alfa36
22.12.11, 10:55
Rok temu wprowadzilismy się do nowego domu i postanowilismy zrobic kolację wigilijną. Byli jedni i drudzy rodzice i moja siostra z rodziną. Brat męża (scislej bratowa) nie byli, bo uważają, że isc można tylko do rodzicow (o czym nas oczywiscie uprzedzili). Wszyscy też byli u nas w pierwsze swięto. W tym roku, z racji tego, że siostra ma problemy rodzinne, a moi rodzice nie bardzo na silach, postanowilam powtorzyc wigilię u nas. Na to moi tescie stwierdzili, ze już raz u nas byli i w tym roku nie przyjdą. Spędzą wigilię sami, wieczorem (jak zawsze) bedzie u mlodszy syn (wczesniej jest na wigilii u rodziny żony). Dodam tylko, ze z tesciami nie utrzymujemy scislych kontaktow. Ot święta, imieniny. Mąż zastanawia się, czy nie wejsc do nich z życzeniami po naszej wigilii. Ja nie zostawię gosci samych (choc to sami swoi), bo jakby nie bylo, jak się gdzies idzie, to godzinka zajdzie. Oczywiscie jestam zła, bo to takie nie bardzo normalne mi się wydaje. Owszem stosunki mamy nijakie, firan tesciom nie zmieniam (druga synowa owszem, ale tez tesciowa iks lat zajmuje się dziecmi brata, nam nigdy nie pomagala), herbaty sama u niej sobie nie zrobię, poza tym kompletnie nie mam potrzeby chodzienia do tesciow w odwiedziny, generalnie dluga historia (już kiedys pisalam, że oni się od nas odwrocili odkąd wybudowalismy dom.... woleli, jak mieszkalismy z grzybkiem

)