Układ, którego nie rozumiem..

11.02.12, 13:18
z innego forum

>Ja od 4 lat jestem na urlopie wychowawczym, natomiast mąż dzielnie utrzymywał nas wszystkich pracując na 2 a czasem i 3 etatach

Co innego konieczność (czytaj brak możliwości znalezienia pracy, choroba ją uniemożliwiająca itp.), ale nie wyobrażam sobie, żeby dziecko miało matkę na codzień kosztem całkowitego braku ojca (i odwrotnie).
    • duzeq Re: Układ, którego nie rozumiem.. 11.02.12, 13:23
      Ale ze o so chodzi?

      1.Ty nie rozumiesz, oni tak.
      2. Z jednego zdania nie da sie wywnioskowac czy to koniecznosc czy nie.
      3. Nawet gdyby sie dalo, patrz punkt 1.
    • yenna_m Re: Układ, którego nie rozumiem.. 11.02.12, 13:48
      a co jesli ojciec niezaleznie od tego czy matka pracuje bedzie ciagnac 2 etaty? (np uczelniany plus specjalistyczny? ew. w ramach tego, że specjalista to bedzie szkolic ludzi z tego, co robi?)
      ja przerobilam taki uklad z panem malzonkiem na wlasnej skorze (praca, uczelnia plus dodatkowe wyjazdy na prestizowe wyklady, gdzie pan maz wykladal albo jezdzil w delegacje w sprawach zawodowych jako specjalista) - i dziękuję, postoję
    • moofka Re: Układ, którego nie rozumiem.. 11.02.12, 13:57
      tak
      obydwoje powinni ofiarnie doginac a dziecko do 19 u niani
      wtedy jest partnerstwo i rodzina szczesliwa
      • saga55-5 Re: Układ, którego nie rozumiem.. 11.02.12, 14:00
        Dzieci marynarzy też często nie widują swoich ojców.
      • mama_kotula Re: Układ, którego nie rozumiem.. 11.02.12, 14:04
        moofka napisała:

        > tak
        > obydwoje powinni ofiarnie doginac a dziecko do 19 u niani
        > wtedy jest partnerstwo i rodzina szczesliwa

        O to to Moof.
        Bo tak fajnie jest w tych wszystkich mundrych czasopismach, rady typu "pracuj na pół albo ćwierć etatu". Już widzę te wszystkie korpo i inne biura, które tak radośnie oferują tę pracę na pół i ćwierć etatu.
        A faktycznie wygląda to tak, że praca z dojazdem zajmuje czas od 7 od 17. I wtedy dziecko ma oboje rodziców po 2-3 godziny dziennie, a budżet domowy ma góra 1000pln więcej, o ile ma, bo bierzemy pod uwagę to, że trzeba opłacić nianię i że tata rezygnuje z jednego etatu. I zaraz naskoczy na mnie tutaj 150 osób, pisząc, ze nie liczy się ilość czasu, tylko jakość tego spędzanego czasu. A bullshit - liczy się zarówno jakość, jak i ilość. I nikt mi nie wkręci, że 2h dziennie od obojga rodziców dla dziecka to jest dobry układ, hyh, partnerski. Niemniej rozumiem, że czasem trzeba, nie neguję, ale dorabianie ideologii do tego nie jest fajne.
        Gdybym miała opcję, że będę z dzieckiem spędzać 2-3h dziennie, nie zdecydowałabym się na nie. No ale to ja. W tym momencie ja mam urlop macierzyński a mój partner zachrzania na dwóch etatach - swoim i moim, bo tak zdecydowaliśmy.
        • iuscogens Re: Układ, którego nie rozumiem.. 11.02.12, 16:27
          no własne, w Wawie naprawdę 9-10 godzin poza domem to raczej norma. Nawet powiedziałabym, że pól godziny to dobry dojazd, sama nigdy takiego nie miałam, a nie będę sprzedawać mieszkania z powodu pracy której za jakiś czas mogę nie mieć. Jedyne osoby, o których wiem, ze pracują na pól etatu to sprzedawcy, reszta 8 (przynajmniej, bo zdarza się i dłużnej) godzin dziennie. Wizja wychowywania potencjalnego dziecka przy 10 godzinach poza domem mnie przeraza.
    • mysia-mysia Re: Układ, którego nie rozumiem.. 11.02.12, 14:07
      A ja nie rozumiem, że zaprząta cię ta kwestia aż na tyle, że wywlekasz ją z innego forum, żeby tu ją omawiać
      na tamtym forum autorka tego postu mogłaby ci wytłumaczyć tak, że udało by ci się zrozumieć
    • xxe-lka Re: Układ, którego nie rozumiem.. 11.02.12, 14:09
      ale to nie twój układ, a więc nie twoja sprawa, nie wysilaj się więc by zrozumieć
    • kozica111 Re: Układ, którego nie rozumiem.. 11.02.12, 14:12
      Może tak ustalili.
      Może się bała iść do pracy? Po kilku latach wykluczenia z rynku ten strach jest.
      • ledzeppelin3 Re: Układ, którego nie rozumiem.. 11.02.12, 14:18
        A musisz rozumieć?
        Ja nie rozumiem układu typu widuję własne dzidzi 2 godziny na dobę, od 18 do 20, i usilnie wmawiam sobie, że nie ważne, ile czasu spędzam z dzieckiem, ważne JAK. I muszę tak życ z tym nierozumieniem.
        • ewma Re: Układ, którego nie rozumiem.. 11.02.12, 14:33
          Dla mnie to nic dziwnego,też to przerabialismy z mężem i wielu naszych znajomych również.
          Wiekszość matek nie ma dokąd wracać po porodzie ,a nowa praca nie czeka za zakrętem.
        • marzeka1 Re: Układ, którego nie rozumiem.. 11.02.12, 14:34
          Tyle że o ile pamiętam tamten wątek, to pan mąż ma duże pretensje , ze "siedzi w domu i nic nie robi"- a to już inaczej wtedy wygląda.
          Na dodatek taka praca kojarzy mi się z szybkim wdowieństwem.
    • ga-ti Re: Układ, którego nie rozumiem.. 11.02.12, 14:32
      Jest na wychowawczym od 4 lat, wnioskować można, że mają 2 dzieci (albo i 3 wink ). Wykonywanie pracy zawodowej przez matkę wiązałoby się z: porzuceniem pracy przez ojca, by mógł zajmować się dziećmi - żyją z 1 pensji, matka musi pracować dużo, by wystarczyło; posłaniem dzieci do przedszkola, żłobka - koszt za 2 spory, jeśli dostaną się do państwowego nie będzie źle, pomijając choroby x 2 i zwolnienia matki/ojca, jeśli do prywatnych placówek lub niania - koszty ogromne, często w takim wypadku jednemu z rodziców nie opłaca się pracować, jego zarobki pokrywają koszty opieki. Do pracy zawodowej rodziców dochodzi jeszcze codzienna praca w domu. A, zapomniałam, do przedszkola, żłobka trzeba jeszcze dzieci przyzwoiciej ubrać, o siebie do pracy również zadbać wypada bardziej niż w domu (co nie równa się dom=dres) - wydatki rosną.
      No, ja potrafię taki układ zrozumieć. Nie twierdzę, że jest idealny, nie, ale bywa, że inaczej być nie może.
    • edelstein Re: Układ, którego nie rozumiem.. 11.02.12, 14:34
      Dla niektorych (w tym dla mnie)konieczne jest bycie z dzieckiem do 3roku zycia.Na szczescue nie jestes moin ex mezem i nie musisz rozumiec.
    • jamesonwhiskey Re: Układ, którego nie rozumiem.. 11.02.12, 14:47
      dla mnie tez jest to dosyc dziwne wrecz patologia
      co widze to matki pracuja w weekendy
      on nie jesty wtedy zacharowany jak ta swinia na 3 etatach
      dziecko ma ojca
      ona dorzuca sie do budzetu domowego i nie staje sie rozlazlym domowym potworem
    • volta2 Re: Układ, którego nie rozumiem.. 11.02.12, 14:54
      nie wyobrażam sobie

      no cóż, masz dość małą wyobraźnię, czemu się tak z tym publicznie obnosisz? to raczej nie jest zaleta?

      a do tematu mogę wpisać od siebie tylko tyle, że u mnie też tak jest, nawet gorzej, bo ja na wychowaczym od paru lat nie jestem, i sobie wakacjuję za mężowe pieniądze.

      ale za te moje wakacje domowe mąż ma spokój w robocie, nie każę dzielić mu się domowymi obowiązkami i nie wymagam, by od czasu do czasu poleciał z dzieciami do lekarza, bo ja mam w pracy coś tam...

      moja pensja nie pokryje naszych wydatków tygodniowych więc uznaliśmy, że bezpieczniej będzie zainwestować w jego bezpieczeństwo zawodowe, bo daje nam to olbrzymie profity.
      jakie, w skrócie - ostatnio dostaliśmy od firmy mieszkanie 200 metrów kwadrat z tarasem 50 metrowym, z którego roztacza się cudny widok na morze. możemy sobie tam mieszkać ile chcemy, czyli dopóki mąż dla tej firmy pracuje.
      czas pracy i forma pracy jest taka, że i tak nie ma go w domu 10-11 godzin, nie ma znaczenia czy ja go odciażam biorąc etat czy też siedziąc w domu, bo albo pracuje tyle, albo wcale.

      jak ja mogłabym zatem mężowi powiedzieć, żeby wziął tydzień zwolnienia, bo u mnie w pracy kocioł?
      a po co mam płacić niani i siedzieć w kotle za 1500 zeta? mi się to nie opłaci i nie chcę myśleć o emeryturze - bo albo i tak dostanę głodową albo jej nie dożyję, biorąc pod uwagę mój stan zdrowia na czas obecny.
      • jamesonwhiskey Re: Układ, którego nie rozumiem.. 11.02.12, 15:12
        > a do tematu mogę wpisać od siebie tylko tyle, że u mnie też tak jest, nawet gor
        > zej, bo ja na wychowaczym od paru lat nie jestem, i sobie wakacjuję za mężowe p
        > ieniądze.


        to wiesz popracuj nad jakims argumentem potrzeby siedzenia w domu gdy dzieci juz nie beda wymagac brania zwolnien i tego typu bzdedy
        najlatwiej machnac kolejne dziecko


        > a po co mam płacić niani i siedzieć w kotle za 1500 zeta? mi się to nie opłaci
        > i nie chcę myśleć o emeryturze - bo albo i tak dostanę głodową albo jej nie doż
        > yję, biorąc pod uwagę mój stan zdrowia na czas obecny.

        a co w sytuacji zlosliwosci losu ze jednak dozyjesz
        a maz odkryje radosc z posiadania mlodego rozweselacza i dla ciebie juz nie bedzie miejsca w tym ukladzie, dodatkowo uzna ze skoro on pracoowal to wyprowadzi wszystkie srodki gdzies na bok
        • saga55-5 Re: Układ, którego nie rozumiem.. 11.02.12, 15:22
          jamesonwhiskey ma troche racji.
          W życiu różnie bywa. Czasami oczy się ludziom otwierają po fakcie.
          Lepsza mała emerytura niż żadna.
          Poza tym, faktycznie ! co tu robić jak dzieci zaczynają żyć własnym życiem ?
        • gryzelda71 Re: Układ, którego nie rozumiem.. 11.02.12, 15:23
          > a co w sytuacji zlosliwosci losu ze jednak dozyjesz
          > a maz odkryje radosc z posiadania mlodego rozweselacza i dla ciebie juz nie bed
          > zie miejsca w tym ukladzie, dodatkowo uzna ze skoro on pracoowal to wyprowadzi
          > wszystkie srodki gdzies na bok

          Będziesz mógł zakrzyknąć dobrze ci tak.
        • deodyma Re: Układ, którego nie rozumiem.. 11.02.12, 15:26

          > a maz odkryje radosc z posiadania mlodego rozweselacza i dla ciebie juz nie bed
          > zie miejsca w tym ukladzie, dodatkowo uzna ze skoro on pracoowal to wyprowadzi
          > wszystkie srodki gdzies na bok



          rozumiem, z panowie nie rozwodza sie z kobietami pracujacymi i nie wymieniaja ich na mlodsze rozweselacze?wink



          • marzeka1 Re: Układ, którego nie rozumiem.. 11.02.12, 15:33
            "
            rozumiem, z panowie nie rozwodza sie z kobietami pracujacymi i nie wymieniaja ich na mlodsze rozweselacze? "

            - tak, też się z takimi rozwodzą, ale jeśli kobieta n niepracująca kobieta nie ma odłożonych własnych pieniędzy , zabezpieczenia to nierzadko zostaje w znacznie trudniejszej sytuacji niż ta z pogardzaną tu przez Voltę2 wypłatą rzędu 1500 zł.
          • saga55-5 Re: Układ, którego nie rozumiem.. 11.02.12, 15:33
            > rozumiem, z panowie nie rozwodza sie z kobietami pracujacymi i nie wymieniaja i
            > ch na mlodsze rozweselacze?wink
            >

            Ale pani pracująca, ma po rozwodzie środki do życia i pracę.
            Natomiast pani niepracująca, a np. po dłuuuugim okresie niepracującym, ciężko będzie miała się gdzieś załapać tak na wczoraj wink
            • deodyma Re: Układ, którego nie rozumiem.. 11.02.12, 15:40
              oj, z tym roznie bywa kobiety, naprawdesmile
              znam babki po studiach, pracujace i gdgby teraz ich mezowie mieli ich powymieniac na inne, sama przyznaja, ze nie wiedza, jakby za swoje wyplaty utrzymaly siebie i dzieci.
              znam tez takie, ktore przed rozwodem czy smiercia partnera, nigdy nie pracowaly, prace znalazly.
              wiec roznie to w zyciu bywa, tylko prawda jest taka, ze to na ogol panowie zarabiaja wiecej i gdy nie daj boze para sie rozwodzi czy partner umiera, pani ciezko jest utrzymac sie na powierzchni.
              byc moze tez volta i jej maz, musieliby doplacac, zeby ona mogla pracowac i byc moze dlatego na dzien dzisiejszy nie oplaca sie jej pracowac?
              niech kazdy zyje, jak chce i tyle.
        • volta2 Re: Układ, którego nie rozumiem.. 11.02.12, 17:17
          może cię to dziwić, ale jakoś nie muszę uzasadniać swojego trwania w małżeństwie poprzez pracę. są faceci, co biorą to na siebie, i nie komentują, jeszcze oddają kartę do bankomatu, bo przez tą cholerną robotę, to nie ma kiedy iść i wybrać keszu.

          a rozweselaczem jakoś się nie martwię, mąż mądry chłop jest, zarabiać potrafi, wie, że rozweselacz równa się podziałowi środków na pół, całodobową opieką nad dziećmi, a rozweselacz przestanie być rozweselaczem tak szybko, jak żona, a zmieni się w źródło dodatkowych pieluch(na które on już nie ma ochoty), trosk i kłopotów. który mądry facet na to pójdzie jeszcze raz?

          ale jak się mimo wszystko kiedyś zdecyduje, czemu nie, naprawdę na łańcuchu go nie trzymam. i na pewno podziękuję za te wszstkie piękne latasmile
          • jamesonwhiskey Re: Układ, którego nie rozumiem.. 11.02.12, 21:50
            widze ze zyjesz w matrixie gdzie dzieci nigdy nie dorastaja
            srodki dziwnie znikaja z kont i nie ma zbytnio co dzielic
            poza tym nie kazdy sex konczy sie ciaza
            a nie kazda mloda pani odrazu chce sie zakopac w pieluchach
            niektore wrecz nawet nie chca

            > ale jak się mimo wszystko kiedyś zdecyduje, czemu nie, naprawdę na łańcuchu go
            > nie trzymam. i na pewno podziękuję za te wszstkie piękne latasmile

            w wieku lat 55-60 bez zadnej pracy doswiadczenia
            to chyba odrazu do noclegowni
            • volta2 Re: Układ, którego nie rozumiem.. 12.02.12, 12:39
              jeśli będzie nam szło tak dobrze jak dotychczas to w wieku 55-60 lat naprawdę będzie co dzielić i ze wspólnoty małżeńskiej wyjdę jako bardzo zamożna starsza pani.

              już teraz nie miałabym na co narzekać, a ty mi dajesz jeszcze 15-20 lat, to ho ho!

              co do dorastania moich dzieci - przecież to oczywiste, że w końcu kiedyś dorosną, i się usamodzielnią, ja już teraz nie mogę się tego doczekać.

              noclegownia? my już teraz mamy 2 mieszkania, myślimy o kolejnymsmile i nie ma sensu ci chyba wspominać że całkiem pokaźna willa pod warszawą czeka na mnie po rodzicach(rodzeństwa nie mam - więc ta noclegownia, to naprawdę - przesada)
              na szczęście dużo mieszkań nie oznacza dużo sprzątania, mam zatrudnioną do tego osobną panią, tak zresztą jak i opiekunkę do dzieci(już mocno szkolnych)

              naprawdę, ja nie jestem na "etacie" żony do dzieci, garów i sprzątania.
              w moim małżeństwie pełnię zupełnie inną rolę, o której ty nawet nie możesz mieć pojęcia, jesteś zbyt ograniczony by widzieć, że niektórzy naprawdę mają inaczej niż ty.

              musiałabym być niezłą idiotką by nie zauważyć znikających z kont pieniędzy, czy sprzedanych mieszkań - to zresztą byłoby bez żony, nawet byłej, widniejącej w hiopotece - prawnie niemożliwe.
              coś ci się jedzie stereotypem kury domowej, z zasadzie kury -bo te faktycznie są ślepawe nieco i sporo im z rzeczywistości ucieka.

              ty myślisz, że ja jestem w domu pod pretekstem dzieci? dobry żart, naprawdęsmile) uśmiałam się.
    • yoko0202 Re: Układ, którego nie rozumiem.. 11.02.12, 15:35
      osobiście to ja wielu układów nie rozumiem, jak tak się popatrzy czy poczyta co się wokół dzieje

      w przypadku układu, o którym piszesz, to ja rozumiem jedno - stanowi on idealną odpowiedź na często zadawane pytanie: dlaczego faceci nie chcą się żenić?
      no pewnie właśnie dlatego, że nie każdy chce świadomie zostać osłem zapylającym na 3 etatach, żeby utrzymać panią i potomstwo, i do tego udawać, że jest mu świetnie, i tak przez 40 lat.

    • moofka Re: Układ, którego nie rozumiem.. 11.02.12, 16:30
      a swoja droga co ty masz do rozumienia babo, skoro sama nie wychowujesz niemowlecia czy malego dziecka
    • kali_pso Przynajmniej konsekwentna jesteś;)p 11.02.12, 19:17

      Bo od kiedy kojarzę Cię z tego forum, to ciagle masz kłopoty z percepcją temgo tematuwinkp
    • zolla78 Re: Układ, którego nie rozumiem.. 11.02.12, 20:07
      A ja rozumiem może nie twój brak zrozumienia, bo tu nie ma czego zrozumieć, ale jak rozumiem brak poparcia dla takich rozwiązań. Też uważam, że układ mama w domu z dziećmi, gdzie to nie sytuacja przymusowa, kosztem wiecznie nieobecnego ojca bo musi zarabiać na dwóch etatach lub po godzinach, nie jest normalna. O ile to rzeczywiście nie sytuacja przymusowa, ale wyraz przekonania kobiety, że dzieci to tylko z matką, a ojciec nie jest im aż tak potrzebny.
      Dzieci potrzebują obojga rodziców i jeżeli umożliwienie jakiegokolwiek kontaktu ojca z dziećmi wymaga pójścia do pracy przez kobietę, to powinna iść.
    • nabakier Re: Układ, którego nie rozumiem.. 11.02.12, 20:40
      Może lekarz wink
    • ruda_henryka Re: Układ, którego nie rozumiem.. 12.02.12, 09:56
      Właśnie taki układ oglądam u dalszych znajomych. Pan na 3 etatach, ciągle w delegacji, nie wytrzymał i leży z bardzo ciężkim zawałem w szpitalu z kiepskimi rokowaniami. Na utrzymaniu żona niepracująca z dwójką dzieci szkolnych, kredyt na mieszkanie. Większych oszczędności brak, bo całość pieniędzy szła na życie.
      Pomijając kwestie finansowe, to ja nie zgodziłabym się, żeby dziecko miało dochodzącego ojca tylko od święta, bo nie na tym wg mnie wychowanie polega. Ale różnym ludziom różne układy pasują i nie ma co oceniać. Każdy podejmuje jakieś ryzyko w życiu.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja