Teraz lepiej znam wroga ....

17.02.12, 18:36
Coraz więcej informacji wyciągam z męża i to co wiem ,zaczyna mnie przerażać ,ponieważ,pani X ,nie kocha swojego męża,nic ich nie łączy poza wspólnym adresem,nie sypia z nim.
W dodatku,usłyszałam ,że dawno już pożegnałaby się z nim ,ale dom - chociaż jej rodzinny jest teraz ich współwłasnością,więc ma problem.
I teraz wiem dlaczego tak sobie pozwala z moim mężem.
Kuźwa jak bardzo się ona zbliżyła do mojego M ,skoro gada mu takie intymne rzeczy?
Teraz czuje poważne zagrożenie z jej strony sad
    • tezee Re: Teraz lepiej znam wroga .... 17.02.12, 18:44
      No i chce sobie baba życie ułożyć twoim kosztem , pewnie nie jest już świeżyną na rynku bo ile ona ma lat pewnie ze 35/40 , to się rozglądała w najblizszej okolicy i mąż się napatoczył , zbliżenie do niego poszło gładko ....
    • ok_pl Re: Teraz lepiej znam wroga .... 17.02.12, 18:44
      oprzytomnij kobieto i przestac dawac sie w ch..ja robic, zal czytac
    • nabakier Re: Teraz lepiej znam wroga .... 17.02.12, 18:59
      I Twój mąż Ci to opowiada??? No ładnie...ale z niego kawal fagasa.
      • naiwna-0 Re: Teraz lepiej znam wroga .... 17.02.12, 19:03
        nabakier napisała:

        > I Twój mąż Ci to opowiada??? No ładnie...ale z niego kawal fagasa.

        No tak podkręciłam rozmowę ,że sie wygadał.Dzisiaj wychodzimy na kolacje ,więc przy winku ,mam zamiar dalej wyciągać smile
        • nabakier Re: Teraz lepiej znam wroga .... 17.02.12, 19:09
          Wygląda na to, że jesteście siebie warci. OMG
          • naiwna-0 Re: Teraz lepiej znam wroga .... 17.02.12, 19:13
            nabakier napisała:

            > Wygląda na to, że jesteście siebie warci
            Dlaczego niby ?
            • marzeka1 Re: Teraz lepiej znam wroga .... 17.02.12, 19:16
              Bo każde z was zachowuje się równie idiotycznie.
            • xxe-lka Re: Teraz lepiej znam wroga .... 17.02.12, 19:17
              Naiwna ale ty udajesz? czy naprawdę nie widzisz jak absurdalna i żenująca jest ta sytuacja?
            • nabakier Re: Teraz lepiej znam wroga .... 17.02.12, 19:21
              Bo obowiązuje coś takiego, jak dyskrecja. Twój mąż jest zobowiązany do dyskrecji wobec tej osoby, która mu pewne informacje o sobie powierzyła.
              Ty zaś powinnaś pracować nad waszymi relacjami, a nie nad- relacjami w jej małżeństwie.
              Brak klasy z obu stron.

              • naiwna-0 Re: Teraz lepiej znam wroga .... 17.02.12, 19:27
                >Bo obowiązuje coś takiego, jak dyskrecja
                >Brak klasy z obu stron.
                Wiesz,akurat dyskrecja w stosunku do tej pani mnie nie interesuje.
                Istotne jest dla mnie to czy ona będzie dalej robiła podchody w strone mojego męża.
                • nabakier Re: Teraz lepiej znam wroga .... 17.02.12, 19:34
                  Toteż napisałam o braku klasy.
                • gryzelda71 Re: Teraz lepiej znam wroga .... 17.02.12, 19:44
                  > Istotne jest dla mnie to czy ona będzie dalej robiła podchody w strone mojego m
                  > ęża.

                  Z tego co piszesz,to tak,bo mąż bardzo tym podchodom rad.
              • jowita771 Re: Teraz lepiej znam wroga .... 17.02.12, 19:33
                Jeśli pani dyskrecję obiecał. Jeśli nie, a ona gadała, to niech się liczy, że pan powie np. żonie.
                • nabakier Re: Teraz lepiej znam wroga .... 17.02.12, 19:35
                  To trzeba czynić takie zastrzeżenia? Fiu, fiu...
                  • jowita771 Re: Teraz lepiej znam wroga .... 17.02.12, 19:38
                    Jakby mi jakiś facet opowiadał o swoim życiu, a mąż by zapytał, co za tajemnice mnie z tym facetem łączą, to bym opowiedziała ze szczegółami. Bliższa ciału koszula.
                    Ale dyskrecji bym nie obiecywała, gdyby gadał mimo to, to na swoje ryzyko.
                    • nabakier Re: Teraz lepiej znam wroga .... 17.02.12, 20:07
                      No widzisz, a ja nie. I nikt by sie u mnie nie musial upewniać, czy dotrzymam dyskrecji.
                      Sam fakt wysłuchiwania jest zobowiązaniem do dyskrecji.
                      • tezee Re: Teraz lepiej znam wroga .... 17.02.12, 20:10
                        OJP to kim jest ta żona... skoro dyskrecja w stosunku do innej obcej jakby nie było baby powinna być traktowana priorytetowo przez niego , chore.
                        • iuscogens Re: Teraz lepiej znam wroga .... 17.02.12, 20:15
                          Nie wnikaj, dla nabakier dyskrecja jest najważniejszą wartością, uczciwość, wierność, lojalność nie są istotne, można oszukiwać, zdradzać, kłamać byle dyskretnie suspicious
                          • nabakier Re: Teraz lepiej znam wroga .... 17.02.12, 20:24
                            A gdzieś Ty o zdradzie i kłamstwie u mnie wyczytała?
                            • iuscogens Re: Teraz lepiej znam wroga .... 17.02.12, 20:36
                              W poprzednim wątku autorki, najbardziej oburzało Cię to, że autorka do teściowej zadzwoniła i jej się wyżaliła, chyba nawet świństwem to nazwałaś. Do ewentualnej zdrady i kłamstwa przez męża podchodziłaś bardzo lekko, problemem była nie zdrada męża, nie jego okłamywanie żony, ale to, że ona w stresie zadzwoniła do teściowej i chciała z nią porozmawiać.
                              Od paru dni nie przestaje mnie fascynować twoje podejście do tematu, co ciekawe jakby patrzeć na problem całkiem osobno to bym się z tobą zgodziła, sama bardzo nie lubię mówić na zewnątrz o swoich problemach i wymagam tego od męża, raz tylko taki błąd zrobiłam, ale uczę się na błędach i swoje problemy załatwiamy w dwójkę, ale zrównywanie zdrady i świadomego okłamywania przez dłuższy czas z telefonem do teściowej w obliczu walącego się małżeństwa (pisałaś chyba, że są kwita) jest dla mnie niepojęte.
                              Naprawdę mam wrażenie, ze jesteś XXI-wieczną odmianą p. Dulskiej, nie oburzaj się, bo nie piszę tego złośliwie.
                              • nabakier Re: Teraz lepiej znam wroga .... 17.02.12, 20:55
                                Ty mnie zadziwiasz swoją nadintepretacja i dulszczyzną, którą objawiasz. Nigdzie nie broniłam kłamstwa ani zdrady jej męża, bo o zadnym jego kłamstwie i zdradzie autorka nam nie napisała. Odniosłam się do WYNOSZENIA na zewnątrz spraw małżeńskich. Napisałam, że dojrzali ludzie załatwiają to między sobą .
                                Pisałam tez, że powinni zająć sie swoim małżeństwem. I że TO JEST NAJWAZNIEJSZE.
                                Twoja dulszczyzna polega na tym, że by nie nazwać problemu, przypisujesz mi wyimaginowane rzeczy. Tak robiła imć Dulska.
                                Jak sama piszesz, moje poglądy są OK. Tylko, że..wolisz mi dowalić. Twoje postępowanie jest żenujące.
                                • iuscogens Re: Teraz lepiej znam wroga .... 17.02.12, 21:15
                                  Przeczytaj jeszcze raz tamten wątek, przeczytaj jeszcze raz Dulską i przestań widzieć wszędzie wrogów, bo akurat nie było moją intencją dowalenie Ci. Jak nie wiesz co to dowalenie to wróć do swoich wpisów z wątku miniofilki. Tam masz klasyczny przykład takiego zachowania. W dość kiepskim wydaniu niestety uncertain
                                  Nie rozumiem Cię po prostu. Też jestem za tym, żeby nie wynosić spraw na zewnątrz, ale akcja wywołuje reakcję, to, że może nie doszło do zdrady fizycznej nie oznacza, że mąż był wierny. Wierność nie ogranicza się tylko do seksu. Lojalność tym bardziej. Mąż ją okłamywał, wmawiał jej, że sobie wymyśla problem. Nie doczytałaś tego?? A ty próbowałaś zrównywać zachowanie męża z jej telefonem, może nie doczytałaś po prostu dobrze wątku i teraz będziesz iść w zaparte. Jak widać nie tylko ja w tym wątku mam wrażenie, że masz dziwnie rozstawione priorytety.
                                  Poglądy są ok, zrównywanie telefonu do teściowej z zachowanie męża jest dla mnie niepojęte.
                                  • nabakier Re: Teraz lepiej znam wroga .... 17.02.12, 21:36
                                    To Ty "doczytałaś" to, czego tam nie ma. Nie odpowiadam za Twoje imaginacje. Ja się odniosłam także do niegdysiejszych wątków autorki, których Ty być może nie znasz. Ale to już nie mój problem.o
                                    Zrównania czegoś z czymś również dokonałaś Ty, tak że sama z sobą dyskutujesz.
                                    Żegnam, Iusc.
                        • moniapoz Re: Teraz lepiej znam wroga .... 17.02.12, 21:11
                          nie priorytetowo ale tak samo - albo ktoś jest dyskretny albo nie jest.
                          jak mąż jest niedyskretny wobec koleżanki (rzekomej kochanki, choć wciąż w to nie wierzę)
                          to tak samo będzie niedyskretny wobec żony - prosta zasada, nie trzeba jej komplikować
                          a tym bardziej mieszać z lojalnością.

                          ------
                          Tylko tu i teraz ja wybieram. Tylko tu i teraz jestem.
                          Tylko tu i teraz całym sercem więcej szans nie będzie.
                          • tezee Re: Teraz lepiej znam wroga .... 17.02.12, 21:17
                            sorry ale dla mnie mój maż to jest najbliższa osoba , dlatego w tej relacji nie ma tajemnic , jakis pseudo dyskrecji i lojalności w stosunku do rzekomych opowiastek tajemnic ludzi z zewnątrz. Nigdy nie wynosimy nic dalej ale też nie ma rzeczy którą się nie dzielimy bo jest między nami więź i ja jestem szczesliwa że mam taki własnie związek.
                            • moniapoz Re: Teraz lepiej znam wroga .... 17.02.12, 21:25
                              bez złośliwości - zazdroszczę związku, bo widać jest udany, w przeciwieństwie
                              do związku autorki gdzie mąż zachowuje się nielojalnie i niedyskretnie - jestem pewna, że w stosunku do obydwu Pań.

                              ------
                              Tylko tu i teraz ja wybieram. Tylko tu i teraz jestem.
                              Tylko tu i teraz całym sercem więcej szans nie będzie.
                            • nutka07 Re: Teraz lepiej znam wroga .... 17.02.12, 22:03
                              W pelni sie z Toba zgadzam, ale w przypadku Naiwnej nie bralabym tego za dobra monete.
                            • landora Re: Teraz lepiej znam wroga .... 18.02.12, 11:36
                              O matko, to jeśli przyjaciółka opowie Ci o swoich problemach z mężem i poprosi o dyskrecję, to Ty mimo to opowiesz wszystko mężowi? Masakra.
                              Między mną a mężem nie ma sekretów jeśli chodzi o NASZE wspólne sprawy. Cudze historie to zupełnie inna sprawa.
                              • 3-mamuska Re: Teraz lepiej znam wroga .... 18.02.12, 21:10
                                landora napisała:

                                > O matko, to jeśli przyjaciółka opowie Ci o swoich problemach z mężem i poprosi
                                > o dyskrecję, to Ty mimo to opowiesz wszystko mężowi? Masakra.
                                Czasem tak czasem nie,to zalezy jakie sa to problemy.Ale rozmawiam z mezem o problemach kolezanek i on ze mna o kolegach.
                                Do tego zeby dobrze kobiecie doradzic,czasem pytam meza jak widzi to ze strony meza.BO czasem kobieta jest uparta i nie widza wlasnych bledow.
                                No chyba ze rzeczywiscie, jesli ona mowi nie mow nikomu to wtedy nie mowie.

                                > Między mną a mężem nie ma sekretów jeśli chodzi o NASZE wspólne sprawy. Cudze h
                                > istorie to zupełnie inna sprawa.

                                Moj maz ani ja nie wynosimy tych problemow z domu.
                                Chodz nie mowie mu ze np.kolezanka ma grzybice pochwy i nie moze uprawiac seksu z mezem.
                      • to_ja_tola Re: Teraz lepiej znam wroga .... 26.02.12, 12:16
                        Co innego jest, kiedy opowiada mi o swoim życiu przyjaciółka,a co innego jak koleżanka w pracy opowiada mi o swoim życiu,np akurat tak trafiło,że zostałam powierniczką jej problemów,to nie widzę problemu rozmowę o tym z moim mężęm.Jednakże wolała bym,żeby mój mąz nie został powiernikiem takich problemów od innej baby.
                        A jeżeli JUŻ to wolała bym,żeby mi o tym opowiadał,bo trzymanie tego w tajemnicy przede mną akurat, brała uznała bym za problem w naszym małżeństwiesmile
      • jowita771 Re: Teraz lepiej znam wroga .... 17.02.12, 19:31
        > I Twój mąż Ci to opowiada??? No ładnie...ale z niego kawal fagasa.

        Zwróciłam uwagę na Twoje posty w tamtym wątku, wygląda tak, jakbyś bardziej potępiała nielojalność tego pana wobec koleżanki z pracy niż wobec żony. Byłaś/jesteś taką koleżanką żonatego pana?
        • nabakier Re: Teraz lepiej znam wroga .... 17.02.12, 19:36
          Co za wstrętne podejrzenie...wiele o Tobie mówii. Nie, nie jestem.
          • jowita771 Re: Teraz lepiej znam wroga .... 17.02.12, 19:39
            To byłaś? Albo byłaś taką odbitą żoną. Zgadłam?
            • nanuk24 Re: Teraz lepiej znam wroga .... 17.02.12, 19:42
              tez mam identyczne podejrzenia i sie okazalo, ze mamy racjewink
              pani poswiecila wszystko dla terazniejszego pana, jak to w watku("czy poswiecilabys wszystko") napisalawink
              • nabakier Re: Teraz lepiej znam wroga .... 17.02.12, 20:05
                Niczego nie zgadłaś.
            • nabakier Re: Teraz lepiej znam wroga .... 17.02.12, 20:04
              Nie byłam odbitą zoną. Mnie nikt nie musi odbijać. Sama decyduję.
        • moniapoz Re: Teraz lepiej znam wroga .... 17.02.12, 19:55
          Argumentum ad personam

          żenada...i wstyd Kobieto. rozumiem, że jak ktoś się z Tobą nie zgadza to ....trzeba go zgnoić i ośmieszyć albo zmniejszyć wiarygodność.

          wstyd.

          ------
          Tylko tu i teraz ja wybieram. Tylko tu i teraz jestem.
          Tylko tu i teraz całym sercem więcej szans nie będzie.
          • nabakier Re: Teraz lepiej znam wroga .... 17.02.12, 20:04
            Te panie tego nie widzą.
          • tezee Re: Teraz lepiej znam wroga .... 17.02.12, 20:08
            Nie , ale jeśli ktoś się wypowiada tak absurdalnie w odniesieniu do sytuacji to zazwyczaj sam ma za uszami ,sam był po tej drugiej stronie , zachowywal sie życiowo tak a nie inaczej ,to jest norma.
            • moniapoz Re: Teraz lepiej znam wroga .... 17.02.12, 20:22
              sorry ale dla mnie sama autorka zachowuje się absurdalnie.....i jest grono Pań które też według mnie zachowują się dziwnie, bo nie znając autorki są pewne, że 1. mąż zdradził 2. żona to osoba wręcz święta i pełna zalet wszelkiego rodzaju 3. rzekoma kochanka to moralne dno i tylko czyha na tego wspaniałego męża, żeby go odbić.

              ale życie nie jest czarno białe i absurdem jest twierdzić, że jest, dodatkowo trzeba być człowiekiem dorosłym i zamiast wypisywać ciągle żale na forum, zrobić coś ze swoim życiem.

              nabakier pisze moim zdaniem sensownie i po ludzku - nie widzę tu żadnej absurdalności
              mnie samej prawie zrobiło się żal rzekomej kochanki, bo trafiła na dziada bez zasad a sama autorka chełpiąc się na forum jak to dzięki temu dziadowi poznała wroga - w moich oczach stała się taka sama - bez podstawowych zasad. jak jej zależy na małżeństwie to skupiając się na "kochance" na pewno go nie naprawi.

              a ja jak nawet nie zgadzam się z Jowitą czy autorką to nie piszę personalnie bo to są argumenty poza tą dyskusją.

              ------
              Tylko tu i teraz ja wybieram. Tylko tu i teraz jestem.
              Tylko tu i teraz całym sercem więcej szans nie będzie.
              • nabakier Re: Teraz lepiej znam wroga .... 17.02.12, 20:31
                Dzięki, Monia, za merytoryczny głos.
                Moim zdaniem to małżeństwo ma kryzys, ale Autorka tego nie widziała. Mąż ma z pewnością osobę bliską- w jakim sensie i stopniu, tego Autorka nie wie. Czy się dowie, zaczęłam mieć wątpliwości, ale jej tego życzę.

                Co do wypowiadających się Pań (tych niektórych), to nie mam złudzeń, co sądzą i jak widzą lojalność w związku, rolę szczerości- nawet w kryzysie. I bardzo je boli, że ktoś mógł to poznać od tej własnie strony- dojrzałego rozwiązywania problemów w związkach.
    • marzeka1 Re: Teraz lepiej znam wroga .... 17.02.12, 19:04
      "I teraz wiem dlaczego tak sobie pozwala z moim mężem. "- a może na odwrót, to twój mąż pozwala sobie z czyjąś żoną? Facet zachowuje się jak sku...syn, a ty dalej, że tylko ona winna.
      • naiwna-0 Re: Teraz lepiej znam wroga .... 17.02.12, 19:17
        a może na odwrót, to
        > twój mąż pozwala sobie z czyjąś żoną? Facet zachowuje się jak sku...syn, a ty d
        > alej, że tylko ona winna.

        Ja wcale nie twierdze ,że tylko ona winna,bo jemu widać te podchody się podobają.
        Ale teraz wiem ,że skoro pani X ,ma męża głęboko w dupie ,a jest zafascynowana moim ,to nie będzie miała żadnych problemów ,aby działać coraz śmielej.
        • wjw2 Re: Teraz lepiej znam wroga .... 17.02.12, 21:31
          > Ale teraz wiem ,że skoro pani X ,ma męża głęboko w dupie ,a jest zafascynowana
          > moim ,to nie będzie miała żadnych problemów ,aby działać coraz śmielej


          A ja odnisłam wrażenie, że to Twój mąż ma Ciebie "głeboko w d...e"
          o ironiobig_grinbig_grinbig_grin

      • nabakier Re: Teraz lepiej znam wroga .... 17.02.12, 21:40
        Bo tak jest wygodniej. Po co spoglądać na własne małżeństwo, jak można na cudze. Nazwała tę kobietę kochanka, dziwką, teraz napisała o niej, że ma "męża w d..pie", mimo że wie tylko tyle, ze jej małżeństwo się nie układa, a nie o powodach tego nie układania się.
        Tak można zakłamywać rzeczywistość w nieskończoność.
    • shellerka Re: Teraz lepiej znam wroga .... 17.02.12, 19:07
      e tam ja bym na twoim miejscu tonem lekkim i pelnym zrozumienia powiedziala mezowi ze to musi byc trudne dla niego, ze ona go tak z jednej strony nakreca a z drugiej trzyma to w tajemnicy a nie tak jak on widac mocniej zakochany odkrywa przed mezem karty. I jeszcze ze w takiej sytuacji ty poszlabys do owego meza i wyznala milosc do malzonki. No i ze to oczywiste ze tak nie mozna dalej, wiec umowilas was z prawnikiem w celu rozplanowania kosztow, warunkow rozwodu i alimentow na siebie i dzieci. Rozwod z orzekaniem o jego winie - milosc nie wybierawink a potem czekaj na reakcje i na forum zdaj relacje!
    • yoko0202 [...] 17.02.12, 19:16
      Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
      • naiwna-0 Re: coraz mniej rozumiem 17.02.12, 19:23
        yoko,rzeczywiście tydzień temu była poważna akcja u nas.
        Daliśmy sobie 3 dni ,aby spokojnie w samotności zastanowić się ,co się dzieje i czy mamy szanse ratować nasze małżeństwo.
        Doszliśmy do porozumienia ,że próbujemy,mąż obiecał nie ukrywać nic więcej przede mną.
        Teraz staramy się spędzać więcej czasu razem,wychodzimy tylko we dwoje, gdy tylko jest szansa.
        Jasne ,ze zrobiłam awanture, bo nie podobało mi się to tajniactwo z panią X,mąż być może zrozumiał coś ,bo teraz sie stara tak jak dawniej.
        • yoko0202 Re: coraz mniej rozumiem 17.02.12, 19:27
          no i ok
          w ogóle o niej nie gadajcie, nie wypytuj się, a jak sam coś zacznie wspominać to ziewnij ostentacyjnie smile
    • xxe-lka Re: Teraz lepiej znam wroga .... 17.02.12, 19:21
      Czekaj ale chwalisz się czy żalisz właściwie? Opisujesz tę historię w odcinkach ku uciesze gawiedzi? Czy po co właściwie?
      Bo i tak zrobisz swoje - czyli dasz sobie wcisnąć każdy kit i będziesz pitolić o naprawiania relacji małżeńskich oby tylko portki były w domu. Tymczasem żeby tę sytuację przerwać trzeba odrobiny odwagi i tzw. jaj a tego nie posiadasz przecież. Więc już nie pisz może kolejnych odcinków bo żenujące to jest. Serio.
    • moniapoz Re: Teraz lepiej znam wroga .... 17.02.12, 19:36
      im dłużej czytam Twoją historię tym bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że z Tobą też coś jest niedobrze.
      tak jak ktoś napisał wyżej - jesteście siebie warci Ty i Twój mąż.
      oboje nic nie robicie żeby ratować związek - Ty wolisz skupić się na niedoszłej kochance, ostoi zła i amoralności niż na pracy nad sobą i swoim związkiem - współczuję,a Twój mąż to nieźle niedojrzały facet, żeby nie powiedzieć gorzej.

