczy w lesie.
      Po kilku godzinach ściągaliśmy do domu.
      To były najpiękniejsze wspomnienia z dzieciństwa.
      Jak czytam dzisiaj o współczesnych 17-19 latkach co idą małą grupą na dyskotekę a potem pozwalają aby pijana atrakcyjna przy tym (czasem to proszenie się o kłopoty) koleżanka wracała o trzeciej nad ranem SAMA do domu na nogach (sprawa Iwony Wieczorek) albo jak innym 18-latek zostawił koleżankę samą w nocy w lesie na bagnach to myślę, że my dzieci mieliśmy więcej odpowiedzialności, normalne było, że razem idziemy to i razem wracamy ,normalne było że na najmłodsze tałatajstwo baczniej się zwraca uwagę i lepiej pilnuje.
      • przeciwcialo Re: Moja babcia opowiedziała taką historię 04.12.11, 12:06
        Gazeta, a gdzie ty teraz zbierzesz 8-10 dzieci? Dzieci parkuje sie po przywiezieniu z placówek edukacyjnych w domu i tyle ich widzieli.
      • jowita771 Re: Moja babcia opowiedziała taką historię 04.12.11, 12:35
        Mojego kolegę poważnie pogryzł pies takiego dorosłego(!) grzybiarza w lesie. I facet nie dał rady psa w porę powstrzymać. I to naprawdę nie było byle jakie pogryzienie, rozszarpane ramię, rana na szyi. Właściciel psa zawiózł kolegę do szpitala. Gdyby na jego miejscu były dzieci, to mój kolega miał szansę wykitować w tym lesie.
        • gazeta_mi_placi Re: Moja babcia opowiedziała taką historię 04.12.11, 12:38
          W moim mieście (sprawa dość znana, może słyszałaś) dwa psy mocno pogryzły 5-letnią dziewczynkę która była pod opieką dwójki rodziców i przebywała z nimi w restauracji, nie w lesie.
          Na twarz trzeba było założyć kilkadziesiąt szwów, jakoś rodzice nie pomogli ani nie zapobiegli, a byli w restauracji w centrum miasta a nie w lesie.
          • jowita771 Re: Moja babcia opowiedziała taką historię 04.12.11, 12:42
            Słyszałam, Kraków chyba? Nie wiem, co robił pies luzem i bez kagańca w restauracji. Rodzice dziecka powinni takie odszkodowanie wyciągnąć, że właściciela do końca życia nie byłoby stać na karmę, nie każdy musi mieć psa, niektórzy wręcz nie powinni.
            • gazeta_mi_placi Re: Moja babcia opowiedziała taką historię 04.12.11, 12:52
              Owszem, Kraków.
              Podobno na psy właścicielki skarżyli się od dawna inni, także właściciele innych gryzionych przez te psy psów, którzy na spacerze z własnymi psami mieli pecha spotka się z nimi i tą Panią.
              Też mam nadzieję, że dostaną solidne odszkodowanie.
              Jak widać pech może spotkać każdego i w każdym jednym miejscu, nawet pod opieką dwójki odpowiedzialnych rodziców i w restauracji w centrum dużego miasta.
              • mgla_jedwabna Re: Moja babcia opowiedziała taką historię 04.12.11, 15:50
                pech może spotkać każdego i w każdym jednym miejscu

                Rozumowanie z d.. wzięte. Są różne rodzaje "może". Nie można zrównywać rzeczy mało prawdopodobnych i trudnych do uniknięcia z takimi, którym można i należy zapobiegać.

                Np. nawet, jeśli idę chodnikiem, w biały dzień itd. może mnie potrącić samochód. Czy to znaczy, że mam pozwolić dziecku chodzić ciemną szosą bez odblasków, bo "samochód może potrącić i w południe, na ulicy..." itd? I naprawdę uważasz, że np. pogryzienie dziecka pod opieką rodziców przez psa w restauracyjnym ogródku jest równie możliwe, co pogryzienie dziecka w towarzystwie rówieśników przez psa na łące lub w lesie kilkaset metrów od zabudowań gospodarskich?

                Jeśli tak, to leć grać w totolotka. Możesz wygrać tak samo, jak możesz wygrać pluszowego misia w klasowej loteryjce.

                • gazeta_mi_placi Re: Moja babcia opowiedziała taką historię 04.12.11, 18:51
                  >Nie można zrównywać rzeczy mało prawdopodobnych i trudnych do uniknięcia z takimi, którym można i należy zapobiegać.

                  A jaka była szansa, że w lesie spotkamy agresywnego psa który się rzuci na jedno z nas?
                  Myślę, że dokładnie taka sama jak np. w parku i pod opieką osoby dorosłej.
                  Obecność osoby dorosłej nie zapobiega zdarzeniom rzadkim i losowym typu wypadek czy atak psa albo potknięcie się choćby na korzeniu i skręcenie kostki.
                  Najgorszy wypadek w dzieciństwie jaki miałam to rozcięcie skroni o mebel po potknięciu się (bliznę mam do tej pory), było to w moim własnym domu, w obecności jak najbardziej trzeźwych Mamy i Babci (dodam, że Babcia była z tych nadopiekuńczych).
    • beataj1 Re: Moja babcia opowiedziała taką historię 04.12.11, 12:08
      Te niefrasobliwe zachowania nie były właściwe i fajnie że kolejne pokolenia ucza się jak unikać pewnych niebezpieczeństw.
      Ale z drugiej strony to ekstremalne zaopiekowanie dziećmi jakie mamy w dzisiejszych czasach też pewnie najlepsze nie jest. Przeprowadzamy eksperyment na żywej tkance społecznej i za kilka kilkanaście lat dowiemy się czy usuwanie każdego pyłka z przed nóg naszych dzieci przyniesie dobry rezultat. Wiadomo jak dzieci są małe to o nie dbamy bardzo. Ale problem jest taki że im dziecko starsze tym trudniej z tej dbałości zrezygnować. A odpowiedzialności za siebie człowiek uczy się stopniowo. Nie od razu.
      Koleżanka pracuje w dziekanacie UW i opowiadała mi ostatnio że z roku na rok jest coraz więcej rodziców przyjeżdżających ze swoimi dziećmi studentami by załatwić sprawy dotyczące studiów. Bo przecież nikt tak dobrze nie zadba o wychuchanego młodzieńca jak mamusia. Kiedyś takie mamusie były wyjątkami ekstremalnymi teraz staja się codziennością.
      Za chwile te sama mamusie zaczną przychodzić na pierwsze rozmowy w sprawie pracy bo przecież to one najlepiej wiedzą jak wspaniale umiejętności posiada dziecię i to one potrafią negocjować pensję a dziecię za delikatne.

