Mój problem - matka

06.02.12, 09:37
Czy można mieć dość własnej matki, gdy ma się ponad 40 lat? Czy można mieć jej dość w taki sam sposób , jak wtedy, gdy miało się lat naście, a ona z buciorami ładowała się w życie?
Nie wiem, może jestem nieczuła, nienormalna, ale odcinam matkę coraz bardziej od informacji o naszym życiu, bo potem mam 5 telefonów, a jak sprawa dotyczy dziecka - to i ono ma telefony od babci.
Ciągle mnie informuje bzdurnymi informacjami, drobiazgami, jakby sobie sprawy nie zdawała, że ja mam własne problemy, a jak sobie chce o swoich pogadać, to niech je skumuluje, a nie dzwoni co gofdzinę, bo : mają jej wymienić luicznik na wodę, wym ienili jej te liczniki, wymieniacz zepsuł jej zawór zamykający dopływ wody, była w spółdzielni i zgłosiła, mają przyjść naprawić, naprawili, ale zepsuła jej się spłuczka itd. Dokażdej z tych spraw osobny telefon. Pomijam takie, w ktrych snuje czarne wizje na wszelkie tematy i obrabia rodzinie tyłki.
I teraz ostatnia sytuacja - syn wrócił w sobotę z obozu (bardzo ciężkiego, kadrowego zgrupowania), telefon od matki , czy już wrócił (nawet nie wiem, skąd wiedziała, kiedy wraca, obóz był do niedzieli) - odpowiedziałam, że owszem, przed chwilą wszedł i nie mogę teraz rozmawiać. Za jakąś godzinę kolejny telefon (syn spał), że ona sobie może wreszcie do wnuka zadzwonić, na co ja do niej, żeby nie dzwon iła, bo on śpi. I okazało się, że już dzwoniła. Zaraz po jej telefonie do mnie, czyli tuż po przyjeździe chłopaka.
I ją objechałam , że nawet dziecku odetchnąć nie da, a on za dobrze wychowany, to babci nic nie powie. Matka się olczywiście obraziła.
Jestem zołzą, czy mam prawo mieć dość?
    • kropkacom Re: Mój problem - matka 06.02.12, 09:43
      Pewnie jest sama i nie ma komu się wygadać, co? Obowiązku mówienia wszystkiego nie masz. Może sama zadzwoń od czasu do czasu? Ja rozmawiam z mamą raz na dwa dni... Było częściej. Na szczęście chyba obie zrozumiałyśmy, ze to za często. Piszemy za to codziennie na gg.
      • azile.oli Re: Mój problem - matka 06.02.12, 09:52
        Tylko moja mama nie potrafi zrozumieć, że za często. Ja wiem, że jest sama, ale takim trucicielem i zrzędą była zawsze. Raz na 2 dni to ja bym do niej zadzwoniła, ale nie zdążę, bo zawsze ona dzwoni. I jeszcze z prośbą, żebym ja oddzwoniła, bo sprawa pilna, a ona ma mało kasy na karcie. A potem się okazuje, że ta pilna sprawa, to odklejająca się wykładzina, albo jej dywagacje na bzdurny temat, wysnute z jednego zdania, powiedzianego przez kogoś.
        • kropkacom Re: Mój problem - matka 06.02.12, 10:00
          Wiesz, ona się nie zmieni. Musisz po prostu przejąć kontrolę nad telefonem. Powiedz może, że to Ty będziesz dzwonić (finanse i inne bla, bla) a ona niech tylko w sprawach życia i śmierci. Z czym "opieprzaj" za każdym razem jak alarmuje niepotrzebnie.
        • aqua48 Re: Mój problem - matka 06.02.12, 10:06
          A musisz tego wysłuchiwać? znam ludzi, którzy takie telefony olewają, mówiąc tylko co jakiś czas do słuchawki tak, tak, albo: to straszne, albo : naprawdę? A na pytanie o czym mamusia mówiła, odpowiadają: nie wiem, albo jak zwykle, o niczym smile
          Zmień numer telefonu(dziecku też) jeśli Cię to denerwuje, albo ustal z mamą że z powodu pilnych zajęć odbierasz od niej telefony z opowieściami o hydraulikach tylko wieczorem i trzymaj się tego. Jak zadzwoni w innym terminie, to mów grzecznie:przepraszam, ale teraz nie mogę z Tobą rozmawiać, zadzwoń po dwudziestej i odkładaj słuchawkę. Będzie musiała się przyzwyczaić.
        • lolinka2 Re: Mój problem - matka 06.02.12, 10:08
          Oddzwoń... heheh, temat rzeka

          Nie tak dawno miałam z matką rozmowę wyjaśniającą, że jeśli nie oddzwaniam od ręki to znaczy, że a) nie mam kiedy w danej chwili lub b) prowadzę samochód lub c) jestem w kiblu lub d) pracuję lub e) śpię lub f) mam potrzebę odcięcia się od całego świata na jakiś czas (miewam tak czasem). I jeśli sprawa życia lub śmierci, to zapraszam na domowy albo do męża. I wydawało się, że zrozumiała...

          Aha... akurat.

          Ok. 10 dni temu. Dzwoni - odrzuciłam, nie oddzwoniłam. Dzwoni drugi raz - to samo. Po godzinie - dzwoni trzeci raz. Do wieczora dzwoniła tak 9 razy, za dziewiątym nie wytrzymałam, odbieram, słyszę przerażone (bo ona lękowa jest ogólnie) "Co u was?" i tu język mi się rozwiązał "G***o u nas, wielkie g***o!!!!!! Nie znoszę natrętów, upierdliwców i mówiłam ci o tym sto razy i jak widać nadal nie dociera. No to może teraz dotrze, żegnam" - i się rozłączyłam. Tydzień milczenia był. Po tygodniu zadzwoniłam ja (bo mnie cisza uwierała), przeprosiłam za wyskok. Okazuje się, że ona - uwaga! - nie zatrybiła w ogóle o co ja mogłam mieć pretensje, bo przecież wcześniej nie dzwoniła do nas całe 2 dni. A że tego jednego dnia 9 razy... to co za różnica w ogóle, przecież nie pogadałyśmy i tak. Po obszerniejszym wyjaśnieniu zdawała się jednak powoli kojarzyć... w każdym razie za upierdliwość również zostałam przeproszona.

          No, wiewiórka i mur oporowy... tak to leciało?
        • lola211 Re: Mój problem - matka 06.02.12, 10:10
          Rozumiem cie.
          Osobiscie nie lubie pytlowania przez telefon, za to moja mama uwielbia.
          Ja do niej dzwonie tylko wówczas, gdy jest jakas sprawa-nie na pogaduszki.
          Gdy dzwoni ona - staram sie jak najszybciej rozmowe zakonczyc, bo omawianie koloru zasłonki czy rady nt fasonu bluzki telefonicznie uwazam za bezsens.
          Dzwoni do mnie raz,dwa w tygodniu.
          Odwiedzamy sie 2 razy w miesiacu.
          Wywalczylam takie natezenie kontaktów, bo miala tendencje do wydzwaniania z kazda duperela duza czesciej.
          Nie zawsze odebralam telefon, czesto wymigiwalam sie- wychodze, ide brac kąpiel, jem, itd.
          Jesli usłyszysz,ze dzwoni tylko po to, by omawiac jakies bzdury, po prostu przerwij i nie daj sie rozwinac.
          • azile.oli Re: Mój problem - matka 06.02.12, 11:40
            No, niestety, jak powiem, że nie mam czasu, to za 10 minut jest następny telefon. Nawet, gdy nie odbiorę, to nerw rośnie.
      • izabellaz1 Re: Mój problem - matka 06.02.12, 10:17
        Coś Ty powiesz, że za często to się obrazi wink
    • pomarola Re: Mój problem - matka 06.02.12, 10:16
      O to zupełnie jak moja mama. Zawsze tak miała, a teraz kiedy ma 86 lat i jest sama - to się nasiliło w stopniu niewyobrażalnym. Znam doskonale takie telefony o bzdetach (żarówka się przepaliła, kuzynka Hania dzwoniła, byłam w sklepie, sąsiadka coś tam powiedziała itp). Ja mam obowiązek (!) dzwonić do niej codziennie, ale poza tym ona i tak jeszcze parę razy zadzwoni ( np. : "bo zapomniałam ci powiedzieć, że zjadłam to ciasto co mi przyniosłaś").
      Molestuje mnie też w sprawie wnuczki , nieustannie wymaga ode mnie jakichś interwencji w jej sprawie, chociaż dziewczyna jest dorosła, mieszka osobno od dawna, ze swoim facetem i naprawdę opieka mamusi nie jest jej potrzebna.
      Ja już przestałam się rzucać. Powtarzam sobie tylko, że nie jestem zołzą, kiedy ją czasem spuszczę na drzewo (najgorzej to wpędzić się w poczucie winy), odbębniam te telefony, jak gada bzdety to daję jej się wygadać, myśląc o czym innym, relacje o wydarzeniach ograniczam do minimum - podaję tylko fakty bez znaczenia, "bezpieczne", typu : jak się dzisiaj ładnie mój pies i kot bawiły albo że byłam na spacerze w lesie i było ładnie.
      Nic więcej chyba nie da się zrobić w takich przypadkach sad
    • lampka_witoszowska Re: Mój problem - matka 06.02.12, 10:17
      oj, można smile
      jeśli dobrze widze podobieństwa, to mi wychodzi jedno - skoro mama nie dbała o przyjazny kontakt, gdzy córka była młodsza, to mało prawdopodobne, by przyjaźń pojawiła się z dnia na dzień gdy córka dorośnie - bez wkładu matki w to zjawisko
      a zdarza się, że matka kontrolująca oczekuje, że świat się dostosuje - i jesli ona uzna, że teraz już nie pora na przyjaciółki-rówiesnice, za to córka już się nagle "nadaje" i "powinna", to taka matka siłą rzeczy zderza się z realiami

      ja nie odbierałam
      przez kilka lat udało mi się wypracować dystan potrzebny z taką mamą, jaką mam

      a zaprzyjaźnienie, jakie mi się marzyło pół życia z nią, okazuje się, że rozwija mi się z większością starszych ode mnie o pokolenie kobietami: ciociami, znajomymi, nawet wykładowczynią ze studiów
      i ja jestem spełniona

      a mama zawsze ma szansę zadbać o partnerstwo w naszym układzie - inaczej jest kontakt wielce sporadyczny, jak teraz, bo ani jej w głowie, że mogłaby coś z siebie poza oczekiwaniami, pretensjami, wymaganiami, racjami itd
    • echtom Re: Mój problem - matka 06.02.12, 10:46
      Nudzi się kobieta po prostu.
      • izabellaz1 Re: Mój problem - matka 06.02.12, 10:53
        E tam. Ja mam taką nienudzącą się, a truje. Ale ona z kolei ma za dużo pomysłów i to też niedobrze big_grin
    • panikorbka-to-ja Re: Mój problem - matka 06.02.12, 11:14
      trochę was rozumiem, jesteśmy zabiegane mamy swoje życie, a nasze mamy ciągle albo nam mówią jak mamy prowadzić dom wychowywać dzieci itp albo zawracają głowę drobiazgami...ale..
      poczekajcie 5 lat i zaczniecie zamieszczać wpisy pt. moja córka mnie lekceważy...nie odbiera telefonów..
      a druga sprawa opiekowałam się kilka lat babcią z demencją i naprawdę życzę wszystkim 86 letnich mam które same mieszkają i jedyny problem z nimi to to, ze się nudzą i trują przez telefon.
      Samotność na starość nie jest miła i każde wydarzanie które rozprasza monotonię to jest coś..
      • lampka_witoszowska Re: Mój problem - matka 06.02.12, 11:19
        dlatego piszę - na brak samotności na starość nalezy pracować, niestety
        szacunek dla młodszego pokolenia naprawdę nie zaszkodzi
    • sueellen Re: Mój problem - matka 06.02.12, 12:14
      Jestes zolza. Masz samotna matke, ktora nie ma sie komu wygadac. Przykre.
      • azile.oli Re: Mój problem - matka 06.02.12, 12:24
        Może i jestem zołza. Matka jest trzymana na dystans na własne życzenie. Nie mogę jej już słuchać, nie mam siły.
        • naomi19 Re: Mój problem - matka 06.02.12, 12:41
          Co to znaczy 'na własne życzenie'?
          Bo rozumiem przez to, że była złą mamą, a teraz w dorosłym życiu zamęcza Cię swoją osobą, ta jakby nic się nie stało?
          Jeśli tak właśnie jest, może powinnyście przepracować tamte dawne nieporozumienia, pretensje?
      • lola211 Re: Mój problem - matka 06.02.12, 12:46
        No to moze niech mamusia szanowna popracuje nad tym,by miala sie komu wygadac?
        Jak to jest, ze dorosły czlowiek majacy kupe wolnego czasu nie ma co ze soba zrobic? Z czego to sie bierze? Ano najczesciej z tego, ze jest to osoba nietowarzyska, zrazajaca innych do siebie.
        Takie telefoniczne zamęczanie i szantazowanie obowiazkiem córki wobec matki jest mocno nie fair.
        W ogole uwazam, ze jak ktos dzien w dzien wydzwania to jest jakas choroba, uzaleznienie od tego ustrojstwa.
        • verdana Re: Mój problem - matka 06.02.12, 13:37
          Moja matka jest i była dobrą mamą. Nie jest samotna. Dzwoni tak samo, co gorsza dzwoni zawsze w czasie obiadu - wiedzac,z ę ten obiad jemy. Kiedyś przerywała , gdy tylko powiedziałam, że nam przerwała obiad, teraz zdarza się jej rozmawiać dalej. Tez mam dosyć, choć udało mi sie nauczyć ją, ze zazwyczaj nie odbiwram komorki i jesli ma cos naprawde waznego, niech wysle sms-a. Są z ojcem w takim wieku (choć absolutnie sprawni), ze trudno po prostu ignorować.
          I tu przestroga dla nieszczęśnych córek dręczonych telefonami. Mój syn cholernie narzeka, ze niemal nigdy do niego nie dzwonię. A mnie się wydaje, ze kazdy telefon do doroslego dziecka, to zawracanie mu głowy.
          • azile.oli Re: Mój problem - matka 06.02.12, 13:51
            Moja matka niedawno skończyła 60 lat. Nie jest to sędziwy wiek, biorąc pod uwagę, że są kobiety rodzące dzieci po 40 i w wieku mojej matki mają nastolatki w domu.
            Ona starała się być matką wzorową - ale przede wszystkim chodziło jej o wychowanie ideału, którym się można pochwalić, a nie szczęśliwego człowieka. Wyszłam za mąż w młodym wieku, żeby uciec przed inwigilacją w domu rodzinnym, na szczęście dobrze trafiłam.
            Nie , nie chce mi się z moją matką rozmawiać - kocham ją, ale jej wyjątkowo nie lubię.
            • poppy_pi Re: Mój problem - matka 09.02.12, 14:28
              Tak więc automatyczne odrzucanie połączenia jest czymś dla Ciebie.
          • lampka_witoszowska Re: Mój problem - matka 06.02.12, 13:55
            Verdano, dlaczego przestroga? przecież można ustalić z młodzieżą, z jaką częstotliwością wydaje im się, że dobrze jest do nich dzwonić -
            trudno mi sobie wyobrazić, że nei masz na tyle dobrego kontaktu z dziećmi, jeśli syn tego się domaga

            moim zdaniem są matki, z którymi żyje się fajnie i takie, kóre były i pozostały zwyczajnie toksyczne
            • verdana Re: Mój problem - matka 06.02.12, 14:19
              przestroga, bo czesto jest tak,z e jeśli nas cos w rodzicach denerwuje, to usiłujemy robic odwrotnie - a to jest zwykle błąd.
              A ja, ile razy mam zadzwonić, to się waham - moze przeszkadzam? Może za często? Moze narzeczona syna będzie zła, ze mama glowę zawraca? W sumie zwykle dzwoni syn - i płaci za telefon.
              • lampka_witoszowska Re: Mój problem - matka 06.02.12, 14:27
                aaa, rozumiem już
                cóż, mam ogromną nadzieję, że również zrobię wręcz przeciwnie niż moja mama, bo najbardziej z całej radości macierzyństwa, o ile Misia jest zdrowa, frustruje mnie fobia, by nie być jak moja mama

                smutno mi z tym
    • poppy_pi Re: Mój problem - matka 06.02.12, 14:03
      Ustaw sobie automatyczne odrzucanie numeru matki. Nawet nie usłyszysz piśnięcia telefonu i spokój gwarantowany.
      Wg mnie jesteś zołzą. Nie życzę Ci, aby na stare, samotne lata kiedy nie będziesz miała do kogo gęby otworzyć Twój syn nie odbierał od Ciebie telefonu. Trochę empatii.
      • lampka_witoszowska Re: Mój problem - matka 06.02.12, 14:07
        ale skąd wiesz, że to nei jest córka matki, którą opinia publiczna chętnie by ukamienowała za złe traktowanie dziecka?
      • pomarola Re: Mój problem - matka 06.02.12, 14:50
        poppy_pi napisała:

        > Trochę
        > empatii.

        Empatia mogłaby być w drugą stronę też. Moja matka np. nie ma dla mnie cienia empatii - mam dzwonić/odbierać telefon zawsze, choćby się waliło i paliło. Mogę być zarobiona, chora, zdenerwowana - nieważne, ważne jest tylko to że ONA SIĘ DENERWUJE kiedy nie porozmawia ze mną minimum raz dziennie o pierdołach.

      • princess_yo_yo Re: Mój problem - matka 06.02.12, 14:55
        haha, ale zdajesz sobie sprawe ze empatia dziala w dwie strony? ciekawe dlaczego niektorzy ludzie znajduja sie w sytuacjach ze nie maja do kogo geby otworzyc a inni nie maja takiego problemu. czyzby nie ich wlasny brak empatii (i nie tylko) byl przyczyna takiego wlasnie stanu rzeczy?
    • kozica111 Re: Mój problem - matka 06.02.12, 14:24
      Pewnie czuje się trochę samotna - coraz więcej spraw waszych staje się "jej" sprawami.Pewnie osoby które mają bujne życie osobiste, zawodowe tak nie odczuwają pewnego wykluczenia.
      • verdana Re: Mój problem - matka 06.02.12, 14:26
        Moja matka nadal pracuje, ma wiecej znajomych niz ja i męża. To nie tylko wykluczenie, to charakter.
        • azile.oli Re: Mój problem - matka 06.02.12, 14:47
          Zgadza się, to charakter. Moja matka też do niedawna pracowała. I wtedy częstotliwość telefonów nie była wcale mniejsza.
          Prosiłam ją milion razy , żeby zaczęła odróżniać ważne rzeczy od dupereli i z tymi drugimi dzwoniła ''grupowo'', a nie z każdą pierdołą osobno. Ona wogóle nie rozumie, że ja mogę mieć własne sprawy, problemy, przy których fakt, że zginęła śrubka jest po prostu rzeczą , której nie warto poświęcić zdania.
          • 71tosia Re: Mój problem - matka 06.02.12, 20:38
            no tak straszne, babcia chciala zaklucic sen zmeczonemu nastolatkowi, jak ona mogla !!! Sorry ale twoje zachowanie wcale tak bardzo od zachowania twojej mamy sie nie rozni. Tez lubisz narzekac tylko ze na forum.
            Zamiast zastanowic sie jak zmienic sytuacje jeczysz ze MUSISZ rozmawiac z wlasna matka jakies 15-20 minut dziennie, i to o glupstwach. Po pierwsze twoja i jej ocena co jest glupstwem moze byc troche jednak inna (dla twojej mamy zmiana zarowki moze byc problemem, chociaz kilka lat temu wcale nie byla, tak bywa z wiekiem). Po drugie zycie codzienne skalda sie z malych spraw (takich wykladzin i zarowek), komu ona ma powiedziec o tej odklejajacej sie wykladzinie jak nie corce? Twoje dzieci mowia ci tylko o samych powaznych sprawach? No i co zrobilas (oprocz narzekania) by sytuacje zmienic? Zamiast wypisywac jaka ta mama okropna, nieporadna i upierdliwa lepiej pomoz zoorganizowac i uatrakcyjnic mamie zycie, moze jakis basen, wyklady, spotkania ze znajomymi, zaangazuj w dzialanosc charytatywna w jakies fundacji, moze jaki pies, kot. Przynajmniej bedzieci rozmawiac o rzeczach ciekawszych niz wykladzina, bo majac ciekawsze zycie, wykladzina przestanie byc problemem .
            • annakate Re: Mój problem - matka 06.02.12, 21:20
              Ale to chyba nie do końca chodzi o zabranie 15 minut. To chodzi na moje wyczucie (bo z moja mamą jest bardzo podobnie) o to, że matka dorosłej kobiety odczuwa nieprzeparta chec uczestniczenia w każdym aspekcie życia córki/wnuka - czego dorosła osoba może miec dość, a nastolatek to juz w ogole, choc 10 lat wcześniej uwielbiał wszystko robić z babcią. Znam to. Bardzo dobrze znam. I wiem, jak mozna miec dosć. Czym innym jest troska, czyms zrozumialym nuda, ale nie do przyjecia jest dla mnie upierdliwe domaganie się pelnego serwisu informacyjnego codziennie, a niekiedy (np. jak gdzies jadę w dłuższą podróż) najlepiej co 2 godziny (dojechaliście? jaka droga?)
    • redheadfreaq Re: Mój problem - matka 06.02.12, 21:34
      Nie mogę powiedzieć, że rozumiem, albo, że znam z autopsji, gdyż jestem na nieco innym etapie separowania się. Ale...

      Wyniosłam się z domu we wrześniu - mam nadzieję, że raz na zawsze smile Z ojcem i jego żoną mam świetny kontakt. Z matką - zawsze był bardzo trudny, oparty (przez nią) na potrzebie kontroli i dominacji. Obecnie przechodzę bolesną psychoterapię, jestem na lekach przeciwlękowych - uczę się żyć bez jej ocen i nieustannego poczucia zagrożenia, uczę się budować normalne relacje. Dodatkowo jestem na okresie próbnym w całkowicie nowej pracy, która przewróciła moje dość stabilne nawyki do góry nogami, co gorsza - mój budżet został mocno zredukowany - może nie przymieram głodem, ale jest ciężko, po prostu.

      Co ona na to? Pretensje, że u niej piorę (właściwie prałam - zepsuła mi się nowo kupiona pralka, na nową czekaliśmy z chłopakiem ponad miesiąc). Pretensje, że ja mam pretensje, że zniszczyła mi bieliznę. Pretensje o moje układy z resztą rodziny. Kiedy pyta(ła), co słychać, ja zaczynam, że jest fajnie, fajnie, tylko z kasą krucho, natychmiast ucina - "Ja nie mam pieniędzy!". Boże, nawet nie miałam zamiaru prosić! Ja mam z nią rozmawiać, gdy słyszę tylko wyrzuty? Czemu mój ojciec, który właśnie kupił grunt pod budowę domu, potrafi przywieźć mi zgrzewkę mleka i wody mineralnej oraz torbę słoików domowych zupek i odmówić, gdy chcę - naprawdę chcę - oddać mu kasę?

      Ostatni raz rozmawiałam z nią przed Sylwestrem. Od tego czasu cisza, coraz bardziej buzująca pretensją. To niebywałe, że mimo, że z nią nie rozmawiam, CZUJĘ jej złość, że jej uciekam. Nie pomyliłam się. Wczoraj - imieninowe telefony od całej rodziny. Od niej - SMS, o treści, cytuję:

      "Wszystkiego najlepszego"

      Dlaczego sama do niej nie dzwonię? Po co? Żeby słuchać, jak to odzywam się do rodziny tylko, gdy mam jakiś interes? Ona nie rozumie, że szacunek i troska, tak jak telefon, działają w dwie strony. Woli kontrolę. Gdy ją traci, manipuluje.

      Dlaczego o tym piszę?

      Bo cudownie łatwo musi być tym, które miały lub wciąż mają pełen ciepła i NORMALNOŚCI związek z matkami. Niezwykle trudno jest wyobrazić sobie im, jak to jest NIE LUBIĆ swoich rodzicielek i nie dziwię się, że nie do pomyślenia jest dla nich, by nie móc, nawet te kilka razy dziennie wysłuchać marudzenia o sąsiadce, zakupach, żarówce. Bo dla tych kobiet, które tych NORMALNYCH stosunków nie miały, to jest kolejna forma kontroli. Nie ważne - masz czas, czy nie masz, jesz obiad, czy nie jesz, a nawet CHCESZ, CZY NIE CHCESZ - MASZ MNIE SŁUCHAĆ! TERAZ!

      Do cholery. Mam prawo nie chcieć, nie móc, nie mieć czasu. Dopóki matka nie jest staruszką przykutą do łóżka, NIE JEST MOIM OBOWIĄZKIEM organizować jej czasu, leczyć jej kompleksów, zapewniać jej rozrywkę, być jej chłopcem do bicia. Ba, uważam wręcz, niech siła wyższa i co wrażliwsze z was mi wybaczą - rodzenie "sobie" dziecka, by na starość podawało Ci przysłowiową szklankę wody, jest szczytem krótkowzroczności i egoizmu.

      Do tych, które zaproponują "pogodzenie na starość" - do pracy nas wspólnym celem trzeba wspólnych chęci. Dla mojej matki jestem czymś w rodzaju popsutego projektu. Po moim załamaniu nerwowym, ona głośno i wyraźnie powiedziała - nie mam sobie nic do zarzucenia. Nie przeszkadzało jej to teatralnie łkać po gabinetach moich psychiatrów, że "ona nie wie, co robić". Pogodziłam się z tym, ale boli dalej.

      Autorko - masz prawo nie mieć siły tego słuchać i masz prawo się nie zmuszać. Twoja matka nie ma więcej praw niż ty, tylko dlatego, że jest Twoją matką. Zadaj sobie pytanie - czy gdyby to coś, co drażni/boli/rani Cię w zachowaniu Twojej matki robił daleki znajomy, albo wręcz obca osoba - czy godziłabyś się na to?

      Czekam na strzały w potylicę - bo jestem głupia, młoda i guzik o życiu wiem...
      --

      www.mygalaxy.pl
Inne wątki na temat:
Pełna wersja