"Nie zawracaj mi głowy p.... łami"

20.12.11, 18:36
"Nie zawracaj mi głowy pier... łami, ja mam naprawdę poważne problemy", przysięgam, że następnym razem tak powiem głośno i wyraźnie najdroższej siostrze.
Wracam z zakupów; wózek + dziecko + zakupy ciężki jak diabli, pokonuję jakieś przeciwczołgowe krawężnik w drodze po starszaka; myślę czy powiedział wiersz, który wkuwał przez 3 dni; nowe dziecko zaczyna adaptację żłobkową więc mam stan przedzawałowy etc. a ta dzwoni z pracy, głos na granicy szlochu i czy może przyjść. Tak, oczywiście.
Usłyszałam n-tą historię o kolejnym gościu, który po drugim czy trzecim spotkaniu uczciwie powiedział, że nie wie czy jest gotów na stały związek, olał ją na spotkaniu towarzyskim i w ogóle kanałkanałkanał, a faceci to świnie.
Jak będę mieć dzieci w wieku dojrzewania to spoko, mogę wysłuchiwać dlaczego on/ona zadzwonił/a lub nie, zachował/a się tak i owak i co to znaczy, ale qrde ile można. W sumie powinna przywyknąć, tyle razy miała takie sytuacje, miliony razy tłumaczyłam, proponowałam różne warianty zachowań, odsyłałam do innego psychologa, spławiałam i guzik.
Jak wiewiórką o mur oporowy.
    • iuscogens Re: "Nie zawracaj mi głowy p.... łami" 20.12.11, 18:39
      To ten starszy co się chciał ciągle rozwijać czy kolejny??
      • triss_merigold6 Re: "Nie zawracaj mi głowy p.... łami" 20.12.11, 18:51
        Tamten się szczęśliwie wymiksował i też był foch, bo dlaczego i jak on mógł.
        Następny. Swoją drogą, żeby tak w środku tygodnia urządzać sobie wieczorne spotkania towarzyskie w knajpach, to ci ludzie mają w cholerę czasu na głupoty.
        • mozambique Re: "Nie zawracaj mi głowy p.... łami" 21.12.11, 10:44
          woją drogą, żeby tak w środku tygodnia urządzać sobie wieczorne spot
          > kania towarzyskie w knajpach, to ci ludzie mają w cholerę czasu na głupo

          nie, po porstu zajmują sie soba i swoim zyciem towarzyskim , innymi słowy :
          gdy ty wieczorami roztkliwiasz sie nad kupką twego starszaka i po wieczorynce padasz na nos - twoja sister popija dobre wino na randce i rozważa wady i zalety kolejnego przystojniaka

          zazdroscisz najwyraźniej
          • mgla_jedwabna Re: "Nie zawracaj mi głowy p.... łami" 25.12.11, 00:20
            Ciekawe tylko, że to siostra płacze Triss w mankiet, a nie na odwrót...
            • mozambique Re: "Nie zawracaj mi głowy p.... łami" 27.12.11, 14:55
              to tzra sie ceiszyc ze nie ma wiekszych probemów do płaczu

              pocieszyc , isc na kawe , usmiac sie a potem jzu wracac do tych zasmarkanych i marudzącyh dzieci

              dzieki siostrze to triss ma troche okna na świat
    • amoreska Re: "Nie zawracaj mi głowy p.... łami" 20.12.11, 18:42
      Ile twoja siostra ma lat?
      • triss_merigold6 Re: "Nie zawracaj mi głowy p.... łami" 20.12.11, 18:49
        Dziewczę ma 35 wiosenek, a rozkminiki na poziomie siedemnastolatki. uncertain
        • foro-estupido Re: "Nie zawracaj mi głowy p.... łami" 21.12.11, 10:31
          Ech...Mogę cię tylko pocieszyc,że też znam takąwinkAle dodatkowo ma dziecko i nadal myśli jak 17latkauncertain
    • izabellaz1 Re: "Nie zawracaj mi głowy p.... łami" 20.12.11, 18:43
      Nie odbieraj telefonów przez miesiąc. Tylko już po świętach może wink
    • klubgogo Re: "Nie zawracaj mi głowy p.... łami" 20.12.11, 18:47
      Pamiętaj, że problemy są zwykle stosowne do wieku i stanu posiadania/nieposiadania rodziny. Czym to biedne dziewczę ma się zająć, jeśli nie facetami. NIe wie, co to znaczy być matką polką i ma na to jeszcze dużo czasu. Pewnie, gdy Ty będziesz sprawdzać, czy Twoje nastoletnie dzieci palą, ona będzie miała problem z rzadką kupką niemowlaka.
      • nutka07 Re: "Nie zawracaj mi głowy p.... łami" 20.12.11, 18:53
        A ile ona ma lat?
        Bo mi sie wydawalo ze po 30stce juz jest.
        Moze sobie jakies hobby znalezc wink


        klubgogo napisała:

        > Pamiętaj, że problemy są zwykle stosowne do wieku i stanu posiadania/nieposiada
        > nia rodziny.

        Tu sie zgodze.
        • triss_merigold6 Re: "Nie zawracaj mi głowy p.... łami" 20.12.11, 18:57
          35 wiosenek.
          Tak ma hobby - pracę i próby układania sobie życia + spotkania towarzyskie + omawianie każdego detalu z koleżankami również wielkomiejskimi singielkami.
      • nutka07 Re: "Nie zawracaj mi głowy p.... łami" 20.12.11, 19:04
        Ma 35lat czyli az tyle czasu jej nie zostalo, co np. 25latce.
    • nutka07 Re: "Nie zawracaj mi głowy p.... łami" 20.12.11, 18:47
      Moze nie powinna odrazu sie napalac na 'suknie slubna', tylko podejsc na luzie jak na pierwsze spotkania przystalo.
    • marzeka1 Re: "Nie zawracaj mi głowy p.... łami" 20.12.11, 18:47
      Z tego co kojarzę to twoja siostra to już dorosła kobieta, a w sumie zachowanie ciągle jak studentki, ten sam rodzaj problemów emocjonalnych- skąd to się bierze??? Może wokół ma podobne koleżanki, ciągłe singielki w poszukiwaniu księcia na białym koniu.
      • nenia1 Re: "Nie zawracaj mi głowy p.... łami" 20.12.11, 18:50
        Może nie każdy chce być stateczną, dzieciatą matroną, która uważa, że tylko ona ma prawdziwe problemy?
        • marzeka1 Re: "Nie zawracaj mi głowy p.... łami" 20.12.11, 18:53
          Tyle że panna chyba bardzo chce faceta złowić, tyle że oni jakoś szybko się wymiksowują.
          • nenia1 Re: "Nie zawracaj mi głowy p.... łami" 20.12.11, 18:58
            Głęboko wierzę w to, bo tak życie pokazuje, że jak ktoś faktycznie chce znaleźć
            to znajduje, a jak ktoś nie chce, to szuka skutecznie takich panów, którzy to oczekiwanie
            nieuchronnie spełniają. Bywa, że jest to proces nie do końca uświadomiony, acz powtarzalny
            z taką regularnością, że nie moze być jedynie przypadkiem, pechem, czy jak tam zwał.
            • echtom Re: "Nie zawracaj mi głowy p.... łami" 21.12.11, 20:31
              Też tak uważam. Jeżeli ktoś nie znajduje, to znaczy, że się do małżeństwa nie nadaje, tzn. mimo różnych zalet nie ma akurat tych cech, które punktują w związku damsko-męskim.
              • 4-mexx Re: "Nie zawracaj mi głowy p.... łami" 21.12.11, 20:38
                echtom jaka Ty ladna jestes
        • triss_merigold6 Re: "Nie zawracaj mi głowy p.... łami" 20.12.11, 18:55
          Gdyby nie chciała desperacko jakiegoś stałego związku, to by mi nie zawracała głowy, nie?
          Tak, uważam, że mam problemy na miarę mojego wieku tzn. takie jakie zwykle mają mocno dorośli ludzie - dotyczą organizacji czasu w rodzinie, finansów, pracy, zdrowia dzieci etc. a nie pier....ły o panu widzianym kilka razy w życiu z którym się umawiała itd.
          • nenia1 Re: "Nie zawracaj mi głowy p.... łami" 20.12.11, 19:05
            triss_merigold6 napisała:

            > Gdyby nie chciała desperacko jakiegoś stałego związku, to by mi nie zawracała g
            > łowy, nie?

            To wcale nie jest oczywiste.

            > Tak, uważam, że mam problemy na miarę mojego wieku tzn. takie jakie zwykle mają
            > mocno dorośli ludzie - dotyczą organizacji czasu w rodzinie, finansów, pracy,
            > zdrowia dzieci etc. a nie pier....ły o panu widzianym kilka razy w życiu z któr
            > ym się umawiała itd.

            Tak, wszyscy powinniśmy być tacy sami, bo wtedy nie ma żadnych wątpliwości co do słuszności własnych wyborów. Trzeba być zalatanym, uwiązanym dziećmi, koniecznie robić karierę zawodową i trzymać się jednego chłopa - w pewnym wieku oczywiście. To wszyscy akceptują i tak jest ok. A może twoja siostra chce być, jak to się mówi, bezdzietna latawicą i bzykać się z różnymi panami, ale wstyd się przyznać zacnej rodzinie, więc lepiej narzekać na panów, płakać nad swoim losem i dalej wyszukiwać dokładnie takich samych w typie?
        • nutka07 Re: "Nie zawracaj mi głowy p.... łami" 20.12.11, 18:56
          Nie popadajmy w skrajnosci.

          Poza tym dziewczyna teraz chyba juz rozpaczliwie, wlasnie na stale partnera szuka.
          • triss_merigold6 Re: "Nie zawracaj mi głowy p.... łami" 20.12.11, 18:59
            No zegar biologiczny jej wali, jej koleżankom też. Trudno się dziwić, żal mi jej, ale sorry, dla mnie znacznie bardziej istotny był szokujący i niespodziewany telefon ze żłobka, że jest miejsce jeszcze teraz w grudniu i rozważanie czy ryzykować i małą zapisywać.
            • bri Re: "Nie zawracaj mi głowy p.... łami" 21.12.11, 13:14
              ale sorry, dla mnie znacznie bardziej istotny był szokujący i niespodziewan
              > y telefon ze żłobka, że jest miejsce jeszcze teraz w grudniu i rozważanie czy r
              > yzykować i małą zapisywać.

              Ale czy problemy Twojej siostry w jakiś sposób sprawiają, że nie możesz się zajmować swoimi? Jak spotykam swoją siostrę o ona mi się zwierza z tego, co jej leży na sercu, a ja z tego, co jest ważne dla mnie. I jakoś nigdy mi do głowy nie przyszło, że jedno drugiemu przeszkadza, a mamy różne charaktery i różne problemy.
              • triss_merigold6 Re: "Nie zawracaj mi głowy p.... łami" 21.12.11, 15:01
                Hm... absorbują jakoś? Obciążają? Mogę się poczuć jak kubeł na rozhuśtane emocje?
                Jeśli ktoś oczekuje nie tylko wysłuchania ale jakiejś aktywności w rozmowie, rad, wsparcia, to jest męczące zwłaszcza, że obie (chyba) wiemy, że w żaden realny sposób jej nie pomogę, no nie wyczaruję jej faceta.
                Ja się jej nie zwierzam jakoś specjalnie, bo przyjmuję, że moje problemy są dla niej głęboko obce i nic sensownie mi nie powie.
                • cherry.coke Re: "Nie zawracaj mi głowy p.... łami" 21.12.11, 15:22
                  triss_merigold6 napisała:

                  > Ja się jej nie zwierzam jakoś specjalnie, bo przyjmuję, że moje problemy są dla
                  > niej głęboko obce i nic sensownie mi nie powie.

                  No i jesli siostra przyjmie twoj punkt widzenia, zostanie wam wymiana uprzejmosci w stylu brytyjskim. Fajnie wtedy bedzie, o to ci chodzi?
                • bri Re: "Nie zawracaj mi głowy p.... łami" 21.12.11, 16:23
                  Myślę, że pomocą dla Twojej siostry jest już sama możliwość zwierzenia się komuś. Chociaż ja na jej miejscu wybrałaby życzliwego słuchacza wink

                  Zresztą, przestań nam zawracać głowę pierdołami - mamy prawdziwe problemy, ja muszę na sobotę kilo kapusty ugotować wink
                  • triss_merigold6 Re: "Nie zawracaj mi głowy p.... łami" 21.12.11, 18:46
                    Nie wyskakuję Ci z lodówki. D
                    Ona musi się wygadać, co rozumiem. Tyle, że ja jeszcze w miarę kojarzę o co jej chodzi i dlaczego przykro, a kiedy relacjonuję swoje istotne sprawy - ściana, równie dobrze mogłabym mówić po chińsku.
                    Toż ma też inne słuchaczki, nie musi się do mnie kierować przecież.
          • marzeka1 Re: "Nie zawracaj mi głowy p.... łami" 20.12.11, 19:00
            Tyle że szukać należy z głową, a nie wśród popaprańców, zajętych, zainteresowanych szybkim seksem bez zobowiązań- znam ten ból, o jakim pisze Triss, mamy podobnie z moją szwagierką: co facet, to większy kosmita.
            • nutka07 Re: "Nie zawracaj mi głowy p.... łami" 20.12.11, 19:12
              Ja sie z tym zgadzam.
              Nie wiem moze do biblioteki powinna zaczac chodzic wink
            • duzeq Re: "Nie zawracaj mi głowy p.... łami" 21.12.11, 10:59
              > Tyle że szukać należy z głową, a nie wśród popaprańców, zajętych, zainteresowan
              > ych szybkim seksem bez zobowiązań

              Dobrze sie mowi z pozycji mezatej i dzieciatej, ale wez pod uwage, ze w pewnym wieku poprancow, zajetych i zainteresowanych tylko szybkim seksem jest 9:10. Ciezko trafic na jakiegos rodzynka, ktory z niewiadomych wzgledow nie zostal wczesniej wygarniety.
              • echtom Re: "Nie zawracaj mi głowy p.... łami" 21.12.11, 20:29
                > ale wez pod uwage, ze w pewnym wieku poprancow, zajetych i zainteresowanych tylko szybkim seksem jest 9:10

                No dobrze, ale co te panie robiły w wieku 20-25 lat?
                • brak.polskich.liter Re: "Nie zawracaj mi głowy p.... łami" 21.12.11, 20:36
                  echtom napisała:
                  >
                  > No dobrze, ale co te panie robiły w wieku 20-25 lat?

                  Prawdopodobnie wtedy nie byly zainteresowane wchodzeniem w staly zwiazek i zakladaniem rodziny. Teraz sa.
                  Tylko tyle i az tyle.
                  • echtom Re: "Nie zawracaj mi głowy p.... łami" 21.12.11, 20:40
                    Czyli ryzyk-fizyk wink
      • mamaemmy Re: "Nie zawracaj mi głowy p.... łami" 20.12.11, 19:01
        marzeka1 napisała:

        > Z tego co kojarzę to twoja siostra to już dorosła kobieta, a w sumie zachowanie
        > ciągle jak studentki, ten sam rodzaj problemów emocjonalnych- skąd to się bier
        > ze???

        Bo to nie jest kwestia wieku,tylko obecnej sytuacji zyciowej.Mam troche kolezanek,znajomych w wieku od 31-42 ,typ "starych panien"niestety nie z wyboru.
        Zatrzymaly się one tak mniej więcej w jakim ja byłam mając lat 22,23..i tak trwają-problemy typu :gdzie dzis balujemy/zadzwoni?nie zadzwoni?/czy on jest gotowy na związek?/nie odpisał mi na smsa....
        • iuscogens Re: "Nie zawracaj mi głowy p.... łami" 20.12.11, 19:09
          No wiadomo, że w temacie męskim przyda się trochę szczęscia, niektóre od razu trafią na fajnego faceta, inne później, inne wcale, ale z tego co triss pisze to jej siostra wybiera facetów w stylu "Z tej mąki nie będzie chleba", mam znajomą, która spotyka się z facetem, który ma żonę (złą oczywiście, bo zazdrosna była), dzieci ale: cytat "żyje jak kawaler i cieszy się życiem". Jako, że się dobrze znamy mówię jej otwarcie, że to nie rokuje, ale ona wie lepiej...no i co zrobisz, jak się takich elementów nie odsiewa na etapie wstępnym to potem są takie akcje. Obstawiam, że w ciągu 2 miesięcy będzie mi się żalić, że ją olewa/ma nową/nie odbiera telefonów/wrócił do żony.
          • ola Re: "Nie zawracaj mi głowy p.... łami" 20.12.11, 19:50

            he he, u mojej przyjaciółki to samo. Normalni faceci ją nudzą. Zawsze znajdzie sobie jakiegoś podstarzałego lovelasa z żoną i trójką dzieci. żona zawsze jest tak zła, że nie da się z nią żyć, ale jednocześnie tak chora, że nie można się z nią rozwieźć. Dzieci w jego narracji to kula u nogi, ale na Jej urodziny zawsze nawala, bo one mają np. przedstawienie w szkole albo katar. A Ona święcie wierzy, że go zmusi/przekona do opuszczenia rodziny, a przy niej gość zamieni się w uczciwego, statecznego... nudziarza, którego zostawi dla następnego żonatego.
            I tak już się wozimy 15 lat i trzy zwiążki w pakiecie z rozwodami.
      • landora Re: "Nie zawracaj mi głowy p.... łami" 20.12.11, 21:57
        Mam taką osobę w kręgu znajmoych - bo trudno ją nazwać koleżanką.
        Dziewczyna ma 27 lat, co chwila znajduje nową "miłość życia", wszystko upublicznia na Facebooku. Ostatnio znalazła faceta, 6 lat od niej młodszego. Po kilku zerwaniach i powrotach (wszystko na FB) nastąpiły zaręczyny i planowanie ślubu. Po czym, również na Facebooku, zobaczyłam obwieszczenie, że pan ja zawiódł i już nie są razem. A to mi niespodzianka! Wszystko w przeciągu bodajże 5 miesięcy... Nie wiem skąd się to bierze. Takiego zachowania to ja oczekuję od mojej 18letniej kuzynki, a nie od 27letniej kobiety.
    • yenna_m Re: "Nie zawracaj mi głowy p.... łami" 20.12.11, 19:01
      triss, może Ty przed świętami na wszelki wypadek nie odbieraj telefonów od niej?
      jak ważna sprawa, to nagra wiadomość albo SMSa wyśle...
      a nie, że będzie się ślimaczyć o takie piedoły, gdy Ty w samym środku walki z życiem...
      • triss_merigold6 Re: "Nie zawracaj mi głowy p.... łami" 20.12.11, 19:04
        Nie, no przyszła i opowiadała. W międzyczasie ja jedną ręką podawałam obiad, drugą animowałam nowe płaczące niemowlę, trzecią nastawiałam pranie, a czwartą ... nie wiem.. gestykulowałam?
        • yenna_m Re: "Nie zawracaj mi głowy p.... łami" 20.12.11, 19:06
          no a pozostałymi dwoma rozumiem przytulałas i kiwałaś potakująco głową...

          normalnie tak po ludzku współczuję...
          trzeba babie znaleźć jakieś konstruktywne zajęcie...

          może trzeba było jej na to nieszczęście uszka dać do lepienia?
        • iuscogens Re: "Nie zawracaj mi głowy p.... łami" 20.12.11, 19:11
          Ciesz się, że nie jesteś facetem i masz podzielną uwagę, tak to byłabyś jakieś 2 godziny w plecy.
          • triss_merigold6 Iuscogens! 20.12.11, 22:06
            Dziękuję dobra kobieto, czytam to i za każdym razem parskam śmiechem.
        • nangaparbat3 Re: "Nie zawracaj mi głowy p.... łami" 20.12.11, 19:35
          A czemu nie poprosiłaś jej o pomoc????
          • triss_merigold6 Re: "Nie zawracaj mi głowy p.... łami" 20.12.11, 19:48
            Poprosiłam, żeby zajęła czymś nowe dziecko, żeby przestało ryczeć. Cóż, nie bardzo jej to szło, była zbyt zajęta swoją opowieścią. uncertain
            • amoreska Re: "Nie zawracaj mi głowy p.... łami" 20.12.11, 19:53
              Triss, a od kiedy brakuje ci asertywności?
              • triss_merigold6 Re: "Nie zawracaj mi głowy p.... łami" 20.12.11, 20:07
                Zasadniczo to mówię otwartym tekstem co sądzę o kolejnych modelach, jej podejściu oraz o pani psycholog, której płaci ciężką kasę. Wiewiórką o mur oporowy. Nie dociera. Nul.

                Wiesz, jednak jak mi dzwoni i prawie płacze to zakładam, że jednak coś się stało istotnego i nie zczyszczam. Mój wkurw wynika z kontrastu między moja interpretacją pojęcia "coś istotnego", a głupotami jakie znów upiera się opowiadać. Milion razy dawałam do zrozumienia mniej lub bardziej asertywnie, że nie jestem najlepszym odbiorcą takich wywodów i nie może liczyć na potakiwanie.
            • yenna_m Re: "Nie zawracaj mi głowy p.... łami" 20.12.11, 19:54
              a bo wiesz, kobieta była bardziej w nastroju, żeby sobie z kimś popłakać niż kogoś pocieszać wink
    • gazeta_mi_placi Re: "Nie zawracaj mi głowy p.... łami" 20.12.11, 19:24
      Twoje zachowanie jest obrzydliwe, nie chciałabym być Twoją siostrą.
    • kinga.zielonka Re: "Nie zawracaj mi głowy p.... łami" 20.12.11, 19:30
      Za to z Ciebie bardzo dojrzała i dobrze wychowana osoba, że siostrę obgadujesz na takim forum.
      • gazeta_mi_placi Re: "Nie zawracaj mi głowy p.... łami" 20.12.11, 19:32
        10/10
    • ola Re: "Nie zawracaj mi głowy p.... łami" 20.12.11, 19:40
      jeny, moja najlepsza psiapsiuła toczka w toczkę taka sama.
    • nangaparbat3 Re: "Nie zawracaj mi głowy p.... łami" 20.12.11, 19:41
      Może ona teraz obgaduje siostrę, co to tylko pranie, sprzątanie i kupki niemowlaka, nie tylko dzietne nie rozumieją bezdzietnych sad
      • triss_merigold6 Re: "Nie zawracaj mi głowy p.... łami" 20.12.11, 20:16
        Wiesz, mnie to lotto równo, szczęśliwie nie muszę zbyt wiele czasu spędzać w towarzystwie bezdzietnych starych panien zafiksowanych na tym, że nowo poznany pan nie przysłał sms-a od razu. Na to był czas 15 lat temu. 30+ letni ludzie jednak zwykle są na etapie praca-dom-dzieci-rozrywki familijne.
        • sharpless6 Re: "Nie zawracaj mi głowy p.... łami" 20.12.11, 20:24
          no ale to twoja siostra
        • sumire Re: "Nie zawracaj mi głowy p.... łami" 20.12.11, 20:55
          ych... mnie tu się przypomina znane przysłowie, że zapomniał wół. z perspektywy nobliwej pani domu kłopot równolatki, która dopiero ma nadzieję ten dom z kimś organizować, to rzeczywiście może być fiksacja i dzieciacki problem niegodny obmyślania przez dłużej niż 30 sekund. ale jestem przekonana, że gdyby sama znalazła się w równoległej rzeczywistości, zachowywałaby się dokładnie tak samo, jak osoba, której rozterki teraz bagatelizuje. bo dla każdego jego problemy są najważniejsze i niegodne miana pierdoły.

          poza tym nie o wszystkich środowiskach istotnie można powiedzieć, że ludzie 'zwykle' są na tym etapie - na ten przykład w moim otoczeniu większość ludzi po 30-tce dopiero planuje dzieci i rozrywki familijne. może siostrze byłoby łatwiej, gdyby miała więcej takich znajomych i uświadomiła sobie, że jej sytuacja nie jest wyjątkowa i że aż nie musi gorączkowo szukać ani przejmować się każdymi 2 dniami milczenia.
          • nutka07 Re: "Nie zawracaj mi głowy p.... łami" 20.12.11, 21:36
            Triss napisala ze siostra spotyka sie z takimi samymi singielkami.

            Tak na prawde to jest w malo komfortowej sytuacji, ma juz 35lat, zwiazki takie a nie inne za soba, kawalerow tez coraz mniej.
            Spotykac to sie moze do konca zycia ale jezeli chodzi o urodzenie dziecka, to niedlugo wejdzie na ostatnia prosta i ten czas zacznie jej coraz szybciej uciekac.
          • triss_merigold6 Re: "Nie zawracaj mi głowy p.... łami" 20.12.11, 21:57
            Ma takich znajomych. Znaczy, znajome głównie, bo panowie jakoś się wykruszają i osiadają życiowo w narzeczeństwach, małżeństwach, kredytach i dzieciach.
            Wiesz, 30-latka to sobie może planować. 35-latkę, mówiąc brutalnie, każdy rok przybliża do menopauzy i szanse na dzieci maleją w postępie geometrycznym. Na rynku panowie z odzysku, zajęci i odpady atomowe, kto był sensowniejszy, ten został wyhaczony.
            • kali_pso Re: "Nie zawracaj mi głowy p.... łami" 20.12.11, 22:06

              Nigdy nie próbowałaś jej zaserwować terapii wstrząsowej?
              Czyli powiedzieć, jakie masz zdanie na temat tego co ona robi?
              Skoro przychodzi do Ciebie wylewać te żale to traktuje Cię wyjątkowo- jesteś starsza, pisałas, że Wasza matka nie żyje- może ona po prostu nie ma do kogo z tymi żalami pójść?
              Może też oczekuje, że zachowasz się jak starsza siostra- przestaniesz mówić "to Twoje zycie" a dasz jej solidny opr. i jakiegoś zyciowego kopa?
              • triss_merigold6 Re: "Nie zawracaj mi głowy p.... łami" 20.12.11, 22:13
                Próbowałam ostatni raz mniej więcej rok temu. Skończyło się atakiem płaczu, trzaskaniem drzwiami, obrazą, interwencją mojego ojca, który bardzo prosił, żebym ja przeprosiła, tekstami "to nie udawajmy, że jesteśmy rodziną" i w ogóle ciężkim kwasem.
                Próbowałam w klimacie "ile ty masz qrrrr lat?!"; w tonacji "masz tu namiar na dobrego psychologa od relacji, idź, porozmawiaj"; w tonacji "szukaj nowych znajomości przez jakieś hobby, są forma tematyczne etc."; w tonacji "co ty pieprzysz, facet się normalnie zachował, nie narzucaj się aż tak, odpuść, daj szansę się wykazać". W różnych tonacjach.

                No żal mi jej, ale teraz naprawdę mam większego kalibru problemy i dylematy.
                • nangaparbat3 Re: "Nie zawracaj mi głowy p.... łami" 20.12.11, 23:08
                  Przyślij ją do nas (mam na myśli moje miasto) na pogłębiony trening interpersonalny (trwa około tygodnia) do rewelacyjnego faceta, moze nią poruszy. Naprawdę jest świetny - a w obcym otoczeniu może jej być łatwiej.
            • kozica111 Re: "Nie zawracaj mi głowy p.... łami" 25.12.11, 10:02
              "sz, 30-latka to sobie może planować. 35-latkę, mówiąc brutalnie, każdy rok p
              > rzybliża do menopauzy i szanse na dzieci maleją w postępie geometrycznym. Na ry
              > nku panowie z odzysku, zajęci i odpady atomowe, kto był sensowniejszy, ten zost
              > ał wyhaczony."

              Ależ dlatego ona właśnie zachowuje się tak histerycznie, bo całe otoczenie głośno lub cicho lub milcząco odlicza jej czas....ona doskonale wie ze spotkała następnego dupka ale jest tak zdesperowana że podejmuje to ryzyko bo a nuż....Rady że można iśc szukać sensownego faceta do biblioteki, pielgrzymkę czy inną oazę można sobie o kant d..potłuc.
        • miaowi nieprawda 20.12.11, 21:46
          Ja mam dziecko, a w pracy/wśród ludzi/ w towarzystwie robię wszystko, żeby tylko o dzieciach nie rozmawiać. Nudzą mnie.
    • aguar Re: "Nie zawracaj mi głowy p.... łami" 20.12.11, 19:45
      A Ty jesteś młodszą siostrą czy starszą? Bo moja nadal potrafi przy mnie zachowywać się jak dziecko choć ma już 34 (a ja 38).
      • triss_merigold6 Re: "Nie zawracaj mi głowy p.... łami" 20.12.11, 20:09
        Starszą. Ale sorry, nie mam zdrowia i chęci do traktowania jej jak nieletniego dziewczątka, które wkracza w skomplikowany świat relacji męsko-damskich, bo to stara d..a już przecież.
        • yenna_m Re: "Nie zawracaj mi głowy p.... łami" 20.12.11, 20:28
          ale jak bys sprobowala, to, jak znam życie, by sie tak zburzyla, ze szkoda gadac...
    • sarling Re: "Nie zawracaj mi głowy p.... łami" 20.12.11, 19:50
      Wiesz, siostra to pryszcz, moja mama też tak potrafi uncertain
      • iuscogens Re: "Nie zawracaj mi głowy p.... łami" 20.12.11, 20:08
        Przebilas wszystkich tongue_out
    • naomi19 Re: "Nie zawracaj mi głowy p.... łami" 20.12.11, 21:08
      Kolejny wątek triss z cyklu 'moja siostra to skończona idiotka'.
      Tak, Ty jesteś tą mądrzejszą siostrą. Już? Lepiej?
      Masz ogromny kompleks i to już Twój problem i powinnaś też troszkę kasy u psychologa zostawić, bo tak strasznie jej nienawidzisz... moim zdaniem dobrze by było uzdrowić Wasze stosunki, niestety obsmarowując ją na publicznym forum i opisując jej problemy raczej tego nie zrobisz.
    • anorektycznazdzira Re: "Nie zawracaj mi głowy p.... łami" 20.12.11, 21:08
      Oszsz ty nieczuła ty...
    • kropkacom Re: "Nie zawracaj mi głowy p.... łami" 20.12.11, 21:29
      Mam dwie siostry młodsze, obie panny i nie potrafię się wczuć w twój problem. Może po prostu brakuje ci takiego życia i takich kłopotów jakie ma siostra? Bo to do kurki jasnej, oczywiste, ze skoro ona nie ma stałego faceta, dzieci to ma takie dylematy jakie ma. A Ty w końcu jesteś jej siostra. No, chyba, ze siedzi ci ciągle w mieszkaniu i nadaje...
      • marzeka1 Re: "Nie zawracaj mi głowy p.... łami" 20.12.11, 21:41
        Tyle że tu chodzi chyba raczej o POWTARZALNOŚĆ pewnych problemów i kompletne niewyciąganie wniosków z sytuacji, które się nam przytrafiają- to może wkurzać. Mam 1 taką szwagierkę: z częstotliwością do 3-4 lata nowy "dziwny" pan i te same problemy, których by nie było, gdyby umiała sensownie zobaczyć, że nie warto było od samego początku.
        Tak przynajmniej to odczytałam, a nie że ma siostrę i jej problemy w zadku.
        • kropkacom Re: "Nie zawracaj mi głowy p.... łami" 20.12.11, 21:46
          Przepraszam, a Triss to ma duży rozrzut w temacie prywatnych problemów? Podejrzewam, ze jej jedyną "zaletą" (Triss) jest to, że się nimi z siostrą singielką nie dzieli.

          Rozumiem, ze siostra może być namolna, ale ma takie problemy jakie kobieta w jej sytuacji powinna mieć big_grin
          • yenna_m Re: "Nie zawracaj mi głowy p.... łami" 20.12.11, 21:51
            no, ale czasami można nie mieć zwyczajnie cierpliwości do wysłuchiwania cudzych problemów

            zwlaszcza, jesli sie ma mase swoich na glowie
            • kropkacom Re: "Nie zawracaj mi głowy p.... łami" 20.12.11, 21:54
              To trzeba być asertywnym nie tylko na forum.
    • stukostrach-jeden Re: "Nie zawracaj mi głowy p.... łami" 20.12.11, 21:38
      Obgadujesz bo zazdrościsz...takich problemów. Też bym czasem chciała przepłakać całą noc zadzwoni/ nie zadzwoni. W sobotę mieć dylemat czy iść na domówkę czy do pubu, a może na koncert?
      Swoja drogą lubie posłuchać takiego wyżalania, dla mnie to jak spotkanie z innym światem i przypomina młodość i czasy licealne.
      • marzeka1 Re: "Nie zawracaj mi głowy p.... łami" 20.12.11, 21:42
        " dla mnie to jak spotkanie z innym światem i przypomina młodość i czasy licealne."- tyle że tu kobieta ma lat 35.
        • kropkacom Re: "Nie zawracaj mi głowy p.... łami" 20.12.11, 21:48
          Ludzie mają różne życia nawet w TYM wieku.
          • stukostrach-jeden Re: "Nie zawracaj mi głowy p.... łami" 20.12.11, 22:10
            O właśnie. Nie chodziło mi o wiek, bo spotykam się z rówieśniczkami singielkami, dla których z kolei moje problemy są kosmiczne. Bo dzieć nie chce warzyw, bo rysuje po ścianie, bo budzi się w nocy itd.
      • triss_merigold6 Eeee... że co? 20.12.11, 21:52
        Jestem spiczless.
        Wolałabym odgryźć sobie głowę i ją zjeść niż mieć w/w problemy. Miewałam nieraz, ale w stosowniejszym czasie i nie tęsknię. W opór tego miewałam. Wyszaleć też się zdążyłam do 30-tki bez dzieci.
        Nie, nie chciałabym być 35-latką z bijącym na alarm zegarem biologicznym, która nie może znaleźć stałego partnera, bo od dobrych 10 lat popełnia równo i konsekwentnie te same błędy.
        Mogę słuchać w wykonaniu nastolatków. Nie w wykonaniu mocno dorosłych kobiet, bo mnie zwyczajnie irytuje.
        • bi_scotti Re: Eeee... że co? 21.12.11, 02:10
          triss_merigold6 napisała:

          > Nie, nie chciałabym być 35-latką z bijącym na alarm zegarem biologicznym, która
          > nie może znaleźć stałego partnera, bo od dobrych 10 lat popełnia równo i konse
          > kwentnie te same błędy.

          A jest taka, ktora by chciala? C'mon, jesli sie nie jest ta przez Was tu nazywana "singielka" z wyboru i charakteru a ma sie potrzebe sparzenia z plcia przeciwna to ZADNA taka nie chce miec 35 lat, byc samotna i marzaca o baby + o jakims kreatorze tegoz!
          Problem w tym, ze nie wszystkim sie udaje spotkac tego "kogos" a instytucja matchmaker nie jest jakos specjalnie popularna choc moglaby byc bardzo przydatna w wielu przypadkach. Chocby takim jak Twoja siostra.
          Pracuje w szkolach wiec mam na tony znajomych mlodych kobiet w granicach 30-50, ktore sa samotne, marza o byciu z kims i po raz nty ida na date z jakims bubkiem nie wartym nawet zapytania o godzine gdy sie takiego mija na ulicy. A trzeba zauwazyc, ze to sa najczesciej fajne, madre, interesujace, atrakcyjne, pracowite, wyksztalcone, sexowne, pieknie-pachnace i dobrze-gotujace "stare panny" i god only knows dlaczego sa same ... I jestem pewna, ze gdzies przed kims kazda z nich sie czasem wyplakuje/wykrzykuje (ja tez mam pare takich "stalych klientek") jak ta Twoja siostra przed Toba na podly los i jeszcze podlejszych facetow, bo co innego maja zrobic? Oczywiscie, mozna powiedziec, ze powinny wyciagnac wnioski z poprzednich porazek .... ale to sie bardzo latwo mowi - zdecydowanie trudniej jest to wprowadzic w zycie szczegolnie gdy sie zaczyna byc desperate!
          I czystym swinstwem lub wrecz okrucienstwem jest az tak bezwzgledne ocenianie tych naszych "siostr" z perspektywy bycia zonami/partnerkami, matkami, spelnionymi/spelniajacymi sie w swojej kobiecosci wybranymi przez tamte samotne sluchaczkami. Jestesmy po to zeby wysluchac i pocieszyc, nalac wina czy hot chocolate, wyciagnac dobre lody albo rozmrozic lasagna i po prostu wesprzec, bo ... mysmy jednak przeciez byly lucky ... god only knows why ... suspicious
          • sumire Re: Eeee... że co? 21.12.11, 07:24
            otóż to. zgadzam się co do kropki.
            to jest często tylko sprawa szczęścia, niczego więcej.
            tu nie ma co z wyższością przeciwstawiać własnego życia nędznemu losowi 'bezdzietnych starych panien', które nie okazały się takie sprytne, za to ciągle ładują się w te same historie.
          • noname2002 Re: Eeee... że co? 21.12.11, 07:35
            Też coś podobnego chciałam napisać.
          • marika_2006 Re: Eeee... że co? 21.12.11, 08:30
            Zgadzam się w 100% z bi scotti. Mogę powiedzieć że jestem taką pannąsad wprawdzie mam troche mniej lat, ale także samotna. Mój zegar biologiczny też wprawdzie jeszcze nie tyka bo mam już dziecko, ale z tego powodu jest chyba jeszcze ciężej. I też czasem po prostu potrzebuję się wypłakać, mimo że wiem że prawdopodobnie kolejny raz popełniłam ten sam błąd...
            • triss_merigold6 Głęboko się nie zgadzam z tezą 21.12.11, 19:05
              Głęboko i stanowczo nie zgadzam się z tezą, że to kwestia szczęścia/fartu/przypadku.

              Kobieta w wieku 30+, nie odbiegająca od normy wizualnie i intelektualnie, miała już jakieś 15 lat życia na dokonywanie wyborów i poznawanie chłopaków, mężczyzn, fajnych i beznadziejnych, na danie komuś szansy etc. Zwłaszcza kobieta, która przeszła przez studia w dużym mieście, życie studencko-klubowe, kilka miejsc pracy w kraju i poza Polską ze sporą liczbą mężczyzn, podyplomówki i miała dużo znajomych. I jeśli circa about od 22-go roku życia ma identyczny problem to miała mnóstwo czasu na to, żeby coś zmienić.
              Jeśli spławiała rokujących ale nieidealnych gości, a dawała szanse totalnie nierokującym to były jej wybory, nikt nie zmuszał.
              I nie ma takiej opcji, że te atrakcyjne, niebanalne, wielkomiejskie singielki są same, ze względu na swoje ogromne zalety i gremialnie mają pecha. Nie mają żadnego pecha, same dokonują fatalnych wyborów.
              • rosapulchra-0 Re: Głęboko się nie zgadzam z tezą 21.12.11, 19:28
                Otóż to!
                Nie na darmo jest powiedzenie, że jak sobie pościelesz, tak się wyśpisz, prawda?
                Pech? Nie ma pecha, jest konsekwencja własnych decyzji. O pechu możemy rozmawiać, gdy ciąg zdarzeń lub czyichś decyzji niezależnych od nas powoduje, że przytrafiają się nam rzeczy dla nas niekorzystne, jak np. decyzja przełożonego o zwolnieniu nas z pracy, bo kuzyna ma na nasze miejsce lub decyzja złodzieja o kradzieży naszego samochodu, bo.. spodobał mu się jego kolor. Ale już w przypadku doboru partnera życiowego - sorry, ale taka pechowa stara panna ma oczy i choć odrobinę rozumu i widzi, kogo ma przed sobą, a jeśli powiela cały czas te same schematy, to to na pewno pechem nie jest, ale czystą, niczym niezmąconą głupotą.
                • bi_scotti Re: Głęboko się nie zgadzam z tezą 21.12.11, 20:21
                  Coz, gdyby czlowiek wiedzial, ze sie przewroci, to by sie polozyl.

                  Tu krotka historia z zycia bi_scotti: mielismy po 20+ lat, hormony dzialaly w musujacej kombinacji z polityka i "ni z tego, ni z owego" jestesmy razem ponad 30 lat - co mysmy o sobie wiedzieli wtedy gdy kupowalismy pierwszy wspolny garnek? Prawie zero. MIELISMY SZCZESCIE - oboje smile Mielismy kupe szczescia - zdecydowanie wiecej szczescia niz rozumu tongue_out

                  I to sie tyczy wiekszosci par, ktorym sie "udaje/udalo" (zyc w harmonii przez wiele lat!) wiec nie oszukujmy sie, ze ci, ktorzy sa w szczesliwych zwiazkach zawdzieczaja to jakims glebokim przemysleniom i refleksjom. Oczywiscie, dobrze jest miec zdrowa doze samokrytyki i umiejetnosci wyciagania wnioskow z jakichs nieudanych epizodow ALE to jest najczesciej swietna teoria, praktyka bywa duzo bardziej spontaniczna ze wszystkimi konsekwencjami tej spontanicznosci.
                  Bledy w zyciu popelniamy wszyscy - ten sie nie myli, kto nic nie robi i Z PEWNYCH BLEDOW potrafimy wyciagnac szybko sensowne wnioski, Z WIELU wcale tak nie umiemy. Dobrze jest miec taka samoswiadomosc gdy sie zaczyna oceniac bliznich ... wtedy latwiej zrozumiec i nie dziwic sie za kazdym razem tak nieuprzejmie ...
                  • rosapulchra-0 Re: Głęboko się nie zgadzam z tezą 21.12.11, 20:27
                    Nie sądzę, aby powielane regularnie schematy były miernikiem szczęścia lub pecha. Dla mnie są miernikiem głupoty.
                    • sumire Re: Głęboko się nie zgadzam z tezą 21.12.11, 20:51
                      taaak, tylko że człowiek ma zerowy dystans, a z takiej odległości kiepsko widać i trudno zauważyć , że robi się w kółko to samo, zwłaszcza jeśli nie ma się skłonności do analizowania na chłodno własnych posunięć. niejeden sobie to uświadamia dopiero, gdy koło 40-tki leży na kozetce u psychoanalityka, a wcześniej latami robi wśród znajomych i rodziny za ten zły przykład.
                      • rosapulchra-0 Re: Głęboko się nie zgadzam z tezą 21.12.11, 20:57
                        Ja też się spotkałam z takimi jednostkami i wiem jedno - zawsze jest ktoś życzliwy, kto próbuje przemówić takiej osobie do rozumu, niestety, najczęściej się to kończy obrazą i/lub zerwaniem kontaktu. Nauczona własnym doświadczeniem, wolę unikać starych panien, bo te, na które trafiałam, miały zawsze skłonność do konfabulacji i oskarżania wszystkich i wszystko wokół za ich własne życiowe niepowodzenia.
                        • deodyma Re: Głęboko się nie zgadzam z tezą 25.12.11, 09:30
                          rosapulchra-0 napisała:

                          > Ja też się spotkałam z takimi jednostkami i wiem jedno - zawsze jest ktoś życzl
                          > iwy, kto próbuje przemówić takiej osobie do rozumu, niestety, najczęściej się t
                          > o kończy obrazą i/lub zerwaniem kontaktu. Nauczona własnym doświadczeniem, wolę
                          > unikać starych panien, bo te, na które trafiałam, miały zawsze skłonność do ko
                          > nfabulacji i oskarżania wszystkich i wszystko wokół za ich własne życiowe niepo
                          > wodzenia.



                          racja.
                          znam podobny przypadek.
                          babka 30+, zachowuje sie identycznie.
                          jakbym o niej czytalasmile
                    • bi_scotti Re: Głęboko się nie zgadzam z tezą 21.12.11, 20:53
                      rosapulchra-0 napisała:

                      > Nie sądzę, aby powielane regularnie schematy były miernikiem szczęścia lub pech
                      > a. Dla mnie są miernikiem głupoty.
                      >

                      OK, nawet jesli sa to co? Glupich rozstrzelac? C'mon, kazda z nas W JAKICHS SPRAWACH jest/bywa zwyczajnie glupia badz naiwna - cudow nie ma - nikt nie jest perfect. Nawet Triss big_grin
                      • rosapulchra-0 Re: Głęboko się nie zgadzam z tezą 21.12.11, 20:58
                        Masz rację, ale (sic!) cudza głupota bardziej męczy niż własna.
                  • triss_merigold6 Re: Głęboko się nie zgadzam z tezą 21.12.11, 20:37
                    Taaak... szczęście. Szczęście to trafienie szóstki w totka.
                    Są zachowania, poglądy, postawy, kryteria doboru etc., które sprzyjają nawiązywaniu trwalszych niż 3 spotkania znajomości i wchodzeniu w związki. I są takie, które zwyczajnie mężczyzn zniechęcają na tyle, że nie chce im się masochistycznie próbować. Jak panny po 35-36 lat nigdy z nikim nie były dłużej niż kilka miesięcy i nawet z nikim nie mieszkały, nie snuły wspólnych planów, to powinny wyciągnąć wnioski.
                    Ja naprawdę pamiętam jakich panów moja siostra spławiała, paru z nich niczego nie brakowało (a według niej mieli wady typu: gorsze zarobki od niej, praca w mniej ambitnym miejscu, nie pasował do jej towarzystwa). Za to rzucała się z uporem maniaka na wszelkich z gatunku niedostępny.
                    • bi_scotti Re: Głęboko się nie zgadzam z tezą 21.12.11, 20:51
                      Triss, ale to sa problemy Twojej siostry i ona sie z nimi boryka z mniejszym czy wiekszym sukcesem. Twoim problemem, jak ktos gdzies juz tu napisal, jest to, ze nie umiesz sie "wczuc" i ze mierzysz te swoja siostre swoja miarka, na dodatek uznajac, ze Twoja miarka jest the best i ze Twoje problemy sa the most important, i ze w ogole gdybys Ty urzadzala swiat to by wszystko dzialalo lepiej, a kobiety po 30tce byly rozsadniejsze. No sama sie zastanow - nikt nie ma monopolu na pefekcyjne zycie - wszyscy gdzies umaczamy, wielokrotnie umaczamy z wlasnej woli i najczesciej kazdy/kazda z nas jest swoim wlasnym biggest enemy. Life.
                      Ja rozumiem, ze Cie moze wkurzac to, ze Twoja wlasna siostra nie postepuje madrzej (?), rozsadniej (?) czy chocby zgodnie z Twoimi radami, ale Ty tez musisz zrozumiec, ze ona nie przychodzi do Ciebie jak do wyroczni z prosba o manual zycia tylko przychodzi sie wyzalic, wykrzyczec, vent ... Bo ona zapewne widzi dziesiatki bledow, ktore Ty popelnilas/popelniasz w Twoim zyciu (!!!) i tez pewnie mysli w kategoriach "nie moge postepowac jak moja siostra, bo ... to czy tamto" i to jest zapewne zdrowa decyzja/refleksja.
                      Twoja siostra swoje problemy rozwiaze lub ich nie rozwiaze - czas pokaze. Twoj udzial w tym wszystkim moze sie sprowadzac wylacznie do bycia miseczka na lzy. Przyjmij role z pokora i miej pod reka wino just in case wink
                      I jeszcze o samotnych kobietach po 30tce - wydaje mi sie, ze faktycznie jest po prostu za malo sensownych, wyksztalconych, sexownych i zainteresowanych commitment facetow w podobnym wieku i te kobiety w jakims sensie SA SKAZANE albo na obnizenie oczekiwan, albo na samotnosc. To sie zaczyna juz w szkole podstawowej, w ktorej dziewczyny radza sobie lepiej, potem to samo w high school i jeszcze bardziej na uni. Ja bym byla za obnizeniem oczekiwan (Ty, zdaje sie, tez) ale ja to ja a tysiace innych kobiet to jednak nie ja (i nie Ty) tongue_out
                      • triss_merigold6 Re: Głęboko się nie zgadzam z tezą 21.12.11, 20:58
                        LOL, dla mnie zawsze głównym kryterium doboru był pociąg fizyczny i seks, to bardzo upraszczało sprawę.
                        Wiesz, nie mam ochoty być miseczką na łzy, słucham tego od lat i mam dosyć. Słabo mi się robi jak patrzę na dojrzałą kobietę, która po raz n-ty ma analizy sytuacji na poziomie siedemnastolatki. Poza tym bycie miseczką na łzy jest wybitnie niekonstruktywne, tylko utwierdza żalącą się, że jest świetna, a świat robi jej wbrew.

                        Co do oczekiwań - IMO w pewnym momencie jednak (jeśli kobieta chce mieć dzieci) powinien zadziałać jakiś imperatyw biologiczny, który ułatwia podjęcie decyzji.
                    • nangaparbat3 Re: Głęboko się nie zgadzam z tezą 22.12.11, 08:00
                      > Ja naprawdę pamiętam jakich panów moja siostra spławiała, paru z nich niczego n
                      > ie brakowało (a według niej mieli wady typu: gorsze zarobki od niej, praca w mn
                      > iej ambitnym miejscu, nie pasował do jej towarzystwa). Za to rzucała się z upor
                      > em maniaka na wszelkich z gatunku niedostępny.

                      To zupełnie jak ja, chociaż nie zarobki były dla mnie kryterium, raczej "normalność".
                      Teraz, patrząc na swoje życie z perspektywy, dochodze do wniosku, że to nie przypadek, że tak naprawdę udało mi sie tylko jeden raz, na te parę szcześliwych lat żeby zajść w ciążę, urodzić i odchować dziecko, akurat udało mi się z kimś, z kim w kontekście prokreacyjnym bylismy doskonale dopasowani. Więc to nie przypadek - raczej niemożność powiedzenia sobie wprost, otwarcie i szczerze, że nie nadaję się do wspólnego życia z mężczyzną pod jednym dachem, koniec kropka. Powiedzieć to sobie jasno mogłam dopiero jak już zaliczyłam małżeństwo - i zostałam matką, bez czego zycia sobie w ogóle nie wyobrażam i nie miałoby dla mnie żadnego może sensu. Teraz, kiedy już naprawdę mam wolny wybór, na myśl o tak zwanym związku zwyczajnie się otrząsam. Mam paru mężczyzn przyjaciół, naprawdę drogich (mi), romans - super, ale wspólne życie na co dzień - nie. Co nie przeszkadzało, że w młodości, to znaczy do spotkania exa (a wychodząc za mąż miałam 34 lata) rozpaczałam i rozkminiałam podobnie jak Twoja siostra.
                      Nie wiem, na czym polega JEJ problem, jednak bardzo jej współczuję.
                      • echtom Re: Głęboko się nie zgadzam z tezą 22.12.11, 08:28
                        > Powiedzieć to sobie jasno mogłam dopiero jak już zaliczyłam małżeństwo - i zostałam matką, bez czego zycia sobie w ogóle nie wyobrażam i nie miałoby dla mnie żadnego może sensu. Teraz, kiedy już naprawdę mam wolny wybór, na myśl o tak zwanym związku zwyczajnie się otrząsam.

                        Mam identycznie. Uświadomiłam to sobie w wieku ok. 40 lat, mając w życiorysie epizod małżeński i odchowane dzieci. I jestem prawie pewna, że gdybym była 40-letnią bezdzietną starą panną, nie zdobyłabym się na taką refleksję, tylko uważała, że los mnie skrzywdził i odebrał coś najważniejszego w życiu.
                        Przeczytałam kiedyś, że ludzie, którzy mają skłonność do zakochiwania się bez wzajemności i odtrącają tych, którzy są zakochani w nich, tak naprawdę podświadomie unikają związku. I uważam, że jest to święta prawda. Praktycznie wszystkie moje relacje z chłopakami/ mężczyznami miały taki przebieg. Tylko z eksem stykła mi wzajemność i tylko z nim chciałam mieć dzieci. I podświadomie starannie wybrałam faceta, który do stworzenia związku też się kompletnie nie nadawał wink
                        • nangaparbat3 Re: Głęboko się nie zgadzam z tezą 22.12.11, 08:36
                          Bliźniaczki jednojajowe? Znaczy my? smile
                          • echtom Re: Głęboko się nie zgadzam z tezą 22.12.11, 08:54
                            Mentalnie na pewno wink
                            Idąc dalej, uświadomiłam sobie niedawno, że ja w ogóle nie nadaję się do życia pod jednym dachem z drugą dorosłą osobą. W relacjach domowych mam zerową asertywność i zawsze czuję się w takim układzie wykorzystywana i sfrustrowana.
                        • beataj1 Re: Głęboko się nie zgadzam z tezą 22.12.11, 10:10
                          > Przeczytałam kiedyś, że ludzie, którzy mają skłonność do zakochiwania się bez w
                          > zajemności i odtrącają tych, którzy są zakochani w nich, tak naprawdę podświado
                          > mie unikają związku.

                          To jest prawda teraz to do mnie dotarło. Moja najbliższa przyjaciółka tak ma. Ma niepoukładane życie uczuciowe niemalże od zawsze. Ale ilekroć spotykała faceta który był nia poważnie zainteresowany i (moim zdaniem) rokował na cos stałego i stabilnego - lista jego wad nagle wydłużała się w nieskończoność, łącznie z tym że jest nudny i ma za mało fantazji.
                          Jak trafiał się Piotruś Pan albo zagubiony rozwodnik który nie miał przeciętej pępowiny z byłą żoną była wielka miłość i chemia taka że nic sie nie liczyło.
              • sumire Re: Głęboko się nie zgadzam z tezą 21.12.11, 20:42
                no widzisz, Ty nie zgadzasz się z tą tezą, a ja tak. może dlatego, że znam naprawdę wielu ludzi, którzy w wieku 30+ lat są sami lub w luźnych związkach (czyli w rozumieniu klasycznych matek polek - również sami). i to naprawdę nie są ludzie, którzy zakochują się jedynie w popaprańcach. przyczyny ich pojedynczości - bo samotni to nie są - są bardzo różne. nie można każdego wrzucać do jednego worka pt. 'fatalny wybór'. bo wzięcie tego, który rokuje, ale nie budzi głębszych uczuć - to dopiero jest fatalny wybór...
                siostrze trzeba wysłuchania i konkretnego wsparcia, ale nie bagatelizowania jej problemów.
                • triss_merigold6 Re: Głęboko się nie zgadzam z tezą 21.12.11, 20:52
                  Dobrze, to napisz mi jak konkretnie wyobrażasz sobie owo wsparcie.
                  Przytulać? To dorosła kobieta, która wykonuje identyczne manewry związkowe od dobrze ponad 10 lat i gra w "tak, ale". Żadnej, absolutnie żadnej z moich dawanych serio rad, nie posłuchała nigdy więc szkoda mojej energii na dawanie kolejnych.
                  Bagatelizuję nie główny problem jakim jest samotność i brak miłości życia, tylko n-tą opowieść o n-tej nieudanej niby randce zaserwowaną mi w mało (dla mnie teraz) odpowiednim momencie.
                  • bi_scotti Re: Głęboko się nie zgadzam z tezą 21.12.11, 20:57
                    triss_merigold6 napisała:

                    > Dobrze, to napisz mi jak konkretnie wyobrażasz sobie owo wsparcie.

                    Siadasz, sluchasz, wrzucisz czasem jakas kasliwa/sarkastyczna uwage o facetach, jakis zart zeby rozladowac atmosfere, gada siostra, chlipie, wykrzykuje swoje bole, dajesz jesc i/lub pic, sluchasz, nie komentujesz chyba, ze pada konkretne pytanie. Ale "konkretne" to nie jest pytanie typu "co Ty bys zrobila na moim miejscu?", bo na to jest tylko jedna uczciwa odpowiedz "na Twoim miejscu bym nie byla" ale nie chcesz jej przeciez dopieprzyc po zebach wiec jestes zyczliwa i serdeczna. Niech gada, niech werbalizuje, co ja boli - KTOREGOS DNIA ona sama siebie uslyszy. I o to Ci chodzi!
                  • sumire Re: Głęboko się nie zgadzam z tezą 21.12.11, 21:08
                    nie mówię, że to musi być wsparcie udzielane przez Ciebie.
                    ale przytulanie bywa znacznie lepsze niż dawanie rad. serio.
                    • triss_merigold6 Re: Głęboko się nie zgadzam z tezą 21.12.11, 21:49
                      Ok. Tyle, że od dawna nie jest tajemnicą, że jestem fatalna w przytulaniu, a zasobów cierpliwej empatii wystarcza mi mniej więcej na potomstwo i aktualnego partnera. I nie jestem dobrym adresatem żali, zwłaszcza powtarzalnych.
                      Żonie alkoholika po n-tym powiedzeniu kopnij go w dupę, powiedziałabym, że sorry, ale ma się nie wywnętrzać przy mnie, bo niepotrzebnie tracę energię na wysłuchiwanie, skoro i tak nic z tym nie zrobi. Dorosła jesteś? Bierz na klatę swoje decyzje.
                  • cherry.coke Re: Głęboko się nie zgadzam z tezą 22.12.11, 02:08
                    triss_merigold6 napisała:

                    > Bagatelizuję nie główny problem jakim jest samotność i brak miłości życia, tylk
                    > o n-tą opowieść o n-tej nieudanej niby randce zaserwowaną mi w mało (dla mnie t
                    > eraz) odpowiednim momencie.

                    Oj triss, a przyznaj szczerze, czy gdyby siostra ci regularnie trula o problemach w pracy czy na przyklad o zlym stanie zdrowia, to wysluchiwalabys jej cierpliwie i angazowala sie w pocieszanie? Juz to widze smile

                    To nie o facetow jako takich chodzi, tylko o to, ze chcesz, zeby ci rodzina zadka nie zawracala, bo masz dzieci, kapcie i reszte swiata gdzies. I to jest ludzkie, ale moze wyartykuluj to siostrze, zamiast jej regularnie d**e obrabiac na ematce, co jest kombinacja czynnosci wyjatkowo pasywno-agresywna i (wydawaloby sie) ciebie niegodna.
          • riki_i Re: Eeee... że co? 21.12.11, 12:51
            bi_scotti napisała:

            t w granicach 30-50,
            > ktore sa samotne, marza o byciu z kims i po raz nty ida na date z jakims bubki
            > em nie wartym nawet zapytania o godzine gdy sie takiego mija na ulicy. A trzeba
            > zauwazyc, ze to sa najczesciej fajne, madre, interesujace, atrakcyjne, pracowi
            > te, wyksztalcone, sexowne, pieknie-pachnace i dobrze-gotujace "stare panny" i g
            > od only knows dlaczego sa same ...

            No nie tylko Bóg wie, dlaczego są same. Są same, bo:

            1. Mężczyźni w zdecydowanej większości lecą na świeżość i "puszek dziewczęcej niewinności". Kobiety wraz z życiowym doświadczeniem i kolejnymi związkami tracą bezpowrotnie pierwotną beztroskę swej psychiki i już w samym sensie mentalnym stają się nieatrakcyjne. Do tego dochodzi wygląd, który rzadko jest w stanie konkurować z dwudziestkami.

            2. Typ, o którym piszesz jako "desperate", jest szczególnie przegrany. Żądza stałego związku i posiadania rodziny wypisana na czole, to skondensowany repelent na facetów. Każdy ucieknie po 5 minutach obcowania w towarzystwie takiej damy. Facet zaczyna (i często kończy...) na przygodzie, fantazji, chwili, szaleństwie.... a nie na wizji natychmiastowej budowy domowego ogniska oraz dziugania bobaska z , sorry, ale cokolwiek przeterminowaną panią.

            3. "Są to najczesciej fajne, madre, interesujace, atrakcyjne, pracowi
            > te, wyksztalcone, sexowne, pieknie-pachnace i dobrze-gotujace "stare panny".

            Czyżby? Co prawda wszystkie tak się przedstawiają, ale owa autoprezentacja jest zazwyczaj naciągana niczym guma od starych majtek. A nawet jeśli nie... to nic to nie zmienia, bo mentalnie są dla facetów nie do strawienia.

            ----------------------------
            > I czystym swinstwem lub wrecz okrucienstwem jest az tak bezwzgledne ocenianie t
            > ych naszych "siostr" z perspektywy bycia zonami/partnerkami, matkami, spelniony
            > mi/spelniajacymi sie w swojej kobiecosci

            Z tym się zgadzam! Gdzie dziś byłaby Triss, gdyby obecny partner ją rzucił? Powiem więcej, nie wiadomo gdzie byłaby po rozstaniu z pierwszym mężem, gdyby nie utrzymywany latami w pogotowiu kochanek, przerobiony w pilnej potrzebie na kolejnego męża. Rozwiedzione Panie z dzieckiem to nie jest chodliwy towar.


            • triss_merigold6 Re: Eeee... że co? 21.12.11, 19:10
              Przegapiły swój czas. Okrutne ale prawdziwe. Z własnej, nieprzymuszonej woli dokonywały określonych wyborów i ponoszą konsekwencje, co jest dość oczywiste w dorosłym życiu.

              Riki, życie jest brutalne: 30+ letnia rozwódka z dzieckiem ma znacznie większe szanse na nowy stały związek niż 35-latka bezdzietna panna, co obserwuję wśród znajomych i znajomych znajomych. Ja się spełniłam biologicznie, mam dwoje dzieci, następnego mężczyzny do rozrodu już nie potrzebuję.
              • turzyca Re: Eeee... że co? 22.12.11, 03:17
                triss_merigold6 napisała:

                > Przegapiły swój czas. Okrutne ale prawdziwe. Z własnej, nieprzymuszonej woli do
                > konywały określonych wyborów i ponoszą konsekwencje, co jest dość oczywiste w d
                > orosłym życiu.

                Nieprzymuszonej albo przymuszonej.
                Mam wsrod znajomych dziewczyne, z ktore bym sie ozenila bez namyslu. Zdanie nie tylko moje ale tez sporej ilosci osob, ktore z racji orientacji, nie zenia sie. Sliczna, madra, atrakcyjna, dobra tradycyjna pani domu, godzaca obowiazki domowe z praca zawodowa. Tylko jej matka dziewczynie przez lata do glowy wbijala, ze jest nieatrakcyjna i bedzie miala szczescie, jak ktos na nia popatrzy. Dolozyc do tego wrodzona niesmialosc i mamy bigos.

                I latami sie we mnie gotowalo, gdy patrzylam, jak ona nieswiadomie wysylala zniechecajace sygnaly. Albo dokladniej - nie wysylala zadnych zachecajacych. Powoli jej mija, wyjazd na dlugotrwale stypendium separujacy skutecznie od rodziny dobrze jej zrobil. A ja tylko trzymam kciuki, zeby jeszcze zdazyla trafic na niedupka. I to wszystko dzieki kochajacej mamusi, ech.
                • echtom Re: Eeee... że co? 22.12.11, 08:33
                  > Tylko jej matka dziewczynie przez lata do glowy wbijala, ze jest nieatrakcyjna i bedzie miala szczescie, jak ktos na nia popatrzy.

                  Bo nadal są dwa rodzaje singli - nowocześni karierowo-imprezowi i tradycyjni u.upieni przez rodziców. W tej drugiej grupie mam koleżankę, która w młodości miała największe powodzenie z wszystkich osób, jakie znam.
                • nangaparbat3 Re: Eeee... że co? 22.12.11, 23:18
                  Przypomniała mi się "Pianistka". Ale tam było jeszcze gorzej.
    • kali_pso Re: "Nie zawracaj mi głowy p.... łami" 20.12.11, 21:41

      Niemożliwe, że siostra nie odczytuje komunikatów w stylu "Nie zawracaj mi głowy pierdołami".
      Jesli więc ciągle dzwoni i przychodzi do Ciebie z tymi samymi problemami, tzn., że jesteś jedyną osobą, która , jak jej sie wydajewink- wykaże na tyle zrozumienia, cierpliwości i chęci aby ją wysłuchać. Byc może nie ma nikogo innego, kto ją wysłucha.
      • naomi19 Re: "Nie zawracaj mi głowy p.... łami" 20.12.11, 21:51
        Nie sądzę. Z tego co pamietam siostra triss jest bardzo towarzyska i lubiana.
        • kali_pso Re: "Nie zawracaj mi głowy p.... łami" 20.12.11, 21:59

          No owszem, kiedy trzeba pobalować to pewnie jest lubianawinkp...czasem już do wysłuchania trzeba czegoś/kogoś więcej...
        • triss_merigold6 Re: "Nie zawracaj mi głowy p.... łami" 20.12.11, 22:02
          Tak i ma w cholerę znajomych oraz intensywne życie towarzyskie. Tyle, że jak już obdzwoni przyjaciółki to chce jeszcze opowiedzieć mnie. uncertain Do mnie wieczorem nie zadzwoni, żeby się wygadać, bo dostanie bluzgi, parę razy próbowała.
          Chce żeby jej poradziła, radzę, kwestionuje wszystko co powiedziałam i robi po swojemu. I znowu. I jeszcze raz. I fefnasty raz. Wiewiórką o mur oporowy.
          Nigdy w ciągu ostatnich 10 lat nie zdarzyło się, żeby mnie posłuchała. Nigdy. Pytanie więc, po uj mi zawraca głowę.
        • verdana Re: "Nie zawracaj mi głowy p.... łami" 20.12.11, 22:03
          Z jednej strony rozumiem, ze człowieka szlag trafia, jak nie ma czasu, a musi wysłuchiwać cudzych problemów.
          Z drugiej strony to jednak siostra miała problem, a Twoje problemy - czy dziecko powiedziało wierszyk w przedszkolu i kiedy zrobić obiad - to naprawdę NIE sa problemy.
          • triss_merigold6 Re: "Nie zawracaj mi głowy p.... łami" 20.12.11, 22:30
            Wybacz, ale dylemat "posłać półroczne dziecko do publicznego żłobka, bo znienacka dostało miejsce - czego nie planowaliśmy, czy zrezygnować z miejsca z opcją, że za pół roku nie ma na nie szans" to jest problem. Zdrowotny i emocjonalny dla niemowlaka i dla mnie przede wszystkim.
            Jak dzień wcześniej dostałam info ze żłobka i byłam na etapie ciężkiego wahania się, to kwestia co powiedział facet o którym pierwszy raz słyszę, g... mnie obchodzi. Aha, mówiłam jej o tym żłobku i ściana, zero przyswojenia informacji.
            • aneta-skarpeta Re: "Nie zawracaj mi głowy p.... łami" 20.12.11, 22:54
              ja rozumiem trisstongue_out

              chodzi zapewne o to, ze to nie są powazne problemy, to są takie powracające w kółko meteoryty

              i jak od dziesieciu lat widzisz dokladnie ten sam schemat i to ze siostra za mocno wsiaka na 1 randce, a potem zbyt mocno i histerycznie placze po 3 to się weżmiesz i znieczulisz- po za 2 miesiace bedzie to samo i nic z tego nie wyniknie- no soryy, po ktoryms tragicznym facecie zawsze tragizm opada

              to jest tak, jak ktos przychodzi do Ciebie po rade, bo ma probelm, ty sie nagadasz, namartwisz, nadenerwujesz zeby pomoc, a po nim to splywa i tak jest za kazdym razem to sobie myslisz- po co k.wa mam sobie dupe zawracac? wole telewizje pooglądac bo jest jak zawsze

              no mozna sie zirytowacsmile szczegolnie jak ma sie spietrzenie swoich spraw

              i chyba gwozdziem bylo, ze triss naprawde sie przejela, bo siostra zdawala się byc w strasznym stanie, a wyszło jak zwyklesmile
              • triss_merigold6 Re: "Nie zawracaj mi głowy p.... łami" 20.12.11, 23:03
                O toto. Jak te rzeczy zdarzają się średnio co 3 miesiące, to IMO można przywyknąć. Powinna przywyknąć, a nie przeżywać z taką samą intensywnością za każdym razem. Dla mnie te historie straciły urok nowości już ładnych kilka lat temu, znieczuliłam się.
                Stąd wkurw, sądziłam, że faktycznie coś się stało, ktoś jej zrobił krzywdę fizycznie czy coś tego kalibru. A nie, że pan powiedział, ona mu odpowiedziała etc.
            • verdana Re: "Nie zawracaj mi głowy p.... łami" 21.12.11, 08:26
              Nie , Triss, to nie jest problem. To jest dylemat, który jakkolwiek rozwiązany, nikomu zycia nie spaprze. Drobne, codzienne klopoty, a brak rodziny, którą się chce mieć (choćby i ze swojej winy) to kompletnie nieporównywalny kaliber.
              • aneta-skarpeta Re: "Nie zawracaj mi głowy p.... łami" 21.12.11, 09:46
                ok, siostra bardzo chce rodziny, to czemu nie slucha rad triss, ze zle lokuje uczucia?
                • naomi19 Re: "Nie zawracaj mi głowy p.... łami" 21.12.11, 10:16
                  Z tego co wie, triss nie do końca może być w tej kwestii autorytetem. Z jakiej więc racji młodsza siostra ma jej słuchać?
                  • aneta-skarpeta Re: "Nie zawracaj mi głowy p.... łami" 21.12.11, 15:29
                    naomi19 napisała:

                    > Z tego co wie, triss nie do końca może być w tej kwestii autorytetem. Z jakiej
                    > więc racji młodsza siostra ma jej słuchać?

                    nie wiem, moze dziwna jestem, ale jak ide sie komus ywplakac poraz enty i opowiadam ze szczegolami kto co powiedzial i kiedy to nie dlatego, ze mam w dupie centralnie jej zdaniesmile
                • sumire Re: "Nie zawracaj mi głowy p.... łami" 21.12.11, 10:18
                  bo to nie jest żadna rada - 'źle lokujesz uczucia i powinnaś je lokować lepiej'.
                  to jest proste dla osoby, która spogląda z boku i jest w kompletnie innej sytuacji życiowej. ktoś, kto się miota w ogromnej potrzebie stworzenia z kimś związku teraz-zaraz, zazwyczaj nie widzi swoich błędów, tylko leci jak ćma do światła. i nie potrzebuje mądrości cioć i wujków dobra rada, tylko wsparcia, pracy nad sobą, terapii nierzadko.
                  • aneta-skarpeta Re: "Nie zawracaj mi głowy p.... łami" 21.12.11, 15:31
                    ciezko sie rozmawia z osoba, ktora nie widzi sensu rozmowy z tobą, mimo ze ciagle chce z toba rozmawiac, ktora nawet nie probuje podyskutowac o argumentach tylko ucina- bo ty nic nie rozumiesz... i tak 150 razy- jednoczesnie nie przejawiajac zainteresowania problemami drugiej strony
              • triss_merigold6 Te drobne, codzienne kłopoty 21.12.11, 22:25
                Te, jak piszesz, drobne codzienne kłopoty, to clue mojego życia. Satysfakcjonującego ogólnie z wpisanym tym typem kłopotów i problemów. Niemniej są i dolegają.
                I zdecydowanie bardziej przejmuję się wizję nowego niemowlęcia z chorobą sierocą w żłobku niż brakiem stabilizacji rodzinnej u siostry, bo to żaden news i pewnie nigdy sytuacja nie ulegnie zmianie. Nie wyczaruję jej sensownego pana chętnego do ożenku i rozrodu.
    • inguszetia_2006 Re: "Nie zawracaj mi głowy p.... łami" 20.12.11, 22:13
      Witam,
      Znam problem, znam;-P Mój młodszy brat szuka u mnie wsparcia emocjonalnego, a potem rzuca słuchawką, bo go wkurzam. On mi o swoich pannach nawija (całe szczęście niezamężnych;-P) przez godzinę, a potem pyta o rady. Rad udzielam,owszem, ale te rady są do bani generalnie. Bo jestem "drętwa", "bez polotu", "niewrażliwa", "podła" i w ogóle "zawsze taka byłam" etc. Dowiaduję się też, że mój mąż jest fajnym facetem, a ja jestem starą cholerą, że mam fatalny gust muzyczny i że źle wychowuję dziecko. I że jestem beznadziejną siostrą i że on zaraz zadzwoni do brata i mu na mnie nakabluje. I tak się, cholera, dzieje. Starszy do mnie dzwoni, że wyprowadziłam z równowagi młodego,a on taki wrażliwy i że jestem bez serca i w ogóle "zawsze taka byłam". A ja młodemu tylko powiedziałam, że jak wyrywa panny na dyskotece, to od razu z nimi przecież ślubu brał nie będzie i że nie ma tematu generalnie. Jak nie ta, to inna. I tu jest pies pogrzebany. To była właśnie TA i g...o się znam i jestem wredna. I on ma PROBLEM, a ja go zbywam. Wcale nie zbywam, służę siostrzaną radą, ale kurczę, mam inną perspektywę, prawda? Potem dzwonią rodzice i słyszę tyradą, jaka jestem niewrażliwa;-P
      Pzdr.
      Inguszetia

      • triss_merigold6 Re: "Nie zawracaj mi głowy p.... łami" 20.12.11, 22:16
        Aaaa no tak... zapomniałam. Ja też jestem wredna, nieempatyczna, nie traktuję poważnie tego co mówi, nie znam się, za szybko oceniam, jestem zbyt krytyczna. Coś pominęłam?
        • marzeka1 Re: "Nie zawracaj mi głowy p.... łami" 20.12.11, 22:18
          Tak, pominęłaś "nie wiesz, jak to jest" i "łatwo ci mówić"- przerabiane ze szwagierką.
        • yenna_m Re: "Nie zawracaj mi głowy p.... łami" 20.12.11, 22:24
          triss_merigold6 napisała:

          > Aaaa no tak... zapomniałam. Ja też jestem wredna, nieempatyczna, nie traktuję p
          > oważnie tego co mówi, nie znam się, za szybko oceniam, jestem zbyt krytyczna. C
          > oś pominęłam?

          pacz pani, jak to na forum potrafią zrobic czlowiekowi psychoanalizę w 3 minuty

          triss, pamiętam Twoje wcześniejsze posty dotyczące siostry i przyznam szczerze, że nie dziwię się Twojemu zniecierpliwieniu, zwlaszcza, że, z tego, co pamiętam, laska ma jakąś taką totalną umiejętność ładowania się w naprawdę głupie związki

          i tak, w kontekscie "gadam do niej i gadam i skutek z tego taki, ze jak grochem o ścianę" rozumiem, i w sumie popieram, niechęć do mieszania się w te sprawy i doradzania pani
    • cherry.coke Re: "Nie zawracaj mi głowy p.... łami" 20.12.11, 22:30
      Dobralyscie sie jak w korcu maku! Siostra w twoich oczach - wieczna singielka z samobojczym gustem do panow i cykajacym zegarem, latawica, wiszaca na kolezankach, dziecinna. Ty w jej oczach - zarobiona rozwodka z rozwodnikiem, eksiem i dwojka dzieci z roznych ojcow, przykuta do domu, targajaca zakupy, pochlonieta zlobkiem i w ramach pocieszenia wpychajaca dziecko w ramiona big_grin
      Nic dziwnego, ze rozmawia wam sie jak ges z prosieciem. A ty jej mowisz cos o sobie? Jak z nia rozmawiasz? W ogole rozmawiasz?
      • triss_merigold6 Re: "Nie zawracaj mi głowy p.... łami" 20.12.11, 22:40
        Nanga pytała czy próbowałam ją włączyć do pomocy. smile To spróbowałam, bo jednak się nie rozdwoję. P
        Wiesz, ja pewne rzeczy mam na własne życzenie i nie psioczę na los. Chciałam mieć więcej dzieci i wiedziałam, że w pakiecie idą zakupy, odprowadzanie/przyprowadzanie i tym podobna proza życia. A facet w chałupie śmieci. Mogę się sporadycznie zirytować, bluznąć chłopu jak jestem niedospana ale nie marzę o tym, aby moje życie się radykalnie zmieniło.

        Czasem coś mówię. Mówiłam. Odpowiada taktak i zmienia temat.
        Odkąd stwierdziła, że zmuszam eksa do udziału w logistyce starszaka (chorobowe, odbieranie ze szkoły jak później kończy, wożenie na zajęcia dodatkowe) w ramach sankcji i z zemsty za to, że nam nie wyszło - nie opowiadam, bo wtedy mnie trafił nagły szlag.
        • cherry.coke Re: "Nie zawracaj mi głowy p.... łami" 20.12.11, 22:43
          A sprobowalas przelicytowac ja w narzekaniu? big_grin Moze to podawanie dziecka to dobra strategia, niech ja jeszcze obsika albo cos...
          • triss_merigold6 Re: "Nie zawracaj mi głowy p.... łami" 20.12.11, 22:50
            Ona nie narzeka. Ona opowiada i pyta co o tym sądzę oraz co mogę poradzić.
            Z narzekaniem bym sobie poradziła lekkim twistem. D
            Weź, nie będę eksperymentować na moim DNA, to ma pół roku, delikatne jest.
    • kosc_ksiezyca Re: "Nie zawracaj mi głowy p.... łami" 21.12.11, 00:56
      Czytając ten wątek zastanawiam się, w jakiej sytuacji będę za 10 lat - czy bliżej mi będzie do Ciebie, czy Twojej siostry. To drugie mnie nieco przeraża smile
    • babsee Re: "Nie zawracaj mi głowy p.... łami" 21.12.11, 10:08
      Triss..tak zmieniając temat-ja tak poslalam synka do zlobka.Tyle ze 3 mies wczesniej niż planowalam.Dokladnie w styczniu zwolnilo sie miejsce, a mialam poslac od kwietnia.
      Nie ryzykowalam i poslalalm z krwawiącym sercem.Ale dogadalam sie z panią kierownik w ten sposob, ze zaplacilam za miesiąc styczen i luty a synek nie chodzil.Poszedl od marca.Po prostu 2 miesiace placilam za miejsce...
    • nabakier Re: "Nie zawracaj mi głowy p.... łami" 21.12.11, 10:24
      Triss, piszesz jakbyś nie czytała i nie oglądała Brigit Jones tongue_out

      A teraz otwartym tekstem, asertywnie, rzeczowo, i mam nadzieję, że docenisz:
      Jesteś sporą egotką i stosujesz jedną miarę do wszystkich osób, swoją miarę ma się rozumieć.
      Do tego masz dosyć ograniczony świat postrzegania. Nawet egota może mieć swój świat odrobinę szerszy, słowem- swój czubek nosa (bo dalej jego rozumny wzrok nie sięga) mieć odrobinę dalej, niż bliżej.
      Jak imprezowałaś, to imprezy były ok, jak wdepnęłaś w ciepełko rodzinne, to ciepełko rodzinne rulez, skoro się ukapciowałaś w wieku 30+, to inni też muszą w tym wieku, itd.
      Twoja asertywność, rzeczowość, otwartość są bardzo ograniczone...Tobą i Twoim wąskim światkiem. Bo jak coś wykracza poza ten światek, np. życie Twojej siostry, to stajesz się mazgajowata: skarżysz się na forum, zawracasz innych głowę pierdołami itd.
      Rację ma Verdana pisząc Ci, że to nie są kłopoty. To są kapcie-srapcie i zupka-srupka. I komformizm (ja już się ustawiłam), i tumiwisizm (świat mi wisi i ludzie mi wiszą).
      Nie widzisz, że sama jesteś trochę jak Twoja siostra: ona się uskarża Tobie, Ty forum. Tyle tylko, że Ona jest Twoją siostrą, a forum to obce osoby, było nie było.

      Gdzie zgubiłaś swoją niegdysiejszą fantazję? A może jej nigdy nie miałaś?
      Może też zazdrościsz siostrze? Poszłabyś w tango? Co będzie, jak dzieci podrosną? Pewnie będzie: mam prawo do drugiej młodości, bo jestem kobietą 40+ i wszystkie takie powinny być, co- nie?

      Twoja przyziemność bije po oczach.
      Bez urazy smile


      • claudel6 Re: "Nie zawracaj mi głowy p.... łami" 21.12.11, 11:23
        Ale! smile Ja się z tym zgadzam, triss jest bardzo ograniczona w tych swoich relacjach z siostrą. Nie jest to w żadnym wypadku kwestia niepoważnych problemów jej siostry, tylko kwestia ich popapranych relacji – triss organicznie tej swojej siostry nie znosi. Nie wszystkie rodzeństwa sie lubią, więc nie jest to wielkie halo, ale problem nie lezy po stronie takiego, a nie innego stylu życia siostry, tylko jest w ich relacjach. Wiem co piszę, bo swego czasu z siostrą miałyśmy o 180 st różne życia, a mimo to zawsze się wspierałyśmy i rozumiałysmy. Choc może ja lepiej trafiłam, bo moja siostra jest wyjątkowo fajnym egzemplarzem.
        Poza tym taka postawa „moje problemy sa najmojsze” nigdy nie pomoze w porozumieniu. Ja teraz mam problemy takie jak triss, ale zdaję sobie sprawę z tego, że w dzisiejszym świecie, gdzie brakuje fajnych facetów, za to wykształconych, atrakcyjnych 30-latek jest na pęczki tylko szczęście (w sensie luck) sprawiło, ze ja tego faceta i rodzinę mam. Jakbym miała pecha, teraz bym się bujała jak siostra triss, i z całą pewnością byłabym lekko zdesperowana juz w tym wieku. Ale ja potrafię to sobie wyobrazić, wyjsc poza swoją aktualną sytuację i swój czubek nosa. Nigdy nie traktowałam niepoważnie rozterek uczuciowych moich koleżanek, bo ja miałam takie same, dopóki jeden z tych facetów nie zamienił się w pewnego stałego partnera.
        No ale to już jest kwestia postawy – triss jest z tych co jej wszyscy ludzie wiszą i ma wszystkich poza bardzo wąskim najbliższym gronem w dupie, siostra się do tego najbliższego kręgu nie łapie.
        • babunia_wygodka Re: "Nie zawracaj mi głowy p.... łami" 21.12.11, 11:29
          claudel6 napisała:

          > w porozumieniu. Ja teraz mam problemy takie jak triss, ale zdaję sobie sprawę
          > z tego, że w dzisiejszym świecie, gdzie brakuje fajnych facetów, za to wykształ
          > conych, atrakcyjnych 30-latek jest na pęczki tylko szczęście (w sensie luck) sp
          > rawiło, ze ja tego faceta i rodzinę mam. Jakbym miała pecha, teraz bym się buja

          A jak był wątek o jednym facecie z czterema żonami z jakiegoś programu w TV to wszyscy się oburzali jak tak można. A to przecież modelowe zastosowanie dla deficytowych fajnych facetów i atrakcyjnych 30-latek wink
          • nabakier Re: "Nie zawracaj mi głowy p.... łami" 21.12.11, 11:52
            Ja się nie oburzałam, bo się nie wypowiadałam, ale teraz się wypowiem smile I tak będzie kiedyś róznorodność form wspólnotowych (poligamia i poliandria) i oby jak najwcześniej, bo niech sobie ludzie żyją, jak im się podoba, byle po dobrowolności, o!
      • aneta-skarpeta Re: "Nie zawracaj mi głowy p.... łami" 21.12.11, 15:35
        ok -to rownie dobrze mozemy poiedziec
        kurna olek, co to za problem ze chlop nie dzwoni po 2 randce? nie masz wiekszych problemów?

        ona nie rozstala sie z partnerem zyciowym, po prostu ma randki do dupy

        od wiekow jednoczesnie nie chce nic zmienic, nikt sie nie zna, tylko ona wie jak to jest, serce jej szaleje jak nienormalne po 1 randce i juz planuje z gosciem dzieci

        sory, to nie sa problemytongue_out
        • aneta-skarpeta Re: "Nie zawracaj mi głowy p.... łami" 21.12.11, 15:36
          i przeszłam okres singlowania, z dzieckiem na ręku i ile mi randek nie wypaliło, ilu chlopow sie nie odezwałowink

          ale nigdy nie byl to dramat zyciowy i nie planowalam z kazdym jednym gosciem przyszlosci zaraz po pierwszym milym smsie
          • bi_scotti Re: "Nie zawracaj mi głowy p.... łami" 21.12.11, 16:26
            aneta-skarpeta napisała:

            > i przeszłam okres singlowania, z dzieckiem na ręku i ile mi randek nie wypaliło
            > , ilu chlopow sie nie odezwałowink
            >
            > ale nigdy nie byl to dramat zyciowy i nie planowalam z kazdym jednym gosciem pr
            > zyszlosci zaraz po pierwszym milym smsie

            No ale to TY. Good for you! Ale bierzesz chyba pod uwage, ze jednak wszysycy jestesmy inni i nie kazda moze byc taka wlasnie SUPER jak Ty ... Kurcze, skad sie bierze to myslenie "skora ja moglam, to reszta swiata tez" - no tak nie ma i nie bedzie, bo skoro Angelina mogla poderwac Brad'a to Ty tez? tongue_out
        • cherry.coke Re: "Nie zawracaj mi głowy p.... łami" 21.12.11, 16:12
          To nie tak. Problemem Triss jest zlobek teraz czy za pare miesiecy, czyli konkret, w skali zycia stosunkowo drobny. Problemem siostry jest brak partnera i milosci, czyli duzy (dla wielu wrecz podstawowy) problem zyciowy, rzutujacy na wszystko inne, plany zyciowe i samoocene. Ze sie manifestuje w recenzjach randek - no jakos musi, od randek sie zaczyna. Ze panikuje - skoro to dla niej priorytet, to ma powody.

          Na miejscu siostry owszem odczepilabym sie od Triss, ktora ma ja ewidentnie w odwloku. No ale wtedy robi nam sie stereotypowa brytyjska rodzina, ktora widuje sie z najblizszymi krewnymi dwa razy do roku i wymienia standardowe komunikaty o postepach na froncie dzieci, pracy i wnetrz. Niektorzy tak lubia.
    • a.va Re: "Nie zawracaj mi głowy p.... łami" 21.12.11, 12:29
      Triss, ale twoja siostra ma naprawdę poważne problemy. One są poważne - rozczarowanie uczuciowe kolejnym facetem, gdy się ma 35 lat i rozpaczliwie chce mieć kogoś na stałe, to nie jest rzecz, która po człowieku spływa.

      I głupstwa piszesz, że w tym wieku nie powinno się mieć takich problemów - rodzaj problemów nie zależy od wieku, tylko od sytuacji życiowej. Uważasz, że, dajmy na to, 50-latka nie ma prawa szukać sobie faceta i czuć rozczarowania, gdy kolejny pan się nie sprawdzi? Bo co, bo wg ciebie każdy w określonym wielu ma pełnić określone role? 20 lat - imprezki, 25 lat - koniec studiów, praca i imprezki, 30 lat - małżeństwo i dzieci, 35 lat - dzieci, mąż i praca itd.? Ludzie mają różne życia i w różnym wieku przytrafiają im się imprezki, dzieci, praca, stałe związki.

      Jej problemy nie są błahe, one dla ciebie takie są, bo ty masz faceta na stałe i już zapomniałaś, jak to jest szukać kogoś i ciągle zostawać na lodzie. Ale kiedy się na was spojrzy z boku, to ona jednak ma obiektywnie dużo większe problemy niż ty. Gdybym miała wybierać, to wolałabym mieć problem z decyzją o żłobku niż z samotnością w wieku 35 lat. Chociaż rozumiem, że może cię irytować to, że ignoruje kolejne twoje rady i powtarza ciągle te same błędy, ale to już inna historia.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja