szpital-obecnośc rodzica w zabiegowym

18.12.11, 00:01
Nie wiem czy taki wątek był,czy nie a nie chce mi się szukać.Moje kilkumiesięczne dziecko trafiło do szpitala,któregoś z kolei (Uniwersyteckie Centrum Medyczne w Gdańsku)Jakież było moje zdziwienie,kiedy nie wpuszczono mnie do gabinetu zabiegowego,kiedy pobierano mu krew i zakładano wenflon.Zapytana o przyczyne pielęgniarka odpowiedziła,że takie maja zasady i basta.Stałam pod tymi drzwiami i słuchałam jak ryczy.Niedługo znowu tam trafimy i tym razem nie mam zamiaru się tak łatwo zbyć.Mam pytanie do emam.Czy w Waszych szpitalach karta praw pacjenta to też fikcja? Myslałam ,że takie rzeczy to teraz tylko w Pierdziszewie Dolnym a tu Akademia Medyczna eh...
    • yenna_m Re: szpital-obecnośc rodzica w zabiegowym 18.12.11, 00:05
      wbrew pozorom w Pierdziszewie Dolnym, poniewaz tam ludzie sie znaja, opieka nad dzieckiem i (chodzi mi o intydiwualne podejscie do dziecka i zauwazanie, ze dziecko jest czlowiekiem) jest o niebo lepsza niz w osrodkach akademickich i szpitalach klinicznych
    • lolinka2 Re: szpital-obecnośc rodzica w zabiegowym 18.12.11, 00:05
      "Wobec tego informuję, że nie zamierzam tej zasady respektować, a jeżeli z przyczyn higienicznych nie wpuszczają państwo rodzica do zabiegowego, to kaniulację naczyń obwodowych można z powodzeniem wykonać przy łóżku pacjenta, gdzie będę obecna. Jeszcze raz, krótko: nie dam dziecka bez nadzoru" - zawsze działało.
      • yenna_m Re: szpital-obecnośc rodzica w zabiegowym 18.12.11, 00:10
        piękne smile
        lubię to smile
      • iskierka40 Re: szpital-obecnośc rodzica w zabiegowym 18.12.11, 00:31
        olinka2 napisała:

        > "Wobec tego informuję, że nie zamierzam tej zasady respektować, a jeżeli z przy
        > czyn higienicznych nie wpuszczają państwo rodzica do zabiegowego, to kaniulację
        > naczyń obwodowych można z powodzeniem wykonać przy łóżku pacjenta, gdzie będę
        > obecna. Jeszcze raz, krótko: nie dam dziecka bez nadzoru" - zawsze działało.

        dzieki,aż dobie zapisałam na kartce i do torebki schowałamsmile
      • freakwave Re: szpital-obecnośc rodzica w zabiegowym 18.12.11, 09:43
        omg...
        kaniulacja zyl obwodowych, coz niektorym glupiomadrym przydlaby sie chyba lobotomia tongue_out
      • joanna.pio Re: szpital-obecnośc rodzica w zabiegowym 18.12.11, 15:21
        Zapiszę i wykuję na pamięć. Gdy trafiłam na chirurgię z moim 3 latkiem z powodu połknięcia "ciała obcego", pani bez słowa zabrała mi go ryczącego z rąk, włączył mega histerię, a ta mi zatrzasnęła drzwi przed nosem. Zamurowało mnie, też dałam się zbyć tekstem, że takie są zasady... Na przyszłość jak znalazł, dzięki lolinka!
    • mruwa9 Re: szpital-obecnośc rodzica w zabiegowym 18.12.11, 00:12
      personel, nie wiedziec czemu, tak lubi. Ale nie ma prawa wypraszac rodzica. Mnie by zadna sila z zabiegowego nie wyciagnela. Trzeba byc asertywnym i stanowczym.Nie prosic, pytac, ale oswiadczac, ze wchodzisz z dzieckiem i stanowczo sie tego trzymac, choc malo entuzjastyczna reakcja pielegniarek jest bardzo prawdopodobna.
