Milosc czasami zawodzi....

08.06.04, 10:18
Wlasnie tak czuje...ze moje uczucie,ktore do niedawna wydawalo mi sie wielkie
i piekne zawiodlo mnie...nie wspomne o malzenstwie i o mezu. wiem,ze moge
przechodzic trudny okres i bez watpienia przechodze,ze zycie zaraz na krotko
po porodzie jest niby niepoukladane,nieznane i czasami nas przerasta.Mnie
napewno przerasta!!!W roli matki czuje sie swietnie,mimo zmeczenia i naprawde
nalawu obowiazkow wiem,ze daje sobie swietnie rade i dobrze wychodzi mi
matkowanie...gorzej jest w relacji z mezem, mimo,iz naprawde go kocham nie
potrafie sie z nim porozumiec i wina lezy po obu stronach.coraz czesciej
mysle o tym,zeby odejsc od niego,zeby przestac sie tak strasznie przejmowac
tym wszystkim...chodzi o caloksztalt naszego malzenstwa,o to,ze mam meza
tylko i wylacznie na papierku w domku wieczorami ale kazde z nas ma inne
zajecia i juz nawet nie spedzamy czasu wolnego razem.wkurza mnie taka
sytuacja, to,ze czuje sie bezsilna i zbyt zmeczona by myslec jak naprawic to
wszystko zbyt dumna by meczyc sie tylko ze wzgledu na dziecko,mimo iz wiem,ze
dziecko powinno miec pelna rodzine.kurcze nigdy nie sadzilam,ze dojdzie do
takiej sytuacji
    • bzeebze Re: Milosc czasami zawodzi.... 08.06.04, 10:28
      nie bardzo zrozumiałam,
      chcesz zostawić męża i ojca dziecka swojego, bo długo pracuje i przychodzi
      zmęczony? czy dlatego, że ty jesteś zmęczona?
      a może narazie wystarczy urlop, zanim zaczniesz myśleć o bardziej radykalnych
      krokach
      tylko mu nie zacznij machac tym rozwodem przed nosem jak znowu wróci padnięty z
      roboty, bo wiesz im częsciej się coś powtarza tym bardziej oczywiste sie wydaje
      • joasiiik25 Re: Milosc czasami zawodzi.... 08.06.04, 10:33
        on ma byc prawo zmeczony ...a ja? ja mam byc radosna i zadowolona ze mam
        meza...tak,ze jest ojcem mojego dziecka to nie znaczy,ze moze sobie po prodtu
        organizowac zycie po swojemu,ze moze spac do 9:30 mimo iz wychodzi do pracy na
        10...a ja od 4 jestem na nogach i nawet glupiej kawy mi nie zrobi...mam
        dosyc!!!!
        • bzeebze Re: Milosc czasami zawodzi.... 08.06.04, 10:44
          aśka, ja nie mówię, że on ma a ty nie masz
          ty masz jeszcze wieksze niż on,
          tylko, że on też może być przemęczony i zniechęcony,
          tym bardziej, że teraz kiedy wraca do domu czeka na niego równie zmęczona i
          przemęczona żona, a wtedy sama wiesz najlepiej o spięcie nietrudno,
          warto posłuchać co on by powiedział o pierwszych tygodniach tatusiowania, skąd
          wiesz może też jest trochę rozczarowany mimo z całą pewnością wielkiej mołości
          dla was obojga
          bardzo mądrej rady udzieliła judytak w poprzednim twoim wątku
          po prostu przez jakis czas od przyjścia dajcie sobie czas na ochłonięcie, jemu
          na zadomowienie i nie poruszaj drazliwych tematów, bo to zawsze będzie skazane
          na niepowodzenie
          a co do tej kawy, masz prawo byc rozżalona, ale jak wczesniej układały sie
          wasze relacje?
          w końcu oprócz tego że jesteście rodziacami, jesteście nadal dla siebie
          najukochańszymi osobami okaż mu to a on sie odpłaci, przecież go kochasz
    • asiaasia1 Re: Milosc czasami zawodzi.... 08.06.04, 10:32
      Asiu ,
      A co robicie w dni wolne , weekendy itp.itd.?
      Może wybierzcie sie razem na spacer z synkiem ?
      Ładna pogoda się zrobiła ...
      Każdemu związkowi zdarza się kryzys , trzeba o tym rozmawiać i starać sie
      naprawic wszystko , póki nie jest za późno .
      Pozdrawiam Cię serdecznie smile
      • joasiiik25 Re: Milosc czasami zawodzi.... 08.06.04, 10:36
        niestety w wekendy tez pracuje....fakt ze nie fizycznie bo jest informatykiem z
        zawodu i z wyksztalcenia a ja jestem pedagogiem...tym bardziej narasta we mnie
        zlosc bo wiem ze tak nie powinno byc w zwiazku i malzeswtwie...


        na spacery tez jest zmeczony
        • joasiiik25 Re: Milosc czasami zawodzi.... 08.06.04, 10:49
          kocham go bez watpienia..i wiem gdzie tkwi problem przed narodzinami syna
          wszystko robilismy razem....nawet okres ciazy byl cudownym czasem dla nas i dal
          naszego malzenstwa a teraz???? teraz wszystko sie zmienilo jeszcze jak mial 3
          tyg wolne zaraz po porodzie bo jak sam uznal musi sie opiekowac zona i
          dzieckiem tez bylo cudownie...gorzej jest gdy zaczal chodzic do pracy to mur
          narasta i narasta a mi brak sil i checi by go przebic...przeciez glowe sobie
          tylko rozbije a i tak na chwilke znowu stanie przed nami ten mur
          • bzeebze Re: Milosc czasami zawodzi.... 08.06.04, 11:03
            przyszło mi jeszcze do głowy, że może on jest najzyczajniej na świecie
            zazdrosny o małego "intruza", może czuje sie mniej potrzebny, macierzyństwo
            pochłoneło cię całkowicie, a on znalazł sobie w rodzinie cichy bezpieczny
            kącik "zarabiacza"?
            nie wiem czy tak jest, gdybam tylko
            próbuję wszakże zanleźć dla niego wytłumaczenie, bo to przecież nie o to
            chodzi, żebyśmy wszystkie zaczęły na niego jechać, niedobry nierób, biedna
            joasiik, o ile łatwiej wybaczyć i próbować coś zmienić kiedy rozumiesz swoje
            uczucia, ale i drugiej strony
            obydwoje macie trudny czas, pomóżcie sobie,
            jak wygląda wasz dom i wasze zajęcia odkąd wróci do domu? w taki zwykły wtorek?

            z drugiej strony te pierwsze tygodnie po urodzeniu maluszka są ważne z punktu
            widzenia nowego podziału ról, obowiązków itd
            teraz ustalony ład będzie potem trudniej ruszyć, dlatego dobrze że zdajesz
            sobie sprawe że coś ci nie pasuje
            to jest Wasz dom i obydwoje macie prawo dobrze się tam czuć
        • isma Re: Milosc czasami zawodzi.... 08.06.04, 10:50
          Asiu,
          porozmawiajcie!
          Ale najpierw Ty pomysl, co jest dla Ciebie wazne. Dla Ciebie, dla Joasik, a
          nie "jak powinno byc w zwiazku i malzenstwie", "dziecko powinno miec pelna
          rodzine". Bo bywa roznie, i rzecz w tym, zeby umiec sie w tych sytuacjach
          odnalzezc, zeby nie zgubic milosci, ktora laczy - meza i zone, rodzicow i
          dziecko.

          Ze Twoj maz moze byc zmeczony, to wierze. A sama wiesz, ze dziecko, zwlaszza
          male, nie zna "zmiluj sie" i nie poczeka ze swoimi potrzebami na sprzyjajacy
          moment wink)). Trzeba czasu, zanim oboje do tego przywykniecie, ze tu nie da sie
          racjonalnie zaplanowac "harmonogramu zaspokajania potrzeb" - tak jak moglo go
          do tej pory planowac dwoje doroslych ludzi.

          W naszym domu to ja pracuje zawodowo, a moj maz od blisko roku opiekuje
          sie "pelnoetatowo" nasza 22-miesieczna corka. I ja naprawde czasem po powrocie
          do domu mam dosc i nie jestem w stanie cierpliwie sie nia zajac. Ale np.
          wspolnie ustalilismy, z jakich zajec zawodowych zrezygnuje, nawet kosztem
          obnizenia zarobkow - bo wiemy, ze nie to jest wazne, zebysmy jezdzili na
          zagraniczny urlop czy mieli nowe meble. Ustalilismy tez na przyklad, ze
          poniewaz ja i tak wstaje o swicie, robie sobie sniadanie do pracy itp. (a nie
          sprawia mi to wiekszej trudnosci, bo jestem typem skowronka, odwrotnie niz
          maz), wiec moge zabrac ze soba corke do kuchni, pogadac z nia przy jedzeniu,
          wspolnie umyc zeby itp. - a on w tym czasie wyrywa jeszcze trzy kwadranse snu.

          Moze Twoj maz sadzi, ze oczekujesz od niego przede wszystkim zabezpieczenia
          materialnego bytu rodziny? Moze uwaza, ze ze wszystkim innym sobie doskonale
          radzisz?
          • atezak1 Re: Milosc czasami zawodzi.... 08.06.04, 11:43
            Jak ja to znamsad
            Mój mąż wychodzi z założenia że on pracuje w firmie a ja w domu. On wraca z
            pracy o 17 i ma fajrant, rzeczy walnie na tapczan (po co do szafy, żonka
            poskłada)i robi co chce. Oczywiście idzie z nami na spacer, po powrocie
            kąpiemy synka i na tym koniec... On siada do komputera a ja ...prasowanie,
            sprzątanie i jeszcze nauka (IV rok) potem woła o kolacje (siedząc przy
            komputerze). Kiedy przyjdzie do łóżka chce się kochać i ma prtensje że jestem
            znowu zmęczona. Nie zawsze tak jest, niekiedy robi kolację ale naprawdę b.
            rzadko.
            Kiedy się kłucimy prawie zawsze myślę o rozwodzie, ale ja Go bardzo kocham,
            tylko tak mnie wkurza, że wszystko jest na mojej głowie!!!
        • asiaasia1 Re: Milosc czasami zawodzi.... 08.06.04, 10:52
          to smutne ... z drugiej strony , jeśli mówisz , że mąż nawet w weekendy
          pracuje , to ma prawo być zmęczony ....a jest wogóle jakiś dzień w tygodniu ,
          kiedy on nie pracuje ? ile godzin pracuje dziennie Twój mąż ?
          on Ci nic nie pomaga tak ? może sobie założył , że to on przynosi kasę a ty
          zajmujesz się synkiem ... nie powinno tak być oczywiście , że na Ciebie spadają
          wszystkie obowiązki domowe + dzieckowe , to może być frustrujące , fakt ...ale
          wydatki pewnie wzrosły po urodzeniu się synka i więcej pieniędzy musi być smile
          a jaki jest/był model u niego w rodzinie ? może tak było właśnie i wynióśł
          wzorce z domu rodzinnego ?
          wiesz ... ja nie pracuję , a mój m. jest już od roku za granicą ( w
          międzyczasie urodziła się nasza 2. córka , którą on widział tylko na
          zdjęciach , genialne , co ?)ale kiedy mieszkaliśmy razem w PL , to przyznam
          się , że on bardzo pomagał i nigdy nie zdarzyło mi się prać jego rzeczy ,
          prasować i sprzątać po nim .
          wszystko robił sam .
          może poproś/zmuś męża , żeby chociaż raz uprasował sobie ubranie do pracy ,
          zrobił zakupy ( supermarkety są długo czynne , może kupić coś na obiad smile



          • joasiiik25 Re: Milosc czasami zawodzi.... 08.06.04, 11:02
            1>maz pracuje od 10-20 jako informatyk wiec sie strasznie nie napracuje
            2.zakupy robi chetnie
            3.model rodziny: matka zaborcza i uparta a ojciec naduzywa alkoholu wiec nie
            ciekawy
            4.nie pomaga zupelnie przy synku
            • asiaasia1 Re: Milosc czasami zawodzi.... 08.06.04, 11:09
              no to musisz faceta wychować smile
              tak jak synka ...
              kawę będzie Ci robił , tylko poproś - Kochanie proszę , zrób mi kawę rano , bo
              czuję się zawsze po wstaniu z łóżka tak zmęczona , że mam problem z trafieniem
              łyżeczką do szklanki smile
              zacznij mu mówić o różnych potrzebach ,
              poproś najpierw o drobiazgi ...
              i wyjdźcie razem na ten spacer - chyba 7 dni w tygodniu facet nie pracuje ? a
              może ?
              i powiedz mu , że zaplanowałaś dzisiaj wspólny spacer ,
              nie czekaj , aż sam się domyśli ...
              z facetami jak z dziećmi smile
              • joasiiik25 Re: Milosc czasami zawodzi.... 08.06.04, 11:21
                wiem,ze jak z dziecmi....moze macie racje....moze przesadzam.
                A nie mowie do konca o swoich potrzebach bo jestem cholernie dumna i nie chce
                mu pokazac ze jestem zalezna od niego(wystarczy,ze finansowo jestem troche
                zalezna) wiec w zyciu i codziennym dniu chce byc SILNA KOBIETA...taka ktora
                wniesie sama wozek,sama wszystko zalatwi itp.Nie skaze sie na zmeczenie...mimo
                iz serio od 4 nad ranem to juz nie spie i tak dzien zaczynam wlasnie o tej
                porze, moze zaczna sygnalizowac swoje wlasne potrzeby...wiem,ze go troche
                rozpiescilam i teraz mam za swojesad
                • asiaasia1 Re: Milosc czasami zawodzi.... 08.06.04, 11:25
                  Asiuniu, wyśpij się ,proszę .
                  Mam 2 córeczki , w ciąży byłam jedna po drugiej , ale o 4. rano nigdy nie
                  wstawałam smile
                  pozdrawiam smile
                  • joasiiik25 Re: Milosc czasami zawodzi.... 08.06.04, 11:32
                    wstaje o 4 bo moj kochany synek juz wlasnie od tej godziny nie spi zasypia
                    dopiero ok 6 na 30-40 min mimo iz biore go do naszego lozka...robi wielkie oczy
                    jak widzi ze jest jasno i koniec spania
                    • asiaasia1 Re: Milosc czasami zawodzi.... 08.06.04, 11:42
                      aha ...
                      ja po prostu od zawsze spie z dziecmi i m. ( jak jest w PL)i potrafimy długo
                      spać smile))
                • judytak Re: Milosc czasami zawodzi.... 08.06.04, 14:35
                  joasiiik25 napisała:

                  > w zyciu i codziennym dniu chce byc SILNA KOBIETA...taka ktora
                  > wniesie sama wozek,sama wszystko zalatwi ...

                  ... i potrafi bez wstydu i bez agresji powiedzieć o własnych potrzebach...
                  bo to jest oznaka siły, a nie słabości

                  nie powiem, że ja o tym wiem od zawsze ;o)
                  ale na pewno jest mi dużo łatwiej, od kiedy to zrozumiałam :o)

                  pozdrawiam
                  Judyta
    • ania.silenter_exunruzanka Re: Milosc czasami zawodzi.... 08.06.04, 11:34
      Oj, wiem jak to jest z informatykamismile. Mój mąż w pracy co najminiej 10 godzin
      dziennie, a jak jest jakaś awaria to piątek czy świątek pędzi do pracysad.
      Ale...1. Ma w domu stałe łącze i podłączenie do serwerów w pracy, co da się
      zrobić z domu to robi, 2. ja nie wykazuję zrozumienia jak po przyjsciu z pracy
      zasiada do komputera, aby grać (b. rzadko!), praca to co innego, 3. spacer,
      spędzanie wolnego czasu z rodziną w weekend jest święte (chyba, że awariasad),
      4. mamy z mężem wspólne hobby i nic nie jest w stanie tego zmienić - zmęczenie
      opieką nad dzieckiem, "szara rzeczywistość" itp., 5. mój mąż naprawdę nie
      uważa, że opieka nad dzieckiem to moja sprawa i sam - kiedy ma czas - zajmuje
      się Olą. Tak to pokrótce wygląda u nas.
      P.S. A czasem to mnie przerasta opieka nad Oleńką i wtedy on mi pomagasmile
      pozdrawiam
      • atezak1 Re: Milosc czasami zawodzi.... 08.06.04, 11:46
        Jak ja to znamsad
        Mój mąż wychodzi z założenia że on pracuje w firmie a ja w domu. On wraca z
        pracy o 17 i ma fajrant, rzeczy walnie na tapczan (po co do szafy, żonka
        poskłada)i robi co chce. Oczywiście idzie z nami na spacer, po powrocie
        kąpiemy synka i na tym koniec... On siada do komputera a ja ...prasowanie,
        sprzątanie i jeszcze nauka (IV rok) potem woła o kolacje (siedząc przy
        komputerze). Kiedy przyjdzie do łóżka chce się kochać i ma prtensje że jestem
        znowu zmęczona. Nie zawsze tak jest, niekiedy robi kolację ale naprawdę b.
        rzadko.
        Kiedy się kłucimy prawie zawsze myślę o rozwodzie, ale ja Go bardzo kocham,
        tylko tak mnie wkurza, że wszystko jest na mojej głowie!!!
    • carri Re: Milosc czasami zawodzi.... 08.06.04, 11:52
      Nie czytałam wszystkich postów, więc jesli się powtórzę, to przepraszam. Jedno,
      co mogę Ci doradzić, to ratowanie za wszelką cenę małżeństwa. Ja też byłam
      dumna, uparta, oczekiwałam gwiazdki z nieba, a później strasznie tego
      żałowałam. Myślę, że oboje jesteście zmęczeni, więc spróbuj wziąść na
      wstrzmanie, może porozmawiać. I pamiętaj, że jeśli dasz trochę dobra, to
      dostaniesz to samo. Jeśli będziesz tylko mieć pretensje (nawet słuszne), to on
      odpłaci złością. Walcz o swoje uczucie, bo to coś wspaniałego i nawet nie
      wyobrażasz sobie, jak boli, gdy ono znika. Świat się wali.
    • sylviakia Re: Milosc czasami zawodzi.... 08.06.04, 13:42
      jaosik posłchuaj na początku gdy małżeństwo zmienia swój stan z 2 na 2+1 to
      jest olbrzymia rewolucja. Ja też mam męża informatyka i na poczatku było
      róźnie. po jakimś czasie jakoś się dograliśmy ja wiem, ze muszę mu mówić o tym
      czego oczekuję, bo to chłop w życiu się sam nie domyśli... niewżne czy
      informatyk czy innego zawodu. Musisz zacząć rozmawiać. Bez tego nic się nie
      uda. A moze usłyszysz,z e on też oczekiwała czego innnego? Dojdziecie do
      porozumienia tylko musisz mu uzmysłowic ajk ty się czujesz i czego oczekujesz i
      wysłuchaj drugeij strony, POzdrawiam Sylwia
    • ariana1 Re: Milosc czasami zawodzi.... 08.06.04, 13:44
      Może jak wrócisz do pracy , wszystko się unormuje. Z własnego doświadczenia
      wiem ,że im mniej ma się czasu,tym łatwiej jest się zorganizować. I nagle wbrew
      pozorom , czas się znajduje.Poza tym jak ty będziesz pracowała , to mąż będzie
      musiał i zająć się dzieckiem i zakupami i obiadem od czasu do czasu. Więc
      wszystko w końcu wyjdzie na dobre.
    • pyrtol Re: Milosc czasami zawodzi.... 08.06.04, 17:58
      Czesc!
      Niestety z mezami tak bywa, ze trzeba ich troszke podszkolic i nie ma co unosic
      sie duma, tylko wziac sprawy w swoje rece. Np ustal ze to on kapie dziecko,
      albo kapiecie na zmiane, jeden dzien Ty, drugi on( ja tak zrobilam), jesli jest
      w domu to on zmienia pieluszki, jesli jestes zmeczona to wyjdz, zostaw dziecko
      z mezem, idz sie pzeejdz, na zakupy,do kina ( moze jesli nie teraz to jak synek
      podrosnie) Po prostu oznajm, wychodze, musze odpoczac i wychodz. Jesli spi do
      9:30 to go obudz o 7:30, niech sie zajmie synkiem przez te dwie godziny a ty
      idz do pokoju i sie przespij. Inaczej zwariujesz. Jesli nie chcesz sie skarzyc,
      to sie nie skarz tylko zarzadz i juz. Jak maz posiedzi z synkiem dwie godizny
      dziennie rano, bedzie go przewijal, kapal to zrozumie jak bardzo jest to nuzace
      i meczace ( ale i super) i z czasem sam bedzie sie angazowal.Ale pozwol mu byc
      sam na sam z dzieckiem, bez wtracania sie co i jak robi, jak przewija itp. Wiem
      ze moj maz nie cierpial jak mu sie wtracalam i stad wynikala jego niechec do
      zajmowania sie dzieckiem. Pozwol mu robic bledy, pozwol mu ukoic dziecko jak
      placze, niech poczuje sie jak ojciec, to pomoaga. Zycze ci powodzenia, pamietam
      Twoje optymistyczne posty z forum Ciaza i teraz nie moge sie nadziwic ze masz
      az takie doly, ale z drugiej strony wiem jak to jest. Bycie matka i zona to
      ciezki kawlek chleba smile
      Glowa do gory uszy tez.
      Ola
    • evee1 Re: Milosc czasami zawodzi.... 09.06.04, 02:57
      Ja napisze krotko. To nie milosc zawodzi, tylko komunikacja. W malzenstwie
      trzeba rozmawiac, rozmawiac, rozmawiac, a nie liczyc na to, ze facet sie
      czegos domysli. Oni sie rzadko czegos domyslaja i wiem, ze to nie jest
      romantyczne, ale im trzeba kawe na lawe (no bywaja wyjatki, ale rzadkie).
      Mozna sobie tydzien chodzic nadasana, a facet bedzie sie zastanaweiac
      o co babie chodzi. I bedzie sie jeszcze cieszyl, ze nie musi wyslychiwac
      jej gadania, tylko w ciszy i spokoju moze posiedziec sobie przy komputerzesmile).
      Ach, wyjdzie jednak dlugie...
      Druga sprawa. Faceta trzeba sobie wychowac. Niestety. Ja wiem, ze gdzies
      tam zdarzaja sie chodzace idealy, ale ja ich jakos nie spotkalam i widze
      po moim mezu i mezach kolezanek, ze ciut tresurki nie zaszkodzi smile).
      Moj maz wstawal do dziecka w nocy, nie dlatego, ze chcial, tylko ja go
      do tego gonilam. Ja karmilam, a on przwijal. Taki byl podzial rol.
      Oczywiscie od czasu do czasu bywalam wspanialomyslna i dawalam mu sie
      wyspac smile).
      A po trzecie. Moj maz tez jest informatykiem, ale ja sama tez, wiec wiem
      jak to jest po calym dniu pracy umyslem w skupieniu. Mi sie juz absolutnie
      nic fizycznie nie chce robic - zupelna detka. Za to jak sobie porzadnie
      w ogrodku pokopie, to moge skomplikowane problemy umyslowe rozwiazywac.
      Wiec to mit, ze praca "umyslowa" fizycznie nie wyczerpuje.
      A w ogole to praca 7 dni w tygodniu jest szkodliwa dla ciala i umyslu.
      Mozna sie bardzo szybko wykonczyc i lepiej, zeby Twoj maz zmienil podejscie.
      Pozdrowienia.
    • poleczka2 Re: Milosc czasami zawodzi.... 11.06.04, 23:13
      Witam. Twój synek ma chyba z 5,6 tygodnii, prawda? Pisałaś, że przez pierwsze
      dwa tygodnie mąż był z wami w domu więc wychodziłoby że jakiś miesiąc już
      pracuje a ty tyle samo czasu jesteś z synem w domu. Przepraszam, że to napiszę
      ale twierdzenie że ma się ochotę odejść od męża po miesiącu ciężkiego czasu to
      trochę przesada. Zwłaszcza, że piszesz, że go kochasz.
      Na twoim miejscu przeszłabym się do lekarza bo może masz depresję poporodową i
      na to można dostać leki (przynajmniej w Wlk Brytanii). Wydaje mi się, że musisz
      próbować przetrwać ten czas i myśleć pozytywnie. Pomyśl, że twoje dziecko jest
      jak barometr i podchwytuje twój stan ducha. Życzę powodzenia.
Pełna wersja