iwoniaw
02.01.12, 10:34
Tak zainspirowana kilkoma wątkami obok: Dlaczego tak strasznie działa na nerwy innym, że ktoś, kogo nie utrzymują, nie ponoszą konsekwencji jego "lenistwa" czy innego "uwstecznienia":
- posyła dziecko do przedszkola/ zatrudnia nianię, choć nie ma przymusu wychodzenia z domu dokądkolwiek i mógłby dziecięcia doglądać sam
- nie pracuje zarobkowo, choć mógłby to czynić i nie zamierza oraz się z faktem niezamierzania nie kryje
- ogląda durne seriale i tv śniadaniową zamiast robić "coś pożytecznego" oraz oddaje się lekturom głupawym a rozrywkowym zamiast "poszerzać horyzonty"
- co gorsza, czytając "Odyseję" czy innego "Gilgamesza" w oryginale lub zakładając na strychu punkt obserwacji nieba z teleskopem i lunetą też nie robi człek dobrze, bo to wszak snobowanie się na pokaz i takoż marnowanie czasu (choć robiąc dżem z kolei się uwstecznia i wpasowuje się w mentalną grzędę, heh...)
- twierdzi, że lubi gotować/myć okna/pastowanie podłóg go relaksuje/ kocha prasować i w zw. z tym ma w domu jak w pudełeczku (trzeba go określić jakimś epitetem w stylu ograniczony kurzy móżdżek)
- co gorsza, jak ww. czynności szczerze nienawidzi i w zw. z tym nie zaprząta sobie nimi ślicznej główki żyjąc w totalnym syfie, to też źle (ludziom, którzy z nim NIE mieszkają, powtórzmy).
No więc dlaczego ludzie nie mogą przeżyć, że ktoś robi coś z powyższych (lub cokolwiek innego, czego oni nie robią)? Dlaczego czują się uprawnieni do komentowania, pouczania i - nieodmiennie - prób udowadniania, że jakiekolwiek ułatwienie sobie życia, bez którego możnaby się obejść, to objaw lenistwa, nieudolności, pasożytnictwa lub wszystkiego na raz?