      Z drugiej strony nie warto isc na wojne z pigulami (choc personel niektorych placowek jest niereformowalny i inaczej sie po prostu nie da), warto dac do zrozumienia, ze zostajesz z dzieckiem dla dziecka, a nie po to, zeby utrudniac zycie pielegniarkom. W koncu macie wspolny cel- zdrowie dziecka. Przede wszystkim jednak jako matka masz obowiazek chronic swoje dziecko przed niepotrzebnym, dodatkowym stresem i dlatego go nie opuscisz.
      • czar_bajry Re: szpital-obecnośc rodzica w zabiegowym 18.12.11, 00:31
        To w sali operacyjnej też asystujecie?
        Są sytuacje w których to właśnie zdenerwowanie rodzica naraża dziecko na większy stres, oczywiście nie twierdzę iż opisana sytuacja do takich należała.
        • lolinka2 Re: szpital-obecnośc rodzica w zabiegowym 18.12.11, 00:45
          czar_bajry, zdenerwowana to ja jestem i to mocno, gdy dziecko na tzw byle pierdółę zabierane jest bez mojej asysty. Gdy z nim jestem, jestem siłą spokoju i moja obecność służy tylko i wyłącznie temu, aby dziecko względnie bezstresowo zniosło interwencje medyczne. Sprawdzone doświadczalnie na obu dzieckach własnych, które od wieku ok 18 m-cy (szczepienie MMR aka Priorix), nie płakały przy żadnym wkłuciu. Było śpiewanie, było mówienie wierszyków i do tego jest rodzic (plus trzyma mooooocno, coby się delikwentka nie kręciła). W szpitalu każdorazowo wchodziłam z Dużą (młoda młodsza nieleczona szpitalnie) do gabinetu zabiegowego, po werbalnym pokonaniu oporu średniego personelu medycznego. I każdorazowo panie pielęgniarki na koniec robiły wieeeelkie oczy, że jak to? dziecko nie płacze? dziecko się nie szarpie? ojeeeej.

          Co do zabiegów chirurgicznych, to jest tendencja w oddziałach pediatrycznych, by dziecko po premedykacji naprawdę niewiele kontaktowało smile tak, że nie zrobi mu różnicy z kim wjedzie na blok. Podobnie przy wybudzeniu - otwiera oczy i rodzice są obok.
          • czar_bajry Re: szpital-obecnośc rodzica w zabiegowym 18.12.11, 00:54
            Przeca napisałam iż są wypadki-przypadkismile
        • schiraz Re: szpital-obecnośc rodzica w zabiegowym 18.12.11, 01:23
          Do sali operacyjnej stanowczo się nie pchałam, choć dziecko usypiane było przy mnie, ja trzymałam je za rączkę i ja nakładałam maseczkę (bo mam nadzieję standardem w Polsce jest usypianie dziecka przed założeniem wenflonu w przypadku zabiegów operacyjnych). Nie jestem histeryczką, wręcz przeciwnie, moje dzieci są nauczone, że czasem dla jego dobra są robione rzeczy, które je zabolą. Nigdy nie okłamałam dziecka (a mam trójkę) co do bolesności zabiegu ale i nigdy nie opuściłam żadnego, gdy była możliwość być przy nim.
          • tygrysiatko1 Re: szpital-obecnośc rodzica w zabiegowym 18.12.11, 01:56
            Nie jest... dziecko ma mieć założony wenflon przed znieczuleniem i nieodpowiedzialnością jest robić odwrotnie...
            • schiraz Re: szpital-obecnośc rodzica w zabiegowym 18.12.11, 02:00
              A widzisz, nigdy nie kwestionowałam tego faktu a jednaj ten raz, gdy dziecko musiało być uśpione do zabiegu najpierw była maseczka z środkiem znieczulającym a potem głębokie usypianie i cała reszta. Nie kłóciłabym się gdyby było inaczej, zawsze pytam lekarza co czeka moje dziecko i potem mu w domu tłumaczę na "dziecięcy".
