oddałam córkę do adopcji...

11.02.12, 22:33
Witajcie drogie emamy, piszę tu bo muszę się wygadać, jest mi cholernie ciężko, nie wiem, jak sobie z tym poradzić. Może ktoś był w takiej sytuacji jak ja? Dokładnie rok i dwa miesiące temu oddaliśmy z mężem do adopcji naszą córeczkę. Wtedy wydawało mi się, że jest to najbardziej słuszna decyzja jaką mogliśmy podjąć. Mamy dość ciężką sytuację finansową i mimo, że oboje dobiegamy 30tki, mieszkamy w maleńkiej kawalerce, bo nas nie stać na wynajem większego lokum. Nie możemy liczyć też na pomoc rodziny, która mieszka daleko, poza tym im też jest bardzo ciężko - mama męża ciężko choruje i kupujemy jej drogie leki. Ciąży nie planowaliśmy, zaszłam w nią mimo zabezpieczenia, dlatego długo nie mogłam uwierzyć w te dwie kreski na teście, gdy nie dostałam okresu. Na początku nawet ucieszyliśmy się, że zostaniemy rodzicami, ale z czasem coraz bardziej zaczęło nas wszystko przerażać, jak sobie damy radę, jakie warunki zapewnimy naszemu dziecku. Chcieliśmy kupić nawet większe mieszkanie, ale.. wyrok: brak zdolności kredytowej. Obydwoje pracujemy jako nauczyciele, zarabiamy bardzo niewiele, mąż nie ma stałej umowy. Przyznam, że w pewnym momencie przeszlo mi przez myśl, aby usunąć ciążę, ale doszliśmy z mężem do wniosku, że lepiej będzie oddać dziecko do adopcji - w końcu tyle par czeka na dzidziusia... doradzono nam nawet adopcję ze wskazaniem, przez stronę internetową znaleźliśmy rodziców adopcyjnych dla naszej córeczki. Spotkaliśmy się z państwem M. kilka razy, to bardzo mili, i w dodatku zamożni ludzie. Mama adopcyjna, która była przy porodzie, opowiadała mi, jak już wyszykowali pokoik, łóżeczko, ubranka... Ustaliłyśmy, że nie dostanę dziecka do przytulenia po porodzie, żeby się nie przywiązywać. A potem wszystko poszło z górki, po 6 tygodniach rozprawa, i Zosia stała się w świetle prawa córką państwa M. Wydawało się, że wszystko jest u nas jak dawniej, tyle, że ja coraz gorzej znosiłam myśl, że nie byłam w stanie wychować własnego dziecka. Co gorsza, gdy wróciłam do pracy, patrzyłam na dzieci (pracuję w przedszkolu), i coraz częściej zastanawiałam się, jak będzie wyglądać moja córka w ich wieku. W końcu nie wytrzymałam i weszłam na NK, na profil pani M. I to mnie ostatecznie dobiło... zobaczyłam tam zdjęcie naszej - a właściwie ICH - córeczki. Dziewczynka ma czarne loczki i piękne duże oczka, jest taka śliczna... Widać, jak bardzo są z niej dumni i ją kochają. Zosia na wakacjach nad morzem, urodziny Zosi i jej pierwsza świeczka na torcie, Zosia bawi się z tatą. Mnóstwo zdjęć. Pokazałam zdjęcia mężowi, płakałam, jemu też było nieswojo, pocieszał mnie, że Zosia ma dużo lepsze warunki niż miałaby u nas, i że to dla jej dobra, itp,. nie fair skazywać dziecko na biedę, co ono winne że urodziło się w biednej rodzinie, podczas gdy może mieć zapewnione o wiele godniejsze życie. Tyle, że ja bardzo za nią tęsknię, to jest silniejsze ode mnie. Czasami myślę, że już chyba lepiej było usunąć tę ciążę, niż teraz cierpieć obserwując, jak moje dziecko rozwija się w innej rodzinie. Przepraszam za długi post, ale musiałam się wygadać, tak bardzo mi ciężko...
    • verdana Re: oddałam córkę do adopcji... 11.02.12, 22:42
      Hm. Oddałaś dziecko do adopcji bo mieszkałaś w KAWALERCE? I to był główny powód?
      Nie, tak naprawde spokojnie mogłaś wychować dziecko, tylko nie chciałaś go mieć. Dwie pensje, mieszkanie - to całkiem przyzwoite warunki. Nie wiem dlaczego, nie kazdy chce miec dzieci - ale kawalerka i pieniadze były chyba tylko pretekstem. Teraz widzisz piekne zdjęcia dziecka - ale to tylko zdjęcia. dziecko to cos więcej - nipeprzespane noce, ciasnota, wydatki - na to zdecydowanie nie byłaś gotowa. Wszystko inne wydaje się jakieś wydumane. Nie głodujecie, nie śpicie pod mostem, a założenie,z e lepsza zamożna rodzina adopcyjna od niezbyt zamoznej własnej - absurdalne.
      Więc nie żałuj, nie sądzę, abyś była szczęśliwsza z dzieckiem, ktorego z powodów sobie chyba jednak nie znanych, nie chcieliście.
      Żeby bylo jasne - w kawalerce miałam dwoje dzieci.
      • ryza_malpa1 Re: oddałam córkę do adopcji... 11.02.12, 22:48
        Miałam napisać dokładnie to samo, bo znam nauczycielską parę przez lata gnieżdżącą się z dzieckiem w kawalerce tylko pomyślałam sobie że to ściema z tym postem - prace mają oboje ( w tym ona stałą umowę nauczycielską jak się domyślam w budżetówce - czyli warunki cieplarniane dla matek z dziećmi), mieszkanko ciasne ale własne...
        Jeśli ten post jest prawdziwy to radę mam jedną - nie zaglądajcie na profil nk. Zróbcie sobie nowe dziecko a tych ludzi pozostawcie w spokoju.
        Nie miej wyrzutów sumienia - czasu nie cofniesz. Z jakichś powodów wtedy uznałaś , ze taki wybór jest najlepszy i pewnie tak wtedy było - miałaś czas, żeby wszytsko przemyśleć.
        • zona_mi ryza_malpa1 12.02.12, 09:41
          Proszę usunąć z sygnaturki wulgaryzmy.
          • spacey1 Re: ryza_malpa1 12.02.12, 12:10
            To cytat z Andruchowycza, błagam...
            • iwles Re: ryza_malpa1 12.02.12, 12:15

              nawet gdyby to byl sam Fredro czy Mickiewicz, wulgaryzmy wystarczy wykropkować.
              • spacey1 Re: ryza_malpa1 12.02.12, 22:43
                paranoja. w ich książkach nie kropkuje się, a tu trzeba? zapisy regulaminu nie powinny być aż tak dalekie od życia
                • adellante12 Re: ryza_malpa1 13.02.12, 08:44
                  Co za straszliwy wulgaryzm..... Ktos napisała "d...pa"..... Ojej co za skandal...
                  Nie róbcie się żałośnie smieszne lub śmiesznie żałosne... Bo taka postawa trąca troszkę powiatowymi aktywistami z czasów PZPR...
        • adellante12 Re: oddałam córkę do adopcji... 13.02.12, 08:46
          ryza_malpa1 napisała:
          Jeśli ten post jest prawdziwy ...

          Taaaaaaaaa..... jak najbardziej prawdziwy... No trolowisko jak sie patrzy , ostatnio ktoś napisał że same z d..y watki jak nie mała Madzia to tajniki kolejnosci makijazu...
          Trza było coś spłodzić wiec się spłodziło..
      • edelstein Re: oddałam córkę do adopcji... 11.02.12, 22:56
        Nie wszyscy uwazaja kawalerke za optymalne miejsce,ja tez nie,doczytaj,ze czesc kasy szla na leki dla chorej matki meza,poza tym jesli ktos czuje,ze go nie stac to widocznie tak jest,nie tobie oceniac czy byliby szczesliwsi z dzieckiem.Hah. i wlasnie wyszlo ta hipokryzja tak czesto na ematce obecna,urodz,oddaj do adopcji,tyle par czeka,zrobisz dobry uczynek,a jak babka napisala,ze oddala,by dziecku bylo lepiej to jej wymyslasz,ze jej powody sa wydumane,powinna wychowywac.
        • ryza_malpa1 Re: oddałam córkę do adopcji... 11.02.12, 22:57
          Nie powinna wychowac skoro nie chciała ale teraz płacze ...i śledzi po internecie....niech nie śledzi.
          • edelstein Re: oddałam córkę do adopcji... 11.02.12, 23:01
            Tylko krowa zdania nie zmienia i dalej zre trawe,ciesze sie zes nieomylna i nigdy nie zalowalas zadnej decyzji.
          • yenna_m Re: oddałam córkę do adopcji... 11.02.12, 23:35
            wiesz, zawsze człowiek może przemyśleć pewne sprawy i zmienic zdanie

            natomiast uważam, że oddanie dziecka do adopcji było sporym aktem odwagi
            i aktem odpowiedzialności, jeśli czuło się, że sie nie jest gotowym na dziecko (o motywacjach nie będę rozmawiać, bo dla mnie w zasadzie motywacje nie mają tutaj znaczenia)
            • upartamama Re: oddałam córkę do adopcji... 14.02.12, 08:30
              Lepiej, że oddała do adopcji niż wyskrobała lub po urodzeniu zakopała pod gruzem.

              jedna bezdzietna rodzina dostała od niej gwiazdkę z nieba....
          • claudel6 Re: oddałam córkę do adopcji... 12.02.12, 11:59
            przecież ŻADNA normalna kobieta nie będzie w stanie emocjonalnie sobie dobrze poradzić z tym, ze oddała dziecko, które nosiła przez 9 miesięcy. to jest rozwiązanie wymyslone przez katolickich bezdzietnych biskupów - oddac do adopcji - którzy nie mają zielonego pojęcia o rodzicielstwie i emocjach matki.
            straszą kobiety traumą postaborcyjną, która zdarza sie rzadko, natomiast trama po oddaniu dziecka do adopcji jest jak w banku - tylko ten fakt Kosciół katolicki oczywiście wymazuje ze swiadomości.
            • tracja4 Re: oddałam córkę do adopcji... 15.02.12, 09:59
              Po zabójstwie dziecka nie ma traumy, a po oddaniu jest?
        • 3-mamuska Re: oddałam córkę do adopcji... 11.02.12, 23:33
          edelstein napisała:

          > Nie wszyscy uwazaja kawalerke za optymalne miejsce,ja tez nie,doczytaj,ze czesc
          > kasy szla na leki dla chorej matki meza,poza tym jesli ktos czuje,ze go nie st
          > ac to widocznie tak jest,nie tobie oceniac czy byliby szczesliwsi z dzieckiem.H
          > ah. i wlasnie wyszlo ta hipokryzja tak czesto na ematce obecna,urodz,oddaj do a
          > dopcji,tyle par czeka,zrobisz dobry uczynek,a jak babka napisala,ze oddala,by d
          > ziecku bylo lepiej to jej wymyslasz,ze jej powody sa wydumane,powinna wychowywa
          > c.

          Wisz gdyby oddala,bo powiedziala ze nie chce dziecka ,nie kocha i woli je oddac to ok.
          Po roku nie placze nad zdjeciami i nie zaluje decyzji ,to ok,nie nadaje sie na matke i tyle.
          Ale powody za male mieszkanie i zal ,placz, powoduja ze czlowiek mysli kurcze daliby rade.
          Dziecku w pierwszych latach nie potrzeba oddzielnych pokoi,szczepic mozna darmowymi szczepieniami,karmic piersia(spora oszczednosc) kupic wozek z allegro, a ciuchy dostac po rodzienie.
          Wiec malo kasy to troche taki naciagany problem.

          Ok oddala ,nikt jej nie potepia,ale po prostu ludzie sie dziwia ze pracujac, maja wlasne mieszkanie, meza,zdrowi ludzie kolo 30-ski mowia ze maja zle.
          A to juz nie ocenianie.

          ,nie tobie oceniac czy byliby szczesliwsi z dzieckiem

          Nikt nie ocenia czy bylyby szczesliwi czy nie,faktem jest ze autoce jest teraz zle,to znaczy ze oddajac dziecko nie jest szczesliwa.

          • yenna_m Re: oddałam córkę do adopcji... 11.02.12, 23:37
            dziewczyna napisała, że to nie jej mieszkanie tylko wynajmowane
          • deodyma Re: oddałam córkę do adopcji... 11.02.12, 23:43
            z tego, co napisala autorka, mieszkanie jest wynajmowane, nie ich.
            i czy tu czasami czyta sie takie wpisy, ze jak sie nie ma mieszkania/warunkow, trzeba bylo nie decydowac sie na dziecko/dzieci?
            • yenna_m Re: oddałam córkę do adopcji... 11.02.12, 23:51
              ano dokładnie

              totalne zakłamanie sad
              a w wątku medialnym totalna podnieta, bo tamta mogła oddać dziecko przecież...

              echhhh....

              przytulam mocno Autorkę tego wątku
              trzymaj sie dziewczyno
              może zastanów się nad jakimś psychologiem? żeby jakoś złagodzic ból
          • edelstein Re: oddałam córkę do adopcji... 11.02.12, 23:47
            Kazdy ma inne priorytety,dla kogos finanse sa nie do przeskoczenia i tyle.Placze no placze,ma prawo,nie oznacza wcale,ze dziecku byloby lepiej z nia i ona zapewne to wie.
            Owszem dziecko powinno miec oddzielny pokoj tym bardziej,ze u nich zdolnosci kredytowej brak,wiec nawet jakby na upartego do trzeciego roku zycia nocowalo gdzie rodzice to co potem?to ja na 80metrach uwazam,ze mam o wiele za malo miejsca a tez mam 3latka.Jak zbuduje kolejke to przez cale mieszkanie,gdzie na to jest miejsce w kawalerce?taa wszystko spada z nieba,co jesli matka nie moze karmic,albo dziecko nie moze pic mleka z piersi,wydatki na mleko mego syna to byly setki euro,nie mowiac o lekarzach,lekach,alergia sie nie ujawnila 2min po urodzeniu,i co wtedy?co maja ci rodzice zrobic?skad te pare tysiecy?u mnie od lat nikt dzieci nie mial,kolezanki bezdzietne,skad ubranka? Budowanie rodzony na “jakos to bedzie“jest glupota ktora powinno sie tepic.
      • 3-mamuska Re: oddałam córkę do adopcji... 11.02.12, 23:21
        verdana napisała:

        > Hm. Oddałaś dziecko do adopcji bo mieszkałaś w KAWALERCE? I to był główny powód
        > ?
        ...

        Brutalne ale mam dokladnie takie samo zdanie,jak verdana.
        Zdrowi dorosli ludzie nie oddaja dziecka, tylko z powodu malego mieszkania.
        NO nic,teraz trzeba pogodzic sie z decyzja i cieszyc sie ze dziewczynka ma wspanialych rodzicow.
        Oby tylko kiedys sie nie dowiedziala ,ze zostala oddana z powodu malego mieszkania.
        Bo moze byc to dla niej szokiem.
      • bez_seller Re: oddałam córkę do adopcji... 12.02.12, 14:58
        verdana napisała:

        > Hm. Oddałaś dziecko do adopcji bo mieszkałaś w KAWALERCE? I to był główny powód
        > ?
        > Nie, tak naprawde spokojnie mogłaś wychować dziecko, tylko nie chciałaś go mieć

        No a gdyby nawet, to co? Jakim prawem oceniasz juz po fakcie adopcji. Moze rozpal od razu stos.
        • verdana Re: oddałam córkę do adopcji... 12.02.12, 18:58
          Gdyby dizewczuna napisała "Nie czułam się na siłach wychować dziecko, nie chcę być matką, nie chcemy być rodzicami, nie zdołamy pokochać dziecka" itd to bym się nie czepiała. Ale wybacz, argument, ze dwie pensje i kawalerka to powód, aby wyrzec sie dziecka i dać na wychowanie komus obcemu - to nie jest cos, co zasluguje na pochwałę i poklepanie po ramieniu. To robienie z siebie ofiary, zamiast prostego stwierdzenia, ze się dziecka po prostu nie chciało.
          • hellulah Re: oddałam córkę do adopcji... 12.02.12, 19:30
            Piszesz prosto z mostu czy raczej... strzelasz z liścia prosto w ryj - ale... zgadzam się z tobą.


          • bez_seller Re: oddałam córkę do adopcji... 13.02.12, 16:20
            verdana napisała:

            > Gdyby dizewczuna napisała "Nie czułam się na siłach wychować dziecko, nie chcę
            > być matką, nie chcemy być rodzicami, nie zdołamy pokochać dziecka" itd to bym s
            > ię nie czepiała. Ale wybacz,

            Nie wybaczam. Nie ma znaczenia z jakiego powodu oddala dziecko. Nie Twoja sprawa.
            • hellulah Re: oddałam córkę do adopcji... 15.02.12, 17:53
              Sorry, pisze na forum, robi z tego sprawę m. in. verdany-czytelniczki forum - dostaje na forum opinie różnych osób, w tym m. in. verdany.
              • bez_seller Re: oddałam córkę do adopcji... 15.02.12, 18:33
                W sytuacji, gdzie zapadla juz decyzja ktorej nie mozna cofnac, nie wydaje sie opinii.

                Umierajacemu na raka pluc nie gada sie o szkodliwosci palenia, nie wydziwia jak to on mogl palic i nie stawia siebie za przyklad madrosci, bo sie nigdy po papierosa nie siegnelo. No jakim trzeba byc czlowiekiem, zeby cos takiego robic?
    • edelstein Re: oddałam córkę do adopcji... 11.02.12, 22:48
      I dlatego uwazam,ze lepiej jak adopcja odbywa sie calkowicie anonimowo.Ciezko powiedziec czy po aborcji byloby ci latwiej czy trudniej.Ja wolalabym usunac,ale to ja.Proponuje nie wchodzic wiecej na ta strone,bo bedzie tylko gorzej,nie zrobilas nic zlego,jej tam jest dobrze.Kazda decyzja niesie za soba skutki,te skutki teraz widzisz,trzeba zacisnac zeby,tak to juz jest.Moze zabrzmialo to twardo,ale zycie takie jest.
    • mamaemmy Re: oddałam córkę do adopcji... 11.02.12, 22:48
      nie wiem co powiedziec,tak wiele osob pisze dla zabawy tutaj..
      Jesli(...) Twoja historia jest prawdziwa-stalo się,nie placze się nad rozlanym mlekiem,to w tamtym czasie byla najlepsza decyzja wg Was i tyle.Musisz sie z tym pogodzic.
      Za jakies nascie lat pewnie corka odkryje tajemnice swojego zycia i zacznie Was szukac-i pewnie znajdzie.
      Wasza corka jest szczesliwa.Uszczesliwiliscie tez dwojke innych ludzi.
      Nie próbujcie sledzic,ogladac,zmzieniac ich zycia.

      p.s mam nadzieję,że to tylko podpucha,jak wiele tutaj...
      • verdana Re: oddałam córkę do adopcji... 11.02.12, 22:51
        Mnie też się wydaje, ze to raczej teoll.
        Natomiast jeśli nie troll - osoba, która oddała dziecko, bo ma za mało pieniedzy i za małe mieszkanie - mając zupełnie przyzwoite warunki- raczej nie powinna byc namawiana do posiadania kiedykolwiek następnego dziecka.
        • ryza_malpa1 Re: oddałam córkę do adopcji... 11.02.12, 22:56
          Każdy może się nawrócić....
        • edelstein Re: oddałam córkę do adopcji... 11.02.12, 22:59
          Kawalerka i brak zdolnosci kredytowej to sa przyzwoite warunki?no gratuluje,czekam z niecierpliwoscia na dalsze posty w stylu pro live,pro live poki inkubator nie urodzil,potem juz wyrodna,bo oddala majac o zgrozo kawalerke i dwie male pensje z ktorej pomagaja matce meza.
        • emilia.anna Re: oddałam córkę do adopcji... 11.02.12, 23:07
          Nie jestem trollem, to po pierwsze, a po drugie: wolne żarty - kawalerka (wynajmowana w dodatku...) i marna pensja to rzeczywiście PRZYZWOITE WARUNKI na wychowanie dziecka? Ludzie, nam ledwo starcza na jedzenie na dwie osoby, a z czego kupić dziecku pampersy, ubranka, itp? Mąż nie ma etatu, ja zarabiam mało, mamy ciężko chorą mamę na utrzymaniu... więc nie mówcie, że są to PRZYZWOITE warunki na wychowanie dziecka... niemniej jest mi bardzo smutno...
          • edelstein Re: oddałam córkę do adopcji... 11.02.12, 23:23
            Wyluzuj,trafilas na forum kobiet z rozdwojona jaznia,zarabiaja miliony,dziecko kosztuje ich marne grosze tak do 200zl,narzekaja,ze wszystko drogie,po czym dorzucaja,ze szkolka jezdziecka,narty,plywalnia(dowolne wybrac)kosztuje,az 200zl i w zaleznosci od nastroju wychowuja w kawalerkach lub palacach.Dziecko nic nie kosztujetongue_out zezra cie zywcem,takie sa obe pro live w wiekszosci,postuluja za tym by rodzice,ktirzy nie sa na silach oddawali do adopcji,a jak ktos odda to widac ich wsparcie.Dlatego uwielbiam to forum,lepsze niz niejedna komedia.
            • naomi19 Re: oddałam córkę do adopcji... 12.02.12, 08:19
              Partner Cię rzucił, żeś od kilu dni taka wredna?
              Czy zwykły PMS?
              • edelstein Re: oddałam córkę do adopcji... 12.02.12, 11:36
                Z powodu PMS rzucilam partnerabig_grin
          • yenna_m Re: oddałam córkę do adopcji... 11.02.12, 23:25
            bardzo Ci współczuję
            doskonale wiesz, że wybrałaś najlepsze wyjście dla swojego dziecka
          • malgosiek2 Re: oddałam córkę do adopcji... 11.02.12, 23:29
            To była najtrudniejsza, ale i zarazem najlepsza decyzja mimo wszystko.
            Gratuluję odwagi i ściskam mocno.
            Zawsze jestem pełna podziwu dla takich kobiet jak Ty.
            Może w OA jest psycholog, z którego możesz skorzystać?
            • edelstein Re: oddałam córkę do adopcji... 11.02.12, 23:35
              Tez jestem pelna podziwu,szczegolnie jak widze wypowiedzi naszych pro livowych forumek jak 3mamuska czy jak jej tam.Co by nie zrobil zle,aborcja zle,adopcja zle,jak zawieje tak one wiecznie niezadowolone.
              • yenna_m Re: oddałam córkę do adopcji... 11.02.12, 23:38
                ano dokładnie

                a potem się dziwią, że kobiety wolą przerwać ciążę niż urodzic i oddać spragnionym dziecka ludziom do adopcji
              • 3-mamuska Re: oddałam córkę do adopcji... 12.02.12, 00:46
                edelstein napisała:

                > Tez jestem pelna podziwu,szczegolnie jak widze wypowiedzi naszych pro livowych
                > forumek jak 3mamuska czy jak jej tam.Co by nie zrobil zle,aborcja zle,adopcja z
                > le,jak zawieje tak one wiecznie niezadowolone.
                pro livowych ?????
                Chyba ci sie aborcja z adopcja pomylila co nic.
                A ja tez zrobilabym aborcje,bo nie dalabym rady oddac wlasnego dziecka obcej osobie,i pewnie tez meczyloby mnie to jak i autorke watku.
                Nie jestem tylko za tym, aby aborcja byla darmowa i traktowana jak antykoncepcja,a w kraju gdzie za spirale tabletki trzeba placic, to latwiej bylby zrobic darmowa aborcje.Ale to juz inny temat.
                Polski nie ma kasy na darmowa aborcje,bo nie stac jej na leki dla ludzi chorych.
                • edelstein Re: oddałam córkę do adopcji... 12.02.12, 00:53
                  Zwracam honor,widocznie ktoras o podobnym nicku to byla co tak krzyczala nie zabijac oddac do adopcji,z reszta tu te co tam oprocz niej za adopcja byly tu posty potepiajace smaruja,takie rozdwojenie.
          • totorotot Re: oddałam córkę do adopcji... 11.02.12, 23:51
            zmien męża, co to za łajza, która zamiast iść tyrać na budowie jak sie okazuje, ze zona w ciąży, namawia ją na adopcję? mąż nie ma etatu, czyli jego matkę utrzymujesz Ty? Wez sie kobieto ropedz i walnij baranka w sciane, juz gorzej nie mogłaś trafić niz ta banda wampirów.
          • ja1ja1 Re: oddałam córkę do adopcji... 12.02.12, 07:44
            sory że sie wtrącę.
            Masz dobre warunki i pracę.
            To co ja powinnam zrobić????
            mieszkając w pokoju 6m2 przez 5 lat!!!!!!!! we 3 osoby, nie mogąc korzystac z kuchni, korzystac tylko wtedy kiedy inne osoby zrobią obiad, kolację, czekać aż wyjdą. A później za plecami słuchac gaz drogi prad drogi. Mąż pracował za 400 zł na pół etatu i 3 osoby na utrzymaniu.....
            Ty to masz świetne warunki!!!!!!! Dwie pensje jakie by nie były, nawet najniższe! To dopiero świtne życie w porównaniu ze mną. Ja nie miała na łóżeczko, dostałam, wózek też, wszystko dostałam, bo rodzina nie chciała pomóć a mąz nie płacił ubepzieczenia i nie dostał z tytułu urodzenia dziecka, bo nie było nas stac składkę jeszcze płacic z 400 zł pensj!!!!!
            Becikowego nie było. I nie było to tak dawno, ceny były te same co dziś, pensje te same.
            Wstyd, jestes nauczycielką i tak postapiłaś!!!!!
            • mia_siochi Re: oddałam córkę do adopcji... 12.02.12, 09:48
              To mógł pracować na cały etat, nie na pół.
            • edelstein Re: oddałam córkę do adopcji... 12.02.12, 10:49
              Co powinnas?myslec glowa,a nie d.upa,a nie sie rozmnazac.Dumna jestes z siebie?
          • zuzi.1 Re: oddałam córkę do adopcji... 12.02.12, 11:50
            Bardzo Ci współczuję emilia.anna, ale jednocześnie rozumiem. I nie osądzam. Zrobiłaś to co uważałaś za słuszne. Podziwiam, że nie przerwałaś ciązy, tylko zdecydowałaś się urodzic i oddac do adopcji. To był na pewno b. trudny krok. Obecnie skup się na pomocy sobie i swojej psychice. Powinnas skorzystac z pomocy psychologa. Córka, gdy dorośnie i bedzie chciała poznac swoich biologicznych rodziców na pewno Was poszuka i wówczas wytłumaczysz jej swoje powody. Nie czuj się winna. Czasem w życiu tak właśnie się układa...Pomyśl sobie, że dzięki Twojej decyzji ktoś może cieszyc sie macierzyństwem i kocha Twoje dziecko, tak jak Ty byś to robiła. Gdy Wasze życie się unormuje zawsze możecie myslec o kolejnym dziecku. Ja na Twoim miejscu, nie niszczyłabym w każdym razie teraz życia rodziny adopcyjnej i Twoje córki...
          • kamelia04.08.2007 juz dobrze, spokojnie 12.02.12, 14:22
            emilia.anna napisała:

            > a po drugie: wolne żarty - kawalerka (wynaj
            > mowana w dodatku...) i marna pensja to rzeczywiście PRZYZWOITE WARUNKI na wycho
            > wanie dziecka? Ludzie, nam ledwo starcza na jedzenie na dwie osoby, a z czego k
            > upić dziecku pampersy, ubranka, itp? Mąż nie ma etatu, ja zarabiam mało, mamy c
            > iężko chorą mamę na utrzymaniu... więc nie mówcie, że są to PRZYZWOITE warunki
            > na wychowanie dziecka... niemniej jest mi bardzo smutno...


            ok, zwracam honor, co do jednego punktu, bo myslalam, że macie własna kawalerke, a nie wynajmowaną.

            Przedstawilas tutaj oczywiscie rozsadne powody. Nie zamierzam sie upierac i twierdzić, że to komfortowa sytuacja. Pewnie, że by było wam bardzo trudno finansowo i w ogóle ciężko zyc w ciasnocie. Czasem sie jednak zdarza, ze w takiej sytuacji ludzie sie bardziej spinaja i znajduja jakies rozwiazania, czasem im cos wychodzi, a czasem nie.


            Powtarzam co powiedzialam: stało sie i już, sprawa jest zamknieta. To dziecko ma juz rodzine, ma mame i tate. Jak bedzie chciało/potrzebowało, to sie w przyszlosci do ciebie odezwie. Bedziesz wtedy miala te szanse wytłumaczenia, dlaczego postapilas tak, a nie inaczej.

            Tymczasem nie właź na te nasza klase i nie ogladaj tych zdjęć, nawet nie próbuj sie kontaktowac czy szukać. To nie jest już twoja sprawa, to dziecko potrzebuje spokoju, a nie rozdwojenia jaźni.


            Tobie zas jest potrzebny psycholog, by sie z tym uporać i nie gdybać
            Jes
          • aanna6 Re: oddałam córkę do adopcji... 14.02.12, 13:50
            ja wynajmowałam kawalerke urodziłam syna , maz pracował to było 8 lat temu zarabiał 1300 po opłatach zostawało 600 zł dalismy rade.
        • claudel6 Re: oddałam córkę do adopcji... 12.02.12, 12:06
          verdana, to, ze Ty kiedyś wychowałas dzieci w kawalerce to NIE ZNACZY, ze to są dobre warunki. nie, nie są. dla mnie byłyby również nie do przyjęcia. i jeśli masz tylko tutaj po tej kobiecie jeździć, bo Ty byłas tak dzielna, to daruj sobie. myslę, że ona jest w bardzo złym stanie psychicznym i takie pouczenia mogą wyrządzić ogromna szkodę (miej odrobine emaptii i wyobraźni kobieto).
          a co sie stało, to się nie odstanie. teraz trzeba poradzić cos na tę sytuacje, a nie odsądzać kobietę od czci i wiary.
          • bez_seller Re: oddałam córkę do adopcji... 12.02.12, 15:03
            claudel6 napisała:

            > verdana, to, ze Ty kiedyś wychowałas dzieci w kawalerce to NIE ZNACZY, ze to są
            > dobre warunki.


            Sa ludzie, ktorzy nawet "po trupach" beda udowadniac swiatu, ze sa naj- naj- najlepsi.
            • verdana Re: oddałam córkę do adopcji... 12.02.12, 18:59
              Są ludzie, którzy nie wierzą, ze takie warunki sa prawdziwą przyczyna oddania dziecka. I tyle.
              • yenna_m Re: oddałam córkę do adopcji... 12.02.12, 19:01
                nawet jesli przyczyną oddania dziecka byłby pęknięty paznokieć, to chyba dobrze, że oddała a nie męczyła się z dzieckiem, jeśli widać go wtedy nie chciała, prawda?
                • koralik12 Re: oddałam córkę do adopcji... 13.02.12, 09:28
                  Ale wtedy przyczyną oddania nie jest pęknięty paznokieć tylko to, że się nie chce dziecka. A paznokieć czy kawalerka to nie prawdziwa przyczyna.
              • bez_seller Re: oddałam córkę do adopcji... 12.02.12, 21:41
                verdana napisała:

                > Są ludzie, którzy nie wierzą, ze takie warunki sa prawdziwą przyczyna oddania d
                > ziecka. I tyle.

                I tyle? To zwykla podlosc, a nie "i tyle".
    • nabakier Re: oddałam córkę do adopcji... 11.02.12, 22:56
      Dziwny wpis.
    • wiecznie-zapominam-login Re: oddałam córkę do adopcji... 11.02.12, 22:57
      Lepiej że oddałaś to dziecko. Dla nowej rodziny dziecko jest spełnieniem marzeń a dla was jedynie obciążeniem bo wg mnie kawalerka i zarobki to jedynie wymówka.

      >Czasami myślę, że już chyba lepiej było usunąć t
      > ę ciążę, niż teraz cierpieć obserwując, jak moje dziecko rozwija się w innej ro
      > dzinie.
      Nie zachowuj się jak pies ogrodnika, wiesz że wybrałaś dziecku dobrą rodzinę i to najważniejsze, nie zaglądaj na ich profil na NK żeby nie ranić siebie.

      • edelstein Re: oddałam córkę do adopcji... 11.02.12, 23:06
        Nie wszyscy sa tak bezmyslni,by dziecku nie zapewniac wlasnej przestrzeni i dobrego startu.Sama miloscia sie nie naje,nie ubierze i nie pobawi,a wydatki rosna a nie maleja,ja wiem,ematki dziecko kosztuje 200zl co powyzej to fanaberia.Znow to samo rozdwojenie jazni maja,bo na dziecku nie oszczedzaja,ale tylko 200zeta wydaja,no moze 300,baseny,sreny w cenietongue_out jak jiz piszecie to kurde zajrzyjcie do waszych produkcji wczesniejszych.
        • wiecznie-zapominam-login Re: oddałam córkę do adopcji... 11.02.12, 23:21
          > Nie wszyscy sa tak bezmyslni,by dziecku nie zapewniac wlasnej przestrzeni i dob
          > rego startu.Sama miloscia sie nie naje,nie ubierze i nie pobawi,a wydatki rosna
          > a nie maleja
          Nie przesadzaj, pensja nauczyciela nie jest taka zła żeby dziecko miało najadać się samą miłością. Autorka wątku podjęła taką decyzję jaką w danym momencie uważała za słuszną ale nie jestem pewna czy bardziej jej żal oddanego dziecka czy faktu że ktoś inny się nim cieszy.

          Autorko wątku nie rozdrapuj w sobie tej rany oglądając zdjęcia na NK, podjęłaś trudną, być może słuszną ale nieodwołalną decyzję.
          • edelstein Re: oddałam córkę do adopcji... 11.02.12, 23:30
            Ciekawe,akurat pochodze z takiego domu i jakos z tego co pamietam mojej matki nie bylo stac na nowe rzeczy dla mnie,nie mowiac juz o markowych.A kazdy wiekszy prezent zwiazany byl z oszczedzaniem na czym sie dalo i harowaniu po godzinach.Wynioslam sie z domu w wieku lat 15,by mojej mamie ulzyc,do tej pory nie stac ja na wiele rzeczy,ktore ja mam bedac o polowe mlodsza od niej.Ah te pensje nauczycielskie,szczegolnie te poczatkowe,super wysokie,miod,cud i orzeszki.
            • wiecznie-zapominam-login Re: oddałam córkę do adopcji... 11.02.12, 23:42
              .Ah te pensje nau
              > czycielskie,szczegolnie te poczatkowe,super wysokie,miod,cud i orzeszki.

              no kokosy to nie są tongue_out ale autorka wątku ma około 30 lat czyli pewnie ok 5 lat w zawodzie to prawie 2 tys na rękę powinna wyciągać. nie słyszałam o masowej potrzebie oddawania dzieci przez rodziców-nauczycieli jak myślisz dlaczego?
              Zresztą nie ma co się czepiać zarobków, mieszkania, czuła że powinna oddać do adopcji więc oddała do dobrej rodziny i chwała jej za to, teraz niech nie żałuje bo i tak nic nie zmieni a tylko siebie dobija.
              • edelstein Re: oddałam córkę do adopcji... 11.02.12, 23:54
                2tys.wynajmowana kawaletka plus oplaty 1200 jak nie wiecej,chora matka zalozmy 500zl i zostaje ta resztka z pensyjki meza nie na etacie.No zycie jak w Madrycie.
                • wiecznie-zapominam-login Re: oddałam córkę do adopcji... 11.02.12, 23:59
                  ech możemy dyskutować i 2 dni a prawda jest taka że decyzja została podjęta i się jej nie cofnie, należy żyć dalej. Warto znaleźć dobrego psychologa który przepracuje z tobą ten temat.
                  ps czy planujecie jeszcze kiedyś dzieci a jeżeli tak to kiedy?
                • yenna_m Re: oddałam córkę do adopcji... 11.02.12, 23:59
                  zaraz Ci powiedzą, że mleko z piersi za darmo a pieluchy to mozna tetrowe

                  poczekaj chwilę i sie doczekasz kalkulacji, jak dziecko nic nie kosztuje wink
                  • emilia.anna Re: oddałam córkę do adopcji... 12.02.12, 00:10
                    yenna, edelstein, dziękuję Wam za zrozumienie i wsparcie... zdecydowałam się na psychologa, zobaczę, co to pomoże w mojej sytuacji... chcieliśmy być odpowiedzialni, zapewnić dziecku godne życie, wiem że córeczka ma super warunki u rodziny adopcyjnej, jest tam szczęśliwa i kochana, mimo to czuję taką pustkę...
                    • yenna_m Re: oddałam córkę do adopcji... 12.02.12, 00:17
                      i tego sie trzymaj, kochana
                      poza tym nie jest wykluczone, że gdy córka dorośnie, to jednak zdecyduje się z Wami utrzymywać kontakt - jest taka możliwość

                      i uciekaj z tego forum, i nie zaglądaj do tego wątku
                      czytanie takich wstrętnych postów potrafi bardzo zrujnować psychicznie
                    • edelstein Re: oddałam córkę do adopcji... 12.02.12, 00:47
                      Nie ma za co,trzymaj sie cieplo,mam nadzieje,ze psycholog pomoze i nie dokarmiaj tych pro livowych hien.Z autopsji wiem,ze pomaga skoncentrowanie na tych rzeczach,ktore wydaja sie nam waznym czynnikiem,ktory doprowadzil do takiej czy nnej decyzji.Wizja dziecka,ktoremu trzeba wszystkiego odmawiac jak dla mnie jest wystarczajaca by utwierdzic sie w przekonaniu,ze
                      dokonalas wlasciwego wyboru.
                      • yenna_m Re: oddałam córkę do adopcji... 12.02.12, 00:54
                        ano dokładnie
                        poza tym wiesz, że dziecko jest kochane i szczęśliwe, a to moim zdaniem najważniejsze

                        czasami na takim oddaniu dziecka polega bycie kochającą, odpowiedzialna matką

                        trzymaj się, ściskam mocno
                        • edelstein Re: oddałam córkę do adopcji... 12.02.12, 01:08
                          Ja tylko dodam “Bo kochac to czasem pozwolic ukochanej osobie odejsc“
                    • ja1ja1 Re: oddałam córkę do adopcji... 12.02.12, 07:46
                      emilia.anna napisała:

                      > yenna, edelstein, dziękuję Wam za zrozumienie i wsparcie... zdecydowałam się na
                      > psychologa, zobaczę, co to pomoże w mojej sytuacji... chcieliśmy być odpowiedz
                      > ialni, zapewnić dziecku godne życie, wiem że córeczka ma super warunki u rodzin
                      > y adopcyjnej, jest tam szczęśliwa i kochana, mimo to czuję taką pustkę...


                      chciałaś mieć spokój, małe dziecko to cięzkie życie, stajesz na głowie, życie się zmienia całkowicie.Lepiej oddać.
                      • edelstein Re: oddałam córkę do adopcji... 12.02.12, 10:51
                        Nawet jesli to co?przynajmniej jest rozsadna,a nie mnozy sie na 6metrach kwadratowych,moj pies mial wiecej miejsca.
                  • edelstein Re: oddałam córkę do adopcji... 12.02.12, 00:14
                    3mamuska juz napisala,ze mleko z piersi,ubranka od rodziny,na moje zapytanie co jak dziecko lub matka chore i musi byc mleko zastepcze oraz co jak sie nie ma w rodzinie wysypu rodzicow nie dostalam odpowiedzi.Nic mnie b.nie wkurza niz to optymistyczne “jakos to bedzie“oczywiscie,ze bedzie jak czlowiek sie uprze to i o suchym chlebie i wodzie przezyje i jeszcze dziecko wychowa,ale za dobry start bym tego nie uwazala i wylewnych podziekoean od potomka tez bym sie nie spodziewala.Moje wydatki na dziecko miesiecznie tylko na lekarzy,leki i mm to bylo jakies 500euro,po przeliczeniu na polskie pebsji by im nie starczylo na samo to a gdzie reszta.Dobrze,ze ja realistka i nie stawialam na slepy los,bo bym marnie skonczyla.
            • lily-evans01 Re: oddałam córkę do adopcji... 13.02.12, 09:27
              Tak czytam, czytam różne odpowiedzi na ten wątek... Warunki trudne... Ale co by zrobiły obrończynie decyzji założycielki wątku, gdyby to ich matki oddały je kiedyś, bo warunki były trudne? Jestem z pokolenia, które przeważnie wychowywało się w wieżowcach, a rodzice pracowali w budżetówce albo w zawodach robotniczych. Mieszkaliśmy w niewielkich pokoikach, często gęsto dzieląc je z rodzeństwem, bo o dużych mieszkaniach ani się marzyło. Też nie miałam wielu rzeczy, markowe ciuchy były za dolary, do osiemnastki porządnych ubrań i gadżetów nawet nie oglądałam. Moja mama to też nauczycielka, wychowywała mnie sama. I co? Jakoś nie mam traumy z tego powodu, choć dzieci mojego ojca z drugiego małżeństwa jeździły konno i miały kasę na różne fanaberie.
              Wiem, że matka starała się i dawała, co mogła - jak i większość rodziców moich znajomych. Nie miałam pewnych rzeczy, ale skończyłam studia, pracuję, coś umiem. I wątpię, żebym się dziś czuła dobrze, gdyby moja matka kiedyś mnie komuś oddała, żebym codziennie zajadała chlebek z szynką.
              A wracając do wątku, nieprawdopodobny strasznie - i ten mąż oferma, i ta chora mamusia... Pasożyty normalnie, jeśli tak. Jak już tu dziewczyny niektóre pisały, pracę zawsze można zmienić, facet może pracować nawet fizycznie, jeśli zależy mu na standardzie utrzymania rodziny. A jeśli wątek został założony przez znudzoną gimnazjalistkę, to gratuluję spaczonego poczucia humoru.
              • edelstein Re: oddałam córkę do adopcji... 13.02.12, 16:19
                Co by bylo gdyby,podziwiam ludzi co wiedza jakby sie czuli gdyby byli adoptowani.
          • mwiktorianka Re: oddałam córkę do adopcji... 11.02.12, 23:45
            Jedyne rozsądne wyjście to nie zaglądać na portal.Nie ma co rozdrapywać ran, bo tylko pogarszasz sytuację.Ja to widzę tak, że podejmują decyzję o adopcji nie byłaś przygotowana na dziecko.Teraz jednak odezwał się w tobie instynkt macierzyński czy cokolwiek to jest innego, a powoduje chęć posiadania dziecka.
            Co mnie zdziwiło w twoim poście to przedstawienie sytuacji materialnej.Obracam się w środowisku przedszkolanek i ich zarobki nie są ogromne, ale nie jest to też najniższa krajowa.Czy twój maż nie mógł zacząć szukać pracy na etat, lepiej płatnej lub szukać jakiejś dodatkowej.Domyślam się, że skoro piszesz iż nie ma stałego etatu i nie zarabia wiele to godzin też raczej wyrabia mało więc może mógł szukać czegoś dodatkowego.Moim zdaniem -jak juz ktoś pisał- praca nauczycielki w przedszkolu czy klas 1-3 to wymarzony etat dla mamy.Głównie ze względu na małą liczbę godzin pracy.
            Jeśli dobiegasz 30-tki, a nie staraliście sie o dziecko to rozumiem, że raczej w ogóle nie planowaliście dzieci?
            Pozdrawiam i życzę ci dużo siły bo decyzja, którą podjeliście to decyzja na całe życie.
          • verdana Re: oddałam córkę do adopcji... 12.02.12, 12:48
            Oddanie dziecka do adopcji jest zapewnieniem o wiele gorszego startu, niż marna pensja i brak wółasnego pokoju. dziecfi adoptowane, nawet u bardzo dobrych rodziców zywkle cierpią, że zostału odrzucone przez rodziców biologicznych, ze ktoś ich nie chciał. Poza tym, bywają adopcje udane, ale o czym sie mówi znacznie mniej - takze nieudane. Odaanie dziecka do adopcji to loteria - moze trafić dobrze, a moze wylądować w DD, szczególnie w wieklu nastolatkowym.
            Naprawde, rodzice są wazniejsi dla dziecka niż kasa i wlasny pokój.
      • deodyma Re: oddałam córkę do adopcji... 11.02.12, 23:25
        Dla nowej rodziny dziecko jest spełnieniem marzeń
        > a dla was jedynie obciążeniem bo wg mnie kawalerka i zarobki to jedynie wymówk
        > a.


        od kiedy kawalerka oraz niskie zarobki to wymowka na tym forum?
        predzej chyba powod do kpintongue_out
        ilez to razy forumkom, ktore smialy sie przyznac do tego, iz zyja w kawalerkach, badz maja dzieci przy niskich zarobkach, wymyslano od bezmyslnych/patologii i bog wie, kogo jeszcze? ilez razy czytalo sie teksty "trzeba bylo nie decydowac sie na dziecko/dzieci, bo forumka miala odwage napisac, ze jej rodzinie jest ciezko, z zarobkami nedznie, na mieszkanie nie stac, badz pomieszkuja katem u tesciow?

        • wiecznie-zapominam-login Re: oddałam córkę do adopcji... 11.02.12, 23:31
          > od kiedy kawalerka oraz niskie zarobki to wymowka na tym forum?
          > predzej chyba powod do kpintongue_out

          ja piszę w swoim imieniu a nie w imieniu forum tongue_out i nie mam zamiaru tłumaczyć się za wszystkie dotychczasowe wpisy użytkowników forum e-mama smile
    • zuzanna_anna Masz Emilio 11.02.12, 23:24
      zwyczajny syndrom poadopcyjny.
      • bez_seller Re: Masz Emilio 12.02.12, 15:00
        zuzanna_anna napisała:

        > zwyczajny syndrom poadopcyjny.

        Ciekawe ktory gorszy - syndrom poaborcyjny czy poadopcyjny.
    • an_ni Re: oddałam córkę do adopcji... 11.02.12, 23:41
      nie wierze w te historie ale
      ciekawe za co zrobilabys zabieg skoro na jedzenie ci nie starcza
      ale trzeba bylo zamiast decydowac sie na adopcje ze wskazaniem
      masz tez leniwego meza, bo powinien za lopate zlapac zeby dorobic zamiast pracowac 5 godzin dziennie jako nauczyciel za marne pieniadze
      • mamaemmy Re: oddałam córkę do adopcji... 11.02.12, 23:48
        an_ni napisała:


        > masz tez leniwego meza, bo powinien za lopate zlapac zeby dorobic zamiast praco
        > wac 5 godzin dziennie jako nauczyciel za marne pieniadze

        Twój tekst pokazuje w jak bardzo CHORYM kraju zyjemy.
        Osoby po podstawówce smigając lopata zarabiaja więcej od nauczyciela.
        To jest popie...ny kraj;/
        • wiecznie-zapominam-login Re: oddałam córkę do adopcji... 11.02.12, 23:53
          a ile zarabia osoba śmigająca łopatą i czy aby więcej niż nauczyciel?
          • owianka Re: oddałam córkę do adopcji... 12.02.12, 09:05
            Dwóch panów za śmiganie łopatą przez 5 godzin u mnie w ogrodzie wzięło 200 zł.
            • thea19 dziwne wyliczenia 12.02.12, 11:42
              zeby zarabiac wiecej na machaniu lopata niz byc nauczycielem, trzeba by pracowac codziennie pn-pt po 8-10h, wtedy sie zgodze.
              jak im sie takie zlecenie trafi raz w tygodniu, to 100zl to faktycznie niezly zarobek na tydzien
        • an_ni Re: oddałam córkę do adopcji... 12.02.12, 00:11
          nie to nie kraj chory, ale to malzenstwo, w ktorym odpowiedzialnosc za dziecko i jego byt spada tylko na kobiete - to kobieta jest w ciazy a sama w nia nie zachodzi przeciez, to ona rodzi, to ona ma rzut hormonow i instynktu pozniej niezaspokojonego a facet ... przeciez nie widzial nawet dziecka, ma luz
          niestety to b. czesty przypadek, wiec w sumie tak, chory kraj, chore traktowanie roli kobiety i matki
          • iuscogens Re: oddałam córkę do adopcji... 12.02.12, 10:05
            Też mam takie wrażenie, smutne to bardzo.
            Autorko nie zgadzam się z powodami adopcji, współczuję męża, ale chwała Ci za to, że nie usunęłaś, tylko urodziłaś i oddałaś do adopcji. Mnóstwo kobiet na twoim miejscu wybrałoby "łatwiejsze rozwiązanie".

            In this situation ill be glad to make an exception
            • edelstein Re: oddałam córkę do adopcji... 12.02.12, 10:53
              Najpierw dokonaj aborcji,a potem gadaj o “latwiejszym rozwiazaniu“.
              • iuscogens Re: oddałam córkę do adopcji... 12.02.12, 11:12
                Pędzę, lecę.
                • edelstein Re: oddałam córkę do adopcji... 12.02.12, 11:33
                  Zal pl,zamilknij,bo g.wiesz.
                  • iuscogens Re: oddałam córkę do adopcji... 12.02.12, 11:37
                    Ty rozumiem, masz za sobą i aborcję i adopcję skoro się wypowiadasz.
                    • edelstein Re: oddałam córkę do adopcji... 12.02.12, 11:48
                      Tak.Nie krylam sie nigdy po katach z tego powodu.
                      • ira_07 Re: oddałam córkę do adopcji... 13.02.12, 20:42
                        Zaraz, sama pisałaś, że lepsza w tym wypadku byłaby aborcja, to co w końcu łatwiejsze?
            • claudel6 Re: oddałam córkę do adopcji... 12.02.12, 12:15
              "chwała". i teraz ona tę chwałę do końca życia będzie nosić w sercu jako ogromny swoj dramat. ale "chwała" i świetnie zrobiła, zeby jedynie nie naruszyc waszego pro-life'owego dobrego samopoczucia.
              ja bym wolała zrobić 10 aborcji niż donosić i oddac jedno dziecko.
              • iuscogens Re: oddałam córkę do adopcji... 12.02.12, 12:30
                Autorka jak widać wolała adopcję, więc rozważanie co ty byś zrobiła może zostaw dla siebie. Naprawdę uważasz, że nie zrobiła aborcji, żeby nie psuć dobrego nastroju forumek pro-life i jesteś pewna, że aborcja byłaby dla niej super rozwiązaniem i nie miałaby żadnych problemów z tym??
                Dam Ci małą podpowiedz, to że ty byś mogła sobie zrobić 10 aborcji nie ma żadnego wpływu na to jak autorka by się czuła choćby po jednej. Z jakiegoś powodu postąpiła tak a nie inaczej, więc daruj sobie tu teraz peany na temat tego jaka fajna byłaby aborcja, bo robisz wrażenie nawiedzonego kaznodziei i prezentujesz podobną postawę do tych, które są oburzone jak to ona mogła dziecko oddać. One by nie oddałyby i byłoby cudownie, ty bys usunęła i byłoby cudownie, tylko wiesz nie o tym jest ten wątek.
              • ira_07 Re: oddałam córkę do adopcji... 13.02.12, 20:46
                > "chwała". i teraz ona tę chwałę do końca życia będzie nosić w sercu jako ogromn
                > y swoj dramat.

                Ale dziecko żyje i z tego co wiemy, na razie ma się dobrze. Lepiej by było, żeby umarło, a mama czułaby się lepiej? Bo może też przeżywałaby ogromny dramat.

                chwała" i świetnie zrobiła, zeby jedynie nie naruszyc wasze
                > go pro-life'owego dobrego samopoczucia.

                Taaak. Na pewno nie usunęła bo myślała o cudzym samopoczuciu. Pragnęła aborcji całym sercem i już szła do gina, jak pomyślała: a zrobię przyjemność prolajfowcom. Tekst dnia big_grin
        • ira_07 Re: oddałam córkę do adopcji... 13.02.12, 20:40
          > Osoby po podstawówce smigając lopata zarabiaja więcej od nauczyciela.
          > To jest popie...ny kraj;/

          Myślę, że w niejednym kraju fizyczny pracownik zarobi więcej niż umysłowy. Ilu jest chętnych na posadę nauczyciela a ilu do łopaty?

          No i nikt tu akurat nie mówi, że zarobiłby więcej, ale mając czas (bo 40 godzin to nie pracuje) mógł po prostu dorobić i facet z jajami jak się dowie, że zostanie ojcem, a zarabia mało powinien pomyśleć jak zarobić więcej. Tak hipotetycznie, bo może faktycznie na dziecko ich nie stać, pracy dodatkowej nie było - o tym autorka nie napisała. Nie chcieli, ich sprawa, nikogo nie oceniam. Na pewno bez powodu nie oddali.
      • edelstein Re: oddałam córkę do adopcji... 11.02.12, 23:58
        Zabieg plus bilet w dwie strony do de ok 800zl,nie az tyle,by nie uzbierac.
      • ja1ja1 Re: oddałam córkę do adopcji... 12.02.12, 07:47
        an_ni napisała:

        > nie wierze w te historie ale
        > ciekawe za co zrobilabys zabieg skoro na jedzenie ci nie starcza
        > ale trzeba bylo zamiast decydowac sie na adopcje ze wskazaniem
        > masz tez leniwego meza, bo powinien za lopate zlapac zeby dorobic zamiast praco
        > wac 5 godzin dziennie jako nauczyciel za marne pieniadze


        znam facetów co sie robić nie chce, tylko puknąc laskę i na tym się kończy jego dzień.
        • edelstein Re: oddałam córkę do adopcji... 12.02.12, 10:55
          No,twoj mezus z 400zl swietnie sie wpisuje w ten kanon.Gdyby inni nie dali z glodu byscie zdechli taki on super zaradny.
          • wiecznie-zapominam-login edelstein 12.02.12, 12:45
            edelstein napisała:

            > No,twoj mezus z 400zl swietnie sie wpisuje w ten kanon.Gdyby inni nie dali z gl
            > odu byscie zdechli taki on super zaradny.

            edelstein daj spokój z tymi popisami prostactwa. Jakby twoja mama kilkadziesiąt lat temu miała takie poglądy jak ty to by było jednego głupiego internautę mniej.
            Weszłaś na dziewczynę bo ci się nie podoba że wzięła odpowiedzialność za swoje czyny urodziła i wychowała zamiast usunąć czy oddać. Dziwna jesteś. żal mi ciebie.
            • edelstein Re: edelstein 12.02.12, 12:52
              Zal mi ludzi,ktorzy nie potrafia czytac,w pierwszym poscie autorka pisze o mezu ktory mial 400zl i nawet na ubezpieczenie go nie bylo stac i ze pomoc byla od ludzi,natomiast w tym poniza meza autorki,sama majac podobny okaz w domu.Hipokryzja macha sztandarem,ale ty jej nie widzisz,niech zgadne,nastepna pro live z pogladem “Bog dal dzieci,to i da na dzieci“.Adopcja i aborcja tez sa wzieciem odpowiedzialnosci za swoje czyny,zadna z niej bohaterka,bo urodzila.
              • wiecznie-zapominam-login Re: edelstein 12.02.12, 13:40
                > Zal mi ludzi,ktorzy nie potrafia czytac,w pierwszym poscie autorka pisze o mezu
                > ktory mial 400zl i nawet na ubezpieczenie go nie bylo stac i ze pomoc byla od
                > ludzi,natomiast w tym poniza meza autorki,sama majac podobny okaz w domu
                sytuacja wyjściowa może wydawać się podobna ale mąż krytykowanej przez ciebie internautki wziął się za robotę skoro ich sytuacja się zmieniła a mąż autorki wątku od kilku lat nic nie zmienił w swoim postępowaniu, baaaaaaa wolał oddać własne dziecko niż wziąć się do roboty i przestać wraz z mamą doić autorkę wątku z jej własnej pensji.
                Mąż autorki wątku chyba myśli że ma 20 lat, trochę pobzyka bez konsekwencji, trochę popracuje, trochę u mamusi posiedzi ( co to za choroba która wymaga od człowieka pomocy 2 dni w tygodniu nie w weekend?) autorka wątku to albo niezły troll bajkopisarz albo frajerka i mam nadzieję że trochę otrzeźwieje i zacznie od męża wymagać albo zamieni go na mężczyznę.
                • edelstein Re: edelstein 12.02.12, 13:56
                  Jakos niespecjalnie sie do roboty palil skoro przez dluzszy czas mieszkali na tych 6metrach,nie wykluczam,ze maz autorki watku to niedojda,ale zauwaz,ze ta niedojde ktytykuje osoba,ktora dzieki podobnej niedojdzie na starcie miala wszystko od ludzi.Przyganial kociol garnkowi.
        • an_ni Re: oddałam córkę do adopcji... 12.02.12, 11:14
          a ja nie znam i znac nie chce, nie mowiac o blizszych stosunkach
    • totorotot Re: oddałam córkę do adopcji... 11.02.12, 23:45
      Jak to co robić-dalej kupować teściowej drogie leki i wszystkim dookoła w tyłek włazić, byle nie sobie.
      Teraz już, niestety, pozamiatane. Nie wchodź na n-k i koniecznie idz na terapię. Nie niszcz tamtej rodziny. Już dziecka nie odzyskasz, a mozesz mu tylko nabruździć.
      • emilia.anna Re: oddałam córkę do adopcji... 12.02.12, 00:01
        2000 na rękę? Chciałabym tyle zarabiać... Mąż niestety nie może "chwycić za łopatę" bo jest po operacji kręgosłupa, poza tym, raz w tygodniu jeździ do chorej matki na 2-3 dni. Ja nie wiem, jak ktoś może mówić tu o przyzwoitych warunkach... na opłatę mieszkania (wynajem + media) schodzi ponad połowa mojej pensji, pozostała części idzie na lekarstwa dla mamy męża, te kilkaset zostaje nam na jedzenie... oszczędzamy na czym się da, nawet na autobus nas nie stać. Swoją drogą, gdybyśmy nie pomagali teściowej, to by nas też zwymyślano...
        • an_ni Re: oddałam córkę do adopcji... 12.02.12, 00:07
          ach no tak, standardzik, mezus sponiewierany przez los
          bzykac mogl - a przy tym tez pracuje kregoslup, pracowac nie
          lopata byla troche w przenosni - w znaczeniu chwytac sie kazdej pracy
        • wiecznie-zapominam-login Re: oddałam córkę do adopcji... 12.02.12, 00:07
          > zenie... oszczędzamy na czym się da, nawet na autobus nas nie stać
          więc sama widzisz że podjęłaś jedyną słuszną decyzję więc przestań się katować tymi zdjęciami, co innego jakbyś nie wiedziała do kogo twoje dziecko trafiło ale wiesz że wybrałaś dobrych ludzi.
          Rozmawiałaś z mężem o tym co czujesz? Co on na to?
        • malgosiek2 Re: oddałam córkę do adopcji... 12.02.12, 00:07
          A mąż ma rodzeństwo?
          Może nie dokładać tyle na lekarstwa?
          Może teściowa skorzysta z pomocy MOPS-u?
          Jest refundacja na leki.
        • zajola Re: oddałam córkę do adopcji... 12.02.12, 00:08
          Trollem jesteś i ja Ci najzwyczajniej w świecie nie wierzę. Tak nie pisze załamana matkasmile a z matkami mam do czynienia od lat. Ze nie wspomnę , ze ze środowiskiem nauczycielskim wszelakim.
          I ten ton.
          A ciążę ukrywałaś i ani w pracy , ani w rodzinie nikt nie wiedział? I ta teściowa samolubna co woli leki na siebie niż na urodzenie wnuczki. Słabe.
          • edelstein Re: oddałam córkę do adopcji... 12.02.12, 00:22
            Nawet jak jest trollem to przepieknie ukazala jak mysla panie,ktore sa pro live.Po tym watku juz wcale sie nie dziwie,ze ciaze sa ukrywane,dzieci zabijane po katach lub usuwane,nawet jesli matka wolalaby oddac do adopcji.Spoleczenstwo ja doslownie wpier...i zywcem na sniadanie.Najpierw kazac urodzic,potem oddac do adopcji,a potem wyzwac od najgorszych,wysmiac,ponizyc.O ile problemy z jaznia ematek mnie na ogol smiesza to tym razem wzbudzaja niesmak i odraze i kurcze szkoda mi tych matek co usunely,oddaly,bo maja pozamiatane.
            • yenna_m Re: oddałam córkę do adopcji... 12.02.12, 00:29
              dokładnie
              nawet jesli jest trollem to ukazała przepieknie całe zakłamanie

              z jednej strony emocjonowanie się "zabójczynią" Katarzyną W, że mogła oddac do adopcji, z drugiej strony jechanie po kobiecie, która podjęła taką decyzję

              i żeby uprzedzić ataki - nie wątpię, że decyzja, jeśli się taką podejmuję, była bardzo mocno przemyślana
            • zajola Re: oddałam córkę do adopcji... 12.02.12, 00:33
              einstein napisała:

              > Nawet jak jest trollem to przepieknie ukazala jak mysla panie,ktore sa pro live
              > .Po tym watku juz wcale sie nie dziwie,ze ciaze sa ukrywane,dzieci zabijane po
              > katach lub usuwane,nawet jesli matka wolalaby oddac do adopcji.Spoleczenstwo ja
              > doslownie wpier...i zywcem na sniadanie.Najpierw kazac urodzic,potem oddac do
              > adopcji,a potem wyzwac od najgorszych,wysmiac,ponizyc.O ile problemy z jaznia e
              > matek mnie na ogol smiesza to tym razem wzbudzaja niesmak i odraze i kurcze szk
              > oda mi tych matek co usunely,oddaly,bo maja pozamiatane.

              ale o czym Wy mówicie? O ułańskiej fantazji trolla? Przyjrzyjcie się tekstowi. Dwie nieścisłości są w nim podane na talerzu.
              • yenna_m Re: oddałam córkę do adopcji... 12.02.12, 00:38
                nawet jesli są to nieścisłości i jest to prowokacja to NIE MAM ZAMIARU potępiać kobiety, która zecydowała sie oddac dziecko do adopcji

                dlaczego? bo nie mam zamiaru pokazywac braku akceptacji dla takiego działania
                bo to może uratować jakieś dziecko

                i tak, jestem zwolenniczką aborcji
                • zajola Re: oddałam córkę do adopcji... 12.02.12, 00:43
                  yenna_m napisała:

                  > nawet jesli są to nieścisłości i jest to prowokacja to NIE MAM ZAMIARU potępiać
                  > kobiety, która zecydowała sie oddac dziecko do adopcji
                  >
                  > dlaczego? bo nie mam zamiaru pokazywac braku akceptacji dla takiego działania
                  > bo to może uratować jakieś dziecko
                  >
                  > i tak, jestem zwolenniczką aborcji

                  Chyba nie rozumiesz moich postów. Ja nie analizuję problemu, nie zajmuje stanowiska tylko patrzę na tekst literacki, który powstał.
                  • yenna_m Re: oddałam córkę do adopcji... 12.02.12, 00:51
                    a ja mam w tyłku tekst literacki, jeśli może on wpłynąc na zycie innego człowieka

                    jest kwestia PROPAGOWANIA pewnych postaw

                    ja np uwazam, ze niezależnie od tego, czy to jest prowokacja czy tez nie, powinnam konsekwentnie promować odpowiedzialne rodzicielstwo i dawać sygnał, że AKCEPTUJĘ jako człowiek postępowanie polegające na nie przerwaniu ciąży i oddaniu dziecka do adopcji

                    tyle w temacie

                    i tak, łatwo o nieścisłość w poście na forum, łatwo też komuś przypiąć łatkę trolla
                    jesli jest chociaż PROMIL szansy, że po drugiej stronie siedzi żywy, cierpiący człowiek - nie mam zamiaru go kopać, nawet jesli to wiąże się z faktem, że zostanę uznana za śmieszną i naiwną - od tego mi korona nie spadnie; ryzyko zostało wliczone w koszta

                    i nie będę kopać potencjalnie bardzo cierpiącego człowieka zwłaszcza, jesli pisze o poważnych, trudnych sprawach
                  • pudelek09 Re: oddałam córkę do adopcji... 12.02.12, 19:33
                    O matko!to ja z bratem i rodzicami mieszkalismy w 34metrowej kawalerce 20lat.Do tego rodzice mieli 19i20lat jak ja sie urodzilam,16mies potem brat,wiec ani palacow ani 2pensji nie bylo,ale nie oddali nas,wychowali dobrze,co wiecej moj tato pracowal na etacie i bral dodatkowo fuchy,wyjezdzal za granice,zeby nic nam nie brakowalo,zeby moja mama nie musiala pracowac,by zajac sie nami.
                    • yenna_m Re: oddałam córkę do adopcji... 12.02.12, 20:31
                      ale wobec tego co z tego wynika?
                      a jesli kobieta nie chce miec dziecka (i jej sprawa z jakiego powodu - zauwaz, ze w tym kraju przerywanie ciazy jest zabronione i nie wykonuje sie go z przyczyn spolecznych) to co ma zrobic?

                      może takie dziecko oddac do adopcji, prawda?
                      zwlaszcza, ze cala masa ludzi czeka na dziecko, bo z roznych powodow nie moga miec wlasnego (in vitro jest drogie a wiec i srednio dostepne, w dodatku niekoniecznie konczy sie sukcesem)

                      tak, tak
                      ale jak jakas matka z rozpaczy/depresji/niedospania/bo nie radzi sobie z macierzynstwem/bo nie daje rady finansowo/bo zdarzyl sie wypadek zabije dzieciaka to nagle ojlaj, że mogla oddac do adopcji

                      otoz po takich postawach widac, ze nie mogla

                      lepszym wyjsciem jest ciche pozbycie sie plodu w gabinecie genokologa niz oddanie dzieciaka do adopcji, bo gawiedz ukrzyzuje za danie dzieciakowi szansy zycia w innej rodzinie, tam, gdzie go chca i gdzie na niego czekaja z otwartymi rekami

                      jakim, za przeproszeniem, bezmozgim czlowiekiem trzeba byc, zeby tego nie dostrzec
                      • yenna_m Re: oddałam córkę do adopcji... 12.02.12, 20:33
                        zeby tego nie dostrzec i zeby wystepowac przeciwko kobiecie, ktora daje dzieciakowi szanse na zycie, ktorego sama mu dac nie moze...
                    • iwles Re: oddałam córkę do adopcji... 12.02.12, 20:47

                      i chwala twoim rodzicom za to.
                      Ktoś inny zas podjąl inna decyzję i też chwała mu za to, że nie usunął ciąży, albo nie zmuszał sie do wychowania dziecka wbrew swojej woli, bez miłości, może nawet ze złością albo i nienawiścią, ale w myśl zasady "bo co ludzie powiedzą".
                      A jeszcze większa im chwała, że urodzili dziecko innej, bardzo pragnącej mieć dziecko, parze.
                • iuscogens Re: oddałam córkę do adopcji... 12.02.12, 11:23
                  Ja nie jestem zwolenniczką aborcji, a już na pewno nie tej na życzenie, ale tez tak myślę, kobieta podjęła bardzo dobrą decyzję. Nie wiem czy najlepszą i chyba autorka też nie jest tego pewna, dla mnie powody do tej adopcji są dziwne, sama pierwsze 5 lat wychowywałam się w kawalerce, w dzieciństwo nie mieliśmy dużo kasy, a traumy nie posiadam, ale jeśli alternatywą miałaby być aborcja to autorka zrobiła bardzo dobrze. I choć tak jak mówię, powody do mnie nie przemawiają, ale uważam, że taką decyzję trzeba popierać, dziecko żyje, ma rodzinę, dwójka ludzi jest szczęśliwa. Autorka powinna mieć poczucie, że zrobiła piękną rzecz, dała dziecku szansę na życie w kochającej rodzinie.
                  Jedyne nad czym by się zastanawiała to to czy facet zdał egzamin w takim przypadku. Parę godzin w szkole to sporo czasu wolnego i duża możliwość dorobienia. Ba, nie trzeba pracować w szkole, można w ochronie (zarobi tyle ile np. stażysta na pełnym etacie), można na budowie (zarobi więcej). Czy autorka rzeczywiście tego chciała czy też wiedziała, że to jedyne rozwiązanie, bo na faceta nie może liczyć uncertain Ogólnie wydaje mi się, że za sporą liczbą aborcji, a może adopcji też stoi to, że facet nie zachowuje się jak facet tylko mały chłopczyk, który się odpowiedzialności boi i na którego trza chuchać i dmuchać, bo jeszcze się zestresuje i odejdzie uncertain Jakieś mam ostatnio negatywne przemyślenia w tym temacie.
              • edelstein Re: oddałam córkę do adopcji... 12.02.12, 01:04
                O tym,ze jak ktos ma watpliwosci co do autentycznosci to pisze“ troll“,nic nie pisze,albo wytyka bledy logiczne,a nie jezdzi jak po burej s u c e ,bo oddala do adopcji mieszkajac w kawalerce vide pierwszy post i dalsze.Albo ktos jest za adopcja i ja propaguje,albo przeciw i zniecheca do niej.Bo bedac za adopcja i ponizajac ludzi oddajacych dzieci,kloci sie sam ze soba,ale w sumie niczego innego po ematce oczekiwac nie mozna.Co watek to inne zdanie.Dlatego ja popieram aborcje,patrzac na zachowanie ematek to lepiej nie rodzic i nie oddawac,bo lincz gwarantowany,a szkoda,bo aborcja powinna byc dla tych co chca(bo nie sa w stanie oddac dziecka,a zabicie zlepka komorek nie kloci sie z ich swiatopogladem)a noe dla tych co musza,bo ludzie ich zywcem pozra i kosci wypluja.
                • maurra ochłoń trochę 12.02.12, 11:45
                  edelstein napisała:
                  w sumie niczego innego po ematce oczekiwac nie mozna.Co watek to inne zdanie
                  patrzac na zachowanie ematek to lepiej nie rodzic i nie oddawac,bo lincz gwarantowany

                  itd.

                  koszmarne ideologiczne zacietrzewienie
                  Akurat na tym forum jest cała masa poglądów i opinii, musisz być tragicznie ślepa/zacietrzewiona, żeby widzieć w nich zawsze tylko jedną opcję i z niej wyprowadzać jakiś idiotyczny wzorzec światopoglądowy e-matki.
                  Nie widziałam na tym forum ŻADNEGO porządnego (na 100 - 200 postów) wątku, w którym wszystkie dyskutujące miałyby identyczne zdanie a już w kwestii aborcji zwłaszcza.
                  • edelstein Re: ochłoń trochę 12.02.12, 12:03
                    Tragicznie slepa musisz byc ty,nie widzac,ze opinie wiekszosci ematek zmieniaja sie w zaleznosci od pogody.Albo ktoc cos popiera,albo nie,bo w zmiany zdania co piec minut nie wierzetongue_out
                    • maurra Re: ochłoń trochę 12.02.12, 13:04
                      ze 40 osób dyskutuje, 5 - 7 jest krytyczne wobec decyzji autorki
                      to rzeczywiście mocny dowód, że większość e-matek zmienia zdanie w zależności od pogody ew. tkwi w prolajfowym amoku










                • claudel6 Re: oddałam córkę do adopcji... 12.02.12, 12:22
                  edelstein, zgadzam sie - aborcja jest o niebo lepszym rozwiązaniem dla kobiety niż oddanie dziecka do adopcji.
              • sanciasancia Re: oddałam córkę do adopcji... 12.02.12, 10:17
                Nieścisłości, srości. Stwierdziła, że najlepiej aborcja z przyczyn społecznych, zgodnie z obowiązującą linią grzecznie urodziła dziecko i oddała do adopcji, a teraz leją się pomyje na jej głowy, że gó...aną matką jest.

                I to przepięknie pokazuje sytuację społeczną kobiet, co by nie zrobiły będzie źle ocenione. Gdyby zatrzymała dziecko nasłuchałaby się, że z takimi warunkami, nie powinna decydować się na dziecko. Usunęłaby? To było się nie bzykać.

                Droga autorko, nie wiem, czy jesteś trollem, i szczerze mówiąc zwisa mi to i powiewa. Uważam, że jako matka i wtedy jeszcze prawny opiekun podjęłaś dobrą decyzję, postawiłaś na dobro dziecka. Życie bez dziecka, które się nosiło, jest strasznie trudne, powie Ci to każda matka, której umarło dziecko po urodzeniu. Wielokrotnie potrzeba terapii, żeby przeżyć tę żałobę. Poszukaj Centrum Kryzysowego w swoim mieście i dowiedz się, może mają tam terapeutów. Jeżeli nie, spróbuj znaleźć psychologa z NFZ-tu.
            • claudel6 Re: oddałam córkę do adopcji... 12.02.12, 12:18
              no, zgadzam się z Tobą. obrzydlwe dulskie kwoki.
            • m_incubo Re: oddałam córkę do adopcji... 12.02.12, 14:20
              Rzadko czytając twoje posty mogę się z tobą zgodzić, ale w tym wątku popieram każdy twój post. Reakcje mnie natomiast nie dziwią - specyfika tego forum.
            • lilka69 przeczytajcie wpis edelstein!!!!!! 12.02.12, 21:01
              to jest puenta tego watku! NAJLEPSZA PUENTA.

              ( nie podlizuje sie , w innym watku pokloce jak trzeba bedzie smile )
        • yenna_m Re: oddałam córkę do adopcji... 12.02.12, 00:09
          emilio, nie tłumacz się, nie ma po co
          nie to forum niestety, tu raczej za wielkiego zrozumienia nie znajdziesz
          proponuję nie szukać pomocy na forach tylko u psychologa
          na forum możesz sobie tylko krzywdę zrobić
      • konwalka Re: oddałam córkę do adopcji... 12.02.12, 00:06
        takie rady, zeby "nie wchodziła na n-k" to możecie soboe p[otłuc
        ewentualnie mozna to powiedziec o kiecce, na która zabrakło kasy
        nie przechodź obok tamtego sklpeu, to nie bedzie ci żal
        jesli post jest prawdziwy, to laska BEDZIE wchodziła, czesciej i czesciej, az do momentu w którym pierwszy raz zdecyduje sie pojsc pod tamten dom
        i bedzie coraz gorzej
        niestety, az za dobrze przekonalam sie, co oznacza oddanie dziecka do adopcji, zarówno dla psychiki matki, jak i dziecka, które dowiaduje sie ze jest adoptowane
        ja nie jestem hipokrytką\
        jesli naprawde nie chcesz dziecka, usuniecie ciąży prawdopodobnie bedzie mniej obciązające dla matki
        mam ogromne obawy co do tego, jak ta historia sie skonczy
        ja ze swojego zycia znam akurat tragiczne zakonczenie
        i uwazam, ze okrzyki :urodz, oddasz, tyle osob czeka na dzidziusia, sa wyglaszane przez teoretyczki- idealistki
        niewiele sie mowi o skutkach oddania dziecka
        o skutkach niestety dwustronnych
        • prawdziwy_ewelina22 Re: oddałam córkę do adopcji... 12.02.12, 01:07
          Stanowczo w naszym matko-polkowym kraju brak zdrowego stosunku do oddania do adopcji, niezależnie od tego, czy wątek założył troll czy nie troll. Steve Jobs był adoptowany, a jego biologiczna matka była studentką - trudno sobie wyobrazić, że gdyby go zatrzymała w-ogóle-by-sobie-nie-poradziła. Pewnie by jakoś sobie poradziła. Z jakichś względów postanowiła inaczej. Nie była wyrodną matką, zależało jej, żeby nie trafił byle gdzie. W każdym razie nie był to powód do histerii, rzucania na nią kalumni, jak w naszym "kochanym" polskim grajdołku.
          Do autorki wątku - rozumiem twoją rozpacz i tęsknotę, ale dla dobra Twojej córeczki staraj się o niej zapomnieć, możesz mieć przecież jeszcze inne dzieci. Ona ma już dom i nie chce zmiany. Jeżeli decyzja o kolejnym dziecku jest znów dla Ciebie trudna - potwierdza to tylko, że dobrze zrobiłaś, podejmując decyzję, jaką podjęłaś. Naprawdę rozumiem Twoje uczucia, kiedy patrzysz na czyjeś szczęście a Ty nie masz nic. Ale walka o odzyskanie córeczki to nie byłaby dobra droga. Miałabyś dokładnie to, przed czym chciałaś racjonalnie rozumując uchronić swoje ukochane dziecko: biedę i niemożność zaspokojenia podstawowych potrzeb swoich i dziecka, do tego doszłyby niesnaski między Tobą a mężem. Masz jeszcze ok. 12 lat na zostanie matką. Spróbuj najpierw zmienić coś w swojej sytuacji materialnej, może przekwalifikować się, może mąż mógłby robić co innego, nie chcę Cię buntować, ale czy choroby teściowej nie można jakoś inaczej leczyć: co to za choroba, są kuracje wspomagające: zioła, krioterapia, itd. Nie potrafiłabym być tak potulna, aby zarabiając 2000 PLN oddawać 1/4 pensji na lekarstwa dla teściowej. Teściowa jest dorosła i powinna sama sobie radzić, ew. może pasożytować na swoim synku.
          • bi_scotti Re: oddałam córkę do adopcji... 12.02.12, 15:22
            prawdziwy_ewelina22 napisała:

            > Stanowczo w naszym matko-polkowym kraju brak zdrowego stosunku do oddania do ad
            > opcji, niezależnie od tego, czy wątek założył troll czy nie troll. Steve Jobs b
            > ył adoptowany, a jego biologiczna matka była studentką - trudno sobie wyobrazić
            > , że gdyby go zatrzymała w-ogóle-by-sobie-nie-poradziła. Pewnie by jakoś sobie
            > poradziła. Z jakichś względów postanowiła inaczej. Nie była wyrodną matką, zale
            > żało jej, żeby nie trafił byle gdzie. W każdym razie nie był to powód do hister
            > ii, rzucania na nią kalumni, jak w naszym "kochanym" polskim grajdołku.

            No ale Steve Jobs trudno nazwac SZCZESLIWYM CZLOWIEKIEM - kwestia adopcji w bardzo duzym stopniu zawazyla (negatywnie!) na jego zyciu i stosunkach z innymi ludzmi. Oczywiscie, nie da sie gdybac, co by bylo gdyby nie byl oddany do adopcji ale jak wspomniala wczesniej Verdana - nie wszystkie sa successful a ta akurat byla tak pewnie srednio-udana jesli chodzi o Jobs'a personality i social life ...
            • bez_seller Re: oddałam córkę do adopcji... 12.02.12, 15:36
              bi_scotti napisała:

              > No ale Steve Jobs trudno nazwac SZCZESLIWYM CZLOWIEKIEM

              Ile ludzi mozna nazwac szczesliwymi, ktorzy wychowani byli przez wlasnych rodzicow?

              Poza tym, jak sie komus chce byz nieszczesliwym, to zawsze znajdzie sobie powod.
              • bi_scotti Re: oddałam córkę do adopcji... 12.02.12, 21:09
                bez_seller napisała:

                > Ile ludzi mozna nazwac szczesliwymi, ktorzy wychowani byli przez wlasnych rodzi
                > cow?
                >
                > Poza tym, jak sie komus chce byz nieszczesliwym, to zawsze znajdzie sobie powod
                > .

                Oczywiscie, masz racje. Niemniej po przeczytaniu (auto)biografi Jobs'a, ktora z zalozenia nalezy traktowacz duzym dystansem ze wzgledu na jego maniakalne przywiazanie do 100-procentowego wplywu na jego wlasny image, wiele mozna jednak miec spostrzezen na temat konsekwencji/skutkow nawet pozytywnie sie zapowiadajacych i podjetych zdrowo-rozsadkowo decyzji o adopcji.
                To sa jednak zdecydowanie uwagi na marginesie opisywanej tu historii. Odnioslam sie do przywolania postaci SJ jako pozytywnego przykladu - akurat w JEGO przypadku ja te pozytywy dostrzegam przy wielu zastrzezeniach ...
                Jak to sie ma do kwestii tu-watkowej "Zosi" doprawdy trudno wyrokowac.
          • hellulah Re: oddałam córkę do adopcji... 12.02.12, 18:17
            Studentka nie ma wyuczonego zawodu, zdobycie wykształcenia jest w jej przypadku priorytetem. Przy płatnych studiach i w ogóle biorąc pod uwagę tryb studiów w USA oraz system opieki medycznej, tak, matka-studentka (jeśli nie ma ogromnej pomocy rodziny, przede wszystkim finansowej, ale nie tylko) nie ma szans. W Stanach w ogóle łatwo spaść z tej liny, po której się ekwilibrystycznie spaceruje nad przepaścią. Matka Jobsa mogłaby sobie tak zupełnie nie poradzić.

        • claudel6 Re: oddałam córkę do adopcji... 12.02.12, 12:27
          tak, dokładnie! dla mnie ta obowiązująca w naszym państwie katolicka linia zgodnie z którą remedium na niechciane dziecko jest oddanie go do adopcji jest okrutna, kompletnie ignoruje prawe i emocje kobiet - traktuje je jak bezduszny inkubator, który ma być w stanie dziecko wykarmić sobą, donosić, znieść poród a potem bez mrugniecia okiem - oddać.
    • peggy_su Re: oddałam córkę do adopcji... 12.02.12, 01:06
      Współczuję Ci, mogę sobie tylko wyobrazić co czujesz. To zrozumiałe, że myślisz o swojej córce, zastanawiasz się jaka jest i że interesuje Cię jej los. Nie jestes przecież automatem bez uczuć. Ale nie możesz się zadręczać.

      A tekstami na forum się nie przejmuj. Tutaj były dziesiątki wątków o tym, jakie warunki materialne MUSI mieć zapewnione dziecko, ilu pokojowe mieszkanie, jakie pensje rodziców itd. Następnie dziesiątki wątków o tym, że lepiej oddać do adopcji niż abortować.
      A gdy pojawia się człowiek który zrobił tak jak TY, czyli na chłodno ocenił że nie ma warunków by utrzymać dziecko, następnie wykazał się ogromną siłą, by znaleźć nowych rodziców dla swojego dziecka i je oddac, to nagle jest źle, bo przecież mogłaś "spróbować" i na pewno jakoś by się żyło.

      Trzymaj się i nie szukaj więjej jej zdjęć.
      • edelstein Re: oddałam córkę do adopcji... 12.02.12, 01:11
        I znow sie sprawdza powiedzenie mojej babci “jeszcze sie taki nie urodzil ,co by wszystkim dogodzil“
        • bi_scotti Re: oddałam córkę do adopcji... 12.02.12, 01:55
          Opowiesc co najmniej zastanawiajaca - mam poczucie bycia wrabiana w zabrenie glusu na zadany temat ale ... a nuz ... tak bylo ... hmmm ...
          Ewidentnie swiat sie zmienia - znakomita wiekszosc moich uczelnianych kolezanek i kolegow miala swoje pierwsze dziecko/dzieci w akademickim pokoju bez ZADNYCH perspektyw na kawalerke gdziekolwiek i z dodatkowym zaangazowaniem przynajmniej jednej ze stron w tzw. "polityke", co miewalo swoje bardzo wymierne skutki. Wiekszosc (przynajmniej pierwszych) dzieci byla z wpadek celebrowanych szybkim slubem i skladka znajomych na lozeczko i/albo wozek. Powyrastaly szczesliwi, madrzy, wyksztalceni mlodzi ludzie, ktorych czasem spotykam gdy bywam w PL - wciaz mam zdjecia gdy byli malymi toddlers placzacymi sie miedzy nami w akademickich pokojach - ile mysmy wszyscy mieli dla nich milosci smile Oczywiscie, byly i dziewczyny, ktore sie decydowaly na aborcje ale nie znam pary malzenskiej z tamtych, przasnych lat, ktora Z POWODU WYNAJMOWANIA POKOJU (o kawalerce to moglismy sobie pomarzyc!) decydowalaby sie na oddanie dziecka do adopcji. Generalnie jestem zdania, ze swiat jednak idzie ku lepszemu ale w tym przypadku naprawde mam watpliwosci ... uncertain
    • alpha.sierra Re: oddałam córkę do adopcji... 12.02.12, 04:29
      Podjęłas najlepszą możliwą decyzję, pamiętaj o tym. To były powody, które były słusznedla Ciebie i nikomu nic do tego. Dałas Zosi najlepszy możliwy start - dbałas o nią będąc w ciąży, a później oddałas do dobrej, kochajacej rodziny.

      Idź do psychologa, zlikwiduj konto na nk.

      A mąż rzeczywiście niech pokaże jaja i znajdzie coś dodatkowego. Już z samych korepetycji może niezłą kasę wyciągnąć. Nie hoduj życiowej pierdoly.
    • feniks_z_popiolu Re: oddałam córkę do adopcji... 12.02.12, 08:11
      Sprawa się już wydarzyła i już nic tego nie zmieni. Żyć trzeba dalej. Zamiast ją rozpamiętywać postaraj się tworzyć solidne podwaliny na dalsze życie, nie tylko materialne.Postaraj się podbudować psychicznie może spotkania z psychologiem a może literatura z zakresu psychologii.
    • xxe-lka Re: oddałam córkę do adopcji... 12.02.12, 08:18
      No nieźle
      Jak na dłoni widać z czym może się spotkać kobieta które decyduje się oddać dziecko do adopcji.
      Zwłaszcza w kontekście sprawy Magdy z Sosnowca - gdzie tłumy nawiedzonych grzmiały - "jak nie chciała mogła oddać"
      No tak właśnie mogła oddać wink
      A to tylko internet, strach pomyśleć co mogłoby spotkać kobietę ze strony uroczych emam w realu
      I nieważne czy wątek jest ściemą czy nie, pięknie pokazuje na jakie traktowanie mogą liczyć kobiety które z różnych przyczyn decydują się oddać dziecko
      • kozica111 Re: oddałam córkę do adopcji... 12.02.12, 08:43
        Temat jest rzucony jako podpucha po sprawie Magdy żeby wykazać - obnażając głosy oburzenia że nie tak łatwo "oddać" i co sobie ludzie o takim oddawaniu myślą.
        Kobieta w ciąży, z opisu nie wynika by ktokolwiek o tej adopcji wiedział; w pracy nie wiedzą, teściowa nie wie...dziwne to jakieś.
        • owianka Re: oddałam córkę do adopcji... 12.02.12, 09:09
          Tylko że ta sprawa nie jest ani trochę podobna do tamtej. Z motywacją pt. "nie jestem gotowa na dziecko, nie chcę go" nikt by nie polemizował.
          • atowlasnieja Re: oddałam córkę do adopcji... 12.02.12, 14:51
            Niestety ludzie nie są w stanie pojąć sensu wypowiedzi "nie jestem gotowa na dziecko, nie chcę go". Nie raz i nie dwa widziałam po twarzach rozmówców, że im się mózg zawiesza gdy słyszą taki przekaz. Po czym następuje restart systemu i pada pytanie "no i kiedy będziesz miała dziecko?" (w przypadku przed ciążą) lub "nie mów tak bo ci ją zabiorą!" (w ich przekonaniu to najgorsze co może mnie spotkać czyli nie zrozumieli ani słowa z mojej tyrady).
          • araceli Re: oddałam córkę do adopcji... 13.02.12, 09:41
            owianka napisała:
            > Tylko że ta sprawa nie jest ani trochę podobna do tamtej. Z motywacją pt. "nie
            > jestem gotowa na dziecko, nie chcę go" nikt by nie polemizował.

            Oczywiście, że by polemizował. Autorka takiego wątku zaraz okrzyknięta by była złą kobietą - niedojrzałą egoistką co to była wystarczająco dorosła na seks ale nie na dziecko itp. itd.
    • m_m_mama Re: oddałam córkę do adopcji... 12.02.12, 08:54
      Widzisz zdrowe, zadbane dziecko, szczęśliwą rodzinę i żałujesz, że to dziecko żyje.
      Nie mogłaś podjąć lepszej decyzji niż oddanie małej do adopcji.
      • totorotot Re: oddałam córkę do adopcji... 12.02.12, 13:11
        Uwazam, ze decyzja o adopcji była dobra, zwłaszcza, ze to adopcja ze wskazaniem i dziecko jest szczesliwe.
        Na miejscu byłej matki bym
        -rozwiodła sie z pasozytem, nic dobrego z tego nie bedzie. Skoro mezczyzna pozwolił oddać dziecko zamiast wziac sie do roboty, zawsze, do końca zycia bedzie cos wazniejszego niz dzieci. CHora mama, szwagierka, brzydka pogoda i kryzys w Senegalu
        -koniecznie psycholog (darmowy na nfz)
        -zamkniecie konta na n-k. Rodzice małej wiedza w razie koniecznosci, przeszczepu itp., kto jest matką biologiczna, i tyle wystarczy
    • marianna72 Re: oddałam córkę do adopcji... 12.02.12, 09:44
      Nie wiem co powiedziec bo sytuacja bardzo trudna.Pewnie chcialas dobrze a wyszlo jak wyszlo ,ja podobnej decyzji bym nie podjela,ale ja patrze z perspektywy kobiety , ktora juz ma trojke dzieci.Nie podjelabym takiej decyzji nie dlatego ,ze jest zla ale wiem ,ze bym sobie z nia po prostu nie poradzila .Moza to zabrzmi podle ale wolalabym odstawic drogi leki tesciowej( nota bene mialam b. fajna tesciowa) niz oddac wlasne dziecko. Poza tym z doswiadczenia wiem,ze sytuacja moze sie zawsze zmienic na lepsze a dziecko b.mobilizuje.Teraz nie ma co nad tym rozmyslac tylko musisz sobie pomoc , dobry psycholog , ktory z toba to wszystko przepracuje i do przodu , innego wyjacia nie ma
      • sarah_black38 Re: oddałam córkę do adopcji... 12.02.12, 10:36
        Jak dla mnie to ta historia kupy się nie trzyma. Ale opowiem Ci moją prawdziwą. Mieliśmy po 23 lata, klasyczna wpadka, szybki ślub. Warunki mieszkaniowe jeszcze trudniejsze - wynajęte 16 m2 na strychu drewnianego domu, kuchnia miała 4 metry, w tym ze dwa zajmował ogromny piec węglowy. Latem piekarnik, zimą rano było z 5 stopni. Mieszkaliśmy tam wiele lat. Ja byłam na urlopie wychowawczym, pracował tylko mąż. Były miesiące, kiedy do pierwszego musieliśmy pożyczać. Pieluchy były tetrowe, śpioszki kupowane na bazarku ,,u ruskich". Też pracowałam w szkole, więc kokosów nie było, a bardzo skromne życie.Nigdy nie przyszło nam do głowy aby oddać dziecko. Sami z perspektywy czasu patrząc byliśmy dziećmi .... Ale byliśmy mimo wszystko odpowiedzialni, musieliśmy przez to wszystko przejść.

        Po latach sytuacja mam się odmieniło o 180 stopni. Dziś mamy piękny domek z ogródkiem ,dobry samochód, stać nas na wakacje, oszczędności na koncie itp. Córka ma 20 lat, studiuje na dobrej państwowej uczelni. Mamy drugie dziecko, dla którego już nie kupowałam śpiochów na bazarku , bo stać mnie na markowe. Ja nadal pracuję w szkole, mąż dużo lepiej zarabia niż w młodości. Życie generalnie nam się poprawiło.

        Nie potępiam Cię i nie oceniam, ale czytając tytuł wątku pomyślałam o matce z ośmiorgiem dzieci i mężem alkoholikiem ...
    • morekac Re: oddałam córkę do adopcji... 12.02.12, 10:21
      A ja tak sobie myślę: gdybyś chciała tego dziecka, to nawet mieszkanie pod mostem by cię nie powstrzymało.Wszystkie argumenty za nieposiadaniem dziecka, nawet te całkiem zdroworozsądkowe, obracałabyś na argumenty o posiadaniu. Bo ludzie tak mają.
      Poza tym: czy jakikolwiek czynnik, który zdecydował o oddaniu dziecka do adopcji uległ zmianie - macie lepiej płatną pracę, teściowej się poprawiło bądź pogorszyło ostatecznie? Czy twoja decyzja byłaby po raz drugi taka sama (zakładając,że nie miałabyś tych doświadczeń, które masz)?

      Co gorsza,
      > gdy wróciłam do pracy, patrzyłam na dzieci (pracuję w przedszkolu),
      Zmieniłabym pracę. Jeśli już musisz pracować z nieletnimi, niechże będą to gimnazjaliści. Małe dzieci - zwłaszcza te na zdjęciach - są takie śliczne, słodkie i bezproblemowe, gimnazjaliści nawet na zdjęciach nie wyglądają zachęcająco... wink

      Czasami myślę, że już chyba lepiej było usunąć t
      > ę ciążę, niż teraz cierpieć obserwując, jak moje dziecko rozwija się w innej ro
      > dzinie.
      Tzn. ja rozumiem, że wolałabyś nie być postawiona w takiej sytuacji, jakiej byłaś, ale obserwować wszak nie musisz?
      • morekac Re: oddałam córkę do adopcji... 12.02.12, 11:04
        Czasami myślę, że już chyba lepiej było usunąć t
        > > ę ciążę, niż teraz cierpieć obserwując, jak moje dziecko rozwija się w in
        > nej ro
        > > dzinie.

        Dla ciebie może byłoby i lepiej, ale dla twojej córki i dla jej rodziców niebiologicznych? Chociaż zapewne dopadłyby cię jakieś inne wątpliwości i ponure nastroje.
        Decyzja zapadła już dosyć dawno i wszystko wskazuje, że nie była to zła decyzja, a możliwe - że była całkiem niezła. Przeszłości już nie zmienisz, musisz się pogodzić z tym, że oboje kiedyś podjęliście taką, a nie inną decyzję, ale jakiekolwiek samobiczowanie się za to nie jest chyba w tej sytuacji wskazane.
    • imasumak Re: oddałam córkę do adopcji... 12.02.12, 10:49
      Idź dziewczyno do psychologa. Bardzo Ci współczuję.
    • kamelia04.08.2007 Re: oddałam córkę do adopcji... 12.02.12, 11:02
      co sie stalo, to sie nie odstanie.
      Dziecko mam nowa rodzine i nowe zycie, ono zyje z tamyimi ludzmi i oni sa jego rodzicami.

      Mysle, ze w waszym przypadku, ze dobrze ze zdecydowaliscie sie, nie byliscie gotowi na to, ciasnota i trudnosci rodzicielstwa tylko by was zniechecaly do tego dziecka.


      Z drugiej strony przyznam szczerze, ze wlasna kawalerka oraz dwie wyplaty co miesiac oraz czas na ewentualne dorobienie......Sama mieszkam w wynajetym niewielkim mieszkaniu, nie stac mnie na wynajem wiekszego, nie mam zdolnosci kredytowej na wlasne. Pensja jedna, dzieci dwoje, na szczescie na oplaty i jedzenia starcza
    • kalamara Re: oddałam córkę do adopcji... 12.02.12, 11:41
      Nie doczytalam do konca wszystkich postow,wiec napisze w skrucie, ze jezeli wtedy taka decyzje podjelas to musialas byc przekonana o jej slusznosci i powinnas probowac sie z tym pogodzic.Stalo sie i tyle. Co wiecej powinnas byc z siebie dumna,ze myslalas o potrzebach dziecka, o jego przyszlosci.Dalas komus zycie i to olbrzymi dar, a teraz pozwol temu dziecku odejsc i nie zagladaj do nk bo sobie nie pomagasz.To dziecko ma inna mame i tate (wybraliscie ich na rodzicow) i jest szczesliwe co najwazniejsze...
      • verdana Re: oddałam córkę do adopcji... 12.02.12, 19:04
        dzecko nie jest darem, dziecko jest człowiekiem. Jakos to niektorym umyka.
        odsanie dziecka do adopcji czasem jest konieczne, ale nigdy nie jest dla dziecka dobrym startem w życie i nie da się powiedzieć, ze jest to dla dziecka jakiekolwiek dobrodziejstwo. Osoba, ktora myśli o potrzebach dziecka, jesli dziecko nie wyladuje pod mostem i nie będzie glodowało, raczej zdaje sobie sprawę, ze oddając dziecko nie zaspakaja jednej z najbardziej podstawowych potrzeb - bezwzglednej akceptacji przez własnych rodziców.
        Czy inne potrzeby dziecka będą respektowane, osoba oddajaca dziecko nie ma raczej piojęcia, biowiem rodzice adopcyjnui mogą byc doskonali, a mogą być bardzo źli. I to też trzeba brać pod uwagę. Dziecko moze być szcżęśliwe, a moze - bardzo nieszczęsliwe, jego los jest niewiadomy.
        • yenna_m Re: oddałam córkę do adopcji... 12.02.12, 19:23
          rownie dobrze dziewczyna mogla abordowac ciąże i nie byloby problemu...

          verdano, zrobila jak zrobila, mleko się wylalo
          trzeba z tym żyć i nie ma co dziewczyny dodatkowo dręczyć

          zrobiła lepiej niz gdyby miala abordowac ciaze lub tez porzucic dziecko na smietniku
          • verdana Re: oddałam córkę do adopcji... 13.02.12, 09:40
            dziewczyna moim zdaniem zresztą troll- robi z siebie ofiarę. Bo kawalerka, malo pieniędzy i nie mogła wychować dziecka.
            Tymczasem ona nie chciała dziecka, zadną ofiarą nie jest. jest osoba, ktora podjęła decyzję, niekonieczną. Naprawdę, nie ma co tak znowu współczuć.
            • asia_i_p Re: oddałam córkę do adopcji... 13.02.12, 21:26
              Jest czego współczuć - im bardziej człowiek sam się wpędził w trudną sytuację, tym mu ciężej. Oddała krzyczące niemowlę, takiego trochę kosmitę - a widzi, że inni ludzie mają śliczne dziecko i serce ją boli. Nawet jeśli nie oddała z biedy tylko dlatego, że nie chciała dziecka, to jeśli teraz go chce, to naprawdę jest czego współczuć. W końcu nie tylko niezawinione cierpienie budzi współczucie, prawda? - może nawet zawinione budzi większe współczucie, łatwiej mi się wczuć w kogoś nieidealnego, kto narozrabiał i teraz mu żal, niż w skrzywdzony przez los ideał, bo sama nie jestem ideałem.
              • bi_scotti Re: oddałam córkę do adopcji... 13.02.12, 22:56
                asia_i_p napisała:

                > Jest czego współczuć - im bardziej człowiek sam się wpędził w trudną sytuację,
                > tym mu ciężej. Oddała krzyczące niemowlę, takiego trochę kosmitę - a widzi, że
                > inni ludzie mają śliczne dziecko i serce ją boli.

                Przyjmijmy na chwile, ze inicjujacy dyskusje post nie jest podpucha.
                Strasznie mi przeszkadzaja opisy tego "slicznego dziecka" (loczki, oczka etc.) - a jakby bylo brzydkie z zezem i obsypana alergiczna wysypka buzia, zajecza warga i cienkimi, mysimi wlosami nieprzykrywajacymi mocno odstajacych uszu to tez bys sie je tak chcialo zobaczywszy zdjecia na website?
                Strasznie to wszystko plytkie - moze dlatego, ze format forum nie pozwala na jakas glebie wyznan ale jak slowo daje, sprowadzanie kwestii miec dziecko lub go nie miec do tego, ze miejsca brak ale skoro takie sliczne (!) to jednak uczucia sie budza jakos mnie powstrzymuje przed traktowaniem autorki z (byc moze jak najbardziej naleznym???) wspolczuciem ...
                • asia_i_p Re: oddałam córkę do adopcji... 14.02.12, 00:36
                  Nie wiem, czy ta uroda ma takie znaczenie - ale może mieć. Kiedy autorka rezygnowała z dziecka, to ono było źródłem problemów. Obrazki, jakie ogląda na Naszej Klasie reprezentują pewien obraz szczęścia idealnego, taki raj utracony - i tu uroda dziecka może działać. Może też tak być, że ta uroda jest dopisana przez obudzony instynkt macierzyński. A poza tym, przyznaję, że nowordki bywają nieurodziwe, ale nie widziałam jeszcze brzydkiego dziecka. Są bardziej klasyczne i bardziej oryginalne, ale zez, zajęcza warga, alergia itd nie są w stanie zatrzeć ich urody. Odstające uszy, na przykład, są śliczne.
                  Nie wiem, na ile głębokie korzenie ma cierpienie autorki wątku, ale nawet gdyby były płytkie, to nie znaczy, że cierpienie jest małe.
            • lily-evans01 Re: oddałam córkę do adopcji... 14.02.12, 14:46
              Popieram wszystkie Twoje wypowiedzi w tym wątku, bo są po prostu głosem zdrowego rozsądku i realizmu.
              A osoby, które uważają, że Emilia zapewniła dziecku lepszy start, muszą być świadome, że i to może się zmienić. Sytuacja materialna nowych rodziców może się pogorszyć, mogą też zrezygnować z dziecka i rozwiązać adopcję, są i takie przypadki.
              Nie wierzę, że dwoje młodych ludzi, ze stałą pracą, nie ma przed sobą aż tak w ogóle przyszłości i nie może się czegoś dorobić, jak nie teraz, to za kilka lat. A niemowlęciu naprawdę zwisa i powiewa, czy mieszka w kawalerce, czy w rezydencji.
              Wielu ludzi coś osiąga, bo dostają kopa właśnie dlatego, że pojawiły się dzieci i trzeba im zapewnić jakieś sensowne, normalne warunki życiowe. Jak się jest we dwoje i nie jest w stanie terminalnym nowotworu, to naprawdę wiele rzeczy jest do wykonania.
              Mam nadzieję, że to zwykły troll. Albo, że kobita na przyszłość zadba o zabezpieczenie się. Smutne.
    • zebra12 Re: oddałam córkę do adopcji... 12.02.12, 11:54
      Mam jedną pensję nauczycielską i marne alimenty. Mieszkam w nieswoim mieszkaniu o maleńkim metrażu. Sama wychowuję 3 dzieci. I naprawdę nie narzekam!!! Stać nas na wakacje co roku - wprawdzie krajowe, ale jednak. Dzieci jeżdżą na kolonie. Oczywiście oszczędzam, ale przecież i nowe ciuchy kupuję w galeriach i buty.
      Nie wiem czemu z dwoma pensjami nauczycielskimi nie stać Was na utrzymanie JEDNEGO dziecka. Dziwne..
      Natomiast co do decyzji to uważam, że oddając dziecko do adopcji postąpiliście lepiej, niż gdybyście mieli usunąć ciążę.
    • ewenekgosia emilio.anno 12.02.12, 12:27
      przede wszystkim przestac sobie samemu z tym radzic i isc do psychologa. Ze soba, albo i z mezem (bo nic nie napisalas o tym jak on sie z tym czuje, czy cierpi, czy nie, czy sie wspieracie). Oddalaliscie dziecko bo tak zdecydowaliscie. Trzeba sobie wybaczyc i zyc dalej. Nie usuneliscie ciazy- dziecko jest kochane i kocha. Kochane jest nie tylko przez adopcyjnych rodzicow ale tez przez ciebie. To nie grzech szukac pomocy i nie musisz sie umartwiac i cierpiec przez reszte zycia i karac sie za decyzje ktora byc moze jest teraz dla ciebie bledem. Blad czy nie- decyzja zostala podjeta. Mozesz cos zrobic tylko z jej konsekwencjami.
    • okruszek_a Re: oddałam córkę do adopcji... 12.02.12, 12:50
      Znam wiele par nauczycielskich, które sobie dają radę i nie wychowują tylko jednego dziecka, więc myślę, ze decyzja o adopcji była bardziej podyktowana brakiem gotowości do macierzyństwa.
      Nie żałuj decyzji o adopcji, była najlepszą jaką w tamtej chwili moglibyście podjąć, a dziecko ma kochającą rodzinę, jest szczęśliwe, zadbane.
      Są grupy wsparcia dla kobiet, które podobnie jak ty oddały dziecko do adopcji, poszukaj, może w Twoim mieście też są takie, ewentualnie psycholog, żeby pomógł Ci się pogodzić już z nieodwracalną decyzją.
    • claudel6 Re: oddałam córkę do adopcji... 12.02.12, 12:52
      słuchaj, jeśli ta historia jest prawdziwa..to bardzo Ci współczuję, bo nawet sobie nie wyobrażam, jak musi być Ci ciężko. ale musisz, MUSISZ sobie z tym poradzić. jeśli nie jesteś w stanie sama - to idź do psychologa. ale nie wolno Ci śledzić tej rodziny, oglądac zdjęc na n-k - to jest wszystko kanał. Twoja córka ma nową rodzinę i to jest decyzja nieodwracalna. jakiekolwiek Twoje wkroczenie w jej życie teraz, czy kiedykolwiek później może wyrządzic jej wielką szkodę - nie rób tego. może nigdy jej nie poznasz, bo nie ma pewności, czy ona będzie dowie się, ze została adoptowana i czy bedzie chciała Cię poznac -być może nie. musisz z tym żyć, zrobiłaś tak, bo uważałaś, że tak będzie najlepiej dla was wszystkich - to jest rozdział zamknięty. jeśli nie potrafisz go sama zamknąć, szukaj pomocy.
      a z mężem bym poważnie porozmawiała. no bo co, z racji tego, ze jesteście nauczycielami, a on ma chorą matkę - NIGDY nie będziecie miec dzieci? może rzeczywiście trzeba pomyślec o jakiejs alternatywie dla finansowania leków teściowej. pomyśleć o dodatkowych źrodłach dochodu (korepetycje?). i o następnym dziecku, już dla was.
    • wiecznie-zapominam-login aborcja 12.02.12, 13:14
      Czasami myślę, że już chyba lepiej było usunąć t
      > ę ciążę, niż teraz cierpieć obserwując, jak moje dziecko rozwija się w innej ro
      > dzinie.

      Niewykluczone że po aborcji też tęskniłabyś do zabitego dziecka, czułabyś żal, obliczałabyś ile lat miałoby teraz twoje dziecko i porównywałabyś z jego rówieśnikami, też byłaby pustka i ból o czym zwolenniczki aborcji wspomnieć zapomniały....... skoro się nie zdecydowałaś na usunięcie ciąży ( nie robiłaś rekonesansu, przygotowań) to nie masz raczej to tego podejścia jak do usunięcia zęba.
    • asia_i_p Re: oddałam córkę do adopcji... 12.02.12, 18:54
      Tak jak tu dziewczyny piszą, co się stało, to się nie odstanie. Trzeba się z tym pogodzić i żyć dalej - co bardzo łatwo się mówi i bardzo trudno robi. Nie ma co szukać coraz to nowych argumentów za tym, czy decyzja była słuszna czy nie - to już przeszłość.
      Dobrze, że zdecydowałaś się na psychologa, myślę, że warto byłoby ograniczyć obserwację tamtej rodziny - nie robić z obserwacji losu tamtego dziecka centrum swojego życia. To będzie wymagało nie lada siły woli na początku, ale tak będzie dla ciebie chyba lepiej. Najważniejszego już się dowiedziałaś - nowa rodzina pokochała dziecko, krzywda jej się nie dzieje. Dalsze oglądanie tego profilu to tylko niepotrzebne męczenie samej siebie.
      • lilka69 ten watek jest najsmutniejszym watkiem jaki 12.02.12, 21:10
        czytalam od 5 lat kiedy tu jestem.

        najlepiej pamietam z niego poglady edelstein choc i inne forumki mialy podobne. edelstein nazwala jednak rzeczy mocno i dosadnie.
        zgadzam sie z nia.


        zal mi oooooogromnie autorki, mysle, ze trudniej oddac dziecko do adopcji niz usunac ciaze. zycze jej aby poszla do psycg
Inne wątki na temat:
Pełna wersja