      Zobaczymy za pare lat czy dzisiejsze nastolatki zaopiekowanie 24h bedą potrafiły podejmować samodzielne decyzje i żyć na własny rachunek. Bo to jest ostatecznym testem tego czy dobrze wychowaliśmy nasze dzieci i czy nasze metody są słuszne...
      • jowita771 Re: Moja babcia opowiedziała taką historię 04.12.11, 12:38
        Chyba żartujesz! Skończyłam studia 10 lat temu i nigdy nie widziałam żadnego rodzica, moja mama nawet nie wie, gdzie był mój dziekanat.
        • przeciwcialo Re: Moja babcia opowiedziała taką historię 04.12.11, 12:48
          10 lat to kupa czasu. Teraz naprawde rodzice przychodza ze studentami na egzaminy.
          • gazeta_mi_placi Re: Moja babcia opowiedziała taką historię 04.12.11, 12:54
            Na rozmowie wstępnej na studia widziałam na własne oczy córeczkę z tatusiem.
            Innym razem zaczepiła mnie kobieta w średnim wieku z pytaniem o dziekanat, dla córki miała jakieś zaświadczenie załatwić czy też donieść.
            Kaleki kurde z tych dzieciaków robią.
        • beataj1 Re: Moja babcia opowiedziała taką historię 04.12.11, 12:52
          Ja też skończyłam studia 10 lat temu i nie widziałam rodziców. Ja mówię o ostatnich kilku latach. O dzieciakach wychowanych w kapitalistycznym dobrobycie gdzie rodzice mają więcej czasu by zaopiekować się dziećmi i by się na nich skupić maksymalnie. Kumpela sama opowiada że pierwszy raz jak przybyła mamusia był dla niej szokiem a ostatnio to się już nawet nie dziwi. Ja nie mówię że takich mamuś jest większość. Ale chodzi o to że pojawia się ich coraz więcej i że ten wzrost jest zauważalny. A jak dorosną dzisiejsze 12- 13 latki dowożone pod same drzwi samochodem to myślisz że dzisiejsze maksymalnie zaangażowane matki będą umiały oddać samodzielność w ręce dzieci? Cześć pewnie tak a reszta dalej będzie kwoczyć...
          • jjod Re: Moja babcia opowiedziała taką historię 04.12.11, 13:13
            Mam wrażenie, że kiedyś nie interesowano się tak bezpieczeństwem dzieci. Czego ja osobiście nie rozumiem. Z drugiej strony u mnie było inaczej - ja w ogóle nie mogłam wychodzić z domu, do dośc późnego wieku. Bo przecież ,,może mnie ktoś porwać''. Zbytnia nadopiekuńczość też nie jest dobra. Trzeba umieć to rozgraniczyć prawidłowo.
            • kropkacom Re: Moja babcia opowiedziała taką historię 04.12.11, 13:20
              Jak zwykle rozmowa z małych dzieci zeszła na nastolatki. Najpierw niech te dwulatki zostawiane przez rodziców same w domu dorosną. Niesamodzielny nastolatek to ekstremalnie inna para kaloszy, tak?
              Skoro już tu jesteście, to może czegoś potrzebujecie? Trochę czerwonych? Trochę żółtych? Właśnie dostałem trochę purpurowych prosto z Peru.
              • beataj1 Re: Moja babcia opowiedziała taką historię 04.12.11, 15:07
                ALe oczywiście masz racje że to to innego. Tylko że musimy pamiętać opiekując się z pełnym zaangażowaniem naszymi maleństwami 2-3 letnimi że za moment beda mieć 6-10 lat i będzie trzeba dawać im swobodę. I wiem że ja sama za "chwilę" będę miec te same dylematy co matki kilkulatków.
                Moja przyjaciółka ma 11 latke. I teoretycznie wie że dziecko jest juz gotowe by wracać samo do domu ze szkoły (doga niedaleka uliczkami osiedlowymi plus jedno skrzyżowanie ze światłami). Co z tego że wie i że te samodzielne powroty bardzo ułatwiły by jej codzienną logistykę domową. Ona nie jest w stanie zapomnieć o całej długiej liście zagrożeń które czyhają na małą. I ona sama mówi że im dziewczynka starsza tym te zagrożenia wydają się straszniejsze. Kiedyś nadejdzie czas samodzielności małej ale strachy wydaja się coraz straszniejsze. I jak tu podjąć decyzję o odpępowieniu dziecka.
                A przecież samodzielność to metoda małych kroczków. Nie można stać sie dorosłym dnia na dzień w wieku 18 lat. Najpierw trzeba powoli tej dorosłości się uczyć...

                I pisze o tez dlatego że wiem że sama sobie będę musiała to często powtarzać bo gen nadopiekuńczości i starach o bliskich jest we mnie bardzo silny i bede mieć te same dylematy...
                • kropkacom Re: Moja babcia opowiedziała taką historię 04.12.11, 15:17
                  Ja się zgadzam. Jednak zaczęło się od dwu i trzyletnich dzieci. I to jest ważne. To, że jakieś nastolatki są prowadzone do szkoły (nie wiem co złego jest w podwożeniu delikwenta autem), a jacyś tam studenci wyręczają się rodzicami. Bywa...
                  • beataj1 Re: Moja babcia opowiedziała taką historię 04.12.11, 15:26
                    Tak i wcale nie mówie że zostawienie 2 latka samego jest cacy bo nie jest. I dobrze że możemy sie uczyć na błędach poprzednich pokoleń. Tylko że po prostu obawiam się że en masse przeginamy w drugą stronę i dopiero następne pokolenia zbiorą tego owoce. Czy ta nasza nadopiekuńczość wyjdzie nam na zdrowie czy nie dowiemy się za kilkanaście lat (bo myślę że dopiero teraz mamy do czynienia z tak dokładnie zaopiekowanymi dziećmi).

                    Ja uważałam będąc nastolatką że moja mama ostro przegina z dbałością o moje bezpieczeństwo i czułam że przez to tracę mnóstwo doświadczę a okazuje się że moja mama była lajcikiem w porównaniu z dzisiejszymi matkami. Pożyjemy zobaczymy jak wejdą w dorosłość te dzieciaki (i wcale nie wieszcze jakiejś katastrofy - po prostu obserwuje to zainteresowaniem). Bo może nauczę się czegoś na błędach dzisiejszych rodziców smile
                    • kropkacom Re: Moja babcia opowiedziała taką historię 04.12.11, 15:38
                      To przeginanie to strach, bo dzisiaj jest inaczej. Dla matek starszych to równa się ograniczenie, bo z dzieckiem trzeba teraz posiedzieć, zaprowadzić, odebrać, pilnować i brać odpowiedzialność. Moja teściowa sama przyznała, ze gdyby chciała poświęcać dzieciom tyle uwagi co my to by zwariowała. Dla niej to masakra i nadopiekuńczość. Dla mnie standard.

                      I jeszcze, nie jest tak, że wszyscy rodzice dzisiaj ten standard spełniają. Po prostu w razie czego są surowiej oceniani. A jakie będzie to pokolenie? Hmmm... Na miarę swoich czasów myślę.
                  • asia_i_p Re: Moja babcia opowiedziała taką historię 05.12.11, 08:26
                    Ale już przy tych 2-3 latkach można dawać swobodę. Moja trzylatka, kiedy ruszałyśmy do domu, z premedytacją obchodziła plac zabaw zawsze z drugiej strony niż ja. Oddalałyśmy się od siebie na góra 15 metrów, a ja musiałam zaciskać ręce w pięści, żeby nie biec do niej (bo się wywróci, bo z dodatkowego wymiaru zmaterializuje się potwór i ją zeżre, itp.). I mam wrażenie, że właśnie tak to się zaczyna - że jest kwestia wyboru, czy temu 2-3 latkowi damy odejść o te 10-15 metrów, to potem łatwiej będzie dać 11-latkowi wracać samemu do domu.
      • sanciasancia Re: Moja babcia opowiedziała taką historię 04.12.11, 13:36
        > Koleżanka pracuje w dziekanacie UW i opowiadała mi ostatnio że z roku na rok je
        > st coraz więcej rodziców przyjeżdżających ze swoimi dziećmi studentami by załat
        > wić sprawy dotyczące studiów. Bo przecież nikt tak dobrze nie zadba o wychuchan
        > ego młodzieńca jak mamusia. Kiedyś takie mamusie były wyjątkami ekstremalnymi t
        > eraz staja się codziennością.
        Ja historie o tym, ze jest ich coraz wiecej slysze od jakis 10-ciu lat.
        Zawsze byli, zawsze beda.
        (Przy okazji moja tesciowa na studiach (lata 70-te) stwierdzila, ze sie zakochala i rzuca nauke, co sklonilo jej mame do spotkania z dziekanem.)
        • beataj1 Re: Moja babcia opowiedziała taką historię 04.12.11, 14:39
          Oczywiście że tacy rodzice zawsze się zdarzali. Ale były to wyjatki i raczej powodowały wystawienie dziecięcia na pośmiewisko. Dziś te dzieciaki (studenci, maturzyści) nie są tym faktem zbyt zawstydzeni ot mama się interesuje to mama pomorze. I to jest straszne. Bo teraz nie dziwi mama towarzysząca dziecku na egzaminach wstępnych i załatwiająca jakieś tam sprawy techniczne na początku studiów, za chwile jakaś zaangażowana matka dopilnuje spraw związanych z obroną (i na poczatku będzie to dziwić a potem juz nie).
          Oglądałam ostatnio dokument o tym że w stanach uczelnie maja z tym taki problem że organizują szkolenia dla rodziców studentów - jak odpuścić i pozwolić dziecku dorosnąć. Bo ani dzieci ani rodzice nie widza problemu w tym że matka dzwoni do dziekana bo 20 letni student dostał złą ocenę i co z tym faktem zrobić, jak ja poprawić... Czy u nas tak będzie nie wiem ale sama musisz przyznać że gonimy zachód w kwestii nadopiekuńczości...
          • kropkacom Re: Moja babcia opowiedziała taką historię 04.12.11, 14:49
            Chcę tylko zwrócić uwagę, ze DZISIAJ rodzic ma obowiązek dłużej niż kiedyś kontrolować poczynania edukacyjne swoich dzieci. Co do chodzenia na egzaminy z dzieckiem - zawsze kilku takich rodziców było. Żadna nowość akurat.
          • sanciasancia Re: Moja babcia opowiedziała taką historię 04.12.11, 14:51
            > Oczywiście że tacy rodzice zawsze się zdarzali. Ale były to wyjatki i raczej po
            > wodowały wystawienie dziecięcia na pośmiewisko.
            Pewnie zależy gdzie. Na moim wydziale z tego, co wiem, był ich zawsze stały poziom.
            > . Bo teraz nie dziwi mama towarzysząca dziecku na egzam
            > inach wstępnych...
            A gdzie są jeszcze egzaminy wstępne na studia? Bo raczej nie na UW. CHyba, że o maturę Ci chodzi?
            > ja poprawić... Czy u nas tak będzie nie wiem ale sama musisz przyznać że gonim
            > y zachód w kwestii nadopiekuńczości...
            Nie, wręcz przeciwnie. Kolejne roczniki studentów, z którymi mam zajęcie, są coraz bardziej samodzielne. Wprawdzie nikt jeszcze nie przebił studenta, który grał na giełdzie w wieku 20 lat i zamiast skupiać się na zajęciach, śledził notowania, ale większość z nich ma prawa jazdy, pracuje i bardzo konkretnie poukładane w głowie. Owszem coraz mniej umieją, ale to akurat wina reform edukacji, a nie rodziców.
            • beataj1 Re: Moja babcia opowiedziała taką historię 04.12.11, 15:15
              O egzaminach napisałam ze swojej perspektywy bo nie wiem jak wygląda teraz po zmianach procedura przyjmowania na studia. Nie miałam potrzeby by się tego dowiadywać.
              Chodzi mi po prostu o to że kiedyś rodzic intensywnie asystujący dziecku w studenckich czynnościach był powodem do wstydu a teraz staje się czymś co nie dziwi. Ja nie mówie że to 50 % dzieciaków przychodzi z mamusiami. Pewnie nie jest to nawet 10%. Ale sam fakt że to juz nie powód do wstydu dla dorosłych ludzi jest zastanawiający.

              Prawda jest również taka że ci którzy są samodzielni są tez bardziej skupieni na rozwoju kariery niz np studenci z przed 20 lat. Bo i wyścig szczurów zaostrzony i same studia juz na nikim wrażenia nie robią. Trzeba dużo więcej by zrobić wrażenie na pracodawcy.
              • sanciasancia Re: Moja babcia opowiedziała taką historię 04.12.11, 15:27
                > O egzaminach napisałam ze swojej perspektywy bo nie wiem jak wygląda teraz po z
                > mianach procedura przyjmowania na studia.
                Co powoduje, że wypowiedź w kontekście dzisiejszych studentów jest bez żadnej wartości.
                > Chodzi mi po prostu o to że kiedyś rodzic intensywnie asystujący dziecku w stud
                > enckich czynnościach był powodem do wstydu a teraz staje się czymś co nie dziwi
                > . Ja nie mówie że to 50 % dzieciaków przychodzi z mamusiami. Pewnie nie jest to
                > nawet 10%. Ale sam fakt że to juz nie powód do wstydu dla dorosłych ludzi jest
                > zastanawiający.
                A skąd wiesz, że się nie wstydzą?

                7 lat mam zajęcia ze studentami, nigdy nie wpadłam na żadnego rodzica. Na początku zmotywowana takimi urban legends, które powtarzasz, zastanawiałam się, co bym takiemu rodzicowi odpowiedziała. Teraz wiem, że i tak go nie spotkam, bo i dlaczego miałabym?

                Przez te 7 lat pracy 2 razy wpadłam na korytarzu na rodzica, szukającego dziekanatu, zawsze to była w miarę skomplikowana sprawa związana z rekrutacją (ktoś z poza UE itp.). Kolega, który zajmuje się rekrutacją od 15 lat nigdy nie mówił o tym, że rodzice się teraz bardziej narzucają niż kiedyś.

                Znajome panie z dziekanatu zawsze opowiadały o nadopiekuńczych rodzicach, nie słyszałam, zeby było ich więcej w ciągu ostatnich kilku lat.

                Jesteś pewna, że twoja koleżanka z dziekanatu nie padła ofiarą autosugestii?
                > Prawda jest również taka że ci którzy są samodzielni są tez bardziej skupieni n
                > a rozwoju kariery niz np studenci z przed 20 lat.
                No to albo są bardziej albo mniej samodzielni.
                Może się zdecydujesz.
                • hellulah Re: Moja babcia opowiedziała taką historię 05.12.11, 08:09
                  > 7 lat mam zajęcia ze studentami, nigdy nie wpadłam na żadnego rodzica.

                  To masz szczęście, albo uczysz na kierunku dla kumatych ludzi.

                  Rodzic to potrafi zrobić nawet wjazd na egzamin poprawkowy smile i zrugać szacowną komisję - autentyk smile
    • joanna-50 Znam więcej takich historii 04.12.11, 13:11
      1. Wieś, lata 90-te XIX wieku. Dom z kuchnią węglową, z paleniskiem. Na kuchni gar zupy dla rodziny. Rodzina w polu, więc zupy pilnuje i ją miesza 4-letnia dziewczynka. Ponieważ trudno jej jeszcze sięgać, więc podstawia sobie stołeczek, wchodzi na stołeczek i stojąc na nim miesza. Codziennie. Żadna patologia. Po prostu rodzina.

      2. Wieś i małe miasteczko, pierwsze 20-lecie XX wieku. Dzieci jeśli mają szczęście chadzać do szkoły - chadzają same. same mają wiedzieć, do których sal trafić, do której klasy, co należy do ich obowiązków, jakie mają zadania. Dziewczynki 10-letnie są już dużymi pannami, można pod ich opieką zostawić małe dziecko czy niemowlaka. 12-latki mogą już pracować w nieskomplikowany sposób. Gazeciarze, gońcy, służący itp. Dziewczynki 14-letnie są właściwie dorosłe, mogą wychodzić za mąż, mieć na głowie całe gospodarstwo (domowe również), mogą też w pełni odpowiedzialnie zajmować się gromadą małych dzieci: pasierbów, rodzeństwa, obcych dzieci. Mogą normalnie pracować na swoje utrzymanie - choćby jako służące czy przy nieskomplikowanych (brak wiedzy), ale ciężkich pracach. Chłopcy 15-letni są odpowiedzialnymi młodymi mężczyznami, mogą być odpowiedzialni za gospodarstwa i dorobek swoich rodzin. W wieku 15 lat można zakładać sprawę cywilną z sądzie - samemu (samej). 15-letnia służąca właśnie występuje przeciw swoim pracodawcom - nie zapłacili umówionego wynagrodzenia za pracę. 16-letnie czy 17-letnie osoby to już w pełni odpowiedzialni dorośli ludzie. Młodzi mężczyźni w tym wieku właśnie zakładają rodziny.

      3. Wieś, lata 40-e XX wieku. Rodzice albo w pracy przymusowej, albo jeżdżą handlować czym się da, albo w polu (jeśli się da, jeśli jest co obrabiać). Potem zresztą ojcowie w wojsku. Dzieci - po domach, same niepilnowane. Mają same o siebie zadbać, nakarmić krowę (jeśli ktoś krowę jeszcze ma, bo to skarb). Większość przeżyła. O ile nie pomarli z głodu i jeśli Niemcy nie pozabijali. Albo banderowcy.

      4. Małe miasto, lata 40-te i 50-te XX w.. 14-letnia dziewczynka pracuje w fabryce. Musi, bo jest półsierotą, a matka ciężko chora. W domu jeszcze rodzeństwo, które musi skończyć szkoły i zdobyć wykształcenie. Ktoś musi pracować. Prawo socjalistyczne nie pozwala? To się dziecku sfałszuje datę urodzenia. Stare dokumenty niby zaginęły w czasie wojny. I dziecko już może legalnie pracować - przecież ma 16 lat.

      5. Wieś, lata 50-te XX w. Dzieci z miejskiej szkoły przyjeżdżają do pracy: do pomocy w żniwach, w wykopkach itp. Do normalnej ciężkiej fizycznej pracy. Wiejskie kobiety pomstują, ale nie na wykorzystanie dzieci do pracy - to przecież normalne, ale na to, ze to w niedzielę. Obraza boska! Bezbożnicy! Nikt dzieciom jedzenia ani picia przy pracy nie zapewnia.

      6. Miasto lata 50-te XX w. 15-latki mają mieć praktyki. Same sobie muszą wyszukać kwatery. Same sobie zapewniają jedzenie. Powinny mieć pieniądze z domu - ale w którym to domu rodziców stać, by im dać na opłacenie utrzymania w czasie praktyk? Czasem załatwiają sobie stołówkę - nielegalnie. Czasem oszukują i kradną. Jakoś przeżyć muszą.

      7. Duże miasto, lata 60-te XX w. Dzieci 7-letnie chadzają do szkoły same, z kluczami na szyi. Na szyi dlatego, by nie zgubiły. Wracają do domów same, same się bawią, same wychodzą na podwórka. Same sobie odgrzewają jedzenie. Jeśli mają młodsze rodzeństwo, same się nimi zajmują. Rodzice w pracy. Na podwórkach ostrzegają się wzajemnie przed porywaczami dzieci. Wszystkie wiedzą, że nie wolno im się oddalać z podwórka z nikim obcym. Starsze o ledwie 2-3 lata rodzeństwo jest wystarczająco odpowiedzialne, by się zająć młodszym. Odbiera młodsze rodzeństwo ze świetlicy szkolnej, przyprowadza do domu. Jeśli dzieci mają zajęcia pozalekcyjne - chodzą na nie same. Bywa, że same jeżdżą na drugi koniec miasta.
      Dzieci są uczone odpowiedzialności za siebie i za swoje rodzeństwo od najmłodszych lat.

      8. Duże miasto, lata 70-te XX wieku. Wózki pod sklepami, pocztami, bankiem - to codzienność. W środku kolejki, matki gdzieś w kolejkach. Dzieci na podwórku pod blokiem? Wyjrzy matka od czasu do czasu oknem, z góry, z wysokości tego któregoś piętra, czy wszystko w porządku. O ile ma okno wychodzące na podwórko. Dzieci od lat - powiedzmy czterech - wzwyż. Dziecko powyżej lat 10 bywa, że samo podróżuje koleją. A choćby i na drugi koniec Polski. Do krewnych. Adres zna. Albo ma zapisany na karteczce. Jeśli ktoś wysyła młodsze dziecko, to prosi konduktora by zwrócił uwagę. Ale czy konduktor ma głowę do takich spraw? Przy takim tłoku?

      9. Duże miasto, lata 80-te XX w. Dzieci bardzo są przydatne w kolejkach. Wcześniej kończą zajęcia w szkole, niż dorośli pracę, więc mogą postać. Wiedzą, że staje się w każdej kolejce, która akurat stoi. Zawsze "rzucili" coś, co się przyda. Może kawa, może pomarańcze, może papier toaletowy, może cukier. Rzadziej się je stawia po mięso. W kolejkach po mięso panuje dość brutalna atmosfera. Wypychanie dzieci z kolejek - to norma. Ale one bywają przebojowe, lub stają jeszcze raz. Noszą ze sobą kartki i swoje książeczki zdrowotne. Książeczki dlatego, że buty dla dzieci kupuje się na książeczki. Przysługują dzieciom dwie pary butów w roku.

      Jest moda na harcerstwo z tradycjami przedwojennymi. Ruch ten działa w ramach oficjalnej organizacji ZHP, ale trochę w tajemnicy. Dzieci 10-letnie, 11-letnie wyjeżdżają same pod opieką ledwie kilka lat starszych opiekunów na obozy, gdzie same sobie budują szałasy, same sobie budują posłania z gałęzi, liści, igliwia, mchu. Same gotują. Same to sobie wszystko organizują. Czasem same sobie zapracowały wcześniej na ten wyjazd - pracując jakimś PGRze czy innym tartaku przy nieskomplikowanych pracach. Ulubionymi sprawnościami są "Chata Robinsona" i "Trzy Pióra". "Chata Robinsona" oznacza, że dziecko przez 24 godziny było samo w lesie, pijąc jedynie wodę ze źródła czy strumyka, żywiąc się jedynie "owocami lasu" (poziomki, maliny, jeżyny, grzyby), zbudowało samo sobie szałas i posłanie i nie dało się "wytropić" innym harcerzom ze swojego obozu. Odeszło przy wieczornym ognisku i po 24 godzinach przez nikogo nie zauważone do wieczornego ogniska podeszło. "Trzy Pióra" to trzy takie doby. Ani opiekunowie, ani rodzice ani same dzieci - nikt w tym nie widzi nic niepokojącego ani niebezpiecznego. Raczej powód do dumy - jaki to dziecko dzielne.

      10. Duże miasto, początek lat 90-tych XX w. Z tramwaju wysiada chłopczyk ok. 6-letni, odwraca się i bierze na ręce siostrzyczkę ok. 2-3 letnią. Dzieci ewidentnie są same. Nikt tego nie uważa za patologię, raczej za piękny łzawy obrazek. Troskliwy braciszek z małą siostrzyczką. Nikt nie wzywa policji. Po co? Przecież nic się złego nie dzieje.

      11. Lata 2000-czne. "Dziecko" 17-letnie nie jest wystarczająco duże ani odpowiedzialne, by wyjść w własnym psem na spacer , nawet jeśli ten pies to jamnik. "Dziecko" 16-letnie nie jest wystarczająco duże ani dorosłe, by odebrać z przedszkola młodsze o kilkanaście lat rodzeństwo. Równocześnie to samo "dziecko" 16-letnie może wyjść za mąż za zgodą sądu i stać się w ten sposób w pełni dorosłą osobą zdolną do opieki nad swoim dzieckiem, do swoich decyzji życiowych.
      • gazeta_mi_placi Re: Znam więcej takich historii 04.12.11, 13:32
        Dobre.
        Co do punktu siódmego to to samo było w latach 90-tych, nie tylko 70-tych.
        Sama z koleżanką (rówieśniczką) w wieku 10 lat odbierałyśmy jej młodszego brata z przedszkola.
        Był pod jej opieką do czasu aż nie wrócili jej rodzice z pracy, czasem była to nawet godzina 20.00, wiem bo często u niej bywałam, po odebraniu brata podgrzewała mu obiad, potem wspólnie się bawiliśmy albo wszyscy szliśmy do parku czy na podwórko.
        U nas w klasie dzieci przestało się odprowadzać do szkoły najpóźniej do końca drugiej klasy podstawówki (wyjątkiem był pewien jedynak z którego wszyscy się wyśmiewali bo miał nadopiekuńczą matkę).
        Normą tam gdzie były rodziny z dziećmi oraz pies, że z psem wychodzą same dzieci (od 7 roku życia), a nie dorośli.
        Posiadanie psa (rzadziej kota) jest normą tam gdzie jest rodzina z dziećmi to i pies musi być, rzadziej kot, a jeszcze rzadziej żadnego zwierzaka,nikt nie uważał że mieszkanie w bloku to męczarnia dla psa i otoczenia, osobę z alergią (na pyłki jakiegoś drzewa) znałam jedną jedyną.
        10-letnia siostra chodziła samodzielnie z psem na szczepienia do weterynarza, czasem umawiała się razem ze swoją o rok starszą koleżanką, która też szczepiła psa.
        Mamusie nie zaprzątały sobie głowy faktem posiadania psa, był pies to logiczne że to dzieciaki go wyprowadzają.
        • atowlasnieja Re: Znam więcej takich historii 04.12.11, 23:59
          przykro mi gazeta. Znam ewidentne przypadki alergii z lat 80 (chociaż niezdiagnozowane). A znajoma lat 30 ma do śmierci ustaloną dietę bezglutenową bo w latach 80 uznawano, że skórka chleba to dobry gryzaczek.
      • deodyma Re: Znam więcej takich historii 04.12.11, 15:05
        dobresmile
        ostatnio tez zdziwila mnie jedna rzecz, odnosnie tej 13 latki, o ktorej mowili w wiadomosciach( chodzilo o tego kontrolera, ktory wypisal jej mandat, bo mchyba zapomnikala sieciowki).
        dziewczyna pojechala jakies 3 km , poza swoje miejsce zamieszkania( miasto Szczecin) i trafila w miejsce, ktorego nie zna i nie wiadziala, jak stamtad wrocic...
        wiec ja sie pytam, jak w wieku 13 lat mozna nie znac miasta, w ktorym sie zyje i mieszka?
        ot, kolejny dowod na to, jak rodzice trzymaja swoje "dzieci" pod kloszem.
        to ja swoje rodzinne miasto znalam, jak wlasna kieszen, juz jako 7-8 latka.
        ja wszystko rozumiem, ale bez przesady.
        fakt, ze kanar tez przesadzil.
        • gazeta_mi_placi Re: Znam więcej takich historii 04.12.11, 18:44
          A ta 13-latka była niemową, że nie była w stanie zapytać dowolnej osoby jak dojechać lub dojść (sorry, ale 3 km to dla zdrowej młodej osoby żadna odległość, ja przez pół roku mając pracę 3 km od miejsca zamieszkania chodziłam w obydwie strony piechotą) na swoją ulicę?
          • deodyma Re: Znam więcej takich historii 05.12.11, 07:09
            no to przeciez napisalam wyzej, ze dziewczyna trzymana pod kloszem.
            w tym wieku nie znac miasta, w ktorym mieszka i sie wychowuje?
            samo to juz mowi za siebie.
            • hellulah Re: Znam więcej takich historii 05.12.11, 08:21
              Czy chodzi o dziewczynę ze Szczecina, wysadzoną na pętli tramwajowej czy autobusowej przez tzw. kanara?

              Całe miasto od a do z to można znać, powiedzmy, w Tomaszowie Mazowieckim, a i to niekoniecznie. W Szczecinie (rozległym jak mało które polskie miasto), Łodzi, Warszawie czy podobnych - to się nie da. Dziewczyna mogła dobrze znać okolice domu, szkoły, centrum miasta, kilka ulic np. ze sklepami, okolice powiedzmy szpitala z poradniami specjalistycznymi, ale wymagać znajomości całej topografii to według mnie za dużo.

              Racja, że obecnie poruszamy się (tak wiem uogólnienie) głównie samochodami i widzimy świat przez okno samochodu. Ja byłam brana na długie turystyczne wręcz spacery ("na nóżkach") po moim mieście jako już bardzo małe dziecko, i długo potem, dzięki czemu mam rewelacyjną orientację w przestrzeni (każdej) i doskonale czytam plany i mapy, ale zaiste, nie znałam całego miasta i każdej jego uliczki. I uwierzę, że np. ktoś z Widzewa nie będzie znał na wylot Retkinii czy Rudy. Tu, gdzie mieszkam (od dekady prawie) jest kilka dzielnic, w których nigdy nie byłam, bo nie musiałam.

              Kolejna rzecz, akurat w Szczecienie nie z każdego miejsca (o ile pamiętam) da radę łatwo wydostać się pieszo, można trafić w jakieś industrialne rejony prawie bez chodników (chyba, że to się radykalnie zmieniło).

              I kolejna, przecież artykuł wyolbrzymiał problem, żeby przekaz był silniejszy a odbiorca się wzruszył Losem Dziecka smile Pewnie laska mogła sama wracać, ale trzeba było napisać, że nastąpił Koniec Świata smile
              • emkaska Re: Znam więcej takich historii 05.12.11, 10:38
                jak już tak nie wiedziała gdzie jest, to trzeba było wsiąść w tramwaj czy autobus jadący w tę stronę, z której przyjechała (jak nie miała na bilet jednorazowy, to trzeba było znowu na gapę jechać, w tej "dramatycznej" sytuacji to było usprawiedliwione).
                • hellulah Re: Znam więcej takich historii 05.12.11, 13:21
                  Żeby jechać na gapę po szarpaninie z kanarem, trzeba mieć odpowiednią konstrukcję psychiczną smile Zauważ, że lasia, która jeździ rutynowo na gapę pewnie wzruszyła by ramionami, może dosadnie podsumowała pana kanara gładkim słowem, i faktycznie pojechała dalej. Dziecko, które się dało stłamsić, cóż, było pewnie nieco stłamszone. Ja się specjalnie nie dziwię, że straciła głowę, chociaż faktycznie, wolałabym, żeby moje okazało się bardziej rozgarnięte w sytuacjach kryzysowych.
      • imogen0 Re: Znam więcej takich historii 04.12.11, 15:26
        Kiedy wybuchła wojna moja babcia miała 12 lat i poszła pracować w niemieckiej rodzinie,prowadziła im dom,tzn opiekowała sie dziećmi,gotowała codziennie obiady,musiała posprzątać dom i obejście,a wieczorami szyła i robiła na drutach...po latach wspominała,że ciężka to była praca ale pracodawcy mili(nigdy jej nie uderzyli,koleżanka w innym gospodarstwie była regularnie bita i wyzywana),miała ciepło,pełny talerz...takie czasy...serce mi się ściska,że miała tak krótkie dzieciństwo...
      • andaba Re: Znam więcej takich historii 04.12.11, 19:09
        Punkt 2 - w sumie niewiele się różni od tego, co ja pamiętam ze swojego dzieciństwa. Odległego od lat 20-stych o dwa pokolenia, może poza tymi służącymi, gazeciarzami i żeniaczką w 14-16 r.ż

        Punkt 11 - chyba lekka przesada? Ja do przedszkola wysyłałam 7-latka po siostrę...
        • joanna-50 Re: Znam więcej takich historii 04.12.11, 19:54
          andaba napisała:


          > Punkt 11 - chyba lekka przesada? Ja do przedszkola wysyłałam 7-latka po siostrę

          radom.gazeta.pl/radom/1,48201,10431290,Starszy_brat_po_brata_przedszkolaka_przyjsc_nie_moze.html
          www.sfora.pl/Tu-dzieci-nie-mogly-wychodzic-na-spacer-z-psem-a22736
        • blekitny.zamek Re: Znam więcej takich historii 04.12.11, 21:42
          Punkt 11 - chyba lekka przesada? Ja do przedszkola wysyłałam 7-latka po siostrę
          > ...
          I wydali???

          ja wysłałam 10 latka,po 7 latka,to miałam telefon od wychowawczyni i pogadankę,że nie powinnam tak robić.
          • andaba Re: Znam więcej takich historii 04.12.11, 22:28
            No pewnie że wydali.
            A juz szkolna świetlica nie robi żadnych wstrętów przy odbieraniu zerówkowicza przez siostrę drugoklasistkę, byle tylko miała wyszczególnioną każdą sztukę, która może odebrać dziecko. I nikt do nikogo nie dzwoni.
            Poza jednym wypadkiem, jak nauczycielka zadzwoniła, żebym odebrała córkę, bo ją brzuch boli. Zapytałam, czy da rade dojść do domu sama, powiedziała, ze da radę. Ale po chwili pani znów zadzwoniła, że postanowiły jednak jej nie puszczać bo jakby coś. No to niech siedzi, bo ja na drugim końcu miasta jestem i o ile nie umiera to nie wrócę szybciej niż za 4 godziny, bo nie w celach rozrywkowych pojechałam, załatwić coś muszę. Więc córka wróciła do klasy, posiadziała jeszcze te dwie lekcje, które miała do końca i normalnie wróciła do domu.


            Całe szczęście, że moim dziecio m już przedszkole nie grozi.
        • imogen0 Re: Znam więcej takich historii 04.12.11, 21:44
          andaba napisała:


          > Punkt 11 - chyba lekka przesada? Ja do przedszkola wysyłałam 7-latka po siostrę
          > ...

          Ja też jako nastolatka odbierałam siostrę z przedszkola...
          U mojego syna w przedszkolu zakaz odbioru dzieci przez niepełnoletnich wszedł w 2001 roku kiedy dwóch zwyrodnialców utopiło 4 letniego Michałka,Pamietacie to pewnie?
      • mambaker Re: Znam więcej takich historii 05.12.11, 06:13
        joanna-50 napisała: lata 80-te XX w(... )
        Noszą ze sobą kartki i swoje książeczki zdrowotne. Książeczki dlatego, że buty dla dzieci kupuje się na książeczki. Przysługują dzieciom dwie pary butów w roku.

        Bzdura.
        • joanna-50 Re: Znam więcej takich historii 05.12.11, 11:17
          mambaker napisała:

          > joanna-50 napisała: lata 80-te XX w(... )
          > Noszą ze sobą kartki i swoje książeczki zdrowotne. Książeczki dlatego, że buty
          > dla dzieci kupuje się na książeczki. Przysługują dzieciom dwie pary butów w rok
          > u.
          >
          > Bzdura.


          Nie tylko ja to pamiętam:

          internowani.xg.pl/index.php?type=article&aid=493
          "W 1982 roku na kartki były: mięso, masło, cukier, kasze, słodycze, proszek do prania, buty, obrączki ślubne. Pieluchy (z tetry, o pampersach nikt nie słyszał) i śpioszki dla dzieci przez całe lata 80. sprzedawano za okazaniem karty ciąży. Reglamentacja objęła także wódkę (z możliwością zamiany na kawę) i papierosy: zamiast trzech paczek można było dostać 10 dag cukierków."
          • mambaker Re: Znam więcej takich historii 05.12.11, 16:42
            To poczytaj jeszcze raz co skomentowałam. Uważnie poczytaj.

            joanna-50 napisała:

            > mambaker napisała:
            >
            > > joanna-50 napisała: lata 80-te XX w(... )
            > > Noszą ze sobą kartki i swoje książeczki zdrowotne. Książeczki dlatego, że
            > buty
            > > dla dzieci kupuje się na książeczki. Przysługują dzieciom dwie pary butów
            > w rok
            > > u.
      • indigo_kid Re: trochę naciągane 06.12.11, 00:51
        . Lata 2000-czne. "Dziecko" 17-letnie nie jest wystarczająco duże ani odpowie
        > dzialne, by wyjść w własnym psem na spacer , nawet jeśli ten pies to jamnik. "D
        > ziecko" 16-letnie nie jest wystarczająco duże ani dorosłe, by odebrać z przedsz
        > kola młodsze o kilkanaście lat rodzeństwo.


        Starsze rodzeństwo może odbierać młodsze z przedszkola, pod warunkiem, że rodzice wyrażą na to pisemną zgodę. Takie prawo.

        Moja babcia od 9 r.ż. była poza domem. Ciągle gdzieś na służbie, w ten sposób zarabiała sobie na buty i materiał na sukienkę (za rok pracy) a w domu była jedna gęba mniej do wykarmienia. Rodzinę widywała rzadko raz na parę miesięcy, jednego swojego brata w ogóle nie widziała na oczy, bo zmarł w wieku 13 m-cy. W tym wszystkim potrafiła skończyć 7 klas co na czasy przedwojenne było dużym osiągnięciem. Naprawdę dzieciństwo godne pozazdroszczenia <ironia>.

        W dzieciństwie wakacje spędzałam na wsi i widziałam to beztroskie, samodzielne dzieciństwo dzieci z lat 80/90 - dzieciaki były zaprzęgane do regularnej pracy na roli, także wieczorem kiedy już miały czas wolny, nie miały siły na wygłupy.
    • dziennik-niecodziennik Re: Moja babcia opowiedziała taką historię 04.12.11, 16:07
      deser.pl/deser/51,111858,10741523.html?i=26
      tak a propos nadopiekunczosci - przeczytajcie opis pod zdjęciem smile
    • el_jot Re: Moja babcia opowiedziała taką historię 04.12.11, 19:17
      Ja pamętam takie zdarzenie z mojego dzieciństwa. Miałam wtedy może 6 lat, brat 2. Mieszkaliśmy na 10 piętrze. Mama wyszła do najbliższego sklepu po zakupy, brat spał, ale akurat jak wyszła to się obudził. Na co ja, stwierdziłam, że zobaczymy przez okno czy mama wraca. Otworzyłam okno (albo było otwarte, nie pamiętam) i wystawiłam brata przez okno. Mam to wszystko widziała z dołu, jak przyszła dostałam wpier.... Ciekawe za co?
      • claudel6 Re: Moja babcia opowiedziała taką historię 04.12.11, 23:52
        sama sobie powinna dać w pie... kretynka.
    • goodnightmoon Re: Moja babcia opowiedziała taką historię 04.12.11, 22:14
      gazeta_mi_placi napisała:

      > >nawet doroslemu moze sie cos przytrafic, potraci go samochod, straci przyt
      > omnosc i nikt nawet nie bedzie wiedzial, ze w domu zostalo dziecko.
      >
      > A ten dorosły to bezrobotny (bez kolegów z pracy) typ samotnika (bez żadnych in
      > nych przyjaciół i znajomych) rodzic bez najbliższej rodziny (bo z domu dziecka)
      > z najbliższymi sąsiadami 10 km dalej?
      > A jeśli tak to niestety, ale w domu może zasłabnąć czy umrzeć i co zrobi takie
      > dziecko z nieprzytomnym rodzicem w domu? Na klatkę nie wyjdzie samo po pomoc bo
      > za małe, nie mówiąc już o tym gdyby mieszkało w domu jednorodzinnym gdzie do n
      > ajbliższego sąsiada zwykle dość daleko i płaczu dziecka może nie słyszeć.
      > Pamiętacie półtoraroczne dziecko, które umarło z głodu? W tym samym mieszkaniu
      > był rodzic (ojciec) tego dziecka, zmarły rodzic.

      Nie musi to być bezrobotny sierota-aspołecznik, żeby wyjść bez DO na 10 minut na zakupy, dostać zawału czy wpaść pod samochód ... a wtedy póki zostanie zidentyfikowany i dotrą do dziecka to kilkanaście godzin luźnie minie.

      Zasłabnąć z dzieckiem w domu też można i pech wtedy totalny. Moja koleżanka dostała udaru mózgu, będą sama w domu z rocznym dzieckiem. Dzięki Bogu, mąż nie był (jak zwykle) w tygodniowej delegacji, tylko wrócił po 2 godzinach - to uratowało życie jej i (być może) dziecku uncertain
      • gazeta_mi_placi Re: Moja babcia opowiedziała taką historię 05.12.11, 12:15
        Na ogół dorośli ludzie wychodząc z domu mają ze sobą dowód osobisty.
        • jolunia01 Re: Moja babcia opowiedziała taką historię 05.12.11, 12:57
          gazeta_mi_placi napisała:

          > Na ogół dorośli ludzie wychodząc z domu mają ze sobą dowód osobisty.

          Na ogół. Spokojnie jednak mogę sobie wyobrazić, że wychodząc rano po bułki do sklepiku za rogiem tego dowodu się nie bierze.
          • gazeta_mi_placi Re: Moja babcia opowiedziała taką historię 05.12.11, 13:05
            Ja nie zostawiam w domu płaczących dzieci, ale nawet wychodząc do warzywniaka (akurat też jest za rogiem) mam ze sobą dowód.
            W końcu to mała płaska kartka, zmieści się nawet w pokrowcu na komórkę, nie mówiąc o damskiej torebce czy po prostu kieszeni.
    • zuzanka79 Re: Moja babcia opowiedziała taką historię 04.12.11, 22:31
      Podobną historię opowiedziała mi moja sąsiadka, obecnie babcia czwórki wnucząt.
      Mianowicie zostawiała ona swoich synów ( lat 5 i niespełna 1) samych w domu i szła na kilka godzin do pracy. Młodszego wyjmowała z łóżeczka układała na rozłożonej na dywanie kołdrze, zostawiał przygotowaną butelkę z kasztą a starszy się nim opiekował do powrotu mamy.
      Teraz jej samej wydaję się to niemożliwe.
      Ja osobiście sobie nie wyobrażam bym młodego z młodą ( lat 8 i 2) samych zostawiła na dłużej niż 3 (trzy) minutywink .
Inne wątki na temat:
Pełna wersja