prawdziwy_ewelina22
31.01.12, 00:24
Ciekawa jestem ile tu obrończyń praw menela się zleci. Tak, wiem, wiem, że to ludzie pokrzywdzeni, itp. itd. ale jak muszę się o nich ocierać w autobusie i metrze, to też jestem pokrzywdzona nie wiadomo za co. Chętnie bym im pomogła w granicach swoich możliwości, które nie obejmują zbliżenia się do nich bliżej niż na 2 m.
Część z was mieszka w sporych miastach, a zaczyna to też być i problem mniejszych miejscowości. Przy czym nie mylmy biedy z alkoholizmem. Proszę bardzo, każdemu wolno niszczyć swoje zdrowie na swój rachunek, ale proszę nie roznosić wszy i zarazków rozmaitych wrednych liszajów.
Po przejażdżce takich panów powietrze można nożem krajać. Dlaczego w tym pełnym inercji kraju ktoś się wreszcie za to nie weźmie. Krytykuje się izby wytrzeźwień jako przeżytek, dlaczego się nie zrobi przymusowych myjni i odwszalni. I zgadza się, osobnik który postanowił pobić rekord Guinessa w niemyciu się po pół roku stanowi odbezpieczony granat epidemiologiczny, którego nikt nie tknie, a jednak z którym każdy (kogo nie stać na samochód lub jeszce nie ma prawa jazdy bo jest za młody) musi się zetknąć w miejscach użyteczności publicznej. Czy to jest uczciwe wobec dzieci, młodzieży i osób płacących podatki?
I nie jestem Hitlerem, jestem za tym, żeby wprowadzić jakąś akcję informacyjno uświadamiajacą skierowaną do tych osób, w miejscach np. w których otrzymują posiłki, a jak nie poskutkuje to sorry, śmierdzenie jest podstawą do zatrzymania i przymusowego umycia / odwszenia.
Wszystkie dobre dusze oburzają się, ale do czasu, aż nie zaczną się rozpowszechniać dziwnie niewytłumaczalne choroby. Wtedy podniesie się krzyk, ale kto niewinny przez nich zachoruje, ten zachoruje i nikt go nie przeprosi.