jak przeżyłaś swój poród

08.06.04, 12:21
bardzo miło wspominam swój poród ale w związku z pracą jaką wykonuję
poszukuje kobiet które miały nie przyjemne przejścia z położną podczas tych
najpiękniejszych chwil w życiu, a może twoja mama , ciotka, kuzynka została
źle potraktowana przez polożną podczas porodu
    • larenata Re: jak przeżyłaś swój poród 08.06.04, 12:36
      Cześć!
      Mój poród tez był dla mnie miłym przeżyciem i połozne na sali były super.
      Jedyną przykrością jaka mnie spotkała było kilka zdań jednej z połoznych, która
      tam akurat przyszła z oddziału, nawiasem mówiąc koleżanki mojej mamy), która
      jak jej mama powiedziała, ze będę mieć zzo, powiedziała: "A po co? To
      niepotrzebne~!Wstydź się matka!" Tak mi ta małpa powiedziała, kiedy ja w bólach
      chodziłam po porodówce. Oboje z mężem zgłupieliśmy i do końca życia będę
      żałować, że jej nie powiedziała, co o niej myślę. Pewnie gdyby nie moja mama
      tam czekająca, to bym, jej wygarnęła.
      tak poza tym opieka w szpitalu była super ))
      Pozdrawiam!
      Renata
    • aog Re: jak przeżyłaś swój poród 08.06.04, 12:55
      cześć
      bardzo się staram aby go wspominać miło ale ... jak można wspominać miło
      leżenie w bólach na ogólnej sali porodowej, gdzie za parawanem ktoś się drze
      wniebogłosy w przerwach stęka ... gdzie przewijają się tabuny ludzi:
      pielęgniarki z innych oddziałów (przyszły pożyczyć kawę), lekarze (czy to
      prawda, że tak dużo rodzących), salowe z workami (nie chcę się domyślać co w
      tych workach) ...
      a wszystko dlatego, że w jednym szpiatalu mnie nie przyjęto (nawał rodzących) a
      tu gdzie wylądowałam mogłabym czekać w nieskończoność na "prywatną salę" - ja
      mogłabym ale młode niespecjalnie
      a samo życie

    • vase Re: jak przeżyłaś swój poród 08.06.04, 13:16
      Dzien, w ktorym urodzil sie moj synek byl najcudowniejszym dniem w moim zyciu.
      Wiec chyba sie do watku nie nadaje smile
      Natomiast moja bratowa (rodzaca gdzies w Katowicach) uslyszala od lekarki:"No
      co pani! Teraz mi pani karmi? Jak ja mam obchod?!"
      Szpital, pozal sie Boze, promujacy karmienie piersia (jak zreszta wszystkie w
      Polsce)

    • l.e.a Re: jak przeżyłaś swój poród 08.06.04, 13:18
      swój poród kiedys opisałam pod tym linkiem:
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=567&w=12014052&a=12014052
      pozdrawiam serdecznie - lea
    • nilka13 Re: jak przeżyłaś swój poród 08.06.04, 14:17
      Moja siostra rodziła w asyście pijanego lekarza i połoznej; dziecko wyciskano
      jej z brzucha- prawie 4 kg. Za kolejnym razem ekipa juz trzeźwa- ale wyciskanie
      ponad 4 kg dziecka tez miało miejsce. Poza tym komentarze "Co pani robi, udusi
      pani dziecko" itp. Szpital ma najwyższą pozycję w rankingach w naszym mieście,
      a lekarz należy do najpopularniejszych.
      Koleżanka rodziła przed 3 tyg. i także bez przerwy słyszała, że CHCE "udusić
      dziecko".
      Moje porody wspominam bardzo dobrze, personel był pomocny i wspierający; nikomu
      nie płaciłam. Ale to był inny szpital niż wyżej opisane.
      Z czym konkretnie wiąże się Twoja praca?
      • koleandra Re: jak przeżyłaś swój poród 08.06.04, 14:27
        Mi dziecko też wyciskano. a tak nie powinno być? jak nie dałam rady sama to mi
        pomagali. Ale jedna z położnych była okrutna, nic sie nie odzywała, nie
        odpowiadała pacjentom na żadne pytania, jak sie ją o cos pytało to udawała ze
        nie słyszy tylko czasem burknęła "na badanie prosze przyjść". Szczęście, że jak
        zaczęłam rodzic to ona skończyła właśnie dyżur.
        • jol5.po Re: jak przeżyłaś swój poród 08.06.04, 14:50
          Rodziłam kilka razy i personel chyba się sprawdził. Czasami wystarczyło chwycić
          za rękę, uśmiechnąć się. Ostatni poród odbierała położna, która dziesięć lat
          wcześniej, przed 1. porodem uczyła mnie na szkole rodzenia jak to będzie. To
          był całkowity przypadek, była rewelacyjna. Ale noc wcześniej położna
          dyżurująca, niestety bardzo zaspana (na patologii ciąży), kompletnie "olała"
          dziewczynę ze skurczami co 2 minuty (po co budzić lekarza), udało sie jej mimo
          to dotrzeć na porodówkę i szybko bardzo urodziła, była ze mną w pokoju, więc o
          mało co odbierałabym jej poród wink
          U mnie poszło dobrze, zaczęłam rodzić nad ranem, więc na patologii położna już
          nie spała i odwiozła gdzie trzeba, z tym, że... niestety od mojej cudownej,
          porodowej położnej, zaraz po wyskoczeniu ze mnie dziecko przechwyciły
          noworodkowe zapominając, że jeszcze powinno trafić do mnie na brzuch i BURCZAŁY
          pod nosem (ale wszystko słyszałam) - no po co pan chce robić to zdjęcie, będzie
          pan miał całe życie na to. To było do męża, był dostatecznie daleko, żeby im
          nie przeszkadzać i tak to ostatnie moje dziecko, jako jedyne z rodzeństwa nie
          ma zdjęcia z porodu, może to mało ważne, ale...sad
    • ewalewi Re: jak przeżyłaś swój poród 08.06.04, 14:34
      ja rodziłam 24 godziny , ale nie tak że miałam "tylko bóle przepowiadające "
      ale faktycznie rodziłam, i nie pomagała ani oxy ani relanium.
      Szpital ( najlepszy w Polsce wg. rankingu Rodzic po ludzku ) jest bardzo
      ekologiczny i dlatego położne robiły wszystko żebym urodziła naturalnie.
      Lekarka widziała mnie pierwszy raz na oczy i tylko nimi wywracała jak
      wyłam "czy TO musi tak boleć!!??" Potem usłyszałam , pokątnie , że się tym baba
      w dupach poprzewracało... Położne przyjęły od mojej mamy pieniądze ( ponoc
      niekt nigdy nie shańbił się wzięciem łapówki w tym szpitalu ..) Poo porodzie
      czułam sie głupia gęś która nic nie wie, nacięły mi odbyt który do tej pory
      boli ( 3 miesiące ) Panie pielęgniarki z poradni laktacyjnej pokazały mi tylko
      jedną pozycję do karmienia, nie zwróciły uwagi na to ze mam drastycznie mało
      pokarmu ( w ciągu doby dziecko " poleciało " 700 gram z 3950 na 3250... Jak
      dzwoniłam potem i prosiłam o rade co zrobic , już mam zmacerowane piersi bo
      młoda dosłownie nie puszczała cyca usłyszałam " że to normalne i " sie
      wyrówna " teraz nie mam sutków bo odpadły i już nie odrosły... A jak wyłam z
      bólu to usłyszałam , że " jestem samicą i musi bolec ...."
      Następne dziecko rodzę w prywatnej klinice smile ze znieczuleniem w pachnącej sali
      gdzie nikt mi nie bedzie mówił że jestem samica i ma boleć! Wolę wiedziec za co
      płacę, a nie pod stołem dawać pieiądze zastanawiając się czy to moralne i czy
      któraś z Pan się zlituje i pomoże.
      Pzdr Ewa
      • makami1 Re: jak przeżyłaś swój poród 08.06.04, 15:27
        Ewo, aż się we mnie zagotowało.... To skandal, że w dzisiejszych czasach tyle
        kobiet ma traumę po porodzie wynikającą z podejścia "cudownego" personelu.
        Tyle mówią o naturze, naturalnych porodach, karmieniu piersią itp. A jak
        przychodzi co do czego, niejedną kobietę skutecznie do tego zniechęcają już w
        szpitalu sad((( Wcale Ci się nie dziwię , że następnym razem chcesz rodzić
        prywatnie

        Pozdrawiam
        M
      • pia_ Re: jak przeżyłaś swój poród 08.06.04, 15:46
        Z Twojego opisu wnioskuję, że to był chyba szpital warszawski (Św. Zofii???), a
        o ile sobie przypominam w rankingu Rodzić po Ludzku, który był kiedyś
        organizowany 1 miejsce zajął jakiś malutki szpitalik z niewielkiego miasta,
        następne miejsce zajął min szpital z Trzebnicy, gdzie rodziłam. Ale chociaż mam
        dobre wspomnienia z porodu, to następny raz chciałabym rodzić w prywatnej
        klinice - tylko niestety w takim dużym mieście jak Wrocław nikt nie chce
        otworzyć takiego szpitala.
        • asiaasia1 Re: jak przeżyłaś swój poród 09.06.04, 18:52
          w Św . Zofii nie płaci się kopertami smile
          jeśli chcesz mieć ponadstandardowe warunki , to płacisz do kasy szpitala i
          dostajesz fakturę ...
          pozdrawiam smile
      • martyx Re: do ewalewi 09.06.04, 18:39
        napisz prosze co to za szpital bo pierwszy w rankingu Rodzić po ludzku to
        szpital w Pucku i tam sie wybiera moja znajoma, może jeszcze zdąże ją ostrzec,
        dzieki
        • ewalewi Re: do ewalewi 11.06.04, 20:28
          tak, to Puck, może tarfiłam na fatalna zmianę... mmmhhhmm nie wiem, ale w
          dalszym ciągu mam traumę!!!
        • ewalewi Re: do ewalewi 11.06.04, 20:47
          jeszcze jedna rzecz przypomniała mi się, kiedys rozmawiałam z koleżanką której
          mama jest wziętym ginekologiem w naszym miescie, i ona mi powiedziała że
          nacinanie związane jest z lenistwem położnych, bo powinny do tego momentu
          masowac szyjkę macicy aż ta się rozluźni całkowicie albo pozostanie
          samoczynne , maleńki pęknięcie...I ze jak ona bedzie rodzić to o ustalonej
          godzinnie, z ustalonymi POŁOŻNYMI żeby miały siłę i chęć do pracy!!!
          A propos, czy któraś słyszała o prywatnej klinice połozniczej? Bo jak ja sobie
          policzyłam koszty łapówek, dożywiania, pieluch które trzeba było zabrać itp.
          wizyt u co najmniej ordynatora po 200 złotych każda to się robi ajkaś zawrotna
          kwota z aktóra mozna by się legalnie połozyc w klinice, z chmurkami na ścianch,
          gdzie położne sa dla nas a nie na odwrót...
          I jeszcze jedno, pomyślcie chwilę, jeżeli jedna położna bierze za "opiekę"
          około 900 złotych ( tyle płciły koleżanki, bo moja mama płaciła w trakcie i
          wydała chyba 340 złotych bo tyle tylko miała w portefelu ) i ma powiedzmy 15
          dyżurów w tygodniu i niech tylko jedna pacjentak jej zapłaci pod stołem na
          dyżurze to ona zarabia....nie to jest zbyt absurdlane żeby liczyc!!!
          pzdr Ewa
          • asiaasia1 Re: do ewalewi 11.06.04, 20:56
            Ewo , a może nie prywatna klinika ( bo to strasznie drogie ) , tylko poród w
            ponadstandardowych warunkach ? Płacisz za asystę położnej i za salę do rodzenia
            + ewentualnie zzo ? Nie dajesz w łapę ani pod stołem kopert nie posyłasz smile
            2-3 tyg. przed terminem umawiasz się z położną na wizytę , założenie wszystkich
            papierów , badania . Ona jest do całkowitej Twojej dyspozycji od tego czasu do
            porodu i po porodzie .Płacisz do kasy szpitala , dostajesz fakturę ....
            pozdrawiam
            asia
            • ewalewi Re: do ewalewi 12.06.04, 06:59
              No nie mów mi ze tak mozna było zrobic bo sie zalamię!!!!
              • asiaasia1 Re: do ewalewi 12.06.04, 20:25
                Ewa ,
                jesli planujesz jeszcze ciaze , to poszukaj w miescie , w którym mieszkasz
                wlasnie takiego rozwiazania .
                Zacznij szukac przed 2. ciaza lub na poczatku .
                Ja rodzilam na Zelaznej w Warszawie .
                Mam rachunki za co , komu i ile płaciłam ...
                Pieniadze szly legalnie do kasy szpitala .
                Porody miałam wspaniale !
                Do tego stopnia , ze nie boje sie rodzic i chcialabym jeszcze !!!
                smile)))
          • nicol.lublin Re: do ewalewi 12.06.04, 13:29
            coś ty pleciesz kobieto! przecież to nie szyjkę się nacina tylko krocze! i to
            wtedy jeśli nie jest na tyle elastyczne żeby nie pękło przy porodzie. chyba, że
            wolisz bez to możesz pęknąć nawet do odbytu i wtedy dopiero zobaczysz...
            a o łapówkach takich to w życiu nie słyszałam, 50 zł to uwierzę, ale nie 900!!!
            bo i po co? przecież położna nie jest bogiem i nie sprawi, że nie będzie
            bolało, może najwyżej zadbać o miłą i sympatyczną atmosferę i trochę
            intymności. jeśli masz tyle kasy to zafunduj sobie znieczulenie. ja mieszkam w
            lublinie i prywatnie anestezjolog bierze ok 1,000-1,500 zł. na to warto wydać,
            naprawdę
            • nicol.lublin Re: do ewalewi 12.06.04, 13:32
              p[rzepraszam, nie napisałam do kogo kieruję mój post
              to było do ewalewi
              • ewalewi Re: do ewalewi 13.06.04, 11:18
                O ile umiem czytac to nie napisałam ze nacina się szyjke macicy... a to ze nie
                słyszałaś że szyjkę macicy się masuje i to pozwala uniknąć nacięcia krocza to
                juz Twoja sprawa. Chcesz podyskutowac o porodach? Połozna w Szpitalu
                Wojewódzkim w Gdańsku kosztuje 900 złotych, umówiony lekarz 1200 , odwrotnie
                kształtuje sie to w Szpitalu Klinicznym , nie musze cię tego udowadniac bo nie
                taka jest idea tego postu. Zreszta nawet 50 złotych jako dodatek do pracy którą
                się wykonuje i dostaje za nią legalne wynagrodzenie jest paranoja. Mi nikt nie
                dawał extra pieniedzy za to ze byłam w pracy, przeciez to paranoja!
                Uwielbiam dyskutować z takimi babkami jak Ty, coraz mniek mi sie chce brac
                udział w jakijkolwiek dyskusji bo czytam takie frustratki jak nicol to słabo mi
                sie robi.
                • martyx Re: do ewalewi 13.06.04, 22:06
                  ja rodziłam w wojewódzkim i bardzo sobie chwale
                  cennik jest wywieszony na izbie przyjęć:
                  zzo - 600
                  poród rodzinny - 100
                  w wodzie - 200
                  osobna sala z łazienką - 100
                  a za "prywatną połozną" płaciłam 450 i jestem bardzo, bardzo zadowolona
                  jeżeli mogę ci doradzić to chyba taki wojewódzki to dobre wyjście (tym bardziej,
                  że pieniądze (oprócz położnej) to "cegiełka" dla szpitala i to widać np. w
                  wyposarzeniu sal)
                • nicol.lublin Re: do ewalewi 13.06.04, 22:43
                  to bzdura co mówisz o związku masażu szyjki (z resztą bardzo przyjemna sprawa)
                  z nacięciem krocza i z tym nie polemizuję, bo nie ma z czym. jeśli chodzi o
                  tzw. łapówki to ja nie wierzę w to co piszesz. może przyjście do pracy
                  położnej, która nie ma dyżuru i zajęcie się wtedy tylko jedną pacjentką to wg.
                  ciebie łapówka? a z resztą nikt do tego nie zmusza, kto chce to daje. każdy ma
                  prawo wyboru szpitala, rejonizacji dawno nie ma.
                  i nie oburzaj się na mnie, wiem co mówię. a, że ktoś jeden jest miły i
                  sympatyczny, a ktoś drugi zołzowaty i łasy na "datki", to chyba nie tylko w
                  służbie zdrowia się zdaża, ale wszędzie, w każdym zawodzie. po prostu uważam,
                  że to wina pacjentów, którzy wręczają koperty. pewnie gdyby ktoś mi DAWAŁ 1000
                  zł to też bym wzięła, jak ma fantazję taką i go stać. po prostu nie promujmy
                  osób którym brak predyspozycji do zawodu takimi prezentami. jak ktoś chce mieć
                  pewność i go stać niech wybierze prywatną klinikę lub zapłaci prywatnej
                  położnej (np. pani Janette Kalyta- nie wiem czy nie przekręcam nazwiska), a
                  fakty wymuszania łapówek czy niekompetencji ze strony położnych czy lekarzy
                  powinny być rozwiązywane w dyrekcji szpitala (ordynatora) lub w sądzie. po
                  prostu mnie dziwi, że ludzie się bulwersują, że ktoś bierze łapówki, a potem
                  pierwsi lecą z kopertą.
                  jeśli mój poprzedni post odebrałaś jako atak na swoją osobę, to nie taki był
                  mój zamiar. po prostu złości mnie jak ktoś plecie głupoty na forum, bo to potem
                  idzie w świat (ludzie myślą, że to prawda). po prostu, to, że ktoś ci tak
                  naopowiadał, nie znaczy, że wie jak jest naprawdę
                  • nicol.lublin Re: do ewalewi 13.06.04, 22:53
                    jeszcze jedno, sama przyznaj, że to, że dałaś łapówkę nie poprawiło twojej (nie
                    ukrywam, że złej) sytuacji w szpitalu, więc powiedz po prostu po co się to
                    robi, bo ja nie rozumiem. taka niemiła osoba dostawszy od ciebie taki prezent
                    czuje się utwierdzona w swoim zdaniu, że słusznie postępuje.
                  • l.e.a Re: do nicol.lubin 14.06.04, 09:00
                    Witaj nicol

                    zdziwiła mnie Twoja wypowiedź dotycząca masażu szyjki macicy. Czy Ty naprawdę
                    uważasz, że to przyjemna rzecz ??? Ja błagałam wręcz położne aby tego nie
                    robiły, w trakcie masowania płakalam z bólu !

                    lea
                    • nicol.lublin Re: do nicol.lubin 14.06.04, 10:28
                      przepraszam, to miało być ironicznie z tą przyjemnością, powinnam dać
                      cudzysłów. myślałam, że każdy zrozumie. dziwiło mnie po prostu, że evalevi tak
                      domaga się masażu szyjki jakby to było coś miłego
                • bea.bea Re: do ewalewi 14.06.04, 08:54
                  dziwne rzeczy piszesz, szczerz mówiącpierwsze słysze ,ąby masowanie szyjki
                  miało cos wspólnego z nacinaniem krocza, a przeszłam przez jedno i drógie.
                  a jeśli chodzi o "łapówki", ( dałaś bo chciałaś, nie miej do nikogo żalu)
                  rodziłam w miejskim w gdyni za 200 zł wg cennika i było super, cudowne polożne
                  i lekarz ( oczywiście poinformowano mnie że anestezjolog kosztuje 500.
                  Koleżanki rodziły pucku i nie narzekały, może miałaś po prostu pecha, albo
                  jakieś dziwne oczekiwania.
                  • nicol.lublin Re: do ewalewi 14.06.04, 10:31
                    witaj bea
                    serdecznie pozdrawiam
                    aż miło się czyta takie rozsądne posty jak twój
                  • nicol.lublin do bea.bea 14.06.04, 10:34
                    witam i serdecznie pozdrawiam
                    aż miło się czyta takie rozsądne posty jak twój, a chyba niektóre osoby same
                    nie wiedzą czego chcą i piszą głupstwa
                  • asiaasia1 Re: do ewalewi 14.06.04, 16:23
                    Jeśli chodzi o łapówki , to niestety rodząca kobieta , ew. jej mąż nie bedzie
                    staczał walki z wiatrakami i zapierał sie : nie nie nie dam ! a ty ( połozna ,
                    lekarzu - konowale , anastezjologu , ...)rób co chcesz , przetnij odbyt zonie ,
                    czekaj do ostatniego momentu z cc , zostawiajac ją samą w jednej pozycji i zrób
                    cesarke , jak bedzie juz za późno , powiedz jeszcze na koniec , ze jest samicą
                    i poród musi boleć ...
                    Taki jest system .
                    Ja łapówy nie dawałam .
                    To , co zapłaciłabym w kpoercie , zapłaciłam DO KASY szpitala .
                    Dostałam rachunek .
                    Miałam piekne porody , położna na każde zawołanie , swoja morelowa salę ,
                    swobode , szacunek , nalezne traktowanie mnie i mojej rodziny .
                    Nie mam traumy , mam wspaniałe wspomnienia .
                    Wiem jednak ,że nie we wszystkich szpitalach jest taki system , więc please ,
                    nie napadajmy na dziewczyne , że dała w łapę .
                    To nie jej wina .
                    To wina systemu .
                    Ja Jej po prostu bardzo współczuje , ze TAK ją potraktowano .
    • joanna_p2 Re: jak przeżyłaś swój poród 09.06.04, 08:39
      Swój poród mimo 20h ( w tym 3 h skurczów partych ) wspominam całkiem miło bo
      położne były bardzo sympatyczne i pomocne ,ale poród mojej siostry (w innym
      szpitalu) to koszmar 1,5 godz pełnego rozwarcia , wyciskanie małej (4,5 kg)
      mimo jej poprzecznego ułozenia i komentarze połoznej "zamknij k...a ryja ty
      idiotko bo ludzi wystraszysz" (była niedziela i czas odwiedzin) , dopiero po
      naszej interwencji tzn. telefonie do pani ordynator (która prowadziła ciążę
      prywatnie) łaskawie zrobionoo cc w ekspresowym tempie ( mała miała 4 pkt. i
      wyszyscy lekarze twierdzą że to cud że nie jest upośledzona ,ma teraz 3 lata i
      rozwija się ok.) . Drugie rodziła przez planowe cc w innym szpitalu i jest
      zaszokowana różnicą w podejściu do pacjentki .
    • kama90 Re: jak przeżyłaś swój poród 09.06.04, 13:00
      Zacznę od tego,że ostatnie tygodnie ciąży spędziłam w szpitalu ponieważ płód
      przestał rosnąć i zastanawiano sie nad wcześniejszym rozwiązaniem(do tego
      miękka skracająca się szyjka). W 36 tyg. ciąży zostałam przewieziona do innego
      szpitala na badania, których nie mozna było wykonać tam gdzie dotad przebywałam
      (chodziło o sprawdzenie łożyska-przepływy pepowinowe itd.)Ale nie
      przewidziano,że podróż spowoduje rozpoczecie porodu.Idąc w bólach na salę
      przedporodową połozna nie chciała mi pomóc nieśc torby mówiąc,że jak sie idzie
      do szpitala to bierze sie tylko ręcznik i pizamę.Więc tachłam tę torbę i sAle
      na porodówce złam zgięta w pól a Ona,że jak będziemy szły w takim tempie to na
      sale dojdziemy na wiosnę(rodziłam w listopadzie). Ale na porodówce czekała na
      mnie jeszcze większa zołza.Nawet nie chce mi sie cytowc jej słow jakie
      słyszałam jak zwracała sie do nie i do kobiety rodzącej obok. Nawet nie chciała
      mi podać telefonu,gdy dzwonił mąż,nie chciała mi pomóc rozpakowac torby,
      zrobiono mi lewatywę i posadzono na sedesie w brudowniku. Prawie zemdlałam
      wtedy salowa zawołała położną . Przybiegła z wózkiem i do mnie " właś prezcież
      nikt cie tu nie bedzie dźwigał". Mój mąż pod dzrwiami porodówki czekał dobre 30
      min zanim ktos sie zltował.Na szczęście trafiłam na znianę. Na dyżur przyszły
      inne połozne. porównanie - dzien do nocy. Dostałam czysta koszulę, pomimo ,ze
      mąz był przy mnie zaprowadzono mnie pod przysznic,mogłam skorzystac z worka,
      piłki, pospacerowac po korytazu, informowano mnie o tym co bedzie sie ze mna
      działo jaki bedzie nastepny etap porodu, mogłam wybrac dowolna pozycję,a
      wszystko to w atmosferze humoru, troski i z uśmiechem na ustach.Po porodzie
      zaproponowano herbate dla mnie i męża( poród nie był opłacany)

      I tak widziecie jeden szpital, jedna sala porodowa, a takie rózne podejście do
      rodzącej.
    • lilaa Re: jak przeżyłaś swój poród 09.06.04, 13:49
      Czesc
      ja bardzo dobrze wspominam moj porod ALE...
      No wlasnie tym duzym "ale" byla cholerna polozna. Niby na wyglad przyjemna
      kobietka w srednim wieku. Na poczatku zdziwila sie ze wyslano mnie na porodowke
      bo mialam bardzo male skurcze, niestety zaczelam krwawic i moj lekarz (dzieki
      Bogu byl przy mnie) zdecydowal ze powinnam dzisiaj urodzic. Z lacha dostala
      oxy, ktora zlecil moj lekarz. Na poczatku kazala mi sie polozyc na lozku i
      podczepiona do KTG mialam tak lezec. W miedzy czasie uslyszalam ze "znowu
      pierwiastka sie cholera trafila". Gdy zaczely sie czestsze skurcze nie poglam
      juz lezec, wolalam wstac. Uslyszalam stanowcze NIE, bo musi sie robic zapis
      KTG. Troche sie zdenerwowalam ale mysle sobie, ze skoro ona tak mowi to moze
      jeszcze troche poleze. No i ta s..a zaczela mi badac rozwarcie. Mozecie sobie
      wyobrazic babe z wielkim brzuchem jak w ciagu sekundy zeskoczyla z lozka. To
      bylo tak bolace a ona robila to tak na sile, ze wyskoczylam z tego lozka. Do
      dzisiaj nie wiem jak ja to zrobilam. I wtedy przyszedl moj maz z moim lekarzem.
      Obaj uspokoili mnie i lekarz poprosil zebym sie polozyla i on mnie zbada. I
      wiecie co? Zrobil to tak delikatnie, ze nawet sie zaczelam smiac. Poprosilam go
      zeby to on mnie badal a nie ta larwa. Oczywiscie lekarz nie mogl byc ze mna
      caly czas, wiec swoje jeszcze od niej dostalam. Np, gdy ja siedzialam na
      krzesle, czy maz mnie usadzal na worku czy pilce, to razem z salowa sie ze mnie
      smialy. Ale olalam je i dalej robilam to co mi kazali w szkole rodzenia aby
      przyspieszyc rozwarcie. No i w ciagu 2 godzin mialam pelne rozwarcie. Dodam, ze
      obok mnie lezala dziewczyna, ktorej kazala lezec i ta bidula meczyla sie tak 18
      godzin.
      Ale ogolnie moj porod byl bardzo udany, tylko ze wzgledu na obencosc mojego
      lekarza.
      to tyle
      l.
    • mamaestery Re: jak przeżyłaś swój poród 09.06.04, 17:57
      dla mnie to bylo cudowne przezycie,bolesne ale tym bardziej w jakis sposob
      wazne,bo tylko to co przychodzi z trudem czlowiek ceniwinka moja polozna cudo
      kobitkasmilesmilelepiej nie moglam trafic i to calkiem przypadkiem,bez
      zadnych "lapowek" i tym podobnych glupot
      zle to ja sie moge ewentualnie wypowiedziec na temat opieki po porodzie
      pozdrawiam
    • elfii Re: jak przeżyłaś swój poród 09.06.04, 20:59
      Witam drogie eMamy
      Tak sobie czytam wasze przeżycia i mam ochotę wyrzucić z siebie swoje.
      Piszecie, że
      ktoś źle się do Was odezwał i dlatego macie złe wspomnienia. To przeczytajcie
      moje (naiwne).

      Zacznę od tego, że na długo przed rozwiązaniem wybrałam szpital w którym
      rodziła moja kuzynka (była bardzo zadowolona ze wszystkiego). Za radą lekarza
      prowadzącego nie musiałam niczego załatwiać – po prostu gdy się zacznie to
      jechać.
      Początek był taki, że wypływał ze mnie w małych ilościach przeźroczysty płyn,
      żadnych skurczy. Po kilku dniach (czwartek) na wizycie ginekolog stwierdził
      lekkie zatrucie ciążowe (podwyższone ciśnienie, obrzęki rąk i nóg, rozwarcie na
      1 cm). Ale wysłał mnie do domku – wcześniej poinstruował czego mogę się
      spodziewać i że na pewno w ciągu paru dni (do niedzieli) się zacznie. W
      niedzielę miałam dosyć – żadnych skurczy, dalej sączył się płyn. Zadzwoniłam do
      innego ginekologa, kazał mi jechać na badanie. Więc pojechałam do szpitala (z
      mamą i mężem). Okazało się, że oddział był zamknięty (malowanie), ale zrobili
      mi bardzo dokładne badania – USG i KTG ( KTG po raz pierwszy). USG wykazało, że
      wypływający płyn to płyn owodniowy i że mało go zostało. Zaleceniem był
      natychmiastowy poród.
      No to w taksówkę i wróciłam do szpitala, który był najbliżej mojego domu. Z
      ufnością wkroczyłam na oddział, mąż załamał ręce. Ciemno, ponuro, przestarzały
      sprzęt.
      Przyjęli, wymęczyli badaniami (lekarz przyjmujący stwierdził, że wód jest
      sporo), odesłali do łóżeczka spać. Kilka razy w nocy podłączali mnie do KTG.
      Ok. 4 nad ranem zaczęły się skurcze, wymioty. Poszłam powiadomić zaspany
      personel. Niestety czekałam na swoją kolejkę do ok. 10.00 godziny, bo ciągle
      ktoś „wskakiwał przede mną” (były tylko 2 łóżka do rodzenia). Wreszcie
      doczekałam się (oczywiście wykąpana, po uroczej lewatywie i ciągłym
      powiadamianiu lekarza o tym, jak się źle czuję). Kazali się położyć, podłączyli
      KTG i kroplówkę z oxy (za małe rozwarcie). I zostawili samą. Czasem ktoś tylko
      zajrzał, zbadał mnie i kazał tak leżeć dalej. Niedaleko było drugie łóżko,
      przez cały czas widziałam i słyszałam co się tam działo. Kiedy kroplówka
      zaczęła działać, skurcze były nie do zniesienia. Zwijałam się z bólu, prosiłam
      o jakieś znieczulenie, później błagałam, a później już bez zahamowań
      krzyczałam. Dopiero jakiś lekarz jak mnie zobaczył to się zlitował, cóż to była
      za ulga, chociaż przez chwilkę odpoczęłam. Najbardziej wzruszyła mnie salowa,
      która znosiła coś na salę, w pewnym momencie podeszła do mnie i otarła mi twarz
      mokrym zimnym ręcznikiem. Coś wspaniałego. Ok. 13.30 poczułam bardzo mocne
      parcie, nie mogłam tego opanować, zaczęłam krzykiem wołać że rodzę i żeby ktoś
      przyszedł. W łóżku niedaleko mieli akurat fatalną sytuację, dziewczyna
      wykrwawiała się, łożysko nie chciało się odkleić. Kazali mi czekać i nie przeć.
      Widziałam całą akcję i nerwy lekarzy. Dosłownie darłam się, żeby ktoś przyszedł
      do mnie, czułam że Dzidzia już wychodzi. W końcu przybiegli do mnie. Jak
      zobaczyłam lekarza, skurcze odeszły, nie miałam już sił przeć. Położna nie
      pozwoliła żebym chwyciła ją za rękę. Lekarz dosłownie wycisnął ze mnie Dzidzię.
      Nad ranem okazało się, że Dzidziunia musi jechać do innego szpitala bo jest
      chora (miała sapkę, na którą w nocy nikt nie zwrócił uwagi, mimo że pytałam).
      Zakażenie okołoporodowe. Gronkowiec. Dopiero po ok. 3 tygodniach mogłam zabrać
      ją do domku.

      Pozdrawiam.
      E.
    • jula04 Re: jak przeżyłaś swój poród 10.06.04, 22:27
      W czasie ciąży nasłuchałam się wielu strasznych historii na temat porodu. Każda
      znajoma, czy koleżanka czuła się w obowiązku opowiedzieć mi szczegółowo
      wszystkie co gorsze momenty. Dlatego dużo wcześniej po wybraniu szpitala
      wybrałam też położną, której miałam zamiar zapłacić za "opiekę". Tym bardziej,
      że słyszałam kilka opinii na temat zmian położnych w tym szpitalu, czyli jedna
      zmiana jest fajna, a druga okropna. Nie chciałam ryzykować, w końcu to było
      moje pierwsze dziecko i chciałam zrobić wszystko, żeby było bezpieczne. Nie
      jestem naiwna i wiem, że tylko dlatego, że zapłaciłam położnej, która była w
      tym szpitalu bardziej wpływowa, miałam do włansej dyspozycji jedyną salę z
      wanną i nowoczesnym łóżkiem, a po porodzie pokój "jedynkę". Natomiast inne
      położne, nie opłacone, siedziały sobie śmiejąc się przez parę godzin z czegoś
      tam i tylko łaskawie zerkały do innych kobiet rodzących na większej sali, w
      zasadzie ignorując je, a już napewno nie bardzo się nimi przejmowały. A podobno
      to ich praca i po to tam były.
    • niki80 Re: jak przeżyłaś swój poród 11.06.04, 18:14
      Ja natomiast mój poród wspominam jako najgorszą traumę. .Zaczęło się
      intensywnym krwawieniem w 34 tc, byłam ...przerażona , to chyba mało
      powiedziane, ale możecie sobie wyobrazić jak się bałam. Pojechaliśmy więc z
      mężem na dyżur do szpitala ( była 24.00 w nocy), ale nie do tego gdzie miałam
      planowo rodzić, pojechaliśmy do najbliższego szpitala. Położna mnie zbadała i
      bez słowa zawołała lekarza. (mąż czekał za dzrzwiami). Lekarz zbadał, zrobił
      USG i powiedział ,że odkleja się łożysko, spróbują zatrzymać krwawienie, a jak
      nie ustanie to rozwiążą ciążę za pomocą cc. Przypominam, że był to dopiero 34
      t.c ,więc niezle się wystraszyłam. Męza wręcz wygonili do domu. Powiedzieli, że
      będą hamować krwawienie i nic tu po nim. Zawiezli mnie wiec na zbiorową
      porodówkę i tam się zaczęło... Zrobili chyba z 8 zastrzyków, o niczym mnie nie
      informowali, zaczęły się częste, dość regularne skurcze, powiedzieli tylko,że
      to też muszą zahamować i znów zastrzyki. zrobili swoje i wszyscy się zmyli, a
      ja leżałam tam sama jak palec, wystraszona i tylko co jakiś czas przychodziła
      połozna i zaglądała bez słowa mniędzy nogi. Ale nic się nie polepszało, więc
      podjęto decyzję o natychmiastowym cc. Zaczęłam błagać, położne, żeby zadzwoniły
      do mojego męża...olały mnie.Przylazły natomiast z tępą maszynką, zaczęły golić,
      potem cewnik "..NO SZERZEJ TE NOGI..!!"- to był tekst jednej z nich. Ja
      zaczęłam się dosłownie trząść ze strachu jak dotarło do mnie gdzie mnie zaraz
      zawiozą...Na koniec przyszedł lekarz i mnie dobił "..JAK NIE ZROBIMY
      NATYCHMIAST CC TO STRACI PANI TO DZIECKO.."( byłam wystarczająco przerażona,
      mógł sobie darować).Przyszła anestezjolog ( wredna jędza) " TU PODPISAC, TAM
      PODPISAC.." Byłam traktowana jak przedmiot, nie chciałam wiele, żeby chociaż
      ktoś podtrzymał na duchu...zwykłe- niech się pani nie martwi- to już by było
      coś. Ale gdzie tam...sama cesarka bolała jak diaaaabli, wszystko czułam, a tak
      szarpali mnie i trzęśli na tym stole,że spadła mi maseczka z tlenem i czepek.
      Nie mogłam złapać tchu, myślałam, ze połamią mi żebra i że się uduszę,
      anestezjolog się na mnie darła " ODDYCHAĆ A NIE KRZYWIĆ SIĘ , DZIECKO PANI
      RODZI, ODDYCHAĆ..." Sama bardzo chciałam oddychać , ale nie bardzo mogłam. Jak
      już wyciągnęli Małą, a ona nie zaczęła płakać , myślałam ,że oszaleję. A tu
      nadal nikt nic nie mówi.. Zeby choć powiedzieli np- - ma pani córeczkę, albo
      coś takiego. W końcu ja się pytam, czy to dziewczynka??? Co z moim dzieckiem i
      usłyszałam coś z za głowy " ..TAK TO DZIEWCZYNKA, JEST ODSYSANA.." Nie
      powiedzieli ile dostała punktów, ile waży mierzy, czy jest zdrowa NIC, za to
      dali mi głupiego Jasia( nie wiem po co),mówię nie chcę tego, ale wstrzyknęli i
      mieli za przeproszeniem w dupie,że ja nie chcę, żadnych otumaniaczy. Straciłam
      świadomość, odzyskałam ją dopiero na sali poporodowej, zawołałam pielęgniarkę,
      żeby powiedziała mi co z dzieckiem , bo nie miałam pojęcia. Przyszła
      i ....wydarła się " DZIECKO JEST W INKUBATORZE, BĘDZIE OBCHÓD O 10.00 TO SIĘ
      PANI DOWIE..!!!!" I poszła sobie franca, a była godz. 6.00 rano, więc wiecie co
      czuła do 10.00 i jak się bałam!! Na szczęście przyszła potem taka fajna siostra
      i zadzwoniła do mojego męża. Podsumowując , zostałam TOTALNIE OLANA, nikt nie
      przejmował się tym co czułam, nie usłyszałam ani jednego , najmniejszego słowa
      otuchy. Na szczęście teraz mam kochaną córcię, która ślicznie się rozwija i
      próbuję zapomnieć o porodzie i całej sytuacji w szpitalu. A wymarzyłam sobie
      szczęśliwe rozwiązanie z mężem przy boku...No cóż , najważniejsze, że dobrze
      się skończyło...Pozdrawiam wszystkich
    • luxonna Re: jak przeżyłaś swój poród 11.06.04, 20:08
      Przekopiuje swój post z kiedyś...
      Porod wywolywany oxy, koszmar. Ale pomimo bólu nie do zniesienia
      dziwnie mocno utkwiły mi w pamięci sprzątaczki stojące pod ścianą z miotłami w
      rękach i gapiące się, oraz lekarze (z innego oddziału, nie związani ze sprawą)
      siedzący w kącie, pijący kawę i śmiejący się, gadający. Acha i jeszcze facet
      którego żona rodziła obok, ale że u niej było nieciekawie gapił się ciągle na
      mnie przez drzwi... A ja w kusej koszulce, pomimo bólu który zdawał się nie do
      zniesienia i nieprzerwany, naprawdę wstydziłam się strasznie że oni wszyscy tak
      gapia się na mnie...
      Poza tym miałam straszny wstręt na dotyk (po prostu okropne dreszcze i chęć
      wymiotowania jak tylko ktoś mnie dotknął), a kiedy położna to zauważyła kilka
      razy "dla żartu" mnie specjalnie dotykała, po czym razem z moim mężem (i całą
      widownią) śmiali się do rozpuku kiedy zaczynałam krzyczeć żeby mnie juz
      przestali macac...
      Poza tym... to nacięcie... aż trudno mi pisać... Pamiętam ten ból straszny... i
      sama ta świadomość, że ktoś nożyczkami przecina moje ciało... no i ten dźwięk
      metalu... KOSZMAR! A mówili, że nacięcia nie poczuję... Ale ja chyba po prostu
      nie miałam partych skurczów... Tzn. nie czułam żadnej potrzeby wypychania. Te
      skurcze różniły się dla mnie od wcześniejszych tylko tym że bolały mniej.
      No i nie wspomnę o szyciu...
      Ale kiedy trzymałam na rękach moją Córeczkę wszystko było już nieistotne! I
      przez pierwsze dni byłam tak zaabsorbowana Małą, że nie myślałam o porodzie,
      nie wspominałam... Dopiero kiedy któregoś dnia mąż napomknął o następnym
      dziecku wszystko zaczęło wracać... Teraz nie ma dnia, żebym nie myślała, nie
      przezywala na nowo bolu i upokorzenia... Nie ma nocy, zeby nie snil mi sie
      dzwiek nozyczek tnacych moje cialo...
      Prosze, nie zrozumcie mnie źle. Kocham moje Dziecko i dla Niej zrobię i zniosę
      wszystko. Ale chyba muszę iść do psychiatry, bo wspomnienia porodu siedza w
      mojej głowie tak mocno... Wypływają ciągle i czasem jedno czyjes slowo sprawia
      ze zaczynam plakac, ze wszystko mi sie przypomina... Wiem ze nie jest to
      normalne. I nie wiem co zrobic.
      I boję sie panicznie kolejnej ciąży, chociaż chciałabym mieć więcej dzieci... A
      mąż kompletnie mnie nie rozumie i twierdzi że ja jestem "jakaś
      przewrażliwiona", bo "wszystkie kobiety na świecie rodzą i żadna nie narzeka i
      tak tego nie przeżywa, a poza tym to nie boli bo gdyby naprawdę bolało to nie
      byłoby już ludzi na świecie" sad
      sad(( on cały czas mysli ze ja darlam sie dla picu... sad((
    • erinaceus Re: jak przeżyłaś swój poród 11.06.04, 22:32
      Miało być pięknie- wybrałam szpital, umówiłam się z anestezjologiem na
      znieczulenie, personel częsciowo poznałam, no i wiele osób wiedziało, że jestem
      żoną lekarza - myślałam, ze to wystarczy, ale...
      pierwsza położna mruk, ale nie zeby od razu niemiła. Wody odeszły, skurczów
      brak, dostaję oxy. Jesteśmy na sali jednosobowej, jest nawet miło, bo nic mnie
      nieboli. Dostaje kolejną porcję oxy - coś się zaczyna - nawet intensywnie.
      przychodzi profesor z anestezjologii, dostaję znieczulenie. Fajnie,bo ból mija -
      aż do 7 cm - potem koszmar. Naprawde chciałam umrzeć - a niejestem
      histeryczka. Dostaję coraz więcej leku znieczulającego, ale nie działa,bo
      nieprawidłowo sie rozchodzi i znieczula tylko do połowy jamy brzusznej.
      anestezjolog kiwa smutno głową, ja chlipię, mąż mnie głaszcze po głowie i tak
      przez 2 godziny. kiedy mała zaczyna sie rodzić, brakuje położnej, bo ma inny
      poród. Ledwo wytrzymuję, w końcu przychodzi. Mała rodzi się po 15 min,
      podduszona, sina. Zabieraja ją i dostaję ją dopiero po 2 godz. Dziś ma 9 mies.
      i jest ok.
      Reasumując:
      położne ok,tylko jedna na dyżur to chyba zbyt mało
      ordynator- chodząca kultura i troska
      lekarka zszywająca krocze - cholera i zołza, niemiły babochłop- jeszcze kazała
      otworzyc okno, bo jej gorąco (październik, ja dygotołam z zimna)
      młodziutka lekarka na stażu - super, delikatna, wrażliwa, miła
      anestezjolog - choć nie pomógł - miły
      neonatolog - doskonała, b, miła, kompetentna
      pielęgniarki noworodkowe - ok
      ogólnie nie byo źle, ale następnym razem chyba opłacę znieczulenie i położną
      szpital: MSWiA Warszawa
    • diara Re: jak przeżyłaś swój poród 12.06.04, 13:02
      Ja swój poród wspominam dobrze. Jak usłyszałam i później przytuliłam swojego
      synka to była najpięknejsza chwila w moim życiu. Dużo mi pomogła obecność
      mojego męża. Gdyby nie on to chyba cały czas bym płakała.
      Lekarz - super.
      Połozna - nie bardzo miła, praktycznie sie do mnie nie odzywała i badała
      niezbyt delikatnie. Jak robił to lekarz to zdecydowanie mniej bolało.
      Własciwie to mam jedno niemiłe wspomnienie - lewatywa. Prosiłam o nią na samym
      początku, jak skurcze nie były jeszcze takie bolesne. Doczekałam się jak już
      miałam ostrą jazdę. Myślałam że zabiję tą babę. Robiła mi na skurczu, a ja
      musiałam leżeć. Wyłam z bulu i gryzłam jakąś szmatę, nie mogłam się
      ruszyć.Brrr.. Koszmar! na szczęście tylko to było okropne.
      • lizbetka Re: jak przeżyłaś swój poród 12.06.04, 21:12
        Witam ! Mój poród wspominam do dziś , choc minęły dwa lata z dreszczem wstrętu
        i przerażenia. Krótko mówiąc :
        lekarz - 120 kilo , sadysta i brutal
        położne , które się ze mnie śmiały i o niczym nie informowały
        przyspieszanie na siłę porodu / masaże szyjki macicy przez sadystę /
        rezultat :
        krwotok , pęknięta szyjka macicy , łyżeczkowanie bez znieczulenia , dziecka na
        brzuch nie dostałam / komentarz położnej : "za zimno " ./
        Jedyne na co nie narzekam to opieka na odziele położniczym .
        Zszyto mnie nićmi , na które miałam uczulenie - siedzieć nie mogłam przez
        miesiąc .
        Traumę będę mieć chyba do końca życia .
        Pozdrawiam . Lizbetka
    • haribo jak macie chwilkę to... 12.06.04, 21:36
      o moim porodzie możecie sobie poczytać naciskając na poniższy link, pozdrawiam.
      Kasia.
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=567&w=10378822&a=10378822
    • koleandra Re: jak przeżyłaś swój poród 14.06.04, 10:28
      O 12 w nocy wstałam z łóżka i zaczęłam chodzić po korytarzu, miałam silne
      skórcze i nie mogłam uleżeć. Położna przeniosła moją pościel na salę porodową,
      położyła na łóżku porodowym i kazała się kłaść i sobie poszła. Nie położyłam
      się tylko chodziłam. Nie było nikogo, pokój pielęgniarek zamknięty, pokój
      lekarzy zamknięty, cisza wszyscy spali. Ja chodziłam. O 1 przyszła położna,
      kazała się kłaść, podłączyła KTG i kroplówkę. Miałam leżeć na plecach i nie
      wolno mi było się ruszać. Skórcze mi tak dokuczały, że przekręciłam się lekko
      na bok. Przyszła i nakrzyczała :"leżeć na plecach i się nie poruszać".
      Zachciało mi się siku, nie pozwoliła wstać. Jużmiałam wyrwać kroplówkę i wyjść
      z tego szpitala. Zaczęłam się strasznie trząść, aż trzęsło się ze mną całe
      łóżko, nie potrafiłam tego opanować, bolało mnie całe ciało (atak paniki?) a
      ona krzyczała, że przecież nie ma skórczu i poszła. Później przyszła druga
      pani, dała mi jakiś cudowny środek rozluźniający mięśnie, po nim zasnęłam.
      Zasypiałam pomiędzy skórczami i budziłam się kiedy bolało. O 5 nad ranem
      zadzwonił mój mąż, ledwo wydukałam, że będę rodzić. Na szczęście któraś z
      położnych wreszcie pozwoliła mi się przekręcić na bok. Zasnęłam. O 7 przyjechał
      mój mąż, trzymał mnie za rękę i odgarniał włosy, starał się ze mną rozmawiać a
      ja nie mogłam słowa wypowiedzieć. Ok. 8.30 zaczęły się skórcze parte. Nie
      pozwolono przeć, za małe rozwarcie. Lekarze byli bardzo mili, delikatni, nie
      lubiłam kiedy badały mnie kobiety, bolało o wiele bardziej. O 9 przyszli
      wszyscy i wreszcie kazali przeć. Ach, co to była za ulga, bóle parte były dla
      mnie wręcz miłe w porównaniu z przepowiadającymi. Ada urodziła się w 20 minut.
      Potem łyżeczkowanie, szycie w czasie którego czułam się jakbym mogła góry
      przestawiać. Mój mąż był cały czas obecny a już przy szyciu mój mąż i moja
      córka były obok mnie. 2 godzinki po porodzie już chodziłam smile
      Chciałam napisać, że bardzo dużo zależy od położne, lekarza, kiedy postępują z
      tobą miło i serdecznie to nawet mniej boli.
    • nie_depresja Re: jak przeżyłaś swój poród 14.06.04, 15:51
      Poszłam do szpitala o 5.30 rano dokładnie w terminie porodu. Miałam bóle, dość
      mocne ale szłam spokojnie, bo mój lekarz prowadzący powiedział, że będę miała
      cesarkę. Mały ma ok. 4-4,5 kg, nie obrócił się i mam bardzo mało wód płodowych.
      Powiedział, że cesarka będzie najbezpieczniejsza dla dziecka i żebym jechała do
      szpitala jak tylko zaczną się bóle. A potem mnie wezmą na stół. No to
      pojechałam. Lekarka mnie zbadała nie wykazując zbyt wielkiego zaangażowania ale
      była ok. Stwierdziła: Pośladkowe - cesarka. Powiedziałam, że wiem, to samo
      mówił mój lekarz. O 7 przyszła druga zmiana. Nowy pan doktor zbadał mnie,
      powiedział: Położenie pośladkowe, mało wód. Najpierw USG potem na stół.
      Pokiwałam głową. USG potwierdziło diagnozę, skierowali mnie na porodówkę. Mimo,
      że cesarka to chciałam, żeby był ze mną mój mąż. Więc zapłaciłam "dobrowolną"
      opłatę 300 zł (rok. 2000) i dzieki temu chyba mój syn żyje ... Na porodówce
      czekałam sobie na wolna salę. Oczywiście w korytarzu - krzesełko mi wystawili.
      Ok. 11 byłam już nieźle zmęczona. Badali mnie w tym czasie 3 razy, rozwarcie
      jak w chwili przyjęcia - 4 cm. W końcu jest sala. Tyle, że wprowadzili mnie do
      sali porodów rodzinnych, a nie na operacyjną, a ja niby na tą cesarkę czekam...
      Przyszła położna podpięła KTG i jakieś kroplówki przyniosła. No to ja się pytam
      co to ? A ona, że na przyśpieszenie porodu. Ja na to, że przecież ja mam mieć
      cesarkę, a ona, że nic o tym nie wie i żebym nie fikała. Na to mnie mój ślubny
      zasłonił (195 cm wzrostu) i mówi, że żona nie chce kroplówki i prosimy żeby
      przyszedł lekarz. Czekamy na lekarza, boli mnie coraz bardziej. W końcu mój
      chłop sam po niego poszedł. Przyszedł zupełnie jakiś inny, taki co mnie jeszcze
      nie badał i pyta: A co pani odstawia za numery ? Rodzić się nie chce ?
      No to ja mu mówię, że mój prowadzący i dwoje lekatrzy tutaj powiedzieli, że
      cesarka będzie najbezpieczniejsza dla dziecka. I co usłyszałam: No co pani,
      tyłek ma pani rozłożysty to spokojnie pani urodzi, poczekamy, nawet 12 godzin
      może pani sobie tu leżeć. W tym momencie stojący za mną mój mąż zapytał: A ile
      ma rozwarcia? Lekarz łaskawie zajrzał i powiedział: 4 cm (czyli nic się nie
      ruszyło, a była już 13) Na to mój ślubny: To co, kochanie ? Wychodzimy ? A ja
      się zaczęłam podnosić... Lekarz wrósł w ziemię. Powiedzieliśmy, że skoro mi tak
      wolno to idzie, a ona ma w planach 12 godzin mnie tu trzymać to ja wychodzę na
      własne żądanie i zdążę jeszcze na jakiś normalny oddział, gdzie mi zalecaną
      przez lekarza cesarkę zrobią. 20 minut później leżałam na sali i czułam jak
      anestezjolog usiłuje się wkłuć. Ale to inna historia ... Mały urodził się z 10
      punktami Apgar i rośnie jak na drożdżach. A panie pielęgniarki na oddziale
      pokazywały mnie sobie palcami, że to ta co się jej nie chciało rodzić...
      Napatrzyłam się przy okazji i nasłuchałam tych "naturalnych" porodów i o ile
      bólu sie nie boję o tyle przeraża mnie to jak mogę zostać potraktowana przez
      personel. Chociaż wiem, że jest wiele miłych pielęgniarek. Tylko co wtedy jeśli
      na nie nie trafię ? Dlatego nastepnym razem mój pan doktor dostanie w łapę tyle
      ile będzie trzeba i zrobi mi cesarke bez gadania ...
      Pozdrawiam
Pełna wersja