      ------
      Tylko tu i teraz ja wybieram. Tylko tu i teraz jestem.
      Tylko tu i teraz całym sercem więcej szans nie będzie.
      • iuscogens Re: Teraz lepiej znam wroga .... 17.02.12, 20:13
        Mi też już ręce opadają, żeby sobie przy winku rozmawiać o problemach małżensko-seksualnych niedoszłej/przyszłej kochanki. Nie pojmuję.
        I akurat dyskrecją wobec kochanki bym się najmniej przejmowała, mąż przede wszystkim ma być lojalny w stosunku do żony, a tutaj cała trójka sobie w kulki leci uncertain
        • moniapoz Re: Teraz lepiej znam wroga .... 17.02.12, 20:32
          zgodzę się: mąż ma być lojalny wobec żony, ale pewnych rzeczy nie trzeba mówić żonie.
          nie rozumie co pozytywnego w tej sytuacji wniesie informacja od męża Naiwnej, że rzekoma kochanka ma problemy małżeńskie ?
          czy jak się ma tak poważny kryzys to przy winie rozmawia się o problemach małżeńskich kochanki ? a następnie biegnie się poinformować na forum o tym czego się dowiedziało ?

          myślę, że życie to nie telenowela, ale autorka chyba o tym nie wie.

          ------
          Tylko tu i teraz ja wybieram. Tylko tu i teraz jestem.
          Tylko tu i teraz całym sercem więcej szans nie będzie.
        • nabakier Re: Teraz lepiej znam wroga .... 17.02.12, 20:34
          Znaczy- jaka trójka? Bo ja widzę dwie osoby, które lecą z siebie przede wszystkim- tak siebie samych źle traktują.
          i czemu byś się dyskrecja wobec przyjaciółki męża nie przejmowała? To nie można być lojalnym wobec wszystkich?
          • iuscogens Re: Teraz lepiej znam wroga .... 17.02.12, 20:41
            Najmniej bym się przejmowała, mąż który ma "przyjaciółkę" (nie chodzi mi o zwykłą znajomą, tylko o przyszłą kochankę z którą flirtuje) nie jest przede wszystkim lojalny w stosunku do mnie, a ja tej lojalności wymagam. Ja kwestie wierności traktuję poważnie i oczekuję, że druga strona też tak będzie mnie traktowała. Zresztą powiem szczere, dla mnie opcja gadu-gadu przy winku o relacjach seksualnych i problemach małżeńskich "przyjaciółki" to kosmos.
            A czemu trójka, bo czy Ci się to podoba czy nie w tę relację sa zamieszane 3 osoby.
            • nabakier Re: Teraz lepiej znam wroga .... 17.02.12, 21:45
              No, ale gdzie ta trójka, co to leci sobie? Bo ja nadal widzę dwie. Nie wytłumaczyłaś...
              Skąd wiesz, że to przyszła kochanka? Z fusów wywróżyłaś?
              Skąd wiesz, kto tu nie jest wierny?

              Małżeństwo to nie tylko wierność. To także DOBRY ZWIĄZEK. A tu takiego nie widzę.

              Możesz sobie odpuścić wreszcie uwagi typu: "czy ci sie to podaba czy nie"? Fatalna w stylu i niska erystyka.
              • iuscogens Re: Teraz lepiej znam wroga .... 17.02.12, 21:53
                Nabakier, pisałaś "Żegnam, Iusc", myślałam, że weźmiesz to sobie do serca uncertain
        • princess_yo_yo Re: Teraz lepiej znam wroga .... 17.02.12, 20:44
          brak dyskrecji wobec kochanki oznacza ze zona jest pewnie dokladnie tak samo traktowana w innej konfiguracji wiec ja bym sie raczej przejmowala, tylko ze bardziej w sensie wyciagania odpowiednich wnioskow a nie samego przejmowania sie. tutaj akurat na wyciaganie wnioskow i konsekwencji nie mamy co liczyc, naiwna jest albo dosc sprytna kreacja internetowa albo przypadkiem psychiatrycznym.
          • moniapoz Re: Teraz lepiej znam wroga .... 17.02.12, 21:05
            > brak dyskrecji wobec kochanki oznacza ze zona jest pewnie dokladnie tak samo

            dokładnie tak, kochance opowiada pewnie intymne rzeczy o żonie....to jest nie fair zachowanie
            ale Naiwna tego nie rozumie tylko chwali się na forum - to jest absurd.

            ------
            Tylko tu i teraz ja wybieram. Tylko tu i teraz jestem.
            Tylko tu i teraz całym sercem więcej szans nie będzie.
          • nabakier Re: Teraz lepiej znam wroga .... 17.02.12, 21:47
            i o to chodzi, ale panie wyżej razem z autorką uważają, że złapały trop....
        • kali_pso Re: Teraz lepiej znam wroga .... 17.02.12, 21:25

          Ale przecież to typowe...pan wyczuł słabość żony- że ona w potencjalnej kochance będzie upatrywać zła wszlelakiego, więc, żeby odciagnąć burzę od swojej głowy, leje wode na młyn żony i się kręciwinkp
          Coraz bardziej zaczynam doceniać tego panawinkp
        • anorektycznazdzira Re: Teraz lepiej znam wroga .... 18.02.12, 13:28
          > Mi też już ręce opadają, żeby sobie przy winku rozmawiać o problemach małżensko
          > -seksualnych niedoszłej/przyszłej kochanki. Nie pojmuję.
          > I akurat dyskrecją wobec kochanki bym się najmniej przejmowała, mąż przede wszy
          > stkim ma być lojalny w stosunku do żony, a tutaj cała trójka sobie w kulki leci
          > uncertain

          Podpiszę się
    • gku25 Re: Teraz lepiej znam wroga .... 17.02.12, 21:08
      Ale masz deficyty umysłowe. Żeby nie nazwać tego dosadniej.
    • czarnaalineczka Re: Teraz lepiej znam wroga .... 17.02.12, 21:09
      nie ma tego zlego z czego by sie nie dalo telenoweli nakrecic
      do tefalenu dzwon tongue_out
    • kali_pso Re: Teraz lepiej znam wroga .... 17.02.12, 21:19

      Patrzcie jacy abstynenci się dobraliwink
      Twój nie sypia z Tobą, ona nie sypia z mężem i twierdzą, że nie sypiają ze sobą...czy tylko ja się dobrze bawię czytając tę komedięwinkp
    • yenna_m Re: Teraz lepiej znam wroga .... 17.02.12, 21:36
      Ty wyciagasz od niego o niej a ona o Tobie
      a on klepie na obie aż miło

      nie wiem, czy bym tak chciała
    • nutka07 Re: Teraz lepiej znam wroga .... 17.02.12, 21:57
      Jezeli on jest z nia w zazylych stosunkach, maja calkowicie prywatna relacje pomiedzy soba to bardzo zle o nim swiadczy.
      Wg mnie on Toba manipuluje, CELOWO stawia ja w zlym swietle, zebys myslala o niej a nie o nim. Oczernia ja a z siebie robi ofiare, dodatkowo staje sie znowu dobrym mezem. Wspaniala mieszanka.

      W pelni rozumiem zlosc, czy wscieklosc na mysl o tamtej kobiecie, bo uwazam ze to naturalne.
      Co wiecej uwazam, ze mam pelne prawo miec swoje zdanie na temat osob wchodzacych w bliske relacje z kims kto ma juz partera.
      Tylko to nie powinno przyslaniac GLOWNEGO winowajcy.

      Co za roznica czy ona lubi miec kogos na boku, czy maz jej nie rozumie? No chyba ze potrzebujesz tej wiedzy do poradzenia sobie z cala sprawa, bo nieszczesliwa pania domu bedzie latwiej zrozumiec niz podstepna su.ke albo su.ke bedzie mozna obwinic za wiekszosc odzyskujac spokoj i meza.
    • kyla_3 Re: Teraz lepiej znam wroga .... 17.02.12, 22:32
      Posiadanie portek w szafie jest sprawa wysoce priorytetytowa u pewnych dam, wuj tam z lojalnoscia, wiernoscia i innymi tego typu bzdurami. Portki rzecz najwazniejsza. Nic to, ze jego glowa ( ta gorna), juz dawno jest w wyrku innej ( gdyby to tylko byla mala glowka), problem bylby o wiele mniejszy.Skad sie biora takie durne dziewuchy?

      Moja siostra wlasnie ma taki "dylemacik", stad moj glos w tej sprawie. I zadziwienie wielkie, ze takich glupoli jak ona, jest wiecej.
      • naiwna-0 Re: Teraz lepiej znam wroga .... 18.02.12, 10:59
        Oj wiele z was ma swoje teorie i koniec,a już najlepsze są te ,które uważają ,że jestem z mężem bo potrzebuje portek w domu.
        Ja nie jestem głupia dziewuchą ,która daje sie robic w trąbe ,bo od 17 lat, gdy jesteśmy ze sobą ,nigdy nie było żadnych skoków w bok czy romansów.
        Teraz napatoczyła sie pani X,która wkroczyła między nas i jest to dla mnie spory problem.
        I wcale nie jest tak ,że mąż opowiada mi o problemach pani X,wyszło to z naszej rozmowy.
        Zapytałam go po prostu ,dlaczego jego znajomośc z tą kobietą ,jest taka niby przyjacielska,więc zaczął mi wyjaśniać ,że zaczęło się od tego ,że ona miała kłopoty rodzinne i zaczęli ze sobą rozmawiać w pracy i ona powoli opowiadała coraz więcej i tak został jej powiernikiem.
        Teraz pisała do niego więcej smsów,bo sytuacja wyglada coraz gorzej i ona chce rozwodu.
        I tyle wiem.
        Mąż zapewnia mnie ,że to jedynie bliska znajomość i nic więcej,ale wiem ,że muszę trzymać ręke na pulsie bo ona zakochana w nim jak cholera.
        I nie jest tak ,że winą obarczam tylko ją ,chociaż wściekła jestem jak cholera. I to tyle.
        • niebieska.oktawia Re: Teraz lepiej znam wroga .... 18.02.12, 11:17
          a Twoj, biedny mis, chce byc jej powiernikiem, bo pani x go kocha a on taki czuly na krzywdy innych ludzi i po co dostarczac jej kolejnych powodow do zmartwien..

          nie powiem, ze jestes glupia, nie. kochasz, po prostu kochasz. i chcialabym, zebys nie miala do siebie pretensji, jak Twoj maz bedzie chcial odejsc do pani x. prtensji o to, ze dalas sie tak manipulowac i upokarzac.

          serdecznew wyrazy wspolczucia.

          Twoj maz to smiec.
        • angazetka Re: Teraz lepiej znam wroga .... 18.02.12, 11:34
          Świetnie wybrałaś sobie nick. Jesteś naiwna jak 150. A takie przymilanie się do męża, który doprawia ci rogi, przy jednoczesnym twierdzeniu, że to tylko "tamta" jest zła, jest żałosne. Obudź się.
        • deodyma Re: Teraz lepiej znam wroga .... 18.02.12, 12:23
          maz naprawdopodobniej mowi Ci to, co chcialabys uslyszec.


          > Ja nie jestem głupia dziewuchą ,która daje sie robic w trąbe ,bo od 17 lat, gdy
          > jesteśmy ze sobą ,nigdy nie było żadnych skoków w bok czy romansów.


          a jestes tego na 100% pewna?
          ja na Twoim miejscu bym nie byla.

        • nutka07 Re: Teraz lepiej znam wroga .... 18.02.12, 13:19
          A czy maz tej kobiety nie twierdzil tez, ze Twoj maz mial tez 'cos' z innymi paniami z pracy?
          Nie pisalas o tym w jakims watku?
        • joanna35 Re: Teraz lepiej znam wroga .... 18.02.12, 13:49
          naiwna-0 napisała:

          > Oj wiele z was ma swoje teorie i koniec,a już najlepsze są te ,które uważają ,ż
          > e jestem z mężem bo potrzebuje portek w domu.
          > Ja nie jestem głupia dziewuchą ,która daje sie robic w trąbe ,bo od 17 lat, gdy
          > jesteśmy ze sobą ,nigdy nie było żadnych skoków w bok czy romansów.

          No, wreszciesmile Od jakiegoś czasu, gdy czytałam Twoje kolejne posty, zastanawiałam się czego Ty szukasz na forum(może poza potwierdzeniem swoich obserwacji/przeczuć) i po co zakladasz kolejne wątki, z których nic dla siebie nie wynosisz.
    • sadosia75 Wroga? 18.02.12, 13:31
      Czymajcie bo nie wyczymam!
      To ona jest Twoim wrogiem? a nie facet,który Tobie przysięgał? Obiecywał? ONA?
      Jezu dziewczyno weź się w garść bo facet pogrywa Tobą aż miło. Jeszcze wcześniej miałam jakieś współczucie dla Ciebie ale widzę, że ty jesteś z tych co to nawet jak im się nas..ra na głowę to będą wdzięczne dla wielmożnego pana, że wybrał ich głowę a nie kochanki...
    • anorektycznazdzira Re: Teraz lepiej znam wroga .... 18.02.12, 13:42
      Kobieto, ty masz cały czas uwagę skoncentrowaną nie na tym punkcie co trzeba.
      Aż ręce opadają.
      Najpierw analizowałaś komórkę męża, potem domagałaś się wyjaśnień, teraz będziesz rozbierać na czynniki pierwsze delikatną sytuację w małżeństwie potencjalnej kochanki męża. Zrozum wreszcie, że to nie ma znaczenia. Znaczenie ma to, jak mąż widzi ciebie, czy go fascynujesz, czy dowartościowuje go związek z tobą i czy jest nauczony, że na brak szacunku względem twojej osoby pozwolić sobie nie może.
      Nie zdobędziesz chłopa (a jesteś w sytuacji, w której od nowa musisz go zdobyć), wyciągając zwierzenia czym jest dla niego twoja konkurentka. Cały czas się pokazujesz jako niepewna siebie, z poczuciem zagrożenia przez tę konkretną babę. Wasza uwaga cały czs krąży wokół tego, że to mąz potencjlanie a "inne opcje".

      Idźże wreszcie na tę siłownię albo basen, ale SAMA, najlepiej po nabyciu najbardziej seksownych ciuchów w mieście. Zrób sobie fryzurę albo paznokcie, kup se wyższe buty i strzel parę razy oczami do kolegi na bieżni obok. Za perę tygodni to twój idiota-mąż będzie miał problem, że masz kolegę, któremu wylewasz żale jak mąż cię źle traktuje i jak wycierpiałaś ostatnio przez jakąś X, co to nie rozróżnia granicy pomiędzy swoim a nieswoim chłopem.
      • kochamkoty.4 Re: Teraz lepiej znam wroga .... 18.02.12, 15:12
        Naiwna a nie wydaje ci sie dziwne ze maz jest takim ekspertem w problemach rodzinych tej X a w swoim zwiazku zupelnie sobie nie radzi co widzi 80% tutejszych forumek?
        Spotkaj sie z mezem X a zapewne sie dowiesz jakie maz gadaglupoty na twoj temat ,dokladnie tak samo jak tobie teraz o X a tak naprawde tylko ON jest w tym wszyskim winny.
        To on ci przysiegal wiec dlaczego winisz X za to ze ona sie w nim zakochala a biedny mis nie moze sie opszec.
        Rozwiedz sie z nim albo znajdz sobie przyjacilea do pocieszania.
    • timetotime Re: Teraz lepiej znam wroga .... 18.02.12, 15:02
      smile)))

      Może jakieś zakłady? smile
      Kiedy wszystko pierd..e na dobre? Miesiąc, dwa? smile

      Naiwna, czy koledzy męża nie zazdroszczą mu przypadkiem żony? wink
    • freakwave Re: Teraz lepiej znam wroga .... 18.02.12, 17:06
      jakiego wroga?
      kobieto jak ci juz wiele razy pisalem zastanow sie nad sama soba, zaden facet majac zajebista zonke nie polecialby na jakas niedopchnieta mezatke z pracy twoj maz musial byc bardzo zdesperowany brakiem kontaktu z toba
      • yoka1 Re: Teraz lepiej znam wroga .... 18.02.12, 19:06
        a ja bym "odwiedziła" męża w pracy i obejrzała sobie tę panią i niech ona by obejrzała mnie (należy stosownie się ubrać i pomyśleć nad pretekstem niespodziewanej wizyty), po "oględzinach" pomyślałabym co dalej.
        • moniapoz Re: Teraz lepiej znam wroga .... 18.02.12, 19:16
          Ale czy Ty nie rozumiesz, że ta Pani nie ma tu dużego znaczenia? skupienie się na niej to manipulacja męża, żeby odwrócić kota ogonem. Nie ta kobieta to byłaby za chwilę inna mężatka, singielka - nieważne - bo główny problem nie tkwi w tej trzeciej tylko w mężu.

          coś jest nie tak w tym związku, coś między Naiwną a jej mężem a ta trzecia to tylko konsekwencja tego, że coś jest nie tak........i nad tym powinna pracować Naiwna a nie nad sprawdzaniem kochanki.

          ------
          Tylko tu i teraz ja wybieram. Tylko tu i teraz jestem.
          Tylko tu i teraz całym sercem więcej szans nie będzie.
          • yoka1 Re: Teraz lepiej znam wroga .... 18.02.12, 19:46
            moniapoz napisała:


            > coś jest nie tak w tym związku, coś między Naiwną a jej mężem a ta trzecia to t
            > ylko konsekwencja tego, że coś jest nie tak........i nad tym powinna pracować N
            > aiwna a nie nad sprawdzaniem kochanki.


            ja nie wyznaję takiej teorii. Często jest tak, że własnie pojawia się ktoś, kto umie się odpowiednio zakręcić i potrafi zniszczyć czyjś związek, co wcale nie musi oznaczać, że to przez "złą" żonę/mężą się stało i było źle w związku przed jej pojawieniem sięw życiu jednej ze stron, wręcz na odwrót zaczyna być źle, bo nowa pani wie jak zmanipulować chłopa, postawić jego żonę w złym świetle i tyle.

            Wam np. nie zdarzyło, że kogoś przestaliście lubić czy ktoś Wam przestał odpowiadać, bo nagle ktoś trzeci rzucił uwagę niepochlebną i zaczęliście się przyglądać i analizować swojemu znajomemu/partnerowi, że może jednak tek ktoś trzeci ma rację? Tak też bywa z takimi "paniami", wiedzą co powiedzieć na temat żony i związku, aby "porwać" serce pana żonatego i przekonać go, że ma "złą" żonę
            • sadosia75 Re: Teraz lepiej znam wroga .... 18.02.12, 20:31
              o nowa pani wie jak zmanipulować chłopa, postawić jego żonę w złym świetle

              No bo chłop to tępe zwierzę i jak się mu powie to on tak zrobi prawda?
              Biedne tępe zwierzę zmanipulowane... a ta przebrzydła zmanipulowała!
              Nie wierzyłam w to, że takie naiwniary jeszcze istnieją ale jak widać są i mają się dobrze.

              Jeśli już jednak wierzysz tak bardzo w istnienie takiego tępego zwierza to uwierz mi na słowo : dziękuj Bogu, że tepaka się pozbyłaś! skoro jakaś Fizia jest w stanie go "zmanipulować" to po co ci ktoś taki?
              no chyba, że jesteś już kompletnie naiwna i lubisz się nad takimi użalać bo on biedny miś a ona zUaaa!

              Wam np. nie zdarzyło, że kogoś przestaliście lubić

              Lubić kogoś a kochać kogoś, być z nim w związku, tworzyć rodzinę, wspólne "stado" to coś zupełnie innego. I jeśli potrafisz odmienić swoje nastawienie do swojej matki,ojca, męża, siostry brata tylko i wyłącznie z tego powodu, że ktoś coś ci powie.... no to ja zmieniam zdanie! takie naiwniary nie mają się dobrze. one mają się świetnie...



              Bardzo smutno czyta się takie wypowiedzi. Bo to świadczy jedynie o nas o kobietach. Jakie potrafimy być naiwne, jakie kretynki jesteśmy. Zmanipulowany przez koleżankę w pracy, nie lubimy kogoś bo ktoś coś nam powiedział. Ślepe, tępe i ubezwłasnowolnione.
              • yoka1 Re: Teraz lepiej znam wroga .... 18.02.12, 20:42
                sadosia75 napisała:


                > Bardzo smutno czyta się takie wypowiedzi. Bo to świadczy jedynie o nas o kobiet
                > ach. Jakie potrafimy być naiwne, jakie kretynki jesteśmy. Zmanipulowany przez k
                > oleżankę w pracy, nie lubimy kogoś bo ktoś coś nam powiedział. Ślepe, tępe i ub
                > ezwłasnowolnione.

                ale kobieto, realnie pomyśl, to tak, jak teraz radzimy Naiwnej nie wiedząc nic poza tym co pisze? A skąd pewność że tak jest?


                I jakie "tępe"? Czasami ktoś rzucając uwagę pokazuje nam, że można spojrzeć na probelm z innej perspektywy - to miałam na mysl. A o manipulacji można też powiedzieć, że i kobieta da się zmanipulować cwanemu playboyowi i pójść w tango.


              • nabakier Re: Teraz lepiej znam wroga .... 19.02.12, 10:42
                Bo takie osoby robią wszystko, by "wydelegować" odpowiedzialność za stan związku poza siebie. Winni są koledzy lub koleżanki z pracy, którzy "coś powiedzieli", "kuszą" lub tylko "są", politycy, a nawet pogoda. Byle nie- my lub sam związek, czyli: on/ona i ja.
                Zalepiają dziury w wizerunku związku lub siebie samego jak tylko się da. Kolejność obwinień jest taka: najpierw cały świat "spoza" potem partner, ja zaś wcale.
                I nie wytłumaczysz, bo tak ma być jak oni chcą, a nie- jak jest, i winny będzie także posłaniec, który to pokaże- chcący lub niechcący.
            • timetotime Re: Teraz lepiej znam wroga .... 18.02.12, 21:05
              yoka1 napisała:

              > Wam np. nie zdarzyło, że kogoś przestaliście lubić czy ktoś Wam przestał odpowi
              > adać, bo nagle ktoś trzeci rzucił uwagę niepochlebną i zaczęliście się przygląd
              > ać i analizować swojemu znajomemu/partnerowi, że może jednak tek ktoś trzeci ma
              > rację?

              Gó..o warta jest taka miłość, skoro wystarczy, że ktoś coś szepnie, podpowie, rzuci uwagę i zaczynamy wątpić. Widać podstawy są marne, skoro tak łatwo nimi zachwiać.
              • nutka07 Re: Teraz lepiej znam wroga .... 18.02.12, 21:21
                Racja.
                Albo sa juz powody zeby sie zastanowic nad tym, co ktos powiedzial.
            • nutka07 Re: Teraz lepiej znam wroga .... 18.02.12, 21:18
              Zeby to uwodzenie sie powiodlo, musi pojawic sie przyzwolenie 'ofiary'.
              A mozna dac temu przyzwolenie z roznych powodow, problemow w zwiazku, zmeczenia nim, nudy, poczucia niezrozumienia, chceci nowosci itd.

              • yoka1 Re: Teraz lepiej znam wroga .... 19.02.12, 09:58
                nutka07 napisała:

                > A mozna dac temu przyzwolenie z roznych powodow, problemow w zwiazku, zmeczenia
                > nim, nudy, poczucia niezrozumienia, chceci nowosci itd.
                \

                Dzięki, wreszcie ktoś załapał, co niefortunnie próbuję napisać, że nie zawsze flirt czy romans wynika z tego, że w małżeństwie "źle" się układa i żona jest nieciekawa i nieseksowna.
                I to, że czasem właśnie uwaga rzucona przez kogoś daje nam do myślenia.
                • nabakier Re: Teraz lepiej znam wroga .... 19.02.12, 10:35
                  Skoro taka uwaga daje asumpt do spojrzenia na realność związku, to nic, tylko być wdzięcznym koleżance z pracy meza Naiwnej, że to uczyniła, nieprawdaż?
                  Taki sens wynika z Twojej wypowiedzi. Czy na pewno o to chodziło?
      • kub-ma Re: Teraz lepiej znam wroga .... 19.02.12, 11:11
        Myślę, że to Ty powinieneś zastanowić się nad tym co piszesz.
        Nie odnosząc się do autorki wątku: nie dość, że kobieta zostaje zdradzona, to jeszcze ma mieć poczucie winy, bo nie była super żoną?! A guzik prawda. Niech sobie będzie do bani, ale normalnie mąż powinien jej to oznajmić i zakończyć związek. Później zaczynać nowy. Odwrotna kolejność jest świństwem, nieuczciwością i oszustwem.
        • yoka1 Re: Teraz lepiej znam wroga .... 19.02.12, 15:25
          no dokładnie, a tu wszyscy wieszają psy na Naiwnej że jest sama winna bo nudna, nieciekawa i daje się robić NA PEWNO w konia, itp.

          A w życiu nie wszystko jest białe albo czarne.
          • naiwna-0 Re: Teraz lepiej znam wroga .... 20.02.12, 06:54
            Pani X kilka tygodni temu na pewnym forum napisała posta,którego sobie wczoraj przeczytałam.
            Nie pytajcie jak do niego dotarłam.
            I pisze w nim, jaka to ona biedna,świat jej się zawalił,od dawna nie kocha męża,jest z nim tylko dlatego ,że na dzień dzisiejszy nie ma innego wyjścia.
            Nie sypia z mężem ,bo marzy o swoim kumplu ,który jest jej bardzo bliskim przyjacielem,ale ona daje mu sygnały ,że to go kocha.Wie ,że on ma zone i córke ,ale to jej juz nie intereresuje.
            Długo była uległa i teraz musi walczyć o siebie i swoje szczęście.

            Któraś z was napisała tutaj ,że inaczej patrzy się na osobę bliską gdy ktoś wytyka nam jej złe cechy ,itd.
            I sądze ,że to prawda.
            Nie wiem czy to sprawa tej pani ,ale mąż stał się bardzo krytykujący w stosunku do mnie.
            Rzeczy ,które kiedyś mu nie przeszkadzały ,lub wręcz śmialiśmy się z nich ,teraz są już przez niego krytykowane.
            Stwierdził,że kiedyś był za bardzo uległy ,teraz to zmienił.
            • tosterowa Re: Teraz lepiej znam wroga .... 20.02.12, 07:42
              Dość wprawnym trolem jesteś, ale teraz już przesadziłaś smile
              • naiwna-0 Re: Teraz lepiej znam wroga .... 20.02.12, 07:57
                tosterowa napisała:

                > Dość wprawnym trolem jesteś, ale teraz już przesadziłaś smile

                Skoro twierdzisz ,że jestem trolem ,to po cholere piszesz w tym wątku?
                Ja omijam posty ,które mnie denerwują,więc zrób może to samo.

                Mam potrzebe pogadania z kimś o tym ,więc pisze i tyle.
                • tosterowa Re: Teraz lepiej znam wroga .... 20.02.12, 08:50
                  Produkuję właśnie drugiego posta w twojej sprawie, więc chyba przesadzasz z tym pisaniem wink
                  Ależ pisz, każdy jakieś hobby ma.
            • lelija05 Re: Teraz lepiej znam wroga .... 20.02.12, 09:12
              Ciekawa jestem, jakie były odpowiedzi na tego posta, zachęcające do walczenia o własne szczęście, czy zniechęcające?
              • yoka1 Naiwna - i jaka była reakcja 20.02.12, 10:30
                no właśnie. Jak reagowali forumowicze? Co jej radzili?

                jest taki wątek teraz na e-mama
                forum.gazeta.pl/forum/w,567,133518697,133518697,Podobno_jestem_kochanka_.html
                ale skoro znalazłaś post założony przez tamtą "koleżankę", to ten wątek, chyba jednak Cię nie tyczy.
                • naiwna-0 Re: Naiwna - i jaka była reakcja 20.02.12, 11:09
                  Ten watek mnie nie dotyczy smile
                  A pod postem pani X były 132 odpowiedzi i niektóre panie radziły, aby walczyła o swoje szczęście,skoro z mężem jej się nie ułożyło,ale większość raczej miała podejście zupełnie inne do tematu.
                  Sporo było również haseł ,że jest zwykłą K i co mnie zdziwiło panowie byli bardziej surowi.
                  • timetotime Re: Naiwna - i jaka była reakcja 20.02.12, 11:12
                    Nie bądź żyła, dawaj linka smile.
                    I tak już jedną nogą w Twojej chacie siedzimy wink.
                    • naiwna-0 Re: Naiwna - i jaka była reakcja 21.02.12, 07:31
                      Ona nie daje za wygraną.Mąz ma teraz wolny cały tydzień,wię nie widzą się w pracy.Więc pani X wieczorem zaczęła wydzwaniać do męża.
                      Ale on twardo nie odbierał.
                      Nie pytałam o to kto dzwonił ,ale widziałam.
                      • yoka1 Re: Naiwna - i jaka była reakcja 21.02.12, 09:28
                        a czemu Ty nie odebrałaś i nie powiedziałaś jej paru miłych słów?

                        Nie odebrał przy Tobie, ale to ma być niby jego sposób na jej spławienie? To może powinien jej to powiedzieć, żeby spadała, bo nie jest zainteresowany.
                        • naiwna-0 Re: Naiwna - i jaka była reakcja 21.02.12, 09:44
                          yoka1 napisała:

                          > a czemu Ty nie odebrałaś i nie powiedziałaś jej paru miłych słów?

                          Bo ja nie tykam jego telefonu.

                          > Nie odebrał przy Tobie, ale to ma być niby jego sposób na jej spławienie? To mo
                          > że powinien jej to powiedzieć, żeby spadała, bo nie jest zainteresowany.

                          Ale on wcale nie chce jej spławiać ,przeciez to tylko jego koleżanka z pracy,z którą sobie tylko gada....... to jego hasła.


                          • lelija05 Re: Naiwna - i jaka była reakcja 21.02.12, 09:55
                            A co mąż na te rewelacje, które koleżanka wypisała na forum?
                          • yoka1 Re: Naiwna - i jaka była reakcja 21.02.12, 10:18
                            > Ale on wcale nie chce jej spławiać ,przeciez to tylko jego koleżanka z pracy,z
                            > którą sobie tylko gada....... to jego hasła.
                            >

                            to niech odbierze przy Tobie, da na głośnik i niech z nią ot tak porozmawia, to może przestanie dzwonić
                            • naiwna-0 Re: Naiwna - i jaka była reakcja 21.02.12, 11:14
                              > to niech odbierze przy Tobie, da na głośnik i niech z nią ot tak porozmawia, to
                              > może przestanie dzwonić .
                              On mi powiedział ,że to dzwonił facet z ogłoszenia ,które daliśmy,więc nie będzie odbierał.
                              Ale wiem ,że to była ona.
                              Mąż chce mi teraz wielce udowodnić ,że nie ma nic do ukrycia, więc ten jej telefon troche go zdenerwowal.
                              A ja tylko obserwuję to z boku.
                              Coś bardzo chciałabym spotkać się z tym jej mężem.

                              • yoka1 Re: Naiwna - i jaka była reakcja 21.02.12, 11:39
                                > On mi powiedział ,że to dzwonił facet z ogłoszenia ,które daliśmy,więc nie będ
                                > zie odbierał.
                                > Ale wiem ,że to była ona.

                                czyli kłamie Ci w żywe oczy? A Ty udajesz, że mu wierzysz. To niestety pokazuje,że ma coś do ukrycia, bo jeśli to tylko ona by go "molestowała" to by odebrał i w Twojej obecności z nią rozmawiał, a nie wciskał Ci kit, że to niby jakiś tam facet od czegoś. Następnym razem sięgnij po telefon i odbierz ale nie odzywaj się, poczekaj aż ta pani coś powie pierwsza, ciekawe jak go powita?
                          • bezpocztyonline Re: Naiwna - i jaka była reakcja 21.02.12, 12:32
                            naiwna-0 napisała:

                            > > a czemu Ty nie odebrałaś i nie powiedziałaś jej paru miłych słów?
                            >
                            > Bo ja nie tykam jego telefonu.

                            ????

                            Nie odbierasz komórki męża, gdy on sam z jakichś przyczyn nie może jej odebrać?
                            Choć leży koło ciebie i dzwoni?

                            I wy jesteście małżeństwem???

                            Dziwne zwyczaje.

                            U mnie w domu nigdy jakichś takich dziwnych tajemnic nie było.
                            Służbowo (i prywatnie, ale służbowo jednak częściej) wydzwaniam po różnych ludziach i zdarza się owszem, ze zamiast męża odbierze żona, zamiast żony mąż. Ten plus, że chociaż wiadomość zostawić jest komu. A czasem i potrzebną informację uzyskać.
                            • aneta-skarpeta Re: Naiwna - i jaka była reakcja 21.02.12, 12:40
                              tez nie rozumiem
                              nie chodzi o wyrywanie mężowi telefonu z ręki, ale tez zdarza mi sie odebrac, z pracy sporadycznie, ale jak wiem ze w pracy cos sie dzieje, a mąż sie kapie czy jest zajety, wyszeł to odbieram i mowie, ze bedzie dostepny za 20 min etc

                              moj mąz tak samo

                              a mąż aiwnej robi ją w jajo-pan z ogloszeniabig_grin
                              i to ona go molestujebig_grin
                            • naiwna-0 Re: Naiwna - i jaka była reakcja 21.02.12, 12:44
                              Nie odbierasz komórki męża, gdy on sam z jakichś przyczyn nie może jej odebrać?
                              >
                              > Choć leży koło ciebie i dzwoni?
                              >
                              > I wy jesteście małżeństwem???
                              >
                              > Dziwne zwyczaje.
                              >
                              > U mnie w domu nigdy jakichś takich dziwnych tajemnic nie było.

                              U mnie też nigdy tego nie było,zmieniło sie jakiś czas temu gdy nagle zaczął biegać z komórka przy tyłku.Wcześniej jego telefon dzwonił,ja odbierałam ,lub biegałam za nim z tym telefonem.
                              A teraz gdy on tak demonstracyjnie go zostawia po tej akcji ,ja nie zbliżam się do niego.

                              Jutro spotykam się z męzem pani X.
                              • yoka1 Naiwna - odbierz ten telefon 21.02.12, 15:52
                                dziwne, ja mam też jak piszą dziewczyny powyżej, nie wyrywam mężowi komórki z ręku, ale zdarzyło mi się odebrać telefon zamiast niego i nie słyszałam, żeby z tego powodu się oburzał.

                                Zachowanie męża Naiwnej ewidentnie pokazuje, że facet kręci i ma coś na sumieniu, a na rękę jest mu zwalać winę na koleżankę z pracy, że to niby ona go nachodzi telefonami, a on taki święty. Skoro tak, to czemu nie odebrał jak wydzwaniała i swobodnie z niąnie rozmawiał w obecności Naiwnej?

                                Naiwna - jak będzie znów dzwonił telefon jego, a będzie sobie leżał na stole, a Twój mąż nie zareaguje, to zwyczajnie go odbierz.
                                • aneta-skarpeta Re: Naiwna - odbierz ten telefon 21.02.12, 15:58
                                  daj spokoj, żeby chłop zawału dostał?smile
                                  ciekawa jestem co ma do powiedzenia mąż koleżankismile
                              • yoka1 Naiwna - i jak spotkanie z mężąem pani? 22.02.12, 12:18
                                czekam na wieści
                                • naiwna-0 spotkałam się 23.02.12, 20:50
                                  z mężem pani X i w szoku jestem.Z jego relacji wiem,że
                                  Ona całkowicie zamknęła się w sobie ,rozmawia z mężem tylko na temat domu i dzieci,nie interesuje się nim zupełnie,gdzie on wychodzi ,czy jest.Nie uprawiają sexu od 7 miesięcy.
                                  Kazała mu się wyprowadzić ,ma jej dać spokój i zniknąć z jej życia.
                                  Schudła bardzo ,nigdzie nie wychodzi.
                                  Przy łóżku ma fotke mojego męża.
                                  Powiedział swojemu mężowi ,że kocha mojego od dawna i on się dla niej nie liczy.
                                  • nabakier Re: spotkałam się 23.02.12, 21:42
                                    Czyli nie ukrywa przed swoim mężem tego, co czuje. Szacun dla niej.
                                    • antyideal Re: spotkałam się 23.02.12, 22:48
                                      nabakier napisała:

                                      > Czyli nie ukrywa przed swoim mężem tego, co czuje. Szacun dla niej.

                                      Bardzo taktowne zachowanie, także wobec dzieci, ta fotka
                                      ukochanego przy łóżku...wink
                                      • nabakier Re: spotkałam się 23.02.12, 22:51
                                        A co mają dzieci do jej życia uczuciowego?
                                        • antyideal Re: spotkałam się 23.02.12, 23:45
                                          nabakier napisała:

                                          > A co mają dzieci do jej życia uczuciowego?

                                          Mamusia ma prawo zmienić obiekt uczuć, bywa, zdarza się,
                                          ale z manifestacjami w stylu zakochanej licealistki powinna przystopować,
                                          zwłaszcza, gdy dzieci, domyslam się, nieduże, pewnie zdezorientowane
                                          tą pogmatwaną, na razie prowadzaca donikąd sytuacją
                                          i z mocno zaburzonym poczuciem bezpieczeństwa.
                                          • iuscogens Re: spotkałam się 23.02.12, 23:57
                                            Wrażliwa jest, co chcesz tongue_out
                                            Fakt, wzdychanie do fotki do ja przerabiałam jak miałam naście lat.
                                          • nabakier Re: spotkałam się 24.02.12, 08:03
                                            Och, nie masz wiary w ludzi. Są tacy, kŧórzy potrafią przeprowadzić swoje dzieci suchą stopą przez zawirowania osobiste rodziców. Czyjeś zdjęcia lub ich brak nie grają tu szczególnej roli. Grają natomiast dla dorosłych aktorów tej dramy. I z tego puntu widzenia rozważania, czyje jest cudze mieszkanie i jaką pasta myje ktoś zęby- również nie grają szczególnej roli, w przeciwieństwie do kryzysu dwu związków (w kŧórych- jak na szczupłość dotychczasowych informacji- widzę jedną nie ukrywającą faktów osobę: domniemaną dziwkę i kochankę).
                                            Patrzmy, co dalej. W tym i na komentarze, bo przynależą do dramy (lekki sarkazm pomieszany z rozbawieniem).
                                            • aneta-skarpeta Re: spotkałam się 24.02.12, 09:29
                                              na bakier
                                              mozna dzieci przeprowadzic sucha stopa, ale nie przy takich scenach
                                              kobieta zamknela sie w sobie, nie wychodzi z domu, moze ma depresje, stawia cudze zdjecie przy lozku, meza traktuje oschle, ale wszystko wisi w powietrzu
                                              atmosfera taka ze mozna ja nozem kroić- i ty naprawde myslisz, że w tej sytuacji dzieci "nie widzą"?

                                              dzieci swoje mysla, czesto jeszcze gorzej niz jest w rzeczywistosci, szczegolnie przy takich melodramatach
                                              • nabakier Re: spotkałam się 24.02.12, 13:28
                                                Nie, no jasne, nie twierdzę, że TAK tam jest (że potrafią ta suchą stopą), mnei chodzi o to, że nie można z góry zakładać, że to niemożliwe.

                                                Co TAM jest, to się staje dla mnie coraz bardziej jasne. powiem od końca: naiwna i jej mąż są naprawdę siebie warci. Zrobią idiotkę z tek bidnej kobiety. Ona zaczęła, on niewinny jak lelija, spala ja symbolicznie albo i nie, i będą tłuc się w takim pokitranym związku dalej.
                                                Najdalej z nich jest własnie ta pani, co ma zdjęcie. Najdalej, bo przynajmniej wie, o co jej chodzi. Będzie musiała jeszcze uporać się z tym, że trafiła na małego człowieka. A ta dwójka ugrzeźnie w swojej hipokryzji.
                                    • imasumak Szacun to by był, gdyby 26.02.12, 11:24
                                      odeszła i nie robiła dłużej piekła w domu.
                                      • nabakier Re: Szacun to by był, gdyby 26.02.12, 12:28
                                        Odchodzenie trwa. Może pani własnie odchodzi. A może się szamoce z tym odejściem- tego nie wiemy.
                                        • imasumak Re: Szacun to by był, gdyby 26.02.12, 15:42
                                          Tylko że ona kazała wynosić się mężowi. Z jakiej racji?
                                          • nabakier Re: Szacun to by był, gdyby 26.02.12, 17:18
                                            Tego nie wiemy, pewnie ma jakieś powody. Ktoś się musi wyprowadzić, to jasne. Ale przecież to zwyczajny konkret wykonawczy. Albo ona, albo on, albo oboje- kto, nie jest najważniejsze. Biadolicie nad szczegółami, co do których nie macie danych. Dziwne to jest.
                                            • naomi19 Re: Szacun to by był, gdyby 26.02.12, 23:06
                                              Miejsce zamieszkania, dom, to jest szczegół? To podstawa życia, mieć swój kąt.Pańci się znudziło, niech pańca zrobi wypad a dzieci zostawi mężowi i płaci alimenty. Tak byłoby najrozsądniej. Sytuacja, w której żyją razem ale osobno, pańca modli się do cudzego chłopa, którego zdjęcie ma przy łóżku to jakaś paranoja. Takie dzieci nie utworzą zdrowego związku, strach myśleć, jaką krzywdę im wyrządza...
                                  • iuscogens Re: spotkałam się 23.02.12, 21:51
                                    A mieszkanie jej jest, bo jak wspólne to nie wiem czemu on ma się wyprowadzać, to jej się odmiany zachciało.
                                    • tezee Re: spotkałam się 23.02.12, 23:07
                                      Jeb* nię *ta zdrowo ta kobieta , dlaczego w obliczu tych faktów i oczywistości ty nią nie potrząśniesz , może wyjaśnij jej że rozwalanie rodzin i budowanie szczęścia kosztem innych w tym małych dzieci , to jest łajdactwo.
                                      • nabakier Re: spotkałam się 26.02.12, 12:31
                                        A pozostawanie w związku "dla dzieci' to nie jest łajdactwo względem tych dzieci?
                                        • wiecznie-zapominam-login Re: spotkałam się 26.02.12, 13:23
                                          A rozwalanie związku w którym są dzieci, dla których mama i tata to cały świat tylko dlatego że się pani inny pan spodobał, wzdycha do niego niczym nastolatka...........to nie jest łajdactwo?

                                          Wypowiadasz się na temat rozwodów ale czy masz w otoczeniu kogoś kto jak to określiłaś "przeszedł suchą stopą" przez rozwód rodziców? Bo wyobraź sobie ja nie znam nikogo takiego, zresztą co innego jeżeli w rodzinie jest przemoc, awantury, alkohol a co innego jeżeli żonie mąż się odwidział i chce nowszy model.
                                          • iuscogens Re: spotkałam się 26.02.12, 13:46
                                            Rodzice mogą być pewni, że dzieci przeszły bez problemów przez rozwód, a po jakimś mogą wychodzić problemy. Czy to się zakochanej mamusi podoba czy nie dla dziecka to jest rozwalenie dotychczasowego świata, znaczne zmniejszenie kontaktów z ojcem, totalny przewrót. A tu jeszcze nie mamy dojrzałej kobiety, tylko przygłupią siksę, która wpatruje się w obrazki, chudnie z tęsknoty i ogólnie farsę odstawia. I ta pani uważa, że w związku z tym, że jej odwaliło ojciec ma grzecznie usunąć się w cień i być zadowolonym, że będzie dzieci mógł widywać w weekendy (albo i nie, bo tekst o tym, że ma zniknąć z jej życia przy posiadaniu wspólnych dzieci brzmi bardzo niepokojąco) a dzieci mają się cieszyć, że nagle mamusia im nowego tatusia zafunduje.
                                            Ja widzę po sobie efekty braku sytuacji rodzinnej, jestem z natury o wiele bardziej nieufna do facetów niż normalnie, mimo, że moje osobiste doświadczenia damsko-męskie są bardzo dobre. Ale i tak jakąś tam nutę nieufności mam w sobie, mimo, że mąż absolutnie nigdy nie dał mi nawet cienia wątpliwości.
                                            • wiecznie-zapominam-login Re: spotkałam się 26.02.12, 14:35
                                              > Ja widzę po sobie efekty braku sytuacji rodzinnej, jestem z natury o wiele bard
                                              > ziej nieufna do facetów niż normalnie, mimo, że moje osobiste doświadczenia dam
                                              > sko-męskie są bardzo dobre. Ale i tak jakąś tam nutę nieufności mam w sobie, mi
                                              > mo, że mąż absolutnie nigdy nie dał mi nawet cienia wątpliwości.
                                              mam dokładnie tak samo sad a najwięcej na temat braku skutków rozwodu u rodziców mają ci których rodzice się nie rozwiedli
                                              • nabakier Re: spotkałam się 26.02.12, 16:02
                                                No proszę, a ja moim partnerom zawsze ufałam, i obecnemu też oczywiście ufam. I uważam, że jak ktoś z klucza nie ufa partnerowi, to ma poważne problemy z sobą.
                                                I ufam, mimo że moi rodzice się rozwiedli. Może dlatego, że moi rodzice nie przenosili na nas s woich problemów. Bo są ludźmi na poziomie. Nadal też wychowywali nas wspólnie, ich rozstanie nic nie zmieniło w zakresie rodzicielstwa. To jest możliwe, osiągalne, choć pewnie nie dla wszystkich - z tego co piszecie o sobie, sądzę że dla was nie. Włosy na głowie stają od Waszego podejścia do związków i dzieci. Niestety.
                                                • imasumak Re: spotkałam się 26.02.12, 16:25
                                                  nabakier napisała:

                                                  Nadal też wychowywali nas wspólnie, ich rozstanie nic nie zmieniło w zakresie rodzicielstwa.


                                                  Tak? Rozwiedli się i nadal mieszaliście wszyscy razem? Jak w inny sposób można nic nie zmienić w zakresie rodzicielstwa?
                                                  • nabakier Re: spotkałam się 26.02.12, 16:51
                                                    Oczywiście, że nie mieszkali razem. Ale blisko. Opiekę zaś sprawowali wspólną. Takie coś istnieje.
                                                  • imasumak Re: spotkałam się 26.02.12, 16:57
                                                    Istnieje, ale wiele zmienia. Nie wmówisz mi, że mimo opieki wspólnej, nadal jeździliście wspólnie na wakacje, nadal spędzaliście wspólnie wieczory i weekendy.
                                                  • nabakier Re: spotkałam się 26.02.12, 17:27
                                                    Pewnie, że się wiele zmienia. Ale co z tego? Przecież zmiany same w sobie nie są złe. Złe są te zmiany, które są szkodliwe dla dzieci, a nie - wszystkie z zasady. Podobnie złe może być unikanie zmian, jak coś w życiu trzeba zmienić. W tej konkretnej sytuacji zmiany są konieczne, bo życie tej rodziny już się sypnęło. I to raczej nie wtedy, gdy się kobieta zakochała, ale wcześniej. Zakochanie było skutkiem czegoś.

                                                    Kogo masz na myśli mówiąc o spędzaniu czasu razem: dzieci i rodziców w sensie pary czy z każdym rodzicem z osobna? Bo zachodzi i jedno i drugie, tyle, że oczywiście z przewagą tego drugiego. Ale nic w tym złego i dziwnego.
                                          • nabakier Re: spotkałam się 26.02.12, 15:52
                                            Oczywiście, że nie. Ludzie mają prawo do rozstań także z takich powodów, że się przestali kochać lub zmienił obiekt ich uczuć. Tak postępują ludzie odpowiedzialni, że jak przestają kochać lub pokochali kogoś innego, to nie tkwią w związku bez miłości. ZWŁASZCZA jak są dzieci. Bo dzieciom należy się rodzina kochająca się, a nie niszcząca, a brak miłości miedzy rodzicami i/lub miłość do kogoś innego niszczy wszystkich: i rodziców i dzieci.

                                            Teraz Ty odpowiedz na moje pytanie, ale - nie pytaniem tylko zdaniem oznajmującym.

                                            Wypowiadam się w temacie rozwodów bo mam coś w tej materii do powiedzenia. a mam do powiedzenia, bo sama przez to przechodziłam. I tak, znam kogoś, kto rozwód rozwód rodziców przeszedł suchą stopa. Ja- swoich rodziców, i moje dzieci- mój. I co- powiesz, że nie istniejemy?
                                            A Ty jakie masz doświadczenie?
                                  • rosabell Re: spotkałam się 23.02.12, 23:15
                                    naiwna-0 napisała:

                                    >
                                    > Przy łóżku ma fotke mojego męża.
                                    > Powiedział swojemu mężowi ,że kocha mojego od dawna i on się dla niej nie liczy
                                    > .

                                    i twoj maz nadal uwaza, ze to tylko niegrozna kolezanka?
                                  • imasumak Re: spotkałam się 26.02.12, 11:27
                                    naiwna-0 napisała:

                                    Kazała mu się wyprowadzić ,ma jej dać spokój i zniknąć z jej życia.


                                    Z jakiej racji to on ma się wyprowadzać? I pewnie jeszcze jej dzieci zostawić?
                                    To jej się odwidział związek, więc niech ona znika.
                                    • iuscogens Re: spotkałam się 26.02.12, 12:41
                                      No własnie też nie pojmuję, kobiecie hormony walnęły na głowę, zachowuje się jak niedojrzała siksa a konsekwencje jej głupoty będzie musiał ponosić mąż, ma sobie nowe lokum znaleźć, pewnie wg kobiety ma również przestać mieszkać z dziećmi i zacząć być weekendowym tatusiem, bo jej sie zachciało łkać przed obrazkiem. Jak ma wyglądać zniknięcie z jej życia, skoro mają wspólne dzieci?? Pewnie pani ma już wizję, że niepotrzebny tatuś ma się w cień usunąć i zapomnieć, że ma dzieci (poza płaceniem alimentów oczywiście), bo mamusia sobie nową love znalazła i nowego tatusia dla dzieci.
                                      Coraz bardziej w tym wszystkim zaczyna mi być żal męża kochanki, widać, że ją kocha, próbuje uratować małżeństwo a kobieta ma poziom dojrzałości trolla norweskiego, rozwala życie mężowi i swoim dzieciom. Już widzę jak wszystkie panie broniące biednej kochanki byłyby szczęśliwe, jakby ich mąż znalazł sobie inną panią, kazał się starał wyprowadzić, zniknąć z jego życia i miałyby tylko weekendowy kontakt z dziećmi, bo przecież dzieci muszą zostać z tatusiem.
    • wiecznie-zapominam-login na wojnie i w miłości 24.02.12, 00:00
      Wg mnie dobrze że zbierasz informacje o tej babce.
      Masz do wyboru jęczeć na forum albo wziąć się do roboty.

      Jak babka myśli że twój mąż to taki super powiernik to przy spotkaniu z nią możesz zagadnąć z miną niewinnej idiotki że współczujesz jej, razem z mężem rozmawialiście o niej i trzymasz kciuki za jej małżeństwo , z troską zapytaj co teraz planuje, doradź terapię, niech wie że twój mąż to nielojalna wobec niej papla.

      Odwiedzaj męża w pracy (z "ważnych" powodów , dawaj buziaka, poprawiaj krawat) niech babka wie że jest między wami bliskość bo może naściemniał że tyś oziębła a on ciebie nawet patykiem nie dotknie wciąż myśląc o niej

      Odbieraj telefon męża tak jak kiedyś, jak ona zadzwoni powiedz że mąż pod prysznicem ale może z tobą pogadać bo jesteś wtajemniczona w jej problemy i chętnie coś doradzisz, pocieszysz big_grin

      Mężowi babki doradź aby powiedział że nie ma zamiaru się wyprowadzać, że jakby co to będzie rozwód z orzeczeniem jej winy, że będzie walczył o dzieci, podział majątku,

      Swojemu mężowi od czasu do czasu możesz wspomnieć że szkoda ci jej dzieci bo one najbardziej ucierpią na rozpadzie małżeństwa tej babki

      PO powyższej wypowiedzi może być trudno w to uwierzyć ale tak naprawdę to ja nie jestem jakąś żmijką ale nie popuściłabym babie która rozbija moje małżeństwo (mężowi też tongue_out chyba)
      .............czekam na lincz big_grin
      • mysia-mysia Re: na wojnie i w miłości 24.02.12, 00:06
        wiecznie-zapominam-login napisała:

        > .............czekam na lincz big_grin

        a jaki tam zaraz lincz, dobrze prawisz big_grin
        • iuscogens Re: na wojnie i w miłości 24.02.12, 00:14
          Ja bym się na mężu skupiła, jakby mąż nie był zainteresowany to wrażliwa pani mogłaby by ołtarzyki budowac, wzdychać do nich po nocach, chudnąć/grubnąć/mdleć z rozpaczy i nic by nie wskórała.
          Nie popadłam w paranoję poprawności i krytycznie oceniam osoby, które romansują (bo chyba ne ma co udawać, że oni tak platonicznie wzdychają do siebie) z zajętymi i bronić kobiety nie będę, ale mam wrażenie, że w tym wypadku jak nie ta to mogłaby być następna.
          • naiwna-0 Re: na wojnie i w miłości 24.02.12, 07:47
            Sama już nie wiem ,co o tym myśleć.Rozmawiałam z tym jej mężem, ponad godzinę i ustaliliśmy ,że narazie obserwujemy,bo jest cisza.
            On twierdzi ,żebym nie spotykała się z nią narazie,bo jest w bardzo złym stanie ,zamkęła się w sobie,mało rozmawia,nigdzie już nie wychodzi.Nie sypiają nawet w jednym łóżku od wielu miesięcy.Wczoraj była niby w poradni rodzinnej,itd.
            On wie ,że ona całkiem skreśliła ich małżeństwo,bo wykrzyczała mu ,że ma jej dać spokój ,ona kocha tylko dzieci ,żeby się wynosił z ich domu a ona go spłaci.
            Więc sytuacja wygląda naprawde tragicznie.
            On sprawdził jej telefon i nie było żadnych połączeń,ani smsów z moim M od dawna.
            Moja przyjaciółka twierdzi ,że ona sobie zrobiła w domu porządek,tzn.męza odsunęła od siebie i teraz w jego miejsce będzie wciągała mojego,mieszając w naszym małżeństwie i buntując go w pracy przeciwko mnie.
            Facet mi powiedział ,że on ma przeciwko sobie całą rodzinę,łącznie ze swoimi rodzicami i rodzeństwem bo wszyscy trzymają stronę jego biednej żony.
            I ona taką biedną i pokrzywdzoną zgrywa przed moim mężem opowiadając mu wszystko.
            • nabakier Re: na wojnie i w miłości 24.02.12, 08:18
              Myśle, że powinnaś wciągnąć to Waszych szefów pracowych (całej czwórki)- niech się nie obijają a robią za "nacisk", dalej: sąsiadów, bliższą i dalszą rodzinę, takowych znajomych, a i do polityków nie zawadzi napisać: może taka Komorowska osobiście tej złej pani ze łba miłość wybije.
              Myślę też, że powinnaś wspierać niewinnego męża od wyplątywania się z sideł występnej kusicielki, rozpisywać z nim plany uciekania przed namolną babą, która nie widzi, że Twój mąż jej "nie chce". Jak się bardzo postarasz, to jest szansa, że w to do końca uwierzysz.

              Słowem: każdy kryzys musi mieć swego kozła ofiarnego (musi i już). Tylko, co będzie, jak już tego kozła ubijecie? Nierozwiązane problemy lubią powracać, a kozły ofiarne w dłuższej perspektywie nie przywracają równowagi. Załatwiają rzecz "na teraz", o ile w o ogóle dają się załatwić.
              Nie lepiej pobawić się laleczką wodoo? Albo zioła na miłość u znachorki nabyć i męża nimi potajemnie poić? Skoro nie umiecie dojrzale rozwiązywać problemów, czyli mierzyć się z rzeczywistością, to może to pomoże...zabawa w kozła ofiarnego z reguły kończy się źle.
            • wiecznie-zapominam-login Re: na wojnie i w miłości 24.02.12, 08:33
              czyli telefon o którym wspominałaś nie był jednak od niej? Dawno on sprawdzał te billingi zresztą nie muszą dzwonić skoro 8 godzin siedzą razem
              ja nie mówię że masz się z nią spotykać, ja ci sugeruję abyś zaczęła męża w pracy odwiedzać, okazywać mu czułość, przyjść po niego do pracy bo zaplanowałaś romantyczną niespodziankę itp czasem zagadnąć z nią przy okazji w poczuciu wielkiej troski o jej związek i problemy w które cię twój mąż papla wtajemniczył, niech wie a przynajmniej myśli że twój mąż jest wobec niej nielojalny.
              Chyba nie zamierzasz jej współczuć?
              Na terapię powinni chodzić razem
              Twoja przyjaciółka ma rację
            • deodyma Re: na wojnie i w miłości 24.02.12, 08:58
              > On sprawdził jej telefon i nie było żadnych połączeń,ani smsów z moim M od dawn
              > a.
              > Moja przyjaciółka twierdzi ,że ona sobie zrobiła w domu porządek,tzn.męza odsun
              > ęła od siebie i teraz w jego miejsce będzie wciągała mojego,mieszając w naszym
              > małżeństwie i buntując go w pracy przeciwko mnie.


              bo wszystkie polaczenia i smsy do Twojego meza od razu wykasowuje.
              przyjaciolka moze miec racje.
              • mozambique Re: na wojnie i w miłości 24.02.12, 13:23
                lub zapisała pod innym imienim np Jadzia
                i niech sobei mąż szuka JAdzi wśrod jej kolezanek

                znany mi facet, słuzbwowo duzo jezdzący po POlsce, zapisywal ""ukrywaną znajomośc "w telefonie jako "oddział wrocławski"
                i niech ktos madry cos podejrzewa
          • wiecznie-zapominam-login Re: na wojnie i w miłości 24.02.12, 08:09
            Ja bym mężowi chwilowo dała spokój bo poleci na pocieszenie do tej co go "lepiej rozumie"

            Absolutnie nie mówiłabym o zdjęciu przy łóżku, po co masz go przekonywać że ona go kocha itp
            Zresztą zależy czy to zdjęcie portretowe w ramce w serduszka czy zdjęcie grupowe gdzie mąż jest jako jedna z wielu osób, stojące pośród innych ramek z innymi ludźmi. Nie bardzo rozumiem dlaczego mąż babki pozwala żonie na trzymanie przy łóżku zdjęcia ewentualnego kochanka, ja bym je wyrzuciła chociażby ze względu na dzieci

            Dowiedz się czy to pierwszy wyskok tej babki (mogą być też te przed ślubem)a jeżeli nie pierwszy to koniecznie męża o tym poinformuj niech nie myśli że jest takim cudem ale że babka ma skłonność do niewierności i to on kiedyś może być rogaczem jak jej mąż

            Nie najeżdżaj na nią za dużo, przynajmniej nie bezpośrednio ale możesz wspomnieć że współczujesz jej dzieciom bo ma je widocznie gdzieś skoro nie obchodzi jej jak dzieci przeżyją rozwód rodziców i jak to wpłynie na późniejszą umiejętność tworzenia przez nie związków

            Raczej nie zamieszkacie sobie razem w czwórkę więc czy wystarczą mu znacznie rzadsze kontakty z dzieckiem i jak zamierza wytłumaczyć dziecku że woli obcą kobietę niż je.

            Jeżeli stworzyłby z nią związek to niech nie liczy że jej i jego rodzina(bliższa i dalsza) temu przyklaśnie z zachwytem

            Skoro babka jest w stanie olać szczęście własnych dzieci w pogoni za romansem niech bierze pod uwagę że kiedyś w podobnej sytuacji może olać szczęście ich wspólnego potomstwa

            Wspomnij mężowi że go kochasz i pragniesz z nim być ale jeżeli odejdzie to musi brać pod uwagę że ty też zechcesz ułożyć sobie życie przez co w wasze wspólne dziecko będzie wychowywał obcy mężczyzna. Niech nie myśli że jak on odejdzie to ty do końca życia będziesz na niego czekać.

            Zapytaj czy nie miałby nic przeciwko żebyś ty znalazła sobie powiernika (na 99procent powie że nieeeeeeee) jak on znowu zacznie wymieniać sms z tą babką to niech twoja koleżanka (niby ten męski powiernik) zacznie pisać sms do ciebie a ty do niej, możliwe że mąż wtedy zacznie być zazdrosny i zrozumie że nie może mieć ciastko i zjeść ciastko.

            To jest plan rozłożony na kilka tygodni a nie na godzinę do wykrzyczenia bo wtedy nie będziesz wiarygodna i efektu nie będzie. Jeżeli chcesz ratować ten związek nie atakuj go zanadto.
            • zuzann-a Re: na wojnie i w miłości 24.02.12, 08:34
              A dla mnie ta cała historia zaczyna być coraz mniej prawdopodobna, o.
              • lady-z-gaga Re: na wojnie i w miłości 24.02.12, 09:15
                A ja się z Tobą zgadzam.
                Od pierwszych postów wyglądało mi to na trolla, potem trochę się uwiarygodniło, ale teraz scenariusz ma zbyt wiele potknięć, aby można było uwierzyćwink
                • naiwna-0 Re: na wojnie i w miłości 24.02.12, 09:26
                  lady-z-gaga napisała:

                  > A ja się z Tobą zgadzam.
                  > Od pierwszych postów wyglądało mi to na trolla, potem trochę się uwiarygodniło,
                  > ale teraz scenariusz ma zbyt wiele potknięć, aby można było uwierzyć;

                  Jakiego trolla???? Przecież ta historia ciągnie się od maja, gdy jej mąż poinformował mnie ,że oni maja niby romans.
              • naiwna-0 Re: na wojnie i w miłości 24.02.12, 09:24
                zuzann-a napisała:

                > A dla mnie ta cała historia zaczyna być coraz mniej prawdopodobna, o

                Wierz mi ,że dla mnie też.W szoku jestem ,że to wszystko dzieje się wokół mnie.
                Facet powiedział mi ,że on zdaje sobie sprawę z tego ,że jego żona jest zakochana w moim mężu,ale zastanawia sie co na to mój mąż.Gościu jest niby załamany tym, co dzieje sie w jego domu.
                Pani X, do tej pory była ugodową żoną,która wykonywała polecenia męża,a teraz (raczej pod wpływem mojego męża) postawiła się,stała się asertywna,bardziej wyszczekana i buntująca się.
                Wiem ,że to częściowo sprawa mojego męża bo czasami były takie tematy u nas - np.
                "Ty masz ze mną super życie ,bo X dzisiaj w pracy znowu płakała ,bo On jej kazał to i tamto,więc powiedziałem jej ,żeby mu sie wkońcu postawiłai nie pozalała się tak gnoić "

                No i wtedy ja byłam tą wymagającą żoną ,która ma super faceta przy sobie i powinna być cała happy ,a pani X - biedna, pokrzydzona przez złego męża i szukająca pocieszenia u mojego,jedynego ,który ją rozumie.
                • yoka1 Re: na wojnie i w miłości 24.02.12, 09:59
                  > Wiem ,że to częściowo sprawa mojego męża bo czasami były takie tematy u nas - n
                  > p.
                  > "Ty masz ze mną super życie ,bo X dzisiaj w pracy znowu płakała ,bo On jej kaza
                  > ł to i tamto,więc powiedziałem jej ,żeby mu sie wkońcu postawiłai nie pozalała
                  > się tak gnoić "

                  no i proszę, a jak napisałam, że czyjeś słowa na temat partnera mogą spowodować że ten zaczyna na nas inaczej patrzeć, to zostałam zjechana, a tu jednak. I zapewne ta pani równie "ciepło" podjudza Twojego męża.
                  Ja na miejscu mężą pani X dałabym sobie spokój i deszła, a ona niecj dalej modli się do zdjęcia.
                  A na Twoim miejscu nie rozważała, że ona ma zły okres, i lepiej żeby się z nią nie spotykać, a ona patrzy na to, czy ty masz zły okres i jak się z tym czujesz, że Ci zwyczajnie kradnie męża w wyrachowany sposób?
                  • lelija05 Re: na wojnie i w miłości 24.02.12, 10:07
                    Tak sobie myślę, że ja w takiej sytuacji, gdy już mąż by wyleczył rozbitą głowę, połamane kończyny, odkupił garderobę i odebrał samochód od mechanika, porozmawiałabym spokojnie z nim, że jest nie w porządku wobec koleżanki. Że ta się bidula zakochała, a on co? Daje jej nadzieję? Twierdzi, że jest tylko kolegą? No to świnia jest straszna! Ona go kocha, a czy on jej powiedział, że nigdy z nią nie będzie? Powie?
                    No to ładnie. Nie wolno tak grać kobiecie na uczuciach!
                    Nie powie? Oj, no to mężu jesień średniowiecza, to łagodna rozrywka w porównaniu z tym co cię czeka.
                • antyideal Re: na wojnie i w miłości 24.02.12, 10:42
                  Pan był zadowolony, gdy mu żona nie podskakiwala, a od kiedy zrobiła się pod wplywem Twojego meża bardziej asertywna przestało mu sie to podobać ? Wymowne jest to, co napisałaś o sytuacji w jej domu...
                  Wygląda mi trochę na to, że, nawet jeśli pozornie tego nie widac, pan może być w zaciszu domowym typem niezłego gnębiciela psychicznego, a pani, nie mając na tyle sily,żeby sie z tego wyrwać, aby przetrwać, znalazla sobie odskocznię w postaci Twojego męża i miłości do niego, prawdziwej lub urojonej.
                  A mąż, jak wiekszość mężczyznsmile lubi czuć się rycerzem broniącym uciśnione niewiasty, więc jeśli akurat trafiła się taka w momencie, gdy między Wami nie było najlepiej, a może po prostu brakowało emocji, chetnie wszedł w tę rolę.
                  W tej sytuacji, jeśli mąż chce tylko, jak mówi Tobie, ją wspierać, a nie romansować, niech zasugeruje jej szukanie pomocy, psychologicznej, np.w ośrodku wsparcia rodziny, czy u psychologa, a pani, gdy będzie o swoich problemach emocjonalno-rodzinnych mogła porozmawiać ze specjalistami, może zobaczy, że na Twoim mężu świat się nie kończy, przestanie traktować go jako swoją jedyną ostoję i opokę i łatwiej mu będzie wrócić na łono rodziny i zająć się Waszymi problemami.
                  Zresztą to działa w dwie strony, tak jak Twój mąż jest odskocznią od trudnej sytuacji w domu dla niej , tak i ona i ten niby przyjacielski układ jest ucieczką Twojego męża od nieporozumień\pustki? w Waszym związku. I pora zmierzyc się z tym, a nie zamiatać problemy pod dywan.
                  • naiwna-0 Re: na wojnie i w miłości 24.02.12, 11:01
                    antyideal ,w pełni się zgadzam z tobą.

                    >tak i ona i ten niby przyjacielski układ jest ucieczk
                    > ą Twojego męża od nieporozumień\pustki? w Waszym związku.

                    Problem w tym ,że w małżeństwie nie zawsze jest różowo i różne rzeczy i sytuacje się przeżywa,a taka przyjaciółka zawsze uśmiechnięta dla mężunia,nie czepia sie,itd.
                    • antyideal Re: na wojnie i w miłości 24.02.12, 12:01
                      > Problem w tym ,że w małżeństwie nie zawsze jest różowo i różne rzeczy i sytuacj
                      > e się przeżywa,a taka przyjaciółka zawsze uśmiechnięta dla mężunia,nie czepia s
                      > ie,itd.

                      Oczywiście, ale przyznasz chyba, że mąż jest już dużym, samodzielnie o sobie decydującym chłopcem smile a nie dzieckiem, które moze ktoś wziąć za rękę i zaprowadzic na nowy, fajniejszy plac zabaw, bo na starym mu się juz nudzi...
                      • naiwna-0 Re: na wojnie i w miłości 25.02.12, 19:27
                        Jej mąż jest załamany i pisze do mnie często.
                        Powiedział jej ,że widział mojego męża z jakąś panną,jej reakcja to wzruszenie ramion i nagła decyzja że jedzie na basen - bo on zawsze tam był o tej porze.
                        Miała niespodzianke bo tego dnia go nie było.
                        Wróciła do domu i z nikim nie chciała rozmawiać.
                        • yoka1 Re: na wojnie i w miłości 26.02.12, 11:06
                          ale czemu wy piszecie do siebie?

                          Niech on odejdzie od niej, i niech ona wzycha do zdjęcia.

                          A Ty zadziałaj na własnym podwórku, jak pani zobaczy że nic nie wyjdzie z jej planów 16-latki, to wróci do męża.
                          • imasumak Re: na wojnie i w miłości 26.02.12, 11:46
                            Ale dlaczego on ma odchodzić? Niech ona się zabiera. Bez dzieci oczywiście.
                            • yoka1 Re: na wojnie i w miłości 26.02.12, 11:48
                              albo i tak, musi tupnąć nogą, bo pani zachowuje się gimnazjalistka z tym afiszowaniem się zadurzeniem i fochami
                            • nabakier Re: na wojnie i w miłości 26.02.12, 12:26
                              A czemu bez dzieci? Co mają dzieci do sprawy?
                              • naiwna-0 Re: na wojnie i w miłości 26.02.12, 13:09
                                Widze ,że facet nie wyobraża sobie rozwodu i ma nadzieje ,że jeszcze wszystko się między nimi ułoży.
                                Ale z tego co wiem, to ona skreśliła go zupełnie i opowiada mojemu M ,że nie sypia z mężem od miesięcy,co facet mi potwierdził.
                                Zrezygnowała nawet z zajęć na siłowni ,aby nie chodzić tam z mężem,bo nie chce mieć nic wspólnego z nim.Zupełnie się od niego odcięła.
                                A tą fotke jej mąż znalazł w szafce nocnej.
                                Jestem ciekawa,co ona tak naprawde kombinuje ?
                                • iuscogens Re: na wojnie i w miłości 26.02.12, 13:17
                                  No jak to co?? Naprawdę masz jakieś wątpliwości, chce wywalić starego pana i przygruchać sobie nowego.
                                  Biedny ten jej mąż.
                                  • naiwna-0 Re: na wojnie i w miłości 26.02.12, 13:25
                                    iuscogens, ale ona jest postrzegana i zgrywa taka biedną ,pokrzywdzoną kobietkę przed wszystkimi.Ma po swojej stronie matke,teściów,szwagierkę, nawet mojego M,który stał sie z powiernika-pocieszycielem.A tu się okazuje przebiegłą francą,kombinującą nieźle.
                                    • iuscogens Re: na wojnie i w miłości 26.02.12, 13:47
                                      Jest taki typ ludzi, którzy zawsze potrafią pokazać się jako skrzywdzone ofiary i wszyscy naokoło im współczują, litują sie nad nimi, znam dobrze taką osobę i jestem pełna podziwu dla takich zdolnosci, sama bym tak chciała umieć smile
                                      • naiwna-0 Re: na wojnie i w miłości 26.02.12, 13:56
                                        iuscogens napisał:

                                        > Jest taki typ ludzi, którzy zawsze potrafią pokazać się jako skrzywdzone ofiary
                                        > i wszyscy naokoło im współczują, litują sie nad nimi, znam dobrze taką osobę i
                                        > jestem pełna podziwu dla takich zdolnosci, sama bym tak chciała umieć smile

                                        A ten mój głupi mąż wierzy we wszystko co ona mu gada o tym strasznym mężu.Wiem, bo od dawna słyszałam teksty "nie narzekaj ,bo gdybyś miała takiego męża jak X,to byłby dopiero dramat".
                                        Niepokoi mnie to ,że teraz mój mąż jest wielce zadowolony ,ze X tak traktuje swojego męża i chce pilnego rozwodu.
                                        Twierdzi ,że facet zasłużył na to, co teraz ma i niepotrzebnie zaczynał z nim wojne ,wtedy gdy poinformował mnie o spotkaniu mojego M z X.
                                        Bo miał to załatwić ze swoją żona i nie mieszać mnie do tego.
                                        Cholera wie co z tego wyniknie.
                                        • yoka1 Re: na wojnie i w miłości 26.02.12, 14:07
                                          wiesz, co proponuję konfrontację.

                                          Tzn, umów się z mężem pani X i przyprowadź Twojego mężą nic mu nie mówiąc pod pretekstem miłej klacji w restauracji, a tamten niech przyprowadzi tę swoją siksę wzdychającą do obrazka.

                                          Wtedy wyjdzie szydło z worka o co kaman.

                                          Bo coś tu nie pasuje - nie wierzę, że wszyscy tak strasznie jej żałują w rodzinie , a na tego "super" męża krzywo patrzą, skoro to ona ewidentnie zmieniła obiekt wzdychania. Albo taka manipulantka, albo niestety jej mąż ma coś na sumieniu i teraz się obudził i woli "ratować" wiązek, aby jego grzeszki nie wyszły na światło dzienne.
                                          Bo wiesz, jakoś nie wierzę, ay facet pozwolił na to, że żona mu wzdycha do obrazka, a on nic nie robi tylko prosi ją, aby dała spokój. Przecież wie, gdzie można Twojego męża znaleźć i "przemówić" mu do rozsądku, bo jak widać, Ty swojemu nie umiesz.
                                          • naiwna-0 Re: na wojnie i w miłości 26.02.12, 14:20
                                            Bo wiesz, jakoś nie wierzę, ay facet pozwolił na to, że żona mu wzdycha do obra
                                            > zka, a on nic nie robi tylko prosi ją, aby dała spokój. Przecież wie, gdzie moż
                                            > na Twojego męża znaleźć i "przemówić" mu do rozsądku, bo jak widać, Ty swojemu
                                            > nie umiesz.

                                            Pisałam już ,że ten facet,był typem tyrana.
                                            Każdy miał osobne konto ,ona nigdy nie wiedziała nawet ile jej mąż zarabia,ze swojej wypłaty musiała większość rachunków płacić,itd.
                                            Pranie prasowała od 4 do 6 rano ,bo wtedy mieli tanią taryfe nocną itd.
                                            Możliwe ,że teraz jej mąż zdaje sobie sprawe z tego jaki był i chce to ratować ,ale ona go już skreśliła.
                                            Od męża wiem ,że jak stwierdziła -czuje do niego wstręt i nienawiść.
                                            • yoka1 Re: na wojnie i w miłości 26.02.12, 14:46
                                              no to musisz zawalczyć o swojego męża, bo pani X nie odpuści...a jej mąż Ci nie pomoże więc daj sobie z nim spokój
                                            • yenna_m Re: na wojnie i w miłości 26.02.12, 15:06
                                              generalnie w takiej sytuacji zycie pani by mnie nie interesowalo tylko zajelabym sie wlasnymi sprawami tongue_out
                                              mam wrazenie, ze maz pakuje Cie w poczucie winy i manipuluje Tobą

                                              sorry, nie Ty jestes odpowiedzialna za wybory zyciowe tej pani, tak jak i nie Twoja wina, ze maz sie ulitowal nad panią kosztem wlasnej rodziny

                                              znaczy sie - ewentuale skutki rozbiecia wlasnej rodziny nie sa tak straszne jak zycie biednej pańci
                                              • yoka1 Re: na wojnie i w miłości 26.02.12, 15:13
                                                no też właśnie, bo wszyscy się żalą na panią X, ale to Ty masz postawić męża do pionu, żeby zajął się swoją rodziną, a nie wciągał sam siebie i Ciebie w problemy pani X i musisz jej pokazać, że macie nadal trwający zwiążek i zażadać od męża, aby ją oświecił, że owszem wysłuchuje jej opowieści o mężu tyranie, ale to nie oznacza, że jest zainteresowany tworzeniem z nią pary i ewentualnego związku
                                            • deodyma Re: na wojnie i w miłości 26.02.12, 15:26
                                              > Pisałam już ,że ten facet,był typem tyrana.
                                              > Każdy miał osobne konto ,ona nigdy nie wiedziała nawet ile jej mąż zarabia,ze s
                                              > wojej wypłaty musiała większość rachunków płacić,itd.
                                              > Pranie prasowała od 4 do 6 rano ,bo wtedy mieli tanią taryfe nocną itd.
                                              > Możliwe ,że teraz jej mąż zdaje sobie sprawe z tego jaki był i chce to ratować
                                              > ,ale ona go już skreśliła.


                                              jak juz napisalam nizej, cos w niej peklo, babka ma dosyc.
                                            • imasumak Ja Was proszę, jaki mąż tyran? 26.02.12, 16:18
                                              Jaka taryfa nocna między 4-6? Nie ma takiej, jest od 22 do 6 w czasie zimowym i od 23 do 7 w letnim. Pani ściemnia aż miło, żeby tylko litość wzbudzić i odwrócić uwagę o swoich paskudnych postępków, tak to robi sporo zdradzających.
                                              • nabakier Re: Ja Was proszę, jaki mąż tyran? 26.02.12, 16:57
                                                albo mąż Naiwnej ściemnia, albo sama Naiwna ściemnia, albo coś jeszcze innego. Fascynujące jest obserwować wasze nakręcanie się w temacie: zła pani big_grin
                                                • imasumak Re: Ja Was proszę, jaki mąż tyran? 26.02.12, 16:58
                                                  Ty się za to nakręcasz w innym temacie - równie fascynujące można poczynić obserwacje wink
                                                  • nabakier Re: Ja Was proszę, jaki mąż tyran? 26.02.12, 17:31
                                                    Którym temacie?
                                                    Mnie fascynuje wasze myślenie. Bo wychodzi pewien typ mentalności, zatrważajacy dla mnie. Serio.
                                • naiwna-0 Re: na wojnie i w miłości 26.02.12, 13:21
                                  Co ciekawe, jej mąż ma dla jej zachowanie wiele cierpliwości ,sprawiał wrażenie nawet takiego zmartwionego jej zachowaniem,że ona załamana,jakby w depresji,że on przypomina jej o wizycie w poradni,a jak juz będzie gotowa to on tam pódzie z nią.
                                  Że serce mu pęka ,jaka ona smutna ,że go tak odsunęła kompletnie od siebie,on wierzy ,ze jej przejdzie.
                                  A ona kombinuje jak szybko się go pozbyć z domu i życia.

                                  No i zadziwiający jest ten jej pęd na basen,gdy dowiedziała się ,że mój M z inną był.
                                  • wiecznie-zapominam-login Re: na wojnie i w miłości 26.02.12, 13:25
                                    Tylko ty się w jej "idealnym" mężu nie zakochaj tongue_out
                                    • naiwna-0 Re: na wojnie i w miłości 26.02.12, 13:28
                                      > Tylko ty się w jej "idealnym " mężu nie zakochaj smile

                                      Spoko... nie mój typ ...przeciwieństwo mojego męża smile

                                      • 3-mamuska Re: na wojnie i w miłości 26.02.12, 17:00
                                        naiwna-0 napisała:

                                        > > Tylko ty się w jej "idealnym " mężu nie zakochaj smile
                                        >
                                        > Spoko... nie mój typ ...przeciwieństwo mojego męża smile
                                        >

                                        Moze ty [powinnas stac sie powiernikiem jej meza,i gadac do meza ,jaki to on przy niej biedny ze seksu nie ma,ze ona spi oddzielnie nie chce z nim rozmawiac,a on biedny siedzi sam wieczorami.
                                        Nich facet pisze do ciebie wieczorami i w nocy,zamknij sie w lazience z telefonem i pisz do niego,i daj telefon na glosno zeby bylo slychac ze smsy przychodza.
                                        Nich maz twoj zobaczy jak to jest.
                                        Druga opcja to to zeby toj maz pogadal z tamtym.
                                        Albo mocno pania "potrzasnac" zeby dala spokoj twojemu mezowi.
                                        Ja bym odbierala telefon meza i mowila ze maz nie ma dla pani czasu,zmusial meza do zmiany pracy i numeru,jesli nie to niech spada.
                                        Bo obawiam sie ze ona nie zostawi go w spokoju,przydal by sie detektyw i nich troche poszpera.jak to pani biedna i co robi z twoim mezem,ale ja nie nawidze jak ktos klamie i kreci.
                                        I tez mysle ze to wina tej pani X,ona takia biedna,maz tyran a ona ma pocieszyciela w twoim mezu,nie ma miedzy nimi nic,co mozna uznac za zdrade,dlatego maz tak sie broni,ze przeciez nic zlego nie robi.
                                        Znam takie baby.Maz nie widzi ze ona go wciaga,uzaleznia od swojej osoby,ze ona staje sie wazniejsza od ciebie domu dziecka,a przeciez oni tylko rozmawiaja.
                                        • naiwna-0 Re: na wojnie i w miłości 26.02.12, 20:07
                                          >Znam takie baby.Maz nie widzi ze ona go wciaga,uzaleznia od swojej osoby,ze ona
                                          > staje sie wazniejsza od ciebie domu dziecka,a przeciez oni tylko rozmawiaja.

                                          No i to jest właśnie główny problem ,że on uważa ,że nic złego nie robi.
                                          A ona zaczyna nim manipulować i nakręcać przeciwko mnie.
                                  • wiecznie-zapominam-login Re: na wojnie i w miłości 26.02.12, 13:32
                                    > No i zadziwiający jest ten jej pęd na basen,gdy dowiedziała się ,że mój M z inn
                                    > ą był.

                                    Dla mnie nic dziwnego, jest zakochana jak nastolatka więc nie chce się nim dzielić z nikim, nie tylko z obcą babą ale też z tobą i będzie dążyła do tego aby mieć go w 100% dla siebie.
                                    Dlatego ponawiam radę abyś odwiedzała męża czasem w pracy, okazywała mu delikatną czułość, wpadła zaprosić go na romantyczną niespodziankę itp. może to ją nieco otrzeźwi i zrozumie że jej słodki misio a twój mąż nie wzdycha za nią dniami i nocami ale prowadzi normalne małżeńskie życie pełne czułości i seksu big_grin
                                  • iuscogens Re: na wojnie i w miłości 26.02.12, 13:37
                                    Bo on ją po prostu kocha i ma w sobie wiele więcej dojrzałości niż ta pani.
                                    Miłośc to nie jest wzdychanie do obrazka i ryki po nocach, miłośc to jest to co prezentuje jej mąż. Pewnie za dobry był dla niej i znudził jej się, dość często tak się zdarza.
                                    • antyideal Re: na wojnie i w miłości 26.02.12, 14:57
                                      iuscogens napisał:

                                      > Bo on ją po prostu kocha i ma w sobie wiele więcej dojrzałości niż ta pani.
                                      > Miłośc to nie jest wzdychanie do obrazka i ryki po nocach, miłośc to jest to co
                                      > prezentuje jej mąż. Pewnie za dobry był dla niej i znudził jej się, dość częst
                                      > o tak się zdarza.

                                      Hehe, naprawde wierzysz w to co piszesz ? Nic Ci nie daje to do myslenia?
                                      cytuje naiwną:
                                      "Gościu jest niby załamany tym, co dzieje sie w jego domu.
                                      > Pani X, do tej pory była ugodową żoną,która wykonywała polecenia męża,a teraz (
                                      > raczej pod wpływem mojego męża) postawiła się,stała się asertywna,bardziej wysz
                                      > czekana i buntująca się.
                                      > Wiem ,że to częściowo sprawa mojego męża bo czasami były takie tematy u nas - n
                                      > p.
                                      > "Ty masz ze mną super życie ,bo X dzisiaj w pracy znowu płakała ,bo On jej kaza
                                      > ł to i tamto,więc powiedziałem jej ,żeby mu sie wkońcu postawiłai nie pozalała
                                      > się tak gnoić "
                                      >
                                      Pan, na moje oko, to niezły manipulant, i jak pisałam wczesniej gnębiciel domowy, a teraz, gdy widzi, ze jego zona, w domysle, wlasnosc wybija sie na niepodleglosc probuje pokazac jej swoje miejsce i raczej nie milosc tu chodzi, ale o urazona samczą dumę.
                                      • deodyma Re: na wojnie i w miłości 26.02.12, 15:24
                                        > Pan, na moje oko, to niezły manipulant, i jak pisałam wczesniej gnębiciel domow
                                        > y, a teraz, gdy widzi, ze jego zona, w domysle, wlasnosc wybija sie na niepodle
                                        > glosc probuje pokazac jej swoje miejsce i raczej nie milosc tu chodzi, ale o ur
                                        > azona samczą dumę.


                                        a czy naiwna nie pisala cos o tym, ze maz tamtej tez ja zdradzal?
                                        byc moze w kobiecie cos peklo i jest, jak jest.
                                        co do utraconej samczej dumy, tu sie zgodze.
                                        • antyideal Re: na wojnie i w miłości 26.02.12, 16:38
                                          deodyma napisała:

                                          a czy naiwna nie pisala cos o tym, ze maz tamtej tez ja zdradzal?
                                          > byc moze w kobiecie cos peklo i jest, jak jest.
                                          > co do utraconej samczej dumy, tu sie zgodze.

                                          Wg.mnie kobieta szuka desperacko wyjscia z chorego zwiazku,
                                          pisalam juz o tym
                                          forum.gazeta.pl/forum/w,567,133459967,133658602,Re_na_wojnie_i_w_milosci.html
                                          i kolejne informacje, ktore podsyla nam Naiwna potwierdzają to,
                                          no ale lepiej trzymac sie teorii, ze pani zakochala sie w innym, bo maż byl za dobry,
                                          bo taka prosta i oczywista jest, po co komplikowac...
                                        • anorektycznazdzira Re: na wojnie i w miłości 26.02.12, 16:48
                                          Pisała, tylko że miała to info od swojego męża, czyli właściwie od pańci zainteresowanej wykreowaniem się na ofiarę.

                                          O ile ta historia jest prawdziwa, bo coraz mniej mnie przekonuje.
                                          • imasumak Re: na wojnie i w miłości 26.02.12, 16:51
                                            anorektycznazdzira napisała:

                                            Pisała, tylko że miała to info od swojego męża, czyli właściwie od pańci zainteresowanej wykreowaniem się na ofiarę.

                                            O właśnie.
                                          • antyideal Re: na wojnie i w miłości 26.02.12, 17:18
                                            anorektycznazdzira napisała:

                                            > Pisała, tylko że miała to info od swojego męża, czyli właściwie od pańci zainte
                                            > resowanej wykreowaniem się na ofiarę.
                                            >

                                            Z tego co pamiętam, to po rozmowie z mężem tamtej Naiwna napisala, że jest zalamany, raz, że odsuwa się od niego a dwa, że nie jest już uleglą żoną, sluchającą się męża...
                                            Zresztą po co miałaby odstawiac całą tę szopkę z udawaniem ofiary ?
                                            Poza tym rozne zachowania pana meza tamtej nie swiadczą zbyt dobrze o nim, wydzwanianie i konspirowanie z zoną kochanka/przyjaciela zony?, informowanie jej, ze jej maz niejedną panią juz w pracy uwiódł?, przypadkowe?hm napotkanie zony nad rzeką z mezem Naiwnej......nieciekawy typ, silnie kontrolujacy, mam wrazenie.


                                            > O ile ta historia jest prawdziwa, bo coraz mniej mnie przekonuje.

                                            Aaa, czy to wazne...wink
                                            • anorektycznazdzira Re: na wojnie i w miłości 26.02.12, 18:36
                                              Ważne o tyle, że jak coś się zmyśla, to się czasem nie do końca dobrze zmyśli albo się zapomni i przekręci jak to byłowink

                                              Moje odczucia po przeczytaniu opisów głównych bohaterów są takie, że mąż Xowej to kawał wała, a Xowa z kolei zobaczyła, że na współczuciu można daleko zajechać, zwłaszcza z głupim do bólu kolegą z pracy- i jeedzieeee...!
                                              Swoją drogą naiwna mogłaby zmienić nicka na "żona_naiwnego" bo gość z tej historii bije rekordy ślepoty i podatności na branie pod włos. No głupi, że aż zęby bolą jak się czyta.
                                              • antyideal Re: na wojnie i w miłości 26.02.12, 21:15
                                                Moje odczucia po przeczytaniu opisów głównych bohaterów są takie, że mąż Xowej
                                                > to kawał wała, a Xowa z kolei zobaczyła, że na współczuciu można daleko zajecha
                                                > ć, zwłaszcza z głupim do bólu kolegą z pracy- i jeedzieeee...!
                                                > Swoją drogą naiwna mogłaby zmienić nicka na "żona_naiwnego" bo gość z tej histo
                                                > rii bije rekordy ślepoty i podatności na branie pod włos. No głupi, że aż zęby
                                                > bolą jak się czyta.

                                                Nie wiem, czy głupi, ale taki jakis bezwolny, co może i wygodne jest z punktu widzenia zony (pod warunkiem, ze nie pojawi sie gotowa na wszystko konkurencja), wygodne, ale strasznie niemeskie, no ale co kto lubi smile
                                                Licze, ze maz ocknie sie, walnie piescią w stoł i niczym pan Dulski powie "a dajcie wy mi wszyscy swiety spokoj"smile
                                                i podejmie jakas decyzje, bo nieprzyjemnie czytac jak dorosly i chyba nie smarkaty juz facet jest przeciagany jak zabawka, raz na jedna raz na druga strone.
                                                Swoja drogą skojarzenie z ksiazką Zapolskiej chyba nieprzypadkowe....
                                • jak.z.nut Re: na wojnie i w miłości 26.02.12, 15:27
                                  Naiwna ale co ciebie obchodzi co ona kombinuje? Skup sie lepiej nad tym co kombinuje Twój maż a tej kobiecie i jej rodzinie daj już spokój. Jak nudne musi byc twoje życie że bardziej interesuje cię to co się u niej w domu dzieje niż w Twoim.
                                • nabakier Re: na wojnie i w miłości 26.02.12, 15:38
                                  Naiwna- fotka jednak nie była NA WIERZCHU? I po co to napisałaś-teraz teorię forumowiczek, że Pani się modli do fotki i się nie krepuje wobec domowników szlag trafił big_grin

                                  A tak w ogóle, to coraz więcej elementów zaczyna być nie takimi, jak to pierwotnie przedstawiałaś.
                                  Miał być romans, a jest przyjaźń. Miał być telefon od niej, a nie był od niej. Fotka miała być na szafce, tylko że była w szafce. Mąż domniemanej kochanki miał być taki super, a jest kontrolerem, potem znów jest..super. Nie możesz się zdecydować na jakaś logikę i konsekwencję sądów?
                                  • antyideal Re: na wojnie i w miłości 26.02.12, 15:49
                                    No bo, jak mawial Agent Cooper w Miasteczku Twin Peaks "nic nie jest tym , czym sie wydaje", i nasz forumowy serial to potwierdza smile na poczatku wszystko bylo proste i oczywiste, zła kobieta usiluje ukrasc męża innej kobiecie, w miare rozwoju wypadków i wiekszej liczby informacji sytuacja zmienia i komplikuje sie...pasjonujace wink
                                    • nabakier Re: na wojnie i w miłości 26.02.12, 16:14
                                      Czekam, kiedy wejdą do chaty w lesie, i której wink
                              • imasumak Re: na wojnie i w miłości 26.02.12, 15:56
                                nabakier napisała:

                                A czemu bez dzieci? Co mają dzieci do sprawy?


                                Nic absolutnie, poza tym że są dziećmi z tego związku i do niedawna miały normalny dom.
                                Teraz mamunia postanowiła dom rozwalić, trudno zdarza się, prawda? No ale skoro tak, niech przynajmniej nie zabiera dzieci ojcu, który zapewne wolałby nie być weekendowym tatusiem. Niech on poniesie główny ciężar swoich decyzji.
                                • nabakier Re: na wojnie i w miłości 26.02.12, 16:12
                                  Nadal nie odpowiedziałaś, co ma stan uczuć miedzy małżonkami i ich ewentualne rozstanie do tego, kto po tym rozstaniu będzie się zajmował dziećmi? I co więcej, polskie prawo też nie widzi takiego związku.
                                  Mówiąc jeszcze prościej: nie ma związku między tym, kto odchodzi ze związku a opieką nad dziećmi. Prawo nie karze odchodzącego rodzica przekazaniem tejże opieki drugiemu rodzicowi. To są rozdzielne sprawy.
                                  • imasumak Re: na wojnie i w miłości 26.02.12, 16:21
                                    Oprócz prawa istnieje jeszcze coś takiego jak moralność i zwykła przyzwoitość. Jeżeli ktoś decyduje się na odejście od małżonka z powodu zauroczenia kimś innym, niech chociaż nie zabiera mu dzieci.
                                    • praleczka_live Re: na wojnie i w miłości 26.02.12, 16:24
                                      Po przeczytaniu całego wątku nie mogę za bardzo uwierzyć, żeby ta sytuacja była prawdziwa i wy tak wszyscy tkwicie w kole wzajemnej adoracji, a akcja ciągnie się jak w brazyliskiej telenoweli.
                                      Trudno mi uwierzyć, że nikt tak po prostu nie tupnie nóżką.
                                      Jeżeli faktycznie rozprawiacie z mężem o problemach psychicznych domniemanej przyszłej/niedoszłej kochanki, to z nim musiałoby być coś nie teges, a ty musiałabyś być co najmniej masochistką.
                                      Po drugie, jeżeli to jednak jest prawda, to mam wrażenie jakbyś była uczestnikiem tego przedstawienia, ale nie tym, za którego się podajesz, czyli zdradzaną żoną, tylko najpewniej tą drugą kobietą.
                                      Za dobrze wiesz jaki ona ma nastrój, jak ją traktował mąż, o której pranie robi , wiesz gdzie pisze posty itp.
                                    • nabakier Re: na wojnie i w miłości 26.02.12, 16:50
                                      Ale kto tu komu chce zabierać dzieci? Bo jak na razie, to widzę tylko chętnych do ukarania tej kobiety odebraniem jej dzieci. Innych chętnych na jakiekolwiek odbieranie nie widzę big_grin

                                      Niemniej, pozostając w tej linii absurdu- nadal nie powiedziałaś, dlaczego miałaby zostawić dzieci. Mnie to naprawdę interesuje- to rozumowanie, które Cię do tego miejsca doprowadziło.
                                      • imasumak Re: na wojnie i w miłości 26.02.12, 16:54
                                        Słuchaj, sama się rozwiodłam, wprawdzie z powodów zupełnie innych i wiem, jak mimo najlepszych chęci wygląda rozkład opieki nad dziećmi. A tutaj żadnych chęci, a co dopiero najlepszych nie ma - pani żąda od męża, żeby zniknął z jej życia - to nie rokuje dobrze na przyszłe kontakty.
                                        • nabakier Re: na wojnie i w miłości 26.02.12, 17:13
                                          No jak wygląda? Bo widzisz, ja się tez rozwiodłam, i tez wiem, JAK wygląda taka opieka. Normalnie wygląda. zaden rodzic nie z
                                          A fraza o zniknięciu z jej życia chyba nie dotyczy znikania ojca z życia dzieci. Skąd wy to wzięłyście- poważnie mnie intryguje. Przecież to nadinterpretacja, i to solidna.
                                          No i nadal brak jest odpowiedzi na moje podstawowe pytanie.
                                          • nabakier Re: na wojnie i w miłości 26.02.12, 17:15
                                            ucięło mi kawałek tekstu ze środka. Mialo być: "żaden rodzic nie znika z życia dzieci, choć znika jako partner osobisty męża/żony, to jasne".
                                            • imasumak Re: na wojnie i w miłości 26.02.12, 17:30
                                              Ja przede wszystkim niedługo po rozstaniu z mężem przeprowadziłam się 250 km od niego. I w wielu przypadkach tak bywa. I chyba w takich właśnie przypadkach nie ma możliwości, żeby oboje rodzice w równym stopniu brali udział w wychowaniu.
                                              • nabakier Re: na wojnie i w miłości 26.02.12, 17:41
                                                No, ale to już był Twój wybór. Ja bym się nie wyprowadziła tak daleko od ojca dzieci właśnie z tego względu, żeby dzieci miały dwoje rodziców jak najbliżej. chyba tylko wizja śmierci głodowej by mnie mogła do tego zmusić (praca zarobkowa).
                                                Nie możesz swojego wyboru rzutować na całą pulę rozwiązań. o tym mówię. Odpowiedzialni rodzice dbają o to, by dzieci miały stały kontakt z obojgiem rodziców po ich rozstaniu.

                                                I to mnie własnie dziwi: że z jednej strony podkreślacie znaczenie rodziców dla dzieci, i w tym sensie piętnujecie rozstania, ale jak JUŻ do rozstania dochodzi/ma dojść, to szerzone są wizje i rozwiązania, które wcale tego dzieciom nie zapewniają. Taki deklaratyw bez zakotwiczenia w praktyce.
                                                A u mnie jest myślenie odwrotne. Nie na siłę rodzina, ale oboje rodzice dla dziecka obecni- tak. To musi zastanawiać. Mnie zastanawia.
                                                • imasumak Re: na wojnie i w miłości 26.02.12, 17:48
                                                  Ja raczej nie miałam wyboru. A kontakt dziecka z ojcem, mimo trudności i wewnętrznych oporów zapewniałam.
                                                  I nie chodzi o to, że rozstań ma nie być w ogóle. Chodzi o to, że jeśli jest sytuacja kiedy jedno odchodzi z powodu innego niż przemoc w rodzinie, nałogi itp, to powinien rozstrzygnięcie kwestii opieki nad dzieckiem zostawić drugiej stornie.
                                                  • nabakier Re: na wojnie i w miłości 26.02.12, 17:56
                                                    A niby dlaczego? Cały czas Cię o to pytam. czemu tylko przemoc czy nałogi? To ludzie nie mają wyższych potrzeb niż nie być bitym? Nie pije, nie bije- to wystarczy do trwania w związku?
                                                  • imasumak Re: na wojnie i w miłości 26.02.12, 18:01
                                                    Nie, nie wystarczy. Ale jeżeli ktoś jest winny rozpadu małżeństwa bardziej, ten powinien ustąpić na pewnych polach.
                                                  • nabakier Re: na wojnie i w miłości 26.02.12, 18:11
                                                    Ale- dlaczego? Skąd taki pomysł? Przecież wydolność wychowawcza nie ma nic wspólnego z rozstaniem się z partnerem.
                                                  • wiecznie-zapominam-login Re: na wojnie i w miłości 26.02.12, 18:16
                                                    Wg mnie chodzi o to aby nie rozwalać dzieciom rodziny bo się komuś odwidziało wymagając od dziecka aby zrozumiało że mama chce być szczęśliwa z innym panem jednocześnie nie widząc w sobie potrzeby zrozumienia że dziecko może pragnąć mieć dwoje rodziców tak jak do tej pory bo nie wmówisz mi że to się nie zmienia i że po dziecku to spływa jak po kaczce....no chyba że ojciec przed rozwodem był marynarzem i i tak nie było w rodzinie bliskości i więzi emocjonalnej.

                                                    nabakier Mam wrażenie że wg ciebie rodzic powinien dążyć do swojego szczęścia a dziecko ma to akceptować nawet jeżeli wiąże się to z rozbiciem rodziny i wyprowadzką ojca i sprowadzeniem do domu obcego pana.
                                                  • nabakier Re: na wojnie i w miłości 26.02.12, 18:57
                                                    To, czego pragnie dziecko, jest czasem zwyczajnie niemożliwe. Niemożliwa jest czasem pełna rodzina, bo niemożliwy jest czasem pełny związek. To tak działa. I nie pomogą żadne zaklęcia, prośby, groźby, cokolwiek. To są puste postulaty, nie rzeczywistość. Tak jak pustym postulatem jest chcieć być pięknym, mądrym, bogatym i zdrowym przez każdego. No owszem, można chcieć, ale co z tego...rzeczywistość jest inna. To niedojrzałe obrażać się na rzeczywistość. Rzeczywistość trzeb przyjmować i rozwiązywać zachodzące problemy. Czasem takim rozwiązaniem jest rozwód czy rozstanie (jak nie małżeństwo). Dzieci też trzeba przez to przeprowadzać. I da się to zrobić dobrze.
                                                    A że po dzieciach nie spływa. No pewnie, że nie spływa. Niekochający się rodzice też nie spływają po nim.

                                                    Wyznam, że nie rozumiem tego "komuś się odwidziało". Jakby to "odwidzenie" było jakimś kaprysem, niczym poważnym. Może i tak się zdarza, ale to chyba u jakichś psychopatów. dla normalnych ludzi to są poważne sprawy, i nie podejmują decyzji ot- tak sobie, z powodu kaprysu.

                                                    Moim zdaniem próbujecie zaklinać rzeczywistość. A jak się nie da, próbujecie karać "winnych". Po co są wam potrzebni owi "winni"? Nie wystarczy komplikacji w samej rzeczywistości? Zawsze musi być ktoś winny?
                                                    W większości prawodawstw zachodnich nie ma pojęcia winy przy rozwodach. A u nas jest. To o czymś świadczy. W niektórych prawodawstwach nie ma obligatoryjnego wskazywania miejsca przebywania przy którymś z rodziców. A u nas było jeszcze do niedawana.
                                                    To wszystko nakręcało spiralę zemsty na eks-małżonku i grania dziećmi (kontakty z dzieckiem formą handlu czy zapłaty za rzeczywiste czy domniemane krzywdy).
                                                    To jest chora mentalność.
                                                  • imasumak Re: na wojnie i w miłości 26.02.12, 21:07
                                                    Nie rozumiesz. To nie chodzi o karanie winnych, a o oszczędzenie dodatkowego cierpienia partnerowi, którego skrzywdziło się zdradą.
                                                  • nabakier Re: na wojnie i w miłości 26.02.12, 22:14
                                                    Uważasz, że za krzywdę można ZAPŁACIĆ dziećmi? albo czymkolwiek innym, np. majątkiem (to mieszkanie z przykładu) czy czymś takim? To na takim handlu ma polegać "sprawiedliwość"? Nie załamuj mnie...
                                                  • imasumak Re: na wojnie i w miłości 26.02.12, 22:55
                                                    Ty naprawdę nie wiesz o co chodzi, czy udajesz? Przecież tu nie chodzi o zapłatę za krzywdę, ale o niewyrządzanie dalszych krzywd.
                                                  • nabakier Re: na wojnie i w miłości 27.02.12, 07:17
                                                    Jakich dalszych ekrzywd? Tych, które nie wyrządzimy eks partnerowi, wycmrzadzajac zarazem dzieciom- bo nimi zapłacimy? Nie chcesz uznać, że NIE POWINNO być w związku między sprawami partnerów a wychowywaniem dzieci. A , niestety, bywa tak, że pomałżeński handel dziećmi (i nieruchościami przy okazji- fajne, nie? w jednym rzędzie dzieci i mieszkanie) w Polsce kwitł. Takie też były niektóre reakcje w tym wątku- ta "zła" kobieta niech zostawi dzieci i mieszkanie bo się zakochała. Opcja katolicka forum w osobie Iusc. wiodła prym w tym wektorze.
                                                    Z takim problemem to się idzie do psychologa: p"anie doktorze, roznosi mnie nienawiść, chcę wziąć odwet. ja mu/jej pokażę". Albo nabywa kultury osobistej oraz świadomości rzeczy i spraw (wiem, żmudny proces0.
                                                    Ludzie to nie niewolnicy: ani małżonkowie ani dzieci. Polskie prawo już to przyjęło. Tylko część społeczeństwa nie.
                                                  • imasumak Aha i jeszcze w kwestii "odwidzenia" 26.02.12, 21:28
                                                    Niestety często wobec kryzysu w związku, zamiast pracować nad jego uzdrowieniem, jedno z partnerów szuka wrażeń na zewnątrz. Czasem to co znajdzie w ramach tych poszukiwań mylnie identyfikuje jako miłość. Oczywiście bywa tak, że jest to prawdziwe uczucie, jednak najczęściej jest to pójście na łatwiznę, bo dużo prościej i ciekawiej jest wejść w nowy związek, niż pracować nad starym. I wbrew temu co piszesz, wcale nie dzieje się to wyłącznie wśród psychopatów.
                                                  • nabakier Re: Aha i jeszcze w kwestii "odwidzenia" 26.02.12, 22:17
                                                    To jest li tylko twoje uogólnienie i Twoja projekcja (chciejstwo). Ludzie postępują w tej materii różnie. Po prostu - różnie.
                                                  • imasumak Re: Aha i jeszcze w kwestii "odwidzenia" 26.02.12, 22:57
                                                    To nie jest moje chciejstwo, a smutna rzeczywistość.
                                                  • nabakier Re: Aha i jeszcze w kwestii "odwidzenia" 27.02.12, 07:07
                                                    Powiadasz: rzeczywistość. Ok. To ja pytam: moja rodzina, rodziny moich znajomych NIE ISTNIEJĄ? Masz problem z uznaniem, że rzeczywistość bywa różna? Bo ja nie, widzę natomiast, jaki typ mentalności sprzyja którym rozwiązaniom. Przekomarzanie się typu: istnieje, nie istnieje nie ma sensu.
                                                  • moniapoz Re: na wojnie i w miłości 26.02.12, 18:15
                                                    >Chodzi o to, że jeśli jest sy
                                                    > tuacja kiedy jedno odchodzi z powodu innego niż przemoc w rodzinie, nałogi itp,
                                                    > to powinien rozstrzygnięcie kwestii opieki nad dzieckiem zostawić drugiej stor
                                                    > nie.


                                                    tak czytam i czytam...i dochodzę do wniosku, że Twoim zdaniem uczucia dzieci się wcale nie liczą ? jeżeli rodzice się rozstają, z "winny" matki to jeżeli dzieci są z nią bardziej związane - to Twoim zdaniem to nie ma znaczenia, bo matka zawiniła, więc niech dzieci będą z ojcem ??

                                                    inna kwestia to to, że często ojcowie wcale nie chcą tej opieki nad swoimi dziećmi......nie mówię, że zawsze ale tak się zdarza często...

                                                    ------
                                                    Tylko tu i teraz ja wybieram. Tylko tu i teraz jestem.
                                                    Tylko tu i teraz całym sercem więcej szans nie będzie.
                                                  • imasumak Re: na wojnie i w miłości 26.02.12, 21:10
                                                    Piszę o normalnej sytuacji, kiedy dzieci są związane tak samo z obojgiem rodziców.
                                                  • nabakier Re: na wojnie i w miłości 26.02.12, 22:19
                                                    Wtedy sprawuje się opiekę wspólną. Naojczywistsze pod słońcem. Trzeba się tylko wyrzec regulowania rachunków z z eks partnerem przy pomocy dzieci.
                                                • yoka1 licytacja 26.02.12, 17:49
                                                  przestańcie się licytować, zupełnie odbiegacie od tematu.

                                                  Naiwna powinna zająć się swoim mężem w tym sensie, że wymusić na nim zerwanie kontaktów z tamtą panią i tyle.
                                                  • nabakier Re: licytacja 26.02.12, 17:58
                                                    Nie licytacja, a problematyzacja. My widzimy problem, Ty- nie. Problem związany z sytuacją wyjściową.
                                                  • naiwna-0 Re: licytacja 26.02.12, 20:24
                                                    >Naiwna powinna zająć się swoim mężem w tym sensie, że wymusić na nim zerwanie k
                                                    > ontaktów z tamtą panią i tyle.
                                                    No zmusiłam.Więc przestali ze sobą pisać,telefonować ,ale nadal spędzają razem czas w pracy.
                                                    A tam, ona go urabia.Nawet moja przyjaciółka stwierdziła dzisiaj ,że nie poznaje mojego męża ,bo tak bardzo zmieniło się jego zachowanie.
                                                    Wiecznie zadumany,zamyślony.Kiedyś łagodny, dziś bardzo cwany.
                                                    Gdy mu to powiedziała ,stwierdził ,że jej się wydaje.
                                                  • yoka1 Re: licytacja 26.02.12, 20:59
                                                    skąd wiesz, że nie dzwonią? Może ma inny telefon o któtego istnieniu nie wiesz?

                                                    Odwiedź go w pracy i to nie raz.
                                                    I poinformuj jeszcze dziś, że jak się nie zakończy znajomośc, to poinformujesz ich przełożonych o romansie - to działa, przełożeni nie lubią takich sytuacji, można przez to stracić pracę. A chyba tego by nie chciał....
                                                  • nanuk24 Re: licytacja 26.02.12, 21:35
                                                    > I poinformuj jeszcze dziś, że jak się nie zakończy znajomośc, to poinformujesz
                                                    > ich przełożonych o romansie - to działa, przełożeni nie lubią takich sytuacji,
                                                    > można przez to stracić pracę. A chyba tego by nie chciał...

                                                    taaa. niech jeszcze naiwna poinformuje kochanki matke, babcie, matke chrzestna i wrozketongue_out

                                                    naiwna, teraz masz najlepsza sznse, by nawizac romans z mezem kochanki. Wilk syty i owca calabig_grin
                                                  • aneta-skarpeta Re: licytacja 26.02.12, 21:01
                                                    ja się dziwię, że Two mąż do tej pory nie zrobił z tym porządku
                                                    zaczyna to przypominac farese, ty z tamtym, on z tamta, pocieszacie sie, wspieracie, nakręcacie, a oba małżeństwa w dupie ciemnej

                                                    nie wałkujcie kto co komu i dlaczego

                                                    niech Cie to nie obchodzi po co ona jemu, a po co Twojemu mężowi

                                                    odetnijcie sie od nich

                                                    porozmawiaj z mezem, zebyscie odcieli sie oboje od tej sytuacji i zaczeli rozmawiac o sobie, o waszym zwiazku
                                                  • naiwna-0 Re: licytacja 28.02.12, 08:21
                                                    Trudno sie odciąć,skoro pan X codziennie rozmawia z moim mężem na swoje tematy.
                                                    Powtarza mu dosłownie wszystko.
                                                    Nawet to o czym rozmawiają z mężem.
                                                  • ledzeppelin3 Re: licytacja 28.02.12, 09:21
                                                    Jakby nie chciał, toby nie powtarzała.
                                                    Chyba go nie gwałci przez uszy?
                                                    Nie rób sytuacji z liceum, niech choc jedna osoba bedzie dojrzała.
                                                    Daj spokój gierkom. Ona, jej mąż, jej dzieci, pies, zdjęcia...,
                                                    Olej idiotę. Taki facet nie jest wart, żeby go patykiem dotknąć.
                                                    Szukaj pracy, zamiast bawic się w detektywa, zapewnij dziecku alimenty i przygotuj sie na rozstanie.
                                                    I najwazniejsze- przestan go kochać.
                                                  • yoka1 Naiwna_0 02.03.12, 14:50
                                                    i jak sprawy?
                                                  • naiwna-0 Re: Naiwna_0 05.03.12, 08:17
                                                    yoka1,co mam napisać?
                                                    Raz jest lepiej ,raz gorzej.
                                                    Pani X znowu chodzi na te same zajęcia co mąż i będzie to robiła regularnie.
                                                    Mąż nadal twierdzi ,że to tylko jego fajna koleżanka z którą się super dogaduje i tyle.
                                                    Ale ,w sobote sprzatając ,znalazłam w jego rzeczach karteczke z wierszykiem "Nie może mnie nikt pokochać jak ty ............ to nie może skończyć się" !
                                                    Więc poetka z niej.
                                                  • viki711 Re: Naiwna_0 05.03.12, 08:45
                                                    z tego wierszyka wynika, że on też ją kocha, a jeżeli twierdzi, że to "tylko koleżanka" to musi być dla niego równie ważna jak Ty, skoro nie zamierza nic z tym zrobić, jeżeli byłoby inaczej to by uciął tę "znjomość" raz na zawsze....ale Twojemu mężowi to pasuje
                                                  • naiwna-0 Re: Naiwna_0 05.03.12, 09:03
                                                    On twierdzi ,że to tylko przyjaciółka z którą może pogadać na każdy temat.
                                                    Nie ma prawdziwego przyjaciela wśród kumpli, więc ma wśród koleżanek.
                                                    I to jego stałe hasło "nic do niej nie czuje".
                                                  • timetotime Re: Naiwna_0 05.03.12, 09:06
                                                    Krótka piłka. Zażądałabym zdecydowanego rozluźnienia tych "koleżeńskich" więzi.
                                                    Nie bardzo rozumiem, w imię czego godzisz się z sytuacją. Mężowi teoretycznie powinno bardziej zależeć na Twoim dobrym samopoczuciu, niż koleżanki.
                                                    Sytuacja jest dla Ciebie, delikatnie mówiąc, niekomfortowa, a szanowany małżonek ma to w dupie. Miłe uncertain.
                                                  • nutka07 Re: Naiwna_0 05.03.12, 10:47
                                                    No poetka ale wychodzi na to, ze on ja tez kocha, przynajmniej ona tak uwaza.

                                                    A Ty wiesz juz co z tym zrobic czy czekasz?
                                                  • yoka1 Re: Naiwna_0 05.03.12, 10:51
                                                    i co zamierzasz?

                                                    Ja w tej sytuacji chyba powiedziałabym że czas na rozstanie, skoro koleżanka taka ważna. Przynajmnije zobaczysz jak zareaguje.

                                                    Ale serio zaczęłabym myśleć o rozwodzie. Jak faktycznie ona nieważna dla niego, to mąż zacznie walczyć o Was. A jak nie zacznie, to masz odpowiedź, że jednak jest coś więcej niż "przyjażń"
                                                  • naiwna-0 Re: Naiwna_0 05.03.12, 13:49
                                                    Nie wiem co teraz.
                                                    On nie wie ,że mam ten żałosny wierszyk i zastanawiam sie czy mu go pokazywać juz teraz czy poczekać.
                                                    Znalazłam go w jego notatniku.
                                                    Mogw powiedzieć ,że albo ona albo ja.Powiedział już ,że tylko mnie kocha a to jest tylko przyjaciółka.
                                                    Kontakt z nią i tak się nie urwie bo razem pracują,więc ...
                                                  • nutka07 Re: Naiwna_0 05.03.12, 14:27
                                                    Nic mu nie mow, wiem ze moze bedzie Ci trudno ale wytrzymaj.

                                                    Daj sobie czas i wykorzystaj go przede wszystkim dla SIEBIE, znajdz prace, powoli ucz sie zyc sama, buduj SWOJE zycie, przy okazji obserwuj.

                                                    Na gwaltowne kroki raczej nie masz ochoty, moze to i lepiej, rozwiezc sie zawsze zdazysz.

                                                    Dalabym Ci taka rade zebys wstrzymala 'inwestwowanie' nowych uczuc w ten zwiazek, bo Cie przeora jeszcze bardziej.

                                                    Trzymam kciuki za Twoje szczescie smile
                                                  • naiwna-0 Re: Naiwna_0 05.03.12, 15:05
                                                    Tylko ,jaki powód rozwodu?
                                                    Co powiem ? bo liściki od koleżanki dostawał?
                                                    I pani X biegała wszędzie tam gdzie sie on pojawiał?
                                                  • timetotime Re: Naiwna_0 05.03.12, 15:12
                                                    Zachowaj liścik - piękny dowód na to jaki charakter miała ta znajomość.
                                                  • yoka1 Re: Naiwna_0 05.03.12, 17:06
                                                    a może wynająć detektywa? Będą dowody, a Ty zachowuj spokój, niech mąż myśli, że przyjęłaś wersję "to tylko przyjaciółka" do wiadomości i wierzysz w nią.
                                                  • naiwna-0 No i mu pokazałam 06.03.12, 06:08
                                                    Pokazałam mu ten żałosny wierszyk i zapytałam co to ma znaczyć.
                                                    Najpierw zapytał ,co to wogóle jest i skąd to mam,gdy mu powiedziałam ,że to było w jego rzeczach,oczywiście biedaczek nic nie wiedział o tym.
                                                    Nie wie skąd ,nie wie od kogo,itd.
                                                    Więc ja mu na to ,że wiem na 100 %,że to ona napisała bo to jej pismo -jego odpowiedź - oczywiście ,że to nie ona.
                                                    Gdy jej mąż zobaczył tą karteczke ,od razu powiedział ,ze to na bank jego żona pisała i jest biedak w szoku... tylko nie wiemy z kiedy ta karteczka jest... ale czy to ważne?
                                                    Ja pierdziele,babka podbiega pod 40 i lisciki miłosne pisze.
                                                    Wkurw.... się maksa i cały czas mu docinam na temat tych wyznań miłosnych.
                                                  • nabakier Re: No i mu pokazałam 06.03.12, 08:27
                                                    Naiwna, teraz już wiesz (prawie na pewno), że Twój mąż kłamie. Jest w chwilę obecną jedno duże niebezpieczeństwo- że zaczniecie grę w ścigającego i uciekającego. Już właściwie się zaczęło- Ty naciskasz, on się wypiera. Potem jest bardzo trudno z tego wyjść, zwłaszcza jemu- z twarzą.To dlatego spora część winowajców ukrywa się: bo się kiedyś zaczęło i coraz głupiej byłoby się wycofać. a bagaż rośnie kłamstw, kłamstwek, zaprzeczeń, matactw. Zatem motywacja do przyznania się (z tej perspektywy ) maleje.

                                                    Co możesz z tym zrobić? Na tę chwilę spójrz na niego jak na dziecko, które gra w "zakrywam oczy i zło znika". Tutaj w wersji: "zaprzeczam i zło znika". Nie dochodzi do niego, że to już nie tylko zło samej rzeczy podstawowej (nieodpowiednia relacja) ale i zło matactwa. A nie dochodzi dlatego, że w tej chwili namolnym, usilnym priorytetem jest wyreklamować/wyklamkować się z oskarżeń. Głupie, ale u niektórych tak to działa.

                                                    Jeśli Cię psychicznie na to stać, to spróbuj teraz zaprzestać oskarżeń. I jeśli między wami jest jakaś nic porozumienia, coś co do czego możesz zaapelować w imię przyjaźni, wzajemnego szacunku czy jakiejś elementarnej dobroci, to ZAAPELUJ DO TEGO. W imię dalszego niedokładania zła do tej rzeczy samej. Jeśli jest w nim jakaś wewnętrzna siła, jakaś uczciwość, to może to zadziała. Będzie naprawdę łatwiej, bo przynajmniej odpadną te matactwa.

                                                    Moim zdaniem to się może udać wtedy, jeśli Ty NAPRAWDĘ jesteś gotowa zmierzyć się z tym, CO JEST. Czyli czy naprawdę chcesz się dowiedzieć, co między nim a nią jest, czy też odwrotnie- wolałabyś "nie wiedzieć". I tak naprawdę to (podświadomie?) walczysz o to, by on "zaprzeczył", czyli by 'wszystko było po staremu". Innymi słowy chcesz od niego tak naprawdę wydusić deklarację, że "ty, tylko ty, nic się nie stało, to tylko koleżanka i nie ma się czego bać". Jestem zdania, że takie postawy przebijają przez ludzkie zachowania w postaci sygnałów ciała czy czego tam jeszcze, i druga strona je odczytuje (też podświadomie). Rozumiesz? zatem, powinnaś na teraz wykonać z sobą pracę wewnętrzną, by się dowiedzieć, czego tak naprawdę chcesz.Co wolałabyś- również w sensie "wolałabym chcieć tego a tamtego" w sensie idealizacji), ale stety/niestety chcę jednak tego". Lepsza jest szczerość wobec siebie, niż wszelkie idealizacje, jeśli nie jesteś gotowa ani przekonana do pracy w zakresie poprawy swoich priorytetów (jeśli oczywiście coś jest z nimi nie tak).

                                                    Zatem, wracając do tej apelacji, poproś go, ale nie w trybie wymagania (wiem, trudne w tej sytuacji, kiedy chciałoby się zwyczajnie wykrzyczeć całą złość, żal itd), by JEDNAK POWIEDZIAŁ CI, JAK JEST. Że lepsze jest wiedzieć, bo wtedy można się zastanowić nad całością sytuacji, zobaczyć, gdzie były w związku deficyty, czego komu (także i Tobie!) brakowało. Bo to, że on był w jakichś niespełnionych potrzebach emocjonalnych, i je realizuje z ta panią, wcale przecież nie oznacza, że Ty nie jesteś- tu ustanowisz partnerstwo i on nie będzie mógł skorzystać z wygodnej pozycji ofiary tych braków. Czegoś brakowało obojgu, a z jakichś względów (okazja? podatna osoba?) on uruchomił to zaspokajanie, a Ty nie (jeszcze?).

                                                    Najgorsze byłoby, gdyby on się okazał człowiekiem wewnętrznie zakłamanym.To znaczy takim, który TAKŻE SOBIE przedstawia kłamstwa za rzeczywistość. który "wierzy" sobie swoje wyjaśnienia, będące de facto redukcją dysonansu poznawczego. Że "to tylko koleżanka, którą wspieram w ciężkich dla niej chwilach", że "jeśli nawet na chwile okażę jej czułość czy dopuszczę do intymnej komitywy z nią, to przecież cel jest szczytny- tu: pomóc jej'. Itd, itp, itd. Ludzie podatni na tworzenie tego typu "wyjaśnień" dla siebie i innych, niestety mają skłonność do "piętrowania ich", czyli budowania kolejnych pieter takich "wyjaśnień', z których potem diabelnie trudno wyjść. I co gorsza, gdy ktoś próbuje ich skonfrontować z rzeczywistością, tym bardziej 'zamykają oczy".

                                                    Teraz powiem coś ryzykownego, bo z serii internetowy diagnostyk, ale możesz wypróbować pewien test, by wykryć ewentualna skłonność Twojego męża do takich wewnętrznych konfabulacji. [Sprawdź najpierw ten test na sobie. Jeśli to przeczytasz, to daj mi znać, to się umówimy, i Ci tu napiszę, o co chodzi. Nic bolesnego, ani trudnego, ani nie będziesz musiała podawać publicznie, co wyszło wink Zatem czekam]
                                                    Jeśli Twój maż byłby takim człowiekiem, to naprawdę trudna sprawa będzie rozbić ten mur. Ale są pewne możliwości.

                                                    Zatem, zastanów się, czego Ty chcesz. Gdybyś jednak doszła do wniosku, że chcesz wiedzieć jak jest, to trzeba będzie spojrzeć w związek. i dopiero potem podjąć decyzje, co dalej, czy te deficyty są do pokonania, czy nie zostało złamane coś, co jest podstawą konstrukcji związku, itd.
                                                    Radzę teraz ustanowić przerwę w oskarżaniu. Już wiesz, że coś między nimi jest. Wiesz. więc choć na chwile odpuść szczegóły, śledztwa. Już wiesz. Teraz-co dalej.
                                                    Pozdrawiam.
                                                  • nabakier Re: No i mu pokazałam 06.03.12, 08:32
                                                    Ps. Jeszcze jedno.
                                                    Możesz do niego zaapelować pod tytułem "cokolwiek jest, czy mylę czy się nie mylę, NIE DAJĘ RADY. siadam emocjonalnie, psychicznie, fizycznie. POMÓŻ MI."
                                                  • naiwna-0 Re: No i mu pokazałam 06.03.12, 08:59
                                                    nabakier,jej mąż też jej pokazał ten liścik i zapytał, co to ma znaczyć.Odpowiedziała ,ze są to słowa piosenki,która jej sie spodobała ,więc je sobie zapisała.Gdy zapytał,skąd więc ta kartka znalazła się u mojego męża ... pani X nic mu nie odpowiedziała.
                                                    Dodała tylko ,ze napisała to juz dawno temu.
                                                    A mój misio nadal twierdzi ,że nie wie skąd ta kartka u niego.....
                                                    Jestem ciekawa, jaka bedzie reakcja gdy wróci z pracy ,bo ona pewnie już mu doniosła ,że jej mąż tez już wie.
                                                    ps.dawaj ten test ....
                                                  • lady-z-gaga Naiwna, Ty trollu :))) 06.03.12, 10:12
                                                    Od początku czytam Cię z wielkim rozbawieniem, nie rozumiem, jakim cudem tyle forumek nabiera się na tę tasiemcową historyjkę smile
                                                    W dobie maili, gg i komórek uwierzyć, że ktoś pisze wierszyki na kartce i przekazuje je adresatowi....
                                                    a Ty oczywiście natychmiast spotkałas się z mężem rywalki i masz juz jego opinię...big_grin mieszkają chyba piętro wyżej, bo ten zdradzany mąż pojawia się regularnie, szybciej niż pogotowie big_grin
                                                  • naiwna-0 trollu lady-z-gaga 06.03.12, 11:00
                                                    > a Ty oczywiście natychmiast spotkałas się z mężem rywalki i masz juz jego opini
                                                    > ę...big_grin mieszkają chyba piętro wyżej, bo ten zdradzany mąż pojawia się regularn
                                                    > ie, szybciej niż pogotowie.

                                                    Jak sama piszesz,w dobie maili i smsów,możemy się z tym mężem kontaktować szybciej niż pogotowie..
                                                    A ,że pani X taka staromodna i pisze wyznania na karteczce ,no cóż ja na to poradze?
                                                  • nabakier Re: No i mu pokazałam 06.03.12, 11:48
                                                    Test:
                                                    Napisz sobie na czole palcem literę 'P'. Zapamiętaj, w która stronę zwrócony jest tzw. brzuszek litery, to znaczy w kierunku którego oka: prawego czy lewego.

                                                    Daj mi cynka, czy już wykonałaś. Nie pisz, co wyszło (na które oko), tylko czy już zrobione, to Ci napiszę, co to znaczy w każdej sytuacji.
                                                    A potem zrób to z mężem, co u niego wyjdzie.
                                                  • naiwna-0 Re: No i mu pokazałam 06.03.12, 11:50
                                                    no ...lewego smile
                                                  • nabakier Re: No i mu pokazałam 06.03.12, 12:56

                                                    Daję interpretację -najprostszą, za wiki, ale jak poszperasz, to znajdziesz dokładniejszą. Zmieniłam "D" na P", bo pod nazwą test litery D jest on znany, i się obawiałam, że ktoś poda wcześniej interpretację smile

                                                    "Test D polega na narysowaniu na czole za pomocą palca wskazującego swej dominującej ręki litery D. Zadanie to można wykonać na dwa sposoby. Można narysować literę D brzuszkiem skierowanym w stronę prawego oka. W tym wypadku, może ją przeczytać osoba, wykonująca zadanie ale nie osoba, która stoi naprzeciwko. Można również skierować brzuszek litery D w stronę lewego oka. W tym wypadku przeczyta ją osoba stojąca naprzeciwko, ale nie osoba, wykonująca test.
                                                    Osoby o wysokim poziomie self-monitoring rysują literę D w ten sposób, aby mogły ją przeczytać osoby stojące naprzeciwko nich – z brzuszkiem skierowanym w lewo. Osoby o niskim poziomie self-monitoring rysują literę D tak, aby same mogły ją przeczytać – z brzuszkiem skierowanym w prawo.
                                                    Wynik testu D określa przybliżony wskaźnik tak zwanego self-monitoring, czyli obserwacyjnej kontroli własnych zachowań. Osoby o wysokim poziomie self-monitoring najczęściej potrafią dobrze kłamać. Osoby o niskim poziomie self-monitoring rzadziej kłamią, przez co nie mają takiej wprawy w oszukiwaniu, jak osoby o wysokim poziomie self-monitoring.
                                                    Test D został opisany w książce "Dziwnologia" Richarda Wisemana."

                                                    To jest oczywiście tylko PRZYBLIŻENIE.
                                                  • yoka1 Nabakier - co z tym testem? 06.03.12, 12:35
                                                    nabakier napisała:

                                                    > Test:
                                                    > Napisz sobie na czole palcem literę 'P'. Zapamiętaj, w która stronę zwrócony je
                                                    > st tzw. brzuszek litery, to znaczy w kierunku którego oka: prawego czy lewego.
                                                    >
                                                    > Daj mi cynka, czy już wykonałaś. Nie pisz, co wyszło (na które oko), tylko czy
                                                    > już zrobione, to Ci napiszę, co to znaczy w każdej sytuacji.
                                                    > A potem zrób to z mężem, co u niego wyjdzie.
                                                  • timetotime Re: No i mu pokazałam 06.03.12, 10:14
                                                    naiwna-0 napisała:

                                                    > Pokazałam mu ten żałosny wierszyk i zapytałam co to ma znaczyć.
                                                    > Najpierw zapytał ,co to wogóle jest i skąd to mam,gdy mu powiedziałam ,że to by
                                                    > ło w jego rzeczach,oczywiście biedaczek nic nie wiedział o tym.
                                                    > Nie wie skąd ,nie wie od kogo,itd.


                                                    Jak dzieci smile.


                                                    > Więc ja mu na to ,że wiem na 100 %,że to ona napisała bo to jej pismo -jego odp
                                                    > owiedź - oczywiście ,że to nie ona.
                                                    > Gdy jej mąż zobaczył tą karteczke ,od razu powiedział ,ze to na bank jego żona
                                                    > pisała i jest biedak w szoku... tylko nie wiemy z kiedy ta karteczka jest... a
                                                    > le czy to ważne?
                                                    > Ja pierdziele,babka podbiega pod 40 i lisciki miłosne pisze.


                                                    Jak dzieci smile.


                                                    > Wkurw.... się maksa i cały czas mu docinam na temat tych wyznań miłosnych.

                                                    Jak dzieci smile.

                                                    Chyba już to pisałam, nieźle się facet z Tobą urządził smile.
    • kota_marcowa Re: Teraz lepiej znam wroga .... 06.03.12, 11:07
      Czytam ten wątek i nie rozumiem jak można się tak upodlić. Na wstępie zaznaczam, że to co robi twój mąż i ta pani jest obrzydliwe i absolutnie nie zamierzam ich bronić.
      Twój mąż posuwa tą panią na boku aż miło, a ty łykasz jego gadki jak młody pelikan. Bieganiem na skargi do jej męża robisz z siebie niezrównoważoną histeryczkę i nie piszę tego żeby ci dokuczyć, ale założę się, że twój mąż odbiera to w ten sposób. Twój mąż doskonale wie, że wciśnie ci każdy tekst, a ty najwyżej trochę pokrzyczysz i wszystko wróci do normy.
      Jak sama nie będziesz się szanować ,to nikt inny też cię szanował nie będzie. Gdyby mój mąż wyciął taki numer, to pewnie też dałabym mu szansę, ale na zasadzie ja albo "przyjaciółka". Nie ma takiej opcji, że mnie kocha, a z tamtą się "przyjaźni" (chociaż większość osób w tym wątku sugeruje na czym ta "przyjaźń" polega), włącznie ze zmianą pracy. Wolałabym nawet pogorszenie statusu materialnego, byleby się odciąć od tej chorej sytuacji. Jeżeli pan nie potrafi zrezygnować z tamtej znajomości, znaczy, że mu na małżeństwie i na rodzinie nie zależy, w takiej sytuacji nie potrafiłabym być z kimś takim.
      I to co wiele osób już pisało, wszyscy w tym czworokącie zachowujecie się jak dzieci, po co latasz do męża kochanki, przecież to poniżające jest.
      • naiwna-0 Re: Teraz lepiej znam wroga .... 06.03.12, 11:25
        Nie latam do jej męża,tylko obiecaliśmy sobie po akcji z telefonem ,ze gdy coś zauważymy to będziemy w kontakcie i tyle.Nie odbywa się to na zasadzie skarg.
        Pisałam już ,że mąż ograniczył z nią kontakty,ale jest problem w tym ,ze gdziekolwiek on się pojawia ona jest zaraz za nim.On na saune z kumplami,ona w tym czasie leci też,on na siłowni,ona też,on na basen ona też ,teraz doszedł mężowi tenis ,to usłyszałam dzisiaj od jej męża i ona też zaczyna od przyszłego tygodnia .
        • aneta-skarpeta Re: Teraz lepiej znam wroga .... 06.03.12, 11:43
          a skąd ona wie, że Twój mąż idzie na tenis i kiedy?

          mąż jej powiedziałsuspicious
          nie umie z nia porozmawiac? nie umie postawic jasnej granicy?

          a może nie chce?

          jakby jej nie paplał gdzie chodzi i z kim to by nie miala szansy sie zapisac na te same zajecia

          czas spojrzeć prawdzie w oczy
          Twojemu męzowi nie zalezy na zmianie statusu, a Tobie mydli oczy, ze on taki biedny, on by chciał, ale sama widzisz jaka ta baba natarczywa, no ona sama, sama, ja bym nie chciał ale co ja mogę?

          ku.rwa to chłop jest czy troki od kaleson?!
          • naiwna-0 Re: Teraz lepiej znam wroga .... 06.03.12, 11:49
            No własnie w tym problem ,że on jej nie powie aby nie latała za nim,bo przeciez "ona nic złego nie robi" - lubi tylko sport.
            Jestem świadoma tego ,że jemu sie podoba, ta cała sytuacja z latającą ,chętną babą.
            • aneta-skarpeta Re: Teraz lepiej znam wroga .... 06.03.12, 11:57
              dla mnie sprawa jest prosta jak budowa cepa- męzowi taki układ pasuje, zapewne jest w nim cos wiecej niz przyjazń

              teraz musisz na chlodno zadecydowac co dalej, bo wydaje mi się ze szczere rozmowy z mezem nie beda mialy miejsca, bo jemu tenuklad pasuje
        • yoka1 Re: Teraz lepiej znam wroga .... 06.03.12, 11:44
          ale co tzn. "doszedł mężowi tenis"?
          Nie widzisz ,zę te wyjścia niby na siłownię, niby na basen, a teraz na tenis, to przykrywka dla ich schadzek? Oni siętam umawiają najzwyczajniej w świecie, a Ty dajesz sobie wmówić, że ona też się tam pojawia, tak....

          A co to jakiś przymus jest w pracy chodzenia na basen, tenis, itd?

          A Ty nie pracujesz, zajmujesz się domem, dzieckiem i jeszcze wieczory spędzasz sama, bo "mężowi doszedł tenis"?

          Kobieto, ogarnij się i zakończ to, bo mąż Cię ma w głębokim poważaniu i romansuje ile wlezie za Twoim przyzwoleniem
          • kota_marcowa Re: Teraz lepiej znam wroga .... 06.03.12, 11:52
            > Nie widzisz ,zę te wyjścia niby na siłownię, niby na basen, a teraz na tenis, t
            > o przykrywka dla ich schadzek? Oni siętam umawiają najzwyczajniej w świecie, a
            > Ty dajesz sobie wmówić, że ona też się tam pojawia, tak....
            >

            Pewnie, że tak i zastanowiłabym się czy oni w ogóle na ten basen chodzą. I jeszcze jedno, to ty sobie wmawiasz, że to ona za twoim mężem lata, natomiast ja bym się skłaniała ku temu, że on za nią lata tak samo jak nie bardziej. Kobieto przejrzyj na oczy, to na regularny romans wygląda.
            • naiwna-0 Re: Teraz lepiej znam wroga .... 06.03.12, 11:57
              > Pewnie, że tak i zastanowiłabym się czy oni w ogóle na ten basen chodzą.

              On tam chodzi rzeczywiście pływać bo go odwiedzam tam regularnie i razem do domu wracamy.
              • aneta-skarpeta Re: Teraz lepiej znam wroga .... 06.03.12, 12:01
                naiwna-0 napisała:

                > > Pewnie, że tak i zastanowiłabym się czy oni w ogóle na ten basen chodzą.
                >
                > On tam chodzi rzeczywiście pływać bo go odwiedzam tam regularnie i razem do dom
                > u wracamy.

                no i facet obrasta w piórka- 2 baby sie o niego biją
                ja bym zaczela go ostro olewac, niech sam przyjdzie pogadac, docieka czemu "go nie pilnujesz" etc

                jak sie spyta to bym normalnym glosem powiedziala " kochanie dorosly jestes, nie musze za toba wszedzie chodzic"

                i zobaczysz o co biega
            • default Re: Teraz lepiej znam wroga .... 06.03.12, 12:03
              kota_marcowa napisała:

              >. Kobieto
              > przejrzyj na oczy, to na regularny romans wygląda.

              Otóż to - wałkuje się ten temat x czasu, wte i wewte, a sprawa jest prosta, banalna i ewidentna. Ja tylko zrozumieć nie mogę, jak można dać sobie wmawiać tyle czasu, że kobita kręcąca się wokół mojego męża to "przyjaciółka", którą w dodatku trzeba "pocieszać". U mnie nie ma takiej opcji "przyjaciółka męża". Od przyjaźni to facet ma innych facetów. Koniec, kropka.

          • naiwna-0 Re: Teraz lepiej znam wroga .... 06.03.12, 11:56
            yoka1 ...on chodzi na basen od roku,mają firmowy,pani X też zaczęła latać,teraz 3 miesiące miała przerwe,bo mąż pilnował ,a teraz znowu zaczęła pływać.
            Mają z firmy zniżkę na siłownie i tam mój mąż też chodzi z 2 kumplami,więc pani X zaraz też się pojawiła,ale podzielili pietra i zrezygnowała.
            Teraz maja 2 miesiące testowania jakiegoś kortu i będzie to robiło 6 facetów z firmy,a ona na doczepke.
            I tu nie chodzi o schadzki i posuwanie jej na tych "wyjsciach" ,bo jak juz pisałam jest pod kontrola wzrokowąsmile ,ale o jej wieczna obecność tuż obok niego.
            • aneta-skarpeta Re: Teraz lepiej znam wroga .... 06.03.12, 12:00
              naiwna, sama chyba nie wierzysz w to co mówisz

              jakby Twój mąż nie chciał to by sobie załatwił to tak, zeby nie chodzic, albo wyjasnil sobie z kolezanka, ze dla dobra znajomosci kolezenskiej nie powinni wszedzie razem

              czy on ma zawodowy przymus testowania silowni? czy mają po prostu karnety sluzn\bowe?
            • yoka1 Re: Teraz lepiej znam wroga .... 06.03.12, 12:13
              naiwna-0 napisała:

              > yoka1 ...on chodzi na basen od roku,mają firmowy,pani X też zaczęła latać,teraz
              > 3 miesiące miała przerwe,bo mąż pilnował ,a teraz znowu zaczęła pływać.
              > Mają z firmy zniżkę na siłownie i tam mój mąż też chodzi z 2 kumplami,więc pani
              > X zaraz też się pojawiła,ale podzielili pietra i zrezygnowała.
              > Teraz maja 2 miesiące testowania jakiegoś kortu i będzie to robiło 6 facetów z
              > firmy,a ona na doczepke.


              słuchaj mąż mojej koleżanki też chodził na basen w ramach karnetu firmowego jak i inni pracownicy w tym panie, tylko, że przy każdym takim wyjściu zawsze była jedna pani i oni faktycznie pływali, grali, i wcale tam nie byli sami.
              Koleżanka wynajęła detektywa i co? Bzykanko szło aż miło, regularny romans.
              Już są po rozwodzie ,a eks mąż jest związny z tą panią z wyjsć firmowych.
            • to_ja_tola Re: Teraz lepiej znam wroga .... 06.03.12, 12:16
              A może nie tylko twój mąż ją posuwa?big_grin

              Sorry,ale to się robi już śmieszne.wink
              • yoka1 Re: Teraz lepiej znam wroga .... 06.03.12, 12:19
                no to jest śmieszne.

                Ja myślę, że Naiwa_0 boi się dopuścić myśl, że jej mąż ma romans i woli wierzyć w te bajki.

                a mąż pani X moim zdaniem zbiera dowody, w czym Naiwna mu pomaga nie będąc tego świadoma i ujaji swoją panią X tak, że jej się odechce. Nie wierzę że facet tyran pozwoli, aby jej to uszło bezkarnie. Gra potulnego, i potem wyjdzie, że to ona szmata, a on extra.
            • deodyma Re: Teraz lepiej znam wroga .... 06.03.12, 12:22
              naiwna, jesli nie potrafisz zakonczyc calej tej farsy, to moze juz daj sobie spokoj z tym watkiem, bo naprawde przykro to sie czyta.
              moze napisz o tym na forum Kochanki i zatytuluj watek " zdradza czy nie zdradza", albo "ta druga" i te, ktore sa tam stalymi bywalczyniami, otworza Ci oczka?
              • timetotime Re: Teraz lepiej znam wroga .... 06.03.12, 12:26
                deodyma napisała:

                > (...) i te, ktore sa tam stalymi bywalczyniami, otworza Ci oczka?


                Nie sądzę smile. Naiwna to wyjątkowo oporny typ smile.
                • deodyma Re: Teraz lepiej znam wroga .... 06.03.12, 12:29
                  na tamtym forum tez takie oprone typy sa.
                  najepsza byla ta, ktora gadala przez tel z jakims facetem 4 miechy i zasilala mu konto, bo on twierdzil, ze nie ma kasy a potem miala dowiedziec sie o ich "schadzkach" jego zona, zaczela ja szantazowac i tez kazala zasilac jej kartebig_grin
                  mnie juz nic nie zdziwi, ale naiwna moglaby tam zalozyc wateksmile
        • to_ja_tola Re: Teraz lepiej znam wroga .... 06.03.12, 12:12
          Podczytuję wątek i szlag by mnie trafił.Powiedz,że jeżeli nie ma nic do owej pani niech na np mc zawiesi wychodzenie do sauny,na siłownie.
          A jaką ty masz pewność,że on na tę saunę z kumplami idzie a nie znią,tylko z osobna do budynku wchodzą?No prosze cię.Już dawno powinna być krótka piłka i tyle.
          • yoka1 a to obowiązek? 06.03.12, 12:16
            a poza tym od kiedy wychodzenie w ramach karnetu firmowego to obowiązek?
            Idziesz ,albo nie, to jest Twój czas wolny i firma nie może Ci nakazać.

            On chodzi, bo mu to pasuje, jest panem właśnego czasu, a Ty jak siedzisz od rana w domu, tak dalej siedzisz prawie wszystkie wieczory sama w chałupie.

            Mówię Ci, nic nie mów, udawaj, że jest cacy i załatw detektywa.
            • aneta-skarpeta Re: a to obowiązek? 06.03.12, 12:21
              mój mąż też ma karnet firmowy

              i żadnego przymusu nie ma

              w ogóle sobie nie wyobrazam, zeby chodził gdybym go poprosila, zeby np przez 2 miesiace nie chodził. Dla niego nie jest problemem, zeby nie isc w dany dzień, bo np chcę żeby został- mało tego, pyta się czy aby może dzisiaj ( choc zawsze chodzi w te same dni), bo moze go potrzebuję do czegos
            • naiwna-0 Re: a to obowiązek? 06.03.12, 12:22
              Ja nie potzrebuję detektywa ,bo gdy jest na siłoni to widzi go moja siostra lub jej przyjaciółka i nigdy nic dziwnego w jego zachowaniu tam nie widziały.
              Na basenie też tylko pływa,ja wpadam popatrze ,czekam na niego i idziemy np. do kina.
              A pani X czmycha przede mną .
              • deodyma Re: a to obowiązek? 06.03.12, 12:26
                najwidoczniej maz juz sie zorientowal, ze jest przez nie obserwowany, wiec i nic sie nie dzieje.
                ale racje pisza dziewczyny wyzej, nie ma przymysu chodzenia na basen, nawet jesli maz ma firmowy karnet.
                kilka lat temu tez mialam takowy, ale z niego nie skorzystalam, oddalam komus, kto chcial.
                • yoka1 Re: a to obowiązek? 06.03.12, 12:29
                  bo tak to działa, wszelkie karnety czy wyjazdy integracyjne to dobra wola pracowniak.

                  Szkolenia są obowiązkowe
              • yoka1 Re: a to obowiązek? 06.03.12, 12:28
                naiwna-0 napisała:

                > Ja nie potzrebuję detektywa ,bo gdy jest na siłoni to widzi go moja siostra lub
                > jej przyjaciółka i nigdy nic dziwnego w jego zachowaniu tam nie widziały.
                > Na basenie też tylko pływa,


                no ja właśnie to samo napisałam, że na tych wyjściach na karnet nic się nie rzucało w oczy, dopiero detektyw za nim pojeździł i odkrył ciekawe rzeczy
              • kota_marcowa Re: a to obowiązek? 06.03.12, 13:08
                Naiwna dla ciebie chyba jedynym prawdziwym dowodem byłoby przyłapanie ich na gorąco w łóżku. Ty nawet nie zauważasz tego, że ona jest ważniejsza dla niego, bo on wie, że ci sprawia ból, ale ma w nosie twoje prośby żeby np. się z nią nie spotykać i jeszcze argumentuje, że jej będzie przykro, lolsmile Zakładam, że twój mąż nie jest idiotą i doskonale wie, że jest obserwowany, zwłaszcza po jazdach z jej mężem, a ty faktycznie jesteś naiwna, skoro liczysz, że sam się przyzna do bzykania obcej pani.
                I wniosek jest jeden, tobie jest w tym układzie wygodnie, mąż cię utrzymuje nie chcesz się rozwodzić, ok, do pozostania męża, jak się bardzo uprzesz możesz zmusić, ale do tego, żeby cię kochał i mu zależało, go nie zmusisz. Trochę godności zachowaj, bo przyda ci się to jak trochę otrzeźwiejesz.
                Jak ktoś wyżej napisał, przykro ten wątek czytać.
                P.S. I wierzyć możesz w co chcesz, ale zadbaj o swoje sprawy finansowe, tak na wszelki wypadek, potraktuj to jako inwestycję na przyszłość.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja