sakada
08.06.04, 16:51
Cześć, pisałam już wam o tym, że mam 20 lat i urodziłam 3 tygodnie temu synka - Oskara. Pisałam też o narzeczonym, z którym jestem od 3 lat i który jest nadal przy nas i opiekuje się nami. Ponieważ spotkałam się z bardzo ciepłym przyjęciem z waszej strony i widzę, że mogę się zwrócić do was z problemem postanowiłam napisać o innej sprawie, która mnie boli. Mianowicie mój partner nie ma wykształcenia (23 lata). Jest stolarzem - pracuje fizycznie jako brygadzista w firmie budowlanej i choć spisuje się dobrze i nieźle zarabia to dla mojej rodziny "nie jest dość dobry". Dla mnie był on zawsze najkochańszym mężczyzną, na początku znajomości ujął mnie tym, że choć jeszcze się nie znaliśmy dobrze dbał o mnie bardzo i opiekował się mną w trudnych chwilach. Teraz jest świetnym tatusiem, dba o mnie i dziecko. Pracuje a mimo to zawsze znajduje czas dla syna, bawi się z nim, kąpie, przewija a dla mnie mimo upływu czsu nadal zrobiłby wszystko. Narzeczony nie kształcił się szerzej nie dlatego, że nie jest inteligentny, ale z powodu sytuacji życiowej - gdy był młody zmarł jego ojciec (rak-czerniak)i matka, która miała młodsze dzieci wymagała by znalazł szybko pracę i pomógł jej finansowo. Teraz - już po 3 latach, gdy z nim jestem, mimo, że moja matka i reszta rodziny wiedzą, jak narzeczony ciężko pracuje, wiedzą jak mnie kocha i ja dba o mnie (mawiają-"jedyną jego zaletą jest to, że cię kocha") to nadal go nie akceptują. Nie mówią tego naturalnie otwarcie, ale co jakiś czas słyszę docinki które naprawdę bolą.Tym to dziwniejsze, że moja mama również nie ma studiów, a np ciocia ma jedynie podstawówkę. Ale tata był magistrem a ja pewnie skończę studia i narzeczony był dla mojej rodziny zawsze solą w oku. Ciężko to znoszę i zawsze podkreślam jego zalety, ale to nic nie daje. Powiedzcie, czemu ludzie są tacy? Nie widzą zalet a jedynie wady i świadomie bądź nie - podkopują swoimi komentarzami moją miłość do narzeczonego. Po takim czasie jeszcze go nie zaakceptowli i słyszę ciąglę, że może znajdę sobie jeszcze pożądnego męża, bo jestem młoda. To bardzo boli i łapię się na tym że czasami sama zaczynam przez nich patrzeć na narzeczonego inaczej, choć bardzo go kocham. Napiszcie proszę - kto ma rację - ja czy oni? Bo sama już nie wiem... Czy to przez nich przemawia zawiść, cz to ja źle wybrałam...?