sally_zielona
03.06.04, 18:37
Wróciłam do pracy, kiedy synek miał pół roku. Dzieckiem zajęła się Babcia.
Było to najlepsze rozwiązanie. Miałam pewność, że maleństwem opiekuje się
osoba, która go kocha i nie stanie mu się żadna krzywda. Teraz jednak, kiedy
mały podrósł (teraz ma 2 lata), Babcia nie daje sobie rady. On wcale się jej
nie słucha, robi prawie wszystko, co mu się podoba, w tym nagminnie rzeczy,
na które my mu nie pozwalamy. Na przykład normalką jest, że mały grzebie w
szafkach w kuchni, czego nawet nie próbuje robić, gdy my jesteśmy w domu.
Chce, żeby go wnosić po schodach, kiedy wraca z Babcią ze spaceru (na drugie
piętro, dziecko 17 kg), podczas, gdy sam potrafi bez problemu wejść. Odmawia
jedzenia przy stole, a z nami w ten właśnie sposób spożywa posiłki. Itd.,
itp. Wiem, że nie mogę stawiać Mamie wymagań, jak płatnej opiekunce. Nawet
nie mam zamiaru. Ale czasem zdarza mi się powiedzieć: przy nas on tego nie
robi, na to mu nie pozwalamy, tym synek się nie bawi. Zazwyczaj słyszę
odpowiedzi: bo on tego chciał, bo płakał, bo nie chciał jeść i trzeba było
czymś go zabawić, i, że od wychowywania i od zakazów to my jesteśmy. Ale
dzisiaj jak wróciłam z pracy zobaczyłam leżące w nieładzie na regale płyty
DVD i z muzyką. Może zareagowałam zbyt gwałtownie (Boże, czym on się dzisiaj
bawił?!) Podbiegłam do regału i zaczęłam składać te płyty. Dowiedziałam się,
że nie bawił się płytami, tylko oglądał obrazki, a jeżeli któraś płyta
wysunęła się z opakowania to wysunęła się sama. Nie chciał jeść mlecznej zupy
i Mama chciała go czymś zainteresować. Rezultat całego zdarzenia jest taki,
że Mama się obraziła. Wychodziła ze łzami w oczach i prawie nie odpowiedziała
na "pa, pa" małego, nie mówiąc już o moim "cześć". Mnie jest głupio, bo nie
chciałam jej urazić, ale naprawdę uważam, że rzeczami, które łatwo zniszczyć,
to mały mógłby się nie bawić, tym bardziej, że na co dzień znajdują się one
poza zasięgiem jego rączek. Jest mi na przykład przykro, że album ze
zdjęciami jest ubabrany jedzeniem, ale o tym Mamie nawet nie wspomniałam.
Wiem, że opieka na ruchliwym dwulatkiem, który ma szalone pomysły, jest
niezwykle trudna. Wiem, że Mama nie ma tyle siły, co osoba młoda i, że przez
to, że opiekuje się dzieckiem ma mniej czasu na własne życie. Doceniam to i
jestem wdzięczna. Ale takie sytuacje wytrącają mnie z równowagi. Czuję się
winna, że mam dziecko. Naprawdę nie mogę sobie pozwolić na to, by pójść na
urlop wychowawczy. Ale za każdym razem, gdy muszę powiedzieć Mamie, że muszę
zostać w pracy po godzinach, to mam moralnego kaca. A po dzisiejszym
zdarzeniu mam ochotę palnąć sobie w łeb. Myślałam o opiekunce, ale nie mam
nikogo znajomego, komu mogłabym zaufać. Boję się zostawić dziecko z obcą
osobą i boję się wpuścić taką osobę do domu. Oczywiście byłoby inaczej,
gdybym nie miała innego wyjścia. Ale Mama, gdy kiedyś wspomniałam jej o niani
oświadczyła, że nie odda wnuka obcej babie. Poza tym, która obca baba zechce
opiekować się małym przez 10 godzin dziennie i ile musiałabym jej za to
zapłacić? Chyba poszłaby cała moja, nie tak duża znowu, pensja. Czuję się jak
Antygona, która niezależnie od tego, co zrobi, to i tak będzie źle. Chce mi
się płakać ...
Sally