Umiesz liczyc, licz na siebie, watek o 'rodzinie'

17.02.12, 17:11
Prosze o obiektywna ocene nastepujacej sytuacji.
Jest sobie wdowa i jej syn. Syn mieszka z matka do ukonczenia 22 roku zycia, pobiera rente po ojcu i jakas 1/3 tej renty przekazuje matce na utrzymanie mieszkania. Mieszkaja w dawnym mieszkaniu sluzbowym ojca.
Potem poznaje dziewczyne, wyprowadza sie do innego miasta, ale przez kolejne 4 lata doklada matce do czynszu, czasem caly, czasem mniej ale zawsze minimum polowe.
W miedzyczasie matka wykupuje mieszkanie na siebie, staje sie jedyna wlascicielka mieszkania. Koszt wykupu okolo 12 tysiecy zlotych, wymienia okna za ok. 5 tysiecy zlotych.
Ma pretensje do syna, ze nie partcypuje w tych kosztach. Syn nie partycypuje bo nie za bardzo ma z czego, sam musi wynajmowac mieszkanie w innym miescie i utrzymac sie. Mieszka 3 lata z tesciami, ale uczciwie doklada sie do wszystkiego.
I tak mija 10 lat, z czego syn przez ponad 7 lat mieszka na wynajmowanym, potem wyjezdza za granice i nadal wynajmuje. Jest juz zonaty, ma dziecko. Radzi sobie jak moze, chociaz ciagle slyszy od matki, ze zle zyje, ze nie ma dobrej pracy, ze nie skonczyl studiow itd. Stosunki miedzy nimi sa kiepskie, syn unika matki bo kompletnie sie nie dogaduja. Ma za to dobre relacje z tesciami i wlasciwie wszystkimi innymi ludzmi, wiec to nie jest tak, ze jest jakims typem skur******.
W miedyczasie matka wychodzi za maz za dobrze sytuowanego pana. Przeprowadza sie do niego, a mieszkanie wynajmuje i przez jakis rok zarabia na nim okolo 10 tysiecy zlotych. Namawia syna by wrocil z zagranicy i zamieszkal tam z rodzina, ale syn nie chce, bo wie, ze matka bedzie zawsze porzyjezdzala tam jak do siebie, a poza tym bedzie im ciezko znalezc prace. Synowa w ogole nie chce nic od tesciowej, bo wie, ze tesciowa bedzie chciala miec wplyw na kazda ich decyzje zwiazana z mieszkaniem i nie tylko. Woli wziac kredyt na wlasne m. Syn nie chce brac kredytu, bo uwaza, ze nalezy mu sie czesc mieszkania po ojcu, zreszta matka zawsze twierdzila, ze faktyczxnie czesc mu sie nalezy i ze mu te czesc odstapi w jakims momencie. Matka zniecheca ich do kredytu jeszcze bardziej, mowiac, ze to blad, ze czasy niepewne, ze nie poradza sobie ze splata rat i ona bedzie musiala je pewnie splacac.
Stwierdza tez, ze ma dosc zajmowania sie starym mieszkaniem i uzerania z lokatorami, ze ma swietna sytuacje finansowa, wygodne mieszkanie z mezem i ze chce miec spokoj. Chce to mieszkanie sprzedac i przekazac pieniadze synowi na zakup swojego mieszkania. Nie zgadza sie jednak by zysk ze sprzedazy przekazac jako darowizne lub by pieniadze polezaly pare miesiecy w banku i troche jeszcze urosly, naciska na zakup kolejnego mieszkania, ktore ma byc dla syna i jego rodziny. No wiec mieszkanie zostaje kupione w pospiechu i wynajete. Matka zostawia sobie 20 tysiecy. Wlascicielka pozostaje matka, nie chce przepisac go na syna. Syn z zona przelamuja sie, dzieki zapewnieniom matki ze to oni beda decydowac i ze ja juz nic nie interesuje. Zajmuja sie wiec najmem ( z zagranicy), szukaja lokatorow, troche inswetuja w to mieszkanie, przede wszystkim czas bo przylatuja je wynajac jak np. zmieniaja sie lokatorzy. Oplacaja czynsz i skarbowke, na czysto maja niecale 500 zl z tego ktore odkladaja na remont.
W miedyczasie poprawia im sie sytuacja zawodowa i postanawiaja jeszcze troche zostac za granica.
Caly czas jednak mowia, ze chca wrocic i zamieszkac w tym mieszkaniu.
Matka nagle dostaje szalu, stwierdza, ze odbiera synowi mieszkanie, bo nie docenil jej gestu i nie wrocil do Polski na czas. Nie moze sie tez pogodzic z faktem, ze musi zaplacic do skarbowki okolo 3 tysiecy zlotych (podatek do roznicy jaka powstala w wyniku kupna tanszego mieszkania), chociaz syn z synowa chcieli pokryc ta kwote. W miedzyczasie okazuje sie, ze matce jest za ciasno w mieszkaniu meza i chce kupic sobie wieksze mieszkanie w ladniejszej lokalizacji, i chce jakas nieokreslona blizej kwote z tego mieszkania, ktore mialo byc dla syna i jego rodziny.
Synowa spac nie moze po nocach i pluje sobie w brode, ze dala sie omotac zapewnieniom tesciowej o checi pomocy. Zaluje, ze nie wziela wczesniej kredytu mieszkaniowego i stracila dwa lata, choc mogla przewidziec , ze intencje tesciowej nie sa do końca czyste. A Matka szaleje, ze syn i synowa sa nieodpowiedzialni i niewdzieczni. Syn przestaje odzywac sie do matki i nie chce juz od niej nic.
Pytanie: czy to sa normalne relacje rodzinne?
Pytanie dwa: kto tutaj jest nieodpowiedzialny i nie fair?
    • ada16 Re: Umiesz liczyc, licz na siebie, watek o 'rodzi 17.02.12, 17:21
      Umiesz liczyć ,licz na siebie- nic dodać , nic ująć.
      Niestety.
    • marzeka1 Re: Umiesz liczyc, licz na siebie, watek o 'rodzi 17.02.12, 17:24
      Rozumiem, że syn nie miał pojęcia , jaka jest matka? Co z tego, że mówiła, obiecywała? Są ludzie, którym się nie wierzy, bo wie się po prostu , jacy są.
      • being_objective Re: Umiesz liczyc, licz na siebie, watek o 'rodzi 17.02.12, 17:29
        Syn wiedzial jaka jest matka. Jednak cale zamieszanie z mieszkaniem trwalo okolo 2 lat, w tym czasie matka pod wplywem meza, skadinad rozsadnego faceta troche wyluzowala i starala sie trzymac swoje rewelacje, zwlaszcza ocenianie syna i jego zycia, dla siebie. No i syn sie zlapal na przynete. I przez ponad rok wynajmowania tego nowego mieszkania wszystko bylo ok. Dopiero jak okazalo sie, ze syn nie wroci w tym roku w ktorym poczatkowo zamierzal, rozpetala sie burza.
    • zona_mi Re: Umiesz liczyc, licz na siebie, watek o 'rodzi 17.02.12, 18:00
      > Pytanie: czy to sa normalne relacje rodzinne?

      Raczej nie normalne, ale często spotykane.

      > Pytanie dwa: kto tutaj jest nieodpowiedzialny

      Syn, bo uwierzył matce, choć ją znał.

      > i nie fair?

      Nie wiem. Matka?
    • cherry.coke Re: Umiesz liczyc, licz na siebie, watek o 'rodzi 17.02.12, 18:07
      Ale rozumiem, ze oprocz czasu i wysilku syn i synowa nie stracili niczego, co juz mieli, odmowiono im tylko czesci "spadku" po ojcu?

      W takiej sytuacji podziekowalabym pani matce za wspolprace, kontaktujac sie grzecznosciowo pare razy do roku. W zadne dalsze interesy ani negocjacje bym sie z nia nie wdawala. Mieszkanie bym odzalowala, wziela kredyt na wlasne, nieruchomosci zdaje sie wszedzie tanieja, wiec moze to czekanie to wcale nie taka strata. Spadek po ojcu kiedys bedzie albo nie, na razie zapomnialabym o nim - przy tego typu mieszaniach i oddawaniach kasy jeden drugiemu powodzenia zycze temu, kto zechce ustalic, co nalezy sie dzieciom, kiedy przyjdzie ustalac spadek po matce. Jesli wlascicielka nowego mieszkania jest matka, to niech ona sie uzera z lokatorami, podatkami itp., milej zabawy.

      Matka jest niepowazna, takim ludziom mozna dac sie nabrac raz.
    • rosapulchra-0 Re: Umiesz liczyc, licz na siebie, watek o 'rodzi 17.02.12, 19:00
      Jesteś synową?
      • being_objective Re: Umiesz liczyc, licz na siebie, watek o 'rodzi 17.02.12, 22:55
        Tak, jestem synowa.
        I żałuję, że nie zaufałam swojej intuicji.
        W sumie mogę miec pretensje tylko do siebie i do męża. Ale człowiek, idealista, chciał wierzyć, że może ktoś się zmienił, coś zrozumiał i że pieśni o chęci pomocy są szczere.
        Nigdy nie liczyłam na to, że ktoś mi coś da, zawsze liczyłam się z tym, że będę brać kredyt na mieszkanie.
        Przed boomem kredytowym nie mieliśmy zdolności, bo umowy nie były na stałe i nie na faktyczne zarobki.
        Potem, jak mieszkania tak szalenie poszły w górę, mieliśmy zdolność ale bez sensu bylo brać 300 tysięcy kredytu na kawalerkę czy jakieś mini-mieszkanie w bloku, a mieliśmy już dziecko.
        I akurat dobrze się stało.
        A potem mieszkania stanialy, mieliśmy zdolność i głupia byłam, że dałam się omotać i teściowej, i że nie naciskałam na męża abyśmy robili swoje. A ona powtarzała, jak jest jej dobrze z nowym mężem, w nowym domu, i że ona przecież tego lokum nie potrzebuje i do grobu ze sobą nie weźmie.
        Dwa lata temu mogliśmy kupić mieszkanie w kredycie rodzina na swoim, był spory wybór różnych nowych inwestycji i moglibyśmy liczyć na dopłatę do odsetek. Teraz limity spadły, nasza zdolność też spadła, bo banki liczą inaczej. Na kredyt we CHF nie możemy liczyć bo uzyskujemy dochód za granicą. Przez te dwa lata mogliśmy wynajmować swoje mieszkanie a nie teściowej i już spłacić kilkanaście tysięcy kredytu. I o to jestem zła, że daliśmy się omotać i że jej uwierzyliśmy. Poza tym mamy taka pracę, że nie możemy zbyt często latać do Polski i zająć się szukaniem mieszkania i kredytem na spokojnie, a dwa lata temu miałam sporą elastycznośc w pracy i mogłam sobie bez trudu brać urlop bezpłatny i wszystko to ogarnąć.
        Oczywiście zaczynam starać się o kredyt, może uda mi się złapać jakąś okazję i załapać na tę RNS, bo kończy się w tym roku.
    • zuzi.1 Re: Umiesz liczyc, licz na siebie, watek o 'rodzi 17.02.12, 21:07
      Niezła "mamusia", od takiej to się lepiej trzymac z daleka. Nie to nie są normalne relacje rodzinne. Matka manipuluje, to nie jej sprawa kiedy syn wróci do Polski. Skoro raz coś obiecała to powinna słowa dotrzymac, skoro nie dotrzymuje, znaczy, że jest kompletnie niewiarygodną osobą.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja