gazela22
07.06.04, 08:52
Witajcie kobitki kochane. Piszę tutaj bo wiem, że tylko Wy mnie najlepiej
zrozumiecie. Dodam jeszcze, że znacie mnie z innego nicku i postów ale piszę
dzis pod innym bo nie chcę, żeby przeczytał o tym ktoś kto mnie zna. Chodzi o
wczorajszy dzień i o mojego męża. Wczoraj były moje urodziny. Oczywiście nikt
o tym nie pamiętał łącznie z moim mężem. Było mi bardzo przykro, pamietam jak
kilka miesięcy temu były jego urodziny i ja ze dwa tygodnie myślałąm co mu
kupić, jaką zrobić niespodziankę, upiekłam ciasto, które najbardziej lubi i w
ogóle. A on zwyczajnie nie pamiętał. No ale mniejsza z tym, to tylko
urodziny.
Rano, a raczej juz koło południa było, wybralismy się z dzieckiem na spacer.
Wszystko było fajnie, córka biegała po parku, wygłupiali się razem.
Wrócilismy, dziecko zasnęło... I jak to zawsze bywa w wolnum dniu, dziecko
śpi, był czas na spędzenie czasu razem, czułości, seks. No właśnie ten seks.
Było przyjemnie, jeden raz, został czas jeszcze na drugi raz ....
Powiedziałam, że nie mogę, że bardzo mnie boli, może w związku z nadżerką,
obtarcia po pierwzym razie... A on co? Słyszał co mówię, przytaknął,
zrozumiał. Może i tak, ale zgwałcił mnie. Normalnie mnie zgwałcił. Wielkie to
słowo, zreszta nie wiem czy takie pojęcie istnieje w małżeństwie. Odepchnełam
go, uciakłam z płaczem, zamknęłam się w łazience. Powiedział "przepraszam".
Obudziło się dziecko, trzymałam ją na rekach i kołysałam zeby jeszcze
zasnęła. Nie wiedziałam czy mam płakać, co o tym myśleć, nic nie wiedziałam.
Potem był obiad, z mężem jest dalej tak jak było, normalnie rozmawiamy. Ale
ja sie boję, że teraz nie będę mogła już się z nim normalnie kochać. Nie będę
się mogła cieszyć z wspaniałego seksu. Nie mogę z nim nawet o tym
porozmawiać, nie przejdzie mi nic przez gardło. Jest mi smutno. Tyle
przykrego w taki dzień, w mój dzień. Powiedzcie mi parę dobrych słow,
proszę, może macie jakiś pomysł na rozwiązanie tej sytuacji? Pozdrówka. Pa.