pieniądze...

09.06.04, 09:25
Cześć dziewczyny!
Nie radzę sobie z sytuacją, jaka mnie obecnie dopadła. Oboje z mężem
pracujemy - ja zarabiam 1500 -1800, mąż 1400. Niby w sumie dużo, ale za
nianię płacimy 550, spłacamy auto 580, za mieszkanie 800, a za resztę musimy
przeżyć miesiąc. Właśnie zdecydowaliśmy się na kupno mieszkania i bierzemy
kredyt. Raty będziemy mieć mniej więcej takie jak wcześniej za wynajem.
Nie wiem co się dzieje, ale od dwóch miesięcy brakuje nam kasy. Na przykład
teraz 9 czerwca zostało nam do końca miesiąca 200 zł! I nie mam pojęcia gdzie
podziała się reszta.
Przyznaję się szczerze, że absolutnie nie potrafię oszczędzać, mój mąż
również. Jednak musimy coś z tym zrobić. Ciągle podbieramy z oszczędności i
co raz bardziej ta sytuacja mnie irytuje. Pamiętam, że gdzieś na forum
natknęłam się na wątek o oszczędzaniu ale absolutnie nie mogę go teraz
odnaleźć. Powiedzcie mi, czy ok. 1200 zł na jedzenie, benzynę, itp.
miesięcznie to dużo czy mało. I co Wy robicie aby przeżyć miesiąc.

    • koleandra Re: pieniądze... 09.06.04, 09:39
      U mnie dokładnie to samo, pieniądze gdzieś wybywaja i nie wiadomo gdzie. Teraz
      mój mąż pisze mi program budżetowy, wktórym bedę mogła zapisywać wszystkie
      wydatki. Może wiele nie pomoze ale chociaż będę miała dokładny zapis na co
      poszły pieniązki. Przesyłam "oszczędne" pozdrowienia wink
      • ladydark Re: pieniądze... 09.06.04, 09:54
        Jakbym czytała o mojej rodzince. Taż ciągle się zastanawiam, czy ta pieniądze
        to parują czy uciekaja??? Oboje z mężęm pracujemy, ja dodatkowo robię
        tłumaczenia i daje korki, a odłożyć jakoś się nie udaje. A przydałoby się bo
        cały czas siedzimy w wynajętym mieszkaniu. Próbowaliśmy robić jakieś plany,
        jakieś zapisywania wydatków, ale coś nie wyszło.
        Z drugiej strony prawdą jest, że nie jesteśmy zbyt oszczędni z natury i lubimy
        wydawać dużo na rozrywkę. Kino, książki, płyty, puby. Ja do tego mam bzika na
        punkcie kupowania ubrań dla Młodego i czasem nie mogę się oprzeć kolejnej
        czapce czy bojówkom.
        Co miesiąc obiecujemy sobie, że od teraz oszczędzamy, że koniec z rozrzuctwem,
        że staramy się osczędzać, ale coś nie wychodzi. Moja mama śmieje się (ale też
        martwi) że jesteśmy jak te koniki polne co to zamiast zbierać zapasy na zimę
        całe lato bawią się i grają, a jak zima przyjdzie to będzie niefajnie.
        pozdro
        mag.
    • ewa2233 Re: pieniądze... 09.06.04, 09:49
      Dla nas 1200 zł "na życie" to dużo!
      Ale nigdy nam się nie przelewało, więc nie musimy specjalnie
      się "gimnastykować", by wystarczyło.
      Po prostu kupujemy to, co konieczne.
      Po wypłacie robimy opłaty, raty, żeby sie "nie rozeszło",
      później mleko, kaszki, pampersy. A reszta?...
      Do jedzenia potrafię robić "coś z niczego".
      Na codzień nie jadamy na mieście. Nie kupujemy chipsów, coca-coli,
      ani podobnych "przygodnych" zapychaczy.
      Ciuchy łatam, przedłużam, przerabiam - bo mam maszynę do szycia.
      Codzienne zakupy robimy w tanim sklepie osiedlowym.
      Na inne, np. w markecie wolę wysłać męża z kartką, bo on nie ulega pokusom smile
      Nie przychodzi mi to z trudem, bo nie lubię łazić po sklepach.

      Nowe ciuchy właściwie kupuję "od wielkiego dzwonu".
      Ale mieszkam w nie tak dużym mieście, więc nie dotyczą mnie promocje
      itp. pokusy. U nas wszystko właściwie jest drogie i rzadko można wypatrzeć coś
      super - ekstra.
    • dagbe Re: pieniądze... 09.06.04, 09:55
      Zapisuj KAŻDY (inaczej to nie ma sensu) wydany grosz. Codziennie wieczorem rób
      podsumowanie, czy wszystko się zgadza. Po miesiącu przeanalizuj wydatki pod
      kątem niezbędności. U nas to pomogło.
      Na początku wpisywaliśmy w zeszycie a teraz (po 10 latach) mamy bardzo
      rozbudowany arkusz w Excelu (zasługa mojego męża), w którym wpisujemy przychody
      i wydatki, kontrolujemy stany kont i planujemy budżet na przyszłość.
      Na początku trudno mi było zrozumieć, że mam pieniądze w portfelu ale nie mogę
      sobie kupić gazety (bo akurat budżet na prasę został wyczerpany). Ciężko mi
      było bardzo, bo w moim rodzinnym domu pieniądze wydaje się lekką ręką... Ale
      teraz z perspektywy czasu widzę, że warto było się męczyć. Mamy
      tzw. "kieszonkowe" (tak, tak... rodzice też...) - tj. kwotę, którą każdy z nas
      może wydać dowolnie i jest oczywiście kolumna na wydatki "ekstra" (bo nie
      wszystko uda się zaplanować).
      Oszczędzania można się nauczyć. U mnie było łatwiej, bo mój mąż jest bardzo
      konkretnym człowiekiem. Wy oboje musicie narzucić sobie dyscyplinę a napewno
      się uda. Trzymam kciuki.
      Jeśli chcesz pogadać, pisz na priv: dagbe@op.pl

      Pozdrowienia,
      Dagmara
    • edytast Re: pieniądze... 09.06.04, 10:00
      Witaj!
      POdaję Ci link do wątku o oszczędzaniu (chyba o ten chodziło):
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=567&w=12199000&a=12199000
      Pozdrawiam. Edyta.
      • ewa2233 Re: pieniądze... 09.06.04, 10:04
        U nas zapisywanie w ogóle się nie sprawdzało,
        bo mąż zawsze zapominał ile wydał, gubił paragony itp.
        Żeby się nie stresować, zaprzestaliśmy zapisywania i po prostu kupujemy to,
        co niezbędne smile
        • dagbe Re: pieniądze... 09.06.04, 11:33
          Hmmm... Wszystko zależy od motywacji... Mnie też na poczatku zawsze brakowało,
          nie pamiętałam na co wydałam i wpisywałam to w pozycję EKSTRA. Natomiast przy
          kolejnym podsumowaniu miesiąca stwierdziliśmy, że coś za dużo tych wydatków
          ekstra i od następnego miesiąca braki wpisujemy w swoje kieszonkowe. Od tej
          pory nie mam problemu z kolekcjonowaniem paragonów.
          I jeszcze jedno - byliśmy na spacerze, mój synek (5 lat) dostał złotówkę na
          loda, pobiegł do sklepiku i wrócił z paragonem wink

          Pozdrowienia,
          Dagmara
    • lola1 Re: pieniądze... 09.06.04, 10:14
      Dzięki,
      już mi lepiej, bo naprawdę popadałam w lekką paranoję, że jestem taka
      niegospodarna i nieodpowiedzialna, ale widzę, że wszystkie do tego raczej lekko
      podchodzicie.
      To dobrze, bo ja już zaczynałam łapać depresję, wczoraj wieczorem byłam sama,
      mąż na meczu (Wisła Królem!!!), małą uśpiłam i rozpłakałam się z tej biedy i
      zaczęłam nawet popadać w czarne wizje, że nie będę mogła mieć drugiego dziecka
      bo nas nie stać.
      To właśnie o ten link mi chodziło, wydrukowałam sobie i przeczytam w domu.
      Strasznie Wam dziękuję, naprawdę mi lepiej. Do Koleandry i Dagbe pozwolę sobie
      napisać na priv, jeśli nie macie nic przeciw.
      Pozdrawiam
    • dzidek33 Re: pieniądze... 09.06.04, 10:17
      oj jakbym widziała mój budżet domowy... Iteż nie wiem co się dzieję z moimi
      pieniążkami. Nie kochają mnie coś. A naprawdę nie jestem rozrzutna, staram się
      kupować to ci najpotrzebniejsze, nie wydaję na ciuchy dla siebie , dzieci
      dostają dużo po starszym ciotecznym rodzeństwie...Buuu...A najgorsze jest to że
      nie jestem zdyscyplinowana i wszelkie zapisywanie wydatków i wpływów to nie dla
      mnie. Moja mama jest kobietą po 50-tce. Potrafiła żyć za 500 zł miesięcznie
      przez 6 lat, dzięki tem na koncie odłożyłą pieniądze na remont kuchni. I chociaż
      wiem ze nie zrobiła tego świadomie( nie kontrolowała wpływów, bo nie miała
      wyciągów i była przekonana że tylko tyle dostaje) to i tak ją podziwiam. co
      prawda nie musiała kupować pampersów, mleka wproszku kaszek, ale i tak ja tak
      nie POTRAFIĘsad
      buziaki
      Nieoszczędna Gosia
Pełna wersja