              • tygrysiatko1 Re: szpital-obecnośc rodzica w zabiegowym 18.12.11, 02:26
                Rolą rodzica jest przygotowanie dziecka do zbiegu czy hospitalizacji planowej... a są niestety tacy, którzy nie raczą tego zrobić... i później jest ciężka rozpacz dziecka, bo nic nie wiedziało... albo teksty typu bądź grzeczny, bo ci nogę obetną... to jak to dziecko ma się nie bać i nie płakać?? nawet nie z bólu tylko ze zwykłego przerażenia...
        • 3-mamuska Re: szpital-obecnośc rodzica w zabiegowym 18.12.11, 03:14
          czar_bajry napisała:

          > To w sali operacyjnej też asystujecie?
          > Są sytuacje w których to właśnie zdenerwowanie rodzica naraża dziecko na większ
          > y stres, oczywiście nie twierdzę iż opisana sytuacja do takich należała.
          A ta znowu musi byc na nie.
          Tak w operacyjnym tez byl maz do momentu podania srodka usypiajacego,trzymal dziecko na rekach i pozwolili na koniec pocalowac zanim podlaczyli rurke do respiratora.na dalsza czesc nie pozwalaj aby nie ranic serca rodzica co robia z dzieckiem,ale ono juz jest nieswiadome i nie ma stresu,ale do momentu swiadomosci dziecka rodzic jest niezbedny.
          To samo z wybudzeniem,zjechali z sali operacyjnej w maly pokoik,juz corka bez rurki,ale jeszcze malo przytomna.
          Gdy sie wybudzala zaczela strasznie krzyczec,wtedy pochylilam sie nad nia glaszcza po poleckach i mowie ze juz jestem i jest dobrze uspokoila sie momentalnie i moglismy pojechac na oddzial.Malo tego kazali nam patrzec czy klata piersiowa sie unosi co swiadczy o odychaniu.Mimo ze byla podlaczona do monitorow.Rodzic zawsze lepiej zadba o dziecko niz zalatany presonel.

          raz tylko kazanomi wyjsc i wlasnie w pl i nigdny wiecej.
          Personel nie lubi w pl jak mi sie na rece patrzy ,bo moga dziecko zlapac przywiaza i nie szczypac sie.
        • rosapulchra-0 Re: szpital-obecnośc rodzica w zabiegowym 18.12.11, 06:03
          czar_bajry czasem jak klepniesz, to aż czytanie boli suspicious
    • tygrysiatko1 Re: szpital-obecnośc rodzica w zabiegowym 18.12.11, 01:55
      Na Działdowskiej w Warszawie - szpital Uniwersytecki można być w zabiegowym przy pobieraniu krwi, zakładaniu wneflonów, drobnych zabiegach (szycie, zakładanie gipsu)... przy większych np zmiana opatrunku przy oparzeniu (w znieczuleniu ogólnym) nie można za każdym razem...
    • kozica111 Re: szpital-obecnośc rodzica w zabiegowym 18.12.11, 08:34
      Pamiętam jak na położniczym przyszła młoda lekarka pobrać mojemu synkowi z żyły na głowie krew na badanie przesiewowe, w salce z małym siedziałam ja i moja mama - ciężar wzroku mojej mamy doprowadził do tego że udało sie to dopiero po trzecim wkłuciu, tak dziewczyna była zdenerwowana.
      • mruwa9 Re: szpital-obecnośc rodzica w zabiegowym 18.12.11, 10:46
        To normalne, ze nie zawsze udaje sie wkluc za pierwszym razem, zwlaszcza, gdy dziecko malutkie, odwodnione, i niekoniecznie dlatego, ze pielegniarka zdenerwowana czy niekompetentna lub niedoswiadczona. Tak sie po prostu zdarza. A wklucie do zyl na glowie do wklucie do zyl powierzchownych, nikt sie nie przebija przez czaszke, szybciej mozna to porownac do wklucia do zyl na grzbiecie dloni.
        Jak pisalam, nie bylo takiej sily, ktora by mnie wygonila z zabiegowego. Bywalam obecna przy wkluciach, nakluciach ledzwiowych, intubacjach , na sali operacyjnej do momentu , w ktorym dziecko zasnelo. Bylam ostatnia osoba, ktora widzialo dziecko przed zasnieciem i pierwsza, ktora zobaczylo po przebudzeniu. I tak powinno byc. I wiekszosc peielgniarek oraz lekarzy to akceptowala, z jednym wyjatkiem, niech pieklo pochlonie szpital pediatryczny w Bielsku-Bialej, tam naprawde trzeba bylo toczyc wojny z durnym personelem rodem z XIX wieku.
        Nie zawsze jest mozliwosc czy czas, zeby przygotowac dziecko do hospitalizacji, nie wszystkie dzieci rozumieja sytuacje (trudno od niemowlaka wymagac racjonalnego myslenia).
        Moim zadaniem jest chronic dziecko, moja obecnosc w zabiegowym nie sluzy patrzeniu pielegniarkom na rece, oczekujac ich potkniecia. jestem tam po to, zeby z nimi wspolpracowac, aby zabieg przebiegl jak najsprawniej,a trauma u dziecka byla jak najmniejsza. I poza wspomnianym wyjatkiem personel to rozumie.
    • kawka74 Re: szpital-obecnośc rodzica w zabiegowym 18.12.11, 08:39
      Mnie nie pozwolono asystować tylko przy punkcji lędźwiowej (ale wyjaśniono, dlaczego nie). Wszystkie inne zabiegi były wykonywane w mojej lub męża obecności.
      • aqua48 Re: szpital-obecnośc rodzica w zabiegowym 18.12.11, 09:43
        Przy znieczuleniu ogólnym obecność rodzica do momentu kiedy dziecko zasypia i trzymanie go za rękę wydaje mi się normalne. Przy drobniejszych zabiegach nie widzę powodu wypraszania rodzica. Wydaje mi się to wręcz sadyzmem w stosunku do dziecka.
        W tv ostatnio widziałam jak matka w Anglii wjeżdża na łóżku z dzieckiem na salę operacyjną, żeby zasnęło, czując się bezpiecznie i jakoś nic się nie działo, więc wypraszanie rodziców uważam za fanaberię personelu.
        • aqua48 Nawet u weterynarza można być przy zwierzaku 18.12.11, 09:48
          Właśnie mi się skojarzyło jak byłam z psem na zabiegu, to nie wypraszano właścicieli i do momentu całkowitego uśpienia można było być z psem. A potem przy wybudzaniu też. Niektóre zwierzaki strasznie histeryzowały, a obecność, przemawianie i głaskanie właściciela je uspokajała. A co dzieci gorsze?
          • gazeta_mi_placi Re: Nawet u weterynarza można być przy zwierzaku 18.12.11, 11:56
            Dziwi mnie, że Panie się tak oburzają czasem że mąż nie chce brać udziału w porodzie, musi brać i basta. Dziwią się tym Paniom, które twierdzą że one wolą bez męża. Ale same dają się wyprowadzić z pokoju zabiegowego od dziecka jak ostatnie cielątka.
            • gazeta_mi_placi Re: Nawet u weterynarza można być przy zwierzaku 18.12.11, 11:58
              Jak chodzi o poród i obecność męża to znają swoje prawa i jeszcze się dziwią, że inne kobiety np. wolą być same, a jak chodzi o towarzyszenie własnemu dziecku w zabiegu to od razu zapominają swoich praw i języka w gębie, ciekawa wybiórczość, jak chodzi o własny ból to znają prawa i np. mąż musi być na sali porodowej, nie ma zmiłuj.
              Ale dzieciak niech się sam męczy przy zakładaniu wenflonu.
          • lolinka2 Re: Nawet u weterynarza można być przy zwierzaku 18.12.11, 14:12
            Z tym weterynarzem polemizowałabym wink
            Mnie próbował wystawić przy kastracji kota za drzwi, znaczy przejąć zwierzę w progu "a panią za godzinę zapraszam". Usłyszał, że nie-e, bo wchodzę z kotem, patrzę sobie na cały zabieg, i kota wynoszę osobiście smile Odp: "ale ja nie umiem reanimować człowieka" Ja: "Ale ja umiem, jeśli pan doktor się zatrzyma ze stresu, pomogę na pewno...", później ta sama akcja z asystentką pana doktora.... Na koniec pan doktor stwierdził "aaaj, studentów zniosłem, to i panią przeżyję" i do końca zabiegu miałam wszystko omawiane, prezentowane fachowo etc.

            Wcześniej u kumpla asystowałam przy operacji ropomacicza u mojej suki, była nagła sytuacja i on stwierdził, że jeśli chcę mieć zrobiony zabieg w cenie kosztów rzeczywistych, to muszę rąk użyczyć, bo w przeciwnym razie musiałby poprosić kolegę do współpracy. Użyczyłam z radością.
            • asia_i_p Re: Nawet u weterynarza można być przy zwierzaku 18.12.11, 15:30
              Weterynarz mojego psa pozwolił mi być przy wycinaniu narośla z wargi i nawet pozwolił pomagać (w sensie podtrzymać bezwładnego psa w odpowiedniej pozycji), bo nie miał asystenta.
              • przeciwcialo Re: Nawet u weterynarza można być przy zwierzaku 19.12.11, 07:56
                Takie coś u weterynarza przejdzie, na ludzkiej sali operacyjnej niekoniecznie.
                I wogóle nie porównywałabym zabiegów na zwierzętach z obwarowanymi przepisami i prokuratorem na karku zabiegami ludzi.
                • aqua48 Re: Nawet u weterynarza można być przy zwierzaku 19.12.11, 15:42
                  przeciwcialo napisała:

                  > Takie coś u weterynarza przejdzie, na ludzkiej sali operacyjnej niekoniecznie.
                  > I wogóle nie porównywałabym zabiegów na zwierzętach z obwarowanymi przepisami i
                  > prokuratorem na karku zabiegami ludzi.

                  Przepisy stosuje się do działalności lekarza, obojętne czy zajmuje się on zwierzętami, czy ludźmi. I jedni i drudzy mają prawo do leczenia i opieki zgodnie z obowiązującymi standardami.
                  • babunia_wygodka Re: Nawet u weterynarza można być przy zwierzaku 19.12.11, 15:45
                    aqua48 napisała:

                    > przeciwcialo napisała:
                    >
                    > > Takie coś u weterynarza przejdzie, na ludzkiej sali operacyjnej niekoniec
                    > znie.
                    > > I wogóle nie porównywałabym zabiegów na zwierzętach z obwarowanymi przepi
                    > sami i
                    > > prokuratorem na karku zabiegami ludzi.
                    >
                    > Przepisy stosuje się do działalności lekarza, obojętne czy zajmuje się on zwier
                    > zętami, czy ludźmi. I jedni i drudzy mają prawo do leczenia i opieki zgodnie z
                    > obowiązującymi standardami.

                    Tylko że śmierć i powikłania człowieka są dla lekarza znacznie bardziej kłopotliwe niż śmierć i powikłania choćby największego doga.

        • kropkacom Re: szpital-obecnośc rodzica w zabiegowym 18.12.11, 09:51
          Ja bym tego fanaberią nie nazwała. Raczej wygodnictwem i brakiem chęci do zmian. A argumenty typu, bo się pani pielęgniarce ręce trzęsą jak ktoś się patrzy... No ratunku, bidulka. Rodzic dziecko denerwuje? Tak, wszystkie jesteśmy histeryczki. wink Tak łatwiej myśleć, prawda?
        • kawka74 Re: szpital-obecnośc rodzica w zabiegowym 18.12.11, 11:49
          > W tv ostatnio widziałam jak matka w Anglii wjeżdża na łóżku z dzieckiem na salę
          > operacyjną, żeby zasnęło, czując się bezpiecznie i jakoś nic się nie działo,

          Podobną scenę widziałam w polskim szpitalu na własne oczy - czyli da się.
          Kurna, nawet w przychodni u nas wisi kartka, że wszystkie zabiegi wykonuje się w obecności rodzica lub opiekuna.
    • guderianka Re: szpital-obecnośc rodzica w zabiegowym 18.12.11, 09:53
      W podobnej sytuacji z dzieckiem 3 miesięcznym nie pozwolilam sobie na wyproszenie z gabinetu. Na coraz głośniejszą awanturę pielęgniarki wyciągnęły w końcu argument, że rodzice tylko przeszkadzają w zabiegowym bo rozuczlają się nad dziećmi i nie dają pracować. Powiedziałam, że cewnikowałam swoje dziecko, wiem jak to się robi, jestem po I semestrze fizjoterapii i mają mnie wpuścić. I ich szczęście bo nie mogły dac sobie rady z dostaniem się do cewki , musiałam je pokierować tongue_out
      Tak samo nie dałam się wyprosić z konsylium lekarzy, którzy omawiali operację Starszej córki. Siedzieli panowie doc, prof i hab w gabinecie , wzięli tam siłą dziecko, które darło się za mną (2lata), bo nie wiedziało o co chodzi. Weszłam i powiedziałam, że nie wyjdę bo jestem i opiekunem i przedstawicielem prawnym dziecka. I już.
      • przeciwcialo Re: szpital-obecnośc rodzica w zabiegowym 19.12.11, 08:03
        I ten semestr fizjoterapii zaważył? He, he...głupi argument.
        • guderianka Re: szpital-obecnośc rodzica w zabiegowym 19.12.11, 20:05
          Pewnie nie zaważył, ale być może miał znaczenie. Dlaczego głupi ? Wiedza na temat anatomii i fizjologii po I semestrze w połączeniu ze starszym dzieckiem doświadczonym choroba to większy autut niż choćby kłócenie się z argumentem :bo tak.
          He he
    • kali_pso Re: szpital-obecnośc rodzica w zabiegowym 18.12.11, 09:53

      Pierwsze słyszę, coby przy czymś tak podstawowym jak założenie " motylka" rodzic nie mógł byc obecny. Poproś na drugi raz o informację na piśmie- niech pani pielęgniarka pokaże ci ten przepis zapisany i podpisany przez władze szpitalawinkP
      Dlaczego zaś nie chcą rodziców? Zapewne dlatego, że rodzic często gęsto stanowi dodatkowy podmiot do okiełznania oprócz krzyczącego dzieckawink- niemniej- chciałaś więc powinny Cię wpuścić.
      Ale nie łam się i nie słuchaj tego, co więkoszśc będzie tutaj wypisywała- że jesteś nieasertywna itp, itd. wiekszośc z nich tez kuli uszy po sobie w obliczu wszechwładnych medyków tylko na forum takie hojraczki, że hohohowinkP
      Na drugi raz po prostu przygotuj się lepiej i nie daj spławić, jesteś juz bogatsza w doświadczenie.
      • caroninka Re: szpital-obecnośc rodzica w zabiegowym 18.12.11, 21:09
        Z tym zakladaniem "motylka", z roddzicem za drzwiami, moze byc tak, jak probowali u mojego syna, choc ja sie wyprosic nie dalam i dzieki Bogu! Pani "doktor" tak mu sie wklula, ze po kilku godzinach sam wypadl. Wielka akcja klucia mlodego trzy razy w reke, w noge i nagle tekst... "wie pani co, sprobujemy w glowke". Po pol godzinie tarmoszenia dzieciaka, zadawania mu bolu, powiedzialam, niech one sobie wbijaja co i gdzie chca, ale nie pozwalam od tej chwili dotykac swojego dziecka nikomu. Kazalam wezwac ordynatora... Dziewczyny, nagle pani wszechdoktorwiedzaca, rozplakala sie jak dziecko, bo sie okazalo, ze ona mu nie musiala tego motylka zakladac! Chciala swoim podopiecznym na kroliku doswiadczalnym pokazac, jak sie zaklada "motylka" na glowce, jesli sie na nozce i raczce nie da...
        Obecnosc rodzica bardzo uspokaja malucha, a co najwazniejsze, to my powinnysmy decydowac o tym kto i co z naszym dzieckiem robi. Jesli nie moge wejsc ja, to moje dziecko tez nie wejdzie samo.
    • shellerka Re: szpital-obecnośc rodzica w zabiegowym 18.12.11, 11:34
      w Poznańskim szpitalu na ul. Szpitalnej, mogłam bez problemu iść z 1,5 rocznym dzieckiem do zabiegowego. wręcz panie cieszyły się z mojej obecności, bo pomogłam przytrzymać rączkę i uspokajałam młodą.
    • klubgogo Re: szpital-obecnośc rodzica w zabiegowym 18.12.11, 14:04
      Byłam tylko raz w warszawskim szpitalu na Szaserów. Byłam obecna oczywiście w pokoju zabiegowym, ale zakładanie wenflonu i pobieranie krwi dla wygody pielęgniarek odbywa się na siłę, na leżąco, mimo moich protestów i próby przekonania, że na kolanach matki dziecku będzie lepiej. Została ofukana przez pielęgniarki.
    • h2so4_pl Re: szpital-obecnośc rodzica w zabiegowym 18.12.11, 15:40
      Moje dziecko nie z chorujących, ale zaliczyło szycie. Ja nie z rozhisteryzowanych, ale ...... Zostałam za drzwiami, żeby moje zdenerwowanie nie udzielało się dziecku. Dziecko wiedziało, że jestem za drzwiami, że tu nie wolno itd ( pewnie gdybym się uparła to bym weszła). Ufało lekarzom i pielęgniarkom, ale.....ojciec lekarz.
      P.S. Nie dzwonił, nie patrzył kolegom na ręce- zaufaliśmy, nie denerwowaliśmy.
    • koora.spacerowa Re: szpital-obecnośc rodzica w zabiegowym 18.12.11, 16:07
      Byłam przy każdym zabiegu mojego dziecka i nigdy nie było problemów z tego powodu - wręcz przeciwnie, pielęgniarki zachęcały do bycia przy dziecku, by zmniejszyć jego stres. Miał podawany dożylnie antybiotyk 3 x na dobę i praktycznie co drugi dzień trzeba było zmieniać wenflon, bo robił się niedrożny. Przez trzy tygodnie pobytu zdarzyło się kilka razy o 6 rano przy próbie podania antybiotyku, że trzeba wymienić wenflon. Ponieważ była tylko pojedyncza pielęgniarka na nocnym dyżurze, musiałam robić jej za asystentkę przy wymianie tegoż wenflonu. Pytały tylko, czy mam stalowe nerwy smile Ja bym się nie dała wyprosić.
    • melancho_lia Re: szpital-obecnośc rodzica w zabiegowym 18.12.11, 18:03
      Spędziłam kilka dni z córką na chirurgii na litewskiej w Warszawie- miała pobieranąm krew, zakladany wenflon- nikt mnie nie wyganiał, trzymałam ją na kolanach. Kiedyś mnie probowano wyprosić z noworodkowego na czas pobierania krwi mojemu dziecku. Nie dałam się, pielęgniarka ustapiła, a potem sama stwierdziła, że w sumie sprawnie poszło i dobrze że zostałam.
    • agawikk Re: szpital-obecnośc rodzica w zabiegowym 18.12.11, 20:36
      Wiele razy byłam z moim dzieckiem w różnych szpitalach w Gdańsku. Zawsze byłam obecna przy wykonywaniu pobierania krwi i nigdy mnie nie wypraszano. Moja obecność działała uspokajająco na dziecko, i myślę , ze dzięki temu pielęgniarce pracowało się lepiej. zawsze starałam się uspokajać dziecko, nie mieszałam się w prace pielęgniarek. Choć czasem, u bardzo małego dziecka ( 2-3 miesięcznego) miały duże problemy z trafieniem w żyłę.
    • dorek3 Re: szpital-obecnośc rodzica w zabiegowym 18.12.11, 20:43
      Ja zanosiłam 9 tygodniowego syna na stół operacyjny, ale z zabiegowego tez próbowano mnie wyprosić (W-wa Litewska). Obecnie unikam asystowania przy pobraniach bo jednemu z chłopców zawsze wtedy włącza się histeria. To samo z dziadkiem odbywa się bez jednej łzy.
      W zeszłym tygodniu miałam okazje spędzić kilka dni na oddziale zakaźnym i nikt mnie z zabiegowego nie wypraszał. Wątpię czy same pielęgniarki utrzymałyby moje histeryzujące dziecko, które po każdym takiej akcji już na spokojnie stwierdza że nie wiem czemu ryczy...
    • pszczolaasia Re: szpital-obecnośc rodzica w zabiegowym 19.12.11, 13:03
      gdynia- szpital pck - rodzic moze byc z dzieckiem wszedzie w tym w zabiegowym. nie sadze ze podczas operacji jakiejs moze byc,ale to nas na szczescie ominelo.
    • lilka69 a teraz zauwazcie jedno!! kto wykonuje pierwsze 19.12.11, 14:00
      czynnosci przy dziecku w szpitalu/poradni?
      PIELEGNIARKI. te bezuczuciowe, tepe baby. nie znosze ich i mierzi mnie ich wiecznde utyskiwanie na wynagrodzenie. ktos wreszcie powienien je wziac za morde. a ordynatorom ma za zle , ze tego nie robia.
      • gazeta_mi_placi Re: a teraz zauwazcie jedno!! kto wykonuje pierws 19.12.11, 19:17
        Skoro są takie tępe sama załóż dziecku kroplówkę, pobierz krew, zrób zastrzyk.
        • edelstein Re: a teraz zauwazcie jedno!! kto wykonuje pierws 19.12.11, 20:11
          Potrafie wszystkie trzy rzeczy zrobic,ale ja juz zastrzyki majac 13lat robilam.
          • tygrysiatko1 Re: a teraz zauwazcie jedno!! kto wykonuje pierws 20.12.11, 00:49
            no to rób do woli i nie zawracaj głowy pielęgniarkom i lekarzom...
    • slonko1335 Re: szpital-obecnośc rodzica w zabiegowym 19.12.11, 15:08
      BYłam z dziećmi w kliku szpitalach(wszystkie w dużym mieście) niestety i tylko w jednym nie robiono problemu z wejściem rodzica do zabiegowego, we wszystkich pozostałych trzeba było się wykłócić.
    • tully.makker Centralny Szpital Kliniczny MSWiA na Woloskiej 19.12.11, 16:00
      Wlasnie tam lezalam z 3-miesieczniakiem - obecnosc rodzica nie tylko dozwolona, ale wrecz wymagana przy wszelkich zabiegach i badaniach. Pielegniarki nie biora nawet dziecka na rece bez uprzedniego upewnienia sie, ze rodzic nie ma nic przeciwko temu.
    • ha-ya Re: szpital-obecnośc rodzica w zabiegowym 20.12.11, 00:00
      Nie wiem czy to standard, ale w szpitalu zawsze pobierali krew przy mnie ( chyba bez mojej zgody albo obecnosci by tego nie zrobili) a do zabiegow na sali to zawsze jade z dzieckiem na gore, przebieram sie w ichnie ciuszki jednorazowe, zostaje na pogawedke z anestezjologiem ( ci zwasze mi wszystko objasniaja), pomagam zakladac maseczke i trzmam za reke dopoki nie zasnie. wenflon zakladaja juz pozniej, nie przy mnie. za to zawsze anestezjolog przynosi mi wrzaskuna juz wybudzonego. i dalej opiekuja sie dzieckiem pielegniarki. od razu dostaje tosty i picie, ja herbate i czasami tosta jak jestem glodna. jestem z dzieckiem wszedzie z wyjatkiem sali operacyjnej smile
Inne wątki na temat:
Pełna wersja