morgen_stern
12.02.12, 08:21
Zainspirowana lekturą i różnymi przemyśleniami chciałam was zapytać, czy burzliwy okres nastoletni (14 - 16 lat) to był naprawdę dla was okres beztroski i radosny? Abstrahuję od przykrych wydarzeń i czynników zewnętrznych, ja te burze hormonów i młodzieńcze niepokoje wspominam jako KOSZMAR.
Cierpiałam na bezsenność, miałam bardzo bolesne i nieregularne miesiączki, wyglądałam jak pół nieszczęścia i tak się często czułam, miałam myśli samobójcze i ogólnie czułam ciężar wszechświata

obsesyjnie myślałam o sensie życia i tego sensu nie znajdowałam, ogólnie nie mogłam się ze sobą i światem pogodzić.
Miałam przyjaciół, chodziłam na imprezy (nawet dość intensywnie), ale tam też czułam się jakaś taka zagubiona. Wciąż się miotałam, a hormony robiły sobie u mnie chyba jesień średniowiecza

Cytując triss wolałabym odgryźć sobie głowę i ją zjeść,niż być znów nastolatką

Oczywiście mam sentyment do tamtych czasów, ale zdaję sobie sprawę, że to mitologizacja, coś jak wspominanie cudownych i czarodziejskich dziecięcych lat za szarej komuny

czy tylko ja mam takie odczucia?