Na rozdrożu (zawodowo)-Wasza historia

08.01.12, 13:11
Podzielcie się, proszę, swoimi historiami. Mam na mysli oogólne poczucie utknięcia, chomicze kręcenie sie w bebnie, brak motywacji, marazm, no wiecie, o co chodzi. Jak do tego doszło, co wtedy zrobiłyście i i czy Wam wyszło to na dobre.
Może Wasze relacje dadza mi pozytywnego kopa. Na razie to mi sie chce myslec jedynie o drugim dziecku w celu "odetchnięcia"wink.
    • echtom Re: Na rozdrożu (zawodowo)-Wasza historia 08.01.12, 14:53
      9 lat uczyłam angielskiego w wiejskiej szkole - nie była to praca moich marzeń, ale napędzało mnie poczucie "misji". Wróciłam do miasta, znalazłam pracę w technikum i szybko zrozumiałam, że to nie ma sensu, skoro na miejscu jest masa absolwentów anglistyki lepiej wykształconych i przygotowanych do zawodu niż ja. Domęczyłam dwa lata kontraktu, zwolniłam się z pracy. W międzyczasie zaklepałam sobie (po znajomości) pracę w bibliotece naukowej, która właśnie się rozbudowywała. Czekałam rok i parę miesięcy, aż otworzą nowy oddział, utrzymując się z korepetycji, tłumaczeń i szturmując wydawnictwa książkowe. Wcześniej, jeszcze pracując, brałam wszelkie możliwe fuchy i odłożyłam kasę na trzy pierwsze miesiące bezrobocia. Bilans dotychczasowy pozytywny - praca niskopłatna, ale mało stresująca, dalej dorabiam tłumaczeniami, w ostatnim roku pracy w szkole zrobiłam kurs przewodnicki. Kilka lat temu definitywnie zrezygnowałam z korepetycji i zamknęłam tamten rozdział zawodowy w życiu. Teraz wyrabiam sobie nazwisko w branży tłumaczeń literackich - trudny rynek, ale są pierwsze sukcesy.
      • kasiek76 do echtom 08.01.12, 15:02
        Echtom, ale dlaczego tak zupełnie zrezygnowałaś z uczenia, chociażby korepetycje, to przecież tzw. łatwy pieniądz? I czemu po tylu latach uczenia uważasz się za gorzej przygotowaną do zawodu niż absolwent??
        Pytam, bo jestem w dość podobnej sytuacji.
        • kocianna Re: do echtom 08.01.12, 15:28
          Po 8 latach uczenia w szkole i tyluż latach pracy po nocy przy tłumaczeniach czułam, że kręcę się w kółko, goniąc własny ogon, i nie bardzo widzę cel tego wszystkiego. Szkoła dawała mi kontakt z ludźmi, tłumaczenia - kasę, obie prace - olbrzymią satysfakcję, ale ciężko było zapierniczać tak na dwa i pół etatu + dom i dziecko.
          Najpierw poszłam na terapię, żeby nauczyć się odmawiać zleceniodawcom.
          Potem mąż (który zmienia pracę co 4 lata, kiedy przestaje się rozwijać albo stwierdza, że instytucja jest bez sensu) czytając ogłoszenia natrafił na takie, które pasowało do mnie. Stwierdziłam, że nie mam szans, ale wysłałam CV.
          Voila - pracuję w nowej dla mnie branży, poza krajem, zmieniło się w moim życiu bardzo wiele. Nie żałuję niczego.
        • greca Re: do echtom 08.01.12, 15:33
          Jak wypaliłam się zawodowo do "ostatniego źdźbła" postanowiłam szukać nowej pracy.
        • echtom Re: do echtom 08.01.12, 17:11
          Brak powołania do zawodu - "na sucho" nie da się pociągnąć dłużej niż 10 lat. A z korepetycji zrezygnowałam w kilka lat po odejściu ze szkoły, bo obawiałam się, że mogę nie nadążać za kolejnymi zmianami programowymi, a nie chciało mi się tego śledzić. Co do przygotowania do zawodu - nie czułam się w 100 % pewnie merytorycznie, ucząc się języka z różnych źródeł i z przerwami (liceum, lektorat na studiach, trochę sama, potem z doskoku kursy egzaminacyjne i certyfikaty). Na poziomach wyższych od FCE to było trochę za mało.
      • alexa0000 Re: Na rozdrożu (zawodowo)-Wasza historia 08.01.12, 19:49
        A to ciekawe-wypowiedzi głownie "językowych" Ja tez do nich należę, a z opisu to blisko mi chyba do męża Kocianny.
        • alexa0000 Re: Na rozdrożu (zawodowo)-Wasza historia 08.01.12, 19:52
          Poza tym włosy znów wypadają mi na tle nerwowym (stres), czuje w żołądku znajomą gulę, coraz częsciej waleriana do snu, a przeciez niby nic takiego sie nie dzieje.
    • inguszetia_2006 Re: Na rozdrożu (zawodowo)-Wasza historia 08.01.12, 21:10
      Witam,
      Moje historie są nudne. Szłam po podwyżkę, nie chcieli dać, więc wypowiadałam umowę.
      Tam, gdzie dawali bez zbędnych hec, zostawałam. Na jakiś czas;-P Dopóki były dostępne szczeble dla mnie. Potem pracowałam w dużej, rodzinnej firmie i zabijał mnie stres i odpowiedzialność za ludzi, sprzęty, dostawy etc.
      Nie zawsze udawało się zmienić pracę na lepszą, nie będę kłamać. Czasami żałowałam, że zrezygnowałam, bo w nowej pracy miałam pensję porównywalną, a więcej pracy i więcej stresu, albo system premiowania był idiotyczny i niesprawiedliwy. Teraz tkwię na kontrakcie, ale mam o niebo lepszą pozycję niż w poprzedniej pracy. Mogę się trochę porządzić;-D Gdyby nie dyrektor, który mnie prześladuje, bo mu się nie podoba moja koncepcja pracownika i pracodawcy, byłoby cudownie;-P
      Pzdr.
      Inguszetia
      • thaures Re: Na rozdrożu (zawodowo)-Wasza historia 08.01.12, 22:52
        Po 4-5 latach pracy w oświacie ogarnął mnie taki marazm, że myślałam,że już mnie nic w życiu nie czeka. Masakra. Umówiłam się na dwie rozmowy kwalifikacyjne do jakiś firm i gdy zadzwonili z jednej,że mam tę pracę nagle się wystraszyłam i zrezygnowałam. Po roku zaczęłam uczyć i było to zdecydowanie lepsze. Przez parę lat byłam zadowolona z pracy. Teraz wylądowałam powtórnie w tej pierwszej pracy, a tak ogólnie jest możliwość ,że od września mogę w ogóle nie mieć etatu i nagle okazało się,że marzę o tej pracy... Tak więc życie jest przewrotne!
        • thaures Re: Na rozdrożu (zawodowo)-Wasza historia 08.01.12, 22:54
          I ja też jestem "językowa"
          • bi_scotti Re: Na rozdrożu (zawodowo)-Wasza historia 08.01.12, 23:52
            Najpierw byla emigracja i koniecznosc dopasowania wyksztalcenia z PL do czegokolwiek za co ktos by byl sklonny placic jakies pieniadze (mezowi bylo latwiej, bo komputery ...) wiec zostalam "artysta"; potem uczylam i pisalam podreczniki z nieustannym poczuciem bycia impostor. Mialam wciaz swiadomosc, ze robie cos na wyrost, wiecej niz naprawde umiem/znam sie na. Wiec w koncu sie zebralam i poszlam sie poduczyc w kierunku, ktory "pozenil" moje polskie wyksztalcenie, wczesniejsze kanadyjskie doswiadczenia i jakies tam marzenia/plany/sugestie z boku. Pozyskalam dyplom, znalazlam nowa prace zgodna w prawie 99% ze swiezo wyuczonym zawodem, wykonuje go juz jakis czas i choc przynosi sporo satysfakcji, juz mnie znowu gna ... Narazie wizje sa mgliste, troche abstrakcyjne ale mam chwile czasu na ich krystalizacje - nie zrobie nic dopoki moj Najmlodszy nie skonczy swojego bachelor (stabilnosc finansowa jest wazna) czyli mam czas na doszlifowywanie pomyslow do co najmniej czerwca 2013. A potem - hulaj dusza, piekla nie ma tongue_out
Inne wątki na temat:
Pełna wersja