emilia.anna
11.02.12, 22:33
Witajcie drogie emamy, piszę tu bo muszę się wygadać, jest mi cholernie ciężko, nie wiem, jak sobie z tym poradzić. Może ktoś był w takiej sytuacji jak ja? Dokładnie rok i dwa miesiące temu oddaliśmy z mężem do adopcji naszą córeczkę. Wtedy wydawało mi się, że jest to najbardziej słuszna decyzja jaką mogliśmy podjąć. Mamy dość ciężką sytuację finansową i mimo, że oboje dobiegamy 30tki, mieszkamy w maleńkiej kawalerce, bo nas nie stać na wynajem większego lokum. Nie możemy liczyć też na pomoc rodziny, która mieszka daleko, poza tym im też jest bardzo ciężko - mama męża ciężko choruje i kupujemy jej drogie leki. Ciąży nie planowaliśmy, zaszłam w nią mimo zabezpieczenia, dlatego długo nie mogłam uwierzyć w te dwie kreski na teście, gdy nie dostałam okresu. Na początku nawet ucieszyliśmy się, że zostaniemy rodzicami, ale z czasem coraz bardziej zaczęło nas wszystko przerażać, jak sobie damy radę, jakie warunki zapewnimy naszemu dziecku. Chcieliśmy kupić nawet większe mieszkanie, ale.. wyrok: brak zdolności kredytowej. Obydwoje pracujemy jako nauczyciele, zarabiamy bardzo niewiele, mąż nie ma stałej umowy. Przyznam, że w pewnym momencie przeszlo mi przez myśl, aby usunąć ciążę, ale doszliśmy z mężem do wniosku, że lepiej będzie oddać dziecko do adopcji - w końcu tyle par czeka na dzidziusia... doradzono nam nawet adopcję ze wskazaniem, przez stronę internetową znaleźliśmy rodziców adopcyjnych dla naszej córeczki. Spotkaliśmy się z państwem M. kilka razy, to bardzo mili, i w dodatku zamożni ludzie. Mama adopcyjna, która była przy porodzie, opowiadała mi, jak już wyszykowali pokoik, łóżeczko, ubranka... Ustaliłyśmy, że nie dostanę dziecka do przytulenia po porodzie, żeby się nie przywiązywać. A potem wszystko poszło z górki, po 6 tygodniach rozprawa, i Zosia stała się w świetle prawa córką państwa M. Wydawało się, że wszystko jest u nas jak dawniej, tyle, że ja coraz gorzej znosiłam myśl, że nie byłam w stanie wychować własnego dziecka. Co gorsza, gdy wróciłam do pracy, patrzyłam na dzieci (pracuję w przedszkolu), i coraz częściej zastanawiałam się, jak będzie wyglądać moja córka w ich wieku. W końcu nie wytrzymałam i weszłam na NK, na profil pani M. I to mnie ostatecznie dobiło... zobaczyłam tam zdjęcie naszej - a właściwie ICH - córeczki. Dziewczynka ma czarne loczki i piękne duże oczka, jest taka śliczna... Widać, jak bardzo są z niej dumni i ją kochają. Zosia na wakacjach nad morzem, urodziny Zosi i jej pierwsza świeczka na torcie, Zosia bawi się z tatą. Mnóstwo zdjęć. Pokazałam zdjęcia mężowi, płakałam, jemu też było nieswojo, pocieszał mnie, że Zosia ma dużo lepsze warunki niż miałaby u nas, i że to dla jej dobra, itp,. nie fair skazywać dziecko na biedę, co ono winne że urodziło się w biednej rodzinie, podczas gdy może mieć zapewnione o wiele godniejsze życie. Tyle, że ja bardzo za nią tęsknię, to jest silniejsze ode mnie. Czasami myślę, że już chyba lepiej było usunąć tę ciążę, niż teraz cierpieć obserwując, jak moje dziecko rozwija się w innej rodzinie. Przepraszam za długi post, ale musiałam się wygadać, tak bardzo mi ciężko...