kaczka78
11.02.12, 07:08
W końcu się udało. Niedługo mała wychodzi. 33 tydzień. Ja przekroczyłam trzydziestkę.
Cały czas słyszę krytykę w swoją stronę. Staram się tłumaczyć to sobie tak, że się troszczą. Mama straciła trzy ciąże zanim jej się udało ze mną, siostrę macierzyństwo trochę przerosło. Mam dość odmienny od nich charakter. U mnie wszystko rozwija się dobrze i nie ma specjalnych zaleceń ze strony ginekologa. Generalnie dbam o siebie. Przestrzegam zaleceń, ale nie tych od starych ciotek. Od początku ciąży słyszę, że wszystko robię nie tak, że zaniedbam dziecko, że poronię. Że źle się odżywiam, że za dużo chodzę, że nie powinno się w 8 miesiącu spacerować po mrozie (zawsze byłam aktywna fizycznie, teraz nie uprawiam gimnastyki artystycznej i nie biegam, wiem jak się ubrać żeby nie zmarznąć). Ze uczestnictwo w szkole rodzenia jest nie potrzebne i nic nie daje. "Głupia jestem, że tam chodzę". Że cesarskie cięcie lepsze od porodu SN. Uważają, że sama nie będę umiała wykąpać dziecka, że zrobię jej krzywdę, że to źle, że chcę sam się małą zająć. Ciągle słyszę, że jak rodzi się dziecko, to życie się kończy. Mają mi za złe, że nie oczekuje z ich strony pomocy...(Mama twierdzi, że powinnam przeprowadzić się na początek do niej, ona do mnie z pewnych "technicznych względów" przyjechać nie może.) Przeprowadzkę rozważałam, potem uświadomiłam sobie, że tego nie chcę. Niby nie ma co się przejmować, i do tej pory traktowałam to wszystko jak głupie ględzenie i śmiałam się z tego, ale ostatnio coś przepełniło "kieliszek goryczy". Bardzo kocham te dwie kobietki ale wymiękłam.
Drżą mi ręce. To wrodzone genetycznie, dziedziczne, niegroźne. Nieznacznie, jak się denerwuje to to się nasila. Kiedyś miałam przez to problemy, walczyłam, leczyłam, potem po prostu zaakceptowałam. Tacy z kawą nie przeniosę, tak, by nie porozlewać, ale naczyń nie pobiję. Po ostatniej kontroli neurolog stwierdził, że jest nawet lepiej, bardzo się z tego ucieszyłam. A tu ostatnio tekst ze strony mamy, pewnie niechcący się jej chlapnęło: "twoja siostra na pewno wykąpie noworodka, to może ona przyjedzie pomóc, bo ty to nie dasz rady, ze względu na te twoje trzęsące się ręce, jest ryzyko, że utopisz albo, że wypadnie tobie z rąk." I szczerze to to mnie dobiło i zaczęłam się bać. Kolejnego dnia zauważyłam, że znowu mam problem z utrzymaniem widelca w prawej ręce. No ale, przełożyłam go do lewej i cholera zjadłam jakoś ten